Reklama

Między nami

Rozwiedź się przed ślubem

2015-09-22 11:22

Aleksandra Nitkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 39/2015, str. 52-53

© Igor Mojzes/Fotolia.com

Eksperci od wielu lat biją na alarm w sprawie rozwodów. Zresztą nie trzeba nawet czytać statystyk, żeby wiedzieć, że coraz więcej jest rozwiedzionych par – w rodzinie, pracy, w sąsiedztwie, wśród przyjaciół. Niektórzy mówią nawet, że mamy do czynienia z rozwodową epidemią. Co można zrobić, żeby znaleźć się w grupie szczęśliwców, którzy nie tylko zakochali się z wzajemnością, ale jeszcze w tej miłości wytrwali? Czy jest jakiś sposób na miłość? Wydaje się, że tak...

ballady i romanse

Ania i Maciek są małżeństwem z trzydziestoletnim stażem. Oboje podjęli decyzję o ślubie po okresie burzliwej znajomości, przerwanym kilkumiesięczną rozłąką. Że to jest to, wiedzieli chyba od samego początku. Ona widziała w jego oczach głębię, która działała jak magnes. On zachwycił się jej uśmiechem, że była tak pełna pasji. Cieszyli się, bo dla obojga Pan Bóg był najważniejszy. Wyznawali też podobne wartości. Choć mieli wiele wspólnego, sporo ich jednak różniło. On był nieokrzesany i wybuchowy, ona wrażliwa i spontaniczna. Kiedy w sprawie swojego związku zapytali o zdanie zaprzyjaźnionego kapłana, doradził kilkumiesięczną rozłąkę. Zaryzykowali.

Dziś są szczęśliwym małżeństwem i mają czworo dzieci: dwoje własnych i dwoje adoptowanych. Zgodnie potwierdzają, że było warto. A parom polecają rozwód przed ślubem. Aby dojrzeć jako jednostki, spojrzeć na siebie i na ukochanego z dystansu, no i podjąć wolną decyzję, czy faktycznie chcę przyrzec tej właśnie osobie, że nie opuszczę jej do śmierci. Bo czasem strach przed samotnością jest tak duży, że uniemożliwia wolny wybór. Dla Maćka i Ani czas rozłąki okazał się błogosławiony. Przede wszystkim dopuścili do siebie myśl o samotnym życiu jako opcji do zaakceptowania, no i, śmieją się, że przeczekali ślubną gorączkę, która jak nastrój do zakupów podpowiada, że po prostu musisz to zrobić już, natychmiast, w tym roku.

Reklama

małżeńska mitomania

Skąd takie parcie do małżeństwa? Trudno sądzić o wszystkich, ale wydaje się, że sporo w tej kwestii mieszają małżeńskie mity, pokutujące w wielu środowiskach. Pierwszym z nich jest z pewnością presja otoczenia pod znanymi hasłami: latka lecą, zegar biologiczny tyka itp. Kobiety skarżą się, że 27 lat jest obecnie magicznym progiem, kiedy pytanie o plany matrymonialne pojawia się coraz częściej. Czasami nie sposób oprzeć się wrażeniu, że dopiero sprostanie temu społecznemu oczekiwaniu potwierdzi wartość kobiety jako osoby.

Andrzej poślubił Kasię dziesięć lat temu. Była to typowa miłość od pierwszego wejrzenia. Wydawała mu się uosobieniem kobiecości. Piękna, mądra, z ogromnym wdziękiem, wrażliwa, utalentowana. Cieszył się bardzo, bo wydawało mu się, że po rozwiązłym życiu w młodości nie ma już szans na udany związek. Dziś decyzję o małżeństwie uważa za trafną, znajomi zauważają jednak, że jego żona gaśnie. Jemu samemu też wydaje się jakaś inna... Kasia dopiero niedawno zaczęła zadawać sobie pytanie: dlaczego? Prawda, którą odkryła, jest bolesna. Rozważając decyzję o sakramencie małżeństwa, naiwnie założyła, że szczęście przyniesie jej sam małżeński stan, a ślub w magiczny sposób zmieni charakter współmałżonka. Wady jednak nie przemieniły się w cnoty, tylko zaczęły ją ranić i powoli podcinać jej skrzydła. Dziś widzi, że cena, jaką płaci za swoją naiwność, jest wysoka. Dopiero niedawno wróciła jej nadzieja, że może będzie lepiej, bo mąż zdecydował się na wspólne spotkania w poradni małżeńskiej i na intensywną pracę nie tylko nad ich związkiem, ale także nad sobą.

duma i uprzedzenie

Małżonkowie przygotowujący pary do ślubu, a także udzielający konsultacji przedmałżeńskich żartują, że przydałoby się narzeczonym więcej dumy i uprzedzenia. Przekonania, że nic nie muszą, a wiele mogą. Że są warci pięknej miłości. Że pracując nad sobą, swoim charakterem, mając wysokie standardy moralne i etyczne, zasługują na to, by przyszły małżonek do tych standardów dorastał. No bo na jakiej podstawie inteligentni ludzie, często z doświadczeniem życiowym i zawodowym, tak łatwowiernie podchodzą do kwestii swojego osobistego szczęścia? Zakładają, że te problemy, które dostrzegają u swoich potencjalnych małżonków, przecież ich nie dotyczą. Owszem, są pewnym kłopotem, ale nie ich. Nic bardziej mylnego. To, co teraz u chłopaka czy dziewczyny wydaje się drobną wadą, pobłażliwie przez nas traktowaną, we wspólnym pożyciu małżeńskim stanie się cierniem, który systematycznie będzie ranił nasze serce. Nie mówiąc już o poważnych niedomaganiach czy zniewoleniach, one mogą zmarnować całe nasze życie.

Joanna jakiś czas temu była szaleńczo zakochana. Niestety, jej wybranek miał problem z alkoholem. Wpadał w ciągi i wtedy nic dla niego nie istniało. Kilka razy z nim zrywała, zawsze jednak obiecywał poprawę, a ona ulegała… Wreszcie, po długim rozeznawaniu wspartym modlitwą wierzących przyjaciół, zerwała z nim na dobre. Dziś ma 37 lat i nadal jest bezżenna. Czy dobrze zrobiła, rzucając swojego chłopaka? Uważa, że tak. Czy żałuje? Z całą stanowczością odpowiada, że nie. Podkreśla, że to, co pozwoliło jej wyzwolić się z toksycznej relacji, to niezachwiana wiara, że jest kochaną córką Boga i Ojciec chce, by miała szczęśliwe życie. Jest wdzięczna przyjaciołom za modlitwę w intencji jej związku, gdyż to właśnie ta modlitwa otworzyła jej oczy. Dzięki niej zobaczyła, że chłopak traktuje ją jak ratownika, że ma być dla niego lekarstwem na rany, które nosi w sobie, on niesłusznie zakłada, że małżeństwo te rany zagoi.

Dziś Joanna podjęła intensywną pracę nad sobą i nad swoimi zranieniami z dzieciństwa. Wierzy, pracuje, umawia się na randki – ale już nie wchodzi lekkomyślnie w relacje, bo na razie większość rozwiązuje na starcie, po zastosowaniu listy kontrolnej. To jej sposób na udane małżeństwo. Wierzy, że okaże się skuteczny.

* * *

check-list

Aby mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, by dać sobie szansę na szczęśliwe i trwałe małżeństwo, warto sporządzić coś na kształt listy kontrolnej. Warto zawrzeć tam wszystko, co naszym zdaniem jest pomocne, by bezpiecznie wystartować w małżeństwo. Oczywiście każdy ma własne priorytety.

Zachęcamy, by podaną przez nas listę rozszerzać w komentarzach do tego artykułu na naszej stronie internetowej: mlodzi.niedziela.pl.

Mój przyszły mąż/ Moja przyszła żona:

• kocha Pana Boga

• jest osobą odpowiedzialną, tzn. wywiązuje się z powierzonych zadań

• mówi z szacunkiem o swoich bliskich

• szanuje mnie

• pracuje nad sobą

Tagi:
rozwód

CBOS: Polacy coraz bardziej akceptują rozwody

2019-01-31 11:49

CBOS, dg / Warszawa (KAI)

W ogólnych deklaracjach Polaków stosunek do rozwodów ewoluuje w kierunku coraz większej ich akceptacji, jednak akceptacja ta – jak wynika z badań CBOS – w większości przypadków nie jest bezwarunkowa, a samo zjawisko niezmiennie budzi w społeczeństwie wiele kontrowersji. Dwie trzecie badanych ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną rozwiedzioną osobę, a co dwunasty sam jest po rozwodzie. Odsetek osób, które zetknęły się z rozwodem w swoim najbliższym kręgu, maleje wraz ze wzrostem religijności.

aytuncoylum/fotolia.com

Zjawisko rozpadu małżeństw od wielu lat utrzymuje się w Polsce na stabilnym, aczkolwiek relatywnie wysokim poziomie, co przy spadku liczby zawieranych związków małżeńskich sprawia, że współczynnik liczby małżeństw zawartych do liczby rozwodów jest w ostatnich latach najmniej korzystny w historii. Średnio na trzy zawierane związki małżeńskie przypada jeden rozwód. Sytuacja ta powoduje, że zjawisko rozwodu nie jest obce większości Polaków.

Stosunek do rozwodów ewoluuje w kierunku coraz większej ich akceptacji. Osoby mające rozwodników w swoim najbliższym otoczeniu, a tym bardziej rozwiedzione, częściej niż ogół badanych przyzwalają na rozwiązanie małżeństwa bez względu na okoliczności i niemal powszechnie wyrażają przekonanie, zgodnie z którym liczy się przede wszystkim osobiste szczęście człowieka i jeśli małżeństwo nie jest szczęśliwe, powinno się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo – podaje Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS).

Okazuje się, że zdecydowana większość dorosłych Polaków (67%) ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną osobę, która jest rozwiedziona. Znajomość takich osób jest tym częstsza, im wyższy poziom wykształcenia badanych, większa miejscowość zamieszkania i rzadsze uczestnictwo w praktykach religijnych. Relatywnie częściej niż inni znajomość osób rozwiedzionych deklarują także osoby o najwyższych dochodach per capita, badani w wieku od 35 do 44 lat, a w grupach społeczno-zawodowych – kadra kierownicza oraz specjaliści wyższego i średniego szczebla.

Ci, którzy mają w swoim otoczeniu osoby rozwiedzione, w większości twierdzą, że po rozwodzie jest ktoś z ich dalszych znajomych lub sąsiadów (64%). Niemal trzy piąte ma takie osoby wśród dalszych krewnych (58%) oraz w gronie najbliższych przyjaciół lub znajomych (57%). Z kolei dwie piąte (40%) deklaruje, że po rozwodzie jest ktoś z ich najbliższej rodziny (rodzice, rodzeństwo, dzieci) lub ktoś z rodziny męża/żony czy partnera/partnerki (37%). Co dziewiąty z tej grupy badanych sam jest rozwiedziony (11%), a co czternasty żyje aktualnie w związku z osobą rozwiedzioną (7%).

Odnosząc powyższe dane do ogółu badanych można stwierdzić, że ponad dwie piąte dorosłych Polaków zetknęło się z rozwodem wśród swoich dalszych znajomych lub sąsiadów (42%), a niewiele mniej do grona osób rozwiedzionych może zaliczyć kogoś spośród swojej dalszej rodziny (38%) lub najbliższych przyjaciół i znajomych (38%). Mniej więcej jedna czwarta osoby rozwiedzione ma wśród członków najbliższej rodziny (27%) lub w rodzinie swojego męża/żony czy partnera/partnerki (24%). Co dwunasty dorosły Polak deklaruje, że sam jest rozwiedziony (8%), a 4% stanowią ci, których obecny mąż/żona lub partner/partnerka są po rozwodzie.

Łącznie ponad połowę badanych (52%) stanowią osoby, które zetknęły się z rozwodem w swoim najbliższym kręgu – same są po rozwodzie albo rozwiódł się ktoś z ich najbliższej rodziny lub przyjaciół. Odsetek tych osób jest tym wyższy im wyższe ich wykształcenie, dochód per capita, pozycja zawodowa i wielkość miejscowości zamieszkania, natomiast maleje wraz ze wzrostem religijności. Z kolei nieposiadanie osób rozwiedzionych w najbliższym gronie rodzinno-przyjacielskim najczęściej deklarują osoby najmłodsze – mające nie więcej niż 24 lata (73%), o najniższym poziomie wykształcenia (67%), najbardziej zaangażowane w praktyki religijne (64%) oraz badani mieszkający na wsi (60%). W grupach społeczno-zawodowych są to głównie uczniowie i studenci (74%) oraz rolnicy (63%).

Osoby, które same się rozwiodły lub mają rozwodników w gronie swojej najbliższej rodziny i/lub przyjaciół, CBOS zapytał o ich obserwacje i doświadczenia związane z przebiegiem rozwodów osób z ich najbliższego otoczenia. Większość z nich nie ma wątpliwości co do tego, że decyzja o rozwodzie najczęściej była słuszna (63% wskazań). Rozwody – w ocenie badanych – zazwyczaj przebiegały sprawnie i bez większych trudności (61%), najczęściej też udawało się uniknąć poważnych konfliktów związanych z podziałem majątku, opieką nad dziećmi itp. (56%).

Wyraźnie mniej jednoznacznie wypada jedynie akceptacja stwierdzenia, że w większości przypadków byli małżonkowie utrzymują ze sobą poprawne relacje. Zgadza się z nią 42% badanych, a 45% wyraża opinię przeciwną. Co czwarta osoba przyznaje, że rozwodom, które są jej znane, zazwyczaj towarzyszyły poważne konflikty na tle majątkowym lub związane z podziałem opieki nad dziećmi (26%), a co piąta nie może przyznać na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, że rozwody zazwyczaj przebiegały sprawnie i bez większych trudności (20%). Niemal taki sam odsetek stanowią ci, którzy w ogóle kwestionują zasadność rozwodów w większości znanych im przypadków (19%).

Osoby mające w swoim najbliższym otoczeniu rozwodników oraz będące po rozwodzie istotnie częściej niż ogół badanych, a tym bardziej niż ci, którzy deklarują, że nie znają osób rozwiedzionych, podzielają stwierdzenie, że jeśli w małżeństwie nie ma dzieci, to lepiej się rozwieść, niż żyć w nieudanym związku, oraz że jeśli człowiek nie jest szczęśliwy w danym związku, to powinien się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo. Rzadziej z kolei wyrażają przeświadczenie, że rozwody są złe i zawsze należy walczyć o związek małżeński, rozwody są grzechem i należy trwać w związku pomimo występujących problemów oraz że rozwody czynią spustoszenie w życiu dzieci, dlatego nawet jeśli rodzice nie potrafią się porozumieć, powinni pozostać w związku dla dobra dzieci.

Również deklarowane przyzwolenie na rozwód jest różne w zależności od osobistych doświadczeń w tym względzie. Ogólny wskaźnik przyzwolenia na rozwody mierzony na skali od 0 do 9, gdzie 0 oznacza brak przyzwolenia na rozwody w każdej z dziewięciu przedstawionych sytuacji, a 9 – zgodę na rozwód we wszystkich zaprezentowanych okolicznościach, najwyższą wartość przyjmuje dla respondentów rozwiedzionych (5,77), następnie dla mających w swoim bliskim gronie osoby po rozwodzie (5,37), a najniższą dla badanych, którzy deklarują brak takich osób w swoim otoczeniu (4,69).

Rozwiedzeni zdecydowanie częściej niż ogół badanych wyrażają przyzwolenie na rozwody w sytuacji choroby wenerycznej jednego z małżonków (52% wobec 35%), niezgodności charakterów (65% wobec 49%), niedobrania seksualnego (62% wobec 47%) oraz opuszczenia rodziny przez jednego z małżonków (92% wobec 81%).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: prawie 200 tysięcy pszczół z dachu katdery Notre-Dame przeżyło pożar

2019-04-23 09:35

kg (KAI/B-I) / Paryż

Około 180 tys. pszczół z uli umieszczonych na dachu katedry Notre-Dame przeżyło niedawny wielki pożar tej świątyni. Oznajmił o tym 19 kwietnia pszczelarz świątyni Nicolas Géant w rozmowie z amerykańską agencją Associated Press. Wyznał, że doświadczył "wielkiej ulgi", gdy zobaczył zdjęcia satelitarne, na których widać, że żaden z trzech znajdujących się na szczycie katedry uli nie ucierpiał.

marina_foteeva – stock.adobe.com

Według niego we wszystkich tych ulach żyje łącznie prawie 180 tys. pszczół. Jednocześnie Géant przypomniał, że owady te nie mają płuc a wydzielający się w czasie pożaru dwutlenek węgla wywołuje tzw. efekt sedatywny, czyli obniżenia aktywności w połączeniu z sennością. Zaznaczył, że gdy pszczoły poczują ogień, wówczas trutnie zaczynają jeść miód i chronić główną postać w ulu - matkę (królową).

Pszczelarz podkreślił, że występujące w Europie pszczoły w żadnych okolicznościach nie porzucają swych uli.

Wielki pożar, który ogarnął paryską katedrę, wybuchł 15 kwietnia wieczorem i został ugaszony nazajutrz nad ranem. Rozpoczął się na rusztowaniach, wznoszących się nad dachem świątyni, po czym przeniósł się do jej środka, powodując m.in. zawalenie się iglicy i dachu oraz inne ogromne straty we wnętrzu. Prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył już, że wciągu najbliższych 5 lat katedra powinna zostać odbudowana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej dotyczącego listu otwartego nauczycieli

2019-04-23 20:05

xdm / Świdnica (KAI)

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, iż zarzuty wobec Biskupa Świdnickiego są bezpodstawne ze względu na szerszy kontekst wypowiedzi - czytamy w przesłanym KAI komunikacie kurii diecezji świdnickiej. Dokument odnosi się do zarzutów środowiska nauczycielskiego wobec słów bp. Ignacego Deca, wypowiedzianych podczas wielkoczwartkowej homilii, w których odniósł się do trwającego strajku nauczycieli.

Oświadczenie Świdnickiej Kurii Biskupiej dotyczącego listu otwartego nauczycieli ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Świdnicy.

W liście z dnia 19 kwietnia 2019 r. przekazanym przez grono pedagogiczne Szkoły Podstawowej nr 4 w Świdnicy, zawarte zostały nieprawdziwe stwierdzenia:

1. „Sugerowanie parafianom jakoby nauczyciele nie wywiązują się ze swojej misji i nie trwają przy swoich uczniach do końca jest wysoce niesprawiedliwe i krzywdzące tę grupę zawodową, która – jak żadna inna – poświęca się ich edukacji i wspiera w wychowaniu”.

2. „skłócanie społeczeństwa ze sobą poprzez przywoływanie na mszy bolesnych, nawiązujących do tragicznych przykładów z naszej historii, a tym samym nieadekwatnych do obecnej sytuacji społecznej”.

Świdnicka Kuria Biskupia oświadcza, iż powyższe zarzuty wobec Biskupa Świdnickiego są bezpodstawne ze względu na szerszy kontekst wypowiedzi. Dla właściwej interpretacji wypowiedzianych słów, które stanowiły impuls dla Autorów listu otwartego, należy zauważyć, że Ksiądz Biskup Ignacy Dec podczas homilii wygłoszonej w Wielki Czwartek w trakcie liturgii Wieczerzy Pańskiej, odwołując się do przesłania i treści tego dnia, zwrócił uwagę na wynikającą z wydarzeń Wieczernika wieloraką postawę służby bliźniemu.

Poniżej fragment homilii:

„Drodzy bracia i siostry, Podczas Ostatniej Wieczerzy bardzo wymownym gestem był obrzęd umycia nóg (…). To wieczernikowe umycie nóg, które jest symbolem służby drugim, stało się szczególnym zobowiązaniem uczniów Chrystusa. Jest ono istotą miłości, osnową nowego przykazania, które zostało ogłoszone właśnie w Wielki Czwartek. Dlatego dziś, tego wieczoru, śpiewamy pieśni wzywające nas do przestrzegania tego najważniejszego przykazania: "Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem"; "Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego". Oto nasze zadanie rodzące się z Eucharystii. Przez celebrację Mszy św. nie tylko wchodzimy w jedność z Bogiem, ale jesteśmy z niej posyłani, by służyć drugim i tworzyć z nimi jedną rodzinę dzieci Bożych.

W ubiegłym tygodniu w ramach wizytacji kanonicznej odwiedziłem z ks. proboszczem dwoje chorych osób. Byli to małżonkowie, już w bardzo podeszłym wieku; on - lat 92, ona - 88. Zimą 1940 roku wraz ze swoimi rodzicami zostali zesłani na Sybir, w krainę głodu i mrozu. Byli tam dwa lata a potem 4 lata w Kazachstanie. Cudem wrócili do Polski. Pobrali się. Urodzili i wychowali czworo dzieci. Złożyli świadectwo, że przetrwali dzięki modlitwie i niesieniu sobie wzajemnej pomocy. Lata małżeńskie przeżyli w miłości i zgodzie. Dziś ksiądz z parafii przynosi im Komunię Świętą. Otrzymują w Niej moc - jak mówią - do wzajemnej służby.

Dlaczego dzisiaj kuleje miłość w rodzinach? Może dlatego, że brak jest modlitwy, ze nie docenia się mocy Eucharystii. Zobaczcie, ile ludzi chodzi do kościoła. W naszej diecezji niecałe 30%. W Wałbrzychu gdzieś koło 10%. A we wschodnich diecezjach około 60 – 70%. A reszta? I potem mamy mieć dobrze wychowanych ludzi, dobrych nauczycieli? Korczak poszedł na śmierć z dziećmi do komory gazowej, nie zostawił ich, a dzisiaj różnie bywa. Dajemy dzieci komuś i czasem oni pilnują swoich spraw, a nie tych, którym powinni służyć.

Przepraszam, że to mówię, ale to jest też coś, co nas boli. My się modlimy. Nie chcemy tu być stroną jednych czy drugich. Modlimy się, żeby to się rozwiązało po Bożemu, bo nauczyciele też muszą być wynagradzani, bo to jest wielka służba, trudna służba i bolejemy, jak ona kuleje”.

Mamy głęboką nadzieję, że powyższe informacje ostudzą trwającą w mediach dyskusję, a przy tym pomogą zdezorientowanym odbiorcom przekazów medialnych na temat nauczania Księdza Biskupa Ignacego Deca uzyskać pełny i rzetelny obraz głoszonego słowa.

Ks. dr Daniel Marcinkiewicz

Rzecznik Świdnickiej Kurii Biskupiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem