Reklama

Miłosierdzie, jedność, radość, człowiek, czyli o różnych spojrzeniach na nowego biskupa

2016-02-25 09:59

Adrianna Sierocińska
Edycja wrocławska 9/2016, str. 6-7

Krzysztof Kunert
Bp Jacek Kiciński

19 marca w uroczystość św. Józefa nowy biskup pomocniczy archidiecezji wrocławskiej przyjmie sakrę biskupią.
Jakie są jego plany i marzenia związane z posługą biskupa? Z o. Jackiem Kicińskim rozmawia Adrianna Sierocińska

ADRIANNA SIEROCIŃSKA: – Na początku naszej rozmowy nie sposób nie zapytać o wrażenia… Czy ta nominacja zaskoczyła Ojca Biskupa?

O. BP NOMINAT JACEK KICIŃSKI: – Nikt z nas, wybierając drogę życia kapłańskiego, nie nastawia się na to, że zostanie biskupem, tym bardziej jeśli jest do droga życia zakonnego. To dla mnie wielkie zaskoczenie. Jednak w duchu pokory i odpowiedzialności za dobro Kościoła wyraziłem swoje „tak” na posługę biskupa pomocniczego archidiecezji wrocławskiej.

– Pamiętam jedną z naszych rozmów, gdy dzielił się Ojciec świadectwem swojego powołania. Mówił Ojciec wówczas, że marzył o studiach na Politechnice Poznańskiej i początkowo nie myślał o wstąpieniu do zakonu. Teraz zostaje Ojciec mianowany biskupem. Pan Bóg ma poczucie humoru?

– Z pewnością Pan Bóg ma poczucie humoru, choć zawsze mówię moim studentom, że Pan Bóg nie niszczy naszych marzeń, ale je ukierunkowuje i nadaje nową jakość. Chciałem budować mosty – teraz buduję je między ludźmi a Panem Bogiem.

– Tuż po ogłoszeniu nominacji powiedział Ojciec, że chciałby być biskupem miłosierdzia. Co to znaczy?

– Mamy Rok Miłosierdzia w Kościele i on bardzo jasno wyznacza zakres mojej posługi. Być biskupem miłosierdzia to przede wszystkim poszukiwać człowieka, odnajdywać go i przyprowadzać do Boga, który jest Miłością. Podnosić go z grzechu i przywracać godność bycia dzieckiem Boga. To ważne w dzisiejszym świecie, by Miłosierdzie Boże dotykało każdego człowieka. Z miłosierdzia zawsze rodzi się jedność.

– Jakie zawołanie biskupie będzie Ojcu towarzyszyło w posłudze?

– Wybrałem słowa „ut unum sint” („aby byli jedno” – przyp. red.). To tytuł encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, która została opublikowana w 1995 r. dokładnie dwa dni przed moimi święceniami kapłańskimi. To zawołanie bardzo mocno zobowiązuje mnie do tego, aby tworzyć jedność. Jedność z Ojcem Świętym, z naszym arcybiskupem metropolitą wrocławskim, z kapłanami, osobami konsekrowanymi i ludem nam powierzonym ma dziś ogromne znaczenie.

– Jest Ojciec biskupem wyjątkowym ze względu na swoją przynależność do zgromadzenia klaretynów. W powojennej historii Wrocławia zdarzyło się po raz pierwszy, by biskupem został zakonnik. To ukłon Stolicy Apostolskiej w stronę osób konsekrowanych?

– Myślę, że Ojciec Święty nie sugeruje się przynależnością zakonną, ale z pewnością spogląda na daną osobę w perspektywie potrzeb duszpasterskich w danej archidiecezji. Kościół wrocławski dużo zawdzięcza osobom konsekrowanym: wielu kapłanów przyszło na te tereny do posługi duszpasterskiej, wiele sióstr zakonnych. W ten sposób z pewnością zostaje mocno podkreślony aspekt ich działalności, jestem za to bardzo wdzięczny papieżowi Franciszkowi.

– Do tej pory pełnił Ojciec funkcję wikariusza biskupiego ds. życia konsekrowanego. Czy osoby konsekrowane nadal będą bliskie Ojca sercu?

– Zawsze były, są i będą. To osoby, które wnoszą piękno w życie Kościoła. Gdyby nie zakonnicy, Kościół byłby ubogi. Jednym z elementów mojej posługi biskupiej będzie też współpraca z kapłanami. Wielu wspaniałych księży pracuje w naszej archidiecezji, moim marzeniem jest stworzenie jedności z nimi.

– Jest Ojciec związany ze wspólnotą Wawrzyny Plus. Czy mimo nowych obowiązków będzie Ojciec towarzyszył jej członkom w dalszym rozwoju duchowym?

– Z pewnością ich nie opuszczę! To jest wspólnota, która od samego początku formuje się wraz ze mną i bardzo ich sobie cenię. Na pewno będą stanowić dla mnie silne oparcie, zwłaszcza modlitewne. A ja będę ich wspierał, jak tylko będę mógł.

* * *

Wrocławscy dominikanie zapraszają na modlitwę Koronką do Miłosierdzia Bożego w intencji Biskupa Nominata. Modlitwa będzie odbywać się 17, 18 i 19 marca o godz. 15 w kościele Ojców Dominikanów przy pl. Dominikańskim 2. Św. Jacek – dominikanin – jest patronem nowego biskupa.

Tagi:
wywiad

Reklama

Prymas Polski: w sprawie wykorzystania osób małoletnich przez duchownych najważniejsze są osoby wykorzystane

2019-03-26 07:24

„Tylko przez otwarte zmierzenie się z tym problemem, wrażliwość na osoby skrzywdzone, a także ukaranie sprawców, Kościół może pokazywać drogę do rozwiązania tego problemu w skali globalnej” – mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak w wywiadzie dla najnowszego Przewodnika Katolickiego.

Episkopat.news

Publikujemy pełny tekst rozmowy:

Piotr Jóźwik, „Przewodnik Katolicki”: Zacznę nietypowo. Chciałem podziękować za to, że podczas prezentacji wyników badań na temat wykorzystania seksualnego nieletnich w Kościele przypomniał Ksiądz Prymas, że w tej sprawie najważniejsza powinna być dla nas nie obrona instytucji, a ofiar.

Abp Wojciech Polak: Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. W sprawie wykorzystania osób małoletnich przez duchownych najważniejsze są osoby wykorzystane. To z ich punktu widzenia powinniśmy do tego problemu podchodzić. Mówimy tutaj o dramacie człowieka, który został wykorzystany i skrzywdzony w swojej niewinności. Stąd też słowa, które powiedziałem na konferencji prasowej, że w moim sercu są ból, rozgoryczenie, wstyd i jednocześnie poczucie winy, że do czegoś takiego doszło w Kościele, wobec osób, które są naszymi siostrami i braćmi.

PK: W taki sposób myśli chyba wiele osób. To dlatego wśród nich pojawił się duży opór wobec słów, które wcześniej padły na tej konferencji – że wykorzystanie nieletnich jest problemem globalnym, że stworzono taką zbitkę słowną jak „pedofilia w Kościele”. Żeby było jasne: zgadzam się z tymi tezami. Ale nie mogę zgodzić się z tym, żeby prowadzona w taki sposób obrona instytucji miała pierwszeństwo przed ofiarami.

– Taką szeroką perspektywę też trzeba zakreślać, ale powinniśmy zacząć z drugiej strony, od człowieka. Chrystus stał się człowiekiem po to, abyśmy w każdym człowieku widzieli Jego oblicze. To dlatego Kościół mówi, że powinniśmy okazywać szacunek każdemu. Dlatego ten problem wewnątrz Kościoła jest tak bardzo bolesny. Jest jak krwawiąca rana. Tylko przez otwarte zmierzenie się z tym problemem, wrażliwość na osoby skrzywdzone, a także ukaranie sprawców, Kościół może pokazywać drogę do rozwiązania tego problemu w skali globalnej.

PK: Pomocniczy biskup z Krakowa Damian Muskus OFM powiedział: „ogarnia nas gniew na duchownych i przywódców Kościoła i na zawiedzione zaufanie, jakie w nich pokładamy”. Taki gniew może być „ślepy”, ale może być też „słuszny”. Czy taki „słuszny” gniew może być dla nas krokiem w stronę poważnego zmierzenia się z problemem, w którym – mam takie wrażenie – świeccy jak dotąd tylko przyglądali się temu, co zrobią biskupi?

– Papież Franciszek w sierpniowym liście do ludu Bożego pisze o odpowiedzialności nas wszystkich, nie tylko biskupów, ale całego Kościoła. Oby ten gniew nie był tylko dowodem pewnej bezradności, ale żeby pokazał, że przejmujemy się tym problemem i chcemy pomóc w jego rozwiązaniu. Jak? Chociażby przez podejście do osób skrzywdzonych, które boją się powiedzieć o swojej traumie nawet najbliższym i cierpią w samotności. Jeśli ten „słuszny gniew” otworzy na nich nasze serca, jeśli ich wysłuchamy i przyjmiemy, to może być to początek drogi ku uzdrowieniu.

PK: Ostatnio w Warszawie grupa świeckich uruchomiła telefon zaufania „Zranieni w Kościele”, pod który mogą dzwonić osoby, które zostały skrzywdzone przez duchownych. Za tą inicjatywą stoją fachowcy. A co w tej sprawie może zrobić zwykły człowiek?

– Wrócę do wrażliwości, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Postarajmy się ją przełożyć na konkretne zachowania: zdolność słuchania, niekwestionowania tego, co ktoś do nas mówi, nawet jeśli opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce lata temu. Pamiętajmy, że nie jest łatwo przełamać lęk i wstyd. Nie jest łatwo wyjść ze skorupy bólu i samotności.

PK: Modlitwa? Post?

– Jak najbardziej. Papież Franciszek mówi, że nie odbierając odpowiedzialności poszczególnym sprawcom, mamy tutaj do czynienia z działaniem Złego. A innej drogi niż modlitwa, post, przebłaganie i zadośćuczynienie nie ma, by przełamać to działanie. Innym sposobem jest też wspieranie duchownych, by dojrzewali na swojej kapłańskiej drodze i żeby budowali relacje z wiernymi w taki sposób, żeby wszyscy czuli, że razem odpowiadamy za to, co dzieje się w Kościele.

PK: Czy powinniśmy się modlić także za sprawców?

– Tak, ta modlitwa w pierwszym rzędzie dotyczy tego, żeby uznali oni zło, które popełniają, i żeby podjęli drogę nawrócenia i pokuty.

PK: Duży opór wywołały słowa o tym, że musimy być miłosierni dla sprawców…

– W miłosierdziu nie chodzi o pobłażliwość czy tanie współczucie. Prawdziwe miłosierdzie to stawanie w prawdzie i przyjęcie konsekwencji, które z prawdy płyną, niekiedy bardzo poważnych.

PK: Przejdźmy do zebranych danych. Co Księdza Prymasa najbardziej w nich uderzyło?

– Po pierwsze, choć mieliśmy świadomość istnienia tych wykroczeń, to mogliśmy zobaczyć ich skalę w Kościele w Polsce. Za danymi statystycznymi kryją się twarze konkretnych osób, które zostały skrzywdzone. Jestem przekonany, że nie jest to zbiór zamknięty. Istotna wydaje się również informacja, że wielu sprawców dopuszcza się tych czynów w wieku 30–40 lat, a więc już po kilku lub kilkunastu latach kapłaństwa. Musimy więc pracować nad stałą formacją księży i dbać o to, by dobrze przeżywali swoje kapłaństwo. To już się dzieje, zarówno w seminariach, jak i potem.

PK: A konkretniej?

– Dziś już standardowo w procesie rekrutacyjnym do seminariów przeprowadzamy screening psychologiczny, czyli szereg badań, w których jesteśmy w stanie wykluczyć takich kandydatów, których niedojrzałość nie pozwala na przyjęcie do seminarium. Ten test powinien jednak jeszcze bardziej zwracać uwagę na stronę psychoseksualną człowieka. Druga sprawa to ocena rozwoju i dojrzewania, także od strony ludzkiej kandydatów do kapłaństwa, podczas której nie tylko obserwuje się sam rozwój przyszłych duchownych, ale również go weryfikuje. Podobne badania powinniśmy przeprowadzać już po święceniach. Oczywiście z pomocą fachowców.

PK: Czy problemem nie są też codzienne relacje panujące w Kościele? Mówię tu o relacjach księży ze swoimi przełożonymi, czyli biskupami, kolegami, czyli innymi duchownymi i wreszcie świeckimi. Wydaje się, że tu mogłoby być dużo lepiej.

– To prawda. Te relacje muszą być przede wszystkim dojrzałe. Można to osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszy to stworzenie warunków sprzyjających budowaniu takich relacji. A więc po kolei. Księża powinni mieć zaufanie do swoich biskupów, żeby nie bali się im mówić nawet o najtrudniejszych sprawach. Tego nie da się zadekretować, to trzeba zbudować. Dalej, księżą nie powinni odcinać się od swoich kolegów – ktoś, kto zostaje z boku i żyje sam, będzie słabł. Wreszcie świeccy – oni nie powinni traktować księdza jedynie jako szafarza pewnych usług religijnych, ale powinni wchodzić z nim w relacje. I to takie, w których ksiądz jest jednym z członków wspólnoty. Dzięki temu w takiej wspólnocie można poruszać nawet trudne tematy i mówić prawdę prosto w oczy.

Drugi sposób budowania właściwych relacji to korzystanie z zasad, które pokazują, jak tworzyć dobrze działające i bezpieczne środowiska. Z takich reguł korzystają instytucje świeckie. Również Kościół powinien takie zasady przyjąć, jak choćby ta, by bez naprawdę ważnych powodów nie przyjmować dziecka w prywatnym pokoju. Takie i tym podobne wskazania będą zawarte w przygotowywanych w diecezjach programach prewencji.

PK: Uda nam się wyjść z tego kryzysu?

– Wszystko zależy od tego, jak do niego podejdziemy. Jeżeli będziemy realizować to, o czym wcześniej mówiliśmy – gotowość zmierzenia się z tym problemem, wrażliwość duchownych i świeckich na skrzywdzonych i troszczyć się o nich – to nam się uda. Ale jeśli uciekniemy w jakieś obronne reakcje albo zamkniemy się na ten problem, mówiąc na przykład, że trzeba go przeczekać, to skutek będzie opłakany. Mówiąc ewangelicznie: przyszycie nowej łaty do starego sukna nic nie da, spowoduje tylko jeszcze większe rozdarcie.

Piotr Jóźwik, „Przewodnik Katolicki” / Gniezno

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posłuszeństwo wiary Bogu

2019-03-20 09:25

Ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 14

„Zwiastowanie Pańskie można nazwać świętem wielkości i miłości Boga, a także pokory człowieka. Zwiastowanie i słowa anioła wypowiedziane do Maryi to najwyższe w dziejach pozdrowienie człowieka przez Boga” – powiedział kiedyś w jednej z homilii abp Wacław Depo, metropolita częstochowski. To właśnie w uroczystość Zwiastowania Pańskiego widzimy Maryję, która uczy nas posłuszeństwa wiary Bogu

Renáta Sedmáková/fotolia.com

Magisterium Kościoła w nauczaniu o zwiastowaniu i tajemnicy Wcielenia podkreśla prawdę o przeznaczeniu i wybraniu Maryi. „Było zaś wolą Ojca miłosierdzia, aby Wcielenie poprzedziła zgoda Tej, która przeznaczona została na matkę, by w ten sposób, podobnie jak niewiasta przyczyniła się do śmierci, tak również niewiasta przyczyniła się do życia” – czytamy w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” Soboru Watykańskiego II (n. 56).

Przeznaczenie Maryi

„Maryja odpowiedziała «posłuszeństwem wiary» (Rz 1, 5), pewna, że «dla Boga... nie ma nic niemożliwego»: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa» (Łk 1, 37-38). W ten sposób, zgadzając się na słowo Boże, Maryja stała się Matką Jezusa i przyjmując całym sercem Bożą wolę zbawienia, w czym nie przeszkodził Jej żaden grzech, oddała się całkowicie osobie i dziełu swego Syna, by dzięki łasce Bożej, pod zwierzchnictwem Syna i w zjednoczeniu z Nim, służyć tajemnicy Odkupienia” – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (n. 494).

Zwiastowanie i tajemnica Wcielenia

Św. Jan Paweł II w swojej encyklice „Redemptoris Mater” (Matka Odkupiciela) podkreśla: „Zwiastowanie anielskie jest więc objawieniem tajemnicy Wcielenia w samym zaczątku jego wypełnienia na ziemi” (n. 9).

Zwiastowanie jest momentem przełomowym w życiu Maryi. Św. Jan Paweł II wskazuje, że „jest także punktem wyjścia, od którego zaczyna się całe «itinerarium ku Bogu»: cała Jej droga wiary. Na tej zaś drodze w sposób niezwykły, zaiste heroiczny – owszem, z coraz większym heroizmem wiary – będzie się urzeczywistniać owo «posłuszeństwo», które wyznała wobec słowa Bożego objawienia” (n. 14).

Posłuszeństwo wiary – „fiat”

W uroczystość Zwiastowania Pańskiego odnajdujemy dla nas samych wielką lekcję pokory i posłuszeństwa wiary. Piękne świadectwo wypowiedział św. Jan Paweł II podczas audiencji generalnej 29 marca 2000 r., po pielgrzymce do Ziemi Świętej. „W liturgiczną uroczystość Zwiastowania, powracając jak gdyby do źródeł tajemnicy wiary, uklęknąłem w Grocie Zwiastowania w Nazarecie, gdzie w łonie Maryi «Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas» (J 1, 14). W modlitewnym milczeniu można tam usłyszeć «fiat» Maryi, które jest jakby echem Bożego «tak», pełnego miłości do człowieka, oraz «amen» odwiecznego Syna, które otwiera każdemu człowiekowi drogę zbawienia. Właśnie tam, w tym wzajemnym dawaniu się Chrystusa i Maryi, osadzone są wszystkie «drzwi święte». Tam, gdzie Bóg stał się człowiekiem, człowiek odnajduje swoją godność i swoje wzniosłe powołanie”– powiedział Ojciec Święty.

Życie Kościoła

Wydarzenie Zwiastowania i tajemnica Wcielenia są nierozerwalnie związane z tajemnicą śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Jak podkreśla w swoich wspomnieniach zatytułowanych „Iuxta crucem Tecum stare” arcybiskup senior Stanisław Nowak, „z prawdy o Chrystusie jako Słowie Wcielonym, Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym wyrasta wszystko w życiu i działalności Kościoła, i to we wszystkich jego wyrazach i wymiarach. Maryja, dzięki której Słowo Przedwieczne stało się ciałem i zamieszkało między nami (J 1, 14), odgrywać musi w życiu osobistym wiernych Kościoła, a także w jego działalności duszpasterskiej szczególną rolę”.

Modlitwa

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest dla nas zachętą do stałej modlitwy w naszym życiu osobistym i rodzinnym. Wydarzenie Zwiastowania upamiętniają szczególnie dwie modlitwy: „Zdrowaś Maryjo” i „Anioł Pański”. Trzeba nam do tych modlitw powrócić. Tak jak uczył nas tego św. Jan Paweł II – a czynił to za wskazaniami św. Ludwika Marii Grignion de Monfort z jego „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Ten święty autor pokazuje niezwykłą wartość tych właśnie modlitw dla naszego rozwoju duchowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: w sprawie wykorzystania osób małoletnich przez duchownych najważniejsze są osoby wykorzystane

2019-03-26 07:24

„Tylko przez otwarte zmierzenie się z tym problemem, wrażliwość na osoby skrzywdzone, a także ukaranie sprawców, Kościół może pokazywać drogę do rozwiązania tego problemu w skali globalnej” – mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak w wywiadzie dla najnowszego Przewodnika Katolickiego.

Episkopat.news

Publikujemy pełny tekst rozmowy:

Piotr Jóźwik, „Przewodnik Katolicki”: Zacznę nietypowo. Chciałem podziękować za to, że podczas prezentacji wyników badań na temat wykorzystania seksualnego nieletnich w Kościele przypomniał Ksiądz Prymas, że w tej sprawie najważniejsza powinna być dla nas nie obrona instytucji, a ofiar.

Abp Wojciech Polak: Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. W sprawie wykorzystania osób małoletnich przez duchownych najważniejsze są osoby wykorzystane. To z ich punktu widzenia powinniśmy do tego problemu podchodzić. Mówimy tutaj o dramacie człowieka, który został wykorzystany i skrzywdzony w swojej niewinności. Stąd też słowa, które powiedziałem na konferencji prasowej, że w moim sercu są ból, rozgoryczenie, wstyd i jednocześnie poczucie winy, że do czegoś takiego doszło w Kościele, wobec osób, które są naszymi siostrami i braćmi.

PK: W taki sposób myśli chyba wiele osób. To dlatego wśród nich pojawił się duży opór wobec słów, które wcześniej padły na tej konferencji – że wykorzystanie nieletnich jest problemem globalnym, że stworzono taką zbitkę słowną jak „pedofilia w Kościele”. Żeby było jasne: zgadzam się z tymi tezami. Ale nie mogę zgodzić się z tym, żeby prowadzona w taki sposób obrona instytucji miała pierwszeństwo przed ofiarami.

– Taką szeroką perspektywę też trzeba zakreślać, ale powinniśmy zacząć z drugiej strony, od człowieka. Chrystus stał się człowiekiem po to, abyśmy w każdym człowieku widzieli Jego oblicze. To dlatego Kościół mówi, że powinniśmy okazywać szacunek każdemu. Dlatego ten problem wewnątrz Kościoła jest tak bardzo bolesny. Jest jak krwawiąca rana. Tylko przez otwarte zmierzenie się z tym problemem, wrażliwość na osoby skrzywdzone, a także ukaranie sprawców, Kościół może pokazywać drogę do rozwiązania tego problemu w skali globalnej.

PK: Pomocniczy biskup z Krakowa Damian Muskus OFM powiedział: „ogarnia nas gniew na duchownych i przywódców Kościoła i na zawiedzione zaufanie, jakie w nich pokładamy”. Taki gniew może być „ślepy”, ale może być też „słuszny”. Czy taki „słuszny” gniew może być dla nas krokiem w stronę poważnego zmierzenia się z problemem, w którym – mam takie wrażenie – świeccy jak dotąd tylko przyglądali się temu, co zrobią biskupi?

– Papież Franciszek w sierpniowym liście do ludu Bożego pisze o odpowiedzialności nas wszystkich, nie tylko biskupów, ale całego Kościoła. Oby ten gniew nie był tylko dowodem pewnej bezradności, ale żeby pokazał, że przejmujemy się tym problemem i chcemy pomóc w jego rozwiązaniu. Jak? Chociażby przez podejście do osób skrzywdzonych, które boją się powiedzieć o swojej traumie nawet najbliższym i cierpią w samotności. Jeśli ten „słuszny gniew” otworzy na nich nasze serca, jeśli ich wysłuchamy i przyjmiemy, to może być to początek drogi ku uzdrowieniu.

PK: Ostatnio w Warszawie grupa świeckich uruchomiła telefon zaufania „Zranieni w Kościele”, pod który mogą dzwonić osoby, które zostały skrzywdzone przez duchownych. Za tą inicjatywą stoją fachowcy. A co w tej sprawie może zrobić zwykły człowiek?

– Wrócę do wrażliwości, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Postarajmy się ją przełożyć na konkretne zachowania: zdolność słuchania, niekwestionowania tego, co ktoś do nas mówi, nawet jeśli opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce lata temu. Pamiętajmy, że nie jest łatwo przełamać lęk i wstyd. Nie jest łatwo wyjść ze skorupy bólu i samotności.

PK: Modlitwa? Post?

– Jak najbardziej. Papież Franciszek mówi, że nie odbierając odpowiedzialności poszczególnym sprawcom, mamy tutaj do czynienia z działaniem Złego. A innej drogi niż modlitwa, post, przebłaganie i zadośćuczynienie nie ma, by przełamać to działanie. Innym sposobem jest też wspieranie duchownych, by dojrzewali na swojej kapłańskiej drodze i żeby budowali relacje z wiernymi w taki sposób, żeby wszyscy czuli, że razem odpowiadamy za to, co dzieje się w Kościele.

PK: Czy powinniśmy się modlić także za sprawców?

– Tak, ta modlitwa w pierwszym rzędzie dotyczy tego, żeby uznali oni zło, które popełniają, i żeby podjęli drogę nawrócenia i pokuty.

PK: Duży opór wywołały słowa o tym, że musimy być miłosierni dla sprawców…

– W miłosierdziu nie chodzi o pobłażliwość czy tanie współczucie. Prawdziwe miłosierdzie to stawanie w prawdzie i przyjęcie konsekwencji, które z prawdy płyną, niekiedy bardzo poważnych.

PK: Przejdźmy do zebranych danych. Co Księdza Prymasa najbardziej w nich uderzyło?

– Po pierwsze, choć mieliśmy świadomość istnienia tych wykroczeń, to mogliśmy zobaczyć ich skalę w Kościele w Polsce. Za danymi statystycznymi kryją się twarze konkretnych osób, które zostały skrzywdzone. Jestem przekonany, że nie jest to zbiór zamknięty. Istotna wydaje się również informacja, że wielu sprawców dopuszcza się tych czynów w wieku 30–40 lat, a więc już po kilku lub kilkunastu latach kapłaństwa. Musimy więc pracować nad stałą formacją księży i dbać o to, by dobrze przeżywali swoje kapłaństwo. To już się dzieje, zarówno w seminariach, jak i potem.

PK: A konkretniej?

– Dziś już standardowo w procesie rekrutacyjnym do seminariów przeprowadzamy screening psychologiczny, czyli szereg badań, w których jesteśmy w stanie wykluczyć takich kandydatów, których niedojrzałość nie pozwala na przyjęcie do seminarium. Ten test powinien jednak jeszcze bardziej zwracać uwagę na stronę psychoseksualną człowieka. Druga sprawa to ocena rozwoju i dojrzewania, także od strony ludzkiej kandydatów do kapłaństwa, podczas której nie tylko obserwuje się sam rozwój przyszłych duchownych, ale również go weryfikuje. Podobne badania powinniśmy przeprowadzać już po święceniach. Oczywiście z pomocą fachowców.

PK: Czy problemem nie są też codzienne relacje panujące w Kościele? Mówię tu o relacjach księży ze swoimi przełożonymi, czyli biskupami, kolegami, czyli innymi duchownymi i wreszcie świeckimi. Wydaje się, że tu mogłoby być dużo lepiej.

– To prawda. Te relacje muszą być przede wszystkim dojrzałe. Można to osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszy to stworzenie warunków sprzyjających budowaniu takich relacji. A więc po kolei. Księża powinni mieć zaufanie do swoich biskupów, żeby nie bali się im mówić nawet o najtrudniejszych sprawach. Tego nie da się zadekretować, to trzeba zbudować. Dalej, księżą nie powinni odcinać się od swoich kolegów – ktoś, kto zostaje z boku i żyje sam, będzie słabł. Wreszcie świeccy – oni nie powinni traktować księdza jedynie jako szafarza pewnych usług religijnych, ale powinni wchodzić z nim w relacje. I to takie, w których ksiądz jest jednym z członków wspólnoty. Dzięki temu w takiej wspólnocie można poruszać nawet trudne tematy i mówić prawdę prosto w oczy.

Drugi sposób budowania właściwych relacji to korzystanie z zasad, które pokazują, jak tworzyć dobrze działające i bezpieczne środowiska. Z takich reguł korzystają instytucje świeckie. Również Kościół powinien takie zasady przyjąć, jak choćby ta, by bez naprawdę ważnych powodów nie przyjmować dziecka w prywatnym pokoju. Takie i tym podobne wskazania będą zawarte w przygotowywanych w diecezjach programach prewencji.

PK: Uda nam się wyjść z tego kryzysu?

– Wszystko zależy od tego, jak do niego podejdziemy. Jeżeli będziemy realizować to, o czym wcześniej mówiliśmy – gotowość zmierzenia się z tym problemem, wrażliwość duchownych i świeckich na skrzywdzonych i troszczyć się o nich – to nam się uda. Ale jeśli uciekniemy w jakieś obronne reakcje albo zamkniemy się na ten problem, mówiąc na przykład, że trzeba go przeczekać, to skutek będzie opłakany. Mówiąc ewangelicznie: przyszycie nowej łaty do starego sukna nic nie da, spowoduje tylko jeszcze większe rozdarcie.

Piotr Jóźwik, „Przewodnik Katolicki” / Gniezno

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem