Reklama

Pasterski głos

O wrażliwości na cierpienie

2016-02-18 09:38

Bp Marian Rojek
Edycja zamojsko-lubaczowska 8/2016, str. 1

Przyjacielem Chrystusowego krzyża w naszej głębokiej religijnej świadomości jest człowiek, wrażliwy na cierpienie istniejące na tym ziemskim świecie i w naszym najbliższym otoczeniu. Taka osoba, która dotyka krzyża i boleści swoim życiem oraz codziennością, ma głębsze spojrzenie w mówieniu nam o Bogu, ponieważ wie, iż On uniżył sam siebie, aż do tego, że Boży Syn stał się człowiekiem, we wszystkim taki sam jak my, oprócz grzechu. On w oczach świata stał się małym, odepchniętym, ciągle znieważanym i wyśmiewanym. Osoba wierząca, która niesie w sobie krzyż, rozumie, że sama, po grzechu pierwszych rodziców na tej ziemi, nie ma możliwości życia bez codziennego obumierania sobie i uczestnictwa w cierpieniu.

Człowiek wiary w Boga ma głębokie przekonanie o tym, iż naszą ojczyzna i domem nie jest ziemia, ale niebo.

Tagi:
edytorial

Polskę miał w sercu

2019-02-20 11:32

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 8/2019, str. 3

Z największymi honorami pożegnaliśmy śp. Jana Olszewskiego – obrońcę opozycjonistów w procesach politycznych w okresie PRL-u, pełniącego w latach 1991-92 funkcję premiera. Powołany przez niego pierwszy niekomunistyczny polski rząd chciał wprowadzić „twarde zmiany” w państwie, przede wszystkim przestawić polityczne stery państwa z prorosyjskiej zależności w kierunku wolnego Zachodu. – Jan Olszewski walczył o Polskę, w której ma zwyciężać uczciwość, a nie cynizm i draństwo. To było motto jego życia i taki testament nam zostawia – powiedział prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości pogrzebowych wielkiego polityka i prawnika. Premier Mateusz Morawiecki natomiast zauważył, że był on „wspaniałym przykładem polskiego patrioty”, który „szedł drogą niepodległości przez całe życie”. – Panie Premierze, Pana marzenia o wielkiej, niepodległej i silnej Polsce obiecujemy ciągnąć dalej w przyszłość. Pana przerwaną drogę premierostwa obiecujemy zakończyć pełnym sukcesem. Pana wielkie pytanie, czyja ma być Polska, obiecujemy zakończyć tak, jak Pan sobie zamarzył: Polska ma być wszystkich obywateli RP – zadeklarował premier Morawiecki. Ważne słowa padły w kazaniu, które podczas Mszy św. pogrzebowej, sprawowanej pod przewodnictwem bp. Michała Janochy, wygłosił bp Antoni Pacyfik Dydycz OFMCap. Wskazał na wręcz przełomowe osiągnięcia premiera Olszewskiego, np. starania o opuszczenie terytorium Polski przez wojska rosyjskie, uchwalenie przez Sejm ustawy o lustracji.

Zobacz także: Polskę miał w sercu

Gdy kadencja premiera Olszewskiego została gwałtownie przerwana, wiedział, że może spokojnie patrzeć w oczy każdej spotkanej osobie. A potem przyszedł trudny czas, gdy „polemiki między partiami zaczęły się przeradzać w agresję. I co najgorsze, niektóre formacje polityczne zaczęły ogłaszać wojnę polsko-polską”.

Jan Olszewski bardzo cierpiał z tego powodu.

Podczas pogrzebu bp Michał Janocha złożył osobiste wyznanie jako siostrzeniec i chrześniak Jana Olszewskiego. Powiedział: – Chciałbym, żeby te dwa ostatnie słowa były jego. Pierwsze jest prywatne, drugie – publiczne. To pierwsze powiedział trzy lata temu w szpitalu na Szaserów. Myślał, że to będzie nasza ostatnia rozmowa. Ja też tak myślałem, więc ją zapisałem. Oto fragment: „Wierzę, że Bóg stworzył ten świat i kieruje nim. Moja mama, a twoja babcia Jadwiga nauczyła mnie «Ojcze nasz», «Zdrowaś Maryjo», «Wierzę w Boga», «Chwała Ojcu». A potem, jak już to umiałem, powiedziała: «Nic ci więcej nie powiem, zostań z tym. Pamiętaj, że możesz oszukać ojca, mnie, ale Boga nie oszukasz». Zapamiętałem te słowa i starałem się tak żyć”. A drugie słowo jest publiczne, ostatnie publiczne słowo Jana Olszewskiego na dwa tygodnie przed śmiercią. Nie mogę go nie przypomnieć. Oto fragment: „Niech ta wielka tragedia, która wydarzyła się w Gdańsku, stanie się przyczynkiem do wielkiego pojednania, zgody i wzajemnego przebaczenia. Rządzący i opozycja muszą umieć ze sobą normalnie rozmawiać. Apeluję o to i wierzę, że tak się w końcu stanie”.

Na podsumowanie tych kilku refleksji z pożegnania premiera Jana Olszewskiego przytoczę opinię sędziego Bogusława Nizieńskiego: – Był i pozostał drogowskazem, jak mamy kochać Ojczyznę. I jeszcze słowa Antoniego Macierewicza, byłego szefa MON: – Janie, Panie Premierze, dzisiaj przed Tobą chylą się sztandary, salutują żołnierze, Polacy oddają hołd, a politycy przyznają Ci rację.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kapłan prawy, pracowity i pokorny

2019-02-22 14:42

Ks. Szymon Nosal

Kapłan prawy, pracowity i pokorny - biskup senior diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Paweł Socha, takimi słowami określił naszego rodaka, ks. kan. Stanisława Pawula, w słowie Bożym 4 lutego 2019 roku, na jego pogrzebie. Nic dziwnego, że żegnało go 45 kapłanów wraz z arcybiskupem seniorem Józefem Michalikiem i biskupem seniorem Pawłem Sochą pod przewodnictwem kardynała seniora Stanisława Dziwisza, któremu posługuje siostra zmarłego – s. Matylda Pawul.

ks. Szymon Nosal
Pogrzeb ks. kan. Stanisława Pawula

Bp Socha, powiedział także: „Ks. Stanisław, to Kapłan ustawicznie zajęty pracą. Poza funkcjami duszpasterskimi i życiem modlitwy, zawsze był zajęty pracą przy pszczołach, które bardzo kochał, a one jego, w sadzie, czy na małym skrawku ziemi, by nie zabrakło świeżych warzyw. Jednak najwięcej czasu poświęcał pracy duszpasterskiej i gospodarczo-administracyjnej. Zatroskany był o kościoły, ich konserwacje, remonty i bezpieczeństwo. A w każdej z trzech parafii, gdzie pracował jako proboszcz, było wiele kościołów i kaplic. (…) Był człowiekiem wielkiej pokory i prostoty. Nigdy nie ubiegał się o godności czy też lepsze, łatwiejsze parafie. (…) Ks. kan. Stanisław wyniósł ze środowiska rodziny i parafii, a także z Seminarium przemyskiego ducha żarliwej wiary, pobożności, szczególnie maryjnej. Miał doskonale wyrobiony zmysł Kościoła, czyli traktowania instytucji Kościoła nie tylko od strony widzialnej, ale i jako obecności pośród nas samego Jezusa Chrystusa.

Diecezja zielonogórsko-gorzowska wdzięczna jest ks. kan. Stanisławowi Pawulowi za decyzję podjęcia pracy na terenie trudnym pod względem duchowym, gdyż zamieszkali tu Polacy wyrwani z ojcowizny i przeniesieni siłą na ziemię od wieków słowiańską, ale zimną duchowo z powodu ducha reformacji. Ks. Stanisław swoją delikatnością, duchem wiary i gorliwością kapłańską przyczynił się do duchowego odrodzenia i odnowienia życia wiary na Ziemi Lubuskiej. Mimo że powrócił na ziemię rodzinną, to kapłani i wierni zawsze będą przed Bogiem pamiętać o pełnym wiary i miłości Bożej Księdzu Kanoniku Stanisławie Pawulu”.

Poprzedniego dnia, w niedzielę 3 lutego na eksporcie, dwudziestu dwu kapłanów pod przewodnictwem bp Mariana Rojka, modliło się za śp. ks. kan. Stanisława Pawula, a dwu spowiadało. Ks. proboszcz zwrócił się do mnie, abym wygłosił słowo Boże, bo nie mógł znaleźć chętnego wśród jego kolegów. Powiedziałem między innymi: „Kiedy kilka godzin przed Twoim, Stasiu, odejściem do Pana, stałem przy Tobie, przy łóżku szpitalnym, i dotykając Twej dłoni polecałem Cię Bogu, prosząc o miłosierdzie, Ty już wspinałeś się na swój życiowy szczyt, o którym mówi poeta w wierszu: W drodze na szczyt, słowami:

Przygnieciony pułapem chmur

Duszę się rankiem zamglonym.

Wokół mnie wszędzie szary mur

Błądzę murem otoczony.

[…] W chmurach i mgle postawiony

Nie widzę nawet swoich nóg

A muszę iść, przecież wiem dokąd,

Szukać tej jednej drogi dróg.

Tą drogą krętą przejdę mgły,

Przecisnę się wśród powłok chmur.

Dotąd me nogi będą szły,

Aż znajdę moją górę gór.

A tam popatrzę na mój szlak,

W jednej chwili zobaczę swe życie,

Poczekam tylko na ten znak –

Możesz wejść, jesteś na szczycie.

Śp. ks. Stasiu znalazł tą jedną jedyną drogę swego życia w kapłaństwie. Mężnie pokonywał wszystkie zakręty i szare mury trudności życiowych, bo wiedział, dokąd iść. Ciężko Dusił się rankiem zamglonym, gdy tłoczono w jego płuca tlen, szukał tej jednej drogi dróg i znalazł swoją „górę gór”, tam w szpitalu pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku i doszedł do swego szczytu. Tam w jednej chwili zobaczył całe swoje życie i zobaczył znak ukochanego Mistrza, Najwyższego Kapłana, gest zaproszenia do chwały. Zapewne usłyszał te słowa pełne miłości: Możesz wejść, jesteś na szczycie. Dość się już natrudziłeś! Czas już na nagrodę, na odpoczynek ze Mną i Moją Matką, którą tak ukochałeś w swoim życiu w tym obrazie Matki Bożej Pocieszenia, najpierw w tej małej kaplicy, a później już od prawie pół wieku w tym kościele, który tak często odwiedzałeś i cieszyłeś się z jego powstawania i upiększania.

Byłeś dumny ze swoich Rodziców, którzy mnie wspierali w organizowaniu tutejszej parafii. Cieszyłeś się, że Twój Tatuś, śp. Jan, tak dzielnie wspomagał mnie w budowie tego kościoła, jako dobry cieśla i doskonały organizator prac przy tym kościele. Nazywaliśmy go żartobliwie „szeryfem”, bo miał szacunek i posłuch u ludzi przy tych pracach. Jeszcze bardziej cieszyłeś się, gdy udało mi się załatwić dla niego emeryturę, i gdy potem przez bardzo wiele jeszcze lat służył tak wiernie i bezinteresownie parafii jako kościelny, który był przykładem wielkiej wiary i pobożności. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze, w tak przykładnej rodzinie, Pan Bóg powołał dwoje rodzeństwa do swojej służby – Ciebie, Stasiu i Twoją starszą od ciebie o dwa i pół roku siostrę Julię, obecną tu s. Matyldę. Razem zdawaliście maturę w pobliskiej Żołyni w 1959 r. i w tym samym roku obydwoje poświęciliście się Bogu na służbę. Ty, Stasiu, we wrześniu wstąpiłeś do Seminarium Duchownego w Przemyślu, a twoja siostra kilka tygodni później, 9 października, do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie.

W kaplicy, która tu była gdzie obecnie jest prezbiterium naszego kościoła, u stóp M.B. Pocieszenia, pod czułym Jej spojrzeniem zrodziło się i umacniało Wasze powołanie do służby Bogu. Tu pewnie usłyszeliście po raz pierwszy ten cichy i pełen miłości głos Mistrza i ochotnie Mu odpowiedzieliście słowami wspomnianego już na początku poety w wierszu pt. Poślij mnie Panie

Chcesz Panie ludzi do pracy (…)

Weź, Panie, moje krzyże

I użyj mego cierpienia,

Weź, Panie, me siły świeże

Do pracy dla odkupienia.

I ks. Stanisław swoim życiem potwierdził tę gotowość pójścia na służbę Bogu i ludziom. Podobnie i jego siostra, Julcia, czyli s. Matylda, sercanka, która tak wiernie i ofiarnie służyła i posługiwała św. Janowi Pawłowi II, a teraz służy i pomaga ks. kard. St. Dziwiszowi.

Śp. ks. Stanisław urodził się 12 grudnia 1942 r. w Gwizdowie. Dwa tygodnie później ochrzczony 26 grudnia w Żołyni, po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego poszedł za głosem powołania do seminarium przemyskiego, gdzie po sześciu latach studiów otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp Jakiela 20 czerwca 1965 r. w Przemyślu. Po trzech latach pracy w naszej diecezji, - dwa lata w Bączalu Dolnym i rok w Łączkach Jagiellońskich jako wikary - na apel biskupa gorzowskiego Wilhelma Pluty, udał się tam, mówiąc niejako: Weź, Panie, moje krzyże/I użyj mego cierpienia,/Weź, Panie, me siły świeże /Do pracy dla odkupienia. - by ofiarnie służyć Bogu i ludziom przez prawie pół wieku.

Jako wikariusz pracował najpierw w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Ostrowicach w powiecie i dekanacie Drawsko Pomorskie, następnie w parafii Świętej Trójcy w Gubinie, a potem przez sześć lat w par. św. Mikołaja w Głogowie. W 1979 r. został inkardynowany do diecezji gorzowskiej. Był proboszczem w Bobrowicach (1979-1989), Strzelcach Krajeńskich (1989-2004) i Cybince (2004-2017). Pełnił również funkcję wicedziekana w Dekanacie Krosno Odrzańskie i Dekanacie Rzepin oraz dziekana w Dekanacie Strzelce Krajeńskie. W 1995 r. otrzymał tytuł kanonika R.M. W roku 2017 przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał w rodzinnej miejscowości, tu w Gwizdowie.

Niedługo cieszył się tą emeryturą – tylko półtora roku, bo Bóg doświadczył go i znalazł godnym siebie – jak to słyszeliśmy w dzisiejszym I czytaniu. Pan Jezus zaś w Ewangelii dzisiejszej wypowiadając słowa o ziarnie, które ma wpaść w ziemię i obumrzeć, aby przynieść plon obfity, myślał najpierw o sobie. To On, Chrystus, podczas triumfalnego wjazdu do Jerozolimy wiedział, że czeka Go męka i śmierć, przez którą zostanie uwielbiony. To się sprawdziło. Chrystus przez swoją mękę i śmierć dokonał odkupienia świata, a przez to okazał największą miłość i posłuszeństwo Ojcu Niebieskiemu, który Go uczcił. Po zmartwychwstaniu Chrystus zasiadł po prawicy Ojca.

Zbawiciel jest dla nas wszystkich drogą, prawdą i życiem. Jeżeli człowiek w swoim postępowaniu będzie się kierował wskazówkami zawartymi w Ewangelii, to znak, że jest na dobrej drodze. W słowach zapisanych przez św. Jana: „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię obumrze, przyniesie plon” (por. J 12,24) Chrystus daje wskazania dla wszystkich ludzi. W tym zawiera się również tajemnica naszego życia i naszej wiary. Prawda o przechodzeniu do chwały przez mękę i śmierć do życia wiecznego jest aktualna w życiu każdego człowieka. Przecież każdy z nas ma przygotowane miejsce w Domu Ojca. Dobrze o tym wiedział ks. Stanisław, bo niedawno powiedział do jednego naszego parafianina, że chyba niepotrzebnie buduje to marne mieszkanie, kiedy tam, w Domu Ojca, czeka na niego wspanialsze, u boku swego Mistrza i Jego Matki. Nie mylił się!

Na naszych niejako oczach odszedł do Boga i jutro pogrzebany zostanie jako ziarno pszenicy sługa Kościoła, ks. kan. Stanisław Pawul, który zapewne często powtarzał na modlitwie: Weź, Panie, moje krzyże / I użyj mego cierpienia,(…) / Do pracy dla odkupienia.

Dziękujemy dziś Bogu za jego życie kapłańskie, za jego modlitwy, cierpienia, za wszystko, co uczynił dla chwały Bożej i zbawienia ludzi. Przepraszamy też za jego słabości i grzechy, bo jak każdy człowiek tak i on był słaby i mógł obrazić majestat Stwórcy i Pana. Pragniemy też modlić się o to, aby znalazł miejsce w świętym Domu Ojca. Ufam, że w chwili śmierci spotkał w Jezusie nie tyle Sędziego, co Przyjaciela, który zapewne przytulił go do Swego Serca, jak tego utrudzonego Bożego parobka Borynę z „Chłopów” Reymonta. Boryna, kiedy doszedł do niejakiej przytomności po długich tygodniach leżenia, w środku nocy, gdy księżyc świecił pełnym blaskiem wstał i wyszedł na pole. Pomyślał, że już dnieje. Przeżegnał się raz i drugi, potem wyruszył na zagon. Nabrał ziemi w koszulę i zaczął siać, jak zboże. Tak o tym napisał Reymont w „Chłopach”: „Zmartwiał naraz, wszystko przycichło i stanęło w miejscu, błyskawica otworzyła mu oczy z pomroki śmiertelnej, niebo się rozwarło przed nim, a tam w jasnościach oślepiających Bóg Ojciec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie: - Pójdź-że, duszko człowieka, do mnie. Pójdź-że, utrudzony parobku. Zachwiał się Boryna, otworzył ręce, jak w czas podniesienia: Panie Boże, zapłać! – odrzekł i runął na twarz przed tym majestatem Przenajświętszym. Padł i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie...”

Ufam, wszyscy ufamy, że godzina śmierci śp. ks. Stanisława, Bożego parobka, była godziną łaski Pańskiej, bo umierał w godzinie Śmierci Zbawiciela. Była godziną nagrody niebieskiej, bo przez przeszło pół wieku siał obficie ziarno słowa Bożego na niwie Pańskiej, ale jak każdy człowiek i on potrzebuje naszej modlitwy, dlatego tu jesteśmy i mamy się modlić za niego teraz i później, dopóki nam Bóg żyć pozwoli.

Księże Stanisławie. Byłeś wierny do końca swemu powołaniu. Służyłeś w swoim kapłaństwie Panu Jezusowi i Jego Matce, Kościołowi, Ojcu Świętemu i biskupom, jakich postawił Bóg na twej drodze kapłańskiej. A jeśli kto mi służy – mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii – uczci go mój Ojciec”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: drugi dzień spotkania o ochronie nieletnich

2019-02-22 21:04

Paweł Pasierbek SJ / www.vaticannews.va

W Watykanie rozpoczął się drugi dzień szczytu poświęconego ochronie nieletnich. Dziś głównym tematem obrad jest kolegialność. Punktem wyjścia do dyskusji są referaty kard. Oswalda Graciasa z Indii, kard. Blase'a Cupicha z USA oraz Lindy Ghisoni, podsekretarz Dykasterii ds. Rodziny, Świeckich i Życia.

Vatican Media

Spotkanie rozpoczęło się od modlitwy, w czasie której proszono Boga o dar życia w prawdzie, bez hipokryzji. Uczestnicy szczytu wysłuchali także bardzo wzruszającego świadectwa. „Kiedy stałem się ofiarą nadużycia ze strony kapłana, moja matka Kościół pozostawiła mnie samego... Wszyscy się odwrócili i czułem się jeszcze bardziej samotny, nie wiedząc, do kogo się zwrócić” – mówiła w swym świadectwie ofiara nadużyć. Po jego wysłuchaniu nastąpiła długa chwila ciszy.

Następnie o. Federico Lombardi przypomniał, że wszyscy uczestnicy szczytu otrzymali dokument Organizacji Narodów Zjednoczonych na temat walki z przemocą wobec dzieci: „Toward a world free from violence. Global survey on violence against children” oraz dokument UNICEF „A familiar face” wskazujący, że przemoc wobec dzieci często pochodzi od osób najbliżych, od tych, którzy są blisko, od kogoś z rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem