Reklama

Biały Kruk 1

Boże, błogosław Amerykę!

2016-08-10 08:25

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 33/2016, str. 42-43

Fotolia.com/ kornetka

Wiara odgrywa ważną rolę w życiu większości Amerykanów. Co więcej, czymś zupełnie powszechnym jest obecność Boga w przestrzeni publicznej. „God Bless America” – to słowa, które stanowią połączenie patriotyzmu i religijności, bo w Ameryce te dwa pojęcia są ze sobą ściśle powiązane

Był 30 lipca 1956 r., w Białym Domu urzędował prezydent Dwight Eisenhower, a świat żył w cieniu zimnej wojny. To właśnie tego dnia prezydent zatwierdził i podpisał nowe prawo, w myśl którego oficjalnym mottem Stanów Zjednoczonych stała się fraza „In God We Trust” (ang. Bogu ufamy). Zdecydowano się na taki ruch w odpowiedzi na szerzenie „państwowego ateizmu” przez Związek Sowiecki. Chciano w ten sposób podkreślić, jak bardzo Ameryka różni się od komunistycznego Imperium Zła. Dewiza ta została zaczerpnięta z tekstu hymnu USA, którego fragment brzmi: „A to niech będzie nasze motto: «W Bogu pokładamy ufność»”. Do dzisiaj widnieje ona nie tylko na amerykańskich dolarach – spotkać ją można również w Kongresie Stanów Zjednoczonych, w oficjalnych dokumentach państwowych, w szkołach, na pomnikach i w wielu innych miejscach w tzw. przestrzeni publicznej.

Z sondażu przeprowadzonego we wrześniu 2003 r. przez CNN, dziennik „USA Today” oraz Instytut Gallupa wynikało, że 90 proc. Amerykanów popiera napis „In God We Trust”, widniejący na amerykańskich dolarach.

Tutaj nadal wierzymy w Boga

Stany Zjednoczone, w przeciwieństwie do Starego Kontynentu, nie wyrzekły się chrześcijańskich fundamentów swojej cywilizacji. Amerykanie pozostają społeczeństwem konserwatywnym i religijnym. Co więcej – kiedy w Europie publiczne odwoływanie się do wiary w Boga stało się czymś niepoprawnym politycznie, w USA Jego imię bardzo często pojawia się w przestrzeni publicznej.

Reklama

– Bóg zawsze był obecny w świadomości Amerykanów, od początku istnienia ich państwa, i nigdy nie przestał być obecny. Szczególnie w XX wieku, kiedy Amerykanie kojarzyli ateizm z komunizmem. Od tej pory uważa się, że ci, którzy nie wierzą w Boga, nie są godni pełnić funkcji publicznych i reprezentować Stanów Zjednoczonych – mówi „Niedzieli” prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. – W Ameryce nigdy nie pojawił się żaden silny ruch ateistyczny. Nie doszło do sytuacji masowego zaprzeczania istnieniu Boga, co w Europie w dużej mierze nastąpiło pod wpływem ruchów komunistycznych – dodaje.

W trakcie ceremonii zaprzysiężenia nowego prezydenta kładzie on rękę na Biblii i wygłasza słowa: „Tak mi dopomóż Bóg”. Na Pismo Święte przysięga się również w amerykańskich sądach. Jak Ameryka długa i szeroka, w wielu szkołach uczniowie, z ręką na sercu, codziennie recytują „Pledge of Allegiance” (ang. Przysięga wierności), której fragment brzmi: „Jeden naród, a nad nim Bóg, naród niepodzielny, ofiarujący wolność i sprawiedliwość dla wszystkich”.

Przemówienia prezydentów USA bardzo często kończą się słowami: „Boże, błogosław Amerykę”. We współczesnej historii Stanów Zjednoczonych sformułowania tego po raz pierwszy użył Richard Nixon w trakcie swojej przemowy 30 kwietnia 1973 r.; sen z powiek spędzała mu wtedy afera Watergate. Jednak zwyczaj ten na dobre zagościł w amerykańskiej rzeczywistości politycznej dopiero za czasów prezydentury Ronalda Reagana. Konserwatywny i religijny George W. Bush w trakcie swojej prezydentury wielokrotnie odwoływał się do wiary chrześcijańskiej, bardzo często sięgał również po frazę: „Boże, błogosław Amerykę”. Słowa te padają jednak także z ust prezydentów wywodzących się z amerykańskiej lewicy, czyli Partii Demokratycznej. Zarówno Bill Clinton, jak i Barack Obama używali sformułowania „God Bless America”, gdy kończyli swoje przemowy przy okazji tzw. State of the Union, czyli corocznych przemówień o stanie państwa, a także w wielu innych momentach swojej prezydentury. Lewicowy polityk mówiący o Bogu w swoim przemówieniu? W Europie to coś nie do pomyślenia, w Stanach Zjednoczonych – chleb powszedni. Boże, błogosław Amerykę!

Komu wadzi Bóg?

„Teraz pośród nas są tacy, którzy chcą się Go pozbyć i wymazać Jego imię ze wszystkiego, na czym opiera się ten kraj” – brzmią słowa patriotycznej piosenki amerykańskiego zespołu Diamond Rio. Jak widać, nawet w USA działają ludzie, których moglibyśmy określić mianem wojujących ateistów. Są oni najczęściej związani z amerykańską skrajną lewicą. Za oceanem powiedzielibyśmy na nich radykalni liberałowie. Ich celem jest zwalczanie amerykańskiego konserwatyzmu, za sprawą którego Bóg jest obecny w amerykańskiej przestrzeni publicznej. Choć brak im poparcia ze strony większości społeczeństwa, uparcie prowadzą swoją krucjatę. Od czasu do czasu dają o sobie znać przy pomocy różnych pozwów sądowych, w których domagają się wykreślenia imienia Boga z amerykańskich dolarów, zakazania odwoływania się do wiary w oficjalnej dewizie USA, w sądach, w szkołach, na samochodach policyjnych i wozach strażackich czy też w patriotycznych pieśniach śpiewanych na uroczystościach państwowych.

Ateiści idą do sądów

Obecność Boga na amerykańskich dolarach została po raz pierwszy zakwestionowana w 1970 r. Sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, który uznał, że pozywający Stefan Ray Aronow nie ma racji, słowa „In God We Trust” nie naruszają bowiem zasady rozdziału państwa od Kościoła zapisanej w konstytucji i nie są przejawem faworyzowania przez rząd żadnej konkretnej religii.

– Wokół nas od wieków toczy się wojna o dusze, więc nic dziwnego, że niektórym przeszkadza Bóg w przestrzeni publicznej – mówi „Niedzieli” Piotr Jaskiernia, kierowca ciężarówki, który od ponad 30 lat mieszka w USA. W internetowym serwisie YouTube prowadzi popularny kanał pod pseudonimem „Hiob”. Jego przejmującą historię opowiadaliśmy już na łamach naszego tygodnika („Z Bogiem w ciężarówce” „Niedziela”, nr 40/2010, str. 26-27).

Trzy lata temu organizacje ateistyczne, którym przewodziła „Freedom From Religion Foundation”, reprezentowane przez prawnika Michaela Newdowa, przegrały w okręgowym Sądzie Federalnym w Nowym Jorku. Domagały się usunięcia frazy „Bogu ufamy” z amerykańskich dolarów. To kolejna już porażka wojujących ateistów po drugiej, tej bardziej religijnej, stronie Atlantyku. Z pewnością nieraz jeszcze usłyszymy o próbach wykreślenia Boga z przestrzeni publicznej w USA. Można jednak być pewnym tego, że Amerykanie, w przeciwieństwie do Europejczyków, nie zapomną o chrześcijańskich wartościach, które stworzyły ich kraj, i nie wymażą Jego imienia z kart swojej historii.

Czy Bóg ogląda baseball?

Wspaniałe, widowiskowe oprawy imprez sportowych są nieodzownym elementem tego, co nazwać możemy amerykańskim stylem życia. Eskadra myśliwców bojowych przelatująca nad stadionem? Proszę bardzo! Reprezentacyjny oddział wojska dumnie maszerujący z flagą USA? Jak najbardziej! W dodatku w przerwie zapraszamy na minikoncert jednej z wielu gwiazd amerykańskiej sceny muzycznej, która poruszy serca kibiców, śpiewając hymn Stanów Zjednoczonych. To wszystko dopełnia najważniejsze widowiska sportowe za oceanem. Są one doskonałą okazją do wyrażania miłości do ojczyzny, o czym doskonale wiedzą amerykańscy kibice. Publiczność na trybunach dzielą barwy klubowe, ale wszystkich łączy Gwiaździsty sztandar – flaga Stanów Zjednoczonych.

Po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. Major League Baseball, czyli główna liga baseballowa w USA, zarządziła, aby w trakcie meczów uroczyście odgrywano patriotyczną pieśń „Boże, błogosław Amerykę”. Obecnie śpiewa się ją głównie w czasie rozgrywek weekendowych oraz w święta. Jednak nowojorska drużyna New York Yankees praktykuje ten zwyczaj na wszystkich meczach, które odbywają się na ich domowym stadionie – „Yankee Stadium”, znajdującym się na Bronksie w Nowym Jorku.

– W Dzień Niepodległości podczas 7. zmiany wszyscy zawodnicy przerwali grę i ustawili się w rzędzie. Także kibice powstali z miejsc, a następnie zostało odśpiewane „God Bless America” – opowiada Artur Strzałka, młody zawodnik New York Yankees, którego znaleźli w Polsce amerykańscy łowcy talentów. – Myślę, że to bardzo fajna tradycja, która jest dla Amerykanów kwestią honoru i przejawem patriotyzmu – dodaje.

Ta piękna tradycja, łącząca wiarę i miłość do ojczyzny, nie wszystkim się jednak podoba. Gersh Kuntzman – dziennikarz lewicowej gazety „New York Daily News” w swoim artykule wezwał do zaprzestania śpiewania „God Bless America”, a samą pieśń nazwał „urażającą wszystkich”. Zdaniem dziennikarza, kibice nie powinni uroczyście śpiewać tej pieśni, stojąc i trzymając rękę na sercu, bo nie jest to hymn narodowy. Dalej Kuntzman przekonuje, że pieśń ta nie łączy, a dzieli Amerykanów, tak jak robi to polityka. Oczywiście, lewicowemu żurnaliście najbardziej chyba przeszkadza sam fakt obecności Boga w tekście utworu.

Skontaktowałem się z rzecznikiem prasowym zespołu New York Yankees. Nie chciał on jednak komentować tej sprawy.

„Dołączcie do mnie 4 lipca i będąc w świątyni baseballu, nie wstawajcie i nie ściągajcie swoich czapek na odśpiewanie pieśni, która nie jest hymnem narodu, który nie jest wyjątkowo błogosławiony przez jakieś bóstwo, które nawet nie istnieje” – czytamy w tekście Kuntzmana.

Chociaż tego typu apeli może być więcej, to lewicy nie uda się wyrzucić Boga i patriotyzmu z amerykańskich stadionów, bo Ameryka to nie Europa!

„Starość” nie zawsze idzie w parze z mądrością – w tym przypadku Stary Kontynent powinien uczyć się podejścia do tematu wiary od Nowego Świata.

Ronald Reagan powiedział kiedyś: „Bez Boga demokracja nie może długo przetrwać. Jeżeli kiedykolwiek zapomnimy, że jesteśmy jednym narodem pod Bogiem, wtedy staniemy się narodem straconym”. Niech te słowa będą przestrogą dla tych wszystkich, którzy chcą zapomnieć o judeochrześcijańskiej genezie naszej zachodniej cywilizacji.

* * *

Tomasz Winiarski
Student dziennikarstwa, amerykanista zafascynowany kulturą, polityką i historią USA. Dziennikarz dla Polonii w Stanach Zjednoczonych. W życiu stara się kierować mottem: Nie ma rzeczy niemożliwych!

Tagi:
polityka

Junckerzenie

2018-09-19 10:25

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 38/2018, str. 47

Było to ładnych parę lat temu. Grupa europosłów PiS czekała w Strasburgu na swego kolegę, który wracał z warszawskiej centrali partii.

Factio popularis Europaea

Miał spotkać się z prezesem,więc z niecierpliwością oczekiwali wieści. I co, i co? – dopytywali, gdy tylko wszedł do sali. – W dwóch czy w trzech słowach? – zapytał, wyraźnie przeciągając strunę cierpliwości. – W dwóch – odparli – prędko! – Jest dobrze – skonstatował z flegmą. Uff... – większość odetchnęła z ulgą. Nagle jeden ciekawski nieśmiało zapytał: – A w trzech słowach? – Nie jest dobrze! – odpowiedział bez mrugnięcia powieką.

Podobnie było z ostatnim przemówieniem szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, który wygłosił w Strasburgu orędzie o stanie Unii Europejskiej. – Co powie, co powie? – pytali jedni. – Jeszcze nie wiadomo, ciągle się przygotowuje! – podniecali się drudzy. Gdy jednak przybył do nas i zaczął mówić o pierwszej wojnie światowej, a nawet cofał się do roku 1913, jeden z europosłów z rozczarowaniem rzucił: – On chyba nadal jest pod Verdun! Inni w napięciu czekali. W końcu Juncker zaczął mówić, jak dobrze jest w Unii Europejskiej. Inwestycyjny plan, nazwany jego nazwiskiem, się powiódł. Ponad 300 mld euro wydanych przez Komisję Europejską pobudziło rynki. Powstało 12 mln nowych miejsc pracy. – To więcej niż ludność całej Belgii! – chwalił się Juncker. – Chcemy sięgnąć gwiazd – kontynuował. Dzięki naszemu programowi „Galileo” Europa zmierza ku kosmosowi. No tak, to w przyszłości, a teraz? Problemy. Z ubolewaniem mówił o zbliżającym się wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (notabene prywatnie Juncker przyznaje, że brexit to jego największa osobista porażka), o kłopotach migracyjnych, ogromnym bezrobociu wśród ludzi młodych oraz o rosnącej fali nacjonalizmów w Europie. Nawet waluta euro, która będzie obchodzić swoje 20-lecie, ma problemy. Juncker, jakoś wyraźnie smutny, skonstatował, że europejskie samoloty, niestety, kupujemy nie za euro, a za dolary. Amerykańskie, jak sądzę. No to w końcu jak? Jest dobrze czy nie jest dobrze? Na sam koniec przewodniczący KE, jakby na pożegnanie, wyznał w dwóch słowach, że „kocha Europę” i zaraz uzupełnił, że „zawsze będzie kochał”.

No cóż, takie tam junckerzenie.

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego www.piotrowski.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Francja: ksiądz popełnił samobójstwo – powodem prawdopodobnie zarzut molestowania seksualnego

2018-09-22 12:50

ts (KAI) / Rouen

Ksiądz z francuskiej diecezji Rouen popełnił samobójstwo. Według mediów powodem śmierci ks. Jean-Baptiste Sebe były prawdopodobnie zarzuty wykorzystywania seksualnego nieletnich stawiane 38-letniemu duchownemu. Martwego na podłodze w kościele Saint Romain znalazł 18 września tamtejszy kościelny.

Senlay/pixabay.com

„W naszych sercach pojawia się wiele pytań”, napisał w liście do księży swojej diecezji abp Dominique Lebrun. „Całkowicie nie rozumiemy takiego kroku, chociaż wiedziałem, że ksiądz przeżywał trudny czas”, stwierdził arcybiskup Rouen.

Według francuskiego dziennika „La Croix”, pewna kobieta zarzuciła księdzu „nieprzyzwoite zachowanie” i ataki seksualne na jej córkę. Z relacji policji wynika, że kobieta złożyła skargę także do abp. Lebruna. Jednak przed samobójstwem ks. Sebe policja nie miała żadnych informacji w jego sprawie. Gazeta zwraca uwagę, że doniesienia tego typu traktowane są obecnie „bardzo ostrożnie”.

Ks. Jean-Baptist Sebe po otrzymaniu święceń kapłańskich w 2005 roku pracował w wielu szkołach publicznych. Był bardzo ceniony i lubiany przez uczniów. W swojej diecezji był delegatem ds. oświaty. Był również wykładowcą na wydziale teologicznym Instytutu Katolickiego w Paryżu, gdzie wcześniej uzyskał tytuł doktora teologii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Berlin: 5,5 tys. osób w „Marszu dla życia”

2018-09-23 10:51

ts (KAI) / Berlin

Ok. 5,5 tys. przeciwników aborcji oraz „śmierci na życzenie” uczestniczyło 22 września w organizowanym już po raz 14. "Marszu dla życia" w Berlinie. Wśród uczestników obecni byli katolicki arcybiskup stolicy Niemiec Heiner Koch, biskup pomocniczy Matthias Heinrich oraz Rudolf Voderholzer, biskup Ratyzbony. Po raz pierwszy od lat w manifestacji uczestniczył też biskup ewangelicki, tym razem był to Hans-Jürgen Abromeit z Greifswaldu.

fotolia.com

W odróżnieniu od lat poprzednich liczba uczestników została jednakowo oszacowana przez organizatorów i policję. Marsz zorganizował Federalny Związek Prawa do Życia skupiający 14 organizacji obrony życia. Według jego informacji doroczny marsz jest największą w Niemczech demonstracją obrońców życia. Po raz kolejny marszowi starała się przeszkodzić ok. tysiącosobowa grupa wyposażona w gwizdki oraz megafony, poinformowała niemiecka agencja katolicka KNA.

Podczas nabożeństwa kończącego tegoroczny "Marsz dla życia" bp Abromeit zaapelował o pomoc dla ciężarnych kobiet w trudnych sytuacjach życiowych. „Niechciana ciąża stanowi sprawdzian solidarności społeczeństwa”, stwierdził luterański biskup. Podkreślił też, że ojcowie, rodzice, sąsiedzi i pracodawcy powinni poczuwać się do większej odpowiedzialności, aby ciężarnych kobiet nie pozostawiać samym sobie. Z kolei katolicki biskup Heinrich upomniał się o los ludzi głodnych, chorych oraz uchodźców, którym odmawia się prawa do życia.

Na początku marszu jego uczestnicy z zadowoleniem przyjęli szereg żądań wobec polityków. Wezwali m.in., aby utrzymać w mocy prawny zakaz reklamowania aborcji. Odnośnie przepisów dotyczących poradnictwa wskazującego na przerywanie ciąży bez ponoszenia konsekwencji opowiedziano się „przeciwko kwitom legitymizującym aborcję”. Ponadto uczestnicy marszu ostrzegli przed „finansowaniem przez kasy chorych testów krwi, pozwalających na selekcję nienarodzonych dzieci”. Podkreślono, że rodziny, „opiekujące się dziećmi specjalnej troski” potrzebują większej pomocy i większej uwagi. A zamiast „dopuszczania do stosowania środków zabijających” należy rozwinąć medycynę paliatywną.

Kilka antydemonstracji zorganizowanych m.in. przez SPD, Partię Lewicy oraz Zielonych zarzucało uczestnikom marszu, że „ reakcyjno-konserwatywnymi i wrogimi człowiekowi żądaniami występują przeciwko aborcji oraz różnorodności seksualnej”. Uczestnicy tych wieców domagali się też zniesienia paragrafu 219a kodeksu, który zabrania reklamowania aborcji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem