Reklama

Forum wizja Rozwoju

Siostra 5XL

2016-05-11 08:32

Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 20/2016, str. 24-25

Maria Fortuna-Sudor
W gronie tegorocznych laureatów statuetki Miłosiernego Samarytanina znalazła się s. Michaela Rak (druga od lewej)

– Siostra Michaela to kobieta z niesamowitą charyzmą i ogromną energią. Kruszy mury nieufności w stosunkach polsko-litewskich. Jest jedyną Polką, którą po 1991 r. litewskie władze Wilna uhonorowały nagrodą Człowieka Roku – w taki sposób Lidia Jazgar, prowadząca tegoroczną galę Miłosiernego Samarytanina, prezentowała laureatkę w kategorii: osoby bezinteresownie pomagające innym

Tak właśnie poznałam s. Michaelę Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego. Siostrę mającą na swym koncie osiągnięcia oraz tytuły, którymi można by obdarzyć co najmniej kilka osób. Siostrę, która gdy odbierała statuetkę Miłosiernego Samarytanina, opowiadała o tym, jak to jest w Wilnie, i wyznała: – Mamy hospicjum stacjonarne i domowe. I mimo że ze mnie taka siostra 5XL, to czuję się strasznie słaba. Nie mając nic, powiedziałam: „Jezu, ufam Tobie”, bo w tych słowach jest nasza siła. I dzisiaj was proszę, abyście razem ze mną wypowiadali: „Jezu, ufam Tobie”.

Wymyśliła litewską nazwę

Zanim s. Michaela, z wykształcenia teolog i prawnik, w 2008 r. została skierowana przez zgromadzenie do Wilna, wcześniej stworzyła od podstaw i prowadziła Hospicjum św. Kamila w Gorzowie Wlkp. Dziś jest dyrektorem wileńskiego Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki, które znajduje się przy ul. Rossa 4, gdzie przed laty mieszkał jego patron – ks. Michał Sopoćko. Co warte podkreślenia, również to miejsce, wspólnie z siostrami ze zgromadzenia i osobami z różnych stron świata, s. Michaela stworzyła od podstaw. Nawet nazwę litewską – „hospisas” wymyśliła, w tym kraju bowiem ta forma pomagania nieuleczalnie chorym nie była dotąd znana.

Gdy na Litwie rozważano przyjęcie eutanazji, s. Michaela wysłała do każdego z parlamentarzystów oraz do prezydent Dalii Grybauskaitė list, w którym napisała m.in.: „Człowiek chory i nasz stosunek do niego jest dla nas wszystkich odzwierciedleniem poziomu i wielkości naszego człowieczeństwa bądź jego braku! Całym sercem – w poczuciu szacunku do osób chorych i umierających – proszę o podjęcie wszelkich działań zmierzających do nieprzyjęcia ustawy o zabijaniu i o modlitwę w tej intencji!”. Zaprosiła też do wileńskiego hospicjum ministra zdrowia. Pani Rimantė Šalaševičiūtė spotkała się wówczas z pacjentami oraz lekarzami i wolontariuszami hospicjum. Obiecała, że będzie wspierać tę formę pomagania osobom nieuleczalnie chorym. A projekt proponujący wprowadzenie eutanazji, przynajmniej na razie, przepadł.

Reklama

Była zaskoczona

Gdy po rozdaniu statuetek zapytałam s. Michaelę, w jakich okolicznościach dowiedziała się o wyróżnieniu i jak tę informację odebrała, przyznała, że przeczytała maila po powrocie z pogrzebu ks. Jana Kaczkowskiego, z którym łączyła ją idea hospicyjna. I wyznała: – Odpisałam organizatorom, że jestem zaskoczona. Wszak Kraków i Wilno dzielą setki kilometrów. Aczkolwiek można powiedzieć, że ze względu na bliskość serca nie ma żadnej odległości. Powiedziałam: Dobrze! Będę, przyjadę. I jechałam do Krakowa, do Łagiewnik, z wielką dozą wdzięczności, bo ktoś zgłosił właśnie propozycję wyróżnienia hospicjum w Wilnie i mojej osoby. Wielokrotnie to powtarzam, że bez ludzi nic bym nie zrobiła, a my razem bez mocy Bożej i wsparcia Bożego też byśmy nic nie zrobili.

Towarzyszący s. Michaeli ks. Józef Aszkiełowicz, proboszcz parafii mejszagolskiej w archidiecezji wileńskiej, gdy dopytuję, jak ich społeczność odbierze to kolejne zaszczytne wyróżnienie przyznane s. Michaeli, uśmiecha się i stwierdza: – Normalnie, bo my już jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Patrzymy na nią jak na dar Boży dla Wilna. To jest taka wielka osoba dana dla społeczeństwa polskiego, litewskiego, dla Kościoła na Litwie.

Wileńskie Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki istnieje od 2013 r. Oddział stacjonarny liczy 14 miejsc. Ponadto działa hospicjum domowe – prawie 100-osobowa ekipa, w tym 60 wolontariuszy, pomaga osobom nieuleczalnie chorym w ich domach, na obszarze do 100 km od Wilna. Ks. Aszkiełowicz przyznaje: – Istnienie wileńskiego hospicjum to kolejny cud miłosierdzia Bożego, kolejny dowód na istnienie Pana Boga i na potwierdzenie tego, co mówiła s. Faustyna. Bo tam, w Wilnie, właśnie tam, gdzie teraz znajduje się hospicjum, w swoim czasie objawiał się jej Pan Jezus. Teraz Jezus Miłosierny przychodzi także w ludziach, którzy posługują osobom chorym.

Po prostu idzie

S. Michaela zauważa z kolei, że w dzisiejszym świecie twierdzi się, iż nie potrafimy się dzielić, że jesteśmy skupieni na sobie, ale wileńskie hospicjum jest zaprzeczeniem tych sądów. Przekonuje: – Ludzie są piękni, wrażliwi, dobrzy. To dzięki temu nasze hospicjum, które działa zupełnie nieodpłatnie, istnieje. Nie mamy żadnej pewności, czy w następnym miesiącu to udźwigniemy. I dajemy radę. I to jest piękne. I to, że dzisiaj mogłam właśnie odebrać tę statuetkę. Dedykuję ją wszystkim, dzięki którym hospicjum w Wilnie może służyć Jezusowi obecnemu w drugim człowieku.

Podczas krótkiego, nieoficjalnego spotkania z dziennikarzami s. Michaela przywołała historię swej mamy, która w czasie II wojny światowej za pomaganie Żydom znalazła się w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Siostra opowiadała, jak mama przekonywała ją, że gdy człowiek jest w potrzebie, to nie wolno się bać. Po czym wyznała: – To stwierdzenie zabrałam do mego życia. Wiem, że trzeba pokładać nadzieję w Panu Bogu, powtarzać: „Jezu, ufam Tobie”. Jemu to wszystko oddaję i idę. Po prostu idę do przodu.

Siostra Michaela prosi Czytelników „Niedzieli”, aby modlili się w intencji wileńskiego hospicjum. Można je wesprzeć również materialnie. Informacje znajdują się na stronie: www.aniolowie.org .

Tagi:
zakonnica nagroda siostry Litwa

Zmarła najstarsza zakonnica na świecie

2018-06-06 15:52

st, vaticannews / Jokohama/Kraków (KAI)

W Japonii zmarła najstarsza siostra zakonna na świecie. Victoria de la Cruz była Hiszpanką, należała do Zgromadzenia Sióstr Adoratorek. Za trzy tygodnie obchodziłaby swoje 111 urodziny.

kyasarin/pixabay.com

Victoria urodziła się 24 czerwca 1907 r. w Maladze. Po złożeniu ślubów zakonnych w Zgromadzeniu Sióstr Adoratorek została wysłana do Japonii. Na miejsce dotarła w 1936 r. po dwumiesięcznej podróży statkiem. W czasie II wojny światowej wspólnota sióstr musiała opuścić Tokio.

„Pamiętam doskonale tamte trudne czasy, było bardzo zimno, mieliśmy mało jedzenia i doświadczyliśmy wiele przeciwności aż do końca wojny. Przeniosłyśmy się wówczas do Jokohamy” - wspominała s. Victoria. W Japonii założyła kilka szkół, była przełożoną tamtejszych wspólnot zakonnych. Do końca życia pracowała na rzecz młodzieży oraz kobiet.

Za swoją działalność została odznaczona przez władze Japonii. Rok temu, kiedy obchodziła swoje 110. urodziny, stała się znana „youtuberom” na całym świecie. W rytm „castañuelas” zagrała wówczas znaną piosenkę „Que viva España!”.

Warto przypomnieć, że w klasztorze sióstr dominikanek "Na Gródku" w Krakowie mieszka s. Cecylia Maria Roszak, mniszka, urodzona 25 marca 1908 roku w Kiełczewie koło Kościana. Po ukończeniu Państwowej Szkoły Handlowej i Przemysłowej Żeńskiej w Poznaniu, w 1929 r. wstąpiła do klasztoru dominikanek na Gródku w Krakowie. Po obłóczynach przyjęła zakonne imię Cecylia. W 1934 roku złożyła śluby wieczyste.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Częstochowa-Kiedrzyn: uroczystości ku czci św. Brata Alberta

2018-06-17 20:12

Ks. Mariusz Frukacz

„Coraz więcej ludzi w naszych czasach ulega amnezji duchowej” – mówił w homilii ks. dr Krzysztof Dziub, wikariusz sądowy Sądu Metropolitalnego w Częstochowie, który 17 czerwca przewodniczył Mszy św. z racji uroczystości ku czci św. Brata Alberta w parafii pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie-Kiedrzynie.

Ks. Mariusz Frukacz

Na Mszy św. zgromadzili się m. in. kapłani, siostry Adoratorki Krwi Chrystusa. Uroczystości ubogaciła Orkiestra Jasnogórska pod dyrekcją kapelmistrza Marka Piątka.

„Życie św. Brata Alberta pokazuje, że nierozerwalna jest więź między miłosierdziem a chrześcijaństwem” - mówił na początku Mszy św. ks. kan. Sławomir Wojtysek.

W homilii ks. Dziub wskazując na patrona kościoła i parafii podkreślił, że „dziś staje przed nami św. brat Albert, by zapytać o nasze życie” – Coraz więcej nam współczesnych ulega amnezji duchowej. Popatrzmy na nasze kościoły. Coraz mniej w nich ludzi. Jak trwoga to do Boga, wielu przychodzi tylko po kwitek, by być ojcem lub matka chrzestną – mówił ks. Dziub.

- Co więcej ludzie będący w kościołach na Mszy Św., zachowują się jak w kinie, nie chcą się modlić, nie przystępują do Komunii Św. A Bóg czeka i patrzy cierpliwie, co my z tą naszą wolnością, którą nas obdarował robimy – kontynuował kapłan.

- Dziś staje przed nami św. brat Albert, by zapytać: Czy pomyślałeś, że On kiedyś upomni się o to wszystko, upomni jak się o swoje, o to co Mu się należy? – przypomniał kaznodzieja.

Duchowny z bólem zauważył, ze „niestety my nie karmimy się Słowem Bożym, Chlebem dającym życie wieczne, lecz kłamstwami, które zabijają, niszczą człowieka” - A później się dziwimy, że ludzie się kłócą, włóczą po sądach, że rodziny się rozpadają, dzieci uciekają z domów. To wszystko zaczyna się niestety od odejścia od Boga, w szukaniu radości i szczęścia pod niewłaściwym adresem – wskazał duchowny.

Ks. Dziub podkreślił, że „dziś ludzie szukają radości i szczęścia. I jak się okazuje wciąż są śmiertelnie smutni.” - Wielu utożsamia szczęście z doznawaniem przyjemności cielesnych i umysłowych. Tymczasem przyjemność to szczęście ciała, radość to szczęście ducha – podkreślił ks. Dziub i dodał: „Grzeszne przyjemności, jak alkohol, narkotyki czy rozpusta pozostawiają posmak śmierci i smutku. Im więcej człowiek zalicza przyjemności tym bardziej jest smutny. Im więcej ich je tym bardziej jest głodny. Jak mówił Seneka „niektórzy są przez przyjemności nieszczęśliwi”.

- Jeśli chcesz być szczęśliwy, radosny to musisz jak św. Brat Albert mieć spokojne sumienie, bo przecież sam wiesz najlepiej, że niemożliwa jest radość jeśli męczą cię wyrzuty sumienia. I choćbyś nie wiem jak chciał się wyszumieć, zapić, nie zagłuszysz swojego sumienia – wołał do wiernych ks. Dziub.

Na zakończenie kaznodzieja podkreślił, że „najwyższy czas przebudzić się z tej duchowej amnezji” – Trzeba uświadomić sobie, że tak naprawdę nic nie mamy na ziemi, że nasze ciała należą do ziemi, a dusza do Boga. Z każdym dniem, każdy z nas jest bliżej tego, by oddać to co posiadamy. Ziemi ciało, a Bogu duszę – zakończył ks. Dziub.

Uroczystości zakończyły się procesją z Najświętszym Sakramentem i ucałowaniem relikwii św. Brata Alberta.

Parafię erygował 13 lipca 1997 r. abp Stanisław Nowak wydzielając jej teren z parafii św. Andrzeja Boboli. Budowę świątyni pw. św. Brata Alberta Chmielowskiego prowadził i ją wyposażał ks. Zdzisław Hatlapa. Została ona uroczyście poświęcona przez abp. Stanisława Nowaka 17 czerwca 2001 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

26 czerwca papież przyjmie prezydenta Francji

2018-06-18 12:18

st (KAI) / Watykan

Środowisko, migranci, Europa to zdaniem radia Europe 1 tematy, jakie podejmie Ojciec Święty przyjmując 26 czerwca prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Podczas swego pobytu w Rzymie szef państwa francuskiego przyjmie także tytuł honorowy kanonika kapituły laterańskiej.

wikipedia.org

Oczekuje się, że Emmanuel Macron podczas swych rozmów w Watykanie poruszy także kwestię miejsca duchowości w Republice i laickości państwa. Przy tej okazji radio Europe 1 przypomina, że przewodniczący francuskiego episkopatu, abp Georges Pontier, stwierdził w marcu br., że przewidywana jest wizyta Franciszka we Francji, ale Ojciec Święty musi jeszcze "znaleźć miejsce w swoim kalendarzu". W wywiadzie dla katolickiego dziennika La Croix w 2016 roku, papież zasugerował, że jednym z możliwych miejsc jego wizyty mogła by być Marsylia, a także Paryż czy Lourdes.

Po raz pierwszy honorowym kanonikiem kapituły laterańskiej został w roku 1604 Henryk IV. Nawrócony na katolicyzm z protestantyzmu, korzystał on z pomocy kanoników tej bazyliki. Wynagrodził za to kapitułę dochodami z opactwa benedyktyńskiego w Clairac w południowej Francji. Ona zaś przyznała pierwszemu francuskiemu monarsze z dynastii burbońskiej tytuł honorowego kanonika. Zobowiązała się też odprawiać co roku 13 grudnia – czyli w dniu jego urodzin – Mszę w intencji Francji. Tradycję kontynuowano również wówczas, gdy głowami państwa byli cesarze i prezydenci.

Z czasem jednak przysługujący im tytuł kanonika honorowego w praktyce popadł w zapomnienie. Dopiero w 1957 r. zwyczaj uroczystego objęcia kanonii w rzymskiej bazylice wznowił prezydent René Coty. Podobnego aktu dokonali też jego następcy, poczynając od gen. Charlesa de Gaulle’a – z wyjątkiem prezydentów Georgesa Pompidou, Françoisa Mitteranda i Françoisa Hollanda.

Ostatnim szefem państwa francuskiego, który przyjął ten tytuł 20 grudnia 2007 r. był Nicolas Sarkozy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem