Reklama

W miłości bez miary

2016-01-20 09:03

Ks. Jarosław Krzewicki
Niedziela Ogólnopolska 4/2016, str. 12-13

Edycja Świętego Pawła

Św. Franciszek Salezy jest patronem prasy katolickiej oraz dziennikarzy.
Kościół wspomina go 24 stycznia. Czy może być dziś przydatny środkom społecznego przekazu? Czy zaciekawi ludzi mediów i tych, którym media służą?

W świecie, w którym wszystko jest na sprzedaż, przekaz informacji może być działalnością nastawioną na zysk bądź służbą, jak praca lekarza, nauczyciela czy powiernika duszy. Jeśli jest powołaniem, to trzeba na nie odpowiedzieć właściwie. Święci mają w tym dać przykład i wspomóc wstawiennictwem. Drukarzy wspiera św. Augustyn, pisarzy – św. Marek, mówców – św. Błażej, a dziennikarzom towarzyszy św. Franciszek Salezy.

Młodość i wychowanie

Urodził się 21 sierpnia 1567 r. nieopodal kalwińskiej Genewy, w arystokratycznej francuskiej rodzinie, która nie straciła smaku katolickiej wiary. Matka – Françoise de Sionnz odcisnęła na jego duszy pieczęć pobożności, szlachetny z urodzenia i serca ojciec – François de Boisy troszczył się o właściwe kształtowanie intelektu syna. Najstarszy z 13 dzieci Franciszek – wrażliwy, kulturalny, ciepły, uduchowiony szedł za głosem serca i umysłu przeciętych na skrzyżowaniu sumienia.

Podjął naukę u Jezuitów w prestiżowym kolegium w La Roche-sur-Foron, potem Annecy, siedzibie biskupa Genewy. Posłali go na Sorbonę, zgłębiał karty teologii i Pisma Świętego, studiował klasykę w Collège de Clermont, biblijne języki, grecki i hebrajski. Zderzenie katolickich zrębów myśli z pełzającymi ideami o predestynacji w zbawieniu rodziły we wrażliwym sercu wiele wątpliwości. Kalwińska nauka rozpętała w młodym Franciszku wielką burzę. Czy Bóg chce go zbawić? Na wiele dni pogrążył się w rozpaczy, która niczym pustynia wypaliła w nim resztki miłości własnej i strachu o siebie. Modlitwa do Maryi w kościele św. Stefana des Gres, jak uśmiech dobrej i kochającej Matki, uspokoiła jego rozszalałe wnętrze. Odtąd chciał po prostu miłować Boga miłością czystą, a ufność w dobrym Bogu stała się balsamem dla jego duszy.

Reklama

Czy ojciec wiedział o rozterkach syna? Czy chciał zanurzyć go bardziej w doczesnych sprawach, by nie utonął na niespokojnym morzu teologicznych i duchowych nawałnic swojej epoki? Budował mu zręby kariery, widzianej po swojemu, z mądrej ludzkiej przystani. Posłał syna do Padwy na studia prawnicze. Franciszek uzyskał dwa doktoraty: z prawa i teologii. Trzeźwo patrzący w przyszłość wiekiem dojrzały ojciec wiedział, że studia nie wystarczą, potrzeba wiele, by talenty nie gniły w leżącej odłogiem ziemi, lecz wydały owoc na uprawnej roli. Na progu dorosłego życia czekała już na niego bogata wybranka – Franciszka Suchet de Mirabel, z którą ojciec chciał go dozgonnie połączyć. Lord Boisy, Sales i Novel zaplanował też synowi polityczną karierę. Jako liczący się prawnik, adwokat miał wejść do sabaudzkiego senatu w Chambéry. Franciszek się wzbraniał. Kochający Bóg nie tego pragnął dla swego wybranego syna.

Więcej niż most

Studiując w Padwie, młody student odbył pielgrzymkę do Loreto i tam złożył ślub dozgonnej czystości. Po powrocie w ojczyste strony Franciszek zwrócił się do swojego biskupa, by go przyjął w poczet swoich duchownych i wyświęcił na kapłana. Rodzice na tę prośbę przystali niechętnie, biskup się zgodził. Czy zaspokojenie ich ambicji, czy też rzeczywiste nadzwyczajne talenty młodzieńca skłoniły bp. Graniera, by świeżo pachnącego olejami kapłana mianować pierwszą po sobie osobą w diecezji? Być może jedno i drugie. Młodziutki prepozyt kolegiaty św. Piotra w Annecy oddał się duszpasterskiej pracy. Franciszek nie szukał wygodnych zaszczytów. Rok później rozpoczął akcję misyjną wśród ludności okręgu Chablais, umacniał pozostałych przy katolicyzmie i przekonywał odstępców od katolickiej wiary. I tu właśnie objawiła się w pełni jego medialna dusza, osobowość silna i przyjazna, człowiek, który nie jest mostem, lecz wiązką połączeń.

Przemierzał najbardziej niedostępne tereny, przełęcze i górskie szczyty. Po 4 latach, w 1599 r., nie było wątpliwości, kim jest ten młody i szlachetny kapłan. Kościół włożył mu mitrę na głowę, by odtąd jako sufragan w swojej diecezji kontynuował podjętą misję. W służbie spalał się bez reszty, szukał dróg, by dotrzeć do wiernych, a zwłaszcza do tych, którzy się oddalili, by nieść im nadzieję, że Bóg kocha każdego, a w domu Ojca jest mieszkań wiele i starczy ich dla wszystkich.

Po śmierci bp. Graniera Franciszek został biskupem Genewy. Zabrał się z zapałem za ewangelizację, zwizytował swoje liczne parafie, czasem trudno dostępne, cały wolny czas poświęcał nauczaniu, spowiadał, udzielał sakramentów, troszczył się o kapłanów, o zakony, o świeckich, będąc bardzo blisko każdego. Razem z Joanną Franciszką de Chantal założył Zakon Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (wizytek), zatwierdzony w 1618 r. W Paryżu poznał Wincentego à Paulo. Wszystko stało się dobrym zaczynem, aż się zakwasiło. Święty zmarł nagle w Lyonie 28 grudnia 1622 r. Wracał ze spotkania z Karolem Emanuelem Savoią. Jego wrażliwe serce za bardzo kochało. Ciało pochowano w Annecy, gdzie spoczął w kościele macierzystym sióstr Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, serce zaś pozostało u sióstr w Lyonie.

Patron dziennikarzy

Franciszek to postać na dobry film przygodowy, który może wycisnąć łzy wzruszeń w zimowe wieczory. Co ma jednak wspólnego z katolicką prasą czy dziennikarską służbą? Jego pragnienie poznania prawdy, troska o jej zgłębienie i przekaz, chęć dotarcia do wszystkich i szukanie na to nowych sposobów – to wszystko przeniosło go na poziom alpejskich szczytów górujących nad płaską współczesną Europą upolitycznionych tytułów. Jego uczciwość w podejmowaniu życia, pragnienie świętości, pojętej jako bycie w zgodzie z prawdą, i zbawienia jako sensu drogi, są tym, czego przekazicielom każdej nowiny brakować nie może. Franciszek wziął życie na gorąco, to pierwowzór człowieka mediów. Wielki komunikator, dziś byłby pewnie gwiazdą o jasnym, szczerym blasku, której nie przyćmiłyby żadne flesze.

Liczy się spotkanie

Zanim jego życie się dopełniło w chwale katedr i ołtarzy, Franciszek przemierzał diecezję, trudną, niedostępną, przeoraną podziałami, niosąc słowo, które informowało, zbliżało i łączyło. Korzystał z druku, by dostarczyć wiernym potrzebne informacje, by mogli dowiedzieć się wszyscy. Sam był człowiekiem o niezwykłym uroku osobistym, bystrym, oczytanym, wrażliwym. Potrafił dotknąć i przeniknąć każdego. Treść w „opakowaniu” Franciszkowej dobroci, wrażliwości, znajomości serca słuchacza, jego potrzeb, lęków i pragnień przemawiała skutecznie. Wiedział, jak przekazać prawdę, choć nie studiował PR-u, socjologii ani psychologii mediów. Stosował zasadę głoszenia „na pszczołę”, bo miód przyciąga.

Działalność Franciszka jest jak układ współrzędnych w przestrzeni, podobnie jak dobre dziennikarstwo jest przecięciem 3 płaszczyzn: treści, sposobu przekazu i osób. Liczy się informacja, i ważne są media. Nie bez znaczenia jest jednak to, czy mówi prorok, czy ktoś inny. Franciszek docierał z Dobrą Nowiną, kreatywnie poszukując środków przekazu, by dotrzeć do szerokich rzesz odbiorców. Sam jednak był sobą, wierny prawdzie nie zaprzedał duszy.

Rolą mediów jest spotkanie w rozległej przestrzeni i możliwie krótkim czasie. O to chodziło bp. Salezemu. Człowiek w mass mediach stara się nieudolnie naśladować Boga, który Słowem jest wszechobecny. Bóg pisze w sercu, człowiek używa papieru, często obrazu i dźwięku. Zamknąć świat w słowie udało się tylko Bogu. Człowiek w potopie słów tonie, zatapia prawdę, zabija nadzieję. Arką Noego na wzburzonych falach mediów jest wewnętrzna izba sumienia.

Sens służby

W świecie mediów współczesny człowiek zanurza się od porannej kawy sączonej między prasowymi wierszami, przez popołudniowe łowienie w sieci najświeższych newsów, aż po zaśnięcie przy gadającym ekranie. Ten świat potrzebuje świadków, przewodników, patronów, orędowników. W minionym roku na świecie zginęło blisko 70 dziennikarzy, od 2005 r. było ich prawie 800. Czy służba ta ma głębszy sens? Czy warto oddawać życie za nic lub za niewiele? Kościół w swojej nauce o dziennikarstwie podkreśla, że ma ono służyć rozwojowi osobowemu człowieka i zjednoczeniu ludzi. „Zjednoczenie i postęp” to tytuł jednego z kościelnych dokumentów o mediach, ale to także cel i sens dziennikarstwa.

To Pius XI, niegdyś nuncjusz w niepodległej Polsce, chciał, by dziennikarzom patronował francuski biskup z Genewy. Świat dzięki mediom zaczynał się kurczyć, dystans się zmniejszał, a informacja stała się nie tyle mostem łączącym mówcę ze słuchaczem, ile żywą siecią powiązań. Myśląc o katolickich mediach, można pragnąć, by były jak sieć rybaka, która wyłowi ludzi z ciemności rozpaczy, mroków kłamstwa i mgły niewiedzy. Co do wszystkich, to warto się starać, by nie były jak pajęcza sieć zniewoleń, drżąca w konwulsjach sączącej się zdrady, sprzedajnej służby, troski o własną karierę, by środki społecznego przekazu tworzące platformę prawdy wyzbyte z gąszczu półprawd pozwoliły wyłowić tajemnicę kierunku i sensu życia. Franciszek Salezy swoim przykładem może pomóc, by świat oświecony blaskiem prawdy wyzbył się lęku i zaufał Bogu w miłości bez miary.

Tagi:
media dziennikarze

Gdy szpalty sięgają bruku

2018-01-24 12:43


Niedziela Ogólnopolska 4/2018, str. 6

stevepb/pixabay.com

Gdy szpalty sięgają bruku

Publikacja w „Super Expressie” pt. „Brakuje milionów na lekarzy, są na kapelanów” to typowy fake news – czyli kłamstwo. Ewidentnej nieprawdy, którą nakarmił opinię publiczną tabloid, nie da się już wymazać, nie ma powrotu do sytuacji sprzed komunikowania. Sensacyjna informacja zaraz rozpełzła się po Internecie i pozostanie tam na zawsze, bo przecież w Internecie nic nie ginie. Trudność wynika z tego, że niewielu ma czas i ochotę, aby badać sprawę dogłębnie, żeby weryfikować, sprawdzać i mozolnie dochodzić do prawdy. Zresztą prawdopodobnie większości użytkowników wystarczył tylko tytuł, który bił po oczach, i sprawa była dla nich jasna. Jednych utwierdziła w przekonaniu, że „kler jest pazerny”, u innych podważyła zaufanie do duszpasterzy chodzących z posługą po szpitalnych oddziałach. Perfidne zło tego tekstu polega na wydrukowaniu wyssanej z palca informacji, że kapelani szpitalni zarabiają krocie (w tym konkretnym przypadku dotyczyło to jednego, ale tytuł ewidentnie sugeruje, że dotyczy wszystkich). Po sprostowaniach i oświadczeniach SPZOZ w Makowie Mazowieckim i Kurii Diecezjalnej w Płocku „Super Express” nie może się tłumaczyć, że to pomyłka, jest to bowiem informacja publiczna i dziennikarz ma do niej prawo.

Teraz fakty. Kapelan, o którym w „Super Expressie” napisno, że zarabia między 6500 a 7500 zł, w rzeczywistości każdego miesiąca otrzymuje na rękę 874 zł. Skąd to wiemy? Ano z „paska”, który w reakcji na tekst przedstawił SPZOZ w Makowie Mazowieckim. Trudno o bardziej wiarygodne źródło. Skąd dziennikarz wziął swoją kosmiczną informację? Twierdzi, że z anonimowych źródeł. Baju, baju... Nawet jeżeli jakiś „życzliwy” chciał go wpuścić w maliny albo wykorzystać do swoich celów, to jako dziennikarz powinien swoje źródło sprawdzić. Tym bardziej że informacja była sensacyjna, a jej sprawdzenie nie wymagało specjalnego zachodu. Wystarczył jeden telefon do księgowości i jedno pytanie: Czy to prawda: tak czy nie? Krótka piłka. Sprawa byłaby zakończona, temat zamknięty. Właśnie dlatego, że autor artykułu tego nie zrobił, uważam, że minął się z prawdą nie bez udziału świadomości.

Kogo to kłamstwo skrzywdziło najbardziej? Wydawać by się mogło, że największymi poszkodowanymi są w tej sytuacji kapelani, ale myślę, że większą szkodę wyrządza to chorym. Opiekun duchowy jest im bowiem bardzo potrzebny. Wiem, co piszę, bo przez 12 lat pracowałem jako kapelan w szpitalu. Ostatnia moja pensja to ok. 300 zł na rękę, nie pamiętam dokładnie. Część chorych zainfekowanych wirusem podanego przez gazetę kłamstwa może po prostu stracić zaufanie do kapelana. Tym szybciej i łatwiej, że w zdecydowanej większości przypadków kapelan nie jest wcześniej znany. Zwykle pacjent spotyka się z nim w szpitalu po raz pierwszy w życiu. A w sytuacji nieufności bardzo łatwo dostrzec w nim pazernego dusigrosza zamiast „anioła” – współczującego, spieszącego z duchową sakramentalną apteczką.

Gazety typu „Super Express” nazywano początkowo „penny press”. Dziś tę nazwę stosuje się rzadziej. Przyjęło się je nazywać tabloidami, ze względu na format. Niektórzy mówią jeszcze: bulwarówki, zdarza się, że złośliwie określają je jako brukowce. Staram się nie być złośliwy, ale w tym przypadku nie mam wyjścia. Tekstem „Brakuje milionów na lekarzy, są na kapelanów” „Super Express” naprawdę sięgnął bruku.

Ks. Paweł Rozpiątkowski

***

Wynik eksplozji

Nie ma wątpliwości, że w rządowym samolocie Tu-154M, lecącym 10 kwietnia 2010 r. z Warszawy do Smoleńska, doszło do kilku eksplozji – ocenia Frank Taylor, międzynarodowy ekspert z dziedziny badania wypadków lotniczych, dyrektor Centrum Bezpieczeństwa Lotniczego, Cranfield University – podała „Gazeta Polska Codziennie”. Według specjalisty, najbardziej prawdopodobną hipotezą jest to, że ktoś na pokładzie samolotu podłożył bomby. Taylor jest jednym z autorów raportu technicznego przygotowanego przez członków podkomisji smoleńskiej. „Lewe skrzydło samolotu Tu-154M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej, istniało kilka źródeł eksplozji, a brzoza nie miała wpływu na pierwotne zniszczenie skrzydła” – brzmi fragment tego raportu. – Nie ma wątpliwości, że w Tu-154M była eksplozja. Zdecydowana większość zniszczeń może być wytłumaczona tylko eksplozją – zaznacza ekspert.

wd

***

Połowiczny sukces

Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) to co prawda połowiczny sukces społeczności międzynarodowej, ale jednocześnie jedyny prawdziwy instrument, który przybliża ludzkość do świata bez broni jądrowej – ocenił prezydent Andrzej Duda podczas debaty w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w Nowym Jorku. Debata była dla Polski pierwszą okazją – od objęcia niestałego członkostwa w RB ONZ na początku roku – do zabrania głosu na szczeblu głowy państwa. W dyskusji poświęconej broni masowego rażenia prezydent Duda zwrócił uwagę na słabości programów nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia i rozbrojenia. Jak zaznaczył, ostatnie wydarzenia w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, złamanie gwarancji dla Ukrainy zawartych w memorandum budapeszteńskim czy kontrowersje wokół porozumienia nuklearnego z Iranem wykazały, że prace nad programami rozbrojeniowymi i ograniczającymi zbrojenia są dziś nadal konieczne.

wd

***

Polska atrakcyjna

Polska jest coraz atrakcyjniejsza dla turystów. Prawie wszyscy obcokrajowcy, którzy odwiedzili nasz kraj w 2017 r., byli zadowoleni ze swojego pobytu w nim – wynika z ankiety przeprowadzonej wśród cudzoziemców, którzy odwiedzili nasz kraj, przez Polską Organizację Turystyczną. Zdecydowana większość obcokrajowców kojarzy Polskę przede wszystkim z jej historią i bogatym dziedzictwem (94 proc. odpowiedzi) oraz uważa kraj za wart poznania (93 proc.). Dwie trzecie postrzega Polskę jako kraj nowoczesny, a także zdrowy i ekologiczny. Wśród miejsc najbardziej atrakcyjnych do odwiedzenia cudzoziemcy uznają miasta (trzy czwarte z nich), mniej więcej dwie trzecie – lasy i parki narodowe, a także obiekty z listy UNESCO, wreszcie – ok. połowa – zabytki i muzea oraz imprezy kulturalne.

wd

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przeżyć depresję

2018-02-14 10:25

Ewa Wesołowska, psycholog
Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 52-53

Dotyka coraz częściej. Nas albo naszych bliskich. Zabiera energię, radość, utrudnia życie. 23 lutego obchodzimy Dzień Walki z Depresją. Jak ją przeżyć? Co robić, gdy zauważymy jej symptomy u naszych bliskich?

Björn Braun 200%/fotolia.com

Żyjemy w czasach, w których najnowsze technologie stwarzają wiele możliwości komunikowania się ludzi ze sobą, praktycznie w każdym czasie i miejscu. Jednocześnie w tłumie ludzi człowiek staje się coraz bardziej samotny – zagubiony w relacjach z innymi, zagubiony w świecie uczuć i w samym sobie. Powszechny – również dla dzieci i młodzieży – przekaz, że w życiu liczą się osiągnięcia, efektywność, skuteczność, dążenie do perfekcji, wydaje się tylko pogłębiać izolację człowieka. W połączeniu z innymi licznymi zmianami społecznymi stwarza to znacznie większe nie tylko ryzyko pojawienia się różnorakich zaburzeń psychicznych, ale także znacznie większą trudność radzenia sobie z nimi, kiedy już się pojawią.

Statystyki

Ryzyko zachorowania na depresję w ciągu całego życia waha się w granicach: 10-25% dla kobiet i 5-12% dla mężczyzn. W świetle tych statystyk problem staje się bardzo bliski nam wszystkim. Najprawdopodobniej wokół nas jest ktoś, kto cierpi, cierpiał albo będzie cierpiał na depresję. Może także się okazać, na różnych etapach życia, że problem będzie dotyczył także i nas. Kiedy myślimy „depresja”, możemy mieć bardzo różne wyobrażenia na ten temat. Głębokie cierpienie człowieka nie zawsze jest widoczne „na pierwszy rzut oka”. Częściej nawet nie jest. Stąd tak często, kiedy ktoś popełnia samobójstwo, słyszymy zaskoczenie bliskich i otoczenia. Okazuje się, że nikt się tego nie spodziewał, nikt nic nie wiedział. Dlatego łatwo nie zauważyć tych, którzy cierpią nawet blisko nas. Cierpią często w samotności, izolując się stopniowo od swoich bliskich, przyjaciół. Wysoka pozycja społeczna, wykształcenie, uroda i wiele innych rzeczy nie chronią przed depresją. Na zewnątrz możemy widzieć człowieka osiągającego liczne sukcesy, a wewnątrz siebie żyje on w wielkim bólu i samotności.

Smutek

Zatrzymując się przy depresji, warto odróżnić to, co jest prawidłową i naturalnie pojawiającą się reakcją emocjonalną, od tego, co będziemy rozpatrywać już jako zaburzenie depresyjne. W życiu często przeżywamy smutek, a także złość, lęk, żal. Przeżywanie tych emocji to bardzo istotna część naszej codzienności. Np.: koleżanka miała do nas zadzwonić, ale nie zadzwoniła. Odczuwamy smutek i złość. Te emocje mówią nam o naszych głębokich, bardzo ważnych potrzebach: potrzebie miłości, bliskości, akceptacji. Czasami potrzeby te mogą nie być przez nas do końca uświadomione. Czasami się ich wstydzimy, spychamy na margines naszego życia tak, by ich nie przeżywać, nie odczuwać. Odbieramy je jako coś zagrażającego dla nas samych. Tymczasem nasze uczucia mają nam coś bardzo istotnego o nas samych do powiedzenia. Smutek jest naturalną reakcją na wszelką doświadczaną przez nas utratę: rzeczy, własnej wartości, stratę bliskiego człowieka, i domaga się, aby go przeżyć, zatrzymać się przy nim przez jakiś czas.

Depresja

O depresji zaczynamy mówić wtedy, kiedy reakcja obniżonego nastroju przedłuża się, trwa powyżej dwóch tygodni i właściwie zaczyna być już stanem, który towarzyszy nam przez większą część dnia. W depresji prócz przeżywanego smutku lub pustki istotne są także inne symptomy. Może to być utrata dotychczasowych zainteresowań i zdolności do odczuwania przyjemności. To, co do tej pory sprawiało radość, teraz zaczyna być obojętne albo budzi niechęć. Takiej osobie można zaproponować wyjście do kina, wycieczkę rowerową, spotkanie z przyjaciółmi, chociaż można spotkać się z obojętnością albo niechęcią, mimo że jeszcze niedawno sama inicjowała podobne wydarzenia. Czasami nawet w najbliższym otoczeniu trudno o zrozumienie takiej postawy. Można to przecież odczytać jako przejaw niechęci do osoby, która proponuje wspólne spędzenie czasu. Jest to jednak jeden z objawów choroby. Towarzyszy temu również brak energii, nieadekwatne ciągłe zmęczenie często wzmocnione trudnościami ze snem bądź odwrotnie – nadmierną sennością. Osoby cierpiące na depresję często coraz bardziej zamykają się w sobie, uciekają w coraz większą samotność i izolację. Pogrążają się w coraz bardziej krytycznym spojrzeniu na samych siebie. Charakterystyczny dla tych osób jest nie tylko negatywny obraz samego siebie, ale także świata i przyszłości. Często podejmujemy próby przekonania takiej osoby, że przecież jest inaczej, ale na pewnym etapie choroby jest to niemożliwe. Co więc możemy zrobić i jak pomóc?

Pomoc

Jedna z przyczyn depresji wiąże się z doświadczeniem w przeszłości straty, często źle przeżytej, zapomnianej. Strata ta najczęściej dotyczy bliskich osób. Może wiązać się z czyjąś nieobecnością w pewnym okresie życia, śmiercią kogoś bliskiego, rozwodem rodziców, wyjazdem jednego z nich, a także z ich fizyczną bądź emocjonalną niedostępnością. Nie mamy wpływu na historię bolesnych przeżyć tej osoby, ale to, co możemy zrobić teraz, to po prostu z nią BYĆ we wszystkim, co przeżywa. To bardzo cenne, kiedy stworzymy bezpieczną przestrzeń do tego, by mogły zostać wyrażone uczucia nie w samotności, ale wobec drugiej osoby.

Bezpieczna przestrzeń oznacza najczęściej empatyczną obecność i gotowość słuchania. Słuchanie może też być milczeniem, czasami obydwu stron, bo w milczeniu w sposób niewerbalny człowiek też wyraża siebie. Bycie przy osobie cierpiącej na depresję nie jest łatwe, ponieważ bardzo szybko może pojawić się w nas poczucie bezradności i przytłoczenia intensywnością przeżywanych przez nią, a także przez nas samych emocji. To właśnie m.in. dlatego, aby uniknąć w sobie trudnych uczuć, tak skłonni jesteśmy do porad w stylu: „weź się w garść”, „zobaczysz, wszystko będzie dobrze” itd. Trzeba bardzo uważać, aby unikać tego typu stwierdzeń. Takie „dobre rady” mogą jedynie pogłębić ból i jeszcze bardziej oddalić osobę cierpiącą od innych ludzi. Kiedy pojawia się poczucie bezradności, może to być sygnał, aby szukać pomocy u specjalisty: psychologa, psychoterapeuty, a czasami u lekarza psychiatry. W wielu sytuacjach pomoc specjalisty jest wręcz niezbędna. Trzeba być na to szczególnie wrażliwym, kiedy pojawiają się stwierdzenia dotyczące śmierci czy niechęci do życia.

Dlaczego?

Pojawiające się w nas uczucia, szczególnie te bolesne, domagają się, aby w odpowiednim momencie zatrzymać się na nich, przeżyć je i pójść dalej. Depresja jest bolesnym doświadczeniem, w którym często dochodzą do głosu nieprzeżyte wcześniejsze doświadczenia emocjonalne. Ich natężenie i intensywność sprawia, że nie da się po prostu „pójść dalej”. Trzeba się zatrzymać na dłużej, przeżyć, przepracować je, często korzystając z pomocy kompetentnej osoby. Wobec cierpienia pojawia się wiele pytań „dlaczego?„. Depresję trudno zrozumieć, poddać racjonalnemu wytłumaczeniu, ale skoro się pojawia, to znaczy, że nasze uczucia i przeżycia domagają się, aby się nimi zająć, w pewnym sensie aby zaopiekować się tym w nas, co kiedyś najprawdopodobniej zostało porzucone.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kapłani i Ojcowie na modlitwie i pokucie

2018-02-24 14:28

Agnieszka Bugała

Zakończył się wielkopostny Dzień Pokutny dla duchowieństwa archidiecezji wrocławskiej.

Agnieszka Bugała

Rozważania Drogi Krzyżowej w kościele Św. Krzyża na Ostrowie wprowadziły w modlitewny charakter spotkania.W procesji pokutnej duchowni przeszli do wrocławskiej katedry, gdzie najpierw wysłuchali konferencji a później adorowali Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Konferencję ascetyczną dla księży diecezjalnych i zakonników wygłosił bp Andrzej Siemieniewski. Rozpoczął od wyjaśnienia samego terminu „asceza”, którego prawidłowe rozumienie nawiązuje do treningu ciała i duszy. Przypomina udział w zawodach sportowych, o których zresztą mówi św. Paweł. Sportowcy przygotowują się do zawodów przez odpowiednią dietę i ćwiczenia – mówił biskup – podobnie i my w naszym życiu duchowym i duchowych zawodach, w których bierzemy udział.

Przez cały czas trwania Dnia Skupienia w katedrze można było skorzystać z sakramentu pokuty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem