Reklama

Pielgrzymka kielecka skończyła 35 lat

2016-08-25 08:25

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 35/2016, str. 2-3

TER
Wiślica – Msza św. na rozpoczęcie pielgrzymki

XXXV Piesza Pielgrzymka Kielecka już za nami. Jak zmieniała się przez te 35 lat, jakie wydarzenia i ludzie tworzyli jej historię, w którym kierunku zmierza – próbują wyjaśnić księża odpowiedzialni za organizację i przebieg pielgrzymki na różnych jej etapach

Kierownik pielgrzymki kieleckiej ks. Jacek Iwan, po doświadczeniach i obserwacjach ostatniej edycji, zwraca uwagę na coraz większą potrzebę wyciszenia, adoracji, oczyszczenia z grzechów, „kontaktu z konfesjonałem”. – Pielgrzymka to oczywiście wiele śpiewu, ruchu, dynamiki, ale ludzie potrzebują coraz więcej wyciszenia. Nawet gdy był koncert, po sąsiedzku w kościołach modlili się ludzie. Robimy apele z wystawieniem Najświętszego Sakramentu i modlitwą uwielbienia – to okazuje się bardzo potrzebne. Łaska Roku Miłosierdzia objawia się szczególnie przy kratkach konfesjonału, a są to spowiedzi niesamowite, płacze jedna i druga strona. W tym roku zauważalnie były większe kolejki do konfesjonałów. A intencje? Intencje są od lat podobne: o zdrowie, o dobrego męża/żonę, pomyślnie zdaną maturę czy ukończone studia.

Ks. Grzegorz Stachura, ojciec duchowny pielgrzymki od 10. lat, zauważa, że z pielgrzymką „idzie podobny Kościół, który widzieliśmy na Światowych Dniach Młodzieży” (jeden z tegorocznych apeli był oparty o nauczanie papieża Franciszka, szczególnie w kontekście ŚDM). Choć w pielgrzymce bywa ostatnio mniej ludzi, ale ich przeżywanie rekolekcji w drodze jest coraz głębsze, pełniejsze. Ci, którzy idą, dobrze wiedzą, po co i dlaczego.

Ks. Józef Kubicza przez 7 lat był kierownikiem PPK, i był to czas zmian organizacyjnych; modyfikacji uległa trasa celem ominięcia najbardziej ruchliwych dróg, zaostrzono dyscyplinę, zreorganizowano pracę służb kwatermistrzowskich. – Pielgrzymka zapisała się w mojej pamięci jako wspaniałe doświadczenie duchowe, widziane także przez świadectwo wielu wspaniałych osób – mówi ks. Kubicza. Wspomina śp. ks. Henryka Dudka, niestrudzonego pielgrzyma, śp. ks. Piotra Klimczyka, dr. Marka Ziopaję, wreszcie – bp. Kazimierza Gurdę, pomocniczego biskupa diecezji kieleckiej, który przez wiele lat niestrudzenie towarzyszył pielgrzymom. – Bp Gurda był z ludźmi, pogodnie znosił największe trudy pielgrzymki, nawet przemoknięty do suchej nitki – nigdy nie pozwolił się podwieźć – wspomina ks. Kubicza.

Reklama

Spośród zapamiętanych szczególnie ludzi pielgrzymki kieleckiej wymienia się jeszcze z pewnością ks. prał. Mariana Janusa – wieloletniego kierownika pielgrzymki, któremu bodaj najbardziej zawdzięcza ona swój kręgosłup, śp. Piotra Jarosza (to historia muzyczna pielgrzymki), ks. Jerzego Miernika, ks. Edwarda Nowaka, ks. Stanisława Króla, dr. Zbigniewa Zioło.

I śp. bp. Mieczysława Jaworskiego, którego 15. rocznica śmierci właśnie minęła. A zmarł w 2001 r. tuż po pielgrzymce… Kochał, bez przesady, kielecką pielgrzymkę. Ta miłość miała zapewne swe korzenie w czasach, gdy jako wychowawca kleryków przemierzał z nimi Góry Świętokrzyskie i Tatry. Był wówczas, w latach 80. XX wieku bodaj jednym z trzech polskich biskupów, którzy szli z diecezjalnymi pielgrzymkami na Jasną Górę. Jak nikt, podnosił religijną temperaturę tych rekolekcji w drodze, łagodził obyczaje, samą obecnością dyscyplinując zbytnią nieraz swobodę. To, że był z pielgrzymami, nawet poważnie już schorowany, wystarczało, aby wciąż na nowo uświadamiać sobie: to pielgrzymka – nie wycieczka. – Wytrwajcie, Panu Bogu spodobało się zlać nas dla ochłody deszczem – wołał podczas Eucharystii na polanie gdzieś w okolicach Krasocina, a wtedy zawracali ci, którzy chcieli schronić się w lesie. Jeden z księży wspomina, jak wielkie wrażenie wywarł na nim widok bp. Mieczysława, spożywającego obiad na plebanii, z miednicą pod stołem, w której Biskup moczył nogi okryte nie tyle bąblami, ile otwartymi, krwawiącymi ranami.

Jest rok 2001. „Moi kochani harcerze, znowu tutaj, znowu idziecie?” – w charakterystyczny sposób otworzył ramiona dawno niewidzianej grupie. Po wstępnych powitaniach ktoś mówi, zupełnie szczerze: „Ależ świetnie Ksiądz Biskup wygląda.” „No, jeszcze nie umieram” – Biskup na to. Pan zabrał go na swój szlak w kilkanaście dni po tym spotkaniu.

Pielgrzymi pamiętają w modlitwie o wszystkich swoich duchowych przewodnikach, o zmarłym tak młodo ks. Piotrze Klimczyku, który wokół pielgrzymki budował wyjątkową atmosferę współodpowiedzialności za Kościół i radości z bycia razem w drodze; ks. Henryku Dudku – w słomianym kapeluszu, prawdziwym ojcu dla „złotej”, zatroskanym o każdą duszę i każdą nie w porę pełną menażkę; bp. Jaworskim, który wychowywał słowem i przykładem. Może najbardziej w kierunku kształtowania empatii wobec drugiego człowieka i wzbudzania w ludziach – postawy miłości. Oni wszyscy i wielu, wielu innych tworzą historię 35 lat kieleckiej pielgrzymki.

* * *

Ks. prał. Marian Janus, Krajowy Koordynator ds. Pieszych Pielgrzymek w Polsce:
Pielgrzymka to rekolekcje w drodze, naznaczone duchem modlitwy, ofiary, wspólnoty oraz przemiany wewnętrznej człowieka. Najważniejsze są zawsze intencje religijne, niesione w sercu i motywacje wynikające z wiary; jeśli pojawiają się inne – to jest raczej turystyka, a nie pielgrzymowanie. Oddanie czci Bogu Stwórcy i Matce Bożej podczas pielgrzymki odbywa się we wspólnocie wiary, dziękczynienia, miłości, którą budują wszyscy pielgrzymi. Czując się niczym jedna rodzina, umacniają się w wierze oraz w poczuciu więzi i współodpowiedzialności za siebie nawzajem. Pielgrzymi uczą się dzielić kromką chleba, kubkiem wody, przyjaznym gestem, ramię w ramię uczą się znosić trudy uciążliwej nieraz marszruty. Pielgrzymka – to zawsze spotkanie z Chrystusem i człowiekiem, to także poczucie bliskości z tymi, którzy z różnych powodów nie mogą wyruszyć na szlak, ale ofiarują swoją modlitwę.

Tagi:
pielgrzymka

Pielgrzymowali w obronie życia

2019-03-24 17:02

Anna Majowicz

23 marca spod pomnika św. Jana Pawła II w Brzegu do sanktuarium św. Jakuba Apostoła w Małujowicach wyruszyła III pielgrzymka szlakiem ,,Via Regia”. Kilkudziesięciu pielgrzymów ruszyło w drogę w intencji obrony życia dziecka poczętego.

Anna Majowicz
Pielgrzymowano Drogą św. Jakuba

- Celem naszego wędrowania jest modlitwa w intencji Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego, włączenie się w dzieło duchowej adopcji, a także przybliżenie i propagowanie idei Camino, czyli pielgrzymowania drogami św. Jakuba – powitał pielgrzymów ks. Tomasz Gospodaryk, kapelan Dróg św. Jakuba w archidiecezji wrocławskiej. Po modlitwie i błogosławieństwie w kościele pw. św. Mikołaja w Brzegu pielgrzymi wyruszyli na szlak liczący ok. 9km. Pierwszym przystankiem był kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Skarbimierzu. W świątyni swoim świadectwem podzielił się Waldemar Srokowski, wielokrotny pątnik drogami św. Jakuba. - Wędrówkę po Camino rozpocząłem bardzo późno, bo dopiero na emeryturze. Kilkukrotnie udało mi się dotrzeć do Hiszpanii, ale najmocniej w moim sercu utkwiło Camino portugalskie. Gdy na nie wyruszałem, moja najmłodsza córka była w ciąży. Wyniki badań prenatalnych nie były dobre. Wykazywały, że jeśli córka w ogóle urodzi, to chore dziecko. Lekarze zalecali aborcje. Wyruszyłem więc na Camino, by wspomóc córkę modlitwą. Modlitwa przyniosła wspaniałe owoce. Córka urodziła w pełni zdrową, śliczną dziewczynkę. Camino, to dla mnie nie tylko droga wysiłku, ale przede wszystkim ogromne przeżycie duchowe – wyznał poruszony Waldemar Srokowski.

Zobacz zdjęcia: III pielgrzymka szlakiem ,,Via Regia

Pielgrzymkę zakończyła Msza św. w sanktuarium św. Jakuba Apostoła w Małujowicach. W czasie Eucharystii pątnicy włączyli się w dzieło duchowej adopcji. - Pismo Święte mówi, że kto uratował życie ocali nie tylko zbawienie bliźniego, ale również zyska wiele dobra duchowego. My dziś, poprzez ten akt Adopcji Duchowej chcemy stanąć w obronie życia. To dyktuje nam nasze serce – mówił w homilii kustosz sanktuarium ks. Mieczysław Sałowski, prosząc, by to dobre dzieło zawierzyć sercu Niepokalanej, która jest najlepszą Wspomożycielką.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zabawa w Kościół

2019-03-20 09:25

Bp Andrzej Przybylski
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 30

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

Wstyd się przyznać, ale w młodości nie byłem ministrantem. Kiedy wstąpiłem do seminarium, musiałem więc szybko nadrobić tę lukę. Na szczęście wykłady z liturgiki czy asysty seminaryjne bardzo mi w tym pomogły. Jednak nie tylko one nauczyły mnie, czym tak naprawdę jest święta liturgia. Dobrze zapamiętałem jedną z pierwszych posług, w której byłem odpowiedzialny za przygotowanie okadzeń. Niestety, nie zdążyłem rozpalić węgielków na czas i kiedy zbliżała się chwila wyjścia z kadzielnicą, pomyślałem sobie naiwnie i przewrotnie, że wyjdę z nierozpalonymi węgielkami, celebrans zasypie je kadzidłem, a nikt specjalnie nie zauważy, że i tak nie ma z tego dymu. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, żeby tylko ratować swoją głowę. Pobożny ksiądz nabierał już na małą łyżeczkę kadzidła, ale nagle zobaczył zupełnie czarne węgle w kadzielnicy. Spojrzał na mnie z uśmiechem i bez złości, życzliwie powiedział: „Idź z tym do zakrystii, nie będziemy oszukiwać Pana Boga, bo Kościół to nie zabawa!”.

Oj, zapamiętałem na całe życie te słowa. Do dziś jestem za nie wdzięczny temu kapłanowi. Zapamiętałem na zawsze, że wszystko, co Kościół czyni w liturgii, podczas Mszy św. i innych nabożeństw to nie jest tylko zabawa w jakieś poruszające znaki, to nie jest ludzki wymysł, żeby ciekawsze były kościelne obrzędy. Każdy znak w liturgii jest urzeczywistnieniem jakichś boskich rzeczywistości. Niedobrze, jeśli my, kapłani, nie podchodzimy do tych znaków i gestów z odpowiednią wiarą i pobożnością, jeśli sumiennie nie wykonujemy wszelkich gestów i czynności danych nam przez Kościół. Podobnie jest z ludźmi świeckimi. To smutne, jeśli nam zobojętniały liturgiczne znaki, postawy i gesty, jeśli bez czci odnosimy się do rzeczy poświęconych i związanych z Panem Bogiem.

Spróbujmy się temu przyjrzeć z uwagą i ożywić na nowo swoją świadomość i wrażliwość wobec rzeczy świętych w Kościele. Brak takiego szacunku nie tylko obraża Pana Boga, ale też sprawia, że coraz częściej obojętnie patrzymy na profanacje świętych znaków naszej wiary, na ich niszczenie i wyśmiewanie. A przecież my, chrześcijanie, nie bawimy się w Kościół i nie udajemy wiary, ale wierzymy głęboko i jesteśmy Kościołem Jezusa Chrystusa.

Bp Andrzej Przybylski
Biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katedra polowa: uczczono pamięć uczestników akcji pod Arsenałem

2019-03-26 20:43

kos / Warszawa (KAI)

W Warszawie odbyły się dziś obchody 76 rocznicy akcji pod Arsenałem, jednej z najbardziej brawurowych operacji wojskowych przeprowadzonych w stolicy przez Grupy Szturmowe Szarych Szeregów w okresie II wojny światowej. Dzięki niej z rąk Niemców udało się odbić 21 zakładników, m.in. Jana Bytnara ps. „Rudy”. W intencji uczestników akcji odprawiona została w katedrze polowej Wojska Polskiego Msza św., której przewodniczył ks. Jan Dohnalik, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego. Po zakończonej Eucharystii u zbiegu ul. Bielańskiej i Długiej w historycznym miejscu przeprowadzenia akcji odbył się apel pamięci.

Cezary Piwowarski/ pl.wikipedia.org

Homilię wygłosił ks. ppłk Robert Krzysztofiak, kapelan Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, dziedziczącej tradycje jednostek AK, który przypomniał okoliczności i przebieg akcji pod Aresnałem. Podkreślił, że jej uczestnicy powinni być dla współczesnych wzorem do naśladowania. – Jesteśmy w katedrze polowej nie tylko po to, aby się modlić za uczestników akcji, ale również po to, by oddać im hołd i czerpać od nich wzorce do naśladowania, do życia zgodnie z wartościami, które przyświecały ich harcerskiemu życiu, zgodnie z dewizą Bóg-Honor-Ojczyzna – powiedział.

Wyraził wdzięczność obecnym na Mszy św. kombatantom i uczestnikom II wojny światowej za świadectwo ich życia, które przekazują kolejnym pokoleniom. – Oni nadal pokazują, że warto dla wolności Ojczyzny poświęcić wszystko. Niech przesłanie „Rudego”, „Alka” i „Zośki” będzie dla nas przykładem jak postępować w życiu codziennym i świadczyć o wielkiej miłości do Boga, człowieka i Ojczyzny – zachęcał.

Eucharystię z ks. Dohnalikiem i ks. Krzysztofiakiem koncelebrował ks. Jerzego Błaszczaka, kapelan Szarych Szeregów. Uczestniczyli w niej kombatanci Armii Krajowej z prezesem Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Leszkiem Żukowskim, generałowie WP gen. dyw. Wiesław Kukuła, gen. bryg. Ryszard Pietras, dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, poczty sztandarowe wojskowe oraz szkolne, harcerze, a także członkowie grup rekonstrukcyjnych.

W trakcie Mszy św. poświęcona została tablica kpt. hm. Eugeniusza Stasieckiego, ps. „Piotr Pomian”, oficera 74. Górnośląskiego Pułku Piechoty w Lublińcu, zastępcy naczelnika „Szarych Szeregów”, zastępcy dowódcy Batalionu „Zośka”, poległego w Powstaniu Warszawskim, która zawiśnie w kościele garnizonowym w Lublińcu.

Po Mszy św. zebrani udali się pod budynek Arsenału, gdzie odbył się apel pamięci i ceremonia złożenia kwiatów przy głazie upamiętniającym akcję.

***

W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. Gestapo zaaresztowało Henryka Ostrowskiego ps. „Heniek”, komendanta hufca-plutonu Praga Grup Szturmowych Szarych Szeregów. „Heniek” został poddany brutalnemu śledztwu w celu pozyskania informacji o siatce, do której należał. Kilka dni później ta sama grupa Gestapo dokonała aresztowania Jana Bytnara, komendanta hufca-plutonu „Południe”.

W znanej książce Aleksandra Kamińskiego „Kamieniach na szaniec” Ostrowski został przedstawiony jako ten, który załamał się w śledztwie i zdradził Jana Bytnara „Rudego”. Aleksander Kamiński nie dysponował jednak informacjami, że „Heniek” niczego nie zdradził Niemcom, w rzeczywistości wszystkie materiały gestapowcy wydobyli ze znalezionych w jego mieszkaniu notatek. Wmawianie „Rudemu”, że Ostrowski załamał się w śledztwie, było celowe dla wydobycia zeznań od Bytnara.

Akcją odbicia „Rudego” dowodzili Stanisław Broniewski „Orsza”, a bezpośrednio Tadeusz Zawadzki „Zośka”. Wcześniej musiało się na nią zgodzić kierownictwo Szarych Szeregów.

Do ataku na więźniarkę doszło u zbiegu ulic Długiej i Bielańskiej w Warszawie w pobliżu budynku Arsenału. Samochód wiozący „Rudego” został obrzucony butelkami z benzyną i zatrzymany. W wyniku ostrzału dwóch żołnierzy podziemia zostało śmiertelnie rannych, a jeden schwytany i później rozstrzelany. Niemcy stracili 4 zabitych (załoga spalonej więźniarki Gestapo i policjant). Rannych zostało też 9 żołnierzy. „Rudego” przeniesiono do oczekującego nieopodal samochodu i wywieziono z miejsca akcji.

W akcji pod Arsenałem uwolniono 21 więźniów, wśród nich obok „Rudego” także Henryka Ostrowskiego „Heńka”. W sumie wzięło w niej udział 28 członków Szarych Szeregów. Następnego dnia w odwecie Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu Pawiaka 140 Polaków i Żydów.

Tylko jedenastu uczestników akcji dożyło końca wojny. Dowódca grupy Tadeusz Zawadzki ps. „Zośka”, zginął 20 sierpnia 1943 r. w czasie rozbicia strażnicy granicznej w miejscowości Sieczychy. Odbity „Rudy” zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń zadanych przez gestapowców w czasie przesłuchania. Tego samego dnia zmarł także Aleksy Dawidowski „Alek”, ranny podczas ewakuacji spod Arsenału.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem