Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Echa ŚDM

Inny świat z Tobą!

2016-08-10 08:25


Niedziela Ogólnopolska 33/2016, str. 52-53

B. M. Sztajner/Niedziela

Światowe Dni Młodzieży za nami. To, co wydarzyło się w Krakowie, długo będziemy analizować i przekładać na nasze życie, by nauczanie Franciszka przynosiło owoce. Zachęcamy do przeczytania świadectw osób, które dzielą się wrażeniami z pobytu na ŚDM

Dawid Kamiński, Polska

Ze Światowych Dni Młodzieży zapamiętam z pewnością wiele wspaniałych osób, w większości Hindusów mieszkających w mojej parafii, z którymi wspólnie się modliłem, a potem grałem w tenisa. Kilkoro Amerykanów o polskich korzeniach, z którymi toczyłem długie rozmowy, a także zakonnika z Afryki, którego biegła znajomość języka polskiego zaskoczyła chyba każdego, kto go spotkał. Jako wolontariusz miałem okazję spotkać się z setkami niezwykłych osób. Gdybym miał wskazać jedną cechę, łączącą pielgrzymów, byłaby to radość – niezależnie od problemów z organizacją, dojazdami czy porozumiewaniem się, przez te kilka dni każdy dla każdego był niesłychanie życzliwy.

David, Czechy

To było piękne doświadczenie. Poznałem wielu wspaniałych ludzi. Doświadczyłem wspólnoty Kościoła. To bardzo umocniło moją wiarę. Bardzo poruszył mnie Franciszek, kiedy mówił, by całe swoje życie powierzyć Jezusowi. Nie siedzieć na wygodnej kanapie, ale włożyć sportowe buty. Można powiedzieć – iść na całość.

Cyntia Menegin de Faria, Brazylia

Tu jest chyba tak jak w czasie Pięćdziesiątnicy – wiele krajów i języków, a my możemy żyć razem, porozumiewać się. Jedna jest nasza wiara. Tutaj zmieniło się wszystko. Gdy przyjechałam do Polski, nie wierzyłam w siebie. To Pan Bóg zmienił moje życie. Otrzymałam wszystkie odpowiedzi, których potrzebowało moje serce. Inna wracam do Brazylii.

Reklama

Najważniejszym przesłaniem papieża Franciszka było to, że możemy zmienić życie, możemy zmienić miejsce, w którym żyjemy. To dla mnie jest przesłanie. Wierzę, że przez Papieża Bóg przemawia do nas.

Weronika, Czechy

Można powiedzieć, że jestem tu trochę przypadkiem, ale widzę w tym Boże prowadzenie. Czuję wielką radość, że jest tylu wspaniałych ludzi, że mogłam ich spotkać. To dla mnie umocnienie w wierze. Bardzo ujęła mnie polska gościnność i troska o nas, pielgrzymów z całego świata. Biorę stąd dla siebie słowa Papieża: Jeśli nie oddam tego, co mam w sobie najlepszego, świat się nie może zmienić. Musimy się przebudzić.

Ada, Czechy

To piękny czas wspólnej modlitwy, poznawanie nowych przyjaciół. Najbardziej mnie dotknęła i pozostanie w moim sercu niesamowita atmosfera wspólnoty. O tym też mówił Papież – żeby budować mosty, a nie stawiać mury... i jeszcze jedno zdanie: Z tobą świat może być inny.

Joao Pedro Fermino Gutierrez, Brazylia

To było wspaniałe doświadczenie. Spotkać Papieża i zetknąć się z kulturami różnych krajów. Szczególnie Polska ma tyle do zaoferowania. Tu jest inna kultura, zwyczaje, ludzie są zupełnie inni niż w moim kraju.

To spotkanie zmieniło moje życie duchowe, bo Boże Miłosierdzie jest czymś, co każdy człowiek powinien zrozumieć. Jedną z rzeczy, które dotknęły moje serce, była wspólnota między nami. Ludzie z całego świata byli razem i nie czuło się żadnych różnic. Moja kultura jest inna od twojej, ale możemy być przyjaciółmi, możemy się zrozumieć. I to jest fantastyczne. Nauczyłem się pojmować różnice. Mój sposób myślenia jest inny niż twój, ale mogę zrozumieć twój i go uszanować. Myślę, że to jest najwartościowsze dziedzictwo ŚDM.

Alessandra Restelli, Włochy

Przyjechałam tu z nadzieją, że coś zmienię w swoim życiu. Bardzo inspirujące były dla mnie słowa Papieża o tym, że my, młodzi, zachowujemy się jak milczki i że musimy coś robić, żeby zmienić świat. Nie możemy siedzieć na kanapie i obserwować, co dzieje się wokół nas. Musimy coś robić, żeby ten świat się zmieniał. Słowa, które wypowiadał Papież, były dla mnie niezwykle mocne, byłam szczęśliwa z tego, że jestem na ŚDM.

Poznałam wiele osób z Ameryki, Meksyku, Kolumbii, wielu Włochów, Polaków. I to jest świetne, bo czujesz, że inni przybyli tutaj z tego samego powodu, co ty. Wszyscy stają się twoimi krewnymi. Wyjątkowe było czuwanie młodych z Papieżem. Nikt nie spał, śpiewaliśmy, modliliśmy się przy świecach. Poczułam, że Bóg jest blisko, jest z wszystkimi ludźmi, którzy mnie otaczają. Choć bałam się tu przyjechać, teraz jestem naprawdę szczęśliwa.

Seung Won Kim, Korea/USA

W czasie tych dni doświadczyłem wiele miłości i radości. Jest tak wielu ludzi, a jedna religia. To jest wspaniałe. Choć pochodzimy z różnych narodów, chociaż w rzeczywistości nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się, to w jakiś sposób znamy jeden drugiego – wyznajemy jedną religię, bo wszyscy kochamy Jezusa Chrystusa i Boga. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, wszyscy stanowimy jedno. Tworzymy jedną rodzinę i to jest wspaniałe.

Do tej pory miałem bardzo wymodelowaną wiarę i wiele wątpliwości. A tu wszystkie moje pytania znalazły odpowiedzi przez modlitwę, przez Msze św. z papieżem Franciszkiem i przez każdego człowieka. Stanowczo chcę wyciągnąć wnioski z tych wszystkich błędów, które wcześniej popełniłem. Do tej pory czułem, że nie jestem wystarczająco dobry, aby być z Jezusem. Ale teraz patrzę na to wszystko z innej perspektywy. Wszystko, co Papież powiedział o miłości i wierze, zmieniło mnie. Papież Franciszek jest wspaniały. Jest osobą, której możesz zawsze wierzyć, którą możesz zawsze kochać i która zdecydowanie zmienia każdego przez swoją miłość. On jest po prostu wspaniały.

Anka Zinówko, Polska

Znamienne były słowa Papieża, iż przyszedł zwłaszcza do ludzi prostych. Warto więc postawić sobie pytanie: co to znaczy być prostym człowiekiem? Wydaje mi się, że nie chodzi tutaj o to, aby być zacofanym. Dla mnie jest to prostota moralna, czyli mówiąc pirackim językiem, jeżdżenie prostymi chodnikami. A więc nie kombinować, nie kręcić, tylko – jeśli w moim życiu zaistnieje grzech – to nie zamiatać go pod dywan, ale mieć w sobie tyle odwagi, aby przyjść do Boga z prośbą o pomoc, o miłosierdzie. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to niesamowicie trudne. Jeśli poszłabym za tym, co oferuje mi moralność współczesnego świata, to straciłabym Pana Boga i siebie.

Był we mnie taki czas, kiedy pojawiło się poczucie porażki. Dlatego też była potrzebna gruntowna przemiana z osoby kanapowej na kogoś, kto chodzi po górach. Jakże bliska jest mi ta papieska myśl. Dla mnie chodzenie po górkach symbolizuje kogoś, kto po prostu wie, kim jest i czego chce od życia. W moim przypadku oznacza to, że talent, jaki otrzymałam od Boga, niejako oddałam na Jego chwałę. Oczywiście, znaleźli się zarówno tacy, którzy pochwalają mój wybór, jak i ci, którzy uważają, że decydując się na tak głębokie wejście w świat życia duchowego, zamknęłam się niejako na to, co dzieje się wokół mnie. Nie zaprzeczam, całkowicie np. nie znam się na polityce. Z drugiej strony, staram się nieustannie rozwijać w sobie dar patrzenia na wszystko w Bożym świetle. Czyli nie to jest dobre, co jest dla mnie łatwe, miłe i przyjemne, lecz to, co jest wypełnieniem Bożej woli. Można by postawić kolejne pytanie: co zyskamy, jeśli zrezygnujemy, z wygodnej kanapy i – idąc za radą papieża Franciszka, wskoczymy w traperskie buty, wyruszając ku pełni życia. Dla osoby niepełnosprawnej, takiej jak ja, może to oznaczać, że, przestając rozczulać się nad sobą, wyszłam z czterech ścian. Dla kogoś innego taką wspinaczką mogą stać się codzienne próby zerwania z jakimś nałogiem. Kiedy każdego dnia trzeba zdobywać się na niewyobrażalny wysiłek, aby zerwać ze starymi przyzwyczajeniami i nauczyć się życia na nowo. Nierzadko wymaga to kolosalnej pracy nad sobą, ale właśnie na tym to polega. Bo przecież człowiek został stworzony nie do chodzenia w wygodnych kapciach, nie do dawania sobie luzu, lecz wspinania się w butach traperskich. Ze swojego doświadczenia wiem, że jeśli zdecyduję się na podjęcie tego wezwania, to niejako otwieram sobie okno do nowego życia.

Nie trzymajmy się swoich starych przyzwyczajeń i pozwólmy, aby zaczął nas unosić podmuch Ducha Świętego!

Więcej świadectw na: tv.niedziela.pl

Tagi:
młodzi ŚDM w Krakowie

Z Łazan do Luksemburga

2018-05-23 10:54

Ewelina Maniecka
Edycja małopolska 21/2018, str. V

Światowe Dni Młodzieży w 2016 r. zapoczątkowały niezwykłą więź pomiędzy mieszkańcami najmniejszego państwa europejskiego a parafianami z Łazan. Hierarcha z Luksemburga, bp Jean-Claude Hollerich zaprosił ich na uroczystości ku czci Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych (Notre-Dame Consolatrice des Affligés) – patronki Wielkiego Księstwa Luksemburg

Ewelina Maniecka
Bp Jean-Claude Hollerich, tu obok abp. Marka Jędraszewskiego, podziękował pielgrzymom z Łazan za ich świadectwo wiary

Nato zaproszenie młodzi mieszkańcy Łazan odpowiedzieli z entuzjazmem i radością. Do Luksemburga wyjechało 40 osób, a ich opiekunem był wikary parafii pw. Znalezienia Krzyża Świętego – ks. Dawid Król. Tłumaczami i organizatorami była trójka przyjaciół: Paulina Wojewodzic, Kamil Pawlik i Karol Kosoń.

Polska sukienka

W Luksemburgu opiekunem i przewodnikiem grupy polskich pielgrzymów był pan Uve, a przede wszystkim Holender – ks. Michel Remery, autor książki „Tweetując z Bogiem”. Obecnie kapłan, który chętnie odpowiadał na nasze pytania, a czasami robił to również w języku polskim, jest państwowym kapelanem młodzieży w Księstwie.

To on opowiedział nam m.in. historię, pochodzącej z XVII wieku, wyrzeźbionej w drewnie lipowym, figury Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych. Na lewej ręce Maryja trzyma Jezusa, w prawej ma berło, na którym wisi złoty klucz do miasta Luksemburg i do serc mieszkańców Księstwa. Wierni oddają cześć Maryi w tym wizerunku od 1624 r. To wtedy, podczas epidemii dżumy, jezuici wynieśli figurę poza mury miasta. Tłem historycznym tych wydarzeń była także wojna trzydziestoletnia, następnie wojna Hiszpanii z Francją i schizma.

Tradycyjnie, podczas oktawy, figura Maryi jest ubierana w piękną sukienkę, która wyglądem przypomina suknię królowej Hiszpanii. A w luksemburskiej katedrze jest przechowywana także szata w kolorze biało-czerwonym, ufundowana przez mieszkającą tu Polonię.

Wyróżnienie

Mszy św. na zakończenie oktawy przewodniczył abp Marek Jędraszewski. Metropolita Krakowski przypomniał w homilii, że Jezus Chrystus umierając na krzyżu, dał ludziom Maryję za Matkę i jest ona duchową Matką wszystkich wierzących. Podkreślił, że każdy z nas potrzebuje macierzyńskiej opieki, wsparcia i pomocy Maryi w naszych codziennych troskach i cierpieniach.

Po nabożeństwie abp Marek Jędraszewski spotkał się z pielgrzymami z Łazan. Po południu uczestniczyliśmy w uroczystej procesji. Polska grupa szła bezpośrednio za Biskupem Luksemburga. Wspólnie śpiewaliśmy i odmawialiśmy Różaniec. Gdy procesja z figurą Matki Bożej Luksemburskiej dotarła do katedry, nasza grupa została skierowana do tej części świątyni, gdzie miejsca mieli m.in. para książęca Luksemburga – wielki książę Henryk i jego żona Maria Teresa, rząd i najważniejsze osoby z religijnych organizacji.

Procesję, która miała miejsce w niedzielę 6 maja, wielu Luksemburczyków oglądało, siedząc przy restauracyjnych stolikach. Po uroczystości bp Jean-Claude Hollerich przyszedł do nas i dziękował za obecność, modlitwę i świadectwo wiary. Wyraził także nadzieję na trwałą współpracę z Polakami.

Świadectwo

Zostaliśmy dobrze przyjęci przez siostry ze zgromadzenia Servidoras del Senor y de la Virgen de Matará, a następnie przez rodziny. Wiele radości dało Polakom spotkanie z siostrami, które mówiły wieloma językami. Jedna z nich, Maria Częstochowa, pochodzi z brazylijskiego Sao Paulo, kiedyś uczyła się polskiego i trochę się nim posługuje. Z kolei Argentynka, s. Soledad uczyła chętnych języka hiszpańskiego i zaprosiła ich na misje do Kambodży, a także do wolontariatu w Argentynie. Siostry powtarzały, że czekają na ponowne wizyty Polaków w Luksemburgu.

W rodzinach wielu z nas dzieliło się przeżywaniem wiary. Jak się okazało, wielką bolączką dla miejscowych chrześcijan jest brak nauczania religii, która została wycofana z programów szkolnych w 2017 r. Nasi rozmówcy podkreślali, że chcieliby powrotu lekcji i katechetów do przestrzeni publicznej.

W sobotę zwiedziliśmy piękną miejscowość Vianden. Po tamtejszym zamku z XI wieku oprowadzała nas Gaby Heger. W połowie dnia w kościele (pochodzącym z XIII wieku) pod wezwaniem Świętej Trójcy uczestniczyliśmy w Eucharystii.

Polacy dali piękne świadectwo żywej wiary. Odnotowały to także media luksemburskie, które zwróciły uwagę na zachowanie polskich pielgrzymów, kiedy przed kapłanem niosącym Najświętszy Sakrament – cała grupa uklękła. Młodzież z Luksemburga przyjedzie modlić się i poznawać Polskę w lipcu, oczywiście – do Łazan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Po mistrzostwach pozostaną złe wspomnienia

2018-06-25 15:00

Ks. Paweł Rozpiątkowski

Ślepy los albo inaczej mówiąc przypadek sprawił, że w ostatnim czasie tematem naszych - Polaków - rozmów stał się Senegal, Kolumbia i Japonia. Owszem o Japonii mówiliśmy pewnie wcześniej od czasu do czasu. Tęskniliśmy choćby za ich poziomem rozwoju, szczególnie technologicznego.

Robert Lewandowski/Facebook

Byli nawet tacy politycy, którzy obiecywali nam, że staniemy się drugą Japonią, ale niewielu w to wierzyło, a na pewno możemy powiedzieć, że nic z tego nie wyszło.

Kolumbię i Kolumbijczyków przeciętny Polak utożsamiał i prawdopodobnie nadal utożsamia z kolumbijskimi kartelami narkotykowymi, a najbardziej znanym Kolumbijczykiem pozostaje Pablo Escobar, bo premiowany w 1982 r. Noblem z literatury Gabriel José de la Concordia García Márquez ma na bank mniejszą rozpoznawalność nad Wisłą.

Senegal z kolei – chyba się nie mylę - nie interesował nas absolutnie nigdy. Przeciętny Polak, w tym ja, nie miał żadnego powodu aby o Senegalu myśleć i mówić, chyba, że przy okazji skojarzeń z rajdem Paryż - Dakar. Mówiąc nieco brutalnie. Do tej pory Senegal był dla większości z nas zupełną egzotyką. Teraz mamy okazję i powód aby o Senegalu, Kolumbii i Japonii mówić częściej, bo drużyny z tych państw były – Japonia jeszcze będzie - rywalami naszej reprezentacji w grupie na piłkarskich mistrzostwa świata w Rosji. Połączyła nas piłka. Zrealizowało się hasło pod którym od jakiegoś czasu występuje Polski Związek Piłki Nożnej.

Zacząłem pisać ten tekst jeszcze przed meczem z Kolumbią. Dla wszystkich było już jasne, że Senegal nie zapisze się w pamięci Polaków tak samo jak równie egzotyczne w swoim czasie Haiti z którymi na Mundialu w NRF w 1974 r. wygraliśmy 7:0 czy choćby Peru, które nasza reprezentacji pokonała osiem lat później także wysoko. Z Senegalem po 2018 r. związane będą złe wspomnienia, bo przegraliśmy i to z jedną ze słabszych drużyn turnieju. Przegraliśmy także z Kolumbią. Na pewno jest to drużyna lepsza od pierwszego przeciwnika, ale na to, że zdobędzie mistrzostwo świata bałbym się postawić nawet małe pieniądze. Po laniu, które spuścili nam Rodriguez, Falcao, Cuadrado i spółka dla wielu kibiców sama myśl o Kolumbii na długo będzie się wiązała z bolesnymi wspomnieniami. Został jeszcze mecz z Japonią, ale nie spodziewałbym się, że w spadku po nim zostanie w naszych głowach przekonanie, że może Japończycy mają wspaniała technologię, ale w piłkę potrafią kopać lepiej nasi nad Wisłą.

Chcę docenić, że po meczu z Kolumbią i trener i zawodnicy mówili szczerze. Nawet nie to, że Kolumbia była lepsza – bo była, ale że my nie tyle, że nie trafiliśmy z formą, ale, że po prostu piłkarsko jesteśmy o wiele, wiele słabsi. Tego się nie dało ukryć. To po prostu było widać, słuchać i czuć. Mam tylko jedną pretensję i to wielką. Po co było tak bardzo podgrzewać atmosferę, pompować balon nadziei, roztaczać wizję sukcesu, prężyć muskuły skoro kto jak kto, ale oni na pewno wiedzieli o tym wcześniej? Czy nie uczciwiej byłoby od czasu do czasu studzić co bardziej rozpalone głowy. Może byłyby straty w audience, ale i rozczarowanie mniejsze. Naród byłby zdrowszy. Rozumiem też, że większe zainteresowanie ludu było atutem przy podpisywaniu kontraktu reklamowego. Szkopuł w tym, że w istocie jego płatnikami tych kontraktów były miliony Kowalskich i Nowaków, którzy przez długie miesiące dali się robić, bo świadomie byli robieni w konia. „Wydaliśmy” tę kasę, bo mieliśmy nadzieję. Mieliśmy nadzieję, bo siłą nam wmówiono, że powinniśmy ją mieć. Krótko: Orżnięto nas na grube miliony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jubileusze kapłańskie w Domu Księży Emerytów w Częstochowie

2018-06-25 17:20

Ks. Mariusz Frukacz

„W sakramencie święceń Chrystus przyniósł nam nie tylko jakąś łaskę, ale On dał nam samego siebie” - mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 25 czerwca przewodniczył Mszy św. w kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Domu Księży Emerytów im. Jana Pawła II w Częstochowie, z racji jubileuszy kapłanów obchodzących 70-lecie, 60-lecie i 50-lecie swoich święceń kapłańskich.

Ks. Mariusz Frukacz
Ks. Mariusz Frukacz

Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m. in. ks. prał. Czesław Mendak dyrektor Domu Księży Emerytów oraz kapłani jubilaci.

W uroczystościach wzięli udział m. in. siostry ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia pracujące w Domu Księży Emerytów.

Ks. Mariusz Frukacz

- Warto dbać o dobrą pamięć, która jest świadomością przebytej drogi i radością z osiągniętych celów. Każdy jubileusz wpisuje się w budowanie takiej dobrej pamięci. Jubilaci dzisiaj dziękują za to, że w duchu wiary mogą oglądać owoce swojej pracy kapłańskiej - mówił na początku Mszy św. ks. prał. Czesław Mendak.

Rozpoczynając Mszę św. abp Depo podkreślił, że „każde wejście w tajemnice jubileuszowe jest rodzajem zawierzenia. Jest to pragnienie zawierzenia Bogu we wszystkim” - Tajemnica kapłaństwa jest tajemnicą Serca Jezusa – dodał abp Depo.

Ks. Mariusz Frukacz

W homilii metropolita częstochowski cytując słowa antyfony: „Moje serce cieszyć się będzie z Twojej pomocy Panie, będę śpiewał Bogu, który obdarzył mnie dobrem” podkreślił, że „są one w duchu Magnificat” - W tym samym duchu chcemy dzisiaj dziękować Bogu za lata wiernej służby kapłańskiej i uczyć się na nowo myślenia i życia zgodnego z duchem Ewangelii. Tego uczy nas Maryja rozważając w sercu wielkie rzeczy Boga – mówił metropolita częstochowski.

Arcybiskup przypomniał, że „Eucharystia głęboko i nierozerwalnie złączona jest z sakramentem kapłaństwa.”

- Świat uczy nas kroczenia własnymi drogami jakiejś samowystarczalności. Te drogi są nieraz wprost wolnością od Chrystusa i wolnością od Jego Kościoła – kontynuował arcybiskup.

- W sakramencie święceń Chrystus przyniósł nam nie tylko jakąś łaskę, ale On dał nam samego siebie. I poświęcił w ofierze samego siebie, aby każdy kto w Niego uwierzy i Jemu zawierzy nie zginął, ale miał życie wieczne – podkreślił abp Depo i dodał: „Na tej drodze potrzebna jest zawsze łaska wiary, która nie jest rodzajem samoubezpieczenia na życie, lecz łaską osobistego spotkania i przylgnięcia do Chrystusa.”

Metropolita częstochowski przypomniał, że „pierwszym zadaniem kapłana jest być człowiekiem wiary, ale nie wiary określonej jako zespół informacji, a nawet dogmatów, ale osobistych związań z Chrystusem” - A to oznacza trudne nieraz zobowiązania. Są nimi: wierność łasce na co dzień, posłuszeństwo, które nie jest ślepym posłuszeństwem, ale wnikaniem w wolę Boga, czystość serca i dyspozycyjność w służbie Kościoła – dodał metropolita częstochowski.

- To nie są zadania ponad siły człowieka. Wszystko jest na miarę ludzkiego serca, które zdolne jest odpowiedzieć Bogu na całe życie, do końca, a nie na próbę – kontynuował arcybiskup.

Metropolita częstochowski podał również przykład, że kiedyś zaproszono na jubileusz kapłański bardzo dobrego aktora i zadano mu, żeby przeczytał psalm 23. Kiedy odczytał te piękne słowa, to wtedy rozległy się brawa. Potem podszedł do mikrofonu sam jubilat i z pamięci mówił te same słowa. Kiedy skończył nastała głęboka cisza. Nikt nie klaskał. Zapytano się, dlaczego była tak różnica pomiędzy deklamacją a wypowiedzeniem tych słów psalmu przez samego jubilata. Jedna odpowiedź była bardzo znacząca, bo aktor odczytał tekst w sposób mistrzowski, ale wykonał rolę, a jubilat wypowiedział tekst, bo on spotkał Pasterza. I mówił swoim przeżyciem spotkania i przylgnięcia do Pasterza.

- Życzę każdemu z Was nowego dotknięcia Chrystusa. I odpowiedzenia na pytanie, które Chrystus postawił: Czy kochasz mnie więcej? I życzę odpowiedzi: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Ty jesteś moim Pasterzem na życie i na wieczność – mówił arcybiskup, który także podziękował pracującym w Domu Księży Emerytów siostrom: „Wiele spraw, które się tutaj dokonuje jest tajemnicą waszych serc i waszych rąk.”

Przed końcowym błogosławieństwem w imieniu jubilatów podziękował ks. Adam Bartkiewicz - Każdy z nas biegnąc myślą do początków życia kapłańskiego mógłby powiedzieć słowami ks. Jana Twardowskiego: „Kto wezwał? Kto przywołał? Skąd sny co tu przygnały? Przed własną tajemnicą przyklękam taki mały...” – podkreślił ks. Bartkiewicz.

- Tylko wtedy kapłańskie życie jest szczęśliwe, kiedy w sercu kapłana palio się ofiarny płomień – kontynuował ksiądz jubilat.

Jubileusze święceń kapłańskich obchodzili: ks. Marian Wojtasik (70. rocznicę kapłaństwa), ks. Adam Bartkiewicz, ks. Kazimierz Karoń, ks. Wacław Kuflewski (60. rocznicę kapłaństwa) oraz ks. Jan Zdulski (50. rocznicę kapłaństwa).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem