Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Patroni naszych ulic

2016-02-11 10:08

Agnieszka Raczyńska-Lorek
Edycja sosnowiecka 7/2016, str. 6-7

Piotr Dudała
Odsłonięcie tablicy na Umszlagplatzu, jak i uroczystość nadania imienia Danuty Siedzikówny „Inki” na Pogoni w Sosnowcu

W ślad za przełomowymi wydarzeniami społeczno-politycznymi zazwyczaj idą zmiany, których następstwa pozostają w świadomości ludzi przez kolejne pokolenia. Jako przykład może posłużyć nazewnictwo ulic, alei, rond, placów czy skwerów

Niestety w naszym „zagłębiowskim świecie”, mimo że już wiele lat minęło od czasów wojny oraz upadku starego systemu, wciąż patronami są osoby, które bynajmniej polskiemu narodowi dobrze się nie przysłużyły. I mimo że wciąż pisane są wnioski o zmiany i trwa walka o przywrócenie czy nadanie nowych nazw ulic, placów czy skwerów, którym patronowałyby szlachetne, piękne postaci, to ciężko się przebić, by zrealizować te szczytne cele. Wydaje się, że nazwy ulic powinny być częścią nauki historii, zwłaszcza tej, która dotyczy naszej małej ojczyzny oraz budowy lokalnej tożsamości. Ale jak budować te ideały, jeśli niejednokrotnie patronami naszych ulic są przestępcy, a wciąż mały procent stanowią ulice, których patronami są znani i zasłużeni bohaterowie z Dąbrowy Górniczej, Będzina, Sosnowca, Jaworzna, Olkusza itd., którzy mieli wpływ na historię naszych miast i wiosek.

Sukcesy

– Czy niejednokrotnie tragiczna śmierć patronów ulic jest wystarczającym argumentem na honorowanie tych funkcjonariuszy, żołnierzy i działaczy bliźniaczego hitleryzmowi reżimu stalinowskiego? Czy komuna nie powinna zostać zrzucona ze swojego piedestału? – pyta Piotr Dudała, redaktor serwisu Sosnowiec Fakty, niestrudzony orędownik sprawy zmian w nazewnictwie ulic, zwłaszcza w stolicy Zagłębia. Wspierają go w naszej diecezji m.in. Krzysztof Haładus, Tomasz Mędrzak, Katarzyna Maciejewska, Zygmunt Łukasik czy Sławomir Korczyński. To za przyczyną niektórych z nich doszło do wielu zmian. – Mamy tablicę ks. prof. Włodzimierza Sedlaka w kościele św. Tomasza Apostoła, rondo Jana Pawła II, plac Jana Pawła II, plac Konstantego Ćwierka, dwie tablice informujące o ważnych wydarzeniach historycznych – przy ul. Mościckiego i na kinie „Helios”. Udało się wywalczyć tablicę poświęconą Władysławowi Szpilmanowi na kamienicy przy ul. Targowej 18 oraz doprowadzić do odnowienia tej kamienicy. Miasto upiększyło ją wizerunkami Pianisty i jego matki. Jest już w Sosnowcu ulica ks. prof. Włodzimierza Sedlaka niedaleko osiedla Rudna 1, skwer Jana Strzeleckiego naprzeciw Wydziału Neofilologii oraz tablica upamiętniająca sosnowiecki Umszlagplatz na dawnym stadionie Unii przy ul. Mireckiego. To długie lata starań. Największym moim sukcesem jest jednak tablica upamiętniająca pobyt w maju 1967 r. w sosnowieckiej katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny sługi Bożego Jana Pawła II, wtedy arcybiskupa, metropolity krakowskiego oraz powrót do niej słynnych łańcuchów – zaznacza Piotr Dudała.

W Sosnowcu patronami ulic są także: kard Stefan Wyszyński, Matka Teresa Kierocińska, św. Maksymilian Kolbe, ks. Franciszek Blachnicki, ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Piotr Ściegienny, św. Brat Albert, św. Stanisław czy bp Adam Śmigielski. Niestety pojawiają się nazwiska osób, które są zdecydowanym przeciwieństwem tychże. Tu sztandarowym przykładem może być tondo towarzysza Gierka, arcytrudne do zmiany.

Reklama

Porażki

Niestety, są i porażki w działaniach wyżej wymienionych osób. – Nie udało się nazwać imieniem Władysława Szpilmana placu, na którym mieści się Centrum Handlowe „Plaza” w Sosnowcu. Szpilman zniknął prawie całkowicie z „Plazy”. Dzisiaj myślę, że przydałoby się choć małe rondo Szpilmana na ul. Warszawskiej w pobliżu „Plazy”, choć plac byłby o niebo lepszy. Nie udało się ochrzcić imieniem Poli Negri kina „Helios” ani nazwać placu „La Menel” na osiedlu Rudna 1 imieniem prof. Michała Reichera. Bez odpowiedzi pozostaje wciąż mój wniosek o nazwanie im. Konstantego Leona Strzeleckiego, nadkomisarza Policji Państwowej w przedwojennej Polsce, nowej ulicy na terenie byłej KWK „Sosnowiec” oraz o upamiętnienie ostatniego cadyka radomszczańskiego Szlomo Henocha Rabinowicza. Nie ma w mieście ulicy premiera rządu RP Tomasza Arciszewskiego, który w Sosnowcu przebywał, czy prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego. Brak oznaczenia obozu koncentracyjnego przy ul. 1 maja w dawnej fabryce Schoena. To propozycja Marii Rudzkiej-Kantorowicz. Wciąż uważam, że lepszym patronem dla stadionu MOS od Stefana Płatka (byłego sekretarza KM PZPR i wiceprezydenta Sosnowca) jest red. Witold Dobrowolski, znany komentator sportowy. Przypomnę, że proponowałem stworzenie, wzorem Katowic czy Krakowa, galerii płaskorzeźb (lub filarów czy tablic) postaci zasłużonych dla miasta. Być może powinna to być Galeria Wybitnych Zagłębiaków w Parku Sieleckim na przedłużeniu ul. Legionów, zaraz przy Szkole Muzycznej. Oczywiście uważam, że lista osób, których pamięć należy zachować jest znacznie większa niż wyżej wymienieni – zaznacza Piotr Dudała.

Aż się prosi...

Na uwagę zasługuje też Będzin i osiedle Syberka, na którym patronami ulic są przestępcy. Otoczenie sanktuarium Polskiej Golgoty Wschodu to m.in. ulice: 9 maja, I Armii Wojska Polskiego, Władysława Broniewskiego, Dąbrowszczaków, Wirgiliusza Chmielewskiego, Gwardii Ludowej, Władysława Hibnera, Marcina Kasprzaka, Władysława Kniewskiego, Anastazego Kowalczyka, Leona Kruczkowskiego, Rewolucjonistów, Henryka Rutkowskiego, Józefa Skalskiego, Lucjana Szenwalda, Walki Młodych, Zwycięstwa. 6 lat temu udało się uzyskać potwierdzenie, że wśród 10 nazw ulic będzińskich rekomendowanych przez komisję Marcina Lazara do wymiany będą ulice, których patronami są przestępcy. Aż się prosi, by to niezwykłe, święte miejsce, sanktuarium Polskiej Golgoty Wschodu było otoczone nazwiskami księży męczenników, prześladowanych na Wschodzie i Zachodzie, jak ks. Konstanty Budkiewicz, abp Jan Cieplak, bł. ks. Maksymilian Binkiewicz, bł. ks. Ludwik Roch-Gietyngier, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, ks. mjr Jan Leon Ziółkowski oraz ks. prał. Zdzisław Peszkowski.

Z najnowszej historii

Jeżeli pod lupę weźmiemy nazwy ulic w Dąbrowie Górniczej, to wyłaniają się takie postaci, jak: ks. Grzegorz Augustynik, św. Barbara, św. Anna, św. Stanisław Kostka czy Ofiary Katynia, jednak wielka postać, kandydat na ołtarze, Apostoł Rosji, pierwszy metropolita wileński, sufragan i administrator archidiecezji mohylewskiej, sługa Boży, dąbrowianin, abp Jan Cieplak wciąż nie ma w tym mieście swojego placu czy ulicy, nie jest też patronem jakiejkolwiek szkoły, instytucji kulturalnej czy uczelni.

W Olkuszu z kolei wśród patronów ulic widnieją nazwiska z najnowszej historii naszego narodu, jak kard. Stefan Wyszyński czy Jan Paweł II. Jest też ulica długoletniego proboszcza parafii św. Maksymiliana Kolbego, budowniczego świątyni, który odszedł do Domu Ojca 6 lat temu, ks. kan. Stanisława Gajewskiego.

Radosne są ostatnie wieści z Jaworzna, w którym oprócz ulic, którym patronują święci: Maksymilian Kolbe, św. Barbara czy św. Wojciech, znajdzie się również rondo współczesnego kapłana, ks. Juliana Bajera, zasłużonego dla tego miasta kapłana. Inicjator przedsięwzięcia Dawid Domagalski, radny, wiceprezes jaworznickiego Klubu Inteligencji Katolickiej zaznacza, że ks. Bajer był postacią związaną w sposób szczególny z Jaworznem przez 30 lat. – Budowniczy, inicjator działań społecznych, patriota, a nade wszystko duszpasterz oddany do ostatnich chwil swego życia Jaworznu zasługuje na upamiętnienie, jako przykład do naśladowania dla kolejnych pokoleń – podkreśla Domagalski. Imię kapłana będzie nosiło rondo położone na skrzyżowaniu ulic Obrońców Poczty Gdańskiej i Kołłątaja.

Uwolnić się od „patronów”

– 2 lata temu Prawo i Sprawiedliwość w Będzinie powołując się m.in. na uchwałę z 20 czerwca 2013 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, zgłosiło projekt zmiany nazwy ulicy Świerczewskiego na ulicę śp. Lecha Kaczyńskiego. Do chwili obecnej nie trafił on niestety pod obrady radnych – mówi Katarzyna Maciejewska. No cóż, zmiana nazw ulic na pewno nie wszystkim się podoba i na pewno kosztuje, jednak czy nie warto ponieść tego kosztu, by uwolnić się od tych „patronów”?

Tagi:
ulice nazewnictwo

Będzie ulica kard. Macharskiego

2017-05-25 11:21

Tomasz Terteka
Edycja bielsko-żywiecka 22/2017, str. 8

T. Warczak

W Gminie Lipowa trwa proces nazewnictwa ulic. Na chwilę obecną nazwy ulic zostały wprowadzone w sołectwach Sienna oraz Słotwina. 8 maja skończyły się konsultacje w sołectwie Ostre. Natomiast w sołectwie Leśna, po konsultacjach społecznych i podjęciu uchwały przez Radę gminy nazwy ulic zostały nadane, teraz mieszkańcy otrzymują tam zawiadomienia o nadaniu nazw ulic. Niektórzy z nich będą wpisywać w swój adres ulicę Kardynała Franciszka Macharskiego. Ma to związek z wydarzeniami z czerwca 2008 r., kiedy to emerytowany krakowski metropolita odbył wizytę we wsi Sienna. Eucharystia z udziałem kard. Franciszka Macharskiego była wówczas centralnym punktem obchodów 400-lecia wsi Sienna. Była to jego pierwsza wizyta na terenach parafii Świętego Michała Archanioła w Leśnej, pomimo iż Sienna do momentu powstania diecezji bielsko-żywieckiej należała administracyjnie do metropolii krakowskiej. Kard. Macharski mówił wtedy: „Po 400 latach okazuje się, że ta ziemia i ziarno na niej posiane mają dość mocy, żebyśmy potrafili przyznać się do tego, co jest pierwszym darem Boga dla nas, daru ziemi”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezydent Duda wspomina Bartosza Niedzielskiego

2018-12-17 07:20

Wczoraj w szpitalu w Strasburgu zmarł Bartosz Niedzielski. Piąta Ofiara śmiertelna zamachu z 11.12. Pracował w Parlamencie Europejskim i znałem Go z widzenia - napisał na Twitterze prezydent Andrzej Duda.

Jakub Szymczuk/KPRP
Wywiad Prezydenta RP Andrzeja Dudy dla Polskiej Agencji Prasowej

Jestem wstrząśnięty. Nie zdawałem sobie sprawy, że to właśnie On został śmiertelnie ranny chroniąc innych ludzi

- przyznał.

Cześć Jego Pamięci! RiP

- czytamy w tweecie głowy państwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem