Reklama

Cuda dzieją się po cichu

Rzucam życiu wyzwanie

2016-07-13 09:00

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 29/2016, str. 44-45

Mieszka na końcu wiejskiej uliczki, a może na jej początku? W każdym razie tę drogę łatwo minąć, bo polna, wąska, z dwoma paskami szutru i trawą w środku. Dom też może umknąć naszej uwadze. Niewielki, schowany w zieleni, stoi bokiem do drogi. Więcej niż skromny, ale czysty i zadbany, z kwiatami przy podjeździe i bieluchnymi firankami w oknach.

W środku Krzysztof. Siedzimy przed oknem przy kawie i ciastkach oreo. Krzysztof przygląda mi się bacznie, stale lekko uśmiechnięty. Ma 19 lat i właśnie złożył egzamin dojrzałości w Technicznych Zakładach Naukowych w Częstochowie, a wcześniej egzamin zawodowy. Oficjalnie jest dziś technikiem informatykiem. Następny krok to studia na kierunku grafika komputerowa i multimedia Akademii im. Jana Długosza. Taki ma plan. – Warto spróbować – mówi cicho.

Krzysztof cierpi na achondroplazję, czyli niedorozwój układu chrzęstnego, co powoduje zaburzenia w rozwoju pewnych kości i karłowatość. Niewielkiemu wzrostowi Bóg dodał dla równowagi sporą inteligencję, ciekawość świata i determinację. Bo historia Krzysia to dowód na to, że nie wolno drugiego człowieka szufladkować, przypinać mu etykietki – bo wygląda inaczej, bo z trudem się rusza; jego małomówność to nieśmiałość, a nie braki umysłowe, jak sądziło wielu ludzi. Zbyt wielu.

Reklama

Marzą mu się morze i Japonia. W dowolnej kolejności. Chciałby też zobaczyć góry. Generalnie ciągnie go do życia. Chce studiować, najchętniej grafikę komputerową. Planuje nauczyć się też montażu filmowego, bo może właśnie to zajęcie pozwoli mu kiedyś zarabiać na życie.

Pierwszy komputer dostał od chrzestnego jako prezent z okazji I Komunii św. Ale fascynację informatyką zaszczepił w nim dopiero nauczyciel z gimnazjum w Mstowie Grzegorz Purga. Mama Krzysia, Teresa, ze śmiechem wspomina, że synowi marzyły się onegdaj nie tyle komputery, co służba w jednostce specjalnej GROM. To tak à propos marzeń...

Edukacja pod górkę

Uczył się w systemie indywidualnym, czyli w domu. Najtrudniej było chyba w podstawówce, zwłaszcza od IV klasy. O dziwo, dzieci go akceptowały, gorzej z nauczycielami. Dla jasności – nie chodzi o dokuczanie wprost, bo nikt nie prześladował niepełnosprawnego chłopca, ale o sposób postrzegania. Że skoro dzieciak jest niepełnosprawny fizycznie, to pewnie także umysłowo. Błąd! Nikt nie zauważył – a może nie chciało mu się przemęczać – że w nieśmiałym chłopcu drzemie potencjał. Jak wtedy, gdy choć miał świadectwo z paskiem, nie dostał specjalnego stypendium unijnego dla uzdolnionych, a niezamożnych, bo uznano, że takim jak on – czytaj: niepełnosprawnym – sztucznie zawyża się oceny.

Interesuje go historia, zwłaszcza polska. Lubi czytać i czyta bez wyboru, co mu wpadnie w ręce. Śledzi też działalność NASA, a w związku z tym także literaturę popularnonaukową. Internet otworzył mu świat. Ze swojego pokoju z widokiem na łąki może nagle wyfrunąć, dokąd tylko chce. Czyta więc zachłannie i znacznie więcej niż dawniej, bo przy tradycyjnych książkach bolały go oczy i mdlały ręce. Dalej trudność sprawia mu pisanie. Jeden z nauczycieli radził mu przed maturą, żeby wzmacniał dłonie ćwiczeniem z piłeczką. Wytrzymałe palce i nadgarstki u informatyka – to rzecz podstawowa.

Ludzie dobrzy i tacy sobie

Może w miastach jest inaczej, ale na wsi na niepełnosprawność ciągle patrzy się złym okiem. Jakby była czyjąś winą lub karą. Czuje się to przy okazji zwyczajnych, codziennych zdarzeń. Żeby wyjechać z wioski, Krzyś z mamą korzystają często z transportu publicznego. P. Teresa opowiada, że z jednym wyjątkiem nigdy nikt nie pomógł drobnej kobiecie wnieść wózka inwalidzkiego z synem do autobusu. Nikt przez tyle lat nie przyszedł z ofertą jakiejś pomocy czy rady, jak dla chłopca załatwić sanatorium, lepszy szpital, jakąś zapomogę czy inne wsparcie. Albo wtedy, gdy mama obdzwoniła wszystkie licea w Częstochowie z prośbą o przyjęcie syna i wszystkie grzecznie odmawiały, tłumacząc się brakiem udogodnień. Nawet nie widzieli Krzysia, a już zakładali, że się nie uda. Tylko dyrektor TZN-u miała odwagę. Dyrektor Jolanta Sacharczuk. – Anioł nie kobieta – mówi p. Teresa.

Czasem w ciągu zdarzeń niemiłych i niesprawiedliwych trafiają się chwile olśniewające. Zmieniające perspektywę widzenia świata. Gdy Krzysztof zaczął naukę w technikum, na kierunku uznawanym za elitarny, w domku przy bocznej drodze zaczęli pojawiać się nauczyciele z TZN-u. Raptem otoczyli go dobrzy ludzie. Taka niby prosta rzecz – życzliwi ludzie, którzy dostrzegli w Krzysztofie potencjał i nie odpuścili. Zaszczepili w nim wiarę, że może sięgnąć po coś, co wydawało mu się nieosiągalne. Podczas lekcji nikt nie patrzył na zegarek. Gdy Krzysztof dzwonił, że nie ma możliwości dotarcia do szkoły, zdarzało się, że Barbara Dubińska, nauczycielka przedmiotów informatycznych, organizowała mu przejazd do szkoły. Przyjeżdżali z wizytami koledzy z klasy. To oni zrobili Krzysiowi specjalny stołek, dzięki któremu łatwiej sięgał podczas egzaminów do komputera. Ruszyli go z domu – przyjeżdżał do szkoły na zajęcia praktyczne. Nie traktowano go ulgowo. Odpłacał się pracowitością – Witold Iwańczak – nauczyciel informatyki, który obserwował postępy chłopca, mówi, że zaimponował mu swoją postawą.

Mama przez duże M

Uczenie się w domu to ciężka praca, bo nauczyciel ma do dyspozycji o połowę mniej godzin lekcyjnych niż normalnie, a musi zdążyć z materiałem, co oznacza konieczność gigantycznej pracy samego ucznia. A ta się nie uda bez wsparcia najbliższych. I tu na scenę powtórnie wkracza mama Krzysztofa.

Określenia: heroiczna, dzielna, niezłomna jakoś nie przystają do tej drobnej, miłej pani, wydaje się, że zbyt delikatnej do takiego życia. Bo los matki dziecka niepełnosprawnego to ciągłe bohaterstwo dnia codziennego. A mama wiejskiego dziecka niepełnosprawnego ma jeszcze gorzej. P. Teresa mówi, że czuła się zawsze osamotniona. Oczywiście, mogła liczyć na rodzinę, ale wszyscy zapracowani, z własnymi już rodzinami, nie zdołali uczestniczyć w ich codziennych zmaganiach ze światem.

P. Teresa często mówi nie bez goryczy, że są z Krzysiem sami. Że mają tylko siebie nawzajem. Bo świat przyniósł im więcej goryczy i rozczarowania, łez i poczucia bezsilności niż tych dobrych chwil. Może dlatego tak cenią sobie życzliwość i przyjaźń. I stale przypominają długą listę nazwisk nauczycieli, dzięki którym Krzysztof jest, kim jest.

– Bez nich los syna byłby przesądzony – mówi mama. – A dziś, proszę spojrzeć: wróżono mu, że życie przesiedzi w domu, a on daje sobie radę. I póki starczy mi sił, na ile Bóg pozwoli – dodaje – zrobię wszystko, żeby spełnił swoje marzenie o studiach.

Łatwo nie będzie

– Nigdy nie było – uśmiecha się p. Teresa. Ich wspólny miesięczny dochód wynosi ok. 1200 zł. Że starcza na jedzenie, ubrania, leczenie i opał na zimę – graniczy z cudem. Jeszcze większym wyzwaniem staje się w takiej sytuacji studiowanie. Codzienny dojazd na uczelnię nie wchodzi w grę z powodu transportowej mordęgi – wózek, ceny biletów plus miejski ruch. Zastanawiają się więc nad wynajęciem pokoju dla dwojga. Niepełnosprawność Krzysia wyklucza bowiem samodzielność. Mama towarzyszy mu stale. Czekają go teraz cykliczne badania – niepokoją ich bóle kręgosłupa i rąk. Martwi też, że 8-letni laptop chłopca nie przetrwa kolejnego semestru. Problemów nie ubywa, czasem bywa tylko lżej, gdy spojrzą za siebie i ocenią dystans, jaki udało im się przejść. Wtedy śmielej patrzy się w przyszłość.

Historia Krzysztofa jest trochę po to, żeby pokazać innym ludziom w podobnej sytuacji, że niepełnosprawność nie musi ograniczać. Częściej to otoczenie sugeruje, że czegoś nie da się zrobić, stawia sztuczne bariery, nakłania do rezygnacji, zniechęca. Na szczęście są ludzie, którzy potrafią przerwać ten zaklęty krąg. Obudzić marzenia i nadzieje. Dać do rąk narzędzia, dzięki którym w świat niepełnosprawnych wkraczają radość i spełnienie. Dla Krzysztofa jego pokój z widokiem na łąki stał się portem, z którego wyrusza w swój własny rejs.

Osoby, które chcą pomóc Krzysztofowi, prosimy o kontakt z redakcją, e-mail: woynarowska@niedziela.pl ;
tel. (34) 369-43-16.

Tagi:
rodzina niepełnosprawni

Papież: najlepszą odpowiedzią na obojętność jest miłość

2018-11-17 19:56

vaticannews / Watykan (KAI)

Najlepszą odpowiedzią, jaką można dać naszemu społeczeństwu, które niejednokrotnie spycha na margines osoby niepełnosprawne, jest broń miłości, ale nie ta fałszywa, cukierkowata, tylko ta prawdziwa, konktetna i pełna szacunku – to słowa Papieża skierowane do członków włoskiego Ruchu Apostolatu Niewidomych, którzy zostali przyjęci na audiencji z okazji 90. rocznicy jego powstania.

Grzegorz Gałązka

Franciszek przywołał postać założycielki ruchu, Marii Motty, która zakładając go, pragnęła formować ludzi samodzielnych i zdolnych do bycia świadkami wiary także poprzez swoją niepełnosprawność. Dodał, że wielką radością dla Kościoła jest fakt, iż członkowie Apostolatu Niewidomych od lat wspierają ubogich i cierpiących szczególnie w południowych regionach świata, gdzie osób niewidomych i żyjących w trudnych warunkach jest bardzo dużo.

Papież zwrócił także uwagę na dwa charakterystyczne elementy charyzmatu ruchu. Pierwszym jest wzajemna współpraca i wspieranie się osób widzących i niewidomych, a drugim pomoc osobom ubogim.

"W ten sposób przyczyniacie się do wzrostu Kościoła ubogiego i dla ubogich, doświadczając, że i oni mogą wiele nas nauczyć i że postawienie ich w centrum jest uprzywilejowaną drogą ewangelizacji. Wasze konkretne zaangażowanie w pomoc i wsparcie ubogich czyni was protagonistami w dziele ewangelizacji, który Kościół prowadzi pośród najbardziej odrzuconych – powiedział Ojciec Święty. - Wszyscy bowiem jesteśmy wezwani do odkrycia w nich Chrystusa, do użyczenia im naszego głosu w ich sprawach, ale także do bycia ich przyjaciółmi, słuchania ich, zrozumienia i przyjęcia tajemniczej mądrości, którą Bóg chce nam przez nich przekazać".

Odwołując się do zaangażowania członków Ruchu Apostolatu Niewidomych w pomoc ubogim Ojciec Święty zaznaczył, że nawet, jeżeli doświadczamy własnej małości wobec ogromnych problemów tego świata, to jesteśmy mocni w miłości Bożej i wszyscy zostaliśmy powołani do zatroszczenia się o kruchość ludu i świata, w którym żyjemy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Promocja książki abp. Grzegorza Rysia na Jasnej Górze

2018-12-15 16:56

Magda Nowak

„Koronowana Służebnica” to tytuł nowej książki autorstwa abp. Grzegorza Rysia. Ten sam tytuł nosiła wygłoszona przez księdza arcybiskupa w sierpniu 2017 r. na Jasnej Górze nowenna przed głównymi uroczystościami jubileuszu 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Książka to owoc tamtych dni. To cykl kazań, które codziennie przez 9 dni podczas Mszy św. kierowane były z jasnogórskiego Szczytu do pielgrzymów i częstochowian przybywających do sanktuarium. Książka została wydana nakładem Wydawnictwa Paulinianum.

Magda Nowak/Niedziela

„Koronowana Służebnica” może posłużyć do odkrywania maryjnej i jasnogórskiej ścieżki do Boga. Jej ważny element stanowi wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej. Jest on swego rodzaju „mapą” umieszczaną na początku każdego rozdziału. Dzięki tej „mapie” czytelnik prowadzony słowem abp. Grzegorza Rysia może „po kawałku” czytać Jasnogórską Ikonę i otwierać się na bogactwo płynących z niej treści.

Promocja książki z udziałem autora odbyła się w piątek 14 grudnia w Kaplicy Różańcowej na Jasnej Górze. Spotkanie poprowadził o. Michał Legan. Abp Grzegorz Ryś na zadawane mu pytania odpowiadał jak zwykle krótko i celnie, ze znaną sobie bezpośredniością. Dłoń Maryi – to pierwsza rzecz, na którą zwrócił uwagę autor książki. Matka Boża zawsze prowadzi do Jezusa. Nie ma innego, ważniejszego zadania niż to. Pieczętuje je gestem dłoni nieustannie wskazującej na Chrystusa. Jednocześnie całe Jej życie jest przeniknięte Słowem Bożym. Od początku, zanim jeszcze stała się Matką Boga, nosi w sobie Słowo, jest Uczennicą Słowa. Dlatego podczas zwiastowania może rozmawiać z Aniołem słowami Pisma Świętego.

– Maryja jest dla nas kimś niesłychanie ważnym, natomiast za każdym razem ta ważność nie bierze się z Niej samej – przypomniał ksiądz arcybiskup – Jest kimś takim, dlatego, że jest Oblubienicą Ducha Świętego.

W kazaniach nowennowych, których fragment został przypomniany podczas materiału filmowego, abp Grzegorz Ryś postawił słuchaczom pytanie, czy zakochali się w Słowie Bożym? Kiedy ostatni raz nie tylko czytali Pismo Święte, ale również je pocałowali? Stwierdził ze smutkiem, że można przeczytać nawet całą Biblię, ale nic z niej nie zrozumieć, być nadal poza zasięgiem mocy Słowa. A dopóki nie zapragniesz i nie przyjmiesz Słowa do wnętrza serca, Ono pozostaje na zewnątrz i nie może działać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ukraina: prezydent ogłosił powstanie niezależnego lokalnego Kościoła prawosławnego

2018-12-15 21:25

kg (KAI/RISU) / Kijów

O powstaniu nowego lokalnego Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oznajmił 15 grudnia w Kijowie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Słowa te wypowiedział na stołecznym Placu Sofijskim po zakończeniu soboru zjednoczeniowego, który w tym dniu obradował w historycznej Sofii Kijowskiej, czyli dawnej świątyni Mądrości Bożej. Głowie państwa towarzyszyli zwierzchnik nowego Kościoła metropolita Epifaniusz i osobisty przedstawiciel patriarchy Konstantynopola metropolita Galii (Francji) Emanuel, który przewodniczył posiedzeniu soboru.

Petro Poroszenko/Twitter.com

"Dopiero co sobór biskupów Patriarchatu Kijowskiego, sobór i wszyscy biskupi Kościoła Autokefalicznego i grupa biskupów Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego [UKP PM] utworzyli zjednoczony Kościół ukraiński. Ten cud stał się możliwy dzięki niezachwianemu stanowisku patriarchy ekumenicznego Bartłomieja i naszego macierzystego Kościoła Konstantynopolskiego. Wykorzystał on swe niezaprzeczalne kanoniczne prawo leczenia ran, zadanych prawosławiu ukraińskiemu przez panowanie moskiewskie" - oświadczył prezydent.

Zapewnił, że nowo powstały Kościół na Ukrainie będzie służył wyłącznie interesom swego narodu, "ten Kościół będzie bez Putina i bez Cyryla".

W dalszym ciągu swego przemówienia Poroszenko podkreślił rolę patriarchy Filareta w utworzeniu Kościoła, dodając, że "nie wymyślono jeszcze takiej miary, którą można by opisać wkład patriarchy do sprawy autokefalii Kościoła ukraińskiego". "Byliście i pozostaniecie duchowym liderem narodu ukraińskiego" - stwierdził szef państwa.

Podziękował również głowie Kościoła Autokefalicznego metropolicie Makaremu i wszystkim jego biskupom za ich "twarde stanowisko" w tej sprawie. Zwrócił się też oddzielnie do tych biskupów UKP PM, którzy "mimo nacisków, pogróżek i klątw Moskwy oraz piątej kolumny [u nas] podjęli mężnie decyzję i zjawili się na soborze". Poroszenko zwrócił uwagę, że wybierając między Ukrainą a Rosją, postawili na Ukrainę i "gratulujemy wam tego wyboru".

Na zakończenie mówca zapewnił, że na Ukrainie "nie było, nie ma i nie będzie Kościoła państwowego", państwo zaś "nie będzie się mieszało w działalność Kościoła", a to, "do jakiego kościoła chce ktoś chodzić, jest wolnym wyborem danego człowieka".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem