Reklama

Miłość za Miłość

2016-01-13 08:56

S. Bożena Górska CSNJ
Niedziela Ogólnopolska 3/2016, str. 30-31

Archiwum zgromadzenia
Maria Franciszka Witkowska.

Na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, po przeciwnej stronie Alei Zasłużonych, na jednym z pomników widnieje napis: „Życia świętego niewiele dni, owoce jego trwać będą na wieki”. Maria Franciszka Witkowska. Założycielka Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Imienia Jezus

W dniu 19 stycznia 2016 r. przypadnie 150. rocznica urodzin sługi Bożej matki Franciszki – Marii Anieli Witkowskiej. Urodziła się 19 stycznia 1866 r. w Wardomiczach, na terenie dzisiejszej Białorusi. W swoim notatniku zapisała: „W Imię Jezus rozpoczynam nowy rok życia. Oby Jezus był moim wszystkim”. 26 października 2015 r. minęła 120. rocznica jej śmierci. Żyła niespełna 30 lat.

Poszukiwanie drogi życia

Pochodziła z rodziny szlacheckiej o głębokich korzeniach patriotycznych i religijnych. Z domu rodzinnego wyniosła bogactwo dobrego wychowania. Udawała się często do Wilna i Mińska, aby zaspokoić potrzeby swojej duszy. Po długich prośbach ojciec zgodził się na jej wyjazd do Warszawy w celu dalszego kształcenia się. Maryla, bo tak ją nazywano, miała 20 lat, gdy po raz pierwszy spotkała się z o. Honoratem Koźmińskim, kapucynem. To on, choć spotykał ją tylko w konfesjonale, zaproponował jej założenie nowego zgromadzenia zakonnego i zasugerował zajęcie się młodymi dziewczętami. Miała uczyć je zawodu i przygotowywać do dobrego życia. Maryla była subtelna i wrażliwa. Obawiała się, czy sprosta zadaniu tworzenia nowego zgromadzenia. Pisała do o. Honorata: „Nie mam ani siły, ani roztropności”, ale jednocześnie zapewniała: „Całą ufność złożyłam w Bogu, więc o następstwach nie myślę, bo ode mnie są niezależne w znacznej części”. Było jej bardzo trudno podjąć tę decyzję i wynikające z niej obowiązki, przeżyła okres zawahania. Tkwiła w niej istotnie polska dziewczęca dusza, która wie, że wszystko otrzymała w darze i która przeżywa lęk i trwogę, poczucie słabości i nieudolności, a jednocześnie doświadcza pragnienia wypełnienia do końca woli Boga, i to tak, jak On tego chce. Maryla zmagała się ze sobą, ale w końcu postanowiła: „Jeżeli przez ten wybór spełniła się wola Boża, to chociażbym umierała od tego, niech się spełnia”.

Życia cel jedyny – wielka świętość

Pragnęła, „aby jej życie było świętym szaleństwem krzyża”. W notatniku duchowym napisała: „Bóg nie żałował dla mnie siebie, ja nie chcę żałować dlań siebie”. Jej modlitwą były słowa: „Krew za Krew, miłość za Miłość, życie za Życie”. Pragnęła sama ukochać Boga bezgranicznie i zrobić wszystko, aby inni mogli Go również ukochać. Często modliła się tymi słowami: „Jezu mój, weź mnie nędzną i zapal ogniem miłości Twojej, aby więcej ode mnie nikt Cię nie kochał”. Maria Witkowska była wielką czcicielką Najświętszego Sakramentu. Zachęcała siostry, by „cały zapał swej miłości zwróciły ku Jezusowi ukrytemu w Najświętszym Sakramencie, a swoje życie poświęciły Jego uwielbieniu”. Wpatrywała się często w Oblicze Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie i pragnęła wynagrodzić bluźnierstwa i zniewagi, nieuszanowanie, całą obojętność ludzi wobec Więźnia Miłości, wszystkie grzechy ludzi pracy, i błagała o nawrócenie i miłosierdzie dla świata.

Reklama

Matce Bożej, Wspomożycielce Wiernych, oddała się w niewolę miłości na wyłączną własność, poświęcając Jej całe zgromadzenie oraz każdą siostrę. W Litanii do Matki Bożej zawarła wszystkie pragnienia swego serca i intencje modlitw zanoszonych do Boga. Umiłowała Kościół święty. Pragnęła, by „zaofiarowanie całego zgromadzenia za wolność i rozwój Kościoła na całym świecie było główną intencją, przenikającą wszystko, i stało się wyrazem wierności i przywiązania do Kościoła”.

Treścią życia Marii Witkowskiej był Jezus – Jezus z Nazaretu, ubogi, spracowany, ukryty, Jezus zbawiający nas na Krzyżu, a tak sponiewierany, że mało do siebie podobny, Jezus w Eucharystii, tak mało kochany i często tak znieważany, Jezus w Mistycznym Ciele, którym jest Kościół. Maryla kochała Jezusa aż do ofiary z życia.

Pragnę należeć do Boga bez podziału

Maria Witkowska, która przyjęła imię zakonne Franciszka, posługiwała w zgromadzeniu tylko 8 lat, wychowując młode siostry, kształtując duchowość zgromadzenia, organizując domy zakonne. Siostry prowadziły pracownie krawieckie, w których młode rękodzielniczki otrzymywały wykształcenie zawodowe, pouczenie religijne, opiekę moralną, a niejednokrotnie też pomoc materialną. Dla chorych i zaawansowanych wiekiem rękodzielniczek zorganizowała Schronienie Ubogich Szwaczek. Nie lękała się trudu kwestowania. Sama chora na gruźlicę płuc i wyczerpana do ostateczności wszystko czyniła w myśl hasła zgromadzenia: „Na większą chwałę Boga w Eucharystii ukrytego”. Założyła 8 domów zakonnych: w Warszawie, Piotrkowie Trybunalskim, Częstochowie i Łodzi, Petersburgu, Szawlach, Libawie i Wilnie, w których w momencie jej śmierci żyło i pracowało ok. 100 sióstr.

Przygotowała ustawy i potrzebną dokumentację do zatwierdzenia zgromadzenia przez Stolicę Apostolską. W kwietniu 1894 r. udała się w tej sprawie do Rzymu. Z powodu choroby uzyskała jedynie pozwolenie na otwarcie ukrytej kaplicy w domu generalnym. Tym samym spełniło się jej wielkie marzenie, by mieszkać z Jezusem pod jednym dachem. Maryla nie sprowadzała jednak swego życia tylko do wielkich pragnień. Oddała je w całopalnej ofierze za Kościół święty, za jego wolność i rozwój, o świętość kapłanów, o nowe, gorliwe i liczne powołania. W niespełna 2 lata od złożenia tego heroicznego aktu Bóg przyjął ofiarę jej życia. 26 października 1895 r., w 29. roku życia, odeszła do Pana.

Lampka miłości ukrytego Boga

Żyła krótko, dając wspaniały wzór miłości Boga i bliźniego, heroiczności, gorliwości i zawierzenia Bogu, a także świetlany przykład konsekrowanego życia w ukrytym zgromadzeniu zakonnym. Maryla Witkowska pokazała, że można przemieniać świat przykładem własnego życia, oddaniem się Bogu na przepadłe, służąc ludziom wszędzie tam, gdzie Bóg posyła, i wciąż składając swoje życie za wolność i rozwój Kościoła. Po śmierci mówiono o niej: „Był to płomień miłości i żarliwości o chwałę Bożą, który zgasł jak lampka wyniszczona dla miłości Boga, ukrytego w Najświętszym Sakramencie”. Siostry są przekonane, że u zarania zgromadzenia otrzymały skarb, otrzymały świętą.

Dziś Kościół jest w tylu miejscach prześladowany, zniewalany, rzuca się tyle oszczerstw na Ojca Świętego. Świat domaga się świętych kapłanów. Potrzeba modlitwy i ofiary. Może wkrótce matka Franciszka Maria Witkowska dołączy do grona polskich świętych i błogosławionych i wskaże niejednej osobie drogę życia dla Jezusa i Kościoła.

Więcej o Maryli Witkowskiej i jej dziele można znaleźć na stronie: www.marylki.pl .

* * *

Myśli sł. Bożej Franciszki Marii Witkowskiej CSNJ

• Istotnie tylko, by Boga kochać samej i dać innym ukochać, to moje żądanie.

• Sadzić i polewać, i uprawiać to twoja rzecz, wzrost i owoc, i skutek do Boga należy.

• Cierpienie, upokorzenie, ubóstwo, praca i znoje dla miłości Boga.

• Świętość nie jest dziełem jednej chwili.

• W Imię Jezus rozpoczynam nowy rok życia. Oby Jezus był moim wszystkim.

• Z łaską współdziałać szybko, mężnie, stale.

Tagi:
zgromadzenie zakony

Stąd bliżej do Nieba

2019-02-13 23:01

Anna Skopińska

Maria Niedziela

Ksiądz wraz ze swoim poprzednikiem - ks. Antonim Głową sprawowali Eucharystię w 60. rocznicę pracy sióstr na Stokach. W mieszkaniu, w przedwojennym bloku, w małej kaplicy, która zwłaszcza dla osób chorych i starszych stała się miejscem, gdzie powierzają swoje troski, problemy i radości Dobremu Pasterzowi. Bo świeccy, jak przypominała przełożona generalna s. Gracjana Zborała, to trzeci zakon pasterski, a łódzki dom to niejako pamiątka po założycielce bł. Marii Karłowskiej, bo choć w nim fizycznie nie była, to placówka ta związana jest ściśle z podjętym przez nią kilkadziesiąt lat wcześniej apostolatem - posługą pielęgniarską kobietom chorym wenerycznie w łódzkim miejskim szpitalu im. Marii Magdaleny przy ul. Tramwajowej 13. Od 1 sierpnia 1927 roku założycielka zakonu przez kilka lat przebywała w Łodzi. Tu jej praca była szczególnie potrzebna. Maria Karłowska nie żałowała trudu i czasu dla kobiet, które utraciły swą godność. Założyła nie tylko szpital dla kobiet chorych wenerycznie, ale też ośrodek w Romanowie (1932 r.).

Szpital i służba kobietom

Na łódzki jubileusz w minioną sobotę przybyły m.in. siostry, które przeszły przez kapliczkę na Stokach. To ponad 30 zakonnic. Swoje spotkanie rozpoczęły historią zgromadzenia na ziemi łódzkiej i niełatwych ścieżek, jakimi musiały kroczyć. To przede wszystkim wspomniany szpital, do którego 1 sierpnia 1927 roku przybyło 10 sióstr – w tym 7 pielęgniarek. Weszły w wyjątkowo trudne warunki. Jak wiemy z historii: „Zaczęły swą pracę od koniecznych remontów i zewnętrznych porządków. Zorganizowały szpital na wzór lecznicy w Toruniu: z kaplicą, salami szpitalnymi, jadalnią i pracownią. Najwięcej trudu włożyły w przygotowanie ogrodu. Dotychczas szpital miał tylko obszerne, ale zagracone podwórko, właściwie bagnisty nieużytek. Zorganizowały tam ogród kwiatowo-warzywno-owocowy z inspektami. Nad oczyszczonym stawem przerzuciły mostek. Pacjentki, których liczba dochodziła do 150, zdobyte powoli miłością i taktem sióstr, uspokoiły się i coraz chętniej angażowały się w prace razem z siostrami. Obok zajęć w ogrodzie, podjęły szycie bielizny szpitalnej, co uzupełniało skąpy budżet szpitala. Z biegiem czasu udało się wprowadzić katechizację pacjentek i przygotowanie do sakramentów świętych. Równocześnie działał dom wychowawczy dla dziewcząt lekkich obyczajów w Radogoszczu, przy ul. Kościuszki 15, w wydzierżawionej na ten cel willi z ogrodem. Bp Wincenty Tymieniecki, a także władze miejskie, gorąco poparli ten projekt. Jednak na skutek narastających trudności finansowych, zakład w 1932 r. został przeniesiony do Romanowa pod Łodzią”.

Ukrywanie kapłanów

W czasie okupacji dom przestał istnieć. Mieszkające tam siostry przeszły tułaczkę przez więzienie na Radogoszczu, skąd z innymi zakonnicami zostały wywiezione. Uniknęły tego jedynie siostry pracujące w szpitalu św. Marii Magdaleny, które - staraniem dyrekcji placówki - zwolniono. Jak czytamy w historii zgromadzenia: W latach wojny szpital był pod zarządem lekarzy i obsługi niemieckiej, jednak siostry – zawierzając Opatrzności Bożej - ukrywały kapłanów, między innymi ojców jezuitów. Nazwisk ojców Jezuitów nie znamy, ale wiadomym jest, że we wspólnocie sióstr na Tramwajowej ukrywał się ks. proboszcz Czesław Ochnicki z Łasku, przebrany w habit pasterki, pod imieniem s. Stanisławy. Po powrocie do swej parafii, z wdzięczności za ocalenie mu życia przez pasterki, w 1947 r. przysłał do zgromadzenia kandydatkę (niedawno zmarłą S. Ezechielę Krawczyk), której sam o tym opowiedział.

Zamurowane drzwi

Siostry ze szpitala udzielały pomocy współsiostrom uwięzionym w obozie w Bojanowie i rozproszonym w rodzinach po zwolnieniu z tego obozu, jako starsze, niedołężne i chore. Wspomagały też materialnie biedne rodziny, służyły bezinteresowną pomocą chorym poza szpitalem, chociaż oficjalnie było to zakazane”. Stąd słowa z jubileuszowej homilii – niezwykłe to było powołanie. Powołanie i odzyskiwanie człowieka, który się zachwiał. Powołanie okupione cierpieniem w Radogoszczu, zamurowaną kaplicą w szpitalu – mówił ks. Izydorczyk. Bo po wojnie, w 1954 roku, gdy od 1949 roku, siostry już nie mogły pracować w szpitalu, ale nadal mieszkały na jego terenie, zamurowano drzwi do szpitalnej kaplicy, by z oddziału nikt nie mógł do niej wchodzić. Dopiero po trzech latach mur wyburzono a siostrom ponownie (na krótko) pozwolono pracować z chorymi. Szpital św. Marii Magdaleny przeniesiono też na Stoki. Siostry poszły za nim i tak w lutym 1969 roku osiadły na ul. Skalnej 7.

skalna i Stoki

Tu zajęły się przede wszystkim pracą w parafii i katechizacją. Obecnie wspólnota liczy dwie siostry. Ale to nadal ważne miejsce dla Łodzi, dla mieszkańców, dla tych, którzy poszukują wsparcia, pomocy, opieki duchowej a nawet rozmowy czy po prostu uśmiechu. Tu to wszystko odnajdują. Pośród przedwojennych wojskowych bloków, na najwyżej położonym osiedlu miasta. Może stąd bliżej do nieba? A może ciągle aktualne są słowa bł. Marii Karłowskiej: Nie ma co się lękać, aby Łódź zginąć miała, /.../ jeżeli w Łodzi Zbawiciel będzie z nami, a my czuwać będziemy u Jego stóp”. Tak, jak czuwają od dziesiątek lat pasterki.

Na jubileuszu sióstr obecne też były siostry antonianki, bo jak podkreślali kapłani – oba te zgromadzenia żyją w Łodzi w ogromnej symbiozie. I oba służą drugiemu człowiekowi.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra św. Piotra darem Chrystusa dla Kościoła

Benedykt XVI
Niedziela Ogólnopolska 10/2006, str. 3

Włodzimierz Rędzioch
Figura św. Piotra

Liturgia łacińska celebruje święto Katedry św. Piotra. Chodzi o bardzo starą tradycję, której świadectwa mamy w Rzymie już pod koniec IV wieku, będącą wyrazam wdzięczności Bogu za misję powierzoną apostołowi Piotrowi i jego następcom. „Katedra” to dosłownie tron biskupa stojący w kościele będącym matką diecezji, z tej racji nazwany właśnie „katedrą”. Stanowi symbol władzy biskupa, w szczególności jego „magisterium”, to znaczy ewangelicznego nauczania, którego jako następca Apostołów ma on strzec i przekazywać dla dobra całej wspólnoty chrześcijańskiej. Kiedy biskup bierze w posiadanie Kościół partykularny, który został mu powierzony, to - w mitrze na głowie i z pastorałem w ręku - zasiada na katedrze. Z tego miejsca będzie przewodził, jako nauczyciel i pasterz, pielgrzymce wierzących, w wierze, nadziei i miłości.

Co było zatem „katedrą” św. Piotra? Wybrany przez Chrystusa jako „skała”, na której zbuduje Kościół (por. Mt 16, 18), rozpoczął swoją posługę w Jerozolimie po Wniebowstąpieniu Pana i po Zesłaniu Ducha Świętego. Pierwszą „siedzibą” Kościoła był Wieczernik; jest prawdopodobne, że w tej sali, gdzie również Maryja, Matka Jezusa, modliła się razem z uczniami, było specjalne miejsce, zarezerwowane dla Szymona Piotra. Następnie siedzibą Piotra stała się Antiochia, miasto położone nad rzeką Orontes, w Syrii, w ówczesnych czasach trzecia metropolia imperium rzymskiego, po Rzymie i Aleksandrii w Egipcie. Pierwszym biskupem tego miasta, ewangelizowanego przez Barnabę i Pawła, gdzie „po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami” (Dz 11, 26), był Piotr. Martyrologium Rzymskie przed reformą kalendarza odnotowywało również specjalne obchody Katedry św. Piotra w Antiochii. Stamtąd Opatrzność poprowadziła Piotra do Rzymu, gdzie zakończył swój bieg w służbie Ewangelii męczeństwem. Dlatego siedziba w Rzymie, która otrzymała największy zaszczyt, przyjęła na siebie również posługę, jaką Chrystus powierzył Piotrowi, aby był w służbie wszystkich Kościołów partykularnych, celem budowania i jedności całego Ludu Bożego.

Siedziba w Rzymie została w ten sposób uznana za siedzibę następców św. Piotra, zaś „katedra” Biskupa Rzymu reprezentuje katedrę Apostoła, któremu Chrystus kazał paść całą swoją owczarnię. Potwierdzają to najstarsi Ojcowie Kościoła, jak na przykład św. Ireneusz, biskup Lyonu, który w swoim traktacie Przeciw herezjom opisuje Kościół w Rzymie jako „największy i najstarszy, uznawany przez wszystkich; … założony i zbudowany w Rzymie przez dwóch najczcigodniejszych Apostołów, Piotra i Pawła”; i dodaje: „Z tym Kościołem, z racji jego najznakomitszego pochodzenia, musi zgadzać się Kościół powszechny, to znaczy wierni, którzy gdziekolwiek się znajdują” (Przeciw herezjom, III, 3, 2-3).

Włodzimierz Rędzioch
Ołtarza Katedry, który jest oświetlony na tę okazję świecami

Tertulian z kolei stwierdza: „Ten Kościół w Rzymie, jakże jest błogosławiony! Sami Apostołowie wlali w niego swoją krew, całą doktrynę” (Napomnienia dla heretyków, 36). Katedra Biskupa Rzymu reprezentuje nie tylko jego posługę wspólnocie rzymskiej, ale również jego misję przewodzenia całemu Ludowi Bożemu.

Celebrowanie święta Katedry św. Piotra oznacza zatem przypisywanie jej wielkiego znaczenia i wymiaru duchowego oraz uznawanie jej za uprzywilejowany znak miłości Boga, odwiecznego i dobrego Pasterza, który chce zgromadzić cały swój Kościół i prowadzić go po drogach zbawienia. Spośród wielu świadectw Ojców chciałbym przytoczyć świadectwo św. Hieronima, pochodzące z jego listu do Biskupa Rzymu, szczególnie interesującego, gdyż zawarte jest w nim bezpośrednie odniesienie właśnie do „katedry” Piotra, przedstawiające ją jako pewny fundament prawdy i pokoju. Św. Hieronim tak pisze: „Postanowiłem zasięgnąć rady katedry św. Piotra, gdzie znajduje się ta wiara, którą wysławiał Apostoł; przychodzę teraz, aby prosić o pokarm dla mojej duszy tu, gdzie przedtem otrzymałem szatę Chrystusa. Nie idę za innym prymatem, jedynie za Chrystusowym; dlatego jestem w jedności z twoim błogosławieństwem, to znaczy z katedrą Piotra. Wiem, że na tej skale jest zbudowany Kościół” (Listy I, 15, 1-2).

Drodzy Bracia i Siostry, w absydzie Bazyliki św. Piotra, jak wiecie, znajduje się monument poświęcony katedrze Apostoła, dzieło Berniniego, zrealizowane w formie wielkiego tronu z brązu, podtrzymywanego przez figury czterech Doktorów Kościoła, dwóch zachodnich, św. Augustyna i św. Ambrożego, oraz dwóch wschodnich, św. Jana Chryzostoma i św. Atanazego. Zapraszam Was, abyście się zatrzymali przed tym wymownym dziełem, które dziś możemy podziwiać, udekorowanym licznymi świecami, i pomodlili się w sposób szczególny w intencji posługi, jaką Bóg mi powierzył. Wznosząc wzrok ku witrażowi z alabastru, który otwiera się światłem wprost na katedrę, przyzywajcie Ducha Świętego, ażeby zawsze podtrzymywał swym światłem i swoją mocą moją codzienną posługę całemu Kościołowi. Za to, jak i za Wasze pobożne skupienie, z całego serca Wam dziękuję.

Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wenezuelscy biskupi żądają od Maduro wpuszczenia pomocy humanitarnej

2019-02-22 17:32

vaticannews / Caracas (KAI)

Dostarczania pomocy humanitarnej nie można rozpatrywać w kluczu interesów politycznych. Nasi ludzie są w skrajnie trudnej sytuacji i potrzebują natychmiastowego wsparcia. Biskupi Wenezueli piszą o tym w specjalnym oświadczeniu domagając się od rządu wpuszczenia pomocy humanitarnej.

andresAzp/Foter CC-BY

Sytuacja w tym południowoamerykańskim kraju z każdym dniem drastycznie się pogarsza. Biskupi piszą o krańcowej sytuacji, gdy chodzi o dostęp do żywności i lekarstw. Los mieszkańców nie przemawia jednak do dotychczasowego prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, który nakazał zamknąć granice z Brazylią i Kolumbią. Zawiesił też wszelkie połączenia z należącymi do Holandii trzema wyspami archipelagu Małych Antyli, ponieważ zorganizowano na nich punkty dystrybucji żywności i lekarstw. Organizowane przez opozycję transporty pomocy nazwał „prowokacją” i „tanią pokazówką”, która jedynie „ma podminować jego władzę”, bo Wenezuela „nie potrzebuje dostaw żywności i leków”.

Biskupi przypominają w swym oświadczeniu, że Kościół wielokrotnie i na różne sposoby prosił prezydenta Maduro o zgodę na dostarczenie pomocy Wenezuelczykom. Jednak nawet prośba Papieża Franciszka w tej sprawie spotkała się z jego zdecydowanym „nie”. Biskupi wskazują, że kraj pilnie potrzebuje pomocy humanitarnej, a proszenie o nią nie jest zdradą ojczyzny, tylko moralnym obowiązkiem wobec narodu. „Na dostarczanie pomocy nie można patrzeć w kluczu interesów politycznych, tylko dobra najbardziej potrzebujących” – przypominają biskupi prezydentowi Maduro. Zarazem oferują wsparcie Caritas w sprawiedliwym i skutecznym rozprowadzeniu pomocy humanitarnej, by jak najszybciej mogła trafić do potrzebujących.

Biskupi apelują też do wojska, które kontroluje granice, by pozwoliło na wjazd do kraju konwojów z pomocą humanitarną. Wyraźnie podkreślają: „Jesteśmy przeciwni jakiejkolwiek przemocy. Zachęcamy wojsko do stanięcia po stronie narodu. Żołnierze muszą respektować konstytucję i bronić obywateli. W sumieniu, nie muszą respektować rozkazów, które godzą w życie i bezpieczeństwo ludzi. W takiej sytuacji muszą pozwolić na dostarczenie pomocy międzynarodowej i na jej rozprowadzenie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem