Reklama

Bóg u twoich drzwi

2016-01-05 08:30

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 2/2016, str. 20-21

iza5450/Fotolia.com

Przychodzą do kościoła czasem po latach niewiary, wątpliwości, szukania swojego duchowego miejsca. Czasem przybywają jakby z zupełnie innej planety. Uczą się znaku krzyża i oblizują palce po święconej wodzie, ciekawi, czy smakuje inaczej. Smakuje inaczej, bo chrzest czyni ich innymi ludźmi.

Musieli sporo się natrudzić, czasem przez kilka lat, nim w Wielką Sobotę biskup polał im głowy wodą. Opowiadają, że po chrzcie wreszcie czują się jak u siebie, jakby wrócili do domu z długiej podróży.

Neofici, to znaczy...

Reklama

Kim są?

S. Ewa, jadwiżanka wawelska, koordynatorka krakowskiego Ośrodka Katechumenalnego, mówi: – Mamy sporo cudzoziemców, którzy dopiero w Polsce stanęli w progu Kościoła. Wśród polskich katolików narodziła się ich ciekawość. Tak, najpierw była ciekawość, czym jest chrześcijaństwo. Poznawali je, przyglądając się swoim katolickim przyjaciołom. W nich neofici dostrzegali Jezusa.

Inni przychodzą z powodu miłości. Ateiści zakochani w katolikach – dla przykładu. Najpierw jest małżeństwo zawierane w kościele, potem pojawia się pytanie o jego znaczenie przed Bogiem. Sporo jest takich historii. To miłość odmienia serca. Pojawia się myśl, następnie przekonanie, że wiara jest dopełnieniem ich małżeństwa, scalaczem rodziny. Jezus staje się wewnętrzną potrzebą, która przez wiele lat była nieuświadomiona, uśpiona albo zwyczajnie zagłuszona.

Jeszcze innym wiara nie dawała spokoju. Wychowani byli w ateistycznych rodzinach, w świecie, który Boga nie znał lub traktował jedynie jako część narodowej tradycji. Szukali, pytali, błądzili... Latami czuli się niepełni. Bez tożsamości, bez korzeni, nomadzi bez ziemi, bez punktu odniesienia. Oczywiście, można tak żyć, wielu przecież tak żyje. Ale nie oni. Ból duszy i tęsknota za Kimś, kogo nawet nie ośmielili się nazwać. S. Ewa nazywa to pięknie, że Jezus ich złamał. Oczywiście, nie dosłownie. Chodzi o taki moment, gdy już się wie. Przypomina chwilę, gdy człowiek sobie uświadamia, że kocha drugiego człowieka. Teraz tylko trzeba tej masie uczuć, emocji, tęsknot, nadziei, niewiedzy i stereotypów, które wypełniają nawróconego po brzegi, nadać kształt. A do tego potrzeba innych – przewodników, opiekunów, nauczycieli, mentorów – bo po tej drodze nie chadza się samotnie. Wytrwałych istot, gotowych odpowiadać na każde pytanie, nawet najgłupsze, by zaspokoić głód wiedzy. Tacy właśnie pracują w ośrodkach katechumenalnych w całej Polsce.

Po co ci ten chrzest?

Arkadiusz: – Tyle osób pytało mnie, dlaczego chrzest. Co mnie do tego skłoniło? Dlaczego akurat teraz? Spodziewali się pewnie aktów na miarę co najmniej nawrócenia Szawła, a ja nie miałem i nie mam na to żadnej spektakularnej odpowiedzi. A to była długa droga, zbieranie kamyczków i znaków, które ułożyły się w potrzebę pełnego uczestnictwa w Kościele.

Zofia: – „Po co? Po co ci to?!” – pytanie to zadał mi mąż. I dopowiedział: „Przecież wszyscy i tak pójdziemy do piachu!”. Ale na szczęście byłam już katechumenką, otoczoną ludźmi niosącymi wiadomości na temat wiary, i mogłam odpowiedzieć z najgłębszym przekonaniem i pragnieniem serca: „Ale ja chcę cię zabrać ze sobą do nieba!”– wspomina. Przez całe życie była przekonana, że jest ochrzczona. Prawda wyszła na jaw w rozmowie z jej proboszczem. Postanowiła przygotować się do chrztu nie w swojej małej parafii, ale w ośrodku katechumenalnym dużego miasta. Mężowi nie powiedziała, co oznaczają cotygodniowe wyjazdy. Sądził, że chodzi o szkolenie podnoszące zawodowe kwalifikacje. Obawiała się, że nie zdoła uzasadnić i obronić swej wiary. Kłopot polegał na tym, że mąż Zofii był niewierzący.

Anna: – Bóg cię znajdzie wszędzie, jeśli Mu na to pozwolisz. Potrzebna jest tylko nasza zgoda, chęć, potrzeba, cokolwiek. Ludzie są istotami religijnymi. Większość z nas wierzy w siłę wyższą, kosmiczną energię, jakkolwiek ową siłę nazwie. To zresztą żadna sztuka, bo nawet diabeł wie o istnieniu Boga. Sztuką jest pójść dalej. Moja wiara zrodziła się na polu marchwi, w deszczową noc. W błocie. Byłam na życiowym zakręcie, z którego wydawało mi się, że już nie wyjdę. Poszłam przed siebie, szukając sposobu, żeby z sobą skończyć. I po kilku godzinach dobry Bóg zesłał mi deszcz akurat na środku tego ciemnego pustkowia. Nie chciałam już żyć, a tu wyraźnie i mocno poczułam, że nie jestem sama. Owładnęło mną dobro. Wiem, że to niewiarygodne, ale ja naprawdę nigdy wcześniej nawet nie pomyślałam, żeby się pomodlić albo pójść do kościoła. Jestem wychowanką domu dziecka, i to w czasach PRL-u, więc chyba nie muszę więcej tłumaczyć. Ta chwila na polu była dla mnie jak silne uderzenie w splot słoneczny. Takich doznań się nie lekceważy, nie umniejsza, o nie! Byłam zdeterminowana. Poszłam najprostszą drogą – do pierwszego kościoła, do pierwszego spotkanego tam księdza. Siedział w konfesjonale i tak bardzo się ucieszył, gdy mu powiedziałam, z czym przychodzę. To on wskazał mi miejsce, gdzie mogą mnie doprowadzić do chrztu. A przedtem objaśnić, w Kogo wierzę.

Zofia: – Moja wiara przed chrztem? To wewnętrzny dialog z Panem Bogiem, westchnienia i wielka niemoc. Jesteś w kościele i kiedy wierzący idą do Komunii św., ty pozostajesz w ławce i nie możesz przyjąć Pana Jezusa do serca, chociaż bardzo byś chciała. Możesz być w porządku wobec Boga, ludzi, wobec siebie, otoczenia. Nie możesz jednak przyjąć do serca Tego, którego darzysz miłością i zaufaniem. Pan, który ci pomagał tyle lat, Pan, który otaczał miłością wszystkie twoje dni. Nic. Wychodzisz z kościoła. Nic. Nie masz jak podziękować, nie masz jak okazać miłości, nie masz nic!

Magda: – Z mężem ochrzciliśmy dziecko jako osoby niewierzące, żeby nie zawieść rodziców Jacka, ludzi bardzo pobożnych. Nie chcieliśmy, by znów cierpieli, bo z trudem znosili fakt, że syn wybrał na żonę ateistkę. Będę szczera – nie wychowywaliśmy dziecka w wierze, robili to dziadkowie. Nawet Jacek, nazywający siebie „wierzącym niepraktykującym”, zostawił tę kwestię swoim rodzicom. Dopiero gdy Mateusz zaczął chodzić na katechezę, niejako wróciliśmy w promieniowanie Kościoła. Mogę to tak nazwać... Promieniowanie. Uczyliśmy się z synkiem katechizmu dla dzieci, chodziliśmy na Msze św. Mały uwielbiał swojego katechetę. Mąż jakby wcześniej „załapał”. Wiedziałam, że kilka razy rozmawiał z katechetą synka. Potem ks. Andrzej „wprosił się” do nas na kawę. Zaczęło się od rozmów. Chyba tak zazwyczaj się zaczyna – od słowa (śmiech). Te rozmowy przerodziły się w nocne maratony. Gadaliśmy godzinami o Bogu, o życiu, wreszcie o życiu w wierze. Czy otworzyły nam się nowe światy? Chyba tak. Przez wiele lat byliśmy duchowymi poganami. To nie była jakaś zawiść, antyklerykalizm czy ateizm. To było raczej poczucie wyższości – że niby jesteśmy bardziej nowocześni, lepiej zorientowani. Nazywam to lenistwem duchowym. Ks. Andrzej dał nam namiary na grupę neokatechumenalną. Dla mnie było to jak wejście w kompletnie nową rzeczywistość. Dla Jacka – odświeżające jak morska bryza nowe otwarcie się na wiarę.

Tagi:
chrzest Chrzest Polski

Konkurs „Chrzest 966”

2016-12-28 14:21

Karolina Pachnowska
Edycja toruńska 1/2017, str. 3

Karolina Pachnowska
Ks. prof. Dariusz Kotecki i dyrektor Szkoły Podstawowej nr 35 Ewa Lerman wręczają nagrodę w kategorii 10-13 lat Markowi Rauchfleiszowi z Towarzystwa Salezjańskiego w Toruniu

W Szkole Podstawowej nr 35 w Toruniu 7 grudnia ub.r. odbyła się uroczysta gala wręczenia nagród w konkursie „Chrzest 966” zorganizowanym przez nauczycieli religii i historii SP nr 35 w Toruniu. Zadaniem uczestników było wykonanie kompozycji literniczej ukazującej w oryginalny sposób hasło: „Chrzest 966”. Organizatorzy pragnęli uczcić ważne dla Polaków wydarzenie, jakim jest chrzest Polski, a także zachęcić uczniów i nauczycieli do aktywnego włączenia się w obchody rocznicy.

Nad konkursem „Chrzest 966” honorowy patronat objęli ks. prof. Dariusz Kotecki, dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, oraz Samorząd Studencki Wydziału Teologicznego.

Konkurs cieszył się wielką popularnością. Nadesłano 417 prac z ponad 30 szkół z Torunia i powiatu toruńskiego. Profesjonalne jury złożone z wykładowców Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wyłoniło 36 zwycięzców w trzech kategoriach wiekowych, a 115 prac zostało wyróżnionych i umieszczonych na wystawie.

W gali udział wzięli nagrodzeni uczniowie wraz z opiekunami oraz honorowi goście: ks. prof. Dariusz Kotecki, dziekan Wydziału Teologicznego UMK, poseł Tomasz Lenz, Katarzyna Banaszak, która przybyła z ramienia posła Iwony Michałek, ks. Zbigniew Łukasik, proboszcz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy, oraz wszyscy, którzy swoim działaniem wspomogli organizację konkursu.

Ks. prof. Dariusz Kotecki przypomniał wszystkim zebranym na uroczystości, jak ważna dla nas Polaków jest tożsamość narodowa, a także regionalna. Zwrócił uwagę na to, że choć żyjemy w czasach innowacyjności, to nigdy nie powinniśmy zapominać o pielęgnowaniu żywej pamięci narodowej.

Po rozdaniu dyplomów i nagród zebrani goście obejrzeli wystawę pokonkursową, którą można zwiedzać do 27 stycznia w Szkole Podstawowej nr 35 w Toruniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ordo Iuris składa skargę do Rady Etyki Mediów na artykuł „Wysokich Obcasów”

2018-02-22 14:27

Artykuł weekendowego magazynu „Gazety Wyborczej”, promujący aborcję hasłem „Aborcja jest ok”, narusza standardy etyki dziennikarskiej i stanowi zakazaną pochwałę działalności przestępczej. Instytut Ordo Iuris skierował dzisiaj skargę na publikację do Rady Etyki Mediów. Skargę można poprzeć podpisując petycję na portalu maszwplyw.pl.

screen/Wysokie Obcasy
Okładka "Wysokich Obcasów" budzi sprzeciw

Artykuł przytacza nieprawdziwe stwierdzenia o legalności pomocy w dostępie do aborcyjnych środków farmakologicznych. Wprowadzone śródtytuły „Informowanie nie jest nielegalne” oraz „Aborcja farmakologiczna. Bezpieczna alternatywa” wskazują na celowe promowanie nieprawdziwych informacji. Zgodnie z zasadami etyki dziennikarskiej oraz prawem prasowym, obowiązkiem dziennikarza jest weryfikowanie zgodności z prawdą informacji, które udostępnia.

Tymczasem z art. 152 § 2 i art. 18 kodeksu karnego jasno wynika, że karana jest pomoc w przerwaniu ciąży udzielona poprzez świadome i celowe działanie mające na celu wsparcie aborcji, w tym m.in. dostarczenie narzędzi służących o tego celu (w tym sprzedaż leków wczesnoporonnych), dostarczenie rady lub informacji (np. gdzie lub w jaki sposób przerwać ciążę), pośrednictwo w organizacji przerywania ciąży (w tym skontaktowanie kobiety w ciąży z osobą przeprowadzającą aborcję), czy też pokrycie kosztów przeprowadzenia zabiegu przerwania ciąży. Mówiła o tym zeszłoroczna, głośna ekspertyza Instytutu Ordo Iuris oparta o dotychczasowe orzecznictwo i poglądy doktryny prawa.

Za szczególną manipulację można uznać posłużenie się na okładce czasopisma hasłem „NIE JESTEŚ SAMA. 1 Z 3 TWOICH ZNAJOMYCH MIAŁA ABORCJĘ”. Zdanie to jest przedstawione w sposób jednoznacznie sugerujący, że obliczenia te mają jakiekolwiek umocowanie w badaniach. Tymczasem przywoływane na ich poparcie badania CBOS z 2013 r. dowodziły przede wszystkim istotnego wpływu prawnej ochrony życia na spadek liczby aborcji przeprowadzonych w młodszym pokoleniu Polek.

W skardze do Rady Etyki Mediów Ordo Iuris podkreśla, że publikacja „Wysokich Obcasów” pt. „Aborcja farmakologiczna jest w Polsce tematem tabu” narusza nie tylko standardy etyki dziennikarskiej, ale także może stanowić zakazaną pochwałę działalności przestępczej, co samo w sobie stanowi przestępstwo z art. 255 §3 kodeksu karnego. Artykuł zawiera instruktaż dostateczny dla pozyskania farmakologicznych środków aborcyjnych, promuje hasło „Aborcja jest normalna” oraz przytacza słowa jednej z bohaterek, dla której aborcja stanowi „największe hobby”. Ten sam zarzut odnieść należy do okładki zapewniającej, że „Aborcja jest ok”.

Zgodnie z Kartą Etyczną Mediów zarówno dziennikarze, jak i wydawcy, winni kierować się w swej pracy zasadami prawdy, obiektywizmu, oddzielania informacji od komentarza, a także zasadą uczciwości, szacunku i tolerancji, zasadą pierwszeństwa dobra odbiorcy oraz zasadą wolności i odpowiedzialności. Artykuł „Aborcja farmakologiczna jest w Polsce tematem tabu” i towarzysząca mu okładka naruszyły wszystkie te standardy.

Analiza wątpliwości prawnych i etycznych została przedstawiony w skardze przekazanej do Rady Etyki Mediów.

Petycja Instytutu Ordo Iuris skierowana do Rady Etyki Mediów dostępna jest na stronie: www.maszwplyw.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prezydent Duda: To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

2018-02-22 20:20

wpolityce.pl

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Spotkanie Pary Prezydenckiej z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej

To dla mnie wielka radość, że w Polsce istnieje harcerstwo; to harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

- powiedział w czwartek w Wiśle prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

Prezydent podkreślił, że tegoroczne spotkanie z harcerzami jest szczególne, ponieważ przypada w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w Roku Harcerstwa.

To rok, który jest dla całego naszego narodu, dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, dla całego naszego społeczeństwa, rokiem niezwykle ważnym, w którym upamiętniamy i wspominamy, i jeszcze raz dziękujemy, składamy hołd wszystkim tym, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, także polskim harcerzom - zaznaczył.

Andrzej Duda podkreślił, że to harcerze są spadkobiercami wielkiej idei, o której mówił twórca polskiego harcerstwa, Andrzej Małkowski.

Andrzej Małkowski, pytany o to, jaka jest różnica pomiędzy harcerstwem a skautingiem (…), uśmiechnął się i powiedział, że harcerstwo, to skauting plus niepodległość. I to właśnie dlatego ten rok (…) jest także rokiem polskiego harcerstwa” - tłumaczył prezydent.

Prezydent mówił, że Polska jest wdzięczna harcerzom za walkę o niepodległość.

Zawsze byli, zawsze stawali na wezwanie, nigdy nie zawiedli swojej ojczyzny i za to także, jako prezydent Rzeczypospolitej, dzisiaj, w tym właśnie roku 100-lecia odzyskania niepodległości chciałem wam wszystkim gorąco podziękować - mówił.

Jest dla mnie wielką radością, że w Polsce istnieje harcerstwo - powiedział prezydent. Tłumaczył, że sam był harcerzem - jak podkreślił - w bardzo ważnych latach swojego życia, podczas których dojrzewał i dorastał do tego, żeby stać się pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej.

To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem, obok tego, czego nauczyłem się w domu - przyznał.

Nie ma żadnej wątpliwości, że harcerstwo jest tym niezwykle ważnym miejscem wychowania młodzieży do dorosłości, współpracy, solidarności, współdziałania i wszystkiego tego, co buduje, kreuje, tworzy wspólnotę. Jednocześnie jest miejscem, w którym młodzież otrzymuje niezwykłą dawkę wartości patriotycznych, bo takie jest właśnie polskie harcerstwo. Nieważne, jak która z organizacji harcerskich się nazywa - oświadczył Andrzej Duda.

Dzień Myśli Braterskiej ma przypominać założycieli skautingu Roberta Baden-Powella i jego żonę Olave - 22 lutego przypadają ich urodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem