Reklama

Homilia

Oto ja, poślij mnie!

2016-02-03 08:47

Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski
Niedziela Ogólnopolska 6/2016, str. 32-33


Kaplica Sykstyńska – „Powołanie apostołów Andrzeja i Piotra”, fragment fresku Domenica Ghirlandaia (XV wiek)

Powołanie jest tajemnicą. Nie sposób jej przeniknąć, trzeba jednak stale się nad nią zastanawiać. Prorok Izajasz dzieli się własnym doświadczeniem powołania, które miało miejsce w świątyni jerozolimskiej. Przeżył teofanię, czyli objawienie się Boga i Jego świętości. Ogarnął go lęk, bo wyraźnie uświadomił sobie grzeszność – swoją i ludu Bożego wybrania, do którego należał. Powołanie to przywilej, którego celem nie jest uhonorowanie powołanego, lecz przeznaczenie go do misji oznaczającej szczególną odpowiedzialność. W jednej chwili, mocą Bożą, Izajasz został oczyszczony i odmieniony. Słysząc pytanie: „Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?”, odpowiedział bez wahania: „Oto ja, poślij mnie!”. W jednych okolicznościach Bóg wymaga od powołanych długiego przygotowania, zanim podejmą powierzone im posłannictwo. W innych sam w jednej chwili dokonuje ich gruntownej duchowej przemiany, nie zostawiając czasu na rozterki i wątpliwości.

Z podobną gwałtownością mamy do czynienia w epizodzie powołania Szymona, który później otrzymał imię Piotr. Jezus spotkał go podczas zwyczajnej czynności płukania sieci po bezowocnym nocnym połowie na jeziorze Genezaret, czyli Galilejskim. Poprosił o użyczenie łodzi, z której później nauczał tłum zgromadzony na brzegu. Jego słowom przysłuchiwał się również Szymon. Gdy Jezus zachęcił do ponownego połowu za dnia, wydawało się, że będzie równie bezowocne jak w nocy, Szymon jednak uwierzył Jezusowi: „Na Twoje słowo zarzucę sieci”. Słowo Ewangelii, głoszone przez Jezusa z łodzi, poprzedziło i umożliwiło odpowiedź Szymona, w której wyraziła się jego ufność. Połów okazał się niezwykle obfity, a Szymon zareagował podobnie jak Izajasz. Gdy uświadomił sobie swoją grzeszność, jego lęk został przezwyciężony tak samo nagle i skutecznie, jak lęk Izajasza. W pełnych mocy słowach powołania wypowiedzianych przez Jezusa wyraziła się ta sama Boża moc, która z młodego Izajasza uczyniła proroka.

Jedna chwila wystarczyła również, by dokonać radykalnej duchowej przemiany Szawła z Tarsu. Na drodze pod Damaszkiem z prześladowcy Kościoła stał się gorliwym wyznawcą Jezusa. Przez całe życie, mając świadomość zła, którego się dopuścił, wielbił Boga za łaskę powołania, która stała się jego udziałem. Nikt tak dobitnie jak on nie uwypuklił darmowości działania Bożego, a zarazem odpowiedzialności za właściwą realizację powołania. Pracując wytrwale, nie przypisywał sobie żadnych zasług. Zwracając się do Koryntian, nawiązał do innych powołanych, którzy stali się apostołami wcześniej niż on, i napisał: „Pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną”. Jak powołanie jest darem Boga, tak również owoce pracy powołanego. Pracując w winnicy Pańskiej, kapłani i wierni, nie przypisujemy sobie żadnych zasług, lecz – razem z psalmistą – z całego serca sławimy Boga.

Reklama

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień

Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

Tagi:
Ewangelia homilia

Reklama

Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał…

2019-04-16 18:54

O. Dariusz Kowalczyk SJ
Niedziela Ogólnopolska 16/2019, str. 33

Ewangelie opowiadające o Zmartwychwstałym wcale nie są pełne jakiegoś entuzjazmu. A przecież można byłoby się spodziewać, że pusty grób, spotkania z aniołami, którzy mówią, że Jezus żyje, czy wreszcie spotkania z samym Jezusem spowodują wybuch radości. Tymczasem przeważa nastrój niepewności, wątpliwości, zalęknienia... Świadczy to o tym, że Ewangeliści niczego nie upiększali, ale napisali, jak było. Apostołowie, ale także kobiety, które towarzyszyły Jezusowi, pierwsi uczniowie i uczennice Mistrza z Nazaretu, to byli ludzie twardo stąpający po ziemi, nieskorzy do jakiejś egzaltacji. Maria Magdalena, która widzi kamień odsunięty od grobu, nie popada w euforię, ale wysuwa logiczny wniosek, że ktoś przeniósł ciało Jezusa w inne miejsce.

Wiara w Zmartwychwstałego rodzi się stopniowo. Indywidualne i wspólnotowe doświadczenia, o których czytamy na kartach Ewangelii, składają się coraz bardziej w jedną, zdumiewającą całość. Piotr i Jan biegną do grobu. Widząc, że jest pusty, zaczynają rozumieć słowa, które Jezus wypowiadał, kiedy był z nimi, zaczynają wierzyć. A kiedy otrzymają Ducha Świętego, są gotowi, by oddać życie za głoszenie Dobrej Nowiny. W centrum tej nowiny stoi orędzie o zmartwychwstaniu. Dlatego Paweł Apostoł stwierdził: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15,14). Nie ma odpuszczenia grzechów, nie ma życia wiecznego. Cisza cmentarna jest ostatnim akordem naszej krótkiej, przypadkowej egzystencji.

Ale Chrystus zmartwychwstał! I warto się tym po raz kolejny zadziwić i uradować. On żyje i mogę Go spotkać! I ja też zmartwychwstanę w nowym, uwielbionym ciele. Czyż to nie wspaniałe, że miarą naszego życia nie jest marnych 80 lat, ale wieczność w niebie, razem ze Zmartwychwstałym i z Wniebowziętą...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ksiądz-strażak wyniósł relikwie korony cierniowej z płonącej katedry

2019-04-17 08:21

baz/RMF FM

Jean-Marc Fournier, kapelan paryskiej straży pożarnej został okrzyknięty bohaterem. To dzięki niemu zostały uratowane relikwie korony cierniowej oraz Najświętszy Sakrament.

Corriere Della Sera

Korona cierniowa została sprowadzona do Paryża w 1233 roku przez Ludwika IX. Korona zawiera elementy pochodzące z tej, którą rzymscy żołnierze osadzili na głowie Jezusa Chrystusa przed ukrzyżowaniem.

SCREEN

Bohaterem, który uratował tę bezcenną relikwię jest ksiądz - strażak. Udało mu się także uratować Najświętszy Sakrament. To się nazywa świadectwo wiary!

- Ojciec Fournier to prawdziwy bohater - mówią o nim koledzy. Nie okazał strachu, wszedł prosto do płonącej katedry po relikwie. Jako strażak każdego dnia balansuje na krawędzi życia i śmierci, w ogóle się nie boi - powiedział jeden ze strażaków Sky News.

- 50-letni Jean-Marc Fournier zaczął swoją posługę jako ksiądz w Niemczech. Potem przeniósł się do regionu Pays-de-la-Loire w zachodniej Francji. Od 2004 roku przez kilka lat był kapelanem francuskich żołnierzy w Afganistanie. - informuje RMF FM.


ZDJĘCIA Z WNĘTRZA KATEDRY Zobacz
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielkotygodniowe zwyczaje ziemi sandomierskiej

2019-04-18 11:52

apis / Sandomierz (KAI)

W Wielki Czwartek woda w Bogorii ma uzdrawiającą moc, w Wielki Piątek woda w Rakowie zapewni zdrowie i urodę na cały rok, w Wielką Sobotę wieczorem w Rakowie sprawowana będzie Msza św. rezurekcyjna uatrakcyjniona „bziukaniem ognia”, a w Iwaniskach przed północą tarabanienie, oznaczać będzie zmartwychwstanie Chrystusa – to tylko najpopularniejsze wielkotygodniowe zwyczaje kultywowane w niektórych parafiach diecezji sandomierskiej.

Radio Kielce
Koprzywnica. Bziuki. Procesja po mszy rezurekcyjnej

W Bogorii, niedaleko kościoła pw. Świętej Trójcy znajduje się źródełko z wodą, która - jak wierzą mieszkańcy - w wielkoczwartkową noc ma uzdrawiające działanie. O północy nabiera się tam wodę, którą rano myje się oczy. Zwyczaj ten jest znany od wielu lat, przekazywany z pokolenia na pokolenie

W Wielki Piątek, tuż przed wschodem słońca mieszkańcy Rakowa wędrują do źródełka w Pągowcu. By obmyć twarz lub napić się wody ze źródełka. To zwyczaj kultywowany jest od wieków. Rakowianie wierzą, że woda ze źródełka zapewni im zdrowie i urodę przez cały rok. Będzie chronić przed chorobami uszu, oczu i krtani, zapewni piękną, gładką cerę. Tradycja każe, by w drodze do cudownego źródełka nie odzywać się do spotkanych po drodze osób, a wracając z wodą nie odwracać się za siebie, gdyż wtedy moc wody byłaby nieskuteczna.

W Koprzywnicy w kościele pw. Matki Bożej Różańcowej Msza rezurekcyjna rozpocznie w Wielką Sobotę się o godz. 20.00. Atrakcją uroczystości będzie „bziukanie” ognia. Strażacy wydmuchując na płonące pochodnie z ust naftę, oświetlą drogę księdzu niosącemu monstrancję. Na czele procesji wierni będą nieśli krzyż. W procesji będą szli mężczyźni ze sztandarami i figurą Patronki parafii, za nimi kilkudziesięcioosobowa orkiestra dęta działająca przy miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Kobiety, na chwałę Matki Boskiej Różańcowej, będą dźwigały ciężkie, drewniane paciorki różańca. Towarzyszyć im będą salwy armatnie.

Tradycja sobotnich rezurekcji z tzw. "bziukaniem ognia" liczy w Koprzywnicy około stu lat. Jedna z opowieści wiąże ten obyczaj z funkcjonowaniem dwóch kościołów w tej miejscowości. Postanowić miano wówczas, że rezurekcje w jednym z nich odbywać się będą już w Wielką Sobotę, a towarzyszyć im będzie niezwykła ognista oprawa. Wydmuchiwane przez strażaków ochotników słupy ognia, sięgające nawet i pięciu metrów, oświetlały drogę kapłanowi idącemu z monstrancją.

Inne opowieści i legendy mówią, że "bziukanie" prawdopodobnie jest kontynuacją przedchrześcijańskich obrzędów, wynikających z oddawania czci płomieniom. Ogień przed narodzeniem Chrystusa uznawano, bowiem za moc nadprzyrodzoną. Koprzywnicka parafia Matki Boskiej Różańcowej stoi na wzgórzu, na którym przed wiekami była pogańska świątynia, gdzie czczono ogień.

W Wielką Sobotę mieszkańcy Iwanisk biorą udział w zwyczaju, którego początki sięgają prawdopodobnie XIX w. Tuż przed północą rozlega się tarabanienie - odgłos uderzeń w bęben, który oznaczać będzie zmartwychwstanie Chrystusa. Zwyczaj ten jest jednym z najstarszych. Tradycja ta jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ci, którzy dostępują zaszczytu bębnienia później uczą tego swoich synów i wnuki. Od niepamiętnych czasów bębnieniem zajmowali się tylko kawalerowie, głównie pod domami panien. Zaczynali około północy i tak schodziło im aż do rana.

W Bogorii od lat Zmartwychwstanie Chrystusa oznajmiają o świcie w Wielkanocną Niedzielę wystrzały przy kościele pw. Świętej Trójcy, który słynie z obrazu Matki Boskiej Pocieszenia. Historia mówi, iż w latach 1910–1914 w Bogorii działały organizacje „Strzelca” i „Sokoła”. Prawdopodobniej dla upamiętnienia udziału bogorian w patriotycznych zrywach, kultywowany jest tutaj od 150 lat zwyczaj wielkanocnego strzelania.

Zgodnie z utartymi zasadami strzelców powinno być kilkunastu, a strzelanie odbywać się na rozkaz wydany przez komendanta lub podkomendanta, trzema salwami: po wyjściu procesji z kościoła, „na podniesienie” i „na Baranek Boży”. Wystrzałom towarzyszy odgłos zabytkowych bębnów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem