Reklama

Edytorial

Wspólnota ducha, a nie banków

2016-03-02 08:33

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 10/2016, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Czy Europa będzie wspólnotą ducha, przyjazną ludziom i narodom, czy zimną korporacją, z bankami, marketami i biurami? Od odpowiedzi na to pytanie zależy los sztafety pokoleń podążających ku przyszłości. Ale jakiej przyszłości? – to kolejne pytanie. Czy Europa będzie w stanie uratować swoją duszę w tak bardzo zmaterializowanej i zagrożonej rzeczywistości?

Podobno nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak niewielu ludzi trzyma świat w garści i jak niewyobrażalnych spekulacji dopuszczają się międzynarodowe korporacje – sygnalizuje Maciej Pawlicki we wstępie do bardzo odważnej książki Janusza Szewczaka pt. „Banksterzy. Kulisy globalnej zmowy”, wydanej ostatnio w Białym Kruku. Czytamy tam: „Gdyby wszyscy naraz udali się teraz do banków po swoje oszczędności, otrzymaliby nie więcej niż kilka procent z tego, co mają na kontach”. A to oznacza, że w realu istnieje tylko cząstka pieniędzy, które w ogromnych cyfrach wypisywane są na papierach. Gigantyczne zyski powstają więc w wyniku spekulacji, obrotu pieniądzem bezgotówkowym. A konkretnie – banki handlują naszymi kredytami i na tym zarabiają. W ich interesie jest, aby kredyty nie były szybko spłacane. W ten sposób „homo sapiens” staje się coraz bardziej „homo creditus”. Wielkie instytucje finansowe rządzą światem, zniewalając swoimi kredytami. Mamy więc do czynienia z rodzajem współczesnego niewolnictwa, które dotyka kolejnych pokoleń, niespłacone długi przechodzą bowiem z ojców na synów. Janusz Szewczak zastanawia się, „co będzie, gdy pęknie ta gigantyczna bania spekulacyjna, która wisi nad światem”. Jego zdaniem, „bankowa ośmiornica” może przynieść efekt gorszy od bomb atomowych. To wstrząsające prognozy. Ale, niestety, „bankowy potwór” doprowadza do bankructwa coraz więcej rodzin i swoimi mackami sięga po młodych ludzi, którzy bez kredytu nie są w stanie startować w samodzielne życie. Tak jest na świecie, tak jest również w Europie.

Zobacz także: Edytorial 10/2016

Nie takiej Europy chcieli jej ojcowie założyciele, trzej katolicy: Robert Schuman (Francuz), Alcide De Gasperi (Włoch) i Konrad Adenauer (Niemiec) – wielcy politycy, architekci jedności współczesnej Europy, a zarazem wielcy ludzie. O Schumanie np. mówiono, że to „święty w garniturze”. Europa w ich ujęciu miała być oparta na wspólnocie ducha, a nie na bankach. Sens budowania demokracji ojcowie Europy widzieli tylko na fundamencie chrześcijaństwa, sami byli wzorowymi chrześcijanami. Schuman, dwukrotny premier Francji, każdy dzień rozpoczynał od Mszy św. i w kontakcie z Bogiem szukał odpowiedzi na pytania o kształt Europy. Miał zostać księdzem, ale usłyszał, że więcej może zdziałać w życiu świeckim, w garniturze i krawacie, niż w koloratce. Obecnie toczy się jego proces beatyfikacyjny.

Reklama

Ojcem współczesnej Europy jest z pewnością także św. Jan Paweł II. Tak wiele razy wyjaśniał, na czym polegała duchowa potęga chrześcijańskiej Europy. W książce „Pamięć i tożsamość” napisał: „Kraje Europy Zachodniej mają najdłuższą tradycję chrześcijańską. W krajach tych kultura chrześcijańska osiągnęła swoje szczyty. Ich narody ubogaciły Kościół wielką liczbą świętych”. Papież Polak przestrzegał, aby Europa nie pozwoliła się wchłonąć cywilizacji technicznej, z jednoczesnym narażeniem na utratę wiary. Mówił, że „gdy miejsce wierzących i świętych zajmują ludzie bez Boga, wówczas prawem staje się egoizm i nienawiść”. Gdy zaś to miejsce chce zająć bankier, prawem staje się zysk i wyzysk.

A co z duszą Europy, co z fundamentem Europy zbudowanym na Ewangelii i Dekalogu?

Tagi:
edytorial

Dusza „Niedzieli” się nie zmienia

2019-04-03 10:07

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli” do 31 marca 2019 r.
Niedziela Ogólnopolska 14/2019, str. 2

W naszym życiu są powitania i pożegnania. Jest czas wielkiego wysiłku zdobywania szczytów, ale potem przychodzi czas odpoczynku. Dlatego pragnę się pożegnać jako redaktor naczelna – oddaję młodszym ster kierowania „Niedzielą”, z którą jestem związana od 1981 r., od jej wznowienia po zawieszeniu w czasach komunistycznych. Wraz z naszym tygodnikiem przeszłam przez różne epoki: od ołówka i tradycyjnej maszyny do pisania do komputera i sieci internetowej. Na moich oczach szpalty „Niedzieli” wchodziły w elektroniczną przestrzeń i w najnowocześniejsze technologie przetwarzania tekstu i obrazu. Doczekaliśmy chwili, gdy redakcja jest całkowicie skomputeryzowana, a produkcja elektroniczna zastępuje wysłużoną drukarską maszynę Gutenberga.

Obecnie „Niedziela” to nowoczesna grupa medialna z bogatą tradycją, dysponująca własną telewizją i studiem radiowym, wielokrotnie wyróżniana i nagradzana różnymi Laurami, Feniksami, a przede wszystkim katolickim Noblem, czyli Totusem medialnym. Te wszystkie sukcesy to głównie wielka zasługa mojego poprzednika – ks. inf. Ireneusza Skubisia, nestora dziennikarstwa katolickiego, który medialny gmach „Niedzieli” budował, a ja od studenckich lat towarzyszyłam temu dziełu tworzenia. Dzisiaj dziękuję za wspólną dziennikarską i formacyjną drogę. Pismo wciąż się rozwija, ukazuje w nowych odsłonach, aby nadążyć za zmieniającym się światem. Ktoś powiedział, że gdy otwiera się gazetę katolicką, to wchodzi się niejako w przestrzeń, w której mieszka Pan Bóg. A to zobowiązuje... W przypadku „Niedzieli” ważne jest to, że niezależnie od wszelkich mód i trendów pozostaje sobą – dusza „Niedzieli” się nie zmienia, chociaż zmienia się świat. Jest zawsze wierna Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, zakorzeniona w dziedzictwie świętych patronów Europy. Miałam zaszczyt – jako redaktor naczelna – usłyszeć na żywo, jak papież Franciszek, wobec całego świata, powiedział na Placu św. Piotra w Rzymie, że „Niedziela” jest „wielkim darem Bożej Opatrzności dla Narodu”. I taką „Niedzielę” oddaję w ręce mojego Następcy na stanowisku redaktora naczelnego.

Zobacz także: Dusza "Niedzieli" się nie zmienia

Wszystko w moim życiu dzieje się bardzo szybko, dlatego przez te lata nawet nie zdążyłam się urządzić w gabinecie naczelnego po nominacji w 2014 r. Pozostałam w pokoju pracy na froncie redakcyjnych zmagań ze szpaltami i kolumnami, co przez kochanego bp. Józefa Zawitkowskiego zostało określone jako taniec baletnicy, która z figur artystycznych układa taneczną symfonię, czyli kolejną gazetę. Na pożegnanie pragnę podziękować przede wszystkim abp. Wacławowi Depo, który obdarzył mnie ogromnym zaufaniem i powierzył funkcję szefa „Niedzieli”. Z pewnością zaryzykował, bo byłam wtedy pierwszą kobietą w Europie, która objęła takie stanowisko. A na koniec Ksiądz Arcybiskup wręczył mi papieskie wyróżnienie „Pro Ecclesia et Pontifice”, o które poprosił w Stolicy Apostolskiej. Hierarchom w całej Polsce jestem wdzięczna za wsparcie w każdej potrzebie i obfite błogosławienie naszych inicjatyw. Wielka wdzięczność należy się Kapłanom, którzy trudzą się, aby gazeta katolicka dotarła do polskich rodzin po każdej niedzielnej Mszy św. Pozdrawiam wszystkich Czytelników tworzących rodzinę „Niedzieli”. Dziękuję Bogu, że jesteście. Wielką wdzięczność kieruję do wspaniałych Autorów z Polski i z zagranicy, którzy zawsze odpowiadali pozytywnie na moje prośby o teksty i z radością chcieli pisać do naszego tygodnika. Zdobyliśmy dla „Niedzieli” publicystów i felietonistów z najwyższej półki. Do sukcesów zaliczam też odkrycie nowych śladów Zofii Kossak, potwierdzających, że ta wybitna pisarka była naszą redaktorką i autorką, a „Niedzielę” nazwała swoim „kochanym dzieckiem”. Przez prawie pięć lat pod szyldem „Niedzieli” miałam zaszczyt dowodzić wspaniałą redakcyjną Załogą w Częstochowie i w 19 edycjach diecezjalnych. Kocham Was i już za Wami tęsknię, tym bardziej że zabrakło czasu na więcej spotkań, za co przepraszam. Razem zdobywaliśmy medialne „himalaje”. A mamy tak niesamowitą siłę przekazu, że w 1999 r. – można powiedzieć – „wywołaliśmy” pielgrzymkę Jana Pawła II do Częstochowy. Miał nie przyjechać, a przyjechał, bo „Niedziela” napisała, że przyjedzie, i w dodatku zaprosiła na spotkanie z Ojcem Świętym na Jasnej Górze całą Polskę. Mojemu Następcy – ks. dr. Jarosławowi Grabowskiemu życzę jak najwięcej takich dziennikarskich wpadek. Niech Pan Bóg błogosławi na wszystkich drogach redaktorskiego trudu. Niech przez medialny przekaz „Niedziela” posyła jak najwięcej dobrych wiadomości, wzmacnia formację wiernych i łowi nowe dusze dla Chrystusa. Żal odchodzić, ale to się dzieje naprawdę, chociaż w kalendarzu widzę 1 kwietnia 2019 r. jako datę odejścia ze stanowiska. A może mam jeszcze do zdobycia następne „himalaje”... Dziękuję wszystkim za wszystko i przepraszam za niedoskonałości. Specjalna wdzięczność należy się Dyrekcji Drukarni w Krakowie i Dostawcy papieru za pracę w rodzinnej atmosferze. I jeszcze najważniejsze – wielkie Bóg zapłać Księżom, Siostrom zakonnym, Ojcom i Braciom w klasztorach, którzy się modlą za „Niedzielę”, na czele z liczącym 101 lat kochanym o. Jerzym Tomzińskim. Modlitewne wsparcie jest wyjątkowo ważne w tym przełomowym czasie, gdy komunikacja przenosi się do Internetu i tradycyjne gazety papierowe trzeba otoczyć szczególną troską. Proszę, pozostańmy w modlitewnej łączności, przede wszystkim podczas codziennego Apelu Jasnogórskiego oraz na Mszach św. o godz. 7.30 w każdą pierwszą sobotę miesiąca. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Czwartek - nasącz modlitwą...

2019-04-18 01:56

Agnieszka Bugała

Wielki Czwartek ze służebnicą Bożą s. Leonią Nastał

pixabay

Święte Triduum to dni wielkiej Obecności i... Nieobecności Jezusa. Tajemnica Wielkiego Czwartku – z ustanowieniem Eucharystii i kapłaństwa – wciąga nas w przepastną ciszę Ciemnicy. Wielki Piątek, po straszliwej Męce Pana, zostawia nas nagle samych na środku drogi. Zapada cisza, która gęstnieje. Mrok, w którym nie ma Światła. Wielka Sobota – serce nabrzmiewa od strachu, oczekiwanie zadaje ból fizyczny. Wróci? Przyjdzie? Czy dobrze to wszystko zrozumieliśmy? Święte Triduum – dni, których nie można przegapić. Dni, które trzeba nasączyć modlitwą i trwaniem przy Jezusie.

Kiedy w nocy w Wielki Czwartek pojmano Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, Apostołowie przestraszyli się i uciekli. Zostawili Go samego, dlatego Ewangelie nie wspominają nic o torturach Jezusa wycierpianych w nocy. Co wtedy przeżywał? Co się działo w otchłani więzienia? Łaskę poznania i wtajemniczenia w grozę tej nocy otrzymała s. Leonia Nastał, służebniczka Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, dziś służebnica Boża. Oto słowa Jezusa, które zanotowała w dzienniku duchowym „Uwierzyłam Miłości”:

„Noc w lochu więziennym. Co i ile tam cierpiałem, okryte jest również mrokiem tajemnic. Nie miałem tam świadka, który by patrzył na moje bóle, męki i cierpienia. (...) Siepacze wtrącili Mnie, po przesłuchaniu u arcykapłanów żydowskich, do więzienia, ale nie zostawili Mnie tam samego. Rozpoczęli ze Mną straszliwą igraszkę wśród ciemności nocnych. Siepacze ustawili się w kątach lochu i odrzucali Mnie jeden drugiemu z całej mocy, jak się odrzuca piłkę. Kiedy im się uprzykrzył ten rodzaj zabawy, chwycili Mnie za ręce i, ciągnąc w przeciwne strony, próbowali swoich sił moim kosztem. Równocześnie inni siepacze wbijali ostre iglice w moje ciało. Ile omdlewających bólów cierpiałem wówczas. Wreszcie rzucili Mnie na ziemię. Jeden z siepaczy stanął na mojej głowie, inny na piersiach, a jeszcze inny na nogach, i cisnęli Mnie do ziemi całą siłą swojego ciężaru. Przechodzili przeze Mnie (...). Byli i tacy, którzy usiłowali wyłamywać poszczególne palce moich rąk, uderzali głową moją o słup kamienny. Jakaś zaciekłość, iście szatańska, popychała tych nieszczęśników do coraz to nowych okrucieństw i znęcania się nad bezbronną ofiarą. W Sercu moim panowała w czasie tych katuszy niczym niezmącona słodycz, dobroć, litość dla biednych ludzi. Nie wydałem ani jednej skargi, ani jednego wyrzutu niewdzięczności. Usiłowałem wpłynąć swoją łaską na ich dusze, ale serca ich były już zatwardziałe. Nie chcieli sobie odmówić przyjemności, jaką znajdowali w katowaniu Mnie. Milczałem wówczas…”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Baranek i wspólnota to tajemnice każdej Mszy św.

2019-04-19 09:50

Ks.mf, Magda Nowak / Częstochowa (KAI)

„Baranek i wspólnota, to dwie nieodłączne tajemnice każdej Mszy świętej” - mówił w homilii bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, który przewodniczył Mszy Wieczerzy Pańskiej w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie.

Marian Sztajner/Niedziela

Odnosząc się do słów z Księgi Wyjścia „niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. Jeśliby zaś rodzina była za mała do spożycia baranka, to niech się postara o niego razem ze swym sąsiadem, który mieszka najbliżej jego domu” bp Przybylski przypomniał, że „Baranek ofiarny to dla nas Chrystus, bo zawsze kiedy przyjmujemy Jego Ciało przed komunią św. to słyszymy te słowa: oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”.

- Czy przyjmujemy Chrystusa w czasie komunii tylko dla siebie i tylko dla własnej pobożności, świętości, bliskości z Bogiem? – pytał biskup. – Bogu chodzi o wspólnotę, bo tych wszystkich najważniejszych tajemnic, które w tych dniach będziemy przeżywać, Bóg nie czyni dla siebie. Bóg nie ponosi cierpienia dla samego siebie, żeby pokazać swoje bohaterstwo, Bóg nie umiera na krzyżu dla samego siebie i wreszcie nie zmartwychwstaje dla samego siebie, ale dla nas, dla każdego z nas – zaznaczył biskup.

- Jezus Chrystus poprzez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie nie chciał wywyższyć siebie. Uczynił to tylko ze względu na nas – kontynuował bp Przybylski.

Wskazując na znaczenie słowa wspólnota bp Przybylski podkreślił, że „Eucharystia kształtuje w nas zdolność do jedności” - Tylko we wspólnocie jesteśmy wiarygodnymi uczniami Chrystusa – przypomniał biskup i przestrzegał: „Kiedy będziemy głosić Ewangelię i nie będziemy żyć we wspólnocie, i nie będziemy zdolni do jedności, to nasza ewangelizacja nie będzie skuteczna, bo nam nikt nie uwierzy, że jesteśmy reprezentantami Boga, a nie umiemy jak Bóg się miłować, przebaczać, być jednym”.

Biskup przypomniał również, że „Kościół to relacja z Bogiem i nasze wzajemne relacje, a nie organizacja społeczna, stowarzyszenie czy instytucja”.

Liturgia Wielkiego Czwartku połączona była z obrzędem umycia nóg, podczas którego bp Przybylski obmył nogi dwunastu mężczyznom na znak, jaki uczynił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy obmywając stopy dwunastu apostołom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem