Reklama

Co katolik powinien wiedzieć o seksie?

2016-04-13 08:22

Ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 16/2016, str. 46-47

Na tego typu pytanie kompletnej odpowiedzi udziela książka „Moralność seksu w przestrzeni życia osobistego, małżeńskiego i rodzinnego”, która w tym roku ukazała się w Częstochowskim Wydawnictwie Archidiecezjalnym „Regina Poloniae”. Jej autorem jest ks. dr hab. Arkadiusz Olczyk, ceniony moralista, pedagog i duszpasterz

Książka ks. Arkadiusza Olczyka składa się z trzech rozdziałów: „Etyka seksualna”, „Moralność małżeństwa chrześcijańskiego” i „Moralność rodziny chrześcijańskiej”. Całościowo traktuje o intymnej sferze życia, jaką jest seks. Autor posłużył się materiałami, z których korzystał podczas swoich licznych akademickich zajęć. Jego dociekliwi studenci, chcący poszerzać swoją wiedzę moralną w obszarze seksualności, zadawali wiele konkretnych pytań i nie pozwalali się zbyć wymijającymi odpowiedziami. W ten sposób niejako zmusili go do rzetelnych i pogłębionych poszukiwań naukowych. Dlatego też omawiana książka posiada bardzo bogaty aparat krytyczny – przypisy umożliwiają czytelnikowi jeszcze głębsze wniknięcie w treść katolickiego nauczania z zakresu teologii moralnej nt. seksualności.

Warto zaakcentować, że ks. Olczyk fachowo uzupełnił treści związane z kwestiami moralnymi seksu w życiu osobistym, małżeńskim i rodzinnym tematyką, która przedstawia małżeństwo i rodzinę w o wiele szerszym kontekście, m.in.: biblijnym, sakramentalnym, wychowawczym i ewangelizacyjnym. „Wiedza ta bowiem pozwala wpisać etos seksu w szerszy horyzont, uświadamiając tym samym, że dezintegracja i niemoralność w życiu seksualnym posiada swoje negatywne konotacje w wielu innych obszarach ludzkiej egzystencji” – czytamy we wstępie.

Reklama

Stąd też katolicka etyka seksualna to swoisty znak sprzeciwu wobec tego, co człowieka poniża i odczłowiecza. Jest osądem i potępieniem tego wszystkiego, co stanowi zniewagę Boga – Stwórcy i Odkupiciela. Jest zarazem światłem na drodze tych, którzy pragną życie przeżywać w zgodzie z wolą Boga i swoim sumieniem. Książka „Moralność seksu w przestrzeni życia osobistego, małżeńskiego i rodzinnego” wychodzi w pełni naprzeciw takim oczekiwaniom i konkretnie wskazuje, co wolno, a czego nie można robić w sferze seksu.

Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że niniejsza publikacja nie jest akademickim podręcznikiem, choć jako taki może z powodzeniem służyć rzeszom żakowskiej braci. Z pewnością to lektura dla każdej katolickiej rodziny, ale również pomoc dla duszpasterzy i katechetów, dla ludzi młodych i starszych, także dla narzeczonych, którzy swoje życie seksualne pragną realizować zgodnie z katolicką moralnością. „Bowiem ani Bóg, ani Kościół nie byli i nie są wrogami seksu. Są natomiast adwersarzami każdej formy zakłamującej jego piękno i personalistyczną wartość. Warto pozmagać się moralnie o przeżywanie swej seksualności według koncepcji Boga. Po prostu, dla takich siłaczy ducha powstała ta książka” – pisze we wstępie do swej książki ks. Arkadiusz Olczyk.

Ks. Arkadiusz Olczyk, „Moralność seksu w przestrzeni życia osobistego, małżeńskiego i rodzinnego”, Wydawnictwo „Regina Poloniae”, Częstochowa 2016, 196 s. Książkę można zamawiać drogą elektroniczną: a.olczyk@czestochowa.opoka.org.pl .

Tagi:
katolicy

Reklama

Mowa nienawiści – katolicy wykluczeni z ochrony

2019-01-30 18:56

Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa (KAI)

Po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza do debaty publicznej powrócił temat mowy nienawiści. Szok po dokonanej zbrodni sprowokował też pytania o jej przyczyny. Wiele osób wskazywało, że mord jest pochodną atmosfery wzajemnej wrogości i oskarżeń, które opanowały przestrzeń publiczną i mowy nienawiści, która jest codziennością. Zwalczając zjawisko hejtu i wymieniając grupy jego ofiar badacze w niezrozumiały sposób wykluczają chrześcijan, szczególnie katolików oraz księży katolickich.

Lekcje przeciw nienawiści

„Nienawiść ma niszczycielskie skutki. A wszystko zaczyna się od słów” – stwierdził Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, który polecił, aby w warszawskich szkołach jeszcze przed feriami zostały przeprowadzone lekcje na temat mowy nienawiści, jej istoty, jak na nią reagować oraz jak jej przeciwdziałać.

Na stronach Urzędu Miasta dostępne są materiały, które mogą być pomocne w przeprowadzeniu takich lekcji. Jest to podręcznik Rady Europy „Bez nienawiści”, a w Zakładkach są informacje nt. przeciwdziałania mowie nienawiści w sieci poprzez edukację. Zawiera dwadzieścia dwa scenariusze „zajęć i działań z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, wiedzę o prawach człowieka oraz możliwe sposoby przeciwdziałania mowie nienawiści”.

Do materiałów pomocniczych dołączona jest też infografika, firmowana przez Centrum Wielokulturowe, która przedstawia grupy szczególnie narażone na hejt w internecie. Przedstawiony jest na niej uchodźca, gej, wyznawca islamu, Rom, czarnoskóry, feministka i osoba starsza. (Warto zauważyć, że zamordowanego prezydenta Gdańska nie można zaliczyć do żadnej z wymienionych grup).

Na wyodrębnionym pasku pod grafiką wydrukowano informację, która tłumaczy celowość organizowania podobnych akcji. „Prawie połowa Polek i Polaków zetknęło się z mową nienawiści w telewizji. 75 proc. młodzieży deklaruje, że widziało w internecie wypowiedzi antysemickie, 80 proc. islamofobiczne, a 71 proc. antyukraińskie. Dziś połowa młodych Polaków przyznaje się do używania mowy nienawiści wobec gejów, Romów, imigrantów czy muzułmanów. 30 proc. młodych Polaków przyznaje się do wypowiedzi antysemickich, skierowanych przeciw lesbijkom czy feministkom.

Podane jest też źródło, w oparciu o które owa infografika została opracowana - „Mowa nienawiści. Mowa pogardy. Raport z badania przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych. 2016 M. Wiśniewski, K. Hansen, M. Bilewicz, W. Soral, A. Świderska, D. Bulska”. Zakres badań zamierzono więc więc wedle z góry ustalonego klucza nie pytając, czy przedstawiciele innych grup nie są równie często ofiarą mowy nienawiści. Wątpliwości jest więcej, np. za „mowę nienawiści” uznano m.in. krytykę projektu proaborcyjnego z 2016 r., itd.

Tymczasem wystarczy pobieżnie przejrzeć portale internetowe i zajrzeć do mediów społecznościowych, by stwierdzić, że w sieci jedną z najbardziej „hejtowanych” dziś grup w Polsce są katolicy, w szczególności księża katoliccy.

Planowana akcja w szkołach wzbudziła wątpliwości Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Na stronach Instytutu czytamy, że „Sugerowane podręczniki w wybiórczy sposób określają grupy ludzi, które miałyby być najbardziej narażone na ‘mowę nienawiści’, wymieniając wśród nich m.in. feministki czy osoby prowadzące homoseksualny tryb życia. Zmarginalizowano jednocześnie grupy takie jak chrześcijanie, rodziny wielodzietne, czy osoby ubogie, których dyskryminacja została dowiedziona ponad wszelką wątpliwość”.

„Program ten służy wprowadzeniu do edukacji treści skrajnie zideologizowanych. Sprzeciwia się on, choć pośrednio, wychowaniu dzieci i młodzieży w duchu wartości takich jak tożsamość małżeństwa i rodziny, tożsamość narodowa, zasad etyki chrześcijańskiej, itd. Założenia programu sprzeciwiają się poglądom wielu rodziców, dlatego powinni mieć oni możliwość wyboru, czy ich dzieci będą uczestniczyły w tych zajęciach” – skomentował projekt dr Tymoteusz Zych z Zarządu Ordo Iuris.

Na stronach Instytutu została również zamieszczona petycja do podpisania przez rodziców z apelem o zaniechanie zajęć „antydyskryminacyjnych” oraz „rozpoczęcia szerokiej, autentycznej debaty publicznej na temat zwalczania nienawiści, do której zaproszeni zostaną rodzice”.

Mowa nienawiści – czym jest?

Rada Europy definiuje mowę nienawiści (w języku potocznym hejt od angielskiego ‘hate’, który powszechnie funkcjonuje już w polszczyźnie) to "wypowiedzi, które szerzą, propagują i usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nietolerancji, podważające bezpieczeństwo demokratyczne, spoistość kulturową i pluralizm". Zdaniem licznych badaczy tzw. hate speech można odnieść do grup mniejszości.

Prof. Michał Bilewicz, dyrektor Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, którego zespół opracował raport o przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych, uzasadniał w 2015 r. w rozmowie z KAI, że są one objęte szczególną ochroną, gdyż nie potrafią się bronić. Zapytany obecnie o ocenę tego faktu stwierdził, że „sytuacja uchodźcy muzułmańskiego jest gorsza niż sytuacja celebryty czy osoby publicznie rozpoznawalnej.

Podobna jest sytuacja księdza katolickiego, który ma wsparcie środowiskowe i cieszy się wysokim wsparciem społecznym oraz instytucji, która cieszy się wysokim prestiżem społecznym. Sytuacja uchodźcy muzułmańskiego jest znacząco gorsza, dlatego określamy ją jako mowę nienawiści” – konkluduje profesor.

Katolicy i księża – wielcy nieobecni

Dlaczego katolicy nie zostali uwzględnieni na infografice, opracowanej przez Centrum Wielokulturowe? Co prawda chrystianofobia została wymieniona wśród źródeł mowy nienawiści, ale zabrakło tu spójności przekazu, gdyż choć przyznano, że takie zjawisko istnieje, ale paradoksalnie, nie powoduje ofiar.

Jaka jest sytuacja owych osób, o których wspomina prof. Bilewicz, które „mają wsparcie w środowisku, poparcie społeczne oraz instytucji, która cieszy się wysokim prestiżem”, czyli katolików, szczególnie duchownych? – Praktycznie nie ma dnia, w którym Kościół, katolicy, księża nie zostaliby zaatakowani w internecie.

Ks. Janusz Chyła, proboszcz parafii pw. Matki Boskiej Królowej Polski w Chojnicach, aktywny na twiterze stwierdza w rozmowie z KAI, że codziennie odbiera wpisy, które obrażają księży, katolików, Kościół. „My wolimy krzyż w czole. To jedna z tortur u nas w firmie. Tobie też taką sprawimy, Januszu katolicyzmu” – pisze internauta podpisujący się nickiem Michael The Devil.

Nawet twity, które na pozór wydają się całkowicie neutralne, prowokują gwałtowne ataki, wręcz furię. Kiedyś ks. Chyła umieścił wpis, w którym zachwycił się reakcją dziecka na widok księdza, idącego do chorego z Komunią święta. Dziecko powiedziało: „O, Król idzie”, duszpasterz w twicie opisał sytuację, po czym nastąpił zmasowany atak skrajnie chamskich i agresywnych komentarzy, spośród których „Trzymaj się z daleka od dzieci, klecho” – był jednym z łagodniejszych.

– Zwłaszcza wspomnienie o dzieciach jest zapalnikiem, wzbudzającym wyjątkową agresję – wyjaśnia duchowny. Stereotyp księdza, chciwego pasibrzucha i pedofila, opanował wiele umysłów, więc takich „uczestników w dyskusji” trzeba wyciszyć lub zbanować – mówi ks. Chyła.

Proboszcz parafii w Leśnej na Żywiecczyźnie, ks. Piotr Sadkiewicz zwraca uwagę, że nawet neutralne tematy, np. artykuł o dorobku naukowym ks. prof. Michała Hellera kończy się wulgarnym hejtem i wyzwiskami.

Doktor Zych zwraca uwagę, że niekoniecznie trzeba być księdzem, by doświadczyć mowy nienawiści. Wystarczy zająć stanowisko, zbieżne z nauczaniem Kościoła, bronić życia – nawet nie powołując się na argumenty religijne – żeby zostać nazwanym co najmniej fundamentalistą religijnym. Członkom Instytutu grożono ukrzyżowaniem, koleżankom z zespołu – gwałtami. – To chleb powszedni w internecie – stwierdza prawnik.

Wszystko, co dzieje się w świecie wirtualnym jest zaś częścią większej całości, gdyż z danych, udostępnionych KAI przez Komendę Główną Policji wynika, że „w realu” odnotowuje się wzrost przestępstw wobec wspólnoty wiernych.

Wzrastają incydenty polegające na przeszkadzaniu w wykonywaniu kultu religijnego - art. 195 KK (w 2014 – 8, tyle samo rok później, w 2016 - 13, 2017 – 14, 2018 – 12). Natomiast statystyki dotyczące obrazy uczuć religijnych innych osób, publicznego znieważania przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, o których stanowi art. 196 także pokazują wzrost liczby tych przestępstw. W 2014 było ich 40, w 2015 – 35, w 2016 – 50, w 2017 aż 101, w 2018 – 56.

Zdarza się, że jedynym celem włamania się do kościoła nie jest już grabież, a dokonanie profanacji. Taki był cel włamywaczy, którzy sprofanowali kościół Matki Bożej w Iłży w czerwcu 2015 r. malując na ścianach świątyni satanistyczne odwrócone krzyże; św. Wojciecha w Kawicach, gdy w listopadzie tego samego roku po wtargnięciu wynieśli tabernakulum z Najświętszym Sakramentem; kradzież i profanacja Najświętszego Sakramentu w sierpniu 2017 w kościele pw. św. Antoniego w Lasówce koło Duszników-Zdroju. Tych przestępstw jest bardzo wiele, media praktycznie co kilka, kilkanaście dni, informują o kolejnych profanacjach i dewastacjach w kościołach i niszczenie pomników jak zdarzyło się ostatnio w Starogardzie Gdańskim, gdy antyrządowy aktywista w sylwestra pomazał farbami pomnik Jana Pawła II i umieścił w jego pobliżu plansze krytykujące papieża Wojtyłę. Kroniki policyjne coraz częściej odnotowują tego rodzaje przestępstwa.

Do tego rodzaju czynów dochodzi agresja wobec księży, która staje się zjawiskiem na tyle widocznym i częstym, że Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w 2014 i 2015 roku skierował pytanie do duchownych, czy spotkali się z przypadkami dyskryminacji i nierównego traktowania jako księża i 10-12 proc. z nich potwierdziło, że byli obiektem agresji.

Dr Zych zwraca uwagę, że kroniki policyjne nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości – przecież nie wszystkie akty agresji i obrazy religijnej są zgłaszane policji.

Fakty potwierdzają przypuszczenie, że nienawiść wobec katolików, zwłaszcza księży, która wyraża się w czynach, atakach na ich świętości oraz w słowach, jest faktem. Te zdarzenia są coraz częstsze, a jednak pozostają poza zainteresowaniem badaczy, moralizatorów, działaczy społecznych, którzy tłumaczą, że katolicka większość nie musi podlegać ochronie, a kierowany w jej stronę hejt nie jest tym samym mową nienawiści, a tylko „nienawiścią w internecie”.

„Raport OBWE jednoznacznie wskazuje, że chrześcijanie w naszym kraju są jedną z najliczniejszych grup ofiar nienawiści” – mówi dr Zych. Przypomina, że cztery lata temu Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło nawet rezolucje potępiającą akty nienawiści przeciwko chrześcijanom na naszym kontynencie. Chrześcijanie są ofiarami nienawiści nie tylko na Bliskim Wschodzie. I dodaje, że to nie ma to nic wspólnego z tym, czy chrześcijanie są mniejszością, czy większością w danym kraju. Ordo Iuris co roku opracowuje raport na temat tego zjawiska, które jest w niewystarczającym stopniu opisane. W tym roku Instytut przygotowuje obszerny raport na ten temat. Uruchomiło też Centrum Wolności Religijnej, do którego można zgłaszać akty nienawiści na tle religijnym, a do współpracy zaprosiło także członków innych Kościołów.

„Prześladowanie chrześcijan stało się niezaprzeczalnym faktem” – czytamy w broszurze, opracowanej przez Instytut.

Zaniechania katolików

Podział na mowę nienawiści, która odnosi się tylko do wyodrębnionych mniejszości a nie całej całej reszty społeczeństwa nie wytrzymuje próby, gdyż nienawiść, poniżanie rozmaitych osób, niszczy atmosferę życia społecznego, ale także samego nienawistnika. Jednak nieobecność katolików i księży w badaniach nad hejtem (nielicznej przecież, ok. 30-tysięcznej „grupy zawodowej”) jest po części zaniechaniem i zaniedbaniem samych katolików. To oni powinni upominać się o uwzględnianie ich w badaniach, ale powinni też przedstawić konkretne opracowania i statystyki, dokładnie dokumentujące to zjawisko.

Prof. Monika Przybysz, medioznawca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego potwierdza, że zjawisko mowy nienawiści przeciwko katolikom nigdzie nie zostało kompleksowo zbadane statystycznie, a także jakościowo – ani w Polsce, ani na świecie. A przecież zwłaszcza księża powinni być zaliczeni do grupy mniejszości.

"Pomijanie grupy kapłanów wśród osób prześladowanych w internecie i mocno hejtowanych wskazuje na mocną ideologizację materiałów przygotowanych do edukacji. Tymczasem mowa nienawiści jest skierowana wobec tej niewielkiej grupy osób w Polsce w sposób masowy, uwłaczający nie tylko godności ich stanu, ale i niemal wszystkim działaniom tej grupy społecznej, ponadto często poniżający wiarę w Jezusa Chrystusa oraz wartości chrześcijańskie i same osoby wierzące. Jeśli na etapie przygotowania materiałów zabrakło wszystkich grup prześladowanych w internecie, to twórcy materiałów stają po stronie prześladowców kapłanów" – uważa prof. Przybysz.

Ks. Sadkiewicz zwraca uwagę na istotny aspekt nieobecności katolików w głównym nurcie dyskursu publicznego – Kościół jest przecież ważnym wychowawcą, który powinien włączyć się w akcję kształtowania pokojowej atmosfery w mediach społecznościowych i debacie publicznej. Z jego obserwacji wynika, że wierni wciąż nie są uczulani na grzechy z rodzaju „zgrzeszyłem mową”. Wielką rzadkością są spowiedzi, w których penitenci wyznają grzechy nienawiści, popełnione w internecie.

Ludzie Kościoła powinni więc z jednej strony domagać się ochrony, tak jak wszystkie inne dyskryminowane grupy, z drugiej – wpływać na ograniczenie agresji. W ograniczeniu hejtu Kościół powinien być sprzymierzeńcem, a nie wykluczonym z grupy społeczników i działaczy NGO.

Prof. Bilewicz, który sceptycznie odnosi się do efektów pojedynczych lekcji dotyczących hejtu, uważa jednak, że każda próba zmiany stosunku do jakiejś grupy, która podlega dyskryminacji, jest warta wsparcia. „Każda poprawa jakości naszego życia, o ile będzie skuteczna, jest” - stwierdza. Jednak zdaniem badacza najlepsze efekty przyniesie kształtowanie bardziej świadomych użytkowników internetu, którzy będą reagować z równą wrażliwością, gdy ktoś będzie poniżany.

Dr Piotr Wajs z Uniwersytetu Opolskiego, który badał zjawisko hejtu radzi: „Dziś parafrazując należałoby ostrzec katolików: Usuńcie swój hejt z klawiatury, bo ci, którzy hejtują sami będą hejtowani. Lekarstwem na hejt jest szacunek dla drugiego człowieka. W każdym człowieku winniśmy dostrzec bliźniego, a co za tym idzie należy tak tworzyć treści w internecie, aby spełniły się słowa Jana Pawła II, który dał zadanie Kościołowi, aby na milionach monitorów, w pojawiających się miliardach obrazów ukazała się twarz Chrystusa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia: środowisko pro-life staje się upolitycznione

2019-03-24 17:55

pra / Częstochowa (KAI)

Ruch pro-life w Polsce przeżywa kryzys, staje się upolityczniony; potrzebuje na nowo zbudować niezależność i podmiotowość - mówił Jakub Bałtroszewicz w czasie 39. Pielgrzymki Obrońców Życia na Jasną Górę. Prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia zwrócił uwagę, że środowisko pro-life potrzebuje wspólnego dzieła, które je zjednoczy i na nowo nada siłę.

Małgorzata Cichoń

„Niestety ruch pro-life staje się upolityczniony. Jesteśmy konsumowani przez różne ruchy polityczne dlatego, że jesteśmy słabi - mówił Jakub Bałtroszewicz w czasie sobotniej 39. Pielgrzymki Obrońców Życia na Jasną Górę. - Musimy nauczyć się od nowa budować podmiotowość, niezależność naszego środowiska. I ta potrzeba jest dzisiaj silniejsza niż kiedykolwiek. To wymaga naszego wspólnego wysiłku” - dodawał prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

Bałtroszewicz przypomniał, że powstała 26 lat temu Polska Federacja Ruchów Obrony Życia miała za zadanie reprezentowanie środowiska pro-life wobec polityki i mediów. „Federacja miała dać naszemu środowisku niezależność i podmiotowość - mieliśmy być partnerem dla polityki. Ostatnie lata pokazują, że przeżywamy bardzo duży kryzys naszego środowiska. Zaczęły być widoczne podziały. Federacja nie jest już tak silna jak kiedyś. Różnimy się co do zasad, w jaki sposób powinniśmy docierać do społeczeństwa i do polityków” - zauważył prezes PFROŻ.

Kierujący na codzień Fundacją JEDEN Z NAS Bałtroszewicz zachęcał przedstawicieli wszystkich organizacji tworzących Polską Federację Ruchów Obrony Życia do wysiłku w celu odbudowy podmiotowości środowiska pro-life w Polsce. „My jako Kościół, jako wspólnota wiernych mamy obowiązek bronić tych najbardziej bezbronnych, szczególnie nienarodzonych. Wydaje się, żeby ten ruch odbudować, żeby przywrócić Polskiej Federacji i ruchom pro-life w Polsce jedność i siłę, którą mogła się pochwalić 25 lat temu, kiedy osiągnęliśmy ten olbrzymi sukces ustawy za życiem, potrzeba jakiegoś wspólnego dzieła, potrzeba jakiegoś celu, do którego wszyscy będziemy zmierzać, na który będziemy pracować, którym będziemy się szczycić, który znowu da nam podmiotowość i głos” - mówił Bałtroszewicz.

Jakie to ma być dzieło? „Być może trzeba ogólnopolskiego marszu dla życia, takiego narodowego, który byłby marszem z prawdziwego zdarzenia, który wypełniłby Warszawę ludźmi - może 100 tys, może 200 tys. Czy to jest dzisiaj możliwe? Nie jest. Ale czy ciężko pracując bylibyśmy w stanie to wykonać? Mam taką nadzieję. I proszę wszystkich o modlitwę, by to było możliwe” - apelował prezes PFROŻ.

W swoim wystąpieniu Bałtroszewicz zwrócił także uwagę na różne metody działania obrońców życia w Polsce. „Mamy ruchy pro-life oparte na archetypie wojownika, które w bardzo brutalny sposób przekazują prawdę o aborcji i mamy też ruchy pro-life, które swoje działanie opierają na archetypie opiekuna” - wskazywał prezes PFROŻ podkreślając, że jemu osobiście, jego fundacji i całej Federacji bliższa jest ta druga postawa. Jak tłumaczył Bałtroszewicz, chciałby, żeby kobieta rozważająca aborcję nie bała się przyjść do jego fundacji po pomoc, a w przypadku organizacji opartych na archetypie wojownika strach przed osądem może to uniemożliwić.

W tym kontekście Bałtroszewicz poinformował o pierwszej w Polsce Poradni Bioetycznej, która od ponad dwóch lat działa w Krakowie, a z której pomocy w ubiegłym roku skorzystało cztery tysiące osób. „To tylko pokazuje, jak wielkie jest pragnienie wiedzy i szukania pomocy, jeżeli dana fundacja czy organizacja będzie opierała się na archetypie opiekuna, będzie zapraszała ludzi do tego, by przychodzili do niej po pomoc” - zwracał uwagę prezes Fundacji JEDEN Z NAS.

Bałtroszewicz podkreślił, że bardzo ważnym filarem pro-life jest edukacja. Podał przykład przewodnika „Bioetyka dla młodych” wydanego przez Fundację JEDEN Z NAS, Międzywydziałowy Instytut Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i francuską Fundację Jérôme’a Lejeune’a. „Jestem bardzo dumny z tego, że przewodnik „Bioetyka dla młodych” stał się dzisiaj w archidiecezji częstochowskiej podręcznikiem obowiązkowym dla ludzi przygotowują się do sakramentu małżeństwa. Oni czytają prawdę o osobie ludzkiej właśnie z tego podręcznika” - mówił Bałtroszewicz.

Na końcu swojego wystąpienia prezes PFROŻ wspomniał zmarłego w ubiegłym roku inż. Antoniego Ziębę, który przez blisko czterdzieści lat organizował Pielgrzymki Obrońców Życia na Jasną Górę. „Jestem dumny z tego, że mogłem go znać osobiście i nazywać swoim mentorem. Jego przykład życia inspiruje i daje siłę” - powiedział Jakub Bałtroszewicz.

Jakub Bałtroszewicz jest założycielem i prezesem zarządu Fundacji JEDEN Z NAS - pierwszej polskiej organizacji pro-life mającej status lobbysty w instytucjach Unii Europejskiej - która prowadzi portal obrony życia www.jedenznas.pl i współtworzy z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pierwszą w Polsce Poradnię Bioetyczną (www.poradniabioetyczna.pl). Bałtroszewicz jest też sekretarzem generalnym Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka ONE OF US (www.oneofus.eu), zrzeszającej ponad czterdzieści organizacji z ponad dwudziestu krajów Europy.

W marcu 2018 roku został wybrany na prezesa Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, która zrzesza kilkadziesiąt organizacji prorodzinnych zajmujących się obroną życia poczętego oraz wspieraniem rodziny w różnych aspektach jej funkcjonowania: od niesienia pomocy materialnej poprzez edukację społeczeństwa aż do aktywnego uczestnictwa w życiu politycznym na szczeblu samorządowym, krajowym i unijnym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Dziewiecki: aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów

2019-03-25 15:47

rm / Radom (KAI)

Aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych - uważa pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości ks. Marek Dziewiecki. Jego zdaniem, w ostatnich tygodniach w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary.

Monika Jaworska

Ks. Dziewiecki w swoim felietonie opublikowanym na stronie radioplus.com.pl napisał, że w reakcji na podpisanie przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT+, wielu rodziców, księży, psychologów i pedagogów, prawników, a także polityków i przedstawicieli mediów, wypowiedziało swoje poważne obawy i swój sprzeciw.

Dodał, że reakcją ze strony aktywistów LGBT+ oraz ich politycznych i medialnych sponsorów "jest skrajnie agresywny atak na tych, którzy odważyli się skorzystać z wolności słowa oraz z prawa do demaskowania demoralizatorów, którzy pod pozorem uczenia „tolerancji” chcą seksualizować polskie dzieci i wikłać je w uzależnienie od popędu".

Według ks. Dziewieckiego w celu realizacji obyczajowej rewolucji aktywiści LGBT+ posługują się hasłem „tolerowania” i „respektowania” mniejszości seksualnych. Dodaje, że wobec każdego, kto odważa się pokazywać, o jakie konkretnie mniejszości chodzi i jakie są ostateczne cele ich działania, środowiska LGBT+ stosują wszelkie formy agresji, zastraszania i terroru.

- Przekonała się o tym na przykład pani kurator z Małopolski czy polska mistrzyni świata w windsurfingu. O osobach, które precyzyjnie analizują deklarację LGBT+ oraz pokazują jej praktyczne konsekwencje, aktywiści gejowscy wyrażają się w sposób wulgarny i z pogardą. Usiłują takie osoby odczłowieczyć i odebrać im prawa obywatelskie, w tym wolność słowa i sumienia. Odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych, pokazujących na przykład to, że wśród czynnych homoseksualistów jest zdecydowanie wyższy niż u heteroseksualistów odsetek chorób wenerycznych, pedofilii, uzależnień, agresji czy samobójstw - pisze ks. Dziewiecki.

Autor wielu książek o dojrzałości stwierdził też, że według aktywistów LGBT+ nie wolno nam mówić nawet o tak oczywistym fakcie, jak to, że osoby homoseksualne tworzą związki chore, bo niepłodne, a niepłodność jest przecież na liście chorób WHO. - Usiłują nam zakazać nawet samo już wyliczanie, o jakie konkretnie mniejszości seksualne chodzi. Agresywnie i wulgarnie atakują tych, którzy mają odwagę wyliczać mniejszości ukryte pod symbolem „Plus”. Wśród takich mniejszości są między innymi pedofile, zoofile czy nekrofile - pisze psycholog.

- Aktywiści LGBT+ nie mówią, że istnieją takie mniejszości seksualne, które ze względów etycznych czy z troski o dobro społeczeństwa, powinno się wyłączyć z owego „Plus”. Mimo to z furią atakują tych, którzy mają odwagę wymieniać po imieniu mniejszości, od których aktywiści LGBT+ się nie odcinają i których przecież nie potępiają (z wyjątkiem księży-pedofilów) - czytamy w felietonie.

Według ks. Dziewieckiego środowiska LGBT+ nie chronią wszystkich mniejszości, a jedynie niektóre. - Zupełnie nie przejmują się na przykład losem tych nastolatków - mimo, że są mniejszością - którzy w szkole, wśród rówieśników czy na stronach społecznościowych publicznie stwierdzają, że żyją w czystości, że postępują zgodnie z Dekalogiem, bo to daje im trwałą radość, że dumni są z tego, iż kierują się miłością i odpowiedzialnością, że panują nad swymi popędami. Pod adresem tych nastolatków kierowane są diabelskie wręcz wulgaryzmy i wyzwiska. Wylewa się na nich fala hejtu i skrajnej agresji. „Tolerancjoniści” spod znaku LGBT+ nie mówią nawet słowa w obronie bestialsko atakowanej i wyśmiewanej młodzieży, która dumna jest ze swej rozumności, wolności i zdolności, by wiernie kochać - pisze kapłan.

Ks. Dziewiecki zauważył, że w ostatnich tygodniach aktywiści LGBT+ w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary. Z jednej strony chcą, by ich związki były uznane za „małżeństwa” i by mieli prawo do adoptowania dzieci. Z drugiej strony chcą doprowadzić do dyktatury seksualnych mniejszości po to, by większość społeczeństwa dała się zastraszyć i by poczuła się bezradna.

- W tym celu grożą większości społeczeństwa dręczeniem, a nawet więzieniem, gdy tylko dojdą do władzy. Z punktu widzenia aktywistów LGBT+ i ich politycznych oraz medialnych sponsorów to jedyna szansa na realizację przyjętych planów. Wiedzą bowiem, że w dyskusji na argumenty nie mają żadnych szans. Ci, którzy okazują się skrajnie wulgarni i agresywni, chcą wchodzić do przedszkoli i szkół pod pozorem uczenia tolerancji i szacunku. Ci, którzy publicznie chwalą się tym, że ich bogiem jest seks i szukanie przyjemności za każdą cenę, chcą być edukatorami seksualnymi dzieci. Ci, którzy walczą z własną płcią i okaleczają własne ciało, chcą uczyć polskie dzieci „określania” swojej tożsamości płciowej. Ci którzy tworzą pary niepłodne, chcą mówić o zdrowiu i płodności - pisze ks. Marek Dziewiecki.

- Środowiska LGBT+ wiedzą, że będą w stanie zrealizować swoje cele tylko wtedy, gdy zdobędą władzę dyktatorską i gdy skutecznie zastraszą większość naszego społeczeństwa. Wydaje się to nierealne, by garstka szaleńców seksualnych to osiągnęła. Historia kilku ostatnich dziesięcioleci dowodzi jednak, że jest to jednak całkiem realne zagrożenie. Wystarczy, żeby większość społeczeństwa - jak to miało miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej - pozostawała bierna i by zlekceważyła śmiertelne zagrożenie dla małżeństwa, rodziny, wychowania i cywilizacji życia - czytamy dalej w felietonie ks. Dziewieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem