Reklama

Forum wizja Rozwoju

Ks. Pawlukiewicz na żywo

2016-03-22 11:14

Wojciech Dudkiewicz
Edycja warszawska 13/2016, str. 6-7

Internet

Mówi zrozumiałym i obrazowym językiem, który trafia do ludzi, szczególnie młodych. To jeden z powodów, że na kazania i rekolekcje ks. Piotra Pawlukiewicza ściągają tłumy wiernych. Z daleka

Dla wielu Msza św. o niewygodnej godzinie 15. w warszawskim kościele akademickim św. Anny stała się nawykiem. Wiadomo: odprawi ją i kazanie wygłosi ks. Piotr Pawlukiewicz, jeden z bardziej znanych i cenionych w Polsce kaznodziei. Jednak rektor kościoła ks. Jacek Siekierski zastrzega, że nie zawsze o tej godzinie 15. ks. Pawlukiewicz w św. Annie jest.

– Bo często zapraszają go gdzie indziej – tłumaczy ks. Siekierski. – W Polsce jest mnóstwo ludzi, którzy chcą osobiście posłuchać i zobaczyć ks. Pawlukiewicza. Znają go z Internetu, książek, ale nie chcą opakowania zastępczego, chcą księdza na żywo. A my nie trzymamy ks. Piotra tylko dla siebie.

W szczegółach i ogólnie

Ks. Pawlukiewicz na żywo, fragment homilii: „Mieliśmy piękne spowiedzi. Przychodzili panowie. – Proszę księdza, chciałbym się wyspowiadać. Nie byłem u spowiedzi 30 lat. Mówię: – Brachu, czekam na ciebie, klękaj. – Proszę księdza: w szczegółach, czy ogólnie?!... Ludzie mówią: – Wstydzę się, proszę księdza, dobrze, że są te kratki w konfesjonale. Mówię: – Klękaj, nie patrzę kto, mów, krótko, treściwie. Zupełnie źle jest, gdy ktoś przychodzi i mówi z wyraźna radością: – Proszę księdza, jakie ja mam grzechy! Zacznę od soboty, od godziny 20...”.

Reklama

Ks. Pawlukiewicz, lat 56, doktor teologii pastoralnej, rekolekcjonista, kaznodzieja, autor książek o małżeństwie, płciowości i miłości, wykładowca m.in. homiletyki w Wyższym Metropolitarnym Seminarium Duchownym w Warszawie i Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie, Sekcja św. Jana Chrzciciela. „Jestem kaznodzieją ludowym, głoszę rekolekcje dla dzieci, dorosłych, młodzieży, sióstr zakonnych, księży kleryków, głoszę Słowo Boże” – mówił o sobie w Radiu PiK.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1985 r. Przez dwa lata pracował jako wikariusz w parafii św. Wincentego à Paulo w Otwocku. Członek redakcji radiowej Mszy św. w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie. W latach 90. XX wieku był szefem Radia Józef i duszpasterzem parlamentarzystów. Poza Polską głosił rekolekcje dla środowisk polonijnych w całej Europie i w USA. I wszędzie... był słuchany.

Przykłady z życia

Ks. Bogdan Bartołd, dziś proboszcz warszawskiej parafii archikatedralnej, poznał ks. Pawlukiewicza w seminarium. Już wtedy dał się poznać kolegom jako człowiek wszechstronnie uzdolniony. – W czasie ćwiczeń z homiletyki, gdy my usiłowaliśmy uprawiać wyższą teologię, on zasłynął oryginalnymi kazaniami wygłaszanymi językiem prostym, zdecydowanym, z wieloma przykładami z życia – mówi ks. Bartołd.

Był jednym z najlepszych studentów seminarium, a do tego uzdolnionym muzycznie, aktorsko i literacko. Gdy było trzeba, grał i śpiewał, komponował i pisał scenkę teatralną. Do dziś sypie dialogami z filmów, śpiewa piosenki z lat 70., 80. i bawi dowcipem. – Mówiliśmy na niego Pawluk, albo Piter. Przychodziliśmy do Pitera i pytaliśmy, czy ma jakiś nowy dowcip – zawsze jakimiś dysponował. Mądrymi, na poziomie, do dziś ma do nich świetną pamięć – mówi ks. Bartołd.

W latach 80. ks. Pawlukiewicz założył zespół „Kontrast”, grający chrześcijańskiego soft rocka, w którym grał na gitarze i śpiewał. Zespół w latach 1990-94 wydał kilka kaset (piosenki „Kontrastu” są dostępne na stronie ks. Pawlukiewicza w Internecie). Po latach sam oceniał: „Największy pożytek z mojego muzykowania, to ostateczne przekonanie się, że z tymi marzeniami o karierze muzyka to była pomyłka”. To zbyt surowa ocena. Przyjaciele Księdza mają inne zdanie. Ks. Jacek Siekierski doskonale zna hit zespołu ks. Pawlukiewicza „Kaziu, Kaziu”, który wszyscy nucili.

Jestem Piotr-raptus

Gdy kilka lat po skończeniu seminarium ks. Pawlukiewicz zaczął w kościele św. Anny odprawiać Mszę św. o godz. 15, szybko stała się słynna w Warszawie. – Wypromował „Piętnastkę” i bardzo pilnował, żeby zawsze na niej być – mówi ks. Bartołd. To wtedy dał się poznać jako świetny kaznodzieja. – Potrafił obserwować różne sytuacje życiowe i w nich znaleźć Pana Boga. Pytał: „Panowie, duszpasterze, co tam ciekawego się wydarzyło?”. Opowiadaliśmy, a potem przytaczał te przykłady w czasie homilii. Do tego mówił językiem zrozumiałym, okraszonym przykładami z życia. Przyciągało to ludzi.

Ks. Pawlukiewicz na żywo, fragment wywiadu: – Swoje homilie głosi Ksiądz bardzo ekspresyjnie. Czy to pomaga w dotarciu do ludzi?

– Na mój sposób mówienia zapewne wpływa praca w radiu. W radiu mówi się szybko, nikt nie cedzi słów. To wynika także z mojej konstrukcji psychofizycznej. Kiedy coś mnie fascynuje – zapalam się. Wtedy ręce same gestykulują, słowa padają z szybkością pocisku karabinu maszynowego. Jakbym się bał, że zabraknie mi czasu na powiedzenie wszystkiego. To, oczywiście, czasami przeszkadza i mówią: za szybko ksiądz mówił. Wtedy odpowiadam: jestem Piotr-raptus. Proszę mi zwracać uwagę, to nieco wyhamuję.

Dar obserwacji

Dwa lata wyżej w warszawskim seminarium był ks. Bogdan Kowalski, dziś proboszcz parafii katedralnej na Pradze. Byli najbliższymi kolegami, bliskimi przyjaciółmi i są nimi do dziś. Wiedzą o tym proboszczowie nie tylko w Warszawie i do dziś proszą ks. Kowalskiego o „załatwienie” Pawlukiewicza na rekolekcje. Bo wiadomo: gdy przyjedzie ks. Pawlukiewicz, to rekolekcje będą ciekawe.

Z ks. Bogusławem Kowalskim chodzili razem na mecze, ale… w innych celach. – Ja mecz oglądałem, Piotr tylko zerkał na boisko, ale bacznie się rozglądał. Obserwował kibiców, ich reakcje – opowiada ks. Kowalski. – Jak gąbka na wchłanianie wody, tak Piotr jest nastawiony na obserwacje i słuchanie ludzi.

– Ma nieprawdopodobny dar obserwacji – mówi ks. Kowalski. – W towarzystwie zawsze mógł sprawiać wrażenie człowieka zamkniętego. Siedział, rozglądał się, gdy było więcej osób, rzadko zabierał głos. Ale słuchał. Coś opowiadałem, a potem słyszę to w kazaniu. Powoływał się: „Jak opowiadał ks. Boguś…”, i świetnie to ubrał w kazanie. Wychwytywał rzeczy, których ja nie dostrzegałem i robił z tego wątek w kazaniu.

Z banalnej rzeczy – podkreśla ks. Kowalski – robi przykład, łączy Ewangelię z życiem, życie z Ewangelią. – Ludzie potrzebują tego, żeby wiara nie była oderwana od życia – mówi. – Piotr podaje przykłady, przytacza śmieszne analogie, które rozbawią ludzi, ale jednocześnie treści czy problemy są głębokie i pouczające. Pokazuje, że Jezus Chrystus nie jest tylko postacią sprzed 2 tys. lat, ale ma nam wiele do powiedzenia tu i teraz. Homilie Piotra są dowodem na to, że Pan Bóg nie jest nudziarzem. Bywa w nich artystą.

Wolny strzelec

W kościele św. Anny pełni rolę pomocy duszpasterskiej i rzeczywiście zawsze bardzo duszpasterzom akademickim pomagał. – Często wyjeżdżaliśmy, nigdy nam nie odmówił zastępstwa – zaznacza ks. Bogdan Bartołd. – Ale ceni też sobie niezależność, bycie wolnym strzelcem. Pisze książki, wykłada, trudno byłoby pewnie mu wejść w „grafikowe” życie duszpasterza: tu Msza św., tu konfesjonał, tu konferencja. Jest w tym co robi artystą, a artyści nie są i nie powinni być ograniczani ani przestrzenią, ani czasem.

Ks. Jacek Siekierski przed przyjściem do św. Anny sporo dobrego słyszał o ks. Pawlukiewiczu. – Gdy zostałem rektorem kościoła osiem lat temu wszystko się potwierdziło – mówi. – Wszystkich nas ubogaca swoim podejściem do człowieka, świadczeniem o Panu Bogu, a nawet humorem czy dowcipem. Ludzie przyjeżdżają do ks. Piotra, także do spowiedzi. Znam wiele osób, które mówią że odegrał dużą rolę w ich życiu, w nawróceniu. A to chyba najcenniejsze w pracy każdego kapłana.

Jak Presley

Prowadząc cieszącą się wielką popularnością audycję „Katechizm Poręczny”, odpowiadał na pytania słuchaczy o praktyczne aspekty wiary. Niedawno wyszła jej książkowa wersja. Wydawca, Siostry Loretanki z Rembertowa siedem lat „pracowały” nad ks. Pawlukiewiczem, żeby wydał zapis audycji. Praca była benedyktyńska, ale było warto, bo efekt jest …piorunujący: książka jest wydarzeniem. Choć akurat to nie jest dziwne zważywszy na nazwisko autora.

Właśnie wrócił z rekolekcji głoszonych dla Polonii w Chicago. – Jak ta Polonia łapie, jak oni te moje przemyślenia, porównania, przykłady łapali! Jestem w szoku. Bałem się, a jestem zachwycony ich reakcjami – powiedział jednemu z kolegów. – Wychodzę przed lotnisko, myślałem, że padnę. Oni przyjechali po mnie – jak po Elvisa Presleya – dwunastometrowym lincolnem!

– Bo ks. Pawlukiewicz, którego doskonale znają z książek, radia i Internetu, do nich przyjechał.– wyjaśnia kolega ks. Piotra.

Ks. Pawlukiewicz na żywo, fragment wywiadu: – Jest Ksiądz człowiekiem bardzo zajętym. Praca w radiu, głoszenie rekolekcji, pisanie książek. Co daje siłę do pracy na tak różnych płaszczyznach?

– Bóg i modlitwa”.

Tagi:
kapłan sylwetka

Dar i zadanie

2018-06-20 08:09

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 25/2018, str. V

Piotr Lorenc
Bp Grzegorz Kaszak składa życzenia dostojnemu jubilatowi, ks. kan. Tadeuszowi Majowi

W czasie święceń kapłańskich, które przyjąłem przed pięćdziesięciu laty rysowała się przyszłość – przyszłość nieznana – stąd na obrazku prymicyjnym napisałem: „Panie, pozwól mi wiernie przejść przez życie”. To była prośba. Dziś kieruję do Boga wielkie dziękczynienie. Dlatego na jubileuszowym obrazku napisałem słowa z Psalmu 118: „Podziękować chcę Tobie, Boże, wielbić pragnę Ciebie” – powiedział ks. kan. Tadeusz Maj, proboszcz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Wolbromiu, podczas swojego złotego jubileuszu kapłaństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Paragwaj: beatyfikacja s. Marii Felicji

2018-06-23 18:52

kg, vaticannews (KAI) / Asuncíon

Dzisiaj w stolicy Paragwaju – Asunción prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato ogłosił błogosławioną miejscową karmelitankę Marię Felicję od Jezusa Sakramentalnego Guggiari Echeverríę, zwaną „Chiquitunga”. Ta zmarła w 1959 w wieku zaledwie 34 lat zakonnica zasłynęła jako niezmiennie radosna głosicielka i świadek miłości do Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a przy tym ogromnie wrażliwa na problemy chorych, cierpiących i potrzebujących. Bł. Maria Felicja jest pierwszą beatyfikowaną kobietą paragwajską.

karmel.pl

"Jej delikatny uśmiech odsłaniał, duszę dotkniętą Bożą łaską". Tak o nowej błogosławionej mówi kard. Amato. "Pragnęła ofiarować swoje życie dla Pana, nawet do męczeńskiego przelania swojej krwi. W okresie ówczesnych poważnych zawirowań społeczno-politycznych, jakimi była choćby wojna domowa z 1947 r. powtarzała, że gotowa jest umrzeć za wiarę. Ta miłość do Boga sprawiała, że była przepełniona braterską miłością, uczynnością, zrozumieniem, przebaczeniem – mówił kard. Amato.

Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przypomniał, że zarówno w Akcji Katolickiej, jak i w klasztorze była zawsze gotowa do współpracy, pomocy, pojednania. "Była miłosierna i hojna wobec zmarginalizowanych, starszych, biednych i chorych. Niektórzy świadkowie porównują ją do Matki Teresy z Kalkuty. Ta młoda i przyjazna błogosławiona zaprasza dzisiaj swoje siostry, aby były, podobnie jak ona, dumne ze swojego powołania i radosne w codziennym ofiarowywaniu się Panu. Następnie zachęca nas wszystkich, abyśmy przeżywali nasze chrześcijaństwo ze spokojem, pod znakiem miłości Boga i miłości bliźniego. Jak dla niej, tak i dla nas niech żywa obecność Jezusa będzie lampą, która oświetla nasze kroki. Dobroć i świętość chrześcijan czyni społeczeństwo bardziej szlachetnym, braterskim, bogatszym w człowieczeństwo” - powiedział kard. Amato.

Maria Felicja (María Felicia) Guggiari Echeverría urodziła się 12 stycznia 1925 w mieście Villarrica del Espíritu Santo na południu Paragwaju jako pierwsze z siedmiorga dzieci miejscowej rodziny. Od najmłodszych lat odznaczała się pogodnym usposobieniem, stale się uśmiechała, wyróżniając się jednocześnie głęboką i gorącą wiarą. Ojciec wcześnie zaczął ją nazywać „Chiquitunga” (Maleńka) i to pieszczotliwe określenie przylgnęło do niej na całe życie. Od lutego 1950 cała rodzina mieszkała w stolicy kraju – Asunción.

W wieku 16 lat wstąpiła, mimo sprzeciwu rodziców, do Akcji Katolickiej i złożyła ślub dozgonnego dziewictwa. Codziennie chodziła na Mszę św. i przystępowała do komunii, zaczęła też zajmować się apostolstwem wśród swych rówieśników, jak również chorych, osób starszych i potrzebujących. Właśnie w miejscowej strukturze Akcji Katolickiej poznała po paru latach jej szefa, studenta medycyny Ángela Sauá Llanesa. Bardzo do siebie pasowali, także w wymiarze duchowym i w pewnym momencie zapytała w modlitwie Boga, czy chce, aby założyła rodzinę. Rozważała przy tym taką możliwość, że gdyby go poślubiła, byłoby to małżeństwo takie jak rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, którzy po jej urodzeniu ślubowali czystość i nie współżyli ze sobą.

Sprawa rozwiązała się mniej więcej w rok później, gdy Sauá oznajmił jej, że poczuł w sobie powołanie kapłańskie i – mimo sprzeciwu ojca, który był muzułmaninem – postanowił zostać księdzem. Aby uniknąć kłótni w rodzinie, młody człowiek wyjechał w kwietniu 1952 do Madrytu i tam wstąpił do seminarium duchownego. Maria Felicja łatwo pogodziła się z tą decyzją, widząc w tym znak Boży, że ma wrócić do własnych planów podjęcia życia zakonnego. W obliczu silnych oporów swej rodziny wobec tych zamiarów dużo modliła się o wytrwanie w powołaniu i nadal służyła młodym i zmarginalizowanym, zachowując pogodę ducha, „zarażając” otoczenie swą radością.

Wstąpienie do klasztoru odradzali jej zresztą nie tylko najbliżsi, ale też wielu księży, którzy nie chcieli tracić młodej osoby tak bardzo zaangażowanej w działalność charytatywną i katechetyczną. W końcu jednak 14 sierpnia 1955, jako 30-letnie kobieta przywdziała habit karmelitański w klasztorze w Asunción a w rok później złożyła pierwsze śluby czasowe, przyjmując imię zakonne Maria Felicja od Jezusa Sakramentalnego (lub Jezusa w Najświętszym Sakramencie).

Do tego czasu po wyjeździe niedoszłego narzeczonego do Europy napisała do niego co najmniej 48 listów, które się zachowały i są świadectwem jej głębokiego życia wewnętrznego. Z chwilą rozpoczęcia przez „Chiquitungę” życia zakonnego korespondencja ta ustała, bo – jak wyznała młoda karmelitanka – zanurzyła się na zawsze w „życie ukryte z Chrystusem dla Boga”. „Do widzenia w wieczności” – brzmiały jej ostatnie zapisane słowa. W klasztorze nie straciła swej pierwotnej radości, przeciwnie: promieniowała nią na inne siostry, wyróżniając się przy tym gorliwością apostolską i oddaniem dla innych.

Nieco ponad 4 lata później, w styczniu 1959 Maria Felicja od Jezusa ciężko zachorowała na zakaźne zapalenie wątroby i musiała udać się do sanatorium. Było już jednak za późno i po kilku miesiącach cierpień, zmarła w Niedzielę Wielkanocną 28 marca 1959. Przed śmiercią poprosiła przeoryszę, aby przeczytała jej poemat św. Teresy z Avili „Umieram, bo umrzeć nie mogę”. Wokół jej łóżka zgromadziła się cała rodzina, a sama chora, nie tracąc pogody ducha i uśmiechając się, pożegnała się z otoczeniem słowami: „Tatusiu kochany, jakże jestem szczęśliwa! Jak wielka jest religia katolicka! Kocham Cię, Jezu! Jakże słodko jest spotkać Maryję Pannę! Jestem szczęśliwa!”. Miała wówczas 34 lata.

Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się 13 grudnia 1997, 27 marca 2010 Benedykt XVI ogłosił ją czcigodną służebnicą Bożą a w marcu br. Franciszek zatwierdził dekret uznający cud dokonany za jej wstawiennictwem.

Maria Felicja od Jezusa Sakramentalnego jest pierwszą beatyfikowaną kobietą paragwajską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: modlitewne czuwanie Ruchu Czystych Serc

2018-06-24 09:25

mir / Jasna Góra (KAI)

Wskazówka św. Jana Pawła II „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali” oraz ABC Społecznej Krucjaty Miłości kard. Wyszyńskiego to busola ich działania. Na Jasnej Górze trwa pielgrzymka połączona z nocnym czuwaniem Ruchu Czystych Serc oraz redaktorów i czytelników Dwumiesięcznika Ewangelizacyjnego „Miłujcie się”. Młodzież z Ruchu została zaproszona na czas wakacji na Jasną Górę jako wolontariusze.

Ruch Czystych Serc

- Powierzamy naszą misję budowania cywilizacji miłości Matce Bożej. Chcemy tu podbudować się, nabrać sił – podkreśla ks. Jerzy Molewski zastępca moderatora krajowego Ruchu Czystych Serc. Zwraca uwagę, że dziś kiedy doświadczamy pandemii pornografii, plagi rozwodów i wielu związanych z tym ludzkich tragedii potrzeba ludzi, którzy swoim życiem pokazują, ze czystość, wstrzemięźliwość, wierność mają sens, a życie z Bogiem ocala.

Oficjalnie do księgi Ruchu Czystych Serc wpisanych jest 14 tys. młodych ludzi.

„Ruch Czystych Serc”, „Ruch Czystych Serc Małżeństw” oraz „Ruch Wiernych Serc” dla małżeństw sakramentalnych przeżywających kryzys zawiązały się spośród czytelników dwumiesięcznika „Miłujcie się” wydawanego przez chrystusowców. Jest to dwumiesięcznik ewangelizacyjny, który należy obecnie do najbardziej dynamicznie rozwijających się pism katolickich w Polsce. Czasopismo dociera do ponad 130 krajów świata i wydawane jest w 23 językach, w tym w językach: chińskim i arabskim i jak wyjaśnia ks. Molewski „jest i 24 język, osobom niepiśmiennym katechiści po prostu opowiadają treść artykułów”.

O idei pisma rozpowszechniającego społeczną krucjatę miłości myślał już kard. August Hlond, a podjął ją Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. „Miłujcie się!” powstało w 1975 r.

Kard. Stefan Wyszyński zachęcał do budowania "cywilizacji miłości" i sformułował 10 przykazań społecznej krucjaty miłości, zamieszczanych do dziś w każdym numerze dwumiesięcznika. Wydawanie pisemka, początkowo przepisywanego na maszynie i rozprowadzanego metodą "podaj dalej" rozpoczął cierpiący na stwardnienie rozsiane ks. Tadeusz Myszczyński, chrystusowiec, proboszcz w Pyrzycach.

Po śmierci ks. Myszczyńskiego, redagowaniem periodyku zajął się inny chrystusowiec, ks. dr Mieczysław Piotrowski, zwany "apostołem poszukujących Boga". Adresuje on czasopismo do wszystkich ludzi "głodnych prawdy i pragnących umocnienia w wierze w tych trudnych, przełomowych czasach".

"Miłujcie się" rozchodzi się dzięki świeckim kolporterom i misjonarzom wśród Polaków na całym świecie.

To właśnie spośród czytelników dwumiesięcznika „Miłujcie się” zawiązała się wspólnota gromadząca młodych ludzi pragnących zachować czystość przedmałżeńską oraz wolność od nałogów czyli tzw. „Ruch Czystych Serc”, „Ruch Czystych Serc Małżeństw” oraz „Ruch Wiernych Serc” dla małżeństw sakramentalnych przeżywających kryzys.

Ideę RCS-u określają słowa papieża Jana Pawła II „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali” oraz ABC Społecznej Krucjaty Miłości kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Każda z osób należących do Ruchu postanawia nie podejmować współżycia seksualnego przed zawarciem sakramentu małżeństwa. Aby wytrwać w powziętym postanowieniu, stara się codziennie znajdować czas na modlitwę, lekturę Pisma Świętego oraz regularnie korzystać z sakramentu pokuty i pojednania, a także jak najczęściej przyjmować Komunię Świętą i adorować Najświętszy Sakrament.

Oprócz zobowiązań wymienionych w Modlitwie Zawierzenia, młodzi ludzie przez pracę nad swoim charakterem chcą udoskonalać silną wolę, umiejętność kontrolowania emocji oraz popędu seksualnego. Wspólnota RCS pomaga też swym członkom walczyć ze słabościami i uzależnieniami (np. narkotyki, nikotyna, alkohol, pornografia, itp.).

Członkowie Ruchu biorą udział w rekolekcjach, adoracjach, modlą się za siebie i także za tych, którzy mają problem z zachowaniem czystości. Spotkania gromadzą młodych, ale także małżeństwa. Także osoby żyjące w trudnych małżeństwach lub opuszczone przez współmałżonka, a pragnące dochować wierności przysiędze małżeńskiej mogą przystąpić do Ruchu Wiernych Serc.

Jak potwierdza ks. Molewski, rekolekcje te cieszą się coraz większym zainteresowaniem młodzieży, że zaczyna brakować miejsc, stąd starania chrystusowców, by w puszczy Zielonce k. Poznania stworzyć Centrum Formacji i Duchowości Ruchu Czystych Serc.

Patronką młodych ślubujących czystość jest beatyfikowana przez Jana Pawła II Karolina Kózkówna.

Ruch Czystych Serc, „Miłujcie się” oraz Paulini zaprosili na Jasną Górę na młodzieżowy wolontariat wakacyjny. Będzie on polegał na rozpowszechnianiu idei Ruchu i pomaganiu jasnogórskim pielgrzymom.

Do wolontariatu poszukiwaniu są członkowie Ruchu w wieku 18-35 lat. Mile widziana jest znajomość języków obcych. Każdy może zgłosić się na dowolnie wybrany tydzień wolontariatu między 2 lipca a 27 sierpnia. Posługa odbywać się będzie w systemie zmianowym 9:30-15:00 oraz 15:00-21:30. Wolontariusze będą działać w 6-osobowych grupach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem