Reklama

Odgrodzeni ekranami

2016-08-03 09:26

Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 32/2016, str. 40-41

Grzegorz Boguszewski
Manfred Spitzer, „Cyberchoroby. Jak cyfrowe życie rujnuje nasze zdrowie”, Wydawnictwo Dobra Literatura, 2016

Bez wątpienia cyfrowa technologia informacyjna silniej niż jakakolwiek innowacja w historii cywilizacji zmienia życie całych społeczności i każdego konkretnego człowieka. Za pośrednictwem kolejnych, coraz doskonalszych cyfrowych narzędzi – które często są zwykłymi uprzyjemniającymi życie gadżetami – ich producenci przekonują nas, że bez nich będziemy skazani na niebyt, zostaniemy wypchnięci poza obręb dobrobytu, że tylko one dają szansę na życiowy sukces

Jedni rzucają się na te zdobycze cywilizacji z wielką nadzieją i euforią, drudzy, bardziej sceptyczni, przyjmują je jako fatum, od którego nie da się uciec. I jedni, i drudzy traktują te cyfrowe oferty niczym mannę z nieba. Konsumują cyberdobra równie bezrefleksyjnie jak chipsy lub kolorowe napoje.

Cyberlobby wywołuje cyberstres – pisze w swej książce „Cyberchoroby. Jak cyfrowe życie rujnuje nasze zdrowie” prof. Manfred Spitzer, niemiecki psychiatra i neurobiolog, autor wielu prac naukowych i publikacji popularyzujących prawdziwą wiedzę na temat skutków nieokiełznanej cyfryzacji wszystkich i wszystkiego.

Najbardziej niepokojące, zdaniem Spitzera, jest to, że potężne cyberlobby, powołując się na jakąś bliżej nieokreśloną wiedzę naukową, prowadzi wciąż wzmagającą się kampanię – niestety, bardzo skuteczną – że tylko coraz bardziej wymyślne media cyfrowe mogą ustrzec człowieka przed lękiem, samotnością, głodem, depresją, biedą, dosłownie przed wszystkim. Brakuje ci pieniędzy? – kredyty on-line są szybsze niż jakikolwiek bank; jesteś za gruby? – istnieją aplikacje z dietą; nie masz na nic ochoty? – są aplikacje motywujące! Na samotność – Facebook. I tak dalej – w nieskończoność. Do wszystkiego, o czym jeszcze nawet nie pomyśleliśmy, są odpowiednie aplikacje, wystarczy dotknąć palcem. A to przecież umie każde dziecko.

Reklama

Tajemnica cyberboomu, który nastąpił w drugiej dekadzie XXI wieku, polega na tym, że im bardziej nasze życie toczy się on-line, tym więcej zarabiają producenci „niezbędnych każdemu człowiekowi” cybergadżetów. Nasze nieszczęście – którego jeszcze nie dostrzegamy i przed którym nie jesteśmy ostrzegani – polega natomiast na tym, że wszystkie obiecane korzyści z pójścia na całość w cyberprzestrzeń wkrótce okażą się, lub już się okazują, szkodami. Nieustanne czuwanie on-line wywołuje stres, lęk przed tym, że coś nas ominie, że gdzieś nas nie ma – tzw. FoMO, czyli fear of missing out – a ograniczające ruch warowanie przy ekranie prowadzi do otyłości; rezygnacja z normalnych międzyludzkich relacji na rzecz portali społecznościowych prowadzi do depresji, długotrwałe obcowanie z ekranami zaburza sen, wywołuje zmęczenie i apatię. Wydaje się, że lista naukowo uzasadnionych zagrożeń wynikających z nadmiernego i najzupełniej niekoniecznego korzystania – dzięki cynicznym sprzedawcom – z coraz to nowszych cyberurządzeń już dziś przewyższa rzekome cyberkorzyści. Trudno zrozumieć, dlaczego jest ignorowana.

Cyber od kołyski

Dzieci powinny być oswajane z komputerem jak najwcześniej – to wyjątkowo podłe zalecenie lobby producentów, ubrane w pseudonaukowe teorie. Produkuje się już nawet specjalne uchwyty na ekrany dla niemowlaków, aby mogły się w nie spokojnie wpatrywać. Niektórzy rodzice tego rodzaju udogodnienia przyjmują z wielkim zadowoleniem po prostu dlatego, że dziecko zostaje „wyłączone” i mogą się zająć innymi sprawami.

Zadziwiająco gładko i bezrefleksyjnie ludzie przyjmują przekonanie, że od opanowania nowych technologii cyfrowych zależy dobra przyszłość, a przede wszystkim życiowy sukces. Dlatego z dumą rozsyłają – oczywiście drogą cyfrową – zdjęcia swych kilkumiesięcznych pociech przed ekranem laptopa lub z tabletem w rączce. Z dumą opowiadają, jak to ich dwuletnie szkraby już „znają się” na obsłudze dotykowego ekranu.

Neurobiolog prof. Spitzer ostrzega, że wykorzystywanie tabletu do „uczenia” małego dziecka prowadzi wprost do ograniczenia jego rozwoju; tablet nie dostarcza całościowych doświadczeń angażujących wszystkie zmysły, nie uczy rozumienia przedmiotów, wyobraźni przestrzennej, twórczości, ponieważ nie jest ani wyzwaniem, ani wsparciem w sferze czuciowej i ruchowej – jak np. zwykłe klocki – nie wykształca w mózgu dziecka odpowiednich powiązań, skojarzeń. A więc po prostu upośledza rozwój młodego mózgu!

Jednak producenci cybergadżetów nie odpuszczają. Przekonują, że media cyfrowe są jak najbardziej odpowiednie dla małych dzieci, ponieważ ich obsługa jest prosta. A przecież to znaczy, że dziecko nie musi się wysilać, uruchamiać i wykształcać w mózgu zbyt wielu połączeń nerwowych – rzekomo ma mu wystarczyć tylko dotyk chłodnego ekranu, by poznawać świat... Niestety, ten tok rozumowania przyjęli w wielu krajach także pedagodzy wczesnorozwojowi, którzy użalają się, że wciąż zbyt mało rodzin posiada tablety i ten niedostatek trzeba jak najszybciej nadrobić.

Ten pęd do nadrabiania cyberzaległości nie dotyczy tylko krajów cywilizacyjnie zapóźnionych. Prym wiodą tu kraje tak rozsądne, jak choćby Austria, gdzie ministerstwo kultury wspólnie z Unią Europejską dofinansowało podręcznik dla pedagogów przedszkolnych, w którym czytamy: „To już nie wyjątek: roczne dzieci, które właśnie uczą się chodzić, zadziwiająco dobrze odnajdują się w zabawie z iPadem rodziców – może nawet lepiej niż we własnym mieszkaniu (...)”.

Jak więc rozumieć promowane w mediach – i przyjmowane jako wyrocznia w wielu systemach oświatowych – stwierdzenia różnego rodzaju pedagogów, że maluchy korzystające z tabletu mogą dokładniej spostrzegać swoje otoczenie? Już widzimy, jak rośnie pokolenie dosłownie przyklejone do ekranów, zupełnie ignorujące nawet najbliższe otoczenie.

Deficyt uwagi

Zrzeszenie niemieckich pedagogów medialnych swym autorytetem wspiera pochodzące nie wiadomo skąd przekonanie, że „umiejętność czytania i pisania nie jest już konieczna do korzystania z internetowych treści, bo odpowiednie menu umożliwia dostęp do nich już dzieciom przedszkolnym”.

Wiele też wskazuje na to, że także potrzeba mówienia – zwłaszcza rozmawiania twarzą w twarz z drugim człowiekiem – staje się zbędna, a przecież umiejętność prowadzenia dialogu ciągle jeszcze jest biletem wstępu do życia intelektualnego człowieka. Tymczasem ekrany zaaplikowane niemowlakom wyraźnie hamują rozwój mowy; aby dziecko nauczyło się mówić, musi być stale z ludźmi, a nie z ekranem, który mechanicznie i zawsze tak samo reaguje na dotyk – szybko zmieniającym się obrazkiem, hałasem.

Badacze udowodnili, że tzw. kreskówki w katastrofalny sposób oddziałują na mózg dziecka; są powodem coraz częstszego występowania nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), a to odbija się w oczywisty sposób na zdolności do przyswajania wiedzy. Liczne już badania potwierdzają, że bombardowanie dzieci niedorzecznymi bzdurami w nazbyt udziwnionych, pełnych niepokoju i szybkiej akcji bajkach prowadzi do swoistego wyłączenia mózgu, do notorycznej nieuwagi i niezdolności do koncentracji. Ze względu na bardzo widoczne nasilenie tego zjawiska należy je już dziś rozpatrywać w kategoriach zdrowia całej przyszłej populacji.

Serfowanie po Internecie, gry komputerowe, a przede wszystkim od kilku lat wszędobylskie smartfony są dziś bardzo poważnym zagrożeniem dla rozwoju umysłowego dzieci i młodzieży, a więc jakości życia przyszłych pokoleń. Co ciekawe, z ogromnym niepokojem zauważyli to także spece od kreowania rynku cyberkonsumentów. Microsoft Kanada bije na alarm: „Ponieważ coraz więcej sfer życia Kanadyjczyków ulega cyfryzacji, uznaliśmy, że ważne jest zrozumienie skutków dzisiejszego scyfryzowanego stylu życia dla konsumentów i ich uwagi oraz znaczenia tychże skutków dla rynku. (...) Prawdę mówiąc, wyniki badania potwierdzają, że nie zawsze dostajemy wszystko, czego się spodziewamy...”. Nic dodać, nic ująć. Czyżby zbyt natarczywa i ślepa cyfryzacja wszystkiego niczym bumerang boleśnie wracała do swego źródła?

Cyfryzacja a edukacja

Usilnie promujące i przyspieszające cyfryzację trendy edukacyjne w wielu rozwiniętych krajach wydają się dowodem na to, że rynek jest ważniejszy od nauki. W wielu szkołach podstawowych naukę rozpoczyna się od zajęć z iPada. W Korei Południowej, w Holandii powstają „klasy Steve’a Jobsa”... Tu warto wtrącić, że sam twórca iPada Steve Jobs utrzymywał swoje dzieci z dala od tego rodzaju edukacyjnych udogodnień. W Dolinie Krzemowej istnieje szkoła, która szczyci się tym, że nie posiada ani jednego komputera, a uczą się w niej dzieci pracowników Google, Apple, Yahoo i Hewlett-Packard.

Na Uniwersytecie Princeton i w Dolinie Krzemowej powstała nawet praca naukowa pt. „Pióro jest potężniejsze od klawiatury; zalety pisma odręcznego w porównaniu z pisaniem na laptopie”. Okazuje się, że pisanie na klawiaturze nie sprzyja kodowaniu wiedzy w pamięci długotrwałej. W Chinach natomiast – czyli w zagłębiu produkcyjnym cybergadżetów – przeprowadzono badania na 6 tys. uczniów, które pokazały katastrofalny wpływ pisania na klawiaturze na umiejętność czytania.

Skąd w takim razie bierze się przekonanie zarządzających systemami edukacji, że jedynie całkowite wyposażenie szkół w cyfrową technologię informatyczną może zapewnić społeczeństwu dobre wykształcenie kolejnego pokolenia?! Wyposażenie szkół w elektroniczne podręczniki staje się obsesją wszystkich niemal rządów. Politycy, chcąc się przypodobać wyborcom, wieszczą „koniec epoki kredy”, wbrew ostrzeżeniom naukowców i wbrew prostej prawdzie, że ewolucja człowieka nie nadąży za natrętnym rozwojem popularnych urządzeń cyfrowych, a zwłaszcza za pobudzaniem apetytu na nie.

W 2012 r. na łamach czasopisma „Science” opublikowano wyniki badań, które wskazują, że „sukces edukacyjny jest tym mniejszy, im bardziej podręczniki wykorzystują możliwości, jakie daje cyfryzacja – filmiki i linki po prostu odwracają uwagę i pogarszają efekty uczenia się, tym bardziej, im lepiej są zrobione”. Jeszcze jeden dowód na to, że cyfryzacja prowadzi do rozpraszania uwagi i zakłóca przyswajanie wiedzy.

Nauczanie bywa też zakłócane w sposób jak najbardziej bezpośredni – przez uczniów korzystających w czasie lekcji ze smartfonów. Coraz rzadziej stosowane są zakazy w tej mierze, gdyż byłoby to niepoprawne politycznie ograniczenie wolności dzieci.

Złowróżbny zanik empatii

Cyberrewolucja nabrała tempa kilka lat temu, po pojawianiu się smartfonów, które stały się „przedłużeniem ręki” niemal każdego młodego człowieka. Nauczyciele z niepokojem obserwują, jak uczniowie na przerwach zamiast biegać po boisku siedzą na krzesłach wpatrzeni w niebiesko świecące ekrany. Czego szukają? O czym myślą? Nie wiadomo. Są oderwani od rzeczywistości, nie rozmawiają ze sobą. Zapewne w przyszłości będą nie lada wyzwaniem dla służby zdrowia – choroby kręgosłupa, otyłość, depresja już teraz stają się charakterystyczne dla cyberpokolenia.

Samotni, odgrodzeni ekranami od świata, zamknięci w sobie, choć przecież mają na Facebooku setki znajomych. Uzależnienie od Internetu, Facebooka czy smartfona przypomina uzależnienie od substancji odurzających, a nawet idzie z nimi w parze. Cyberuzależnieniu w dorosłym życiu mogą towarzyszyć np. alkoholizm, chorobliwa skłonność do hazardu, a jego leczenie jest równie trudne jak w przypadku klasycznych uzależnień.

Naukowcy z niepokojem odnotowują bardzo już widoczny deficyt tak podstawowego uczucia ludzkiego, jakim jest empatia. Udowodniono, że dzisiejsze nastolatki cierpią na zanik empatii, tym poważniejszy, im więcej czasu spędzają przed ekranami; na uczenie się zachowań społecznych potrzebny jest czas, tymczasem jest on przeznaczany już od najwcześniejszego dzieciństwa na obserwowanie ekranów, a nie na kontakty z czującymi ludźmi. Gdy w styczniu 2015 r. w kawiarence internetowej na Tajwanie zmarł mężczyzna – zagrał się na śmierć – obecni tam gracze komputerowi nawet nie przerwali gry...

Zasadne wydaje się pytanie, jacy będą ludzie za 20 lat – czy może nauczą się mądrze korzystać z cybernetycznych narzędzi, co dziś zdarza się chyba jedynie w przypadku katastrof i kataklizmów, w których Internet niejednokrotnie bywał istotną pomocą.

Obserwacje i poważne badania naukowe skłaniają raczej do pesymizmu. Najbardziej nieroztropne wydaje się tu hamowanie pełnego rozwoju człowieka poprzez odgradzanie go ekranami od świata niemal od początku życia. To zapowiada raczej ślepą uliczkę ludzkiej cywilizacji niż świetlaną przyszłość.

W pędzącej dziś bez opamiętania cyfrowej cywilizacji – uważa Manfred Spitzer – z pewnością wygrają te społeczeństwa, które we właściwym momencie się opamiętają i poważnie potraktują ryzyko oraz powstrzymają się od działań nieroztropnych. Kto to będzie? Prof. Spitzer ma nadzieję, że Niemcy. My w Polsce powinniśmy uczynić atut z naszego cyfrowego zapóźnienia.

Tagi:
książka

Tysiące książek z wierszami dla dzieci trafi na oddziały położnicze w całym kraju

2018-07-20 17:51

MKiDN / Warszawa (KAI)

360 tys. książek z najpiękniejszymi wierszami dla dzieci trafi na oddziały położnicze w całej Polsce. „Pierwsze wiersze dla…” to zbiór utworów autorstwa najwybitniejszych polskich poetów takich jak Julian Tuwim czy Jan Brzechwa. Akcja jest częścią kampanii społecznej „Mała książka – wielki człowiek” realizowanej przez Instytut Książki, a dofinansowanej przez Ministerstwo Kultury. Kampania ma zachęcać do czytania dzieciom już od pierwszych miesięcy życia.

Pixabay.com

Do połowy 2019 r. Instytut Książki planuje rozdać na oddziałach położniczych w całym kraju 360 tys. egzemplarzy. Rozprowadzanie książek już trwa. W ramach akcji pilotażowej rozpoczętej w grudniu 2017 r. do 360 szpitali trafiło 1 tys. wyprawek czytelniczych dla najmłodszych. Do pięknie zilustrowanych wierszy dołączona jest specjalna broszura przedstawiająca korzyści płynące z czytania dzieciom na różnych etapach jego życia. Taki pakiet czytelniczy rodzice otrzymują za darmo.

„Pierwsze wiersze…” będą miały jeden z największych nakładów w kraju. Średni nakład książki wydanej w Polsce to 3000 egzemplarzy. Bestsellery polskich autorów osiągają 100-150 tys. egzemplarzy, a zagranicznych 300 000.

Kampania społeczna „Mała książka - wielki człowiek” przypomina o korzyściach wynikających ze wspólnego, rodzinnego czytania już od pierwszych miesięcy życia dziecka. Czytelnictwo zaczyna się od kołyski, na długo przed dniem, w którym dziecko zacznie samodzielnie składać litery. Właściwie dobrane książki rozwijają jego umysł i emocje, kształtują kompetencje językowe, zakorzeniają w kulturze i rozbudzają wyobraźnię. Dziecko nie do końca rozumie znaczenie wszystkich słów, ale słyszy głos i intonację, czuje rytm wypowiadanego tekstu i płynące z niego emocje. Dzięki temu rozwija się intelektualnie i społecznie. Wspólna lektura może stać się nie tylko wielką przyjemnością, ale przede wszystkim wspaniałą okazją do budowania bliskości oraz silnych i trwałych więzi rodzinnych.

Kampania społeczna „Mała książka - wielki człowiek” została dofinansowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: styl życia św. Franciszka z Asyżu lekarstwem na współczesną biedę

2018-07-21 15:53

it / Jasna Góra (KAI)

W kolejnym roku jubileuszowej nowenny przed 800.rocznicą powstania, z dziękczynieniem za odnowioną regułę i w duchu jeszcze większej modlitwy za Kościół, papieża i Polskę na Jasną Górę przybyło ok. 6 tys. Franciszkanów Świeckich. Siedem białych gołębi pofrunęło do nieba z błaganiem o siedem darów Ducha Świętego.

Julia A. Lewandowska

Odnowioną regułę dla Zakonu Franciszkanów Świeckich zatwierdził 40. lat temu bł. papież Paweł VI i był to jeden z ostatnich podpisanych przez niego aktów Soboru Watykańskiego II. - Dokument dał nowy impuls do rozwoju tercjarzy i jeszcze bardziej umocnił więzy ze Stolicą Apostolską - przypomina o. Andrzej Romanowski asystent narodowy III Zakonu św. Franciszka w Polsce.

- Łączność to znaczy bezpośredni przepływ łaski, która dopływa do naszych serc właśnie przez Kościół, przez papieża. Św. Franciszek mówił, że mamy być położeni pod stopy Kościoła, to dla nas bardzo ważne – wyjaśnił zakonnik.

- Franciszkanie wdzięczni są obecnemu papieżowi za szerzenie charyzmatu Biedaczyny z Asyżu - zauważa Joanna Berłowska, Przełożona Narodowa Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. - Tak bardzo zwraca uwagę na to byśmy żyli tym charyzmatem, wszyscy ludzie, nie tylko my franciszkanie świeccy, na wartość ubóstwa, na wartość dzielenia się z innymi - powiedziała przełożona.

„Franciszku odbuduj mój Kościół” przypominali uczestnicy 25. pielgrzymki i przywoływali słowa Benedykta XVI, że „każdy chrześcijan powinien mieć coś ze św. Franciszka”.

Bp Ignacy Dec ze Świdnicy podkreślał w kazaniu, że choć styl życia św. Franciszka nie ma dziś wielu zwolenników i jest wyśmiewany, to jednak może on być lekarstwem na biedę współczesnego świata. Jako przykład kaznodzieja przywołał chciwość. - Tendencja do posiadania ujawnia się już u małych dzieci. Dziecko, gdy otrzyma coś od rodziców, niechętnie dzieli się tym z bratem lub siostrą. Woli brać aniżeli dawać. Jeśli ta wpisana od urodzenia chciwość, egoistyczna zachłanność nie jest pilnowana, nie jest leczona przez rodziców i wychowawców, później może przybrać duże rozmiary i być nieszczęściem dla człowieka i jego rodziny – mówił bp Dec. Dodawał: „iluż to ludzi w pogoni za bogactwem, za majętnością, popełniło zło”. Ordynariusz świdnicki, który sam należy do franciszkańskiego zakonu przypomniał, że „za pieniądze Judasz wydał Jezusa, za pieniądze żołnierze żydowscy rozpowiadali, że Chrystus nie zmartwychwstał, w czasach komunistycznych za pieniądze jedni donosili na drugich, wydawali żołnierzy niezłomnych, za pieniądze szerzono i szerzy się dalej niewiarę, prowadzi walkę z Bogiem i Kościołem, walkę z prawdą”.

Kaznodzieja zauważył, że „wielu dzisiaj toczy walkę o stołki, wielu przedsiębiorców nastawionych jest na natychmiastowy zysk, nie liczy się człowiek, pracownik liczy się korzyść”. - A w Ewangelii znajdujemy zupełnie inne wskazówki: szukajcie najpierw Królestwa Boga i Jego sprawiedliwości – przypomniał bp Dec. Podkreślił, że „wszelkie kryzysy jakie zachodzą w Europie i świecie, także w Polsce, zaczynają się od kryzysów moralnych”.

- Chrystus tym ludzkim zapędom ku bogactwu doczesnemu przeciwstawił świat wartości duchowych, które są szczęściorodne – mówił kaznodzieja. Dodawał:

„do wieczności zabierzemy tylko uczynki miłości, o których tyle mówił św. Franciszek, one będą zdobić niebieski dom”.

W Zakonie Franciszkanów Świeckich kolejny rok trwa Wielka Nowenna

na Jubileusz 800. rocznicy powstania III Zakonu Świętego Franciszka. Tematem tegorocznych rozważań są słowa z Listu do wszystkich wiernych św. Franciszka z Asyżu: Rodzą Go przez święte uczynki, które powinny przyświecać innym jako wzór.

Na świecie jest ok. 500 tys. franciszkanów świeckich. W Polsce mamy pół tysiąca wspólnot, do których należy ponad 10 tys. osób starających się żyć Ewangelią naśladując Franciszka.

Początki Franciszkańskiego Zakonu Świeckich sięgają roku 1221, w którym św. Franciszek wychodząc naprzeciw potrzebom Kościoła i ludzi świeckich żyjących w rodzinach, zaproponował im nową formę życia ideałami Ewangelii, nazywając ich Braćmi i Siostrami od Pokuty.

Pierwsze wspólnoty III Zakonu Św. Franciszka na ziemiach polskich powstały po przybyciu franciszkanów I Zakonu do Wrocławia w roku 1236 i do Krakowa w roku 1237. Przez cały okres średniowiecza oraz w ciągu dalszych wieków III Zakon Św. Franciszka był bardzo liczny, zrzeszając osoby różnych stanów i zawodów, w tym duchownych diecezjalnych, biskupów, kardynałów oraz papieży.

Rozwijające się dzieła apostolskie prowadzone przez III Zakon Św. Franciszka upadły w okresie międzywojennym lub zostały administracyjnie zlikwidowane w okresie okupacji hitlerowskiej i terroru stalinowskiego. Po II wojnie światowej, w okresie stalinizmu III Zakon nie mógł oficjalnie istnieć, lecz dzięki modlitwie tych, którzy ocaleli oraz wsparciu życzliwości kapłanów, przetrwał ten trudny okres.

Odrodzenie III Zakonu, już jako Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, nastąpiło po II Soborze Watykańskim, na podstawie zatwierdzonej przez Ojca Świętego Pawła VI Reguły FZŚ.

Franciszkański Zakon Świeckich rządzi się prawem powszechnym Kościoła i własnym: Regułą, Konstytucjami Generalnymi, Rytuałem i Statutami partykularnymi.

Do rodziny franciszkańskiej należy też Młodzież Franciszkańska, która w Polsce jest federacją franciszkańskich ruchów, wspólnot młodzieżowych działających w oparciu o struktury Prowincji Pierwszego Zakonu Franciszkańskiego, lub FZŚ, oraz dzieci skupione we wspólnotach Rycerzy św. Franciszka.

Franciszkański Zakon Świeckich w Polsce dzieli się na 18 regionów, terytorialnie pokrywających się w zasadzie z metropoliami lub diecezjami Kościoła Katolickiego i liczy 10763 członków, skupionych w ok. 551 wspólnotach działających przy klasztorach franciszkańskich i parafiach diecezjalnych.

Regułą życia franciszkanów Świeckich jest zachowywanie Ewangelii Jezusa Chrystusa przez naśladowanie św. Franciszka z Asyżu, dla którego Chrystus był natchnieniem i centrum życia w odniesieniu do Boga i ludzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Australia: premier prosi papieża o zdjęcie z urzędu arcybiskupa Adelajdy

2018-07-21 18:11

ts (KAI) / Canberra

Premier Australii zwrócił się do papieża Franciszka w sprawie arcybiskupa Adelajdy, Philipa Wilsona, który za ukrywanie przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich przez duchownych w podległej mu diecezji został wyrokiem sądu skazany na 12 miesięcy więzienia. „To pora, aby Ojciec Święty go zwolnił z urzędu” - powiedział Malcolm Turnbull podczas konferencji prasowej, którą transmitowała rozgłośnia ABC.

Grzegorz Gałązka

Apele do papieża o zwolnienie z urzędu skazanego wyrokiem sądu hierarchy „z całego serca” poparła krajowa Rada Księży. Byłoby to z pożytkiem „dla dobra Kościoła Australii i ludu Bożego Adelajdy”, czytamy w opublikowanym 20 lipca oświadczeniu National Council of Priests (NCP). Założona w 1970 roku z akceptacją episkopatu Australii Rada skupia ok. 1,7 tys. duchownych.

W swoim oświadczeniu księża krytykują ponadto, że pozwala się abp Wilsonowi, aby mógł ustąpić z urzędu arcybiskupa dopiero po wyroku sądu. „Jeśli natomiast wobec księdza diecezjalnego pojawia się podejrzenie o czyn karalny, automatycznie zawieszany jest w swojej funkcji do wyjaśnienia, czy jest winien czy nie. Ale abp Wilson przez cały proces pozostał na swoim urzędzie” - skonstatowali australijscy kapłani.

W czerwcu sąd w Newcastle skazał 67-letniego abp Wilsona na karę 12 miesięcy więzienia. Do 14 sierpnia sąd chce zbadać, czy są spełnione warunki aresztu domowego zamiast pobytu w więzieniu. „Mam świadomość, że wiele osób chciałoby mojego ustąpienia i traktuję je poważnie” - powiedział duchowny. Oświadczył jednocześnie, że korzysta z prawa odwołania i „nie zamierza ustąpić” dotąd, dokąd nie zostanie zamknięta droga prawna.

Po ogłoszeniu wyroku wielu biskupów australijskich proponowało pomóc abp. Wilsonowi wyjść z zaistniałej sytuacji, mówił przewodniczący Konferencji Biskupów Australii, abp Mark Coleridge. Tłumaczył, że episkopat „nie ma takiego autorytetu”, aby zmusić arcybiskupa do ustąpienia. „Ten autorytet ma tylko papież” - powiedział abp Coleridge.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem