Reklama

Idzie się i czyni!

2016-08-10 08:25

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 33/2016, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki

O odbudowywaniu pamięci narodowej przed stuleciem Bitwy Warszawskiej, zwanej Cudem nad Wisłą, z prof. Wiesławem Janem Wysockim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jak to jest, Panie Profesorze, że z jednej strony zarzuca się nam, Polakom – a może sami sobie zarzucamy – przesadny patos w rozpamiętywaniu naszej historii, skłonność do użalania się nad przegranymi powstaniami, nad zdradą sojuszników, a z drugiej – świat nie ma pojęcia o takich faktach z polskich dziejów, które mają wielkie znaczenie dla historii powszechnej? Najlepszym przykładem jest tu Bitwa Warszawska.

PROF. WIESŁAW JAN WYSOCKI: – Rzeczywiście, trudno to zrozumieć... Kiedy 2 lata temu zbliżała się setna rocznica czynu legionowego, w kręgach związanych z opozycyjnym wówczas Prawem i Sprawiedliwością powstała idea, by powołać specjalny komitet, który będzie dążył do odpowiedniego upamiętnienia Legionów; w Sejmie zgłoszono wniosek, by rok 2014 ustanowić Rokiem Czynu Niepodległościowego. Niestety, okazało się, że czczenie 25-lecia rozpoczętej w czerwcu 1989 r. transformacji ustrojowej – którą elity okrągłostołowe uznały za odzyskaną niepodległość – jest ważniejsze niż stulecie ogromnego wysiłku zbrojnego Polaków, który doprowadził do przywrócenia Polsce prawdziwej niepodległości.

– Pamięć o czynie legionowym nie po raz pierwszy starano się odesłać do lamusa historii...

– Przykre, że tak działo się właśnie w Polsce wolnej już od wpływów sowieckich. W takiej sytuacji zasugerowałem – przyznaję się do autorstwa tego pomysłu – aby komitet rozszerzył swoją aktywność i nazwał się Społecznym Komitetem Stulecia Czynu Niepodległościowego, a jako datę wyjściową obchodów przyjął rok 2014 – wymarsz z Oleandrów i powstanie Legionów, zaś jako końcową – rok 2022, czyli stulecie powrotu Górnego Śląska i Wileńszczyzny do Macierzy.

– Przywracanie pamięci narodowej to sprawa ostatnich 2-3 lat, jeśli nie kilku miesięcy. Czy da się jeszcze nadrobić te luki w zbiorowej świadomości, które powstały choćby w ciągu 2 ostatnich dekad?

– Wierzę, że tak, stulecie Czynu Niepodległościowego stwarza do tego znakomitą okazję. Wprawdzie wcześniej trzymający władzę zarządzili bezwzględny odwrót od historii, ale od pewnego czasu mamy swego rodzaju bunt młodzieży, która czci Żołnierzy Wyklętych, bardzo popularne stają się historyczne grupy rekonstrukcyjne. Teraz z kolei, w ramach Komitetu Stulecia Czynu Niepodległościowego, postaramy się przypominać wszystkie, nawet najbardziej zapoznane wątki z tamtego okresu. Nie tak dawno obchodziliśmy stulecie największej legionowej bitwy pod Kościuchnówką, w której walczyły razem wszystkie formacje legionowe.

– Dlaczego tak niewiele zrobiono nie tylko w III RP, ale – jak się zdaje – także w II Rzeczypospolitej, aby odpowiednio podkreślić znaczenie Legionów dla Polski i Bitwy Warszawskiej dla całej Europy?

– W II Rzeczypospolitej społeczeństwo, które z całą swoją energią wywalczyło tę niepodległość, uznało, że nie musi fundować sobie pomników, aczkolwiek pod wspomnianą Kościuchnówką zaczęto w latach 30. budować pamiątkowy kopiec, który miał być ukończony w 1942 r. i osiągnąć wysokość 25 m, w 1939 r. miał 16 m... Powstał też krakowski kopiec Czynu Niepodległościowego, nazwany później kopcem Marszałka Józefa Piłsudskiego. Tego rodzaju ówczesnych działań upamiętniających było mimo wszystko bardzo wiele, zaczęto też zbierać dokumentację historyczną. Niestety, wkrótce przyszła noc okupacji niemiecko-sowieckiej, potem niemieckiej, a następnie sowieckiej... A później w oficjalnej polityce III RP z premedytacją nie eksponowano pamięci narodowej; starano się co najwyżej jakoś odnotowywać to, co wypada – 3 Maja, 11 Listopada...

– Czy dziś, w zunifikowanej Europie, nie jest już za późno, by przywracać, nie tylko Polakom, tę pamięć o polskich zasługach w historii?

– Nigdy nie jest za późno. Do tej pory jesteśmy, niestety, niewyraźną „szarą kartą” w księdze europejskiej historii, ale jeśli wreszcie zbudujemy pewną narrację historyczną, jeżeli sami w sobie odbudujemy poczucie dumy z własnej historii, to dopiero wtedy będziemy gotowi przekazywać ją innym. Dziś nie pomaga nam to, że – jak to obserwuję w polskiej nauce – jesteśmy całkowicie uzależnieni od modelu zachodniego, ostatnio za sprawą niwelującego dosłownie wszystko tzw. systemu bolońskiego. Coraz częściej jednak słyszę pytania o suwerenność myślenia... Pojawia się niezgoda na tolerowanie tego, co jest ewidentnie złe.

– Na przykład na lekceważenie historii narodowej?

– Otóż to! Pocieszające jest, że obecnie w Polsce przeżywamy niemal rewolucyjny, samoistny wzrost świadomości historycznej młodego pokolenia, któremu przecież od ponad 20 lat oficjalnie się wmawia: po co wam historia, wybierzcie przyszłość, historia to niepotrzebny balast, bądźcie bardziej Europejczykami niż ludźmi formacji narodowej! Na szczęście polska młodzież zaczęła się buntować! Wyzwalaczem tego buntu było Muzeum Powstania Warszawskiego, stworzone dzięki uporowi Lecha Kaczyńskiego, wbrew niechęci dominujących elit III RP. Wiele do myślenia daje fakt, że dzisiejsza młodzież znalazła sobie patriotyczne wzorce w powstańcach warszawskich, a zwłaszcza w Żołnierzach Wyklętych, czyli tych, którzy po II wojnie światowej starali się bronić Polski przed sowiecką okupacją...

– Co z tradycji legionowej i niepodległościowej należałoby dziś szczególnie pokazywać polskiej młodzieży?

– Przede wszystkim postać Józefa Piłsudskiego. Powinniśmy pamiętać, że Józef Piłsudski w sferze wojskowo-politycznej historii Polski pozostaje postacią największego wymiaru, wzorem do naśladowania, bo nawet niepowodzenia potrafił przekuć w sukces, niełatwo się poddawał – dla niego naprawdę Polska była najważniejsza! Jeżeli w roku 1914 dla bardzo wielu, mówiąc dzisiejszym językiem, był terrorystą i awanturnikiem, i jeszcze w 1915 r., gdy Rosjanie wychodzili z Warszawy, jej mieszkańcy żegnali ich jako „naszych”, to już w latach 1917-18 Piłsudski staje się mężem opatrznościowym Polaków.

Tagi:
wywiad polityka Polska Polska

Czy szacunek i troska o własny naród, to złowrogi nacjonalizm?

2018-08-31 09:14

Ks. Mariusz Sztaba

Dziś w dobie demokratycznych struktur obywatelskich integrujących mieszkańców całych kontynentów oraz procesów globalizujących i unifikujących, widoczny jest spór o dalszy sens istnienia narodów. Problemy związane z narodem należą obecnie do centralnych zagadnień społecznych.

babczynski/fotolia.com

Przemiany cywilizacyjne niemal o zasięgu światowym, podważają dotychczasowy status narodów przez promowanie anarodowych form ustroju życia zbiorowego, generując przy tym ambiwalentne konsekwencje. Tym zabiegom towarzyszą następujące pytania i wątpliwości: Czy pojęcie narodu jest dziś ważną kategorią w naukach społecznych, społecznych debatach oraz w pedagogice i w wychowaniu? Czy troska o własny naród jest synonimem nacjonalizmu pojmowanego jako wada? Czy wychowanie narodowe jest już tylko reliktem przeszłości?

Aby odpowiedzieć rzeczowo na te pytania, należy przyjrzeć się takim pojęciom jak: naród; globalizm oraz nacjonalizm. Pojęcia te i związki zachodzące między nimi są często opacznie ujmowane, co rzutuje z kolei na rozumienie narodu i problematyki wychowania narodowego, której przyjrzymy się w końcowej części artykułu.

Problematyka narodu w historii Polski

Problematyka narodowa posiada długą i wielowątkową historię. Pojęcie „naród” towarzyszy rozważaniom nad formami ludzkiego życia zbiorowego już od średniowiecza, choć było różnie rozumiane i interpretowane. Z czasem „naród” stał się obok „państwa” główną kategorią wyjaśniającą społeczne życie człowieka.

Rozpoczęty w XIII wieku proces tworzenia się narodowości polskiej, już w XV wieku owocował samowiedzą narodową, czego potwierdzeniem mogą być objawy gorącej miłości i dumy narodowej u pisarzy tego okresu. Natomiast autorzy XVI w. stworzyli już klasyczne wzory poezji, prozy i wymowy patriotycznej, czego przykładem są choćby kazania sejmowe ks. Piotra Skargi.

Pojęcie narodu było w tym czasie zawarte w pojęciu Rzeczypospolita. Po klęskach, które dotknęły Rzeczpospolitą w połowie XVII w., choć duma narodowa przygasła, to miłość do ojczyzny była jednak wielka. Od początku polskiej myśli pedagogicznej, naród i państwo stapiały się w jedną całość w systemie wychowania obywatelsko - państwowym. Nawet rozbiory nie zdołały rozluźnić tego związku. Dopiero po upadku powstania listopadowego (1830), gdy państwo polskie przestało ostatecznie istnieć, doszło do oddzielenia idei narodu od idei państwa. Polska myśl pedagogiczna, a nawet szerzej humanistyczna, straciwszy oparcie w państwie, musiała szukać dla siebie nowej podstawy. Znalazła ją w pojęciu narodu, który jak okazało się po upadku państwa nadal istniał, czego wymownym przykładem było życie polityczne i kulturalne Polaków.

Namysł nad ideą narodu, który trwa mimo upadku państwa, stał się głównym problemem myślicieli końca XVIII wieku. Owa praca myślowa dotycząca wychowania narodowego, odbywała się na początku poza literaturą pedagogiczną, w publicystyce politycznej, filozoficznej oraz w literaturze pięknej. W romantyzmie powstawała już pedagogika narodowa stanowiąca na równi z pedagogiką obywatelsko-państwową polską specjalność. W tej epoce pojęcie narodu usamodzielniło się w stosunku do pojęcia państwa, zostało wywyższone, stając się ogniskowym punktem polskiej filozofii i pedagogiki.

Co to jest naród?

Pojęcie narodu jest przedmiotem rozważań multidyscyplinarnych. W socjologii i filozofii wyróżnia się trzy główne koncepcje narodu: etniczno - naturalistyczną, politologiczną i kulturową. Każda z nich dominowała w określonym czasie historycznym, mając swoich zwolenników i oponentów.

Opisując fenomen narodu można odwołać się do kryterium filozoficzno - ideologicznego, na bazie którego wyodrębnia się trzy główne koncepcje: kolektywistyczne, indywidualistyczne oraz personalistyczne. Paweł Tarasiewicz w oparciu o bogatą literaturę przedmiotu, dokonawszy wnikliwej analizy tego zagadnienia podkreśla, że koncepcje narodu o charakterze kolektywistycznym (kwestionujące ludzką transcendencję i sprowadzające człowieka do wymiaru immanentnej części społecznej całości, określanej mianem „narodowej”) oraz koncepcje narodu o charakterze indywidualistycznym (stojące na gruncie indywidualizmu społecznego i pojmujące naród jako społeczność modelową lub anachroniczną) są w gruncie rzeczy koncepcjami redukcjonistycznymi. Dopiero trzecia koncepcja personalistyczno - wspólnotowa jest realistyczną i integralną koncepcją narodu związaną z realistycznie pojętą osobą ludzką.

W świetle personalistycznej koncepcji narodu, celem tej wspólnoty jest pełna aktualizacja osoby ludzkiej, zaś metodą realizacji tego celu jest kultura narodowa. Do głównych narodotwórczych czynników życia społecznego zalicza się: religię, ziemię (terytorium), tradycję narodową, język, realne relacje międzyludzkie (współdziałanie) oraz państwo.

Ks. prof. S. Kowalczyk mówi o ontologicznej strukturze narodu, w której na podobieństwo do psychofizycznej struktury osoby ludzkie, można wyróżnić jego „ciało” i „duszę”. „Ciałem” narodu są jego obiektywno- przedmiotowe wartości takie jak: ludność, terytorium - ziemia ojczysta, państwo, solidarność społeczna, oraz pokój społeczny i międzynarodowy, duszą zaś narodu są jego subiektywno - podmiotowe wartości: język i literatura, szkolnictwo i nauka, sztuka i muzyka, etos narodowy, historia i tradycja oraz religia).

Według ks. S. Kowalczyka, naród w ujęciu personalistycznym jest „wspólnotą etniczno - kulturową, egzystującą na określonym terytorium, powstałą jako wytwór historii i tradycji, posiadającą świadomość własnej tożsamości, a często także wspólny język i dominującą religię (…), jest rezultatem długotrwałych relacji: etniczno-biologicznych, historyczno-kulturowych, emocjonalno-przeżyciowych, decyzyjnych itp. Bogactwo tych relacji, pozwala mówić o osobowości narodu, jego charakterze, woli czy psychice, ale w sensie tylko metaforycznym”.

Naród w personalistycznej koncepcji jawi się jako społeczność konieczna i adekwatna dla wszechstronnego rozwoju osobowego człowieka. Wraz z wytwarzaną przez siebie kulturą jest dla człowieka kategorią aksjologiczną. Społeczność narodowa jawi się jako przestrzeń rozwoju osoby, gdyż tworzy ona i zabezpiecza płaszczyznę wartości etycznych utrwalonych w etosie, umożliwiając tym samym człowiekowi jego rozwój moralny. Ten zaś będąc wewnętrzną formą rozwoju w każdej płaszczyźnie, organizuje i porządkuje wszelki rozwój osoby ludzkiej.

Św. Jana Pawła II wizja narodu

Wielu komentatorów pontyfikatu Jan Pawła II podkreśla, że tak mocny akcent położony w jego nauczaniu na znaczenie narodu dla osoby ludzkiej jest pewnym novum w myśli Kościoła. Papież poświęcił wiele miejsca roli narodu w życiu i w integralnym wychowaniu osoby w swoim nauczaniu podczas pielgrzymek do Ojczyzny. Podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, Jan Paweł II przypominając prawo narodu do podmiotowości i suwerenności zaprezentował teologię dziejów chrześcijańskiego narodu polskiego w trakcie przemówienie do Konferencji Episkopatu Polski w Częstochowie, dnia 5czerwca 1979 r. Podczas tej teologicznej refleksji o narodzie i jego dziejach, Ojciec św. przypomniał, że istotnym elementem narodu polskiego jest chrześcijański i kościelny wymiar jego życia, bez którego naród byłby niezrozumiały. Kościół bowiem i naród znajdują swoje dopełnienie w żywej i wspólnej historii i tradycji.

W książce Pamięć i tożsamość Jan Paweł II uczy, że „termin naród oznacza tę społeczność, która znajduje swoją ojczyznę w określonym miejscu świata i która wyróżnia się wśród innych własna kulturą (...). Nie można na przykład zastąpić narodu państwem, chociaż naród z natury pragnie zaistnieć jako państwo(...). Stanisław Wyspiański w Wyzwoleniu napisał: «Naród musi istnieć jako państwo» (...) Jednakże naród jest tym gruntem, na którym rodzi się państwo” (s. 74-75).

Papież raz po raz przypomina, że tożsamość narodu kształtuje się przez kulturę, szczególnie przez kulturę moralną i duchową! Mocno podkreśla te prawdę w książce Pamięć i tożsamość, przypominając zarazem, że „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamkniecie” (s. 92).

W nauczaniu Jana Pawła II naród obok rodziny jest także podstawowym środowiskiem wychowującym i wychowawczym. Ojciec św., w kształtowaniu tożsamości i rozwoju osobowości człowieka poprzez wspólnotę narodową, przypisuje o wiele większą rolę niż czynili to jego poprzednicy. Akcentując związek narodu z rodziną, Papież podkreśla zarazem, że te dwa naturalne środowiska stanowią podstawę kultury i wychowania, co zresztą potwierdza historia. Naród poprzez pielęgnowanie historii, tradycji i kultury jest wielkim podmiotem wychowania.

Jakie są relacje między narodem i państwem?

Pytając się o relacje między narodem a państwem należy stwierdzić w świetle analiz socjologiczno–historycznych jak i ogólnego teoretycznego ujęcia, iż nie ma strukturalnej sprzeczności między funkcjami państwa i narodu lecz przeciwnie, występuje tu wzajemna egzystencjalna zależność, chociaż w praktyce mogą występować konflikty i trudności w realizowaniu funkcji tych społeczności w konkretnej działalności ich instytucji. Mimo odrębności narodu jako wspólnoty ideologiczno-kulturowej od państwa pojmowanego jako społeczność polityczno - administracyjna, między nimi winien zachodzić stosunek komplementarności.

Globalizm jako potencjalne zagrożenie dla narodu

Brytyjski politolog Andrew Heywood zauważa, że sama tendencja do globalizacji i integracji jest ze swej istoty zjawiskiem pozytywnym. Nie przekreśla to jednak faktu, że tendencja ta gdy przybierze postać absolutyzacji owego dążenia, pociąga za sobą niebezpieczeństwo uniformizmu, który oznacza ujednolicenie i ujednostajnienie. To zaś w konsekwencji prowadzić może do niebezpieczeństwa zatracenia, nawet totalnego zniszczenia wszelkiej różnorodności kulturowej, w tym także kultur narodowych, będących niszą integralnego rozwoju osoby ludzkiej. Proces globalizacji może prowadzić wreszcie do homogenizacji kultury, a w ostateczności do depersonalizacji i niszczenia dziedzictwa kulturowego w bogactwie jego narodowych różnorodności. Źle pojęta i realizowana globalizacja może stać się zagrożeniem narodowego dziedzictwa kulturowego (A. Heywood, Ideologie polityczne, Warszawa, 2007).

Zły nacjonalizm czy dobry nacjonalizm?

Wielkim zagrożeniem dla wartości kultury narodowej jest straszenie nacjonalizmem, który rzekomo rodzi się poprzez wierność i trzymanie się narodowej tradycji w dobie współczesnej. Jak wykazuje Gerald Gutek, problem z pojęciem „nacjonalizm” ma swoje źródło w tym, że w odróżnieniu od języka angielskiego, w którym termin ten ma charakter neutralny, w języku polskim ma wyraźne zabarwienie wartościujące i do tego negatywnie. Obok negatywnych skojarzeń z tym terminem, należy mieć na uwadze fakt, że przecież nacjonalizm odegrał istotną rolę w powstawaniu państw narodowych, budząc poczucie przynależności do narodu. Był również siłą napędową procesów państwowotwórczych sprawiając, że ludzie przestawali się identyfikować wyłącznie ze swoją lokalną społecznością i zyskiwali poczucie tożsamości z państwem narodowym (G.L Gutek., Filozoficzne i ideologiczne podstawy edukacji, Gdańsk, 2003).

Włodzimierz Bernacki omawiając wnikliwie fenomen nacjonalizmu jako doktrynę polityczną oraz zjawisko społeczne (postawa, ruch polityczny) w kontekście rozwoju historycznego zauważa, że nie każda doktryna podnosząca rangę narodu w życiu pojedynczej osoby i całej cywilizacji ludzkiej musi być uznana za nacjonalistyczną. Bowiem większość doktryn uznając naród za fakt historyczny, przypisuje mu funkcjonalną rolę wobec osoby ludzkiej, uznając konieczność jego istnienia w aktualizacji osobowego potencjału każdego człowieka (W. Bernacki, Nacjonalizm, w: B. Szlachta (red.), Słownik społeczny, Kraków2004).

Nazywanie więc troski o własny naród złowrogim nacjonalizmem, bez specyfikacji tego pojęcia, jest nadużyciem i jaskrawą manipulacją!

Polska pedagogika narodowa w służbie wartości narodu

Profesor Bogdan Nawroczyński wykazywał w swoich pracach, że polska pedagogika narodowa wraz z postulowanym w niej wychowaniem narodowym była wytworem polskiej wolności narodowej. K. Brodziński w Mowie o narodowości polskiej (1831) oraz A. Mickiewicz w Księgach narodu polskiego (1832 r.) stworzyli charakterystyczne dla romantyzmu polskiego pojęcie narodu rozumianego jako twór duchowy, odznaczający się indywidualnością i mający swoją misję dziejową. Polska pedagogika narodowa ustąpiła na pewien czas miejsca pedagogice pozytywnej, aby z nową siłą obudzić się do życia po 1886 roku. Za czasów rządów endecji (1918-1926) pedagogika narodowa wraz z wychowaniem narodowym była generalnie dominującym kierunkiem wychowawczym w II Rzeczypospolitej.

Pedagogika narodowa w Polsce nie prezentowała jednolitego nurtu wychowawczego. Pierwszym przedstawicielem pedagogiki narodowej był Stanisław Prus-Szczepanowski (1846-1900). Jego różnorodna działalność w Galicji miała dwa kierunki: praca nad podniesieniem ekonomicznym kraju oraz wychowanie zdrowych, silnych i energicznych ludzi do pracy i walki zmierzającej do niepodległości - zapewnienia narodowi należnego mu miejsca wśród wolnych ludów świata. Naród był dla niego ideą wiodącą. Dlatego domagał się, aby Polacy realizowali w sobie własny wzór człowieka i pełnili misję dziejową.

Prus-Szczepanowski był przekonany, że jak Włosi stworzyli za czasów odrodzenia typ „cortegiana”, Anglicy „gentelmana” tak Polacy wytworzą nowy typ człowieka - obywatela, mający zarazem osobisty i społeczny profil. Autor łączył w wychowaniu narodowym ideał „romantyka” z pozytywistycznym ideałem „pracownika”. Bohater i pracownik w jednej osobie, to był wzór Polaka.

Misję narodową Polaków widział omawiany autor w odrodzeniu kultury w Europie. Do pełnienia tej misji naród polski miał przygotować się moralnie poprzez odrodzenie duchowe, zespolenie obowiązków narodowych z obowiązkami religijnymi. Zadanie to miało być spełnione poprzez wychowanie narodowe. Zadania i zasady tego wychowania Szczepanowski zawarł w Aforyzmach o wychowaniu (1898 r.). Można ująć je w cztery punkty: a) należy zerwać z moralnością „trędowatych, nikczemnych lub obojętnych” i scalić się w celu realizacji określonych celów; b) mieć wiarę w zwycięstwo dobra nad złem, podstępem, gwałtem i bezprawiem; c) wychowywać dzielność w dobrej sprawie; d) propagować życiem, przykładem i słowem odrodzenie się Polski i werbować dla tej sprawy innych obywateli.

W refleksji poświęconej wychowaniu narodowemu Polaków, na pierwszy plan wysuwały się kwestie istoty, stanu i kierunków rozwoju charakteru narodowego. Pojęcie narodu rozpatrywano z punktu widzenia psychologii duszy polskiej. Dlatego postulowano dostosowywania koncepcji wychowania do psychiki i potrzeb narodu polskiego.

Wychowanie narodowe było w sposób szczególny postulowane i realizowane przez obóz demokratyczno-narodowy (endecję). Jego wychowawcze credo zawarte zostało w dziele przywódcy tego obozu - Romana Dmowskiego - w Myślach nowoczesnego Polaka (1904). W myśli społeczno-politycznej obozu narodowego istotne znaczenie w koncepcjach wychowania narodowego odgrywały dokumenty programowe, uważające religię i wiarę za fundament tego wychowania. Wiodącym celem pedagogiki narodowej było niewątpliwie stworzenie poprzez wychowanie - państwa narodowego. W myśli społeczno-politycznej endecji, wielką wartość przypisywano etyce katolickiej, rodzinie, kobiecie, a wśród wartości społecznych na przód wysuwano pracę.

Czołowym przedstawicielem i wyrazicielem poglądów narodowo-demokratycznych, był Zygmunt Balicki (1858-1916), socjolog i prawnik z wykształcenia. O wychowaniu narodowym wypowiedział się głównie w dwu swoich pracach: w Egoizmie narodowym wobec etyki (1903 r.) oraz w Zasadach wychowania narodowego (1909 r.). W swoich pracach odrzucał etykę indywidualistyczną, stając na gruncie etyki społecznej. Chodziło mu o to, aby zarówno teoria, jak i praktyka pedagogiczna w Polsce, były przeniknięte duchem narodowej myśli, uczuć i woli, tak aby każdy czuł się członkiem swego narodu, solidaryzował się z nim, żył jego życiem.

Według Z. Balickiego, pierwszym zadaniem wychowania narodowego było wprowadzanie młodzieży w tradycję narodową: w dzieje, w duchową odrębność języka, literatury ojczystej, oraz poznanie i umiłowanie ziemi i ludności ojczystej. Zżycie się z tymi elementami tradycji narodowej miało dać młodemu pokoleniu „podstawy pozytywnego patriotyzmu”. Drugą i najważniejszą częścią wychowania narodowego miało być wychowanie obywatelskie, dążące do uformowania typu żołnierza - obywatela, który najskuteczniej poprowadzi walkę o prawa uciśnionego, pozbawionego niepodległości narodu. Wychowanie miało rozwinąć u młodzieży następujące cnoty: zdolność do współdziałania i karność, solidarność i koleżeństwo. Chodziło więc o wychowywanie charakterów w oparciu o religię, wartości moralne oraz wychowanie fizyczne. Wychowanie charakteru młodego pokolenia było zawsze przed kształceniem intelektu. Całe wychowanie młodzieży miało być przepojone duchem aktywizmu i przedsiębiorczości.

Innym ważnym teoretykiem pedagogiki narodowej, który włożył najwięcej pracy w sformułowanie, uzasadnienie i usystematyzowanie podstawowych pojęć tego kierunku był Lucjan Zarzecki (1873-1925). Całość jego przemyśleń dotyczących omawianego zagadnienia została zebrana zaraz po jego śmierci w formie zbioru rozpraw pod tytułem: Wychowanie narodowe, studia i szkice (1926). Według L. Zarzecki naród jest unitas multiplexi, przez co traktował go jako osobowość mającą strukturę duchową i swoje posłannictwo wyrażające się w tworzeniu dóbr kulturalnych, przyczyniając się w ten sposób do postępu cywilizacji. Jego teoria wychowania narodowego była przeniknięta szeroko pojętą ideą moralną. Wychowanie narodowe według Zarzeckiego nie miało być tylko procesem zapewniającym ciągłość życia narodowego przez przekazywanie dorobku dawniejszych pokoleń, ale także „tworzeniem narodu” oraz „potęgowaniem i budzeniem geniusza narodu”. Głównym i wiodącym celem wychowania narodowego było ukształtowanie „robotnika - obywatela”, będącego twórcą kultury narodowej.

By zrealizować ten ideał, Zarzecki postulował aby zbliżyć szkołę do życia i aby w niej dzieci i młodzież uczyli się pracowitości, dokładności, punktualności, sądu o rzeczach, orientacji w zjawiskach otaczającego ich życia i w przejawach kultury, poczucia obywatelskiego, odpowiedzialności za swoje czyny oraz poczucia honoru. System wychowania szkolnego miał budzić i umacniać solidarność i jedność narodową.

Cechą charakterystyczną polskiej pedagogiki narodowej było przekonanie, że naród jest tworem należącym do dziedziny życia duchowego. Dlatego główne zadanie wychowania narodowego było spostrzegane w podtrzymywaniu i wzmacnianiu więzi duchowej łączącej Polaków w jeden naród!

Bogdan Nawroczyński myśląc nad istotą wychowania narodowego pisał: „uszlachetnić wiążące człowieka z człowiekiem więzy towarzyskie; wychować dla państwa pełnych inicjatyw i poświęcenia obywateli; utrzymać, wzmocnić i rozwinąć wspólnotę narodową, spotęgować geniusz narodu, przygotować jego wolę do wytrwałej pracy i bohaterskiej walki o wolność” - oto zadania, nad którymi szczególnie samodzielnie pracowała polska myśl pedagogiczna” (Polska myśl pedagogiczna. Jej główne linie rozwojowe, stan współczesny i cechy charakterystyczne, Lwów-Warszawa,1938.).

Potrzeba odkrycia na nowo wartości narodu i wychowania narodowego

Zaprezentowana powyższa analiza pokazała, że naród i związane z nim wartości muszą być wciąż na nowo odkrywane i urzeczywistniane w integralnym wychowaniu młodych pokoleń. Naród jest ważną i niezastąpioną wspólnotą w życiu i pełnym rozwoju każdego człowieka. Naród jest podstawą istnienia państwa. Naród jest wspólnotą przechowującą tradycję, historię i język.

Fundamentalną postawą wobec własnego narodu, a tym samym podstawowym obowiązkiem osoby wobec tej wspólnoty jest patriotyzm rozumiany jako solidarność z narodową wspólnotą oraz solidarność z narodową kulturą. Zasadniczą treść moralnych obowiązków osoby ludzkiej względem narodu wypełniają tzw. małe obowiązki codziennego życia, takie m. in. jak: współudział w pielęgnowaniu dóbr mieszczących się w obrębie kultury narodowej. Chodzi o wierność narodowej kulturze, tzn.: językowi, literaturze, historii, tradycji, oraz aktywne jej zabezpieczanie, pielęgnowanie i rozwijanie.

Dziś wychowanie narodowe powinno być częścią wychowania patriotycznego, a nawet wychowania obywatelskiego. Związki wychowania narodowego z wychowaniem obywatelskim były zresztą widoczne już od początku tworzenia się pedagogiki narodowej. Niewątpliwie trzeba na nowo odkrywać wartość narodu i wychowania narodowego dla integralnego wychowania człowieka. Troska o własny naród, jego pomyślność i dobro to patriotyzm, a więc cnota i obowiązek. Uwielbianie swego narodu z równoczesną pogardą dla innych narodów, to złowrogi nacjonalizm. Troska więc o własny naród, to cnota i autentyczna postawa, a nie wada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek do młodych: idźcie na peryferie, Jezus już tam jest

2018-09-25 12:47

tłum. st (KAI) / Tallin

„Prośmy o moc apostolską, byśmy nieśli Ewangelię innym i wyrzekli się czynienia z naszego chrześcijańskiego życia muzeum wspomnień” – zaapelował Ojciec Święty podczas spotkania ekumenicznego w kościele luterańskim św. Karola w Tallinie.

Vatican Media

Oto tekst papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy Młodzi,

Dziękuję za wasze serdeczne przyjęcie, za wasze śpiewy i świadectwa Lisbel, Tauri i Mirko. Jestem wdzięczny za miłe i piękne słowa arcybiskupa Estońskiego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego, Urmasa Viilmy, a także za obecność Przewodniczącego Rady Kościołów Estonii, arcybiskupa Andresa Põdera, jak i biskupa Philippe'a Jourdana, administratora apostolskiego w Estonii, oraz innych przedstawicieli różnych wyznań chrześcijańskich obecnych w tym kraju. Jestem też wdzięczny za obecność pani prezydent Republiki.

Jest zawsze czymś pięknym zgromadzić się, dzielić się świadectwami życia, wyrażać to, co myślimy i czego pragniemy. Bardzo dobrze, gdy jesteśmy razem my, którzy wierzymy w Jezusa Chrystusa. Spotkania te urzeczywistniają marzenie Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy: „aby wszyscy stanowili jedno (…) aby świat uwierzył” (J 17, 21). Jeśli spróbujemy spojrzeć na siebie jako na pielgrzymów idących razem, to nauczymy się otwierać nasze serca z ufnością na towarzysza drogi, bez podejrzeń, bez nieufności, patrząc tylko na to, czego naprawdę poszukujemy: pokoju przed obliczem jedynego Boga. A ponieważ pokój wymaga zaangażowania osobistego, to zaufanie jest także czymś budowanym osobiście i jest źródłem szczęścia: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój” (Mt 5, 9). A tę drogę przemierzajmy nie tylko z ludźmi wierzącymi, ale ze wszystkimi. Wszyscy mają nam coś do powiedzenia. Wielki obraz znajdujący się w absydzie tego kościoła zawiera zdanie z Ewangelii św. Mateusza: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Wy, młodzi chrześcijanie, możecie utożsamiać się z niektórymi elementami tego fragmentu Ewangelii.

Wcześniej św. Mateusz mówi nam, że Jezus kumuluje rozczarowania. Najpierw narzeka, ponieważ zdaje się, że tym, do których się zwraca, nic nie pasuje (por. Mt 11, 16-19). Wam młodym często się przytrafia, że otaczający was dorośli nie wiedzą, czego chcą lub czego po was się spodziewają. Czasami, gdy widzą, że jesteście bardzo szczęśliwi, są podejrzliwi, a jeśli widzą, że jesteście zrozpaczeni, relatywizują to, co wam się przydarza. W konsultacji poprzedzającej Synod, który wkrótce rozpocznie obrady i podczas którego podejmiemy refleksję na temat ludzi młodych, wielu z was prosiło, aby ktoś wam towarzyszył i rozumiał was, nie osądzając, oraz potrafił was wysłuchać, a także odpowiadać na pytania (por. Synod poświęcony młodzieży, Instrumentum laboris, 132). Nasze Kościoły chrześcijańskie - i śmiem powiedzieć, że wszelka działalność religijna zorganizowana instytucjonalnie – niosąc z sobą postawy, w których łatwiej było nam mówić, doradzać, proponować na podstawie naszego doświadczenia, niż słuchać, pozwolić, byśmy się zastanowili i poznali to, czym żyjecie. Wiele razy wspólnoty chrześcijańskie zamykają się, nie zdając sobie z tego sprawy i nie słuchają waszych niepokojów. Wiemy, iż chcecie i oczekujecie „że nie będzie wam towarzyszył nieustępliwy sędzia lub lękliwy i nadopiekuńczy rodzic, powodujący uzależnienie, ale ktoś, kto nie boi się własnej słabości i wie, jak sprawić, żeby jaśniał skarb, który nosi w sobie, jak w glinianym naczyniu (por. 2 Kor 4, 7)” (tamże, 142). Chcę wam dziś tutaj powiedzieć, że jeśli płaczecie, chcemy z wami płakać, towarzyszyć naszym aplauzem i śmiechem waszej radości, pomóc wam żyć naśladując Pana.

Wy chłopcy i dziewczęta, młodzi wiedźcie o tym, że jeśli jakaś wspólnota chrześcijańska jest naprawdę chrześcijańskie, nie uprawia prozelityzmu. Jedynie słucha, przyjmuje, towarzyszy i przemierza drogę, ale nie narzuca. Jezus narzeka także na miasta, które odwiedził, dokonując w nich więcej cudów i okazując im większych gestów czułości i bliskości. Ubolewa, że brakuje im instynktu i, że nie uświadamiają sobie, iż przemiana, jaką przyszedł im zaproponować, była pilna, nie cierpiąca zwłoki. Posunął się nawet do stwierdzenia, że są bardziej uparte i zaślepione niż Sodoma (por. Mt 11, 20-24). A kiedy my dorośli zamykamy się wobec rzeczywistości, która jest już faktem, mówicie szczerze: „Czyż tego nie widzicie?”. A niektórzy odważniejsi mają odwagę powiedzieć: „Czyż nie zauważacie, że nikt już was nie słucha, że nikt wam nie wierzy?”. Naprawdę musimy się nawrócić, aby odkryć, że aby być przy was, musimy skorygować wiele istniejących sytuacji, które w ostatecznym rozrachunku was odsuwają.

Wiemy - jak nam powiedzieliście - że wielu młodych ludzi o nic nas nie pyta, ponieważ nie uważa nas za partnera rozmowy znaczącego dla ich życia. To straszne, kiedy jakiś Kościół, jakaś wspólnota zachowuje się w taki sposób, że młodzi sądzą, iż tacy ludzie nie mają mi nic do powiedzenia, co mogło by służyć memu życiu. Niektórzy, wręcz wyraźnie proszą, by zostawić ich samych, ponieważ odczuwają obecność Kościoła jako irytującą, a nawet denerwującą – to prawda. Są oburzeni skandalami seksualnymi i ekonomicznymi, nie widząc postawy zdecydowanego ich potępienia; nieumiejętnością odpowiedniego zrozumienia życia i wrażliwości młodzieży, spowodowanej brakiem przygotowania; czy też przypisywaniem jej tylko roli biernej (por. Synod poświęcony młodzieży, Instrumentum laboris, 66). Oto niektóre z waszych próśb. Chcemy na nie odpowiedzieć, chcemy, jak sami mówicie „wspólnoty transparentnej, gościnnej, uczciwej, atrakcyjnej, komunikatywnej, przystępnej, radosnej i interaktywnej” (tamże, 67). To znaczy wspólnoty bez lęków: lęki nas zamykają, pobudzają do uprawiania prozelityzmu, a braterstwo to coś innego, to braterski uścisk.

Jezus, zanim wypowiedział zdanie, które jest wyeksponowane w tej świątyni, oddał chwałę Ojcu. Czyni to, ponieważ zdaje sobie sprawę, że tymi, którzy zrozumieli, którzy pojmują istotę Jego przesłania i Jego Osoby są maluczcy. Widząc was, że jesteście zgromadzeni, by śpiewać, łączę się z głosem Jezusa i trwam w podziwie, że wy, pomimo braku naszego świadectwa, stale odkrywacie Jezusa w naszych wspólnotach. Wiemy bowiem, że tam, gdzie jest Jezus, tam też jest zawsze odnowa, zawsze jest szansa na nawrócenie, pozostawienie za sobą wszystkiego, co oddziela nas od Niego i od naszych braci. Tam, gdzie jest Jezus, życie zawsze ma posmak Ducha Świętego. Wy, dzisiaj, jesteście tutaj aktualizacją tego cudu Jezusa.

Powtórzmy więc raz jeszcze: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28). Ale powiedzmy to, będąc przekonanymi, że niezależnie od naszych ograniczeń, naszych podziałów, Jezus jest nadal powodem, dla którego tu jesteśmy. Wiemy, że nie ma większej ulgi niż pozwolić, by Jezus niósł nasze udręki. Wiemy również, że jest wielu, którzy wciąż Go nie znają i żyją w smutku i zagubieniu. Jedna z waszych znanych piosenkarek, mniej więcej dziesięć lat temu, w jednej ze swoich piosenek śpiewała: „Miłość umarła, miłość minęła, miłość już tu nie mieszka” (Kerli Koiv, Love Is Dead). Nie, proszę was, sprawmy, aby miłość była żywa, i my wszyscy powinniśmy to uczynić! Wielu tego doświadczyło: widzą, że kończy się miłość ich rodziców, że rozpada się miłość nowożeńców, którzy dopiero co się pobrali. Doświadczają głębokiego żalu, gdy nikogo nie obchodzi, że muszą wyemigrować, aby szukać pracy, lub gdy patrzy się na nich podejrzliwie, ponieważ są obcokrajowcami. Mogłoby się zdawać, że miłość umarła, jak mówiła Kerli Koiv, ale wiemy, że tak nie jest, i mamy coś do powiedzenia, coś do ogłoszenia, z niewieloma słowami, a wieloma gestami. Jesteście bowiem pokoleniem obrazu i działania ponad spekulacjami, teoriami.

I tak podoba się Jezusowi; ponieważ przeszedł On czyniąc dobro, a kiedy umierał, wolał mocny gest krzyża od słów. Jesteśmy zjednoczeni wiarą w Jezusa i On czeka, abyśmy zanieśli Go wszystkim ludziom młodym, którzy utracili sens swego życia. Także nam wierzącym grozi utrata sensu życia, a dzieje się to kiedy my wierzący jesteśmy niekonsekwentni. Powitajmy razem tę nowość, którą Bóg wprowadza do naszego życia; tę nowość, która nas pobudza, abyśmy zawsze wychodzili na nowo, aby udać się tam, gdzie jest najbardziej zranione człowieczeństwo. Gdzie ludzie, niezależnie od pozorów powierzchowności i konformizmu, wciąż szukają odpowiedzi na pytanie o sens swojego życia. Ale nigdy nie pójdziemy samotnie: Bóg idzie wraz z nami. On nie boi się obrzeży, raczej sam stał się peryferiami (por. Flp 2, 6-8; J 1, 14). Jeśli będziemy mieli odwagę wyjść ze swoich ograniczeń, z naszych egoizmów i naszych zamkniętych idei, i udamy się na peryferie, znajdziemy Go tam, bo Jezus idzie przed nami w życiu brata, który cierpi i jest odrzucany. On już tam jest (por. Adhort. ap. Gaudete et exsultate, 135).

Chłopcy i dziewczęta, miłość nie jest martwa, wzywa nas i posyła. Wymaga jedynie otwarcia serca. Prośmy o moc apostolską, byśmy nieśli Ewangelię innym, ale by ją dawać a nie narzucać, i wyrzekli się czynienia z naszego chrześcijańskiego życia muzeum wspomnień. Zycie chrześcijańskie jest życie, jest przyszłością, jest nadzieją. Nie jest muzeum. Pozwólmy, by Duch Święty skłonił nas do kontemplowania dziejów w perspektywie Jezusa zmartwychwstałego. W ten sposób nasze Kościoły będą mógł iść naprzód, przyjmując w sobie niespodzianki Pana (por. tamże, 139), odzyskując swoją młodość, radość i piękno oblubienicy, o którym mówił Mirko, oblubienicy która idzie na spotkanie z Panem. Niespodzianki Pana. Pan nas zaskakuje, bo życie nas zawsze zaskakuje. Idźmy naprzód na spotkanie tych niespodzianek. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kościół nie może nigdy zamilknąć

2018-09-25 19:58

eg / Płock (KAI)

Uroczysta Eucharystia w bazylice katedralnej płockiej 25 września wieczorem, pod przewodnictwem abp. Salvatore Pennacchio, nuncjusza apostolskiego w Polsce, była modlitewnym podsumowaniem pierwszego dnia obrad 380. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Płocku. – Kościół nie może nigdy zamilknąć: z lęku, braku odwagi, czy chęci przypodobania się komukolwiek - podkreślił w homilii kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Episkopat Polski gości w Płocku z okazji Roku Jubileuszowego św. Stanisława Kostki.

Stelmasiak Artur

W Eucharystii wzięli udział liczni biskupi z całej Polski na czele z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp Salvatore Pennacchio, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski Stanisławem Gądeckim i prymasem Polski Wojciechem Polakiem.

Na początku Eucharystii w murach XII-wiecznej katedry pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zebranych powitał biskup płocki Piotr Libera. Przypomniał historię bazyliki, zbudowanej przez biskupa Aleksandra z Malonne, przy wsparciu księcia Bolesława Krzywoustego. Spoczywają w niej prochy książąt piastowskich: Władysława Hermana, Bolesława Krzywoustego, Bolesława Kędzierzawego i innych „władców i dziedziców Mazowsza i wszystkich ziem polskich”.

Hierarcha przypomniał też, że istniejący w przeszłości na Tumskim Wzgórzu klasztor benedyktynów, był miejscem modlitw i studiów. Kwitła w nim wymiana: myśli, ksiąg i dzieł sztuki z Rzymem, Krakowem i Magdeburgiem, z Gnieznem i Liege, czego najwymowniejszą pamiątką są słynne Drzwi Płockie, a także niedawno odzyskany „Pontyfikał Płocki” z XII wieku.

Pasterz Kościoła płockiego dodał ponadto, że gdy bł. Antoni Julian Nowowiejski odnawiał katedrę na początku XX wieku, zadbał o to, żeby stała się „najbardziej Maryjna i anielska z wszystkich polskich katedr”. - Taka, jak mazowiecki duch i serce. Jak św. Stanisław Kostka, nasz mazowiecki Ziomek z Rostkowa, pod którego patronat – wraz z całym Episkopatem Polski - jeszcze raz oddajemy dzisiaj naszą Ojczyznę, a zwłaszcza dzieci i młodzież, jej przyszłość! Oddajemy także dwudniowe prace naszego Zebrania Plenarnego – podkreślił bp Libera.

Podczas Eucharystii homilię wygłosił kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Odwołał się do historii diecezji płockiej, która powstała w II połowie XV wieku. Rozsławił ją św. Stanisław Kostka, patron Polski, diecezji płockiej, dzieci i młodzieży, będąc jej „jaśniejącą perłą”. Droga jego świętości była „krótka i prosta”, stawiał sobie wymagania duchowe i ascetyczne. Nie udało mu się jednak przełamać oporu rodziców, sprzeciwiających się jego wstąpieniu do zakonu, ponieważ „nie poznali się na darach Bożych”.

- Wychowanie młodych jest zawsze dla pokolenia starszych sprawą najważniejszą, a zarazem trudną. Zawsze pytano, jak trafić do młodego człowieka, jak budzić potrzeby, jak przekazywać wiarę, jak odpowiadać na pytania egzystencjalne. Przeszkodą są różnice pokoleniowe, ale też różnice między samymi młodymi. Oprócz reguł wychowawczych, potrzeba autentycznego świadectwa wiary – zaakcentował kard. Nycz.

Zaznaczył też, że Synod o młodych w Rzymie odbywa się po to, aby nie było „rozejścia się w Kościele różnych środowisk”, aby zwrócić uwagę na brak odpowiedniej drogi w zsekularyzowanym świecie. To wyzwanie, aby „nie zatracić drogi w wychowaniu”.

Zdaniem hierarchy, często chrześcijanie, podejmując się przekazywania wiary, mogą „sami sobie wydawać się błaznem”. Mówią rzeczy prawdziwe, ale środowiska słuchaczy nie chcą tego przyjąć. To jest „dramat rozejścia się katechety, księdza, wychowawcy ze współczesnym światem”. Dlatego potrzebne jest mocne i czytelne świadectwo wierzących, bo wiara zawsze jest łaską, a ewangeliczna propozycja powinna obejmować całego człowieka, jego rozum zmysły i wolę.

- Idąc z orędziem ewangelicznym do człowieka współczesnego Kościół nie może nigdy zamilknąć, z lęku czy braku odwagi, czy też z chęci przypodobania się komukolwiek. Takiej postawy uczy nas św. Stanisław Kostka i dlatego jest aktualny i ponadczasowy – konkludował kardynał.

W Eucharystii w płockiej katedrze uczestniczyły m.in. kapituły z diecezji: katedralna oraz kolegiackie z Płocka i Pułtuska, organizacje katolickie, reprezentanci Kościołów chrześcijańskich w Płocku, przedstawiciele parlamentu i samorządu, rektorzy wyższych uczelni, przedstawiciele miejskich instytucji, młodzież szkolna z pocztami sztandarowymi, harcerze z ZHR. Wzięło w niej udział duchowieństwo diecezji płockiej oraz społeczność Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku.

Oprawę muzyczną Eucharystii zapewnił Płocki Chór Katedralny Pueri et Puellae Cantores Plocenses i Brass Quintet Canzona.

Wydarzenie było transmitowane na kanale YouTube przez Katolickie Radio Diecezji Płockiej.

Msza św. w bazylice katedralnej płockiej zwieńczyła pierwszy dzień 380. Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Płocku (25-26 września). Płockie obrady Episkopatu wpisały się do diecezjalnego kalendarza obchodów Roku św. Stanisława Kostki, z której pochodzi Święty – w tym roku przypada 450. rocznica jego śmierci.

Obchody te zainaugurowano 20 sierpnia 2017 r. w Rostkowie koło Przasnysza – miejscu urodzin Świętego, z udziałem abp. Stanisława Gądeckiego z Poznania. Ważnym wydarzeniem jubileuszowego roku była też 19 sierpnia br. również w Rostkowie - Msza św. z udziałem kard. Stanisława Dziwisza z Krakowa.

Rok św. Stanisława Kostki zakończy się w diecezji płockiej w niedzielę Chrystusa Króla 25 listopada w parafii pw. św. Stanisława Kostki w Rypinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem