Reklama

Oddała życie Jezusowi

2015-09-03 11:16

Jarosław Ciszek
Edycja sosnowiecka 36/2015, str. 8

Jarosław Ciszek

Nosi obrączkę, choć nigdy nie miała męża. Pozostając w świecie, żyjąc w swoim środowisku i między osobami najbliższymi, jednocześnie jest konsekrowana, czyli szczególnie poświęcona Chrystusowi oraz ma stanowić znak Jego miłości do Kościoła. W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, mieszkająca w parafii Chrystusa Króla w Sosnowcu-Klimontowie Maria Stana została przez bp. Grzegorza Kaszaka włączona do stanu dziewic konsekrowanych. To 198. kobieta w Polsce i pierwsza w naszej diecezji, która w takiej formie zdecydowała się oddać życie Jezusowi.

Dziewictwo to jedna z trzech form indywidualnego życia konsekrowanego, obok wdowieństwa i pustelnictwa. Choć dziewice konsekrowano już w początkach Kościoła rzymskiego, od średniowiecza obrzęd związano jedynie z życiem we wspólnocie zakonnej. Odnowiony ryt pojawił się dopiero po Soborze Watykańskim II.

– Bóg ją powołał do ściślejszego zjednoczenia z Sobą i przeznaczył ją na służbę Kościołowi i wszystkim ludziom. Jej konsekracja pobudza ją, by zgodnie ze swoim stanem gorliwiej służyła i troszczyła się o rozszerzanie Królestwa Bożego i o przepajanie duchem chrześcijańskim spraw doczesnych – powiedział w homilii bp Grzegorz Kaszak. – Dla Chrystusa wyrzekłaś się małżeństwa, ale staniesz się matką w porządku duchowym, gdy wypełniając wolę Ojca, przez swoją miłość będziesz się przyczyniała do tego, że niezliczone dzieci narodzą się do życia łaski, albo to życie odzyskają. Chrystus – Syn Dziewicy i Oblubieniec dziewic – już teraz, na ziemi, będzie twoją radością, a kiedyś twoją nagrodą – podkreślił Biskup Ordynariusz i przypomniał, że święci Kościoła określali dziewice jako oblubienice Chrystusa.

Reklama

Maria Stana ma 64 lata. Przyszła na świat w Rudzie Śląskiej, ale rodzice szybko przeprowadzili się do Brennej. W wieku 14 lat wstąpiła do zgromadzenia zakonnego sióstr św. Jadwigi, które – za zgodą Watykanu – opuściła w 2002 r., po kilkunastu latach omadlania decyzji i konsultowania jej z kapłanami. Dziś cieszy się, że przez konsekrację będzie mogła rozwijać swoją duchowość oraz pokazywać sens czystości i oddania się Jezusowi i Maryi w codziennym życiu.

– Matce Bożej jestem oddana – przez swoje imię – już od chwili chrztu. Później sama szukałam coraz większego kontaktu z Nią. Chcę być jak najbliżej, czerpać z tego wzorca – stąd także data konsekracji – mówi o swojej duchowości pani Maria. – Szczególnym obowiązkiem osoby konsekrowanej, choć bardzo miłym, jest też trwanie na adoracji Najświętszego Sakramentu. Bardzo lubię zatopić się w modlitwie, nieco izolując się od zgiełku świata – dodaje.

Przewodnikiem w przygotowaniach do udzielonej przez Biskupa konsekracji był ks. Paweł Nowak. – Wybór drogi dziewictwa konsekrowanego musi być odpowiedzią na wyraźnie rozeznane powołanie do tej formy życia. Człowiek musi usłyszeć, że Jezus woła go do tego, aby w otoczeniu, w którym żyje, był znakiem czystości i solą świata – tłumaczy ks. Paweł Nowak. Do konsekracji mogą przystąpić dziewice, które ukończyły 25. rok życia i nigdy nie zawierały małżeństwa, ani nie żyły publicznie w stanie przeciwnym czystości. Kandydatka zwraca się bezpośrednio do biskupa z prośbą o rozpoczęcie okresu formacji, który trwa od trzech do pięciu lat i polega na cyklicznych, comiesięcznych spotkaniach w formie rozmowy, konferencji, modlitwy. Następnie składa się roczny ślub czystości, który trzeba trzykrotnie powtórzyć. Dopiero potem następuje konsekracja, której zewnętrznym znakiem jest nałożenie przez biskupa obrączki. Długa droga nie przeraża jednak kolejnych chętnych, które zgłaszają się do ks. Nowaka i z jego pomocą rozeznają swoje powołanie do stanu życia konsekrowanego jako dziewice bądź wdowy. – Świat dzisiaj wybiera „wolność seksualną”, skazując się na zniewolenie seksem. Czystość stwarza przestrzeń wolności, w której – jak mówił św. Jan Paweł II – naprawdę może dojrzewać i realizować się miłość. Czystość pomaga, żeby miłość w człowieku i pomiędzy ludźmi dojrzewała i owocowała, przynosząc błogosławiony plon. Światu, który w imię wolności zniewala się seksem, potrzeba czytelnego znaku możliwości innego życia – wyjaśnia ks. Paweł Nowak.

Dziś Poniedziałek Wielkanocny i Śmigus-Dyngus

2019-04-22 10:00

maj / Warszawa (KAI)

Z Poniedziałkiem Wielkanocnym - drugim dniem Świąt Zmartwychwstania Pańskiego - wiąże się tradycja Śmigusa-Dyngusa. Śmigus i Dyngus to dwa odrębne obyczaje, które praktykowane były jednego dnia. Dlatego z czasem ich nazwy się połączyły.

Ryan McGuire/Pixabay

Dyngusem nazywano datek dawany przez gospodynie mężczyznom chodzącym w Poniedziałek Wielkanocny po domach, składającym życzenia świąteczne i wygłaszającym oracje i wiersze o męce Pańskiej, czy też komiczne parodie. W zamian za to otrzymywali jajka, wędliny i pieczywo.

Śmigus z kolei to obyczaj polewania się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Stąd też nazwa "lany poniedziałek". Zwyczaj prawdopodobnie ma korzenie pogańskie i wiąże się z radością po odejściu zimy oraz z obrzędami mającymi zapewnić urodzaj i płodność.

Chrześcijaństwo dodało do tego oczyszczającą symbolikę wody, a także tradycję, zgodnie z którą oblewanie wodą jest pamiątką rozpędzania tłumów, które gromadziły się w poniedziałek, rozmawiając o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

W Poniedziałek Wielkanocny gospodarze o świcie wychodzili w pola i kropili je wodą święconą, żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową, co miało zapewnić urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. Pola objeżdżano w procesji konnej.

Wodą oblewano jednak przede wszystkim młode dziewczęta. Nieoblana panna była zdenerwowana i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów.

Poniedziałek Wielkanocny to drugi dzień Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Największe święta chrześcijańskie, takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie obchodzi się przez dwa dni, aby móc głębiej rozważać te tajemnice wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem