Reklama

Wizerunek Matki Bożej Sulisławskiej w Sosnowcu

PIOTR LORENC
Edycja sosnowiecka 1/2001

Parafia Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w Sosnowcu-Kazimierzu istnieje dopiero od 11 lat. Od 1996 r. administrują nią Księża Zmartwychwstańcy, którzy podjęli się nie tylko animowania życia religijnego, ale także budowy nowej świątyni.

W Roku Jubileuszowym do parafii przywędrował łaskami słynący wizerunek Matki Bożej Bolesnej z sanktuarium w Sulisławicach. " Każde nawiedzenie obrazu Matki Bożej Sulisławskiej wiąże się z łaskami, które Maryja stara się wyjednać u swojego Syna. Matka Boża jest skuteczną pośredniczką, dlatego wierzę, że rekolekcje i peregrynacja wizerunku Najświętszej Panny przyczyni się do odnowienia życia duchowego w parafii" - powiedział Niedzieli ks. proboszcz Kazimierz Sawościanik.

Obraz Matki Bożej Bolesnej trafił do Sulisławic już w 1610 r. Przywiozła go z dawnych ziem polskich, w czasie przesiedleń z kresów wschodnich, Dorota Ogrufina. W Sulisławicach założyła rodzinę, a obraz powiesiła w domu. W 1650 r., po śmierci męża, Ogrufina podarowała obraz kościołowi w Sulisławicach. Ówczesny Ksiądz Proboszcz powiesił go w bocznym ołtarzu. Jak podaje legenda, pewnej nocy, przy zapalonych świecach, obraz w cudowny sposób przeniósł się do ołtarza głównego. I tam już pozostał. Wiadomość o cudownym przemieszczeniu szybko rozeszła się po okolicy. Do sulisławskiej świątyni przybywało coraz więcej pątników, by wyprosić u Matki Bożej Bolesnej potrzebne łaski.

Do 1921 r., co skrzętnie odnotowano w kronice parafialnej, nastąpiło 61 cudownych uzdrowień. Były to najczęściej uzdrowienia fizyczne - odzyskanie wzroku, uleczenie z paraliżu. "Była też znamienna sprawa ingerencji Matki Bożej w Staszowie - przypomina ks. Stanisław Lasota, kustosz sulisławskiego sanktuarium. W 1820 r. w tej miejscowości, oddalonej o 25 km od Sulisławic, panowała epidemia cholery. Choroba zdążyła zdziesiątkować mieszkańców, gdy nagle wymyślono, by pójść do Matki Bożej Sulisławskiej i prosić o cud uzdrowienia. Kiedy staszowianie przybyli na odległość trzech kilometrów od kościoła i zobaczyli jego wieże, stał się cud. Epidemia w Staszowie się skończyła. W miejscu tym postawiono krzyż, który stoi do dnia dzisiejszego. A mieszkańcy Staszowa co roku przychodzą z pielgrzymką do sanktuarium, aby dziękować Matce Bożej za cud uratowania miejscowości przez epidemią" - relacjonuje ks. Lasota.

W 1913 r. obraz Matki Bożej Bolesnej został koronowany. Był to jedyny obraz w diecezji sandomierskiej koronowany przez Ojca Świętego. Jednak w 1940 r. wizerunek został skradziony. Znaleziono go na pobliskim cmentarzu bez koron. Wrócił więc do świątyni, ale bez królewskich insygniów. Na początku lat 90., gdy parafią już administrowali Księża Zmartwychwstańcy, ufundowano nowe korony. Ojciec Święty Jan Paweł II poświęcił je podczas wizyty w Radomiu. Wkrótce też odbyła się rekoronacja cudownego obrazu Matki Bożej Bolesnej. "Rok później, jesienią, w nocy z 27 na 28 października obraz znów został skradziony" - wspomina tragiczne wydarzenie ks. Lasota. W ołtarzu głównym pozostało tylko puste miejsce. Nie zraziło to pątników. Przybywały pielgrzymki z różnych części diecezji i wierni modlili się tak, jakby obraz znajdował się na swoim miejscu. "Pielgrzymi wierzyli, że Matka Najświętsza nie pozwoli, aby ręka złodzieja zabrała obraz z Sulisławic" - mówi ks. Kustosz. I rzeczywiście tak się stało. 25 marca 1994 r. w święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny obraz został przyniesiony przez nieznanego człowieka do kościoła św. Barbary w Warszawie. Stamtąd szczęśliwie trafił do Kurii Sandomierskiej, a z niej do kościoła, z którego pochodził. Po powrocie został poddany gruntownej ekspertyzie i konserwacji. We wrześniu 1994 r., w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, został na nowo zawieszony w sulisławskim sanktuarium.

Po ekspertyzie okazało się, że na obrazie są widoczne ślady po dwóch zawiasach. Jest to obraz namalowany obustronnie. Z tyłu widnieje głowa Pana Jezusa z chusty św. Weroniki, namalowana odwrotnie, co sugerowałoby, że obraz ten był wieczkiem od bursy, czyli naczynia, w którym kapłan nosi Najświętszy Sakrament. W momencie otwarcia naczynia ukazywała się głowa Pana Jezusa.

Powstała także wierna kopia obrazu Matki Bożej Bolesnej, wykonana w pół roku po kradzieży. Została ona zawieszona w miejscu oryginału. Kiedy odnaleziono oryginał, powstała inicjatywa, aby kopia wizerunku Matki Bożej Bolesnej wędrowała po parafiach diecezji sandomierskiej, a także by obraz nawiedził palcówki, w których pracują Księża Zmartwychwstańcy. Peregrynacja trwała pięć lat, w czasie Bożego Narodzenia 2000 r. obraz wrócił do Sulisławic.

Cudowne wydarzenia miały miejsce nie tylko sto lat temu. Kustosz sanktuarium ks. Stanisław Lasota, przypomniał przypadek z lipca 1997 r., kiedy to zrozpaczeni rodzice przyszli zamówić Mszę św. w intencji chorego na białaczkę 10-letniego dziecka. Lekarze stawiając diagnozę zapowiedzieli dziecku kilka miesięcy życia. Rodzice jednak usilnie błagali Matkę Bożą Bolesną o zdrowie dla dziecka, odprawiona została także Msza św. w tej intencji. Po roku czasu rodzice przyjechali oznajmić, że znacznie polepszył się stan zdrowia ich pociechy. Lekarze zalecali ostrożność i sugerowali, że dopiero po trzech latach można będzie mówić, czy nie ma nawrotów choroby. W tym roku rodzice przybyli razem z dzieckiem i zapewnili, że nie ma śladu po chorobie.

Dla zainteresowanych pielgrzymką do Sulisławic podajemy adres parafii:

Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

Sulisławice 91, 27-670 Łaniów

tel. 015/866-93-62

Fot. Piotr Lorenc

Ks. Isakowicz-Zaleski po zakończeniu protestu w Sejmie: wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe

2018-05-27 19:08

dg / Warszawa (KAI)

Nie jest tak, że Kościół nie zabierał głosu. Ks. kard. Kazimierz Nycz był obecny na strajku, przyszedł z własnej woli. Wypowiadali się różni duchowni i z tego co wiem, byli gotowi być pośrednikami w tych rozmowach – powiedział KAI ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski. – Niestety ten protest został upolityczniony. Dodam, że wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe, bo Kościół od zarania swoich dziejów prowadzi działalność charytatywną – zaznaczył założyciel i prezes fundacji im. Brata Alberta i duszpasterz osób niepełnosprawnych, komentując zakończenie w Sejmie protestu w sprawie osób niepełnosprawnych a także wypowiedzi ks. Wojciecha Lemańskiego.

TER
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

– Przyjąłem jako dobrą wiadomość to, że protest został zawieszony, czyli nie zakończony, ale zmieniła się jego forma. Apelowałem o to już od kilku dni, bo uważałem, że to się odbija ogromnie negatywnie na zdrowiu fizycznym i psychicznym tych osób niepełnosprawnych, które przeżywają straszliwą traumę – powiedział ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski.

Komentując sam protest, dodał: "uważam, że rodzice wykazali ogromną determinację, z większością ich postulatów się zgadzam. Niepokoiły mnie natomiast sytuacje, kiedy politycy, którzy nic do tej pory nie zrobili, podpinali się pod ten protest. Moim zdaniem to właśnie oni dobili ten protest – takie występy niektórych osób, które 'z troską' się pochylały nad niepełnosprawnymi, a do tej pory były obojętne. Uważam, że dobrze się stało, że część postulatów osób niepełnosprawnych została spełniona, a teraz jest okazja do dialogu, do rozmowy, do wywierania presji na rząd, żeby zrealizował te postulaty. Musi się to jednak odbywać w całkowicie innej atmosferze i to jest rola dla organizacji pozarządowych, dla środowisk osób niepełnosprawnych i wielu ludzi dobrej woli".

– Jeżeli chodzi o ks. Lemańskiego, to ja nigdy się nie spotkałem, aby kiedykolwiek pomagał niepełnosprawnym. Cztery lata temu ja uczestniczyłem w podobnym proteście rodziców w Sejmie i ks. Lemański się tym kompletnie nie interesował, nie było go tam. Prowadzę wiele akcji charytatywnych, nigdy go nie widziałem, żadnego zaangażowania z jego strony. On jest skłócony z hierarchią kościelną, ale uważam, że to jest jedna z osób, która się stara podpiąć – powiedział, odnosząc się do dzisiejszych wypowiedzi suspendowanego kapłana.

Ks. Isakowicz zaznaczył, że Kościół w Polsce nie był bierny wobec protestu: "Nie jest tak, że Kościół nie zabierał głosu. Ks. kard. Kazimierz Nycz był obecny na strajku, przyszedł z własnej woli. Wypowiadali się różni duchowni i z tego co wiem, byli gotowi być pośrednikami w tych rozmowach. Natomiast niestety ten protest został upolityczniony. Dodam, że wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe, bo Kościół od zarania swoich dziejów prowadzi działalność charytatywną. Obecnie prowadzi bardzo wiele dzieł charytatywnych. Jest wiele fundacji i stowarzyszeń, tak jak moja fundacji Brata Alberta, która nie jest fundacją kościelną, ale jest związana ze środowiskiem kościelnym. Nie można powiedzieć, że Kościół nic nie zrobił. Kościół nie był stroną tego sporu. Natomiast słowa ks. Lemańskiego są skandaliczne, krzywdzą i tylko podpalają cały problem".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Isakowicz-Zaleski po zakończeniu protestu w Sejmie: wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe

2018-05-27 19:08

dg / Warszawa (KAI)

Nie jest tak, że Kościół nie zabierał głosu. Ks. kard. Kazimierz Nycz był obecny na strajku, przyszedł z własnej woli. Wypowiadali się różni duchowni i z tego co wiem, byli gotowi być pośrednikami w tych rozmowach – powiedział KAI ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski. – Niestety ten protest został upolityczniony. Dodam, że wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe, bo Kościół od zarania swoich dziejów prowadzi działalność charytatywną – zaznaczył założyciel i prezes fundacji im. Brata Alberta i duszpasterz osób niepełnosprawnych, komentując zakończenie w Sejmie protestu w sprawie osób niepełnosprawnych a także wypowiedzi ks. Wojciecha Lemańskiego.

TER
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

– Przyjąłem jako dobrą wiadomość to, że protest został zawieszony, czyli nie zakończony, ale zmieniła się jego forma. Apelowałem o to już od kilku dni, bo uważałem, że to się odbija ogromnie negatywnie na zdrowiu fizycznym i psychicznym tych osób niepełnosprawnych, które przeżywają straszliwą traumę – powiedział ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski.

Komentując sam protest, dodał: "uważam, że rodzice wykazali ogromną determinację, z większością ich postulatów się zgadzam. Niepokoiły mnie natomiast sytuacje, kiedy politycy, którzy nic do tej pory nie zrobili, podpinali się pod ten protest. Moim zdaniem to właśnie oni dobili ten protest – takie występy niektórych osób, które 'z troską' się pochylały nad niepełnosprawnymi, a do tej pory były obojętne. Uważam, że dobrze się stało, że część postulatów osób niepełnosprawnych została spełniona, a teraz jest okazja do dialogu, do rozmowy, do wywierania presji na rząd, żeby zrealizował te postulaty. Musi się to jednak odbywać w całkowicie innej atmosferze i to jest rola dla organizacji pozarządowych, dla środowisk osób niepełnosprawnych i wielu ludzi dobrej woli".

– Jeżeli chodzi o ks. Lemańskiego, to ja nigdy się nie spotkałem, aby kiedykolwiek pomagał niepełnosprawnym. Cztery lata temu ja uczestniczyłem w podobnym proteście rodziców w Sejmie i ks. Lemański się tym kompletnie nie interesował, nie było go tam. Prowadzę wiele akcji charytatywnych, nigdy go nie widziałem, żadnego zaangażowania z jego strony. On jest skłócony z hierarchią kościelną, ale uważam, że to jest jedna z osób, która się stara podpiąć – powiedział, odnosząc się do dzisiejszych wypowiedzi suspendowanego kapłana.

Ks. Isakowicz zaznaczył, że Kościół w Polsce nie był bierny wobec protestu: "Nie jest tak, że Kościół nie zabierał głosu. Ks. kard. Kazimierz Nycz był obecny na strajku, przyszedł z własnej woli. Wypowiadali się różni duchowni i z tego co wiem, byli gotowi być pośrednikami w tych rozmowach. Natomiast niestety ten protest został upolityczniony. Dodam, że wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe, bo Kościół od zarania swoich dziejów prowadzi działalność charytatywną. Obecnie prowadzi bardzo wiele dzieł charytatywnych. Jest wiele fundacji i stowarzyszeń, tak jak moja fundacji Brata Alberta, która nie jest fundacją kościelną, ale jest związana ze środowiskiem kościelnym. Nie można powiedzieć, że Kościół nic nie zrobił. Kościół nie był stroną tego sporu. Natomiast słowa ks. Lemańskiego są skandaliczne, krzywdzą i tylko podpalają cały problem".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem