Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij
Sztuka komunikacji według Franciszka

Chrześcijańskie walentynki?

2016-02-11 10:08

Katarzyna Woynarowska

Polub nas na Facebooku!

Chcemy, czy nie walentynki zagościły na dobre w naszej obyczajowości. Jednak co roku wzbudzają one emocje, czego dowodem może być dyskusja zainspirowana przez naszą redakcję w Internecie. Jedni mówią, że nie powinniśmy przyjmować na ślepo zwyczaju, który ma niemal wyłącznie komercyjny charakter – chodzi przecież o to, żeby ludziom wcisnąć te wszystkie serduszka, karteczki, misie i pozostałą tandetę, wmawiając im przy okazji, że jest to najlepszy sposób celebrowania wzajemnych uczuć. Inni przekonują, że zamiast narzekać może lepiej „ochrzcić” walentynki?

Adoptować czy odrzucić?

Zwyczaj jest stary, ale wcale nie amerykański, lecz europejski. Na starym kontynencie już w XIV wieku 14 lutego obchodzono jako Dzień Zakochanych. O dniu św. Walentego wspomina nawet Szekspir w „Hamlecie”. Czy słano wtedy do siebie liściki, pewnie tak. Jednak walentynkowe szaleństwo, to pomysł już amerykański. Tak na marginesie – dochód ze sprzedaży kartek liczony jest dziś w miliardach dolarów. W Polsce Dzień św. Walentego zagościł na dobre w latach 90. XX wieku, zyskując z miejsca gorących zwolenników i równie zagorzałych przeciwników.

A co na temat walentynek sądzą młodzi ludzie z naszej diecezji? Posłużyliśmy się w tym celu mediami społecznościowymi. I jak należało się spodziewać zdania są mocno podzielone. Oto niektóre z nich.

Monika, uczennica gimnazjum: – Moim zdaniem to wydawanie pieniędzy na rzeczy, które potem leżą niepotrzebne. Jak ktoś kocha, to nie potrzebuje walentynek, aby ofiarować swoją miłość.

Wiktoria, tegoroczna maturzystka: – Ciekawi mnie jak ludzie, szczególnie w moim wieku, okazują sobie w tym dniu miłość. Widzę wtedy na ulicy kobiety, które niosą z dumą róże, jako dowód, że są kochane. Bo przecież, jeżeli czuje się, że to właśnie z tą osobą mam spędzić resztę życia, wtedy walentynki nabierają innego sensu. Podoba mi się wspólna Msza św., modlitwa za siebie nawzajem, a potem herbata, jakaś komedia romantyczna w kinie i oczywiście kwiaty.

Damian, lat 27 lat: – Cenię to, że tego dnia celebruje się miłość. Darzenie kogoś miłością (kochać, miłować kogoś) nie oznacza zakochania, jak to przyjmuje Dzień Zakochanych. Zakochanie to jedna chwila. Minie i co potem? Kochajmy się, ale na co dzień, nie od święta. Bo wówczas chowamy miłość do kieszeni i wyciągamy ją co roku tylko 14 lutego.

Michał Cezar, 18 lat: – To super święto, które nawiązuje do miłości dwóch osób. Warto jednak pamiętać, aby ten dzień był też wprowadzeniem do miłości skierowanej ku Panu Bogu.

Inna Meshkorez, studentka: – Nie obchodzę walentynek, bo to Dzień Zakochanych. A ja zakochana jestem tylko w Bogu, więc tradycyjnie idę na Eucharystię i dziękuję za Jego miłość.

Asia, 21 lat: – Mam chłopaka od ponad trzech lat, ale temat walentynek jest mi obojętny. Nie ograniczam miłości do jednego dnia, bo wiem, że przez cały rok mogę liczyć na wsparcie ze strony mojego chłopaka. Uważam, że bycie obok człowieka, którego się kocha, zwłaszcza w trudnych chwilach, to najlepszy dowód miłości.

Anka: – „Walentynki”, a może „wale w tynki”? Do mnie przemawia bardziej ta druga nazwa. Gdzieś zgubił się kult patrona zakochanych św. Walentego, a pojawiło się komercyjne święto pluszaków i kiczowatych serduszek. Zamiast dziękować za ważną w naszym życiu osobę, pojawiła się niekończąca paleta drobiazgów, które są wręczane z tej okazji. Oczywiście, jestem kobietą i miło jest dostać mały prezent od kochanej osoby, ale zastanawiam się czy cała otoczka nie sprzyja właśnie tytułowemu „waleniu w tynki”? Nie mam tutaj oczywiście na myśli tynków domowych, chodzi mi o wszystkie blokady, które na co dzień powodują, że ludzie nie potrafią wprost mówić o tym, co czują. Jestem daleka od generalizowania, bo oczywiście są pary, które nie mają problemów z mówieniem o swoich uczuciach, jednak wydaje mi się, że tendencja do wznoszenia owych murów emocjonalnych rośnie. Dlatego z mojego punktu widzenia jeżeli okazywanie uczuć jest spłycane do wręczenia słodkiego misia, to święto jest wzmacnianiem takiego rodzaju zachowań. Jeżeli natomiast jest tylko miłym akcentem codzienności, w której nie brakuje słów „kocham cię”, to pięknie, że ludzie tak świętują swoje szczęście.

Magdalena, 18 lat: – Jestem od zawsze przeciwniczką komercyjnego święta wszechobecnej miłości, które trwa jedynie 24h. W przedszkolu, kiedy dostałam słodką karteczkę od kolegi, momentalnie wrzuciłam ją za meble. Dlaczego nie lubię walentynek? W ogóle nie chodzi o to, że nie mam z kim celebrować tego święta! Wręcz przeciwnie. Uważam, że miłość powinniśmy okazywać sobie przez 365 dni w roku. Przez szacunek, zaufanie, szczerość i poprzez „posiadanie siebie w dawaniu siebie”. Ludzie coraz częściej nie potrafią okazywać sobie miłości na co dzień i boją się mówić o tym, co czują. A święto zakochanych jest paradoksalnie ucieczką od wyrażania swoich uczuć. O ile bardziej ucieszy nas jakiś drobiazg od serca w ciągu roku, niż podarunek dany „bo są walentynki”. Tak szczerze, czy czerwone karteczki w serduszka, albo miś coś zmieni w naszym życiu?

Basia, 16 lat: – Sądzę, że jeśli mamy obchodzić to święto nie powinniśmy ograniczać się do kartek czy pluszowych misiów, a postawić na rozmowę i zbliżenie się do ukochanej osoby.

Karolina, licealistka: – Pamiętajcie, że walentynki, to także święto samotności. W ten dzień, miłość promieniująca z każdej spotkanej pary, bardzo dotyka osoby samotne.

Karolina: – Nie umiem udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Lubię walentynki, bo wtedy uświadamiam sobie, że miłość to nie tylko pluszowe misie, romantyczne kolacje i kartki od wielbicieli, ale także setki spędzonych ze sobą godzin, dziesiątki rozwiązanych razem problemów, wzajemna pamięć w codziennych sprawach i modlitwa za siebie. To piękne, że istnieje jeszcze taka miłość, dzięki której człowiek staje się lepszym. Trzeba jednak pamiętać, że niekiedy nie można powiedzieć wprost „kocham Cię”, ale można zapytać „jesteś głodny?”, „nie jest Ci zimno?”, „zapnij pas”, czy „uważaj na siebie”. Miłość przychodzi w małych gestach, a niestety dzisiejszy świat zbyt często o tym zapomina. Natomiast nie lubię walentynek, bo sprowadzono je wyłącznie do formy „kupowania i sprzedawania” miłości. Uważam, że prawdziwa miłość nie potrzebuje walentynek.

Walentynki po naszemu

Czy walentynki można „ochrzcić”? Czyli obchodzić ten dzień bardziej po naszemu, czyli po chrześcijańsku?

Takie próby czynione są od dawna i kilka z nich nawet przyjęło się. Kilkanaście lat temu proponowano nam zamiast Walentynek majowy Dzień Polskiej Niezapominajki, bardziej słowiański i związany z naszymi wiosennymi zwyczajami. Można też, jak czyni się to już w niektórych parafiach, zapraszać tego dnia do kościoła narzeczonych i małżonków, a także osoby, które poszukują „drugiej połowy” na Mszę św. w intencji zakochanych i miłości.

Marta i Jacek od 10 lat szczęśliwi małżonkowie, postanowili zaręczyć się właśnie w kościele i to 14 lutego. Dlaczego?

Marta i Jacek: – Bo kolacja w jakimś uroczym miejscu, kwiaty, klękanie, pierścionek, a potem powtórka tego rytuału przy rodzicach, to banał. Tak zaręczały się wszystkie nasze znajome pary. I po paru latach nie pamiętali z tego dnia prawie nic. A czemu nie zrobić tego w kościele? Podczas Mszy św.? Nasz proboszcz ucieszył się bardzo jak przyszliśmy zamówić Mszę św. i powiedzieliśmy o co nam chodzi. Zaprosiliśmy całą rodzinę i przyjaciół, więc wiedzieli, że „coś się święci”. Było pięknie, uroczyście, ksiądz nas pobłogosławił specjalnym błogosławieństwem, a mamy się mocno wzruszyły …

Damian, lat 27: – Czy Dzień Zakochanych można obchodzić jakoś inaczej? Owszem można. W zasadzie to zależy od światopoglądu. Można coś kupić, ale można też coś ofiarować. Na przykład modlitwę. Pójść na Mszę św. i pomodlić się o miłość w związku. Jeżeli oczywiście odróżniamy zakochanie od miłości. Można także wykorzystać ten dzień na odnowienie relacji w związku, na wspólną rozmowę, spojrzenie sobie w oczy i dalsze podróżowanie w nieustannym zakochiwaniu się w swojej drugiej połówce każdego dnia.

Magdalena, 18 lat – Kiedyś moja przyjaciółka ofiarowała swojemu chłopakowi mały drewniany dziesiątek różańca. Potem Marcin przyznał, że dostał od Martyny najpiękniejszy prezent jaki mogła mu ofiarować. Zawsze miał go przy sobie w portfelu. Myślę, że to bardzo istotne, by między dwojgiem ludzi była więź wzajemnej modlitwy za siebie. Jak mówi Papież Franciszek to nasz „słodki obowiązek”. To był prezent który naprawdę dokonał wielkich przemian w sercu tego chłopca.

Karolina: – Czy Dzień Zakochanych można obchodzić jakoś inaczej? Zdecydowanie tak! Nawet jeśli nie mamy tej ukochanej osoby. Może warto się o nią wtedy pomodlić? W związkach XXI wieku brakuje zaufania i zwykłej dobroci. Może z okazji tego święta upiec ukochanemu ciastko, wyprowadzić za drugą połówkę psa na spacer lub zmyć naczynia. Bóg ukochał człowieka w rzeczach małych, zwyczajnych, tych z życia codziennego, nie należy o tym zapominać.

Nie wszyscy wiedzą, że w Koprzywnicy znajdują się relikwie św. Walentego i co roku 14 lutego przyjeżdzają do parafii zakochani z całej diecezji. Także w tym roku podczas Mszy św. będzie błogosławieństwo narzeczonych i pierścionków zaręczynowych, a potem zakochani ułożą przed kościołem serce z płonących świec. Natomiast wieczorem swoje przyrzeczenia małżeńskie odnowią członkowie Oazy Rodzin III stopnia.

Walentynki z Papieżem

We włoskiej Terni od wieków czczony jest św. Walenty. W tym małym miasteczku w Umbrii znajduje się bowiem grób Świętego. I od wielu lat przyznawana jest tam nagroda św. Walentego – dostają ją osoby, których miłość sprawiła, że na świecie jest więcej pokoju, życzliwości i solidarności międzyludzkiej. W poczet laureatów zaliczono już m.in.: bł. Matkę Teresę i św. Jana Pawła II. Nasz Papież w 1997 r. posłał nawet do Terni własnoręcznie napisaną walentynkę: „Miłość zwycięża, znosi granice, przełamuje bariery między ludźmi. Miłość stwarza nowe społeczeństwo”.

Papież Benedykt pisał w swoich encyklikach, szczególnie „Deus caritas est”, że miłość dwojga ludzi jest odbiciem miłości Boga do człowieka. W 2014 r. papież Franciszek zaprosił na 14 lutego do Watykanu zakochanych. Na spotkanie przyszło ok. 25 tys. osób. Dostali w prezencie od Franciszka poduszeczki na obrączki. Ojciec Święty mówił wtedy do zakochanych, że o szczęściu decydują trzy słowa oraz częstotliwość ich używania. Te słowa to: przepraszam, dziękuję, proszę o przebaczenie. Zdaniem Papieża nic tak nie konserwuje miłości, jak zwyczajna, codzienna uprzejmość. – W naszych rodzinach, w naszym świecie, często gwałtownym i aroganckim, trzeba dziś więcej uprzejmości, podkreślił Papież. A nawet dał zakochanym radę: „Módlcie się, by Bóg codziennie dawał wam miłość do siebie wzajemnie według wskazań z modlitwy »Ojcze Nasz«: »miłości naszej powszedniej daj nam dzisiaj!”. Im więcej Go prosicie, tym więcej od Niego otrzymacie!”.

Podsumowując – dzień św. Walentego będzie taki, jakim go uczynimy. Nie musimy ograniczać się tylko do karteczek i pluszaków. Można zaszaleć i pójść dalej z deklaracją uczuć. Wszystko tak naprawdę zależy od nas i to bez względu na wiek i czas spędzony w narzeczeństwie czy małżeństwie. I nie ma co zbyt wielkiej wagi przykładać do tego dnia – najważniejsza jest nasza uczuciowa codzienność. To ona decyduje o jakości naszego życia, o tym czy jesteśmy szczęśliwi i spełnieni.

Więcej komentarzy na: Diecezjalna debata walentynkowa: www.facebook.com/events/734522786692158/

Edycja sandomierska 7/2016 , str. 4-5

E-mail:
Tel.: 505-288-398

Działy: Niedziela Sandomierska

Tagi: walentynki

Tagi
Nasze serwisy
Zaprzyjaźnione strony
Edycja sandomierska

E-mail:
Tel.: 505-288-398

Najpopularniejsze
24h7 dni

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Wielkie dzieło Boże EDYTORIAL

Pobożność maryjna należy do alfabetu wiary za pomocą, którego kształtujemy i wyrażamy naszą relację z Bogiem. „Ksiegi łask” prowadzone przy sanktuariach, odnotowują nieprzerwanie przypadki uzdrowień duszy i ciała, mówią o uratowanych rodzinach i o tych, którzy znaleźli cudowne ocalenie.
Bp Krzysztof Nitkiewicz

Reklama

Polecamy