Reklama

Życie z barierami, ale bez ograniczeń

2016-06-29 08:12

Wysłuchali: Magdalena Bartoszewicz i Paweł Kęska
Niedziela Ogólnopolska 27/2016, str. 30


Często trudno nam sobie wyobrazić życie ludzi, których spotykamy, szczególnie kiedy są różni od nas samych. Jak wyglądają życie i codzienność osoby poruszającej się na wózku? Pani Edyta mieszka w Żabińcu pod Piasecznem niedaleko Warszawy i na co dzień zyskała trochę samodzielności dzięki posiadaniu elektrycznego wózka inwalidzkiego.

Droga

– Tak naprawdę kiedy wychodzę z domu, widzę ulicę – zaczyna swoją opowieść pani Edyta. – Jeżdżę ulicami i patrzę, czy gdzieś pod kołami nie leżą pinezki, kawałki szkła, abym nie złapała gumy. By wyjść z domu, potrzebuję rąk, które mi w tym wyjściu pomogą, czyli ubiorą mnie, posadzą na wózek, otworzą drzwi i je za mną zamkną. Sama nie dam rady. Mieszkam z mamą. To ona mnie ubiera, przez cały dzień mi towarzyszy; kiedy potrzebuję coś zjeść – szykuje dla mnie posiłek, kiedy chcę wyjść – sadza mnie na wózek i wypuszcza.

Droga do miasta wygląda trochę niebezpiecznie. Muszę pokonać nierówności typu kamienie i doły. Do tego w samym mieście nie wszystkie chodniki są dla mnie dostosowane – są np. wysokie krawężniki, z których nie mogę zjechać. Pojemność akumulatorów w wózku elektrycznym jest ograniczona, więc nie mogę sobie pozwolić, by w nieskończoność szukać zjazdu, dlatego najczęściej poruszam się jednak ulicą. To jest niebezpieczne, bo samochody jeżdżą dosyć szybko, a kierowcy nie zawsze uważają. Czasami, szczególnie zimą, czuję, jak moja kurtka zahacza o róg samochodu. Z reguły jednak kierowcy są kulturalni.

Reklama

Bariery

Mam problem z wjazdem do małych sklepików, w centrum miasta nie można się dostać do większości banków. Dużym problemem dla osób poruszających się na wózku jest otwieranie drzwi – trzeba mieć dużo siły, aby je pociągnąć, odjechać wózkiem i dostać się do środka, więc z reguły trzeba kogoś prosić o pomoc. Dla osób poruszających się na wózku ratunkiem są markety, bo tam można spokojnie zrobić zakupy.

Kilka lat temu zdenerwowało mnie to, że do tylu miejsc nie mogę się dostać samodzielnie. Zainicjowałam więc akcję społeczną „Piaseczno bez barier”. Dotyczy ona barier architektonicznych, ale też społecznych. Prowadzimy rozmowy z lokalnymi władzami, mamy na koncie już kilka sukcesów, m.in. szkołę dostosowaną do potrzeb dzieci niepełnosprawnych, w przychodni mamy drzwi samootwierające się. Mam nadzieję, że małymi kroczkami doprowadzi nas to do dużego sukcesu. Staram się być aktywna, by nie poddać się nudzie i monotonii. Przekonałam się, że mogę zrobić coś pożytecznego nie tylko dla siebie, ale też dla społeczności lokalnej. Lubię coś robić, staram się urzeczywistniać swoje pomysły – mówi pani Edyta.

Życie

– Człowiek jest w stanie pokonać swoje lęki i obawy, kiedy długo nad tym pracuje – podkreśla pani Edyta. – Teraz nie mam już żadnych ograniczeń, jestem odważna. Mam też w sobie coś takiego, co przyciąga ludzi. Gdy byłam ostatnio w markecie i stałam przy półce z serkami, podszedł do mnie pan i zapytał, czy czegoś potrzebuję. Był na tyle miły, że zrobił ze mną całe zakupy. Jako osoba niepełnosprawna nigdy nie spotkałam się z brakiem akceptacji.

Najbardziej cieszę się z tego, że moje życie się przełamało. Do 25. roku życia nie miałam wózka elektrycznego i byłam uzależniona od innych. Wózek sprawił, że stałam się bardziej niezależna – teraz wyjeżdżam na wczasy, poznaję ludzi, moje życie zaczęło stawać się ciekawsze.

Panuje opinia, że jeżeli ktoś jest niepełnosprawny od urodzenia, to jest mu łatwiej. Ja myślę, że to nie jest prawda. Niepełnosprawność z biegiem czasu staje się coraz cięższa. Moja mama jest już starszą osobą i nie ma siły, aby mnie podnosić. Teraz ja chciałabym jej pomóc, a nie mogę.

Byłam bardzo radosnym i zdolnym dzieckiem. Kiedy miałam 7 miesięcy, zaczęłam samodzielnie chodzić. Kiedy skończyłam roczek, zaszczepiono mnie na polio i szczepionka zadziałała tak szybko, że za chwilę przestałam chodzić i w miarę upływu lat moje mięśnie stawały się słabsze. Mam duże skrzywienie kręgosłupa, nie jestem w stanie podnieść rąk do góry, nie mogę nawet podnieść kubka. Pomagając sobie drugą ręką, mogę się samodzielnie uczesać, zjeść posiłek, wypić herbatę. Mam tak kruche kości, że trzeba mnie umiejętnie podnosić, bo inaczej po prostu się złamią – opowiada pani Edyta.

Nowy wózek dla pani Edyty

– Wózek zastępuje mi nogi. Dzięki niemu mogę samodzielnie dostać się do miasta. Ma duży zasięg i rozwija dużą prędkość, spokojnie mogę pokonywać nim wiele kilometrów, i to niekoniecznie po równym terenie. Jednak większość wózków elektrycznych, przy tak intensywnym używaniu, po 5 latach traci swoją „ważność”. Naprawa zaczyna być nieopłacalna, bo części kosztują więcej niż cały wózek. Nowy nie jest, niestety, finansowany przez PFRON. W tej chwili w moim wózku najprawdopodobniej wszystko jest do wymiany; zaczyna on stanowić dla mnie zagrożenie, potrafi zatrzymać się bez przyczyny. Gdy wyjeżdżam z domu, mam duże obawy, czy nim wrócę.

Nie wyobrażam sobie już życia bez wózka, bo w momencie kiedy go nie mam, nie mam życia – to tak, jakby komuś raptownie odcięto nogi. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co by było, gdyby on całkowicie odmówił posłuszeństwa...

Reżyser reportażu w PR: Paweł Kęska

Zbiórka na nowy wózek oraz na podnośnik samochodowy dla pani Edyty jest prowadzona poprzez serwis internetowy: www.pomagam.caritas.pl/pomozmy-edycie-dojechac-do-celu/.

Reportaż przygotowany przez Program I Polskiego Radia we współpracy z Caritas wyemitowany w radiowej Jedynce w audycji „Noc z reportażem” 27 czerwca br. Audycja „Noc z reportażem” – w każdy ostatni poniedziałek miesiąca po godz. 22.30.

Tagi:
reportaż pomoc

Uwięzieni w biedzie

2016-12-14 10:18

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 51/2016, str. 20-21

Bieda powoduje przeźroczystość. Niektórzy mówią, że potrafi też uwięzić. Zmęczyć tak, że nie ma się sił na cokolwiek. Najgorzej, że odbiera też nadzieję. Wiarę w to, że ktokolwiek zauważy i pomoże. Potraktuje jak człowieka. Najtrudniej znieść świadomość, że ta bieda pojawiła się z przyczyn niezależnych. Nie ma w niej alkoholu, lenistwa, narkotyków ani hulaszczego życia. A bieda jest. Bliska krewna starości, samotności, opuszczenia, choroby i kalectwa.

Szlachetna Paczka/Piotr Woźniakiewicz

Szlachetna Paczka wydała w tym roku własny Raport o biedzie w Polsce. Raport ten jest efektem ciężkiej pracy wolontariuszy Paczki, którzy od 15 lat docierają do najbiedniejszych ludzi i pukają do zapomnianych drzwi biednych rodzin. Znają miejskie i wiejskie oblicza biedy. Wiedzą, gdzie szukać i jakie zadawać pytania. Z każdą rodziną spotykają się dwa razy. Rozeznają powody złego położenia i potrzeby. Dopiero potem zapada decyzja, czy dana rodzina lub osoba zostaną włączone do projektu. W 2015 r. wolontariusze Paczki odwiedzili 35 tys. rodzin. W ciągu ostatnich 5 lat gościli w domach ponad 143 tys. rodzin. Od 2001 r. włączono do projektu łącznie ok. 112 tys. rodzin. To daje im prawo do tego, by podsumować swoje obserwacje, usystematyzować je i opisać.

Raport nie opowiada jedynie o tych, o których się nie mówi, których nikt nie słucha, ale stawia krok dalej – proponuje próbę naprawienia sytuacji, często po ludzku nie do zniesienia. I za tę iskierkę nadziei, za pomysły należy się Szlachetnej Paczce podwójne uznanie. Choć zapewne na uznaniu i brawach im nie zależy. Woleliby, żebyśmy razem zrobili coś z polską biedą. Żeby było jej coraz mniej, a w nas – coraz więcej empatii, chęci działania i niesienia pomocy. Dlaczego to tak ważne, zwłaszcza teraz, u progu Bożego Narodzenia?

Kilka faktów na temat biedy

1,6 zł – tyle dziennie przypada na jedną osobę w 15 proc. rodzin dotkniętych chorobą lub niepełnosprawnością. Co druga rodzina ma długi, a co trzeci senior może wydać 7 zł dziennie, żeby nie popaść w zadłużenie. Tyle samo starych i schorowanych ludzi nie ma łazienki. Co 5. rodzina wielodzietna w Polsce mieszka w jednym pokoju, często nawet bez kuchni. Co 5. rodzina wydaje na mieszkanie połowę swoich dochodów. Większość rodzin, zwłaszcza tych wielodzietnych, jest zadłużona. Inaczej: nie stać ich np. na kupno butów zimowych. W rodzinach tych rodzic musi wybrać, które z dzieci dostanie ciepłą odzież czy buty. W co 5. rodzinie dochód na osobę to 200 zł, co oznacza, że po zapewnieniu dzieciom jedzenia i środków czystości niewiele zostaje na inne potrzeby, jak choćby zabawki, albo pasje. Z ogromnie trudnym startem w dorosłość zmagają się młodzi po opuszczeniu domów dziecka albo domów samotnej matki.

Twarze biedy

Pani Zofia, lat 83, w domu ma zimno przez nieszczelne okna i wybitą szybę. Najgorzej jest zimą, bo w mieszkaniu wieje jak na dworze. Starsza pani boi się wysokich rachunków za ogrzewanie, więc włącza piecyk tylko na 2 godziny dziennie.

Pani Irena ma troje dzieci. Najmłodsze nie mówi i nie chodzi. Wychowuje je sama. Mieszkają w starym domu w małej wiosce. Pani Irena najbardziej boi się głodu, więc robi, co może, żeby wykarmić dzieciaki – zbiera grzyby, robi przetwory, a nocami wyszywa obrusy na handel. A i tak nie ma za co kupić dzieciom butów.

Pan Kazimierz zachorował na raka krtani na 4 lata przed emeryturą. Dziś żyje z zasiłku – 600 zł miesięcznie. – Emeryturę to będzie pan miał w niebie – powiedział do niego lekarz. Choroba odebrała mu także głos i słuch. Jest zupełnie samotny.

Pani Danuta utrzymuje się tylko z zasiłku, na życie ma 50 gr dziennie.

Pani Czesia też jest zupełnie sama. Mąż odebrał sobie życie, syn przebywa w zakładzie psychiatrycznym. Kobieta utrzymuje się z renty. Niemal nie chodzi, nie widuje ludzi, z nikim nie rozmawia. Na śniadanie zjada kromkę chleba, kubek mleka przynosi jej sąsiad.

Budżet pana Władysława to: 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego i 380-złotowy bon żywnościowy. Wydatki: rachunki 100 zł, dla sąsiadki, która robi zakupy – 50 zł. I 2 zł dla listonosza przynoszącego pieniądze. Na życie zostaje 1 zł. Pan Władysław od 21 lat ma sparaliżowaną połowę ciała. Żona nie żyje.

Pani Magda i pan Stanisław mieszkają w altance. Bez wody i prądu. Jedzenie wkładają do garnków i zakopują w ziemi, żeby się nie zepsuło. Pan Stanisław ma amputowane obie nogi, więc od 3 lat nie wychodzi z altanki, żona nie ma siły go dźwigać. Mężczyzna pracował bez umowy, więc zostali z niczym. Znajomi pozwolili im zamieszkać w altance. Pierwsi zapukali do ich drzwi wolontariusze Paczki.

Pani Magda samotnie wychowuje 5 dzieci. Jest jej ciężko, musiała sprzedać obrączkę, żeby kupić jedzenie. Mąż umarł, ona sama popadła w depresję. Jedna z córek ma dziecięce porażenie mózgowe. W domu jest tak zimno, że śpią w jednym łóżku.

Monika ma dwóch synów. Samotna matka przez lata budowała dom na kredyt i pracowała na dwóch etatach. Czyli dzień i noc. W sierpniu dom był gotów do zamieszkania, miesiąc później spłonął. Do fundamentów. Do wylewki.

Daria miała 4 lata, gdy pijani rodzice wyrzucili ją z 4. piętra. Wychowała się w domu dziecka. W wieku 20 lat weszła w samodzielne życie z wyprawką w postaci kompletu pościeli. Mieszka w schronisku. Wspólna łazienka i kuchnia z 20 osobami. Chciałaby mieć własny czajnik... Chce zdać maturę, pracuje dorywczo. Chciałaby jakoś pomóc młodszym siostrom, wszystkie są w domach dziecka, żeby miały lepiej niż ona.

Nie poddają się, walczą

Ludzie włączeni do projektu Paczki wykazują się bohaterstwem najczystszej próby. Mimo poczucia niskiej wartości i przekonania, że społeczeństwo – czyli my wszyscy – dawno ich odrzuciło, nie przestają walczyć z przeciwnościami.

Jak Grażyna i Marek, którzy jeszcze 13 lat temu wiedli dostatnie, spokojne życie. Najpierw pani Grażyna na skutek wypadku straciła nogę, a po kilku latach pan Marek doznał udaru. Rozległego. Wymaga całodobowej opieki, umieszczono go w zakładzie pielęgnacyjnym. U pani Grażyny lekarze zdiagnozowali raka piersi, przeprowadzono amputację, a potem chemio- i radioterapię. Mimo to kobieta nie załamała się. Ciężko haruje przy remoncie domu. Tak ciężko, że pozrywała sobie nadgarstki.

Mateusz, lat 22, jest prawnym opiekunem młodszej siostry i ciężko chorej mamy. Ojciec ich zostawił, gdy mama zaczęła chorować. Mieszkają teraz w lokalu socjalnym. Mama wymaga stałej opieki, nie ma z nią już kontaktu. Mateuszowi marzy się czasem chwila wytchnienia, np. chciałby rozegrać mecz z kumplami.

Ona niedowidzi, on stracił wzrok na skutek wypadku. Marek i Ewa: wielka miłość i wielka pasja – taniec towarzyski. Mają 80 pucharów i kilkunastokrotne mistrzostwo Polski w tańcu sportowym niewidomych i słabowidzących. Ich wielką dumą jest jedynak Kamil. Ewa pracuje jako telemarketer. Marek ostatnio stracił pracę. Przedtem zarabiał 500 zł, choć pracodawca za zatrudnienie niepełnosprawnego dostawał od PFRON-u 1800 zł.

Ryba i (czy) wędka

Wiadomo, że lepiej biednego nauczyć łowić ryby niż ciągle przynosić mu ryby. Starania Paczki idą właśnie w tym kierunku. Pracuje się już nad tym, jak wesprzeć kolejny krok w wychodzeniu z biedy niezawinionej. Paczka to nie tylko pomoc materialna, jak czytamy w raporcie. Są już: Paczka Lekarzy, Paczka Prawników, Paczka Seniorów (pomoc dla seniorów). Od tego roku zaczyna działać Paczka Biznesu – czyli szkolenie wolontariuszy, którzy będą pomagali rodzinom w zarabianiu pieniędzy i w rozsądnym gospodarowaniu nimi.

Z dotychczasowych doświadczeń wolontariuszy Paczki wynika, że np. ludziom samotnym i starszym potrzebna jest nie tylko pomoc materialna, ale i nasza obecność. Ktoś, kto wysłucha, pójdzie po zakupy i do apteki, a potem zrobi herbatę i usiądzie, żeby pogadać. Gdy rodzinę dotyka choroba lub niepełnosprawność, najcenniejszym wsparciem okazuje się pomoc w opiece nad chorym. Podobnie jak w przypadku samotnych rodziców. Czas w ten sposób otrzymany pozwoli na szukanie pracy, podnoszenie kwalifikacji, czasem także na zwyczajne wyspanie się, chwilę dla siebie.

Biednym ludziom najbardziej dokucza brak płynności finansowej, nieumiejętność zarządzania skromnymi dochodami. Bywa, że wystarczy pomoc w pisaniu podań czy wskazaniu instytucji, które oferują wsparcie.

Bez względu na rodzaj biedy, wszystkim doskwiera poczucie niskiej wartości, odrzucenia, poniżenia, poczucie wyobcowania – cała sztuka polega na tym, by przestali tak o sobie myśleć.

Marzenia na święta

– Duży garnek oraz obrus, żeby mieć czym nakryć stół – pani Alina, mama 5 dzieci.

– Talerze, żeby mogli zjeść wigilię razem, a nie na dwie tury – rodzina z 7 dzieci.

– Maszynka do mielenia mięsa i występ w profesjonalnym teatrze – pani Maria, lat 71.

– Metalowe wiadro – niewidoma pani Teresa, która mieszka w domu bez wody i łazienki.

– Więcej siły, żeby dojść do kościoła – pan Krzysztof, lat 80.

– Dużo kości na zupę. Żeby ugotować cały garnek zupy – Mateusz, lat 22, opiekun rodziny.

Marzenia na święta: brak – pani Czesia.

* * *

Oblicza biedy:

• Starość i samotność.

• Choroba, niepełnosprawność.

• Nieszczęście.

• Samodzielny rodzic.

• Rodzina wielodzietna.

• Start w dorosłość.

Silny ból fizyczny i silne doświadczenie odrzucenia społecznego są odczuwane w taki sam sposób – wynika z badań przeprowadzonych przez amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego i Narodowy Instytut ds. Nadużywania Narkotyków.

Więcej o możliwościach zaangażowania się w projekty Szlachetnej Paczki na: www.szlachetnapaczka.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Dziwisz: Kamilu, jesteś radością Polski!

2018-02-17 19:41

md / Kraków (KAI)

Kamilu, jesteś radością Polski i chwałą Podhala! – powiedział kard. Stanisław Dziwisz, gratulując polskiemu skoczkowi, który w Pjongczangu obronił dziś tytuł mistrza olimpijskiego. „Bóg zapłać!” – podziękował Stochowi.

Krzysztof Tadej

Pochodzący z podhalańskiego Zębu skoczek narciarski na dużej skoczni w Pjongczangu obronił tytuł i po raz trzeci w karierze został mistrzem olimpijskim. Polak uzyskał w dwóch skokach 135 i 136,5 metra. Drugie miejsce zajął Niemiec Adreas Wellinger. Na trzecim miejscu podium stanął Norweg Robert Johansson.

Kard. Stanisław Dziwisz wiernie kibicuje polskim sportowcom, „zwłaszcza tym, którzy są góralami”, jak zaznaczył w rozmowie z KAI. Dziś również z wielkimi emocjami oglądał zmagania skoczków w Pjongczangu. „Kamilu, jesteś radością Polski i chwałą Podhala! Bóg zapłać!” – powiedział, gdy Kamil Stoch obronił tytuł mistrza olimpijskiego.

Stoch jako pierwszy reprezentant Polski w sportach zimowych zdobył w karierze trzy złote medale olimpijskie. Dwa złote krążki ma Justyna Kowalczyk. To 21. medal dla Polski w historii zimowych igrzysk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Kraków: Muzyczna Droga Krzyżowa

2018-02-18 21:03

luk / Kraków (KAI)

Po raz kolejny krakowscy wierni będą mieli okazję wziąć udział w Muzycznej Drodze Krzyżowej. 11 marca w kościele Redemptor Hominis w Krakowie tradycyjne podczas nabożeństwa rozważania zastąpią utwory muzyki klasycznej.

Graziako

Pomysł koncertu o charakterze pasyjnym wywodzi się z Łodzi. Na grunt krakowski przeniosła go Kinga Mastalerz. W Łodzi muzyka podczas nabożeństwa była puszczana z płyt. - Pomyślałam sobie, że o wiele większe wrażenie i duchowe przeżycia przyniosłoby wykonywanie utworów na żywo – wspomina.

W organizację muzycznego nabożeństwa odprawianego w kościele pw. Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Krakowie włącza się od 5 lat ponad 100 muzyków i wokalistów. Kolejnym stacjom Męki Pańskiej towarzyszą przede wszystkim klasyczne utwory muzyczne.

Pojawiają się również nowoczesne akcenty, na przykład w postaci wokalizy z filmu "Dziewiąte wrota" i pieśni góralskich. - To unikalna możliwość, aby wejść w siebie i na podstawie wyjątkowego tła muzycznego budować własne rozważania o cierpieniu Chrystusa – opisuje Mastalerz.

W tym roku o oprawę muzyczną zadbają trzy krakowskie chóry, orkiestra, zespoły instrumentalne i soliści, w tym Karin Wiktor-Kałucka czy Tomasz Jarosz. – Całość dopełni bogata aranżacja świetlna, która sprawi, że będzie to nie tylko wspaniałe widowisko, ale także zachęta do tego, by zadumać się nad sensem trudnych momentów w swoim życiu – podkreśla Mastalerz.

Muzyczna Droga Krzyżowa rozpocznie się 11 marca o godz. 20:00 w kościele Redemptor Hominis w Krakowie (ul. Stelmachów 137). Co istotne świątynia ta charakteryzuje się wyśmienitą akustyką, gdyż została zaprojektowana przez Tomasza Koniora, który jest autorem projektu m.in. siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem