Reklama

Dzieci z plecakiem do kolan

2015-08-25 12:27

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 35/2015, str. 46-47

contrastwerkstatt/pl.fotolia.com

To będzie rocznik eksperymentalny. Do pierwszej klasy pójdą razem 6- i 7-latki. Oblicza się, że ok. 610 tys. dzieci. Jeżeli będą klasy mieszane, co jest nieuniknione, to dzieci młodsze na tym stracą. Rok różnicy w tym wieku to jednak ogromna przepaść

Kwerenda w szkołach i wśród rodziców sześciolatków daje obraz sytuacji, w jakiej znajdą się 1 września dzieci i ich rodzice mieszkający w niewielkich miejscowościach oraz w małych i dużych miastach. – W przypadku małych szkół wiejskich problemu z przyjęciem sześciolatków nie ma – mówi pani Katarzyna, nauczycielka w niewielkiej szkole w regionie świętokrzyskim. – Klasy są małe, baza na czas spędzony na zajęciach edukacyjnych i zabawowych jest zapewniona, oczywiście, na ile to możliwe w realiach szkoły wiejskiej – dodaje. Ale już w większych szkołach gminnych pojawia się problem. Plan dla sześcioletnich dzieci układany jest dwuzmianowo, tzn. poranna zmiana rozpoczyna się ok. godz. 7 lub 8 i kończy ok. godz. 10-11, druga – kończy ok. godz. 15. Oznacza to, że pozostały czas dzieci pracujących rodziców muszą spędzić w świetlicy, niekiedy łączonej ze stołówką. Jedzący obiad gimnazjaliści i bawiące się obok sześciolatki mogą być codziennym widokiem w wielu placówkach. Rodzice głośno mówią, że druga zmiana to problem jeszcze większy: gdy przyjdzie jesień i zima, czas dowiezienia dzieci do szkoły wydłuży się i będzie trudniejszy. Już dziś rodzice przepisują dzieci ze szkół dwuzmianowych do jednozmianowych nawet kosztem oddalenia od domu. – Nie mam wyjścia. Dobro dziecka jest najważniejsze – mówi mama sześciolatka. – Skomplikuje nam to życie, bo to jednak kilka kilometrów dalej.

Wiele szkół ma doskonałe wyposażenie, często ze środków unijnych. Łazienki dla maluchów, małe sedesy i pisuary w toalecie, pięknie wyposażony plac zabaw i lśniąca stołówka. Ale czy rzeczywiście o to chodzi? Zamykanie małych szkół przez gminy spowodowało, że w tym roku w jednej szkole stłoczą się dzieci z kilku małych szkół. I tak w szkole podstawowej w Kielcach na osiedlu Pod Dalnią od września ruszy 11 klas pierwszych, z klasami mieszanymi sześcio- i siedmiolatków.

Szkoły twierdzą, że nie ma żadnych problemów z przyjęciem sześciolatków. Podobnie wypowiadały się na temat dopalaczy w szkole. – Mówiono, że problemu nie było, a w szpitalu lądowało miesięcznie kilku gimnazjalistów i licealistów – mówi emerytowany nauczyciel. – Trzeba również podkreślić, że więcej dzieci to zapewnienie pracy nauczycielom zagrożonym brakiem etatu.

Reklama

Ubezwłasnowolnieni rodzice

– Zrobiono nam wodę z mózgu. I nam, rodzicom, i nauczycielom. Władze włożyły wiele trudu w udowadnianie konieczności pójścia do szkół sześciolatków, które mają uratować polską gospodarkę i nasze emerytury; w udowodnienie, że maluchy dojrzały do obowiązku szkolnego i że tak się dzieje na całym świecie. Dopiero teraz rodzice tak naprawdę budzą się z letargu i przyglądają swojemu dziecku z plecakiem do kolan – mówi mama sześciolatka, która do tej pory nie dostrzegała problemu w pójściu synka do szkoły.

– Tylko my, rodzice, wiemy, czy nasze dziecko może podjąć naukę w szkole, czy nie. Obserwujemy je na co dzień w różnych sytuacjach. Żaden nauczyciel, dyrektor czy minister nie ma takiej wiedzy, więc zmuszanie mnie do posłania syna do szkoły jest nieludzkie. To ja odpowiadam za to, jak będzie sobie radził w przyszłości, jakie podejmie decyzje, jak wywiąże się ze swoich ról. Stawianie mnie w sytuacji obowiązku szkolnego, z wszystkimi tego konsekwencjami, nie jest w porządku – dodaje inna matka sześciolatka. Rodzicom odebrano przekonanie, że najlepiej znają swoje dziecko i że sami potrafią dokonać dla niego właściwego wyboru. Nawet sami rodzice przez brak pewności siebie, którą skutecznie odbierają im tzw. autorytety, przerzucają tę decyzję na poradnie, na specjalistów. Zostali ubezwłasnowolnieni przez urzędników i sami się ubezwłasnowolniają.

Studium przypadku

Małgorzata i Marek są rodzicami trójki dzieci. Starsi synowie są uczniami szkoły prowadzonej przez zgromadzenie zakonne, najmłodszy Maksio uczęszcza do przedszkola także prowadzonego przez siostry zakonne. W tym roku czekało go pójście do pierwszej klasy. Siostry nie mogły się go nachwalić. Takie zdolne dziecko, a przy tym chętne do występów przedszkolnych, recytacji, teatrzyków, konkursów i quizów. Bez problemu został zapisany do pierwszej klasy szkoły, do której uczęszczają starsi bracia. Jednak tylko rodzice wiedzieli, jaką cenę Maksio płaci za rolę prymusa. – Po każdym występie syn był wyczerpany. Nie mógł się uspokoić. Rządziły nim emocje. Zaczął obgryzać paznokcie, często chorował. Stawał się agresywny – mówi Małgorzata. Matka powiedziała siostrom, że zrobi wszystko, by odroczyć Maksiowi obowiązek szkolny. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne były tak oblegane, że rodzice Maksia zdecydowali się na poradnię prywatną, i to nie w swoim 200-tysięcznym mieście, gdzie koszt badania dziecka wynosił 400 zł, lecz w oddalonej o 70 km mniejszej miejscowości, gdzie wizyta kosztowała 150 zł.

Matka Maksia nie wie, ile dzieci z 25-osobowej klasy synka zostanie zwolnionych z obowiązku szkolnego, ale przez ten rok obserwacji kolegów Maksia przypuszcza, że około jedna czwarta dzieci. Kubuś nie usiedział w ławce dłużej niż 5 minut, Jaś to gapcio, ciągle czegoś zapomina, proste zadania domowe dla sześcioletniego Tadzia to Mount Everest – nie dlatego, że nie jest inteligentny, tylko dlatego, że rozkojarza się po kwadransie... – Te dzieci zwróciły moją uwagę – mówi Małgorzata – ale przecież w grupie są też takie maluchy, których niedojrzałość do podjęcia obowiązku szkolnego nie jest widoczna na pierwszy rzut oka, jak w przytoczonych przypadkach. Jeżeli rodzice nie zadziałają, nie postarają się o odroczenie, dziecko pójdzie do szkoły. Skutki takiej decyzji nie muszą być widoczne od razu – dodaje pani Małgorzata.

Fobia szkolna

Doświadczenia rodziców, którzy posłali dziecko do szkoły rok wcześniej, pokazują, że trudności pojawiają się około czwartej klasy. Anna, matka małej Zosi, sama lekarka, dziś żałuje swojej decyzji posłania córki cztery lata temu do szkoły jako sześciolatki. Zosia ma trudności z nauką, trudności w skupieniu się na problemie, nie nadąża za grupą w wykonywaniu poleceń nauczycieli. Trudno jest dziecku zapamiętać wszystkie prace domowe. Pojawiła się bardzo niska samoocena, fobia szkolna i moczenie nocne. Zosia nie chce się bawić z rówieśnikami po szkole, ponieważ dzieci śmieją się z jej trudności. – A dzieci potrafią być okrutne – mówi Anna. – Zosia przebywa tylko z nami, z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej aspołeczna – dodaje mama. Wypadałoby zostawić dziecko na drugi rok w tej samej klasie, żeby dojrzało, ale Zosia jest inteligentna, więc to rozwiązanie nie wchodzi w grę. Sytuacja jest patowa. – Nie mogę sobie wybaczyć decyzji sprzed czterech lat. Doskonale rozumiem niepokój rodziców, którzy w tym roku protestują w obronie swoich sześcioletnich dzieci – mówi mama Zosi.

Cenne dobro

Rodzice, którzy chcą odroczyć obowiązek edukacyjny swoich dzieci, mają wiele negatywnych doświadczeń z instytucjami, które mnożą formalności. Rodzice często decydują się na rozwiązania mało wygodne i logistycznie, i finansowo, byle tylko obronić swoje dziecko. Najwygodniej dla rodziny Małgorzaty i Marka byłoby mieć trzech synów w jednej szkole, tak jak to było zaplanowane. Dziś Maksio będzie uczęszczał do szkoły prowadzącej roczne przygotowanie przedszkolne, znacznie oddalonej od rodzinnego domu. Rodzice wybrali to rozwiązanie mimo kosztów, jakie ono generuje (szkoła jest płatna). – Chodzi o dobro dziecka – podkreśla Małgorzata. – Za rok syn zupełnie spokojnie wkroczy w szkolny świat. Decyzję dotyczącą Maksia opieraliśmy na doświadczeniach szkolnych starszego rodzeństwa. Wiemy, jakie trudności może napotkać w szkole. Chcemy, by wyrósł na ciekawego świata i odważnego człowieka, a nie sfrustrowanego od początku i zmęczonego wyrobnika. Po prostu dzieciom odbiera się czas, najcenniejsze, co dorosły może dać dziecku – mówi z goryczą matka.

Te gorzkie słowa rodziców sześciolatków dają obraz manipulacji, jakiej ci byli poddawani przez ostatnie lata wprowadzania kolejnej nieprzemyślanej reformy oświaty. Nie pomogły protesty, milionowe podpisy złożone do Sejmu, inicjatywy obywatelskie. Rodzicom odebrano odpowiedzialność za dzieci. Czy uda się to naprawić?

Tagi:
szkoła dzieci dziecko

Polka prześladowana w Norwegii - Barnevernet odbiera dziecko

2019-03-15 17:29

BOŻENA SZTAJNER zdjęcie ilustracyjne

Instytut Ordo Iuris udziela pomocy młodej Polce, której norweski urząd Barnevernet odebrał dziecko, a wcześniej namawiał do dokonania aborcji. Możliwość widzenia się matki z córką została przez urzędników ograniczona niemal do zera. W pomoc kobiecie i dziecku zaangażował się także były konsul RP w Norwegii – dr Sławomir Kowalski.

Pani Joanna, jeszcze jako dziecko wyjechała z matką do Norwegii w 2010 r. Rok później obie trafiły do centrum pomocy kryzysowej dla samotnych matek. W 2012 r. pieczę zastępczą nad dziewczynką przejął urząd do spraw dzieci – Barnevernet. Nie otrzymała jednak koniecznej pomocy. Wielokrotnie zmieniała domy zastępcze i instytucje socjalne, powracała do matki lub ponownie umieszczana była w pieczy zastępczej.

W 2015 r. Joanna zaszła w ciążę. Pomimo namów urzędników Barnevernet nie zgodziła się na aborcyjne zabicie nienarodzonego dziecka. Wiedząc, że urzędnicy zamierzając odebrać dziecko zaraz po urodzeniu, kobieta uciekła do Polski i zatrzymała się u rodziny. W kwietniu 2016 r. urodziła się Lena. Ze względu na trudną sytuację rodzinną w październiku Joanna wróciła z dzieckiem do Norwegii i zamieszkała ze swoją matką. Niebawem Barnevernet odebrał dziecko Joannie i umieścił je w rodzinie zastępczej. Zrozpaczonej kobiecie przyznano prawo do widzenia się z córką trzy razy w roku po jednej godzinie i to pod nadzorem urzędnika. Takie traktowanie kobiety przez Barnevernet doprowadziło ją do problemów ze zdrowiem, m.in. depresji.

Obecnie Joanna przebywa w Polsce. Jeszcze w czasie sprawowania swej konsularnej funkcji w pomoc matce zaangażował się dr Sławomir Kowalski, wydalony przez stronę norweską za nadmierne zaangażowanie w pomoc polskim rodzinom w Norwegii. Sprawą zajął się Instytut Ordo Iuris, którego prawnicy skierowali do Ministerstwa Sprawiedliwości wniosek o przejęcie pieczy nad trzyletnią córką Joanny przez jej ciotkę mieszkającą w Polsce. Tym sposobem dziecko wróciłoby do kraju, gdzie o jego dalszym losie decydowałyby już polskie władze. Na takie rozwiązanie pozwala Konwencja Haska z 1996 roku, której stronami są zarówno Polska jak i Norwegia.

„Konwencja o Prawach Dziecka nakłada na Norwegię obowiązek poszanowania prawa dziecka do zachowania jego tożsamości, a także stosunków rodzinnych. Ustalenie kontaktów z dzieckiem na poziomie 3 godzin rocznie bezsprzecznie narusza ten obowiązek. Kontakty w takim wymiarze nie pozwolą utrzymać więzi na żadnym poziomie. W naszej ocenie najlepszym dla dobra dziecka jest ustanowienie pieczą zastępczą zamieszkałych w Polsce członków rodziny dziewczynki” - wskazuje adw. Jerzy Kwaśniewski, Prezes Ordo Iuris.

W pomoc Joannie zaangażowani są adw. Jerzy Kwaśniewski i adw. Filip Wołoszczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Cantalemessa: trzeba na nowo odkryć wagę życia wewnętrznego

2019-03-22 16:58

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Życiu wewnętrznemu poświęcił kaznodzieja Domu Papieskiego drugą konferencję wielkopostną wygłoszoną w kaplicy Redemptoris Mater w Watykanie w obecności papieża i pracowników Kurii Rzymskiej.

Biuro prasowe kapucynów

O. Raniero Cantalamessa wskazał, że życie wewnętrzne przeżywa dziś kryzys i patrzy się na nie z pewną podejrzliwością. Przyczyn takiego stanu rzeczy można szukać także w samej naturze człowieka, który nastawiony jest na to, co zewnętrzne, widzialne, a do czego zachęcają go zmysły. W obecnej kulturze rolę, którą pełniło życie wewnętrzne czy duchowe zastępuje się psychologią i psychoanalizą, skupiając się na podświadomości, a pomijając relację z Bogiem. Także w życiu Kościoła, po Soborze Watykańskim II, ideałem nie jest „ucieczka od świata” ale „wychodzenie do świata”.

„Porzucenie życia wewnętrznego i zwrócenie się w stronę tego, co zewnętrzne to jeden z najbardziej niebezpiecznych aspektów sekularyzacji. Aż do pokusy teologicznego uzasadnienia tego nowego kierunku, który przyjął imię: teologii śmierci Boga czy też świeckiego miasta – stwierdził o. Cantalamessa. – Mówi się, że Bóg sam dał nam przykład. Kiedy przyjął ciało człowieka, ogołocił się, opuścił samego siebie z wewnętrznego życia Trójcy, stał się «światowy», to znaczy rozmył się w tym, co świeckie. Stał się Bogiem «poza sobą»”.

Włoski kapucyn podkreślił także, że człowiek żyje dziś w ciągłym pędzie, w strachu przed ciszą. Szczególnie widać to wśród młodych, którzy niejednokrotnie żyją w „orgii hałasu”, zapominając, że życie wewnętrzne to droga do życia autentycznego. Ale fala życia zwróconego w stronę tego, co zewnętrzne porywa także osoby zaangażowane w misję Kościoła. Trzeba temu zaradzić, gdyż zdaniem o. Cantalamessy, albo odnajdziemy klimat i czas milczenia oraz życia wewnętrznego, albo pogrążymy się w duchowej i całkowitej pustce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: rekolekcje dla mężczyzn „Droga Lwa”

2019-03-23 09:03

rl / Warszawa (KAI)

Z inicjatywy Katolickiego Projektu Formacyjnego dla mężczyzn „Droga Odważnych” w Warszawie odbędą się rekolekcje zatytułowane „Droga Lwa”. W programie spotkania, które odbędzie się w dniach 29-31 marca, są Msze św., interaktywne konferencje i spotkania w grupach.

Iwona Sztajner

Katolicki Projekt Formacyjny dla mężczyzn „Droga Odważnych” powstał w 2017 roku. To program męskiej formacji, będący platformą szerokiego dotarcia do mężczyzn z ideą wierności małym krokom w duchowym i osobistym rozwoju. Program zrzesza obecnie ponad 1100 mężczyzn z kraju i zagranicy.

Teraz z inicjatywy „Drogi Odważnych” organizowane są rekolekcje dla mężczyzn zatytułowane „Droga Lwa”. Odbędą się one w dniach 29-31 marca w warszawskiej Oxford Tower. Na program składać się będą m.in. Eucharystia, interaktywne konferencje i spotkania w grupach. Organizatorzy są przygotowani na przyjęcie 400 uczestników.

Tematami przewodnimi spotkania będą: rozwój duchowy i osobisty, zranienia i przebaczenie, braterstwo i relacje rodzinne, a celem całego wydarzenia obudzenie w uczestnikach ducha przywództwa w życiu osobistym, a w szczególności w misji bycia zaangażowanym i odpowiedzialnym mężem i ojcem. Program inspirowany jest duchowością ignacjańską i karmelitańską.

Spotkania w czasie rekolekcji poprowadzą: Mariusz Marcinkowski - założyciel i Lider Wspólnoty Przymierza oraz twórca Drogi Odważnych. Z wykształcenia teolog oraz trener rozwoju osobistego. Od lat pracujący z mężczyznami, by budzić w nich przywódców. Głosi konferencje w Polsce i zagranicą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki synów; Michał Piekara - założyciel i Lider Wspólnoty Przymierza oraz twórca Drogi Odważnych. Psychoterapeuta, założyciel Kliniki Małżeńskiej. Głosił konferencje i szkolił mężczyzn w 12 krajach świata. Autor książek poświęconych budowaniu trwałych relacji. Prywatnie mąż i ojciec czwórki dzieci; Dawid Gacek - lider Wspólnoty Przymierza oraz Drogi Odważnych. Muzyk, wizjoner, człowiek od kreacji. Hiperoptymista, pasjonat życia. W swojej pracy posługuje się muzyką, by inspirować innych do życia na maxa. Prywatnie mąż i ojciec trójki dzieci.

Nie zabraknie także duchownych. Obecni będą: ks. Marcin Ożóg - proboszcz Parafii Dobrego Pasterza w Warszawie. Kapelan Wspólnoty Przymierza i Drogi Odważnych. Kapłan oddany duszpasterstwu. Niestrudzony spowiednik i kierownik duchowy; br. Adam Zwierz - kapucyn, w Warszawie odpowiedzialny za duszpasterstwo powołań. Misjonarz. Spowiednik. Uczestnik Drogi Odważnych. Staje w prawdzie i pomaga stawać w prawdzie innym. Nigdy nie owija w bawełnę.

Więcej informacji na www.drogalwa.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem