Reklama

Ziarenka piasku na paulińskiej pustyni

2016-01-13 08:56

Ks. Jarosław Krzewicki
Niedziela Ogólnopolska 3/2016, str. 16-17

Graziako
Św. Paweł z Teb żył 113 lat, dlatego na obrazach jest przedstawiany jako starzec z długą brodą, wznoszący ręce w modlitwie

Św. Pawła z Teb na Jasnej Górze znają wszyscy. Przegląda się w obrazach i zakonnej pamięci, duchowo mieszka w znakach i ludzkich sercach. Urodził się w III wieku, ale paulini do dziś czczą go i sławią. Paweł ma ich pod szczególną opieką, a podczas nowenny w styczniu wszyscy gorliwie go proszą, by wstawiał się w intencjach, które mnisi i pielgrzymi noszą w swych sercach

Obchody pawełkowe przed uroczystością św. Pawła Pierwszego Pustelnika, przypadającą 15 stycznia, ożywiają ducha wszystkich paulińskich domów. Modlitwy, konferencje, błogosławieństwa, procesje i psalmy przeplatają się w modlitwach rodziny zakonnej. W narodowej wspólnocie zajmuje ona zaszczytne miejsce za stołem historii. Zakon powstał na Węgrzech 800 lat temu, do Polski sprowadził go Władysław Opolczyk, który też ufundował klasztor Czarnej Madonny na Jasnej Górze. Temu barwnemu księciu, gdy wracał z Rusi z Cudownym Obrazem, ponoć ośla natura z koni wyszła tak, że do Opola iść nie chciały. Tu więc zakotwiczyła się myśl Boża, by z Jasnej Góry, a nie z piastowskiej wieży na opolskim Ostrówku płaszczem otoczyć Polskę na przyszłe wieki. Zakon, jeszcze przed przybyciem na Wzgórze Jasnogórskie, za swego duchowego ojca obrał pustelnika z Egiptu – św. Pawła, który przez 90 lat na pustyni wielbił Boga i dla Niego powoli się spalał. To właśnie o św. Pawle powinniśmy pamiętać, by poznać serce i zrozumieć obrońców z Jasnej Góry, którzy od wieków witają pielgrzymów na świętym miejscu, rozgrzeszają synów narodu i prowadzą do Boga.

Cień historii

Rzym, co niegdyś rozlał się na świat, rozrósł się orężem na pustyniach Egiptu. Pustynną ziemię cesarstwo wchłonęło, trawiąc dawną świetność faraonów, nawożąc ją śmiercią pod urodzaj wiary. Gdy Paweł się rodził w egipskich Tebach w roku 228, młody Kościół był jeszcze w okowach, gdy umierał, był wolny jak dusza na drodze do nieba. Zdany na polityczną łaskę cesarza, zasiany na grząskim gruncie, gdzie państwo gniło, a jego nieczysty zapach przebijał się w religijnej przemocy, powoli przemieniał się w kwitnący ogród. Historyczna stolica starożytnego Egiptu, doświadczona przez liczne najazdy, kryje w sobie pamięć Doliny Królów, gdzie spoczęły zabalsamowane ciała władców kilku egipskich dynastii. W czasach rzymskich miasto już nie istniało, na jego miejscu spoczywała mała wioska owiana wspomnieniem świetności. Kto wie, na ile dzieje te w wyobraźni młodzieńca się tliły, a wieczność ciążyła mu jak cień na suchym piasku.

Pierwszy pustelnik

Rodzina Pawła miała zdrowe korzenie, rodzice osierocili go wcześnie. Odziedziczył po nich znaczne dobra, które stały się dla niego źródłem cierpienia. Był solidnie wykształcony, biegle władał językami egipskim i greckim. Paweł był chrześcijaninem z przekonania, choć do męczeństwa jeszcze nie dojrzał. Gdy cesarz Decjusz zażądał od wszystkich spełnienia praktyk kultu religii państwowej, Paweł na odstępstwo nie przystał. Ukrył się na pustyni, by kiedyś powrócić, ale szwagier żądny grosza, chcąc przejąć jego majątek, knuł zdradę. Paweł wrócił na pustynię, zasmakował Boga, a to, co początkowo czynił pod przymusem, z czasem przyjął świadomie i ochotnym sercem. Usadowił się naprzeciw góry Synaj, 30 km od Morza Czerwonego. Tu znalazł zakrytą jaskinię, w niej otwartą przestrzeń, palmę i źródło wody. Jaskinia miała wiele pomieszczeń, służyła niegdyś fałszerzom do podrabiania monet. Miejsce urokliwe, choć dalekie od wygód. Palma rodziła mu daktyle, podstawę pożywienia, które kruk uzupełniał przynoszoną dzień w dzień porcją chleba. Dostarczała mu też potrzebne odzienie. Był pierwszym znanym z imienia pustelnikiem, choć wzór czerpał z Eliasza i z Jana Chrzciciela. Żył samotnie na pustkowiu aż po dzień śmierci.

Reklama

Dotknąć prostoty istnienia

Co tak naprawdę wiemy o św. Pawle? Pustynia stała się dla niego twierdzą, gdzie bronił swojej wolności. Piasek był warownią, bo pozwalał obrócić w proch sny o ziemskiej pysze i potędze. Największym orężem było słońce, co w dzień wypala ludzką próżność, w nocy jego brak oziębia żądze. Woda o czystym smaku pozwala tęsknić za prawdziwym źródłem. Ukryty w jaskini, gdzie człowiek kontempluje przelotność wiatru. Jego odzienie nie było bogato złocone, stanowiły je palmowe liście. Przyjaźń ze stworzeniem, głos ciszy, który pozwala usłyszeć nadzieję, siła zrodzona w jedności ze Stwórcą i Jego dziełem. Nauczył się rozmawiać z Bogiem, znajdując ślady Jego pracowitych palców w prostocie istnienia.

Świadectwa historii

Podczas gdy na kamiennych grobach imiona zacierają się powoli, spływając w strugach deszczu, na pustyni wszelki ślad znika z powiewem wiatru. Imię Pawła impregnuje pamięć osiemnastu wieków. Pisał o nim św. Hieronim – jedyny liczący się świadek historii, który ślad utrwalił. Skąd znał Pawła? Dzięki uczniom św. Antoniego Opata. Ów wielki święty przyszedł kiedyś do Pawła, bo dowiedział się o nim. Będąc pod wrażeniem spotkania, o wszystkim opowiedział uczniom. Dwóch z nich – Makary i Amathas – zdało relację Hieronimowi. Co było prawdą, a co legendą, nie wiemy. Hieronim był jednak krytycznym słuchaczem. Tłumacz Bożego słowa musiał umieć rozróżnić rzeczywistość od jej cienia. Mistrz słowa, badacz pisma i faktów, asceta, który spalał w sobie nadmiar zbytku ciała i ducha obrosłego tłuszczem fantazji. Przytaczał fakty, których treść poznał umysłem jasnym i wnikliwym. Wiedział, w co wierzyć, a co pogrzebać w otchłani niepamięci. Wszystko jednak potrafił ubrać w literacką formę. Pisał o lwach, co pogrzebały ciało Pawła, o wilczycy, co mieszkała w pobliżu, o kruku, co chlebem karmił, satyrze, hipocentaurze, co wskazali drogę. Czy zwierzęta uwiecznił, czy ludzi bądź siły zakuł piórem metafory? To nie ma znaczenia. Jak pisze paulin o. Bazyli Degórski, Hieronim zgrabnie i z polotem rozpuścił swoją niewiedzę w tym, co można było o świętym powiedzieć. W istocie rzeczy przekaz jest prawdziwy, czasem polemiczny, a symbolika – wymowna.

Pustelniczy zaczyn

Jak zrozumieć życiową decyzję Pawła i sens tego, co czynił? Jego życie spalania się w ogniu pustyni dało impuls wielu. Orygenes twierdził, że pustelnicy biorący krzyż swoich obowiązków i idący z nim przez życie w pełnej gotowości przelania krwi są przed Bogiem równi męczennikom. Tryb życia świętych mężów usiłowali naśladować liczni zakonnicy klasztorów chrześcijańskich w wiekach średnich. Śpiewali psalmy, modlili się, pościli, umartwiali się do krwi, unikali ziemskich pokus. W tym nurcie zrodzili się Paulini, którzy przyjęli Pawła jako swego ojca, przewodnika i opiekuna. Paweł, gdy zasnął na wieki, miał lat 113, dlatego na obrazach przedstawiany jest jako starzec z długą brodą, wznoszący ręce w modlitwie, odziany w szatę z palmowych liści, z krukiem niosącym mu chleb, lwami lub Antonim Wielkim, co przyszedł go pochować na wieczność. Paulini to starsi bracia, broda pasuje do ich długiej historii, chleb od kruka jest znakiem wybrania Opatrzności, ich ufności i wiary złożonej w Bogu, Jego zaufania, którym ich obdarza. Lwy są niczym królowie, którzy ofiarę życia uczniów świętego zasiewają na świadectwo ziemi, po której stąpa człowiek historii, a opat Antoni to Kościół, który żyje z nimi w braterskiej jedności i przekazie świadectwa. Strój z liści palmy jest lekki, ludzką słabość przykrywają liście Bożych zwycięstw, których palma jest znakiem.

Honor służby

Św. Paweł Pustelnik patronuje paulinom, również strażnikom jasnogórskiej pustyni. Wielu przychodzi tu spotkać się z Bogiem. To ziemia pojednania, gdzie zabliźniają się rany. Ale to też ziemia walki, bo szatan pod murami jak lew krąży i ryczy. Jan Paweł II uważał, że paulini zostali powołani do miłości dusz, która ma swoje źródło w wielkiej miłości Boga.

„Pawełki”, jak co roku, rozbrzmiewają w klasztornych murach i przepełniają kadzidłem modlitw paulińskie świątynie. Nowenna zanurza w modlitwie. Każdy zakonnik jest jak ziarno piasku, lecz razem wypaleni w ogniu pustelni stają się jak skała. Trzeba kochać Paulinów modlitwą wdzięczności i prosić za nich, by wciąż byli jednością w Duchu. Potrzeba im wciąż silnych rąk i serc gorących. Tylko tak słudzy modlitwy, gościnności, jedności i prawdy ochronią naród przed zalewem złych mocy. Synowie Pawła na wzór Ojca z Teb w swej ludzkiej kruchości jaśnieją pod sztandarem swojego Patriarchy, służąc z honorem Bogu i Ojczyźnie.

Tagi:
św. Paweł

Uroczystość patronów diecezji

2018-07-10 14:48

Ks. Piotr Nowosielski
Edycja legnicka 28/2018, str. I

Ks. Piotr Nowosielski
Uroczystości przewodniczył Biskup Legnicki

Liturgiczne wspomnienie świętych Apostołów Piotra i Pawła, którzy są głównymi patronami naszej diecezji, obchodzimy 29 czerwca. Tego dnia została odprawiona w legnickiej katedrze Msza św. pod przewodnictwem biskupa legnickiego Zbigniewa Kiernikowskiego.

Wśród koncelebransów byli m.in.: biskup senior Stefan Cichy, pracownicy kurii, Caritas, proboszczowie legnickich parafii, księża z terenu diecezji, oraz przełożeni i profesorowie Wyższego Seminarium Duchownego.

Wśród uczestników liturgii, znaleźli się m.in.: Siostry zakonne, przedstawiciele Bractwa św. Józefa, czy też uczestnicy Wakacyjnego Obozu Powołaniowego, zorganizowanego przez legnickie Seminarium.

– Uroczystość odpustowa, Patronów, tych którzy są dla nas wzorem i wstawiennikami, orędownikami, taka uroczystość, to czas specjalnego daru, by słuchać Słowa Bożego i wpatrywać się w te postaci, które są nam przedstawiane jako nasi Patronowie. To także czas modlitwy, czyli wołania o interwencję Pana Boga w nasze życie, by ono przebiegało nie według naszych koncepcji i planów, ale żeby Bóg się ukazał ze swoim zamysłem, ze swoimi planami w każdym z nas, mocniejszy od nas. Odpust, to czas korzystania z przebaczenia, z darowania. Ale jest to zawsze za cenę naszej gotowości do tego, żebyśmy wchodzili w koncepcję życia, w nawrócenie. Że to Pan prowadzi, On ma rację, On ma właściwy plan na nasze życie – mówił Biskup Legnicki w homilii.

Zachęcał też, aby pytać samego siebie, w prawdziwości swego serca, o to, kim jesteśmy. Odkrywać prawdę o sobie przed Bogiem. Nawiązał do słów Ewangelii, w której Jezus pytał uczniów, za kogo Go uważają ludzie. Odpowiedź na to pytanie, uświadomienie sobie, kim On jest w ich oczach, wpływało na odkrywanie tożsamości ich samych. Przykład Piotra, który stwierdza, że Jezus jest Mesjaszem, pokazuje jednak, że nie do końca jeszcze rozumiał to, co Nauczyciel im przekazywał. Zadziałał w nim zwykły, ludzki mechanizm – niedopuszczanie myśli o tym, że może być w przyszłości inaczej, niż sobie wyobrażamy. Zrozumienie przyszło w chwili zaparcia się Piotra. Mógł wtedy stwierdzić, jak bardzo Jezus go zna, więcej niż on samego siebie. Stwierdzenie, uświadomienie sobie, że jest grzesznikiem który się nawraca, pokazało, że prawdziwie jest opoką, na której Jezus będzie budował swój Kościół – wspólnotę nawracających się, odkupionych grzeszników.

Z drugiej strony, widzimy jak długą drogę nawrócenia przeszedł Paweł, który w spotkaniu z Panem, w drodze do Damaszku, w końcu odkrył, że jego moc płynie od Jezusa. W swoich listach stwierdza, że nie wstydzi się tego, co się w jego życiu stało, kiedy był prześladowany, nierozumiany, ale wytrwale głosił Ewangelię, przyjmując to, co go spotykało, jako Dobrą Nowinę, że tylko w ten sposób, można świadczyć o mocy Boga.

– Wołajmy dziś do Pana Boga, na wzór Apostołów: Uchroń mnie Panie Boże od mojej koncepcji i pozwól abym przyjął to, co Ty mi przygotowałeś, jak Ty widzisz moje życie, jak Ty możesz uczynić ze mnie człowieka wiary – życzył Kaznodzieja uczestnikom.

Przypomnijmy, że z chwilą utworzenia diecezji legnickiej

(25 marca 1992 r.), jej patronami stali się patronowie świątyni, która została ustanowiona kościołem katedralnym. W wypadku Legnicy, katedrą stał się pochodzący z XIV wieku kościół świętych Apostołów Piotra i Pawła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jaki ksiądz, taki biskup

2015-05-21 12:27

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 21/2015, str. 6-7

Jaki jest biskup nominat ks. prof. Michał Janocha?

Artur Stelmasiak
Biskup Nominat i rektor seminarium prawosławnego ks. Jerzy Tofiluk podczas prezentacji albumu „Ikony w Polsce” autorstwa ks. prof. Michała Janochy

Przyjaciele mówią do niego po prostu: Michał. I tak pozostanie bez względu na to, czy jest zwykłym księdzem czy biskupem. – Jak do tej pory nie zmienił się jako prałat, to myślę, że teraz nie zbiskupieje. On ma odpowiedni dystans do siebie i do otaczającej go rzeczywistości – mówi „Niedzieli” Mateusz Środoń, znajomy Biskupa Nominata.

Ks. prof. Michał Janocha praktycznie zawsze chodzi w stroju kapłańskim. O ile na spływach kajakowych, obozach pod namiotem widziano go bez koloratki, to na Krakowskie Przedmieście i na Uniwersytet Warszawski zawsze wychodzi w sutannie. – Może nie jest to najważniejsze, ale sutanna jest wymownym symbolem tego, jak Michał traktuje swoje kapłaństwo – podkreśla Krzysztof Smulski, z którego rodziną Biskup Nominat jest bardzo zżyty.

Otwarte mieszkanie

Gdy Krzysztof Smulski dowiedział się, że przyjaciel jego rodziny zostanie biskupem pojechał do podwarszawskiego Ołtarzewa, gdzie Nominat uczestniczył razem z kard. Kazimierzem Nyczem w liturgii święceń kapłańskich księży pallotynów. – Nie bardzo wiem co powiedzieć. Jestem szczęśliwy, bo Michał jest najbliższym przyjacielem. Błogosławił nasz ślub i ochrzcił trójkę dzieci – powiedział Smulski tuż po uroczystości.

Cechą wspólną, którą wymieniają wszyscy znajomi ks. Janochy, jest otwartość na drugą osobę. Nie patrzy na nikogo z góry, ale zawsze z uwagą słucha. Ma wielu przyjaciół, z którymi uwielbia przebywać i dyskutować o wspólnych pasjach.

Zdaniem Smulskiego ks. Janocha ma w sobie coś ze słynnego „wujka Wojtyły”. Jego mieszkanie w seminarium duchownym często zapełnia się świeckimi, a nawet całymi rodzinami. – On jest otwarty i bardzo ufa ludziom. A drzwi do jego mieszkania prawie się nie zamykają – mówi Mateusz Środoń.

Nie jest to jedyna cecha, która wyróżnia nowego Biskupa pomocniczego archidiecezji warszawskiej. Uwielbia dzieci i od razu nawiązuje z nimi świetny kontakt. – Czasami, gdy biegliśmy na wykłady podrzucaliśmy dzieci do Michała. On świetnie sobie z nimi radzi, a dzieciaki go uwielbiają – mówi Smulski.

Jest człowiekiem, który dba i pielęgnuje znajomości. Grupa znajomych Księdza Profesora rokrocznie wyjeżdża z całymi rodzinami nad morze pod namiot. Jak ksiądz Michał miał wolną chwilę, to pakował swój namiot, śpiwór i jechał ich odwiedzić. – Dzięki temu mieliśmy codziennie Mszę św. na naszym biwaku, a kto chciał mógł włączyć się w Liturgię Godzin – mówi Środoń.

Kajaki, namioty, zabytki

Specjalnością Księdza Profesora są jednak kilkutygodniowe eskapady po chrześcijańskim Wschodzie, podczas których zarażał młodych pasją do sztuki sakralnej i chrześcijańskiego dziedzictwa. Organizowane przez niego wyjazdy naukowo-dydaktyczne miały wyjątkowy charakter. Ksiądz Profesor potrafił zabrać młodych w nieznaną przygodę. Dzięki temu powstała spora grupa osób, którą zaraził pasją do sztuki sakralnej. – Znajduje ze wszystkimi wspólny język, także z młodymi, ze studentami ma dobry kontakt. Jego wyjazdy miały charakter naukowy, poznawczy, ale też religijny – opowiada ks. prof. Józef Naumowicz, znajomy Biskupa Nominata.

Biskup Nominat uwielbia organizować nie tylko dalekie podróże, ale także spływy kajakowe po Polsce. – Pamiętam jak kilka lat temu znajomy ksiądz zaprosił go na spływ po Wiśle. Całość miała trwać ponad tydzień, a ks. Janocha miał tylko dwa dni. Dołączył więc do przyjaciela w okolicach Warszawy – opowiada Środoń. – Spali na jakieś wyspie pod gołym niebem, a całą noc lało. Gdy odwiedziliśmy go gdzieś koło Czerwińska siedział pod swoim kajakiem i był doszczętnie przemoczony. Pożyczył ode mnie koszulę i popłynął dalej.

Objechał już cały Wschód i lubi przebywać w najdziwniejszych miejscach. Często są to przecież wyjazdy w nieznane. – Ta odwaga opiera się na wierze w Bożą Opatrzność. Michał jest człowiekiem, który bardzo ufa Panu Bogu – mówi Środoń.

Bp Janocha jest osobą bardzo towarzyską i doskonale czującą się zarówno w gronie osób duchownych, jak i świeckich. Ale kilka razy w roku poświęca czas, aby pobyć w pustelni na modlitwie i medytacji. Niestety teraz, jako biskup, będzie miał mniej wolnego na swoje pasje. I choć nadal będzie wykładał na UW historię sztuki, to jednak część jego dotychczasowej aktywności zostanie ograniczona.

Powołanie, kapłaństwo, biskupstwo

Choć ks. Michał Janocha i Mateusz Środoń od lat mieszkają w Warszawie, to jednak poznali się aż na Atosie. Mateusz po studiach na ASP postanowił uczyć się pisania ikon od greckich mnichów, a ówczesny Ksiądz Doktor przyjechał tam w ramach swoich podróży i pielgrzymek. Wspólna fascynacja sztuką i kulturą chrześcijańskiego Wschodu połączyła ich drogi także w stolicy Polski. Od lat zaangażowani są w Studium Chrześcijańskiego Wschodu przy klasztorze Ojców Dominikanów na Służewie. – Ksiądz Profesor od początku jest zaangażowany od strony teoretycznej, a ja prowadzę kursy ikonograficzne, czyli od strony praktycznej – mówi Środoń.

Sztuka jest wielką pasją Księdza Biskupa. Zanim wstąpił do seminarium studiował właśnie historię sztuki na Akademii Teologii Katolickiej. – Wówczas koncentrowaliśmy się na Zachodzie, bo stąd się wywodzimy, a o Wschodzie wiedziałem mało. Dopiero później poprzez różne znajomości, przyjaźnie, wyjazdy na Ukrainę, do Rosji, zacząłem odkrywać świat sztuki chrześcijańskiego Wschodu – wspomina Biskup Nominat.

Jako kapłan i naukowiec interesował się zawsze sztuką i duchowością. Szukając miejsca, gdzie te dwie rzeczywistości mogą się połączyć, odnalazł ikony. – Choć ikona jest materialna, to jednak tu, na ziemi, pełni bardzo ważną rolę duchową. W życiu doczesnym ikony są nam potrzebne, bo potrzebujemy okien, przez które widać niebo – tłumaczy.

Od 2010 r. pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Artes Liberales, w komisji Speculum Byzantinum. Gdy wchodzi w sutannie na pierwsze zajęcia, wielu studentów patrzy na niego podejrzliwie. Ale pod koniec roku wszyscy go szanują, a z wieloma nawet się zaprzyjaźnia.

– To człowiek, który opowiadając o kulturze i sztuce potrafi jednocześnie mówić o rzeczywistości nadprzyrodzonej. Jego obecność i wykłady w tym miejscu mają więc również wymiar ewangelizacyjny – mówi dr Irina Tatarova, koleżanka z wydziału na UW. – Ma wielki talent popularyzowania nauki, a jednocześnie jest uczciwym badaczem. On w sztuce i nauce poszukuje przede wszystkim prawdy egzystencjalnej. Dlatego też wkłada w nią tak wiele pasji.

Pochodzi z parafii św. Aleksandra przy pl. Trzech Krzyży. Całe życie mieszkał w Warszawie. Tu się wychował, studiował i tu dojrzewało jego powołanie. Jego tata jest emerytowanym architektem, a mama pracowała w biurze. – Bardzo często odwiedza rodziców. Jest z nimi bardzo zżyty – mówi Tatarova, która zna Księdza Profesora od 20 lat.

Pierwszym wydarzeniem, które odcisnęło się na decyzji młodego Michała była śmierć przyjaciela. – Konrad Gałecki chciał iść do seminarium, ale utonął podczas spływu w 1977 r. Wtedy nie myślałem, aby pójść w jego ślady, ale był to znak, który nie dawał mi spokoju – mówi bp Michał Janocha. Później na ATK-a poznał ks. prof. Janusza Pasierba i ujęła go jego wizja sztuki, kultury i Kościoła.

Znajomi mówią o nim, że jest księdzem, który nie ucieka od swojego kapłaństwa. W gronie warszawskiego duchowieństwa jest uważany za eksperta od duchowości, którego fascynuje kultura i zachodzące w niej zmiany.

Zna kilka języków obcych, ale pozostaje skromny. Na pierwszy rzut oka wydaje się nawet nieśmiały.

– Był bardzo dobrym księdzem i z pewnością będzie bardzo dobrym biskupem – mówi ks. prof. Józef Naumowicz, kolega bp. Janochy z seminarium i z uczelni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Wrocław pamięta o Powstańcach Wielkopolskich

2019-02-16 21:13

Anna Majowicz

W 100. rocznicę zakończenia Powstania Wielkopolskiego (16.02.2019), w sali kolumnowej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego spotkali się przedstawiciele rodzin Powstańców pochowanych na Dolnym Śląsku. Spotkanie odbyło się w ramach działań związanych z projektem ,,Ocalamy” realizowanego przez Wojewodę Dolnośląskiego oraz Oddział Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu.

Anna Majowicz
pamiątkowe zdjęcie uczestników spotkania

- 100 lat temu Wielkopolanie stanęli do walki o wolność i niepodległość. Solidarnie, ramię w ramię, ponad podziałami. Dziś jesteśmy tu, by oddać im hołd – rozpoczął spotkanie Wojewoda Dolnośląski, Paweł Hreniak.

Następnie głos zabrała wicedyrektor wrocławskiego oddziału IPN, dr Katarzyna Pawlak – Weiss. Przypomniała wydarzenia, które miały miejsce 20 lat po zakończeniu zwycięskich walk w Powstaniu Wielkopolskim. – Kiedy rozpoczęła się II wojna światowa, esesmani aresztowali Powstańców i osadzali ich w obozie. Tam okrutnie ich torturowano. W jaki sposób? Wyprowadzano ich z cel na dziedziniec, by w kurzu i błocie, do utraty sił, wykonywali trudne ćwiczenia. Mało tego. Aresztantów zimą wysyłano w Karpaty, gdzie musieli wdrapywać się na górę, którą wcześniej polewano wodą. Gdy już udało im się dotrzeć na szczyt, strącano ich, by w bólu i z połamanymi kończynami zaczynali trud ponownie. Świadectwo wielkiego patriotyzmu Powstańców nie zakończyło się więc w 1919 r. – zaznaczyła dr Katarzyna Pawlak – Weiss.

Dowódca Garnizonu Wrocław, płk Dariusz Krzywdziński, zwrócił się do rodzin Powstańców: - Szanowni Państwo, wasi przodkowie dają wam ogromny powód do dumy. Niezależnie od stopnia, jaki nosili na pagonach. Pamiętajcie, że w waszych żyłach płynie krew bohaterów i nie zapomnijcie tej dumy i wiedzy przekazywać kolejnym pokoleniom. To zaszczyt i obowiązek wobec przodków i polskiej historii. Chwała bohaterom, część ich pamięci.

Zobacz zdjęcia: Wrocław pamięta o Powstańcach Wielkopolskich

„Ocalamy” to projekt symbolicznego znakowania grobów bohaterów walk powstańczych i wyzwoleńczych, pochowanych na terenie Dolnego Śląska, specjalnym insygnium.

Poniżej przedstawiamy nazwiska osób, których groby zostały uhonorowane:

Anton Cebulski - ur. 20.02. 1896 r. w miejscowości Nowiny. Weteran armii niemieckiej oraz Legionów Polskich. Podczas powstania Wielkopolskiego został ciężko ranny i dostał się do niewoli. Leczył się w szpitalu w Leśnicy oraz w lazarecie fortecznym Twierdzy Wrocław. Zmarł 03.02.1919r. Pochowany został we Wrocławiu, na Cmentarzu Grabiszyńskim.

Bogusław Ćwikła – ur. 19.07.1901 r. w Paterku (gm. Nakło nad Notecią). Żołnierz Kompanii Nakielskiej. Brał udział w walkach o Nakło, Czerwonak, Kcynię, Szczepice, Studzienki, Tur i Szubin. Po powstaniu pełnił służbę w 4. Pułku Strzelców Wielkopolskich w Gnieźnie. Odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym.

Jan Dzierżykraj-Morawski – ur. 01.12.1900 r. w Jurkowie. Od 1915 r. działacz konspiracyjnego Towarzystwa im. Tomasza Zana. W 1918 r. członek Tajnego Komitetu Wojskowego. Żołnierz Pułku Wielkopolskiej Jazdy Ochotniczej i uczestnik walk pod Szubinem. W wojnie 1920 r. walczył jako podporucznik w 26. Pułku Ułanów. W latach 1923-1926 pełnił funkcję zastępcy dyrektora generalnego Rady Naczelnej Przemysłu Cukrowniczego. Od 1924 r. do 1936 r. był członkiem Zarządu i dyrektorem Biura Ekonomicznego Izb i Organizacji Rolniczych Zachodniej Polski. W 1931 r. wszedł w skład polskiej delegacji na rokowania gospodarcze z Niemcami. W 1939 r. był członkiem polskiej delegacji działającej przy Lidze Narodów. Od 1938 r. był Prezesem Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Po wojnie został dyrektorem Jeleniogórskiego Okręgu Państwowych Nieruchomości Ziemskich z siedzibą w Legnicy. Później przeniósł się do Wrocławia, gdzie został dyrektorem Biblioteki Głównej Wyższej Szkoły Rolniczej. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Orderu Polonia Restituta (dwukrotnie), Złotym Krzyżem Zasługi. Zmarł 22.06.1997 r. we Wrocławiu. Pochowany na Cmentarzu św. Wawrzyńca.

Jan Gibasiewicz – ur. 24.10.1900 r. w Sulmierzycach. Członek Polskiej Organizacji Wojskowej, żołnierz ochotniczej Kompanii Sulmierzyckiej pod dowództwem sierżanta Stanisława Kamińskiego, później 12. Pułku Strzelców Wielkopolskich oraz 8. Pułku Strzelców Wielkopolskich. Uczestnik walk pod Sulmierzycami, Kobylą Górą i Granowem. W wojnie w 1920 r. służył w 62. Pułku Piechoty ze składu 15. Dywizji Piechoty, z którą wziął udział m.in. w wyprawie kijowskiej. Latem 1920 r. został ranny w walkach nad Berezyną. Po wojnie służył jeszcze w 14. Pułku Artylerii Ciężkiej w Poznaniu. Do rezerwy przeszedł w 1922 r. W latach 30-tych prowadził przedsiębiorstwo transportowe. Zmobilizowany jako kierowca w 56. Pułku Piechoty wziął udział w walkach we wrześniu 1939 r. Po zakończeniu walk dostał się do niewoli, z której uciekł i zatrzymał się w Krotoszynie. Stamtąd razem z rodziną, w 1944 r. został wywieziony do Milicza. Był aktywnym członkiem Zarządu Weteranów Powstań Narodowych RP oraz Związku Powstańców Wielkopolskich. Odznaczony m.in. Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 11.01.1984 r. w Miliczu. Pochowany jest na Cmentarzu Parafialnym przy ul. Kasztanowej.

Stanisław Gierusz – ur. 04.05.1900 r. w Bączylasie (pow. Gostyń). Uczestnik Powstania Wielkopolskiego i walk w rejonie Janiszewo, Sowiny, Gostyń, Miechcin, Leszno w składzie Kompanii Ochotniczej chorążego Kazimierczaka. Od 1919 r. służył w 60. Pułku Piechoty, z którym walczył m.in. w Międzychodzie, Toruniu, Gniewkowie, Bydgoszczy, Koronowie oraz w Lasach Tucholskich. Po wojnie przeniósł się na Kresy Wschodnie, służąc jako policjant w miejscowości Rozłucz w woj. lwowskim. W 1939 r. drogą przez Węgry, Jugosławię, Grecję i Turcję dotarł do Syrii, wstępując w skład tworzącej się tam Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, z którą walczył pod Tobrukiem. Później przeszedł szlak bojowy kampanii włoskiej II. Korpusu gen. Andersa, z bitwą pod Monte Cassino włącznie. Po zakończeniu wojny powrócił do kraju. Zmarł 27.11.1976 r. we Wrocławiu. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym na Osobowicach. Odznaczony m.in. Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem Walecznych, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Monte Cassino, Krzyżem Ziemi Świętej, Gwiazdą Afryki, Gwiazdą Italii, Brytyjskim Medalem Obronnym oraz Brytyjskim Medalem Wojny.

Wojciech Grodzki – ur. 09.04.1898 r. w Parzęczewie (Jarocin). Żołnierz 1. Kompanii Jarocińskiej. Uczestnik Walk o Krotoszyn, Ostrów Wielkopolski, Zakrzew, Łaszczyn, Rawicz, Zołnicę, Sarnówkę i Kawcze. W wojnie 1920 r. walczył na Wileńszczyźnie podczas zmagań nad rzeką Wilejką. Po wojnie mieszkał w Jaroczewie, a w latach 60. przeniósł się Dolny Śląsk. Zmarł 01.10.1976 r. w Oleśnicy. Pochowany na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Wojska Polskiego.

Piotr Jarysz – ur. 23.06.1897 r. w Chorzępowie (pow. Międychód). Uczestnik walk powstańczych w szeregach kompanii piechoty starszego sierżanta Michalskiego, a później podporucznika Kostrzewskiego. Brał udział w bojach o miejscowości: Wrzeszczyna, Rosko oraz Romanów. Odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Zmarł 16.07.1973 r. we Wrocławiu. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Grabiszyńskiej.

Franciszek Klein – ur. 25.11.1886 r. w Laskach (pow. Kępno). Uczestnik Powstania w rejonie Kórnik k. Poznania. W czasie II Wojny Światowej, w celu uniknięcia niemieckiej represji przeniósł się na Kielecczyznę. Zmarł 25.04.1955 r. w Oleśnicy.

Antoni Rosik – Rosiński – ur. 02.10.1899 r. w Pońcu (pow. Gostyń). Żołnierz 4 kompanii ponieckiej batalionu gostyńskiego sierżanta Kaźmierczaka . Uczestnik walk pod Lesznem, Pońcem, Miechocinem, Waszkową, Gościejewicami oraz Kąkolem. W wojnie 1920 r. walczył w składzie 60. Pułku Piechoty pod Mińskiem i nad Berezyną. Brał udział w Bitwie Warszawskiej w szeregach 15. Dywizji Piechoty w jej ofensywie na Mińsk Mazowiecki i Łomżę. Po zakończeniu konfliktu pozostał w wojnie jako podoficer zawodowy. Służył w batalionach Korpusu Ochrony pogranicza w Ludwikowie oraz Suwałkach. We wrześniu 1939 r. dowodził obroną strażnicy KOP Nowa Różana przed wojskami radzieckimi. W czasie II wojny światowej był członkiem Armii Krajowej. Odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych (trzykrotnie), Medalem Niepodległości, Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Zmarł 22.10.1964 r. w Obornikach Śląskich. Pochowany jest na Cmentarzu parafialnym przy ul. Siemianickiej.

Józef Wojtkowiak – ur. 03.02.1899 r. w Poznaniu. Żołnierz 2. batalionu Poznań – Wilda, pod dowództwem majora Hądzilka. Uczestnik walk pod Wielkim Grójcem, Małym Grójcem i Kargową. W Wojsku Polskim służył zawodowo do 1927 r. Po zakończeniu służby rozpoczął pracę w PKP, która trwała do momentu przejścia na emeryturę w 1959 r. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Zmarł 25.03.1982 r. w Bierutowie. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym, przy ul. Wrocławskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem