Reklama

Maryja – najjaśniejszy znak czasu

2016-08-10 08:24

Tekst za serwis www.pope2016.com .
Niedziela Ogólnopolska 33/2016, str. 14-15

Bożena Sztajner/Niedziela

Homilia Ojca Świętego Franciszka wygłoszona podczas Mszy św. na Jasnej Górze 28 lipca 2016 r.

Z czytań tej liturgii wyłania się Boża myśl, która przechodzi przez ludzką historię i tworzy historię zbawienia.

Apostoł Paweł mówi nam o wspaniałym planie Bożym: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty” (Ga 4, 4). Jednak historia nam mówi, że kiedy nadeszła owa „pełnia czasu”, czyli kiedy Bóg stał się człowiekiem, ludzkość nie była szczególnie dobrze nastawiona, nie był to też okres stabilności i pokoju: nie było „złotego wieku”. Scena tego świata nie zasłużyła sobie zatem na przyjście Boga, a wręcz „swoi Go nie przyjęli” (J 1, 11). Pełnia czasu była więc darem łaski: Bóg wypełnił nasz czas obfitością swego miłosierdzia, jedynie z miłości zainaugurował pełnię czasu.

Uderza przede wszystkim to, jak się dokonuje przyjście Boga w historii: „zrodzony z niewiasty”. Nie ma mowy o wejściu triumfalnym, jakiejkolwiek imponującej manifestacji Wszechmogącego: nie ukazuje się jako oślepiające słońce, ale przychodzi na świat w sposób najprostszy – jako dziecko zrodzone przez matkę, w tym stylu, o jakim mówi nam Pismo Święte: jak deszcz spadający na ziemię (por. Iz 55, 10), jako najmniejsze z nasion, które kiełkują i rosną (por. Mk 4, 31-32). Zatem wbrew temu, czego moglibyśmy się spodziewać, a może chcielibyśmy – zarówno wówczas, jak i dziś – „królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie” (por. Łk 17, 20), ale przychodzi w małości, w pokorze.

Reklama

Początek znaków dokonanych przez Jezusa

Dzisiejsza Ewangelia podejmuje ten Boży wątek, który delikatnie przenika historię: z pełni czasu przechodzimy do „trzeciego dnia” posługi Jezusa (por. J 2, 1) i zapowiedzi „godziny” zbawienia (por. w. 4). Czas się kurczy, a objawienie się Boga zawsze ma miejsce w małości. W ten sposób dokonuje się „początek znaków uczynionych przez Jezusa” (w. 11) w Kanie Galilejskiej. Nie ma niezwykłego czynu dokonanego przed tłumem ani też wystąpienia, które rozwiązywałoby palącą kwestię polityczną, jak podporządkowanie narodu panowaniu rzymskiemu. Zachodzi natomiast prosty cud w małej wiosce, rozweselający uroczystość weselną całkowicie anonimowej młodej rodziny. A przecież woda zmieniona w wino na weselu jest wspaniałym znakiem, ponieważ objawia nam oblubieńcze oblicze Boga, tego Boga, który zasiada z nami do stołu, który pragnie i dopełnia komunii z nami. Mówi nam, że Pan nie utrzymuje dystansów, ale jest bliski i konkretny, jest między nami i troszczy się o nas, nie decydując za nas i nie zajmując się kwestiami władzy. Woli On bowiem pozwolić się ogarnąć przez to, co jest małe, w przeciwieństwie do człowieka, który dąży, by posiadać wciąż coś większego. Pragnienie władzy, wielkości i sławy jest rzeczą tragicznie ludzką i jest wielką pokusą, która stara się wkraść wszędzie; dawać siebie innym, eliminując dystanse, pozostając w małości i konkretnie wypełniając codzienność – to subtelnie Boskie.

Bóg czyni się małym, bliskim, konkretnym

Bóg zatem nas zbawia, stając się małym, bliskim i konkretnym. Przede wszystkim Bóg czyni się małym. Pan, „cichy i pokornego serca” (Mt 11, 29), woli prostaczków, którym objawione jest królestwo Boże (por. Mt 11, 25); oni są wielcy w Jego oczach i na nich patrzy (por. Iz 66, 2). Otacza ich szczególną miłością, ponieważ sprzeciwiają się „pysze tego życia”, która pochodzi ze świata (por. 1 J 2, 16). Maluczcy mówią Jego językiem – językiem pokornej miłości, która wyzwala. Dlatego Bóg powołuje ludzi prostych i gotowych, by byli Jego rzecznikami, i im powierza objawienie swojego imienia i tajemnic swego Serca. Pomyślmy o wielu synach i córkach waszego narodu: męczennikach, którzy sprawili, że zajaśniała bezbronna moc Ewangelii; o ludziach prostych, a jednak niezwykłych, którzy potrafili świadczyć o umiłowaniu Boga pośród wielkich prób; o łagodnych, a zdecydowanych głosicielach Miłosierdzia, jak św. Jan Paweł II i św. Faustyna. Poprzez te „kanały” swojej miłości Pan sprawił, że owe bezcenne dary dotarły do całego Kościoła i całej ludzkości. Znamienne jest, że obecna rocznica chrztu waszego narodu zbiega się dokładnie z Jubileuszem Miłosierdzia.

Z Bogiem za rękę

Ponadto – Bóg jest blisko, przybliżyło się Jego królestwo (por. Mk 1, 15): Pan nie chce, żeby się Go lękano jako możnego i dalekiego władcy, nie chce przebywać na tronie w niebie czy w podręcznikach historii, ale pragnie schodzić w nasze codzienne wydarzenia, aby iść z nami. Myśląc o darze tysiąclecia obfitującego wiarą, wspaniale jest przede wszystkim podziękować Bogu, który podążał z waszym narodem, biorąc go za rękę i towarzysząc mu w wielu sytuacjach. Także jako Kościół jesteśmy powołani, by to zawsze czynić: słuchać, angażować się i stawać się bliskimi, dzieląc radości i trudy ludzi, aby Ewangelia była postrzegana bardziej konsekwentnie i przynosiła większe owoce: przez pozytywne promieniowanie, poprzez przejrzystość życia.

Wreszcie – Bóg jest konkretny. Z dzisiejszych czytań wynika, że w działaniu Boga wszystko jest konkretne: Boża mądrość „działa jako twórca” i „igra” (por. Prz 8, 30), Słowo staje się ciałem, rodzi się z matki, rodzi się pod Prawem (por. Ga 4, 4), ma przyjaciół i uczestniczy w weselu: Odwieczny komunikuje się z ludźmi, spędzając z nimi czas, i to w konkretnych sytuacjach. Także wasza historia, uformowana przez Ewangelię, Krzyż i wierność Kościołowi, była świadkiem pozytywnego wpływu autentycznej wiary, przekazywanej z rodziny do rodziny, z ojca na syna, a zwłaszcza przez matki i babcie, którym trzeba bardzo dziękować. Przede wszystkim mogliście namacalnie dotknąć konkretnej i przezornej czułości Matki wszystkich, której przybyłem tutaj oddać cześć jako pielgrzym, a którą pozdrowiliśmy w Psalmie jako „chlubę naszego narodu” (Jdt 15, 9).

W wątek Boży wplata się wątek maryjny

My, tutaj zgromadzeni, właśnie na Nią patrzymy. W Maryi znajdujemy pełną odpowiedź Panu: w ten sposób w wątek Boży wplata się w dziejach wątek maryjny. Jeżeli istnieje jakakolwiek ludzka chwała, jakaś nasza zasługa w pełni czasu, to jest nią Ona: to Ona jest ową przestrzenią zachowaną w wolności od zła, w której Bóg się odzwierciedlił; to Ona jest schodami, które przemierzył Bóg, aby zejść do nas i stać się bliskim i konkretnym: to Ona jest najjaśniejszym znakiem pełni czasu.

W życiu Maryi podziwiamy tę małość umiłowaną przez Boga, który „wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” i „wywyższył pokornych” (Łk 1, 48. 52). Tak bardzo sobie w Niej upodobał, że z Niej zechciał utworzyć swoje ciało, tak że Dziewica stała się Bogarodzicą, jak głosi starożytny hymn, który śpiewacie od wieków. Wam, którzy nieustannie do Niej przychodzicie, podążając do tej duchowej stolicy kraju, niech nadal wskazuje drogę i pomaga tkać w życiu pokorną i prostą treść Ewangelii.

Tutaj, na Jasnej Górze, podobnie jak w Kanie, Maryja oferuje nam swoją bliskość i pomaga odkryć, czego brakuje do pełni życia. Teraz, podobnie jak wówczas, czyni to z macierzyńską troską, ze swoją obecnością i dobrą radą, ucząc nas unikania arbitralnych decyzji i szemrań w naszych wspólnotach. Jako Matka rodziny chce nas strzec razem. Wasz naród pokonał na swej drodze wiele trudnych chwil w jedności. Niech Matka, mężna u stóp krzyża i wytrwała w modlitwie z uczniami w oczekiwaniu na Ducha Świętego, zaszczepi pragnienie wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi, nigdy nie ulegając pokusie izolowania się i narzucania swej woli.

Maryjna wyobraźnia w służbie miłosierdzia

Matka Boża w Kanie okazała wiele konkretności: jest taką Matką, która bierze sobie do serca problemy i interweniuje, która potrafi uchwycić trudne chwile oraz dyskretnie, skutecznie i stanowczo zatroszczyć się o nie. Nie jest władczynią i głównym bohaterem, ale Matką i służebnicą. Prośmy o łaskę, abyśmy sobie przyswoili Jej wrażliwość, Jej wyobraźnię w służbie potrzebującym, piękno poświęcenia swojego życia dla innych, bez szukania pierwszeństwa i dzielenia. Niech Ona, Przyczyna naszej radości, która wnosi pokój pośród obfitości grzechu i zawirowań historii, wyprasza nam obfitość Ducha Świętego, abyśmy byli sługami dobrymi i wiernymi.

Niech za Jej wstawiennictwem pełnia czasu odnowi się również dla nas. Na niewiele się zda przejście między dziejami przed i po Chrystusie, jeśli pozostanie jedynie datą w kronikach historii. Oby dokonało się dla wszystkich i każdego z osobna przejście wewnętrzne, pascha serca ku stylowi Bożemu ucieleśnionemu przez Maryję: działać w małości i w bliskości towarzyszyć, z prostym i otwartym sercem.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

* * *

Zapraszamy na www.niedziela.pl

Na prośbę naszych Czytelników w najbliższym czasie będziemy zamieszczać w „Niedzieli” kolejne homilie i przemówienia, które Ojciec Święty Franciszek wygłosił podczas pobytu w Polsce. Wszystkie papieskie teksty już teraz można znaleźć na portalu „Niedzieli”. Są tam również materiały filmowe studia „Niedziela” TV oraz materiały radiowe. Redakcja internetowa „Niedzieli” zgromadziła też archiwum zdjęciowe rzymskiego fotografa Grzegorza Gałązki, Biura Prasowego KEP oraz fotoreporterów „Niedzieli”. Warto zaglądać na stronę: www.niedziela.pl .

Tagi:
przemówienie ŚDM w Krakowie

Abp Fisichella do Polaków: Kościół i każdy z nas potrzebuje świadectwa!

2017-11-24 12:24

abd / Jasna Góra / KAI

- Świadectwo jest konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa - mówił dziś przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji abp Rino Fisichella na Jasnej Górze, do uczestników IV Kongresu Nowej Ewangelizacji nt. "Matura, czy inicjacja chrześcijańska? Bierzmowanie w kontekście nawrócenia pastoralnego".

Magdalena Pijewska
Abp Rino Fisichella

Sakrament Bierzmowania a ewangelizacja

Częstochowa, 24 października 2017

Jestem biskupem od 19 lat i niestety nie liczyłem, ile osób: chłopców, dziewczyn, dorosłych, wybierzmowałem w tym czasie. Z pewnością dziesiątki tysięcy. Musimy pamiętać, iż właśnie dlatego, że Sakrament ten przynależy do posług Biskupa, w historii Kościoła Zachodniego jest on otrzymywany w różnych momentach życia wiernych, oddalając go od Chrztu Świętego. Co sprawiłem tymże udzielonym Sakramentem, zarezerwowanym właściwie Biskupowi?

Zobacz zdjęcia: Kongres Nowej Ewangelizacji

„Moc” Ducha

Po pierwsze, powiedziałbym, że dałem świadectwo Mocy Boga (δύναμις/dunamis). Tak właśnie, świadectwo Jego mocy i Jego łaski, które zawsze stoją na pierwszym miejscu. Czym jest moc Boża? W jaki sposób wchodzi ona w relacje z Sakramentem Bierzmowania? Spojrzenie na Słowo Boże pozwoli nam zrozumieć znaczenie tej relacji.

1.„Moc” oznacza przede wszystkim uznanie ze Bóg jest Stwórcą wszystkiego co istnieje. Jest to siła, która porusza i prowadzi historię ludzi i historię osobistą każdego z nas. Mówiąc o „Mocy”, nie możemy zapomnieć o słowach z Księgi Hioba, które przywołują na myśl właśnie modlitwę tego Sakramentu: „On ma potęgę i rozum (dosłownie za tekstem greckim: σοφία καὶ δύναμις/sofia kai dunamis, czyli mądrość i moc), rozsądek znać w Jego planach. […] U Niego zwycięstwo i siła (dosłownie za tekstem greckim: κράτος/kratos, czyli potęga-moc). W Starym Testamencie wszystko jest w rekach Boga i nic nie umyka Jego woli zbawienia.

2. W Nowym testamencie sens i znaczenie mocy Bożej wzbogacają się o element jeszcze bardziej interesujący, ponieważ moc Jezusa jest wyrażona w świetle Jego bycia Mesjaszem. Warto przywołać w tym miejscu „wartość”, którą posiada „Mesjasz”, ponieważ termin ten jest połączony ściśle z tematem Bierzmowania. Mesjanizm jest faktycznie aspektem dominującym, który od 4000 lat znajduje się w historii człowieka. Od 2000 lat natomiast historia pewnego ludu jest zorientowana, jak ukazuje to on sam na wiele sposobów, na oczekiwanie rzekłbym nawet spazmatyczne na Mesjasza, podczas gdy historia nowego ludu potwierdza, że w Jezusie z Nazaretu definitywnie zakończyło się oczekiwanie mesjanistyczne. Liturgia, a zatem i wiara, ogłasza Jezusa Mesjaszem. W Piśmie Świętym termin „Mesjasz” (aram. meshihā, ebr. māshīah, imiesłów czasownika masahah) oznacza „namaszczony”. Po grecku termin ten tłumaczony jest jako „christós”, przyjmując następnie łacińską formę „christus”. Nic bardziej zadziwiającego w historii języka: czasownik staje się nazwa własną!

3. Przede wszystkim musimy popatrzeć na teksty św. Łukasza, aby docenić oryginalność, która jest zawarta w znaczeniu tego terminu „Mesjasz”. Ewangelista poświęca dużo czasu temu tematowi, odnosząc się właśnie do mocy Jezusa jako tego, który „posiada pełnię Ducha Świętego”: „powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei” (Łk 4,14). Wszystko w życiu Jezusa jest podporządkowane „mocy” Ojca: Jego narodzenie z Dziewicy Maryi: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (Łk 1,35); moc, dzięki której leczy i czyni cuda: „była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać” (Łk 5,17). Dla Łukasza „moc” jest tą właściwością, którą par excellence posiada Jezus. Potwierdza to scena z uczniami z Emaus: „To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24,19) oraz przemowa Piotra: „Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą” (Dz 10,38).

4. Jeśli w taką moc właśnie jest „wyposażony” Chrystus, to również i Jego uczniowie, którzy stali się „apostołami” Ewangelii. Skoro apostołowie opowiadają dzieła, których On dokonał i przekazują słowa, które On wypowiedział, posiadają dzięki Jego naturze te same „właściwości”. To nie przypadek, że Jezus właśnie apostołom powierzył swoja „moc”, aby czynili to, co On sam czynił: „Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób” (Łk 9,1). Ale nie tylko – u św. Jana znajdujemy fragment, w którym Jezus przekazuje apostołom swoją moc przebaczenia grzechów oraz czynienia miłosierdzia (zob. J 20,23). Jednym słowem, Jezus obiecuje wyraźnie swoim uczniom, że będą również „przyobleczeni mocą z wysoka”, aby stali się wiernymi świadkami Jego Ewangelii (zob. Łk 24,49). Podobnie dzieje się u św. Pawła. Jego aktywność ewangelizacyjna realizuje się w cieniu mocy Ducha Świętego: „mocą znaków i cudów, mocą Ducha Świętego. Oto od Jerozolimy i na całym obszarze aż po Illirię dopełniłem [obwieszczenia] Ewangelii Chrystusa (Rz 15,19). W końcu ta sama „moc” Ducha Świętego jest obecna we wspólnocie i buduje drogę komunii, którą każdy wierzący w Chrystusa jest wezwany do uczynienia swoją, w celu wyrażenie najlepiej jak to tylko możliwe życia łaską: „A Bóg, [dawca] nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15,13). Jest to ważny tekst, ponieważ pozwala nam pojąc w mocy daru Ducha, czym jest życie duchowe oraz życie wiary, które to każdy wierny jest wezwany do przemierzenia jako świadek „nadziei”. Nadzieja jest właśnie tym, co wyróżnia chrześcijanina, ponieważ czyni go wiernym w oczekiwaniu na spotkanie z Panem oraz jednocześnie oznacza bogactwo jego świadectwa jako pełne zaufania zawierzenie w Nim.

5. Te krótkie rozważania są bardzo ważne dla zrozumienia Bierzmowania. Kto przyjmuje Sakrament, ten jest „namaszczany”, aby otrzymać moc Ducha Świętego, dzięki której staje się świadkiem „w Kościele i w świecie” (por. Prefacja o Bierzmowaniu) nadziei Chrystusa Zmartwychwstałego. Jest wspierany namaszczeniem, aby stał się głosicielem Ewangelii i misjonarzem miłości Chrystusa. Dary Ducha, którym jest wypełniony, są konieczne, aby droga wiary mogła zawsze wzrastać oraz być wspierana w celu posiadania udziału w życiu wspólnoty, w którym bierzmowany bierze udział, budując ją jako widzialny znak jedności trynitarnej. Gdziekolwiek byśmy nie popatrzyli, to widzimy i doświadczamy wręcz namacalnie, że bierzmowany to jest wierzący włączony w życie Chrystusa i Jego Kościoła jako żywy znak ciągłej akcji Ducha Świętego, który w nim działa, przemieniając jego życie i czyniąc skutecznym jego świadectwo.

Droga do przebycia

Drugim aspektem, który wyraża Bierzmowanie, jest ściśle powiązany z jego konfiguracją z innymi Sakramentami: jest to bowiem sakrament inicjacji chrześcijańskiej. Nie możemy ukryć trudności duszpasterskich, które dziś są obecne na szerokich drogach wspólnoty chrześcijańskiej. Faktycznie, mówiąc o sakramentach inicjacji chrześcijańskiej, mówimy o trzech sakramentach oddzielonych od siebie na przestrzeni lat. Jeśli z punktu widzenia teologicznego jasna jest sukcesja: Chrzest, Bierzmowanie i Eucharystia, to z duszpasterskiego punktu widzenia nastąpiła zmiana: Chrzest, Eucharystia, Bierzmowanie. Zmiana ta doprowadziła z czasem do weryfikacji wieku Bierzmowania. Samo w sobie nie jest to problemem, ale może się nim stać w przypadku treści Sakramentu. Tym, do czego często dochodzi, jest fakt determinowania przesz aspekty duszpasterskie treści Sakramentu, podczas gdy powinno się to odbywać na odwrót: to Sakrament determinuje życie wspólnoty! Stajemy często przed definiowaniem Sakramentu jako funkcji duszpasterskiej, podczas gdy powinno to być na odwrót: to duszpasterstwo powinno być rozumiane w kluczu Sakramentu.

Odnieść Bierzmowanie do tematu inicjacji chrześcijańskiej pozwala pojąć pewne aspekty, które często są zacienione w naszym duszpasterstwie.

1. Po pierwsze fakt, iż Sakrament Namaszczenia Krzyżmem ukierunkowuje na upodobnienie do Chrystusa. Chrzest ze swej natury włącza w Chrystusa, tak jak Eucharystia pozwala mieć udział bezpośredni w Ciele Chrystusa. Nacisk na wymiar pneumatologiczny Sakramentu Bierzmowania mógłby w sposób ryzykowny przysłonić scenariusz chrystologiczny tegoż Sakramentu. Nieprzypadkowo Wprowadzenie teologiczno-pastoralne do Obrzędów Sakramentu Bierzmowania zaświadcza: „Przez dar Ducha Świętego wierni zostają bardziej upodobnieni do Chrystusa i umocnieni, aby składali Mu świadectwo i budowali Jego Ciało w wierze i miłości” (nr 2). Pierwszy wymiar, który powinien być opisany, jest zatem taki, iż Sakrament ten, podobnie do pozostałych dwóch Sakramentów, włącza w sposób bardziej bezpośredni do „misterium paschalnego Chrystusa”, pozwalając na zrozumienie nowości egzystencji chrześcijańskiej. Oto, dlaczego staje się ważnym przypomnienie na początku naszego spotkania tego powiązania pomiędzy Sakramentem Bierzmowania a Mesjaszem. Duch, który zostaje podarowany w Sakramencie Bierzmowania, namaszcza wierzącego, aby upodobnić całe jego życie do życia Namaszczonego Pana. Sceną programową, którą św. Łukasz prezentuje z posługi Jezusa w synagodze w Nazarecie, jest wyznacznikiem misji każdego wierzącego, który przyjął namaszczenie. Pan komentuje w rozdziale 61 u proroka Izajasza: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim”. Po tym jak Jezus otrzymał chrzest w Jordanie, w synagodze zaświadcza, że On jest Namaszczonym Boga, ponieważ posiada pełnię Ducha oraz ma misję ewangelizowania. Kto zatem otrzymał namaszczenie Ducha, otrzymał również misję ewangelizowania.

2. Z tej perspektywy widać, iż koniecznie należy przyjąć konsekwencje, które wypływają z tego namaszczenia, a które to wyciskają dwojaki ślad w bierzmowanym: a) a mianowicie, jest on prowadzonym przez Ducha, b) aby głosić Ewangelię. To zorientowanie na Chrystusa staje się przyjęciem odpowiedzialności, aby dzielić z Nim tą samą misję głoszenia pięknej wiadomości. Bierzmowany jest w pełni nazwany „cristoforo” (z gr. niosącym Chrystusa). Co znaczy zatem i jak się wyjaśnia fakt, że Namaszczenie sprawia, iż wierzący staje się odpowiedzialny za swoje upodobnienie do Chrystusa?

3. W pierwszym rzędzie oznacza to sprawianie doświadczenia skuteczności łaski, która działa. U początku naszego życia wierzącego jest zawsze akcja Boga, która przemienia serce i sprawia, że człowiek przylega do Słowa, które usłyszał. Z pomocą przychodzi nam tu fragment o Lidii z Dziejów Apostolskich. Jak to zwykle u Łukasza bywa, używa on szczegółowego opisu niektórych momentów z podróży apostolskich Pawła. Tenże Paweł, po odłączeniu się od Barnaby, rozpoczął przeprawę przez różne regiony z zamiarem zobaczenia, „jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie” (Dz 15,36). Po przejściu przez Syrię i Cylicję, w Listrze spotkał Tymoteusza, jednego ze swoich najdroższych i najwierniejszych uczniów (por. 1 Kor 16,10; Fil 2,19; Tm 3,10), którego zostawi po sobie najprawdopodobniej w Kościele efeskim (1 Tm 1,3). Kontynuując podróż, Apostoł dochodzi do Frygii oraz Galacji, aby zejść następnie do Troady gdzie, w nocnej wizji, otrzymuje polecenie przejścia przez Macedonię. Posłuszny wizji, Paweł żegluje do Samotraki, aby wejść dzień później do Neapolu, a następnie do Filippi „głównego miasta tej części Macedonii, które jest [rzymską] kolonią” (Dz 16,11-12). W kolejny, sobotni dzień, razem z Tymoteuszem, Apostoł rozpoczyna nauczanie do kobiet z miasta zebranych za bramą, nad rzeką, „gdzie było miejsce modlitwy” (Dz 16,13). Obecna na tym nauczaniu była również „kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę” (Dz 16,14), która to słuchając Apostoła Pawła, wierzy jego słowu, nawraca się i daje się ochrzcić wraz z całą rodziną (Dz 16,15). Opowieść o nawróceniu nie różni się zbytnio od innych tym podobnych relacji. Jest jednak jeden szczegół, który zwraca nasza uwagę i domaga się pewnego podkreślenia. Ewangelista mówi: „Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła” (Dz 16,14). Wiemy, że dla Pawła wiara polega przede wszystkim na przylgnięciu do nauczania Apostołów. Musimy w tym miejscu dodać jedną ważną informację: aby móc przylgnąć do Słowa i zaakceptować je w sobie, koniecznym jest, aby Pan otworzył nam serce i umysł, byśmy mogli zrozumieć, że to słowo jest Słowem Boga. Nie ma wątpliwości, iż to wyrażenie o otwartym sercu odnosi się działania Ducha w głębi człowieka, aby go doprowadzić do wiary. Tylko wtedy, gdy jesteśmy oświeceni przez Ducha, możliwe jest uwierzenie.

4. Wiara, jak to obserwujemy, pozostaje dla nas celem głównym każdego sakramentu. W przypadku Bierzmowania jednak możemy zaświadczyć o wybitnej akcji Ducha Świętego, który swoją obecnością wspiera drogę wierzącego. Przylgnięcie do Chrystusa wiąże się z wyznaniem wiary w Niego. To wyznanie jest aktem wolnym oraz świadomym, poprzez który powierzamy się Panu. Z pomocą przychodzi nam tutaj Apostoł Paweł. Dla niego bowiem wiara jest przyjęciem głoszenia misterium paschalnego Chrystusa. W tym sensie wyznanie wiary zawarte w Pierwszym Liście do Koryntian (15,3-5), a przede wszystkim słowa podkreślone przez Pawła: „tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (1 Kor 15,11), posiadają wartość pragmatyczną. W kilku słowach Apostoł ukazuje oryginalność wiary chrześcijańskiej, która odróżnia ją od innych. Potwierdza przede wszystkim, że wiara ta jest skoncentrowana na wydarzeniu paschalnym: to znane wydarzenie historyczne, które ma bezpośrednich świadków męki, śmierci oraz zmartwychwstania Pana. Wiara ta jest przekazywana poprzez głoszenie Kościoła, który czyni je widzialnym tak w swoim życiu liturgicznym, jak i w swoim dziele misyjnym. W końcu wiara ta jest doświadczeniem bezpośrednim, prawdziwym i realnym, bez którego apostoł nie zrozumiałby swojej misji oraz swojego życia: „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15 14).

5. Już tych kilka wyżej wymienionych elementów pozwala nam na zweryfikowanie szczególnej zawartości naszego dzisiejszego spotkania w tym temacie:

a. Myślę, że byłoby pożyteczne, aby młodzi ludzie znali na pamięć te wersety, które stanowią pierwsze wyznanie wiary wspólnoty chrześcijańskiej. Wszystko jest wyrażone w tych czterech czasownikach, które stanowią istotę tajemnicy: umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał i ukazał się. Należy sprawić, by zrozumieli, że jest to fakt historyczny o podwójnym znaczeniu: I) przynależy do historii (to nie jest mit, to nie jest wymysł, to nie owoc fantazji; t prawdziwe wydarzenie, co do którego posiadamy dowody). II) W tymże samym czasie fakt ten przynależy do mojej historii osobistej: bo jeśli nie zmartwychwstał, to moje życie pozostaje w sprzeczności samo ze sobą.

b. Wydarzenie to jest przekazane przez wspólnotę chrześcijańską, Kościół, do której to wspólnoty przynależę również i ja, ponieważ stanąłem przed biskupem i powiedziałem mu moje imię. Kościół czyni zmartwychwstanie Chrystusa widzialnym poprzez swoje dzieła. O jakże decydującym jest dla tego, kto przynależy do Kościoła, aby odkrył, że głoszenie Ewangelii łączy się ze świadectwem dzieł miłosierdzia. W tym świetle powracają do nas słowa Papieża Franciszka: „Jesteśmy powołani, aby rozwijać kulturę miłosierdzia w oparciu o odkrycie spotkania z innymi: kulturę, w której nikt nie patrzy na innych obojętnie lub odwraca wzrok, gdy widzi cierpienie innych. Uczynki miłosierdzia są „rękodziełem”: żaden z nich nie jest taki sam jak inny; nasze ręce mogą je kształtować na tysiąc sposobów i chociaż inspiruje je jeden Bóg i jest jedna „materia”, z której są wykonane, czyli samo miłosierdzie, to każdy nabywa odrębną formę. Uczynki miłosierdzia dotyczą w istocie całego życia człowieka. Dlatego możemy stworzyć prawdziwą rewolucję kulturalną, rozpoczynając właśnie od prostoty czynów, które mogą ogarnąć ciało i ducha, czyli życie ludzi. Jest to zaangażowanie, które wspólnota chrześcijańska może uczynić własnym, będąc świadomą, że Słowo Pana zawsze wzywa ją do porzucenia obojętności i indywidualizmu, w których chcielibyśmy się zamknąć, by prowadzić życie wygodne i bezproblemowe” (Misericordia et misera, nr 20).

Myślę o pokoleniu młodych obecnych lat, których nie tylko musimy przygotować na wielkie wyzwania, ale którzy muszą zetrzeć się z trudnościami, których znaki już teraz obserwujemy. Często widzę w obliczach tych młodych ludzi, że nudzi ich codzienność; wydają się popchnięci pragnieniem dewastowania bardziej niż konstruowania; czują dreszcz na myśl o ucieczce od zaangażowania, aby następnie marzyć z otwartymi oczami o jakimś wyimaginowanym świecie, który nie istnieje; rzucają się w przepaść śmierci, jakby to była droga do wolności; ubóstwiają to, co zabronione, a co popycha ich do czynienia gestów nie mających kompletnie sensu… w sumie, mamy powierzyć w ręce właśnie takich młodych budowanie ich własnego życia, które wskazuje na rzeczy istotne i nadaje sens. Możemy tego dokonać na drodze miłosierdzia. Miłosierdzie jest istotą Ewangelii i prowokuje do zrozumienia nas samych jako włączonych w krąg miłości i przebaczenia, który angażuje w świadectwo solidarności i braterstwa.

6. Wszystko to oznacza, że w życiu wiary jesteśmy zawsze w drodze. To nie dojrzałość wiary albo dojrzałość ludzka znaczą tę drogę, pozwalając przyjąć Sakrament Bierzmowania. Jest dokładnie na odwrót. Ten, kto rozumie głęboką wartość wiary wie, że staje przed podróżą, która trwa całe życie. Teologia św. Pawła pozwala w tym kontekście na dodanie kilku elementów bardzo pożytecznych przy opisie tej podróży wiary. Apostoł potwierdza, że podróż ta jest w stanie zakwalifikować ludzkie życie jako rzeczywistość dynamiczną: rozpoczyna się ona od zaakceptowania chrztu, który usprawiedliwia i zmierza do coraz większego upodobnienia człowieka wierzącego do Chrystusa w Jego misterium zbawienia. Z tego powodu jest to właśnie zaangażowanie, które trwa całe życie i nie zna czegoś takiego jak przerwa czy jakakolwiek wymiana w trakcie. Należy biec aż do końca, aby osiągnąć nagrodę: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. […] Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię” (1 Kor 9,24.26)

Wierzyć „w Boga” zatem oznacza przede wszystkim wierzyć osobie. To powoduje pragnienie lepszego poznania tej osoby i wejścia z nią w relację miłości. Wyrażenie „wierzyć w Boga” ukazuje więc cel wiary: ciągły wzrost w zaufaniu i w powierzaniu Bogu wiedząc, że On sam się w nas zaangażował, ofiarując swojego Syna. Przypomina nam o tym piękny tekst św. Augustyna: Czym innym jest wierzyć Jemu, czym innym jest wierzyć Go, a czym innym jeszcze wierzyć w Niego. Wierzyc Jemu oznacza wierzyć, że prawdziwym jest wszystko to, co powiedział; wierzyć Go równoznaczne jest z uznaniem Go za Boga; wierzyć w Niego oznacza kochać Go (Kazanie 169,13). „Wierzyć w Jezusa” wyraża zatem wiarę w spotkanie osobiste. Nie stajemy tu przed żadna teorią ani mitem, czy też przed jakąś informacją dotyczącą kogoś żyjącego w innej epoce. Wierzyc w Niego oznacza spotkać Go osobiście, zostać podbitym Jego miłością, chcieć żyć w jedności z Nim. Błogosławiony J. H. Newman tak o tym pisał: „Chrześcijaństwo jest prawdą żyjącą, która się nigdy nie starzeje. Niektórzy mówią o nim jako o fakcie z historii, która w sposób niebezpośredni wpływa na życie dzisiejsze. Nie mogę pozwolić na to, aby chrześcijaństwo zostało zamknięte w historii. Oczywiście, ono ma swoje korzenie w chwalebnej przeszłości, jednak jego moc jest mocą obecną. To nie jest temat badan archeologicznych i aby go odkryć nie musimy odwoływać się do dokumentów na wpół umarłych albo nawet umarłych. Wręcz przeciwnie, odwołujemy się do naszej wiary, która jest żywa w swoich tematach zawsze żywych; odwołujemy się do daru, który jest zawsze możliwy do uzyskania i dania owocu. Nasza jedność z chrześcijaństwem jest w tym, co Niewidoczne, a nie w przeszłości bez aktualności” (Gramatyka Przeświadczenia, tłum. własne).

7. Wyznanie wiary jest zatem powierzeniem się tajemnicy bez obaw o bycie przez nią zatopionym. Tajemnica ta jest istotną częścią życia i z pewnością rozum jej nie zniszczy. Żyjemy tajemnicą i jesteśmy tajemnicą również my sami, a jednak nic tak nie fascynuje i nie niepokoi umysłu jak właśnie tajemnica, zanim nie dotrze ona do portu pewności. Nie możemy obawiać się rozmowy o tajemnicy z młodymi ludźmi. Przeciwnie, dobrze by było, abyśmy ich wychowali ku tajemnicy. Wiara bowiem kładzie tajemnice u początków swojej podróży, a nie na jej końcu, kiedy to człowiekowi wszystko wydaje się już nie do naprawienia, a żadne wyjaśnienie nie jest już wystarczające. Przyjmując w sobie tajemnicę Boga, który z miłości staje się człowiekiem, bierzmowany, przede wszystkim w kontekście naszej kultury naukowej, stara się ciągle postawić pytania z zamiarem pojęcia tego, w co wierzy. W swoim dziele Proslogion sw. Anzelm napisał wiele stron niesamowicie głębokich, starając się połączyć prymat wiary z pragnieniem coraz większego zrozumienia umysłem tego, w co się wierzy i co się kocha: „Naucz mnie, jak mam Cię szukać, i ukaż się poszukującemu! Bo nie mogę Cię szukać, jeśli mnie nie pouczysz, ani Cię znaleźć, jeżeli się nie ukażesz. Obym Cię szukał swym pragnieniem, obym Cię pragnął, szukając, obym Cię znalazł, miłując, a miłował, znajdując. […] Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał. Albowiem i w to wierzę, że jeżeli nie uwierzę, nie zrozumiem.”

8. Wszystko to staje się szczególnie prowokujące, jeśli weźmiemy pod uwagę nową kulturę, z którą się spotykamy, jest mianowicie kultura cyfrowa. Nie zmęczę się nigdy powtarzaniem z cala mocą, że jeśli myślimy o tej kulturze jako tylko o „narzędziach” działania, to już straciliśmy możliwość zrozumienia tego fenomenu. „Narzędzia”, które używamy, są konsekwencją nadciągającej nowej kultury, która widoczna jest już na horyzoncie. Pomyślmy chociażby o internecie i o komórce, żeby przywołać tylko te dwa przykłady. Internet i komórka zmodyfikowały już nasz sposób zachowywania się, ponieważ zmieniły nasz język. Młodzi ludzie żyją tymi środkami tak, jakby przynależały do ich ciała, a w niektórych aspektach, jakby były przedłużeniem organizmu. Coraz mniej komunikujemy werbalnie, zastępując słowa wiadomością sms lub aplikacjami jak Whatsapp, które pozwalają komunikować obrazami. Ale nie tylko! Internet nas kontroluje i uprzedza nasze pytania, nie dając nam nawet czasu na napisanie całego słowa, którego szukamy. Fakt uprzedzania myśli doprowadza w sposób nieunikniony do pewnej formy umysłowego lenistwa, która po kawałeczku eliminuje sens krytyczny, niszcząc w rezultacie zdolność do stawiania pytań. Nic bardziej niebezpiecznego dla wiary, która, jak już to widzieliśmy, bez potrzeby stawiania pytań, traci swoją siłę. Ta nowa kultura stawia przed nami na nowo problem prawdy. Jak ją osiągnąć i jak ja wyrazić. Nie ucieknie się od tego wymiaru, ponieważ stanowi on istotę osobistej egzystencji oraz doświadczenia wiary. Włączyć młodych w nową kulturę, nie pozbawiając ich zmysłu krytycznego, jest entuzjastycznym wyzwaniem, które możemy podjąć i realizować z mądrością.

9. Kolejnym aspektem, który myślę, że powinniśmy omówić, jest udział w budowaniu wspólnoty chrześcijańskiej. Wiara ma Kościół za swój podmiot. To sprawia, że wymiar wspólnotowy będzie się wyrażał w całym życiu wspólnoty: w wyznawaniu wiary, liturgii, modlitwie, świadectwie nie dzieje się nic innego, jak właśnie ucieleśnienie tego wymiaru wspólnotowego. Wychowanie do wyznawania wiary jako „my wierzymy” jest zadaniem, które pozwoli na odkrycie bogactwa życia wspólnotowego ponad indywidualizm chwili obecnej. Już od początku chrześcijaństwa wierzący rozumiał swoje stawanie się chrześcijaninem jako wejście do wspólnoty odkupionych. Rozrzucona po całym świecie, będąca na różnych kontynentach, w różnych narodach i władająca rożnymi językami wspólnota Kościoła, zawsze wyznawała jedną wiarę w Zmartwychwstałego Pana, Syna Bożego i Zbawcę ludzkości. Konkretnym i ewidentnym znakiem tejże wiary był od zawsze chrzest: poprzez ten akt każdy potwierdzał własny wybór nawrócenia siebie samego na Ewangelię, którą Kościół głosił. To od tejże wiary, która rodzi się z przekonania, że Kościół jest Matką, która rodzi zawsze nowych synów i córki, ponieważ nigdy nie skończy się lud wybrany przez Boga, który będzie oddawał cześć nieustanną Jego imieniu. W tym kontekście są jeszcze bardziej aktualne słowa biskupa z Tagasty: „Czcijcie, kochajcie, sprawiajcie, żeby był poznany Kościół Święty, Matka wasza, jak Jeruzalem niebieskie, święte miasto Boga. Ono przynosi owoc i wzrasta w wierze na całym świecie, o której to usłyszeliście. To Kościół Boga żywego, kolumna i moc prawdy” (Kazanie 214)

Po 2000 lat naszej historii nic się nie zmieniło z tej perspektywy. Kościół kontynuuje głoszenie Słowa Bożego jako ostateczną odpowiedź na pytanie o sens każdej osoby i prosi, aby ci, którzy otrzymują namaszczenie Duchem Świętym, stali się w pełnym tego słowa znaczeniu synami Boga i chrześcijanami. To jest właśnie to, co pozwala każdemu nie czuć się już więcej gościem ani cudzoziemcem w jakiejkolwiek części świata by się nie znalazł. Istnieje zatem wspólnota chrześcijańska, w której to każdy ochrzczony jest u siebie w domu, ponieważ Kościół wyznaje swoja wiarę i celebruje Eucharystie jako kulminacyjny moment swojej egzystencji.

10. Ostatni aspekt, który chciałbym poruszyć, to wielki temat świadectwa. Bierzmowany, po tym wszystkim, co już powiedzieliśmy, jest wezwany do zaofiarowania swojego świadectwa wiary. Prorockie słowa Pawła VI zawarte w Adhortacji Evangelii nuntiandi są aktualne aż do naszych dni i mają siłę, aby nas prowokować: „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (nr 40-41). Konieczność dania świadectwa osobistego i wspólnotowego pochodzi z samej zawartości tego, co się chce wyznać. Chrześcijaństwo bowiem nie jest ideologią, ale życiem. Lepiej nawet: jest życiem człowieka, który uczynił swoją egzystencję tak bardzo przejrzystą, że stała się perfekcyjnie zgodna tak w myśleniu, jak i w działaniu. Jednym słowem: ponieważ świadectwo i świadek są miłością Ojca, który staje się widocznym, zatem świadectwo każdego z wierzących oraz Kościoła całego nie tylko jest należne w stosunku do tej miłości, ale również musi zanieść je do każdego człowieka, którego spotka na swojej drodze. Tak właśnie wykonuje się ostatni akt świadectwa: ten, kto je otrzymuje staje się z kolei świadkiem. Niemożliwym jest, aby świadectwo dane z miłością, które ma za swój obiekt Miłość, nie sprowokowało i „uwiodło” drugiego człowieka, który staje się „kochankiem” („Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” Jr 20,7). A ponieważ tylko miłość jest w pełni przekonująca, musimy podsumować twierdzeniem, że świadectwo tylko wtedy będzie naturalne i zgodne, jeśli zostanie dane z miłością i dzięki sile miłości dla prawdy.

Świadectwo jest zatem konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa. Będzie ono tym bardziej prowokujące, im bardziej uda nam się wyrazić je poprzez autentyczny język. To może zostać wyrażone, patrząc na nauczanie Pierwszego Listu św. Jana Apostoła, za pośrednictwem wierności: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami”; następnie nadchodzi rozeznanie oraz bezinteresowność: „aby radość wasza była pełna”; kończąc myśl wzięciem udziału: „abyście i wy mieli współuczestnictwo” (1 J 1,1-3; J 15,11). Świadectwo staje się tym sposobem wejściem w życie człowieka, prowokacją do wyjścia z siebie samego i do pójścia na spotkanie z drugim.

Wraz ze świadectwem życia, zawartość katechezy staje się językiem, który nie jest zarezerwowany dla wybranych, ale jest obiektem uniwersalnej komunikacji. Hermeneutyka świadectwa pozwoli zrozumieć to, jak każde pojedyncze świadectwo zaciąg dług w stosunku do tego pierwszego i fundamentalnego świadectwa, które sam Bóg dał światu. Jezus z Nazaretu, „wierny świadek” (Ap 3,14) jest syntezą, prototypem i paradygmatem każdego świadectwa chrześcijańskiego. Istnieje ciągła dynamika w Jego świadectwie, która w nim się rozpoczyna, aby osiągnąć następnie głęboką intymność i wypłynąć jako miłość trynitarna. Dynamika ta staje się regułą dla świadectwa wiernych oraz narzędziem, które wzywa do nawrócenia. Świadectwo tak rozumiane uzyskuje nowy sens sobie tylko właściwy: przechodzi mianowicie ze sfery zewnętrznej komunikacji międzyludzkiej do sfery intymnej i właściwej dla każdego z nas. Poprzez świadectwo każdy z nas dysponuje sobą samym w najbardziej wyrazistym akcie ekstremalnej wolności, do której ten tylko jest zdolny, kto daje siebie samego drugiemu w sferze intymnej, a nie poprzez jakieś formy zewnętrzne; daje całość swojej osoby wraz z tym, co ma najcenniejsze – własnym słowem jako gwarancją prawdy.

Matka Miłosierdzia

Między pierwszymi wyrażeniami, jakimi zwracaliśmy się do Maryi, słowa: Matko Miłosierdzia są z całą pewnością jednymi z najbardziej znanych oraz najcenniejszych dla skarbca modlitw ludu chrześcijańskiego. W modlitwie „Witaj Królowo” (łac. Salve Regina) temat miłosierdzia powraca wielokrotnie. Na początku mówimy: „Matko Miłosierdzia”, dodając natychmiast „słodyczy nasza”, która to jest charakterystyką osoby miłosiernej, ponieważ wskazuje na bliskość matki, która swoim spojrzeniem pozwala zrozumieć każdemu z nas, że jesteśmy kochani. Następnie powracamy do tego tematu mówiąc: „miłosierne oczy Twoje na nas zwróć” i mając pewność w sercu, że jej miłość jest z nami i towarzyszy nam aż do momentu przebaczenia naszych grzechów. Miłosierdzie jest sercem modlitwy „Witaj Królowo”, ponieważ jest sercem samej Ewangelii oraz Objawienia całego.

Skąd bierze swój początek ta modlitwa tak pełna miłości i pobożności?

18 lipca 1013 roku Gertruda, żona Wolfrada, hrabiego z Altshausen w Szwabii, urodziła syna. Mały chłopiec, był tak bardzo kaleki i zdeformowany, że rodzina szybko się go pozbyła, traktując go jako plamę na honorze domu. Chłopiec nie mógł stać na nogach i nie chodził. Skonstruowano mu specjalne krzesło, ponieważ z powodu kalectwa nie potrafił również siedzieć. Jego palce były tak słabe i pokrzywione, że nie był w stanie również pisać, a jego usta tak zdeformowane, że z ledwością wypowiadał słowa, które trudno było zrozumieć. Chłopiec miał na imię Herman, ale nazywano go Chromym bądź tez Kulawym. Herman został wysłany do klasztoru, żeby zaopiekowali się nim zakonnicy. W klasztorze Reichenau, w pobliżu jeziora niedaleko Konstancji, został serdecznie przyjęty przez zakonników. Może wydawać się paradoksem, ale chłopiec, nie wiadomo jak, nauczył się matematyki, języka greckiego, łacińskiego, arabskiego, astronomii oraz muzyki. O ile bardzo zdeformowane było jego ciało, o tyle bardzo inteligentny i głęboki umysł posiadał. Miał świetną pamięć oraz genialne myśli. Nigdy się nie poddawał i nigdy nie był bezczynny. Wydawałoby się, że powinien czuć się nieszczęśliwy, a jednak to on właśnie dawał osobom przebywającym wokół niego szczęście i pokój. W jego biografii, która dotrwała do naszych czasów, znajdują się pochwały: przyjacielski, otwarty na rozmowy, zawsze uśmiechnięty, radosny, tolerancyjny, o szlachetnej duszy. Z powodu zapalenia opłucnej, po dniach naznaczonych bólem, Herman zmarł 24 września 1054 roku, otoczony zakonnikami oraz wieloma przyjaciółmi, po przyjęciu Ciała Chrystusa.

W swoim życiu Herman doświadczył bólu i odsunięcia na margines ze względu na swoje ogromne kalectwo. Nikt najprawdopodobniej nie dałby mu większych szans w życiu, a z całym prawdopodobieństwem, w innych czasach i innych kulturach, zostałby zabity po urodzeniu lub rzucony ze Skały Tarpejskiej motywując jego śmierć tym, że życie takiego kaleki byłoby zapewne nieszczęśliwe. Jeśli tak by się stało, to dziś nie modlilibyśmy się słowami „Witaj Królowo – Salve Regina”. Właśnie temu niepełnosprawnemu człowiekowi, porzuconemu przez rodzinę, ale przyjętemu przez miłość chrześcijańską, jesteśmy winni modlitwę maryjną, którą od wieków Kościół zachowuje jako modlitwę miłosierdzia. Herman doświadczył na sobie potęgi miłosierdzia i stał się poetą oraz głosicielem Matki Miłosierdzia. Ale nie tylko. To właśnie Hermanowi zawdzięczamy również hymn Alma Redemptoris Mater (Matko Odkupiciela z niewiast najsławniejsza). Modlitwa ta, być może mniej znana, ale zawsze obecna jako hymn do Maryi Dziewicy, który jest śpiewany od wieków. Herman doświadczył w swoim ciele cierpienia, a jednak wzywał Matkę Odkupiciela jako „przechodnią bramę do raju wiecznego”, Gwiazdę Morską”, jako podnoszącą „lud upadający, w grzechach swych uwikłany, powstać z nich pragnący”. Słowa pełne nadziei, które właśnie ze słabości ciała Hermana czerpią swą siłę i radość przemienienia, która dokona się w dniu ostatecznym.

W różnych sytuacjach naszego życia miejmy nasz wzrok utkwiony w miłosiernych oczach Maryi Dziewicy. Nikt tak jak Ona nie może zrozumieć, co kryje się w głębi naszych serc, ponieważ to Ona jest Matka Zbawiciela. Trzymała w swoich ramionach Syna Bożego wiedząc, jaki będzie owoc bólu, śmierci i zmartwychwstania. Od niej pochodzi nadzieja, która nie zawodzi, od niej wypływa siła miłości, która wszystko pojmuje, wszystko okrywa, wszystko znosi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: rozpoczynają się centralne obchody jubileuszu najstarszego biskupstwa

2018-06-20 20:09

msz / Poznań (KAI)

Eucharystia z udziałem legata papieskiego kard. Dominika Duki, podczas której zostanie odczytane specjalne przesłanie papieża Franciszka i koncert światowej sławy kwartetu Il Divo złożą się na obchody jubileuszu 1050-lecia pierwszej polskiej diecezji. „Chcemy w tych dniach wspólnie świętować i pokazać różne oblicza Kościoła oraz podkreślić wartość rodziny i podjąć to wielowiekowe dziedzictwo” – powiedział podczas konferencji prasowej bp Damian Bryl.

Adrian Grycuk/pl.wikipedia.org

Jak tłumaczy KAI bp Bryl, jednym z ważnych znaków obchodów będzie koronowany 50 lat temu wizerunek Matki Bożej w Cudy Wielmożnej. Uroczystej Mszy św. jubileuszowej 23 czerwca z udziałem nuncjusza apostolskiego abp. Salvatore Pennacchio oraz kilkudziesięciu arcybiskupów i biskupów będzie przewodniczył legat papieski kard. Dominik Duka, prymas Czech.

Z okazji jubileuszu w sąsiedztwie najstarszej polskiej katedry odbędzie się koncert kwartetu Il Divo, specjalizującego się w gatunku muzycznym zwanym classical crossover, znakomicie łącząc operę i muzykę klasyczną, i prezentując ją w nieco lżejszym wydaniu, dostępnym nie tylko dla koneserów.

Janusz Stefański z agencji Prestige MJM podkreśla, że będzie to „niezapomniane wydarzenie”, dlatego, że koncerty w plenerze rzadko odbywają się w Polsce. Zespół zaprezentuje przeboje od standardów o miłości Elvisa Presley’a czy Franka Sinatry, po utwory Richarda Marxa, Adel, Robbiego Williamsa. „Publiczność usłyszy wielkie hity oraz utwory operowe” – zaznacza Stefański.

Występ zespołu Il Divo poprzedzi koncert „Śpiewanki Wielkopolskie”, przygotowany przez Teatr Muzyczny w Poznaniu we współpracy z Teatrem Polskim w Poznaniu. Wydarzenie to upamiętni 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

„Podczas koncertu artyści wykonają dwanaście utworów w nowych aranżacjach, związanych z powstaniem wielkopolskim, uwzględniając tradycję niepodległościową zakorzenioną w Wielkopolsce” – mówi Przemysław Kieliszewski. Dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu zaznacza, że koncert ma przywrócić z pamięci historycznej utwory często zapomniane jak „Marsylianka wielkopolska” czy „Gdy szedłem raz od Warty”.

Na scenie wystąpią soliści Teatru Muzycznego, Chór Akademicki Uniwersytetu im A. Mickiewicza w Poznaniu raz orkiestra Teatru Muzycznego pod batutą Piotra Deptucha. Gościem specjalnym będzie Jacek Kowalski, poeta, pieśniarz i historyk sztuk. Do wspólnego śpiewania zostanie zaproszona publiczność, która otrzyma bezpłatne śpiewniki.

W ramach jubileuszu w różnych kościołach Poznania odbędą się spotkania wspólnot i stowarzyszeń katolickich archidiecezji, m.in. Akcji Katolickiej, nadzwyczajnych szafarzy Komunii św., KSM, Ruchu Światło-Życie czy wspólnoty neokatechumenalnej.

W niedzielę 24 czerwca na Ostrowie Tumskim odbędzie się Ogólnopolski Festyn Rodzinny, organizowany przez Caritas Archidiecezji Poznańskiej i miasto Poznań, pod hasłem „Poznań dla zdrowia i rodziny – Bądźmy razem”. Rodzinne świętowanie poprzedzi Msza św. pod przewodnictwem abp. Stanisława Gądeckiego, metropolity poznańskiego.

„Festyn rozpocznie widowisko teatralne pt. „Madagaskar” przygotowane przez Teatr Muzyczny w Poznaniu, wystąpią też grupa Małe TGD oraz zespół Punto Latino” – mówi Jan Montowski, zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Poznańskiej.

Wśród atrakcji dla najmłodszych znajdą się m.in. place gier i zabaw, ścianki wspinaczkowe, dmuchane zamki, trampoliny. Nie zabraknie też pokazów wozów strażackich, jednostek ratowniczych oraz policji.

Rodzinne świętowanie zakończy finał loterii charytatywnej, w której można wygrać bardzo atrakcyjne nagrody. Dochód z loterii zostanie przeznaczony na pomoc osobom potrzebującym.

W ramach miasteczka prozdrowotnego podczas festynu będzie można skorzystać z bezpłatnych porad lekarzy, badań profilaktycznych oraz badania wideodermatoskopem.

Obchody jubileuszowe odbywają się pod hasłem „Poznań. Chrystus i my”. Ich celem jest ukazanie natury i misji Kościoła, lepsze poznanie jego historii i zaangażowanie wiernych w działalność ewangelizacyjną. 

Biskupstwo poznańskie powstało w 968 r. i do roku 1000 obejmowało całe państwo polskie. Biskup Jordan, ustanowiony przez papieża Jana XIII, zapoczątkował historię polskiej hierarchii kościelnej, a książę Mieszko I zbudował w Poznaniu pierwszą katedrę na ziemiach polskich. Do 1798 r. do biskupstwa poznańskiego należała m.in. Warszawa. W latach 1821-1946 w Poznaniu znajdowała się rezydencja prymasów Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Franciszek w Genewie: zatracajmy siebie, naśladując Chrystusa

2018-06-21 12:36

tlum. st (KAI) / Genewa

Na konieczność odrzucenia światowości, nawrócenia, zatracania siebie i naśladowania Chrystusa wskazał Ojciec Święty podczas modlitwy ekumenicznej w Centrum Ekumenicznym Światowej Rady Kościołów. Było to pierwsze wystąpienie publiczne papieża podczas jego pielgrzymki do Genewy.

vaticannews.va

Oto słowa papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry,

Wysłuchaliśmy słów apostoła Pawła do Galatów, którzy doświadczali udręk i zmagań wewnętrznych. Były tam bowiem grupy, które toczyły ze sobą spory i oskarżały się nawzajem. Właśnie w tym kontekście Apostoł, aż dwa razy w kilku wersetach, zaprasza do „postępowania według Ducha” (Ga 5, 16.25).

Postępować. Człowiek jest istotą w drodze. Przez całe życie jest wezwany do wyruszania w drogę, nieustannie wychodząc z miejsca, w którym się znajduje: od chwili, kiedy wychodzi z łona matki i kiedy przechodzi z jednego okresu życia w drugi; od chwili opuszczenia domu swoich rodziców, aż po opuszczenie tej ziemskiej egzystencji. Droga jest metaforą, która odsłania sens ludzkiego życia – życia, które nie wystarcza samo sobie, ale zawsze poszukuje czegoś dalej. Serce zachęca nas, aby iść, aby osiągnąć cel.

Ale postępowanie to dyscyplina, trud, potrzebna jest codzienna cierpliwość i nieustanny trening. Trzeba rezygnować z wielu dróg, aby wybrać tę, która prowadzi do celu i ożywiać pamięć, aby jej nie stracić. Cel i pamięć. Postępowanie wymaga pokory, by powracać do własnych kroków, i troski o swoich towarzyszy podróży, bo tylko razem idzie się dobrze. Krótko mówiąc, postępowanie wymaga ciągłego nawracania się. Dlatego tak wielu z niego rezygnuje, woląc zacisze domowe, gdzie można wygodnie dbać o swoje sprawy, bez narażania się na ryzyka podróży. Ale w ten sposób chwytamy się kurczowo ulotnych zabezpieczeń, które nie dają tego pokoju i radości, do których dąży serce, a które można znaleźć tylko wówczas, gdy wychodzimy ze swoich ograniczeń.

Bóg wzywa nas do tego, od samego początku. Już od Abrahama zażądano, aby opuścił swoją ojczyznę, by wyruszył w drogę, biorąc ze sobą jedynie w ufność w Bogu (por. Rdz 12, 1). Podobnie Mojżesz, Piotr i Paweł oraz wszyscy przyjaciele Pana żyli w drodze. Ale przede wszystkim Jezus dał nam tego przykład. Dla nas wyszedł ze swego Boskiego stanu (por. Flp 2, 6-7) i zstąpił między nas, aby wędrować, On który jest Drogą (por. J 14, 6). On, Pan i Nauczyciel, stał się pielgrzymem i gościem pośród nas. Wróciwszy do Ojca, dał nam dar swego Ducha, abyśmy również mieli siłę, by iść w Jego kierunku, aby wypełniać to, o co prosi Paweł: postępować według Ducha.

Według Ducha: jeśli każdy człowiek jest istotą w drodze, a zamykając się w sobie, zaprzecza swemu powołaniu, to tym bardziej chrześcijanin. Ponieważ, jak podkreśla Paweł, życie chrześcijańskie niesie ze sobą alternatywę, której nie da się pogodzić: z jednej strony postępować według Ducha, podążając ścieżką zainaugurowaną przez chrzest; z drugiej strony „spełniać pożądania ciała” (Ga 15, 16). Co oznacza to wyrażenie? Oznacza próbę samorealizacji poprzez kroczenie drogą posiadania, logikę egoizmu, zgodnie z którą człowiek próbuje zapewnić sobie tu i teraz wszystko, co mu odpowiada. Nie pozwala ulegle prowadzić się Bogu, tam gdzie On wskazuje, ale idzie swoim kursem. Na własne oczy widzimy konsekwencje tej tragicznej drogi: człowiek żądny rzeczy, traci z pola widzenia towarzyszy podróży; wtedy na drogach świata panuje wielka obojętność. Kierując się swymi instynktami, człowiek staje się niewolnikiem niepohamowanego konsumpcjonizmu: wówczas zostaje uciszony głos Boga; wtedy inni, zwłaszcza jeśli nie mogą chodzić na własnych nogach, jak maleństwa i osoby starsze, stają się irytującymi odpadami; wówczas stworzenie nie ma już innego sensu, jak tylko zaspokajanie produkcji, zależnie od potrzeb.

Drodzy bracia i siostry, dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek te słowa Apostoła Pawła są dla nas wyzwaniem: postępować według Ducha, to odrzucać światowość. Jest to wybór logiki służby i postępowania w przebaczaniu. To zstąpienie w historię krokiem Boga: nie dudniącym krokiem wiarołomstwa, lecz tym, któremu rytm nadaje „jeden nakaz: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (w. 14). Droga Ducha jest bowiem naznaczona kamieniami milowymi, wymienianymi przez Pawła: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (w. 22).

Razem jesteśmy wezwani, aby tak postępować: droga wiedzie przez nieustanne nawrócenie, przez odnowę naszej mentalności, aby dostosowała się do stylu Ducha Świętego. Na przestrzeni dziejów często dochodziło do podziałów między chrześcijanami, ponieważ do korzeni, w życie wspólnot, przeniknęła mentalność światowa: najpierw pielęgnowano własne interesy, a następnie Jezusa Chrystusa. W takich sytuacjach nieprzyjaciel Boga i człowieka z łatwością nas rozdzielał, ponieważ kierunek, w którym podążaliśmy, był określony przez ciało, a nie przez Ducha. Nawet pewne usiłowania w dawnych czasach, aby położyć kres tym podziałom, zawiodły, ponieważ inspirowane były głównie logiką światową. Jednak ruch ekumeniczny, do którego tak wielki wkład wniosła Światowa Rada Kościołów, zrodził się dzięki łasce Ducha Świętego (por. SOBÓR POWSZECHNY WATKAŃSKI II, Unitatis redintegratio, 1). Ekumenizm wprawił nas w ruch zgodnie z wolą Jezusa i będzie mógł się rozwijać, jeśli podążając pod kierunkiem Ducha odrzuci wszelkie zamknięcia autoreferencyjne.

Ale – można by argumentować – postępowanie w ten sposób to praca ze stratą, ponieważ nie są właściwie chronione interesy własnych wspólnot, często ściśle powiązanych z przynależnością etniczną czy z ustalonymi orientacjami, czy są one bardziej „konserwatywne” czy też „postępowe”. Tak, trzeba postanowić być bardziej Jezusa niż Apollosa czy Kefasa (por. 1 Kor 1, 12), bardziej Chrystusa, niż „Żydem, lub Grekiem” (por. Ga 3,28), bardziej Pana, niż prawicy czy lewicy; wybrać w imię Ewangelii brata zamiast siebie oznacza często w oczach świata pracę ze stratą. Nie lękajmy się pracować ze stratą. Ekumenizm jest „wielkim przedsięwzięciem ze stratą”. Ale idzie o stratę ewangeliczną, zgodnie z linią wytyczoną przez Jezusa: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9,24). Ocalić to, co swoje, jest postępowaniem według ciała; zatracenie siebie naśladując Jezusa jest postępowaniem według Ducha. Tylko w ten sposób przynosi się owoc w winnicy Pańskiej. Jak naucza sam Jezus, nie ci, którzy sobie gromadzą przynoszą owoc w winnicy Pańskiej, lecz ci, którzy służąc, kierują się logiką Boga, który stale obdarza i daje siebie (por. Mt 21, 33-42). Jest to logika Paschy, jedyna, która przynosi owoc.

Patrząc na naszą wędrówkę, możemy dostrzec siebie w niektórych sytuacjach wspólnoty Galatów tamtej epoki: jakże trudno uśmierzyć niechęć i dbać o komunię, jakże ciężko wydostać się ze sporów i wzajemnego odrzucenia, umacnianych przez wieki! Jeszcze trudniejsze jest stawianie oporu podstępnej pokusie: być z innymi, podążać razem, ale z zamiarem zaspokojenia jakiegoś partykularnego interesu. Nie jest to logika Apostoła, lecz Judasza, który chodził z Jezusem, ale dla własnych korzyści. Odpowiedź na nasze chwiejne kroki jest zawsze taka sama: postępowanie według Ducha, oczyszczając serca ze zła, obierając ze świętym uporem drogę Ewangelii i odrzucając światowe skróty.

Po wielu latach zaangażowania ekumenicznego, w tę siedemdziesiątą rocznicę Rady, prosimy Ducha, aby ożywił nasz krok. Zbyt łatwo zatrzymuje się on przed utrzymującymi się rozbieżnościami; zbyt często zatrzymuje się na starcie, wyczerpany pesymizmem. Niech dystanse nie będą wymówką, już teraz można postępować według Ducha: modlić się, ewangelizować, wspólnie służyć, to jest możliwe od dnia dzisiejszego i jest miłe Bogu! Postępować razem, modlić się razem, pracować razem: to jest nasza główna droga dnia dzisiejszego.

Ta droga ma precyzyjny cel: jedność. Droga przeciwna, droga podziału prowadzi do wojen i zniszczenia. Wystarczy poczytać historię. Pan żąda od nas, abyśmy nieustannie obierali drogę komunii, która prowadzi do pokoju. Podział bowiem „otwarcie sprzeciwia się woli Chrystusa i jest zgorszeniem dla świata, a nadto przynosi szkodę najświętszej sprawie głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu” (Unitatis redintegratio, 1). Pan prosi nas o jedność; świat rozszarpany przez nazbyt wiele podziałów, dotykających przede wszystkim najsłabszych, błaga o jedność.

Drodzy bracia i siostry, chciałem tu przyjechać jako pielgrzym w poszukiwaniu jedności i pokoju. Dziękuję Bogu, ponieważ znalazłem was tutaj, bracia i siostry już w drodze. Postępowanie razem dla nas chrześcijan nie jest strategią, by lepiej uwydatnić nasze znaczenie, ale aktem posłuszeństwa wobec Pana i miłości w odniesieniu do świata. Posłuszeństwa Bogu i miłości świata, prawdziwej miłości, która zbawia. Prośmy Ojca, abyśmy postępowali razem z większą energią na drogach Ducha. Niech Krzyż wyznacza kierunek wędrówki, bo tam, w Jezusie, są już obalone mury podziałów i pokonana jest wszelka wrogość (por. Ef 2,14): tam zrozumiemy, że mimo wszystkich naszych słabości, nic nas nigdy nie odłączy od Jego miłości (por. Rz 8, 35-39).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem