Reklama

Chrześcijańskie walentynki?

2016-02-11 10:08

Katarzyna Woynarowska
Edycja sandomierska 7/2016, str. 4-5

detalblick/Fotolia.com

Chcemy, czy nie walentynki zagościły na dobre w naszej obyczajowości. Jednak co roku wzbudzają one emocje, czego dowodem może być dyskusja zainspirowana przez naszą redakcję w Internecie. Jedni mówią, że nie powinniśmy przyjmować na ślepo zwyczaju, który ma niemal wyłącznie komercyjny charakter – chodzi przecież o to, żeby ludziom wcisnąć te wszystkie serduszka, karteczki, misie i pozostałą tandetę, wmawiając im przy okazji, że jest to najlepszy sposób celebrowania wzajemnych uczuć. Inni przekonują, że zamiast narzekać może lepiej „ochrzcić” walentynki?

Adoptować czy odrzucić?

Zwyczaj jest stary, ale wcale nie amerykański, lecz europejski. Na starym kontynencie już w XIV wieku 14 lutego obchodzono jako Dzień Zakochanych. O dniu św. Walentego wspomina nawet Szekspir w „Hamlecie”. Czy słano wtedy do siebie liściki, pewnie tak. Jednak walentynkowe szaleństwo, to pomysł już amerykański. Tak na marginesie – dochód ze sprzedaży kartek liczony jest dziś w miliardach dolarów. W Polsce Dzień św. Walentego zagościł na dobre w latach 90. XX wieku, zyskując z miejsca gorących zwolenników i równie zagorzałych przeciwników.

A co na temat walentynek sądzą młodzi ludzie z naszej diecezji? Posłużyliśmy się w tym celu mediami społecznościowymi. I jak należało się spodziewać zdania są mocno podzielone. Oto niektóre z nich.

Reklama

Monika, uczennica gimnazjum: – Moim zdaniem to wydawanie pieniędzy na rzeczy, które potem leżą niepotrzebne. Jak ktoś kocha, to nie potrzebuje walentynek, aby ofiarować swoją miłość.

Wiktoria, tegoroczna maturzystka: – Ciekawi mnie jak ludzie, szczególnie w moim wieku, okazują sobie w tym dniu miłość. Widzę wtedy na ulicy kobiety, które niosą z dumą róże, jako dowód, że są kochane. Bo przecież, jeżeli czuje się, że to właśnie z tą osobą mam spędzić resztę życia, wtedy walentynki nabierają innego sensu. Podoba mi się wspólna Msza św., modlitwa za siebie nawzajem, a potem herbata, jakaś komedia romantyczna w kinie i oczywiście kwiaty.

Damian, lat 27 lat: – Cenię to, że tego dnia celebruje się miłość. Darzenie kogoś miłością (kochać, miłować kogoś) nie oznacza zakochania, jak to przyjmuje Dzień Zakochanych. Zakochanie to jedna chwila. Minie i co potem? Kochajmy się, ale na co dzień, nie od święta. Bo wówczas chowamy miłość do kieszeni i wyciągamy ją co roku tylko 14 lutego.

Michał Cezar, 18 lat: – To super święto, które nawiązuje do miłości dwóch osób. Warto jednak pamiętać, aby ten dzień był też wprowadzeniem do miłości skierowanej ku Panu Bogu.

Inna Meshkorez, studentka: – Nie obchodzę walentynek, bo to Dzień Zakochanych. A ja zakochana jestem tylko w Bogu, więc tradycyjnie idę na Eucharystię i dziękuję za Jego miłość.

Asia, 21 lat: – Mam chłopaka od ponad trzech lat, ale temat walentynek jest mi obojętny. Nie ograniczam miłości do jednego dnia, bo wiem, że przez cały rok mogę liczyć na wsparcie ze strony mojego chłopaka. Uważam, że bycie obok człowieka, którego się kocha, zwłaszcza w trudnych chwilach, to najlepszy dowód miłości.

Anka: – „Walentynki”, a może „wale w tynki”? Do mnie przemawia bardziej ta druga nazwa. Gdzieś zgubił się kult patrona zakochanych św. Walentego, a pojawiło się komercyjne święto pluszaków i kiczowatych serduszek. Zamiast dziękować za ważną w naszym życiu osobę, pojawiła się niekończąca paleta drobiazgów, które są wręczane z tej okazji. Oczywiście, jestem kobietą i miło jest dostać mały prezent od kochanej osoby, ale zastanawiam się czy cała otoczka nie sprzyja właśnie tytułowemu „waleniu w tynki”? Nie mam tutaj oczywiście na myśli tynków domowych, chodzi mi o wszystkie blokady, które na co dzień powodują, że ludzie nie potrafią wprost mówić o tym, co czują. Jestem daleka od generalizowania, bo oczywiście są pary, które nie mają problemów z mówieniem o swoich uczuciach, jednak wydaje mi się, że tendencja do wznoszenia owych murów emocjonalnych rośnie. Dlatego z mojego punktu widzenia jeżeli okazywanie uczuć jest spłycane do wręczenia słodkiego misia, to święto jest wzmacnianiem takiego rodzaju zachowań. Jeżeli natomiast jest tylko miłym akcentem codzienności, w której nie brakuje słów „kocham cię”, to pięknie, że ludzie tak świętują swoje szczęście.

Magdalena, 18 lat: – Jestem od zawsze przeciwniczką komercyjnego święta wszechobecnej miłości, które trwa jedynie 24h. W przedszkolu, kiedy dostałam słodką karteczkę od kolegi, momentalnie wrzuciłam ją za meble. Dlaczego nie lubię walentynek? W ogóle nie chodzi o to, że nie mam z kim celebrować tego święta! Wręcz przeciwnie. Uważam, że miłość powinniśmy okazywać sobie przez 365 dni w roku. Przez szacunek, zaufanie, szczerość i poprzez „posiadanie siebie w dawaniu siebie”. Ludzie coraz częściej nie potrafią okazywać sobie miłości na co dzień i boją się mówić o tym, co czują. A święto zakochanych jest paradoksalnie ucieczką od wyrażania swoich uczuć. O ile bardziej ucieszy nas jakiś drobiazg od serca w ciągu roku, niż podarunek dany „bo są walentynki”. Tak szczerze, czy czerwone karteczki w serduszka, albo miś coś zmieni w naszym życiu?

Basia, 16 lat: – Sądzę, że jeśli mamy obchodzić to święto nie powinniśmy ograniczać się do kartek czy pluszowych misiów, a postawić na rozmowę i zbliżenie się do ukochanej osoby.

Karolina, licealistka: – Pamiętajcie, że walentynki, to także święto samotności. W ten dzień, miłość promieniująca z każdej spotkanej pary, bardzo dotyka osoby samotne.

Karolina: – Nie umiem udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Lubię walentynki, bo wtedy uświadamiam sobie, że miłość to nie tylko pluszowe misie, romantyczne kolacje i kartki od wielbicieli, ale także setki spędzonych ze sobą godzin, dziesiątki rozwiązanych razem problemów, wzajemna pamięć w codziennych sprawach i modlitwa za siebie. To piękne, że istnieje jeszcze taka miłość, dzięki której człowiek staje się lepszym. Trzeba jednak pamiętać, że niekiedy nie można powiedzieć wprost „kocham Cię”, ale można zapytać „jesteś głodny?”, „nie jest Ci zimno?”, „zapnij pas”, czy „uważaj na siebie”. Miłość przychodzi w małych gestach, a niestety dzisiejszy świat zbyt często o tym zapomina. Natomiast nie lubię walentynek, bo sprowadzono je wyłącznie do formy „kupowania i sprzedawania” miłości. Uważam, że prawdziwa miłość nie potrzebuje walentynek.

Walentynki po naszemu

Czy walentynki można „ochrzcić”? Czyli obchodzić ten dzień bardziej po naszemu, czyli po chrześcijańsku?

Takie próby czynione są od dawna i kilka z nich nawet przyjęło się. Kilkanaście lat temu proponowano nam zamiast Walentynek majowy Dzień Polskiej Niezapominajki, bardziej słowiański i związany z naszymi wiosennymi zwyczajami. Można też, jak czyni się to już w niektórych parafiach, zapraszać tego dnia do kościoła narzeczonych i małżonków, a także osoby, które poszukują „drugiej połowy” na Mszę św. w intencji zakochanych i miłości.

Marta i Jacek od 10 lat szczęśliwi małżonkowie, postanowili zaręczyć się właśnie w kościele i to 14 lutego. Dlaczego?

Marta i Jacek: – Bo kolacja w jakimś uroczym miejscu, kwiaty, klękanie, pierścionek, a potem powtórka tego rytuału przy rodzicach, to banał. Tak zaręczały się wszystkie nasze znajome pary. I po paru latach nie pamiętali z tego dnia prawie nic. A czemu nie zrobić tego w kościele? Podczas Mszy św.? Nasz proboszcz ucieszył się bardzo jak przyszliśmy zamówić Mszę św. i powiedzieliśmy o co nam chodzi. Zaprosiliśmy całą rodzinę i przyjaciół, więc wiedzieli, że „coś się święci”. Było pięknie, uroczyście, ksiądz nas pobłogosławił specjalnym błogosławieństwem, a mamy się mocno wzruszyły …

Damian, lat 27: – Czy Dzień Zakochanych można obchodzić jakoś inaczej? Owszem można. W zasadzie to zależy od światopoglądu. Można coś kupić, ale można też coś ofiarować. Na przykład modlitwę. Pójść na Mszę św. i pomodlić się o miłość w związku. Jeżeli oczywiście odróżniamy zakochanie od miłości. Można także wykorzystać ten dzień na odnowienie relacji w związku, na wspólną rozmowę, spojrzenie sobie w oczy i dalsze podróżowanie w nieustannym zakochiwaniu się w swojej drugiej połówce każdego dnia.

Magdalena, 18 lat – Kiedyś moja przyjaciółka ofiarowała swojemu chłopakowi mały drewniany dziesiątek różańca. Potem Marcin przyznał, że dostał od Martyny najpiękniejszy prezent jaki mogła mu ofiarować. Zawsze miał go przy sobie w portfelu. Myślę, że to bardzo istotne, by między dwojgiem ludzi była więź wzajemnej modlitwy za siebie. Jak mówi Papież Franciszek to nasz „słodki obowiązek”. To był prezent który naprawdę dokonał wielkich przemian w sercu tego chłopca.

Karolina: – Czy Dzień Zakochanych można obchodzić jakoś inaczej? Zdecydowanie tak! Nawet jeśli nie mamy tej ukochanej osoby. Może warto się o nią wtedy pomodlić? W związkach XXI wieku brakuje zaufania i zwykłej dobroci. Może z okazji tego święta upiec ukochanemu ciastko, wyprowadzić za drugą połówkę psa na spacer lub zmyć naczynia. Bóg ukochał człowieka w rzeczach małych, zwyczajnych, tych z życia codziennego, nie należy o tym zapominać.

Nie wszyscy wiedzą, że w Koprzywnicy znajdują się relikwie św. Walentego i co roku 14 lutego przyjeżdzają do parafii zakochani z całej diecezji. Także w tym roku podczas Mszy św. będzie błogosławieństwo narzeczonych i pierścionków zaręczynowych, a potem zakochani ułożą przed kościołem serce z płonących świec. Natomiast wieczorem swoje przyrzeczenia małżeńskie odnowią członkowie Oazy Rodzin III stopnia.

Walentynki z Papieżem

We włoskiej Terni od wieków czczony jest św. Walenty. W tym małym miasteczku w Umbrii znajduje się bowiem grób Świętego. I od wielu lat przyznawana jest tam nagroda św. Walentego – dostają ją osoby, których miłość sprawiła, że na świecie jest więcej pokoju, życzliwości i solidarności międzyludzkiej. W poczet laureatów zaliczono już m.in.: bł. Matkę Teresę i św. Jana Pawła II. Nasz Papież w 1997 r. posłał nawet do Terni własnoręcznie napisaną walentynkę: „Miłość zwycięża, znosi granice, przełamuje bariery między ludźmi. Miłość stwarza nowe społeczeństwo”.

Papież Benedykt pisał w swoich encyklikach, szczególnie „Deus caritas est”, że miłość dwojga ludzi jest odbiciem miłości Boga do człowieka. W 2014 r. papież Franciszek zaprosił na 14 lutego do Watykanu zakochanych. Na spotkanie przyszło ok. 25 tys. osób. Dostali w prezencie od Franciszka poduszeczki na obrączki. Ojciec Święty mówił wtedy do zakochanych, że o szczęściu decydują trzy słowa oraz częstotliwość ich używania. Te słowa to: przepraszam, dziękuję, proszę o przebaczenie. Zdaniem Papieża nic tak nie konserwuje miłości, jak zwyczajna, codzienna uprzejmość. – W naszych rodzinach, w naszym świecie, często gwałtownym i aroganckim, trzeba dziś więcej uprzejmości, podkreślił Papież. A nawet dał zakochanym radę: „Módlcie się, by Bóg codziennie dawał wam miłość do siebie wzajemnie według wskazań z modlitwy »Ojcze Nasz«: »miłości naszej powszedniej daj nam dzisiaj!”. Im więcej Go prosicie, tym więcej od Niego otrzymacie!”.

Podsumowując – dzień św. Walentego będzie taki, jakim go uczynimy. Nie musimy ograniczać się tylko do karteczek i pluszaków. Można zaszaleć i pójść dalej z deklaracją uczuć. Wszystko tak naprawdę zależy od nas i to bez względu na wiek i czas spędzony w narzeczeństwie czy małżeństwie. I nie ma co zbyt wielkiej wagi przykładać do tego dnia – najważniejsza jest nasza uczuciowa codzienność. To ona decyduje o jakości naszego życia, o tym czy jesteśmy szczęśliwi i spełnieni.

Więcej komentarzy na: Diecezjalna debata walentynkowa: www.facebook.com/events/734522786692158/

Tagi:
walentynki

Walentynki dla Jezusa

2018-02-28 11:18

Anna Zboch
Edycja małopolska 9/2018, str. V

Pantomima, Eucharystia, koncert i adoracja Najświętszego Sakramentu; to stałe punkty scenariusza Walentynki dla JEZUSA, organizowanej przez młodzież parafii św. Stanisława Biskupa w Pustkowie-Osiedlu

Magdalena Kusibab
Organizatorzy Walentynki dla Jezusa ze swoim duszpasterzem, ks. Andrzejem Szarajem

Projekt z roku na rok zatacza coraz szersze kręgi. Początkowo w wydarzeniu uczestniczyli młodzi z dekanatów pustkowskich i dębickich. Teraz przyjeżdżają autokary wypełnione młodzieżą z całej diecezji tarnowskiej.

Wspólnota

– Czekamy na taką formę modlitwy – zauważa Magdalena i podkreśla: – Tutaj jest czas na refleksję, zadumę, ale i zabawę, śpiew oraz taniec. Robimy wszystko we wspólnocie i jak się okazuje, to ma moc przyciągania. – Pokazujemy, że można także poprzez zabawę, śpiew i świetnie spędzony czas ze znajomymi wielbić Boga i zgłębiać swoją relację z Nim – dodaje Wiktoria, a Kamil zaznacza: – Dużo mówi się, że młodzi odchodzą od Kościoła. My jesteśmy zaprzeczeniem tej tezy. Jest nas wielu i przychodzimy z potrzeby serca, aby dawać coś z siebie, ale też ładować swoje duchowe akumulatory.

Spotkania zainicjował pięć lat temu ks. Maksymilian Lelito. Pałeczkę po nim przejął, i to z sukcesem, ks. Andrzej Szaraj, który komentuje: – To wszystko, co dzieje się wokół „Walentynki”, przerosło nasze oczekiwania. Uczestniczą w niej nie tylko młodzi, ale i dorośli, którzy początkowo sceptycznie podchodzili do pomysłu. Myślę, że zachęca postawa młodzieży organizującej to przedsięwzięcie. Widać, z jakim entuzjazmem jeżdżą ze mną i zapraszają rówieśników na „Walentynkę”, jak reklamują to dzieło. To świadectwo, przykład młodych ludzi owocuje i już przynosi plon.

Wydarzeniu towarzyszy zawsze przewodnie hasło. – W ubiegłym roku skakaliśmy w... „Jezusa bok”, a teraz jest tego kontynuacja, zawarta w słowach: „Wielkie Rzeczy Umiłowanym Czyni… Bóg” – opowiada Magdalena i wyjaśnia: – Jeśli wybraliśmy, że chcemy być gorący i chcemy iść za Jezusem, to teraz musimy się otworzyć na te wielkie rzeczy, które On nam przygotował.

Zadania i zobowiązania

Na zaproszenie młodych po raz kolejny przyjechał biskup pomocniczy diecezji tarnowskiej Leszek Leszkiewicz. – Inicjatywę młodzieży z Pustkowa rozumiem w ten sposób, że my odkrywamy, iż jesteśmy kochani przez Pana Boga – zauważa Hierarcha i stwierdza, że w tej sytuacji odpowiedzią może być tylko chęć kochania. – A co to znaczy dać walentynkę Jezusowi? – pytał bp Leszkiewicz i wyjaśniał:

– To przede wszystkim słuchać Go, rozmawiać z Nim, czyli się modlić. To także oczyszczać swoje serce z nienawiści, złych przywiązań i często się spowiadać. Uświadamiał też, że miłości do Jezusa i do ludzi sprzeciwiają się m. in. grzechy popełniane w sieci. Nauczał: – Hejt jest grzechem ciężkim, ponieważ jest nienawiścią, która rani drugie osoby, obraża je, czasem może się nawet przyczynić do ich śmierci. Odwiedzanie stron pornograficznych, karmienie się ich zatrutą treścią jest grzechem ciężkim, który zmienia myślenie, niszczy szacunek do innych osób, przeszkadza budować właściwe relacje, wypełniać swoje powołanie.

Uczestnicy modlitewnego spotkania przekonują: – Walentynką dla Jezusa może być każdy nasz dzień spędzony z rodziną czy pomoc bliźniemu – wyjaśnia Małgorzata, a Tomek dodaje: – Jestem tutaj dla Jezusa, ale także dla kolegów, dla wspaniałej atmosfery i koncertu. Taką walentynką pokazujemy, że jest w nas jedność.

Serce z krzyżykiem

Druga część Walentynki odbyła się już w hali sportowej lokalnej szkoły. Tam najpierw królowali Wyzwoleni z niewoli. Rapujący muzycy nie tylko porwali młodzież do tańca i śpiewu, ale także dawali świadectwo swego nawrócenia. Ostatnim akcentem była adoracja Najświętszego Sakramentu przy akompaniamencie zespołu Confessio.

Ks. Andrzej Szaraj nie kryje radości i stwierdza, że Walentynka to nie jest tylko jeden dzień, ale cały rok.

– Inicjatywy, które młodzi podejmują przy okazji tego projektu, pokazują, że ta miłość Boga do człowieka, to serce z krzyżykiem są obecne w życiu młodych ludzi i w czasie wakacji, i w czasie kolejnych świąt – podsumowuje kapłan.

Imprezie już po raz trzeci towarzyszyła akcja charytatywna na rzecz niepełnosprawnego Mateusza Pawełka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł ks. Marek Łuczak

2018-05-27 09:46

KiMM

Z przykrością zawiadamiamy, że 27 maja 2018 r. w nocy zmarł nasz wieloletni współpracownik ks. dr hab. Marek Łuczak. Odszedł do domu Ojca w wieku 46 lat, w 21. roku kapłaństwa.

Niedziela TV

Urodził się 15 stycznia 1972 r. w Katowicach. Był absolwentem Niższego Seminarium Duchownego w Częstochowie oraz Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach, gdzie uzyskał święcenia kapłańskie 10 maja 1997 r.

Kapłan archidiecezji katowickiej, konsultor Rady ds. Społecznych Konferencji Episkopatu Polski, delegat Arcybiskupa Katowickiego ds. dialogu z Niewierzącymi, asystent kościelny Oddziału Okręgowego „Civitas Christiana”, wiceprezes częstochowskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Piastował stanowisko kierownika Katedry Dziennikarstwa Ekonomicznego i Nowych Mediów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach oraz był profesorem tej uczelni. Wieloletni redaktor, a następnie sekretarz redakcji w Tygodniku Katolickim „Niedziela”. Wcześniej pracował w „Gościu Niedzielnym”.

POŻEGNANIE ŚP. KS. MARKA ŁUCZAKA

29 maja 2018 r. (wtorek) - Kościół św. Jana Nepomucena w Bytomiu
godz. 15.00 - Msza św., Koronka do Miłosierdzia Bożego i eksporta ciała do Katowic.

30 maja 2018 r. (środa) - Kościół św. Józefa Robotnika w Katowicach- Józefowcu
godz. 12 - Msza św. i odprowadzenie ciała na miejscowy cmentarz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Jubileuszowe pielgrzymowanie do Piekarskiej Pani

2018-05-27 21:16

Łukasz Krzysztofka

Dziesiątki tysięcy mężczyzn i młodzieńców pielgrzymowały do Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Tegoroczna pielgrzymka była wyjątkowa ze względu na jubileusz 700-lecia konsekracji pierwszego, drewnianego kościoła w Piekarach.

Łukasz Krzysztofka

Przed Mszą św., która była kulminacyjnym punktem pielgrzymki, kard. Zenon Grocholewski, legat papieski, odczytał list od papieża Franciszka. "Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński słusznie mawiał, że bez sprawiedliwości nie ma prawdziwego pokoju ani miłości społecznej. Lecz chrześcijanie powinni zawsze pamiętać, iż dla wiecznego zbawienia konieczne jest praktykowanie miłosierdzia i udzielanie przebaczenia: obie te rzeczy stanowią bowiem dowód prawdziwej wiary chrześcijańskiej, jak sam Pan wielokrotnie nas pouczał. Dlatego też Najświętsza Maryja Dziewica zupełnie słusznie jest nazywana Matką Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, a jednocześnie jest wzywana jako Matka Miłosierdzia" - napisał Ojciec św.

Słowo do zebranych na kalwaryjskim wzgórzu skierował metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Odniósł się do katastrofy w kopalni „Zofiówka”, gdzie 5 maja 7 górników zostało uwięzionych prawie tysiąc metrów pod ziemią. - Dwóch z nich udało się uratować, ale Marcin, Piotr, Przemysław, Łukasz i Michał nie przeżyli wstrząsu, chociaż śpieszyło im z pomocą ponad 2,5 tys. ratowników - powiedział z bólem. Zapewnił o solidarności z rodzinami poszkodowanych. Podziękował Zarządowi Jastrzębskiej Spółki Węglowej i ratownikom górniczym z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. - Wasze działania to przykład bezgranicznej miłości bliźniego. Bóg zapłać wam. Dziękujemy! - powiedział metropolita katowicki.


Abp Skworc mówił też o zaangażowaniu w życiu społecznym, codziennej trosce o kulturę życia i nawróceniu ekologicznym. Podkreślił, że wolne od handlu niedziele, o które w ciągu wielu lat upominali się biskupi katowiccy to wielka radość, jednak mają miejsce także niepokojące i nieuczciwe praktyki. - Nie ulegniemy korporacjom sieci handlowych, które usiłują ominąć stanowione prawo. Polska nie może pozwalać na to, aby lekceważono państwo prawa. Setki tysięcy zatrudnionych, zwłaszcza kobiet, nie muszą w niedzielę pracować - mogą odpocząć i być dla rodziny; zauważamy, jak w dwie wolne od handlu niedziele zmienia się styl życia - wskazywał abp Skworc.

Wielu pątników przybyło do piekarskiego Sanktuarium pieszo lub rowerem, tak jak Henryk Gwintok z Siemianowic Śląskich. Mimo że skończył 80 lat zawsze w ostatnią niedzielę maja wsiada na rower i przyjeżdża do Matki Bożej Piekarskiej. To pielgrzymowanie jest już dla niego tradycją. U Matki Bożej jest rok rocznie od ponad trzydziestu lat. - Przyjeżdżam, aby pozdrowić Matkę i podziękować Jej za to, że jestem tu, gdzie jestem i jestem tym, kim jestem. Czuję Jej opiekę każdego dnia i dziękuję za nią w modlitwie codziennie rano - mówi.

Eryk Prochoń i Józef Jędrysek są sąsiadami i także nie wyobrażają sobie, aby z Mysłowic nie przybyć do Piekar. Mają w tym roku ku temu również szczególny powód.- Nie da się pominąć tej uroczystości i nie być na niej. A w tym roku obchodzimy 75. rocznicę urodzin i jesteśmy tu, aby podziękować Bogu przez ręce Maryi za wszystkie otrzymane łaski i prosić o zdrowie na dalsze lata życia. Pielgrzymujemy tu od naszego dzieciństwa - opowiadają.

W tym roku po raz drugi gościem w Piekarach był kard. Zenon Grocholewski z Watykanu, który przewodniczył Mszy św. i wygłosił homilię. Po południu odbyła się także Godzina Młodzieżowa i nabożeństwo majowe, po którym w procesji odprowadzono cudowny obraz do piekarskiej Bazyliki, gdzie odśpiewano uroczyste "Te Deum".

Mężczyźni po raz pierwszy pielgrzymowali do Piekar w 1947 roku. Zgodę na zorganizowanie pielgrzymki wyraził biskup katowicki Stanisław Adamski. U stóp Matki Bożej Piekarskiej modlili się później m.in. kardynałowie: Stefan Wyszyński, Józef Glemp, Franciszek Macharski.

Sanktuarium w Piekarach to szczególne miejsce, gdzie zawsze wybrzmiewał społeczny głos Kościoła. Były tu poruszane trudne tematy. Zwłaszcza w czasach komunizmu spotkania te były oazą wolności dla ludzi pracy ze Śląska. Przybywali tu przede wszystkim hutnicy i górnicy. W latach 1965-1978 - co roku podczas pielgrzymki mężczyzn - homilię na wzgórzu piekarskim głosił ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła. Warto również wspomnieć, że oryginalny obraz Matki Bożej Piekarskiej znajduje się w katedrze opolskiej, a w Piekarach odbiera cześć jego XVII-wieczna kopia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem