Reklama

Niezłomni Wyklęci

2016-02-24 08:47

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 9/2016, str. 38-39

Archiwum
Oddział „Roja”

Przez powojenne formacje podziemne mogło przewinąć się nawet 200 tys. Polaków.
Narodowe Zjednoczenie Wojskowe było jedną z nie tylko najsilniejszych i działających najdłużej, ale też zwalczanych najbardziej zaciekle przez komunistów organizacji

Narodowe Zjednoczenie Wojskowe było drugą co do liczebności powojenną organizacją konspiracyjną. – Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość było bardziej liczne, ale to NZW przetrwało dłużej. Endecy okazali się bardzo skuteczni w konspiracji – mówi dr Wojciech Muszyński, historyk IPN i szef kwartalnika „Glaukopis”. A we wschodnich rejonach Polski, na Mazowszu, gdzie operowali, byli silniejsi niż WiN.

– Żołnierze NZW byli szczególnie znienawidzeni przez komunistów – zaznacza dr Mariusz Bechta, historyk z IPN, przygotowujący razem z dr. Muszyńskim źródłową publikację na temat NZW. – Z powodu nawiązywania do NSZ i przedwojennej endecji byli w ich oczach przeklęci. Tzw. faszysta z NSZ, ze względów propagandowych, był dla komunistów wielekroć groźniejszy niż reakcjonista z WiN i z tym większą zajadłością zwalczany, poniewierany, zohydzany, wyrzucany poza nawias społeczeństwa. A wszelkie ślady po nim miały być zatarte, jakby tych ludzi w ogóle nie było.

Nowa okupacja

Upadek Powstania Warszawskiego i zbliżające się wkroczenie Sowietów wymuszały nowe decyzje. Tak, decyzją władz konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego, w tym czasie najsilniejszej partii polskiego podziemia niepodległościowego – z połączenia NSZ i Narodowej Organizacji Wojskowej, wcześniej scalonych z AK – powstało na początku 1945 r. NZW. Jego celem miało być prowadzenie walki przeciwko nowemu okupantowi i tworzonym przez niego kolaboracyjnym władzom. Organizacja struktur, które mieli tworzyć oficerowie, rozpoczęła się po rozwiązaniu AK.

Reklama

W liczącym ostatecznie ok. 40 tys. żołnierzy – w tym 7-8 tys. w oddziałach leśnych – NZW tylko część była endekami. – Akowcy walczyli w NZW, narodowcy w organizacjach poakowskich, a ich dowódcy mieli rodowód narodowy. Dochodziło do transferów, które wynikały z dynamiki sytuacji w tym czasie, lokalnych warunków itp. – zaznacza dr Bechta.

Komenda Główna NZW uformowała się w Łodzi wiosną 1945 r. Jej szefem został ppłk Tadeusz Danilewicz „Kuba”, przedwojenny oficer służby stałej, doświadczony konspirator. W listopadzie 1945 r. zagrożony aresztowaniem Danilewicz wyjechał na Zachód. P.o. komendantem był krótko kpt. Włodzimierz Marszewski „Gorczyca”. Trzecim (formalnie drugim) i ostatnim komendantem był płk Bronisław Banasik „Stefan”. Nie udało się pokryć siatką organizacyjną całej Polski pojałtańskiej. Poza jej wpływem znalazła się zachodnia Polska.

Byli swoi, nasi

Największe nasilenie aktywności bojowej NZW przypadało na lata 1945-47. Działania partyzanckie i akcje dywersyjne prowadzono na dużą skalę na Białostocczyźnie, Podlasiu, północnym Mazowszu, Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie. Oddziały NZW walczyły z grupami operacyjnymi UB i KBW, z Sowietami, rozbrajały milicjantów i członków ORMO. Niektóre gminy i powiaty zostały całkowicie oczyszczone z komunistów, na innych wpływy PPR i UB ograniczały się do okolic, gdzie stacjonowały sowieckie garnizony.

– Przejściowe sukcesy oddziałów NZW wynikały z dobrej organizacji, lepszego zakonspirowania w porównaniu z organizacjami poakowskimi – podkreśla Leszek Żebrowski, historyk powojennego podziemia. Struktury NOW-AK i NSZ-AK nie były ujawniane przed wkraczającymi na ziemie polskie wojskami sowieckimi, na skutek czego w mniejszym stopniu zostały rozpracowane i zinfiltrowane. – Ich poziom ideowy był wysoki, mieli duże oparcie w terenie w tradycyjnej, bardzo silnie katolickiej wschodniej Polsce. To były tereny poszlacheckie, biedne, poniszczone przez kolejne powstania, ale ideowe, z czymś podobnym do etosu rycerskiego.

Ludzie znali konspiratorów, uważali ich za swoich. Bez tego partyzantka nie przetrwałaby tak długo. – Miejscowe społeczności długo pomagały, mimo że jakiekolwiek wsparcie groziło pięcioma latami więzienia na „dzień dobry” – mówi Żebrowski.

„Wołyniak” i „Ojciec Jan”

Dla Wojciecha Muszyńskiego ulubionymi dowódcami oddziałów NZW byli mjr Franciszek Przysiężniak „Ojciec Jan” i Józef Zadzierski „Wołyniak”. – Pierwszy był dowódcą drugiego, operowali w południowo-wschodniej Polsce. Byli bardzo różni: Przysiężniak to dowódca poważny, rozważny, Zadzierski – szaleńczo odważny, impulsywny, obdarzony wielką fantazją – mówi dr Muszyński. Przysiężniak, aresztowany w 1946 r., przeszedł więzienie, żył jeszcze 30 lat. Zmarł w wieku 66 lat. Zadzierski przeżył 23 lata. Jesienią 1946 r., ranny w walce z KBW, popełnił samobójstwo.

Leszek Żebrowski dorzuciłby swojego bohatera: kpt. Jana Morawca, oficera NOW i NZW. Kilkakrotnie uciekał z aresztu. Osadzony na Mokotowie organizował stamtąd odbicie więźniów. Zabito go w więzieniu w styczniu 1948 r. – Brał na siebie odpowiedzialność, żeby ratować i chronić ludzi – mówi Żebrowski. – W ostatnim słowie, gdy pytano, czy gdyby mógł rozpocząć od nowa, toby się poprawił, odpowiedział, że tak: tak szybko nie dałby się złapać, działałby skuteczniej.

W wyniku strat, represji władz i działalności agentury z czasem operatywność oddziałów ograniczała się do akcji zaopatrzeniowych i nielicznych starć z UB i MO. Logika zdarzeń pokazywała, że partyzanci w końcu zostaną wytropieni – uważa Leszek Żebrowski. Kiedy zaczynali walkę z nową okupacją, sądzili, że odbędą się demokratyczne wybory, potem liczyli na konflikt Zachodu z Sowietami.

Jednym z ostatnich oddziałów partyzanckich była zlikwidowana przez UB i KBW na Białostocczyźnie w końcu 1952 r. grupa NZW ppor. Stanisława Grabowskiego „Wiarusa”. Pojedynczy żołnierze NZW ukrywali się do początku lat 60. Ostatni partyzant NZW – Andrzej Kiszka „Dąb” – został aresztowany w bunkrze koło Huty Krzeszowskiej w sylwestra 1961 r.

Rok za wodę

Z czasem antykomunistyczna partyzantka znalazła się w sytuacji bez wyjścia. – Ujawnienie się nie było możliwe, wyjazd na Zachód był już nierealny, mogli tylko walczyć i starać się przetrwać – mówi Żebrowski. – Byli okrążani przez siły bezpieczeństwa, ale także przez agentów. – Gdy komuś aresztowali rodzinę, straszyli śmiercią, zaczynał współpracę i wydawał partyzantów.

– Represje były niesamowite – mówi Wojciech Muszyński. – Odnaleźliśmy meldunek UB z obławy przeciwko oddziałom NZW: 500 stron pokazujących, jak traktowano osoby pomagające partyzantom. Szło to dziesiątkami stron i tylko nazwiska się zmieniały. Gospodarz taki a taki pozwolił się przespać bandzie w swojej stodole. Wniosek: 5 lat więzienia i rekwizycja całego majątku. Dziewczyna podała wodę żołnierzom NZW. Napisano: podała szklankę wody. Wniosek: rok więzienia. Nic dziwnego, że ludzie zaczęli się zamykać w domach, nie otwierali drzwi partyzantom. Wzory pacyfikacji brano z rewolucji bolszewickiej. Pacyfikowano wsie, ostrzeliwano z artylerii, zrzucano bomby z samolotów.

Że był strach, to mało powiedziane. Z czasem ludzie zaczęli się szaleńczo bać partyzantów, bo jakikolwiek kontakt z nimi oznaczał nieszczęście dla rodziny. Gdy ktoś zobaczył, że pomogli, i doniósł, kończyło się to więzieniem, konfiskatą majątku, a dzieci trafiały do sierocińca. – Postawy osób, które pomagały podziemiu do końca, a mamy takie przykłady, to były heroiczne osoby – mówi dr Muszyński. Trudno to wytłumaczyć patriotyzmem czy oporem wobec komuny.

Tagi:
żołnierze wyklęci

Reklama

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

2019-03-13 10:57

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 11/2019, str. II

Powiatowe obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych odbyły się 1 marca w kościele pw. Chrystusa Króla w Biłgoraju

Joanna Ferens
Złożenie kwiatów przy pomnikach ofiar UB

Uroczystości rozpoczęły się od Mszy św., którą w intencji polskich bohaterów sprawował proboszcz parafii Chrystusa Króla, ks. Józef Michalik.

– Wdzięczni Panu Bogu za dar Eucharystii gromadzimy się wokół Ołtarza Chrystusowego w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Będziemy prosić Boga o życie wieczne dla tych, którzy poświęcili swe życie i zdrowie w walce o wolną, niepodległą i suwerenną Polskę. Wspominamy naszych bohaterów, których stopniowo i żmudnie wydobywamy z prochów ziemi i ludzkiej niepamięci, na którą skazać ich chcieli oprawcy służb bezpieczeństwa. Oni oddali życie za Ojczyznę, za prawdę stając do walki z totalitaryzmami niemieckim i radzieckim oraz represjami komunistycznymi – mówił kapłan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ożary: pogrzeb senatora Wiesława Kiliana

2019-03-26 13:23

ako / Ożary / KAI

W parafii pw. św. Katarzyny w Ożarach odbył się dziś pogrzeb senatora Wiesława Kiliana. Uroczystości przewodniczył biskup Ignacy Dec. Polityk zmarł 15 marca w wieku 67 lat. Był senatorem PO a wcześniej politykiem PiS.

Marek Zygmunt

- Piątek to dzień tygodnia, w którym wydarzyła się najważniejsza śmierć w dziejach świata, śmierć Jezusa Chrystusa na drzewie krzyża, śmierć na odpuszczenie naszych grzechów, śmierć na zbawienie świata. Wysłuchaliśmy Ewangelii o szczególnej, zbawczej śmierci Jezusa, śmierci Boga-Człowieka. Ten fragment prowadzi nas dalej, do grobu kryjącego martwe ciało Jezusa, a potem do grobu pustego. Jezus zgodnie z zapowiedzą zmartwychwstał – mówił biskup.

Wspominając zmarłego bp Dec określił go jako człowieka szlachetnego, serdecznego i zawsze uśmiechniętego. "Był skromny i dumny ze swojego pochodzenia. Znamionowała go żywa, głęboka i radosna wiara w Boga. Kochał Kościół i bronił Kościoła. Był zawsze oddany wartościom, jakie wyniósł z domu rodzinnego i zawsze związany z miejscem z jakiego pochodził, z Ożarami" – mówił bp Dec.

W ostatnim pożegnaniu Wiesława Kiliana uczestniczyli m. in. proboszcz parafii w Ożarowie ks. Józef Mardyła, poseł Grzegorz Schetyna oraz marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

- Wiesław miał plan wycofać się z polityki i wrócić w rodzinne strony. Siedzieliśmy w innych ławach w Senacie i różniliśmy się w poglądach politycznych, ale łączyły nas wspólne wartości - mówił marszałek Senatu.

Prezydent Andrzej Duda pośmiertnie odznaczył Wiesława Kiliana Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności państwowej i publicznej. Pogrzeb odbył się przy wojskowej asyście honorowej.

Śp. Wiesław Kilian urodził się 25 lipca 1952 r. w Ząbkowicach Śląskich, zmarł 15 marca 2019 r. w Warszawie. Był najstarszym z szóstki synów Władysława i Edwarda. W 1979 r. ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 1998 -2002 sprawował mandat radnego Rady Miasta Wrocławia, od 2001 do 2002 zasiadał w Zarządzie Miasta Wrocławia. Należał do NSZZ „Solidarność”. Był posłem na sejm V i VI kadencji i senatorem VIII i IX kadencji.

Był senatorem PO, a wcześniej PiS.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra polowa: uczczono pamięć uczestników akcji pod Arsenałem

2019-03-26 20:43

kos / Warszawa (KAI)

W Warszawie odbyły się dziś obchody 76 rocznicy akcji pod Arsenałem, jednej z najbardziej brawurowych operacji wojskowych przeprowadzonych w stolicy przez Grupy Szturmowe Szarych Szeregów w okresie II wojny światowej. Dzięki niej z rąk Niemców udało się odbić 21 zakładników, m.in. Jana Bytnara ps. „Rudy”. W intencji uczestników akcji odprawiona została w katedrze polowej Wojska Polskiego Msza św., której przewodniczył ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego. Po zakończonej Eucharystii u zbiegu ul. Bielańskiej i Długiej w historycznym miejscu przeprowadzenia akcji odbył się apel pamięci.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Homilię wygłosił ks. ppłk Robert Krzysztofiak, kapelan Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, dziedziczącej tradycje jednostek AK, który przypomniał okoliczności i przebieg akcji pod Aresnałem. Podkreślił, że jej uczestnicy powinni być dla współczesnych wzorem do naśladowania. – Jesteśmy w katedrze polowej nie tylko po to, aby się modlić za uczestników akcji, ale również po to, by oddać im hołd i czerpać od nich wzorce do naśladowania, do życia zgodnie z wartościami, które przyświecały ich harcerskiemu życiu, zgodnie z dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna – powiedział.

Wyraził wdzięczność obecnym na Mszy św. kombatantom i uczestnikom II wojny światowej za świadectwo ich życia, które przekazują kolejnym pokoleniom. – Oni nadal pokazują, że warto dla wolności Ojczyzny poświęcić wszystko. Niech przesłanie „Rudego”, „Alka” i „Zośki” będzie dla nas przykładem jak postępować w życiu codziennym i świadczyć o wielkiej miłości do Boga, człowieka i Ojczyzny – zachęcał.

Eucharystię z ks. Dohnalikiem i ks. Krzysztofiakiem koncelebrował ks. Jerzego Błaszczaka, kapelan Szarych Szeregów. Uczestniczyli w niej kombatanci Armii Krajowej z prezesem Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Leszkiem Żukowskim, generałowie WP gen. dyw. Wiesław Kukuła, gen. bryg. Ryszard Pietras, dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, poczty sztandarowe wojskowe oraz szkolne, harcerze, a także członkowie grup rekonstrukcyjnych.

W trakcie Mszy św. poświęcona została tablica kpt. hm. Eugeniusza Stasieckiego, ps. „Piotr Pomian”, oficera 74. Górnośląskiego Pułku Piechoty w Lublińcu, zastępcy naczelnika „Szarych Szeregów”, zastępcy dowódcy Batalionu „Zośka”, poległego w Powstaniu Warszawskim, która zawiśnie w kościele garnizonowym w Lublińcu.

Po Mszy św. zebrani udali się pod budynek Arsenału, gdzie odbył się apel pamięci i ceremonia złożenia kwiatów przy głazie upamiętniającym akcję.

***

W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. Gestapo zaaresztowało Henryka Ostrowskiego ps. „Heniek”, komendanta hufca-plutonu Praga Grup Szturmowych Szarych Szeregów. „Heniek” został poddany brutalnemu śledztwu w celu pozyskania informacji o siatce, do której należał. Kilka dni później ta sama grupa Gestapo dokonała aresztowania Jana Bytnara, komendanta hufca-plutonu „Południe”.

W znanej książce Aleksandra Kamińskiego „Kamieniach na szaniec” Ostrowski został przedstawiony jako ten, który załamał się w śledztwie i zdradził Jana Bytnara „Rudego”. Aleksander Kamiński nie dysponował jednak informacjami, że „Heniek” niczego nie zdradził Niemcom, w rzeczywistości wszystkie materiały gestapowcy wydobyli ze znalezionych w jego mieszkaniu notatek. Wmawianie „Rudemu”, że Ostrowski załamał się w śledztwie, było celowe dla wydobycia zeznań od Bytnara.

Akcją odbicia „Rudego” dowodzili Stanisław Broniewski „Orsza”, a bezpośrednio Tadeusz Zawadzki „Zośka”. Wcześniej musiało się na nią zgodzić kierownictwo Szarych Szeregów.

Do ataku na więźniarkę doszło u zbiegu ulic Długiej i Bielańskiej w Warszawie w pobliżu budynku Arsenału. Samochód wiozący „Rudego” został obrzucony butelkami z benzyną i zatrzymany. W wyniku ostrzału dwóch żołnierzy podziemia zostało śmiertelnie rannych, a jeden schwytany i później rozstrzelany. Niemcy stracili 4 zabitych (załoga spalonej więźniarki Gestapo i policjant). Rannych zostało też 9 żołnierzy. „Rudego” przeniesiono do oczekującego nieopodal samochodu i wywieziono z miejsca akcji.

W akcji pod Arsenałem uwolniono 21 więźniów, wśród nich obok „Rudego” także Henryka Ostrowskiego „Heńka”. W sumie wzięło w niej udział 28 członków Szarych Szeregów. Następnego dnia w odwecie Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 Polaków i Żydów.

Tylko jedenastu uczestników akcji dożyło końca wojny. Dowódca grupy Tadeusz Zawadzki ps. „Zośka”, zginął 20 sierpnia 1943 r. w czasie rozbicia strażnicy granicznej w miejscowości Sieczychy. Odbity „Rudy” zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń zadanych przez gestapowców w czasie przesłuchania. Tego samego dnia zmarł także Aleksy Dawidowski „Alek”, ranny podczas ewakuacji spod Arsenału.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem