Reklama

Ksiądz Biskup zaprasza na Dożynki Diecezjalne

2015-09-03 11:16

Przemysław Awdankiewicz
Edycja świdnicka 36/2015, str. 1, 4-5

Przemysław Awdankiewicz
Bp Ignacy Dec podczas dożynek diecezjalnych w Kamieńcu Ząbkowickim. W tym roku uroczystość odbędzie się w Głuszycy

Gdy zbieramy zboże z pól i inne płody rolne, uświadamiamy sobie, że ziemia jest naszą karmicielką. Człowiek sieje, sadzi, ale Pan Bóg daje odpowiednią pogodę i powoduje wzrost i owocowanie roślin, krzewów i drzew rosnących na ziemi – mówi bp Ignacy Dec. – Rolnicy dobrze wiedzą, jak wiele zależy od ich ofiarnej pracy, ale także doświadczają, jak wiele zależy od Pana Boga, który kieruje pogodą, daje zdrowie, chęci i siły do pracy.

Każdego roku, gdy czas zbioru płodów z pól dobiega końca, rolnicy niosą do swoich świątyń żniwne wieńce i chleby, warzywa i owoce, kwiaty i zioła. Czynią to w postawie dziękczynienia wobec Stwórcy za to, że pobłogosławił ich pracy i że ziemia wydała plon, i chociaż klęski i żywioły w tym roku szczególnie dały się we znaki polskiemu rolnikowi, to właśnie teraz, w czasie próby i może niedostatku, z jeszcze większą wiarą i ufnością wznosimy nasze oczy ku Bogu, od którego wszystko pochodzi i od którego wszystko zależy.

Jak podkreśla Ordynariusz Świdnicki, teraz, gdy zboże zostało zebrane, gdy także inne płody ziemi gromadzimy na czas nadchodzącej zimy i wiosny, pragniemy Panu Bogu podziękować „za owoc ziemi i pracy rąk ludzkich”.

Reklama

– Dożynki to największe w roku święto gospodarskie rolników, będące ukoronowaniem ich całorocznego trudu, obchodzone po zakończeniu wszystkich najważniejszych prac polowych i zebraniu plonów, a głównie plonu zbóż – mówi ks. kan. Marian Kujawski, diecezjalny duszpasterz rolników w diecezji świdnickiej.

W dawnej Polsce zwano je również Wieńcowem (od najważniejszego ich symbolu wieńca ze zbóż i kwiatów) lub Okrężnem (od starodawnego obyczaju jesiennego obchodzenia lub objeżdżania, czyli okrążania pól po zbiorze zboża).

– W wielu naszych parafiach i gminach, powiatach i dekanatach, diecezjach i województwach organizowane są uroczystości dożynkowe. W naszej diecezji spotykamy się na wspólnym dożynkowym dziękczynieniu – dodaje Ksiądz Biskup. – Dlatego gorąco zapraszam was, kochani rolnicy, i wszyscy którzy umiłowaliście polską ziemię, na niedzielę 13 września do Głuszycy, na tradycyjne dożynki, by ofiarować Bogu swój trud i prosić o błogosławieństwo – mówi bp Dec. – Dożynki to najpiękniejszy obrzęd związany z rolniczą pracą i troską o ziemię. Są one ukoronowaniem żniwnego trudu wielu ludzi. Jednak nie wszystko do końca jest w rękach człowieka, który mimo wielkich chęci i starań nie może przewidzieć i przeciwdziałać temu, co nie służy wzrostowi płodów i obfitym plonom. Ciągły postęp i rozwój pozwalają rolnikowi wpływać na wysokość i jakość plonów, jednak nie jest on i nigdy nie będzie panem natury i praw nią rządzących. Tylko Bóg może rządzić światem i to od Niego wszystko zależy. Stąd też winniśmy wołać za naszym poetą Janem Kochanowskim: „Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje; raczysz błogosławieństwo dać do końca swoje”.

– Przy okazji dożynek przypominamy sobie, że praca na roli wymaga podporządkowania swojego życia ziemi. Jest to trud przynoszący plony i owoce, z których korzystamy wszyscy. Doceniajmy więc pracę rolników – mówi ks. Marian Kujawski. – Z perspektywy wielu lat służby widzę dokładnie, że obraz wsi się zmienia, zmieniają się także jej mieszkańcy. Coraz mniej z nich zajmuje się pracą na roli. Pracą ciężką, często niewdzięczną. Dziś coraz więcej ludzi ucieka ze wsi albo rezygnuje z zajmowania się rolnictwem. Szczególnie dotyczy to ludzi młodych, którzy wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy do miast.

– W żadnej innej pracy nie jesteśmy tak bardzo uzależnieni od woli Boga, jak w pracy na roli. Bez Bożej pomocy, która przejawia się choćby dobrą pogodą, na niewiele zda się najbardziej wytężony wysiłek rolnika – mówił bp Dec. – Niweczą ją susza (w tym rolu szczególnie dała się we znaki) i burze, opady i huragany – na wszystko to nie mamy wpływu. Dziękujemy więc każdego roku Bogu za to, że pozwolił nam zebrać obfite plony, a szczególnie zboże, z którego powstaje nasz chleb powszedni. O to przecież modlimy się, prosząc „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”.

Tegoroczne dziękczynienie diecezjalne połączone będzie z dożynkami powiatu wałbrzyskiego. Msza św. rozpocznie się o godz. 13 na Stadionie Miejskim w Głuszycy.

– Łączę się z rolnikami, których serca przepełnia dziś lęk o utrzymanie gospodarstw i opłacalność ich pracy, o to, gdzie sprzedadzą swoje produkty, które na skutek suszy i nawałnic są w tym roku o wiele mniejsze. Wobec tego tym bardziej nie możemy ustawać w modlitwie popartej głęboką wiarą i ufnością w Opatrzność Bożą. Jak zawsze liczę na obecność wszystkich, którym polska ziemia i polski rolnik są drodzy. Proszę poszczególne dekanaty o delegowanie na nasze diecezjalne święto swojej reprezentacji z dożynkowym wieńcem. Zapraszam także mieszkańców miast i wszystkich pracujących na rzecz rolnictwa – zachęca Ordynariusz.

Biskup Ignacy podkreśla, że Chrystus mówi do nas, abyśmy wzięli swój krzyż i szli za Nim. To w naszych czynach, w dobrych uczynkach, w codziennym niesieniu krzyża wyraża się pełnia naszego chrześcijaństwa. Za przykład podaje właśnie rolników, którzy swoim trudem i pracą realizują to chrystusowe wezwanie.

– Istnieje z pewnością powołanie do pracy na roli, do uprawy ziemi dla chleba, dla życia. Praca nad uprawą ziemi, praca rolnicza, jest jednym z najstarszych zawodów; jest szczególnym powołaniem człowieka. Człowiek już na początku otrzymał od Boga zlecenie: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28a) – przypomina Biskup Świdnicki. – Bez uprawy ziemi nie byłoby możliwe życie biologiczne. Ziemię trzeba uprawiać. Ona jest naszą karmicielką. Jest matką, która nas żywi, żywi: rośliny, zwierzęta i nas ludzi. Współpraca rolnika z Panem Bogiem nad przysposabianiem nowego chleba jest bardzo absorbująca i ciężka. To nie tylko osiem godzin, jak w biurze czy w fabryce. W niektórych okresach roku rolnik pracuje od świtu do nocy. Dlatego winniśmy ludziom ziemi, ludziom pracy rolniczej, naszą wdzięczność za ich troskę o chleb powszedni.

Tagi:
dożynki

Dożynki w Parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Garnku

2018-10-05 12:23

Dawid Witczak

W dniu 9 września w Parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Garnku odbyły się jak co roku dożynki. Starostami tegorocznych uroczystości była wieś Garnek wraz z sołtysem panią Wiesławą Jędras. Tradycyjne wieńce przygotowali mieszkańcy Garnka, Karczewic, Kuźnicy, Piasków, Kajetanowic i Chmielarzy.

Dawid Witczak
Dawid Witczak

Uroczystą Mszę Świętą o godz. 11.30 odprawił proboszcz ks. Dariusz Tuczapski. W swojej homilii zaznaczał jak ważna jest praca rolnika ale jak i też trudna: „Chrystus pyta: "Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec.

Tak i my za przykładem tego cudzoziemca powinniśmy dziękować Bogu z tegoroczne plony” - mówił ks.Tuczapski.Podczas nabożeństwa pobłogosławił wieńce i chleby dożynkowe. Liturgię swoim śpiewem uświetniło Koło Gospodyń Wiejskich „Garnkowianki”. Po skończonej Eucharystii wszyscy parafianie otrzymali po kawałku dożynkowego chleba.

Dawid Witczak
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Dzięga: Szatan nie da nam odpocząć

2019-04-22 14:20

pk / Szczecin (KAI)

Wojna ideologiczna zaczęła się w raju, a szatan ma jeden cel. Chce walczyć z człowiekiem - mówił abp Andrzej Dzięga. Metropolita szczecińsko-kamieński był gościem audycji katolickiej "Religia na fali" w Radiu Szczecin.

M. Paszun

Hierarcha odpowiedziała na pytanie o to, czy Europa i Polska staje dziś na skraju wojny ideologicznej i czy mamy do czynienia z frontalnym atakiem na Kościół. - Szatan nie chce walczyć z Bogiem, bo wie, że nie jest w stanie z nim walczyć. Jest zainteresowany pozyskaniem każdej ludzkiej duszy - dodał arcybiskup.

Metropolita szczecińsko-kamieński przyznał, że "doświadczamy kolejnego etapu zmagania duchowego w dziejach świata".

- Jest to zmaganie o każdą ludzką duszę. Szatan nie ustanie w tym zmaganiu. On nam nie da odpocząć. Co najwyżej będzie szukał innych metod. Zmieni metody i nam się będzie wydawało, że mamy więcej odpoczynku, a to już jest atak prowadzony z innej strony, subtelnie, ale często skutecznie. I żebyśmy wiedzieli, że nie jesteśmy w stanie z nim po ludzku wygrać i dlatego modlimy się przez przyczynę Michała Archanioła, żeby pomógł nam, byśmy mocą Bożą w tej walce mogli być zwycięzcami - mówi abp Dzięga.

Metropolita dodaje, że "zawołanie Michała Archanioła „Któż jak Bóg” w dzisiejszych kontekstach językowych znaczyłoby tylko Bóg, tylko po Bożemu, tylko z Bogiem".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem