Reklama

Studia Ignatianum

Polacy w Irlandii Północnej

2016-10-06 11:25


Edycja szczecińsko-kamieńska 41/2016, str. 6-7

Archiwum ks. Krzysztofa Sandały
Ballymena. W kościele Wszystkich Świętych

O problemach duszpasterskich Polonii w Irlandii Północnej z ks. Krzysztofem Sandą SChr z Belfastu rozmawia Leszek Wątróbski

– Jak liczna jest Polonia w Irlandii Północnej?

– Najnowsze dane, jakie uzyskałem z Konsulatu RP w Edynburgu, mówią o ok. 50 tys. Polaków zamieszkujących w Irlandii Północnej. Dokładną liczbę jest jednak trudno ustalić. Wiele osób mieszkających chociażby w Belfaście nie wie, czy zostanie tu na dłużej, na zawsze. Spotykam się z niemałą grupą Polaków, którzy wprost przyznają, że jeszcze rok, dwa, może dłużej i mają w planach powrót do kraju. Na pewno nie wiążą oni swojej przyszłości na stałe z Irlandią. Znam osoby, rodziny, które w tym kończącym się roku wróciły do Polski. Z drugiej strony, są i takie polskie rodziny, małżeństwa, które kupują tutaj mieszkanie. A ich dzieci, często już młodzież, dość dobrze zaaklimatyzowała się w tutejszym środowisku.

– W jakich miejscowościach odprawia Ksiądz nabożeństwa po polsku?

– W związku z tym, że Belfast jest stolicą Irlandii Północnej i że w rejonie tego miasta jest najwięcej Polaków, moja posługa koncentruje się właśnie tutaj. Swego rodzaju centrum religijnym polskiej społeczności jest kościół św. Antoniego (St. Anthony`s Church). Dzięki Bogu obecna współpraca z księdzem proboszczem tego kościoła układa się wspaniale i mogę tylko życzyć, by każdy polski duszpasterz miał takiego lokalnego współpracownika. Nie ma więc problemów, by Polacy gromadzili się „u Antoniego”, jak mówi się w Belfaście, na nabożeństwach odprawianych w ojczystym języku. Niedzielnych Mszy św. jest trzy: o 9.30, 13.00 i 19.00. Wydaje mi się, że każdy kto tylko ma możliwość dotarcia do kościoła, ma również możliwość uczestniczyć we Mszy św. w języku polskim; a przed Mszą jest także możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Godziny Mszy św. są dostosowane do osób pracujących w niedziele, jak i do rodzin z małymi dziećmi, ale i do takich osób, które lubią być na Mszy rano, tak by potem pozostałą część dnia mieć dla siebie i bliskich.
W kościele św. Antoniego, poza niedzielnymi Mszami, odprawiane się nabożeństwa, np. Różaniec, Wypominki, Droga Krzyżowa, majówki, itp. Kościół często służy także jako miejsce katechez przygotowujących do bierzmowania czy I Komunii św.
Innym miejscem, do którego dojeżdżam, by odprawić niedzielną Mszę św., jest kościół Wszystkich Świętych (All Saints` Church) w Ballymenie. To miasto położone ok. 30 mil (ok. 50 km) od Belfastu. Msza św. w języku polskim jest odprawiana w każdą sobotę o 16.00. I podobnie jak w Belfaście, przed Mszą św. jest możliwość wyspowiadania się. Również w Ballymenie nie ma żadnych problemów z lokalnymi księżmi.
I w Belfaście i w Ballymenie jest przedświąteczna spowiedź (przed Bożym Narodzeniem, Wielkanocą), rekolekcje wielkopostne, I Komunia św. w języku polskim. W związku z tym, że jestem jedynym polskim księdzem w diecezji, nie mam możliwości prowadzenia stałego polskiego duszpasterstwa w innych lokalnych kościołach, w innych miejscowościach.

– Jak długo duszpasterzuje Ksiądz w Irlandii Północnej? Gdzie wcześniej Ksiądz pracował?

– Do Belfastu przypłynąłem ponad 3 lata temu, na początku września 2013 r. Przypłynąłem, ponieważ wcześniej pracowałem w Manchester. Aby dostać się więc do Irlandii, musiałem jedynie pokonać Morze Irlandzkie, które oddziela te dwie wyspy.
Do Wielkiej Brytanii przybyłem chyba, jak większość naszych rodaków, czyli samolotem. Było to ostatniego dnia lipca 2009 r. Najpierw, przez około miesiąc byłem na tzw. zastępstwie w Peterborough, po którym rozpocząłem posługę w Southampton. Jak wskazuje sama nazwa tego miasta, było to na południu wyspy. W Southampton byłem rok, do września 2010 r., kiedy zostałem przeniesiony do kolejnego dużego angielskiego miasta – Manchester. Po 3 latach posługi w mieście znanym chyba najbardziej z dwóch piłkarskich klubów: Manchester City i Manchester United, jak wspomniałem wyżej, dotarłem do Irlandii Północnej.
Tutaj, w Irlandii Północnej, zupełnie inaczej wygląda moja praca. Na początku trzeba zaznaczyć, że jestem kapelanem Polaków w diecezji Down and Connor, czyli przede wszystkim posługuję naszym rodakom, a dopiero potem – w miarę możliwości – pomagam lokalnym księżom. Jestem jedynym polskim kapłanem w tej diecezji. Jest to bardzo ważna uwaga. Mieszkam na co dzień w centrum Belfastu, przy kościele św. Malachiasza (St. Malachy`s Church). Moja praca tutaj zakłada, że w razie potrzeby muszę dojechać nawet do najdalej położonego zakątka diecezji. Czasami jest to około 70 mil (około 110 km) w jedną stronę.
Pierwsi kapłani ze zgromadzenia Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej przyjechali do Irlandii Północnej we wrześniu 2007 r., a więc prawie 10 lat temu. Jednak Msze św. w języku polskim były odprawiane już kilka lat wcześniej. Zanim do Irlandii Północnej przyjechali chrystusowcy, to opiekę duszpasterską nad naszymi rodakami sprawowali polscy księża diecezjalni. Pracowali oni na parafiach irlandzkich i na miarę możliwości sprawowali sakramenty mieszkającym tu Polakom.
Od samego początku Belfast, a więc stolica Irlandii Północnej, był miejscem, gdzie przebywa polski kapłan. Dzisiaj na ziemi północnoirlandziej posługują jedynie księża chrystusowcy. Ogółem jest 5 kapłanów w Irlandii Północnej, plus dwóch kapłanów chrystusowców posługujących w Dublinie. Oczywiście na całej wyspie, jaką jest Irlandia, jest więcej polskich duszpasterzy.
Mieszkam na lokalnej plebanii, razem z irlandzkim księdzem – Fr. Michael`em McGinnity. Na co dzień więc mam nieograniczony kontakt z językiem angielskim.

– Jak wygląda praca duszpasterska w parafiach polonijnych? Czym różni się od pracy w Polsce?

– Od samego początku współpracuję z Polską Szkołą Sobotnią w Ballymenie. Jak mówi sama nazwa, zajęcia w szkole odbywają się w soboty. Od poniedziałku do piątku polskie dzieci chodzą do lokalnych, irlandzkich szkół, więc zajęcia muszą odbywać się szóstego dnia tygodnia. Religia w PSS Ballymena jest prowadzona praktycznie we wszystkich klasach; wyjątkiem jest grupa najmłodszych dzieci, tzw. przedszkole, zerówka. W ostatnim roku szkolnym 2015/16 na lekcje religii uczęszczało ponad 70 uczniów. Warto tutaj zaznaczyć, że Polska Szkoła w Ballymenie jest jedyną szkołą w Irlandii Północnej, w której lekcje religii były, są od samego początku jej funkcjonowania i w której wszystkie dzieci (z wyjątkiem tej najmłodszej grupy) mają katechezę.
Istnieje także Polska Szkoła Sobotnia w Belfaście. Tutaj, ze względu na moją nieobecność w soboty w Belfaście, religii nauczają dwie katechetki: Paulina i Wioleta, z którymi mam stały kontakt i co jakiś czas wspólnie omawiamy sprawy związane z katechezą w PSS Belfast. W obu szkołach jest możliwość przygotowania dzieci do I Komunii św. W Ballymenie osobiście prowadzę te spotkania. W Belfaście korzystam z pomocy pań katechetek, natomiast raz w miesiącu spotykam się ze wszystkimi rodzicami i dziećmi pierwszokomunijnymi na specjalnej katechezie.
Polacy, chociaż opuścili rodzinne strony, na pewno chcą podtrzymywać zwyczaje, które są tak bardzo charakterystyczne dla polskiej religijności. Jednym z takich zwyczajów jest tzw. kolęda, czyli wizyta duszpasterska w okresie Bożego Narodzenia. Nie sposób tu nie wspomnieć o pewnych różnicach, które są związane z kolędą na emigracji. Po pierwsze, aby ksiądz daną osobę, rodzinę odwiedził, trzeba o to poprosić. Już na początku Adwentu wykładam specjalne zaproszenia na kolędę. Wypełniony formularz jest mi oddawany, a potem trzeba czekać na telefon ode mnie z propozycją terminu wizyty. Inaczej mówiąc, nie wszyscy Polacy mają tzw. kolędę; tylko ci, którzy chcą. Formularze zaproszenia nie tylko pokazują, ile rodzin (bo najczęściej tu, w Irlandii Północnej, odwiedzam rodziny) jest zainteresowanych wizytą. To także informacja dla mnie, gdzie kto mieszka. Bo trzeba pamiętać, że czasem Polacy dość często zmieniają adresy zamieszkania. Przyczyn tego jest wiele. Tak po prostu tutaj jest. Po drugie, czas odwiedzin trwa często dłużej niż tylko do 2 lutego. Zdarza mi się odwiedzać polskie rodziny i po 2 lutego, a nawet i na początku marca. Wynika to z wielu czynników: jestem jedynym polskim księdzem, Polacy mieszkają w różnych miejscowościach (ja jako ksiądz „po kolędzie” jeżdżę samochodem od domu do domu, bo każdy adres to inna ulica, a czasem inne miasto), a także fakt, że Polacy często pracują do 17.00, 18.00, więc dopiero po tej godzinie mogę zacząć odwiedzanie naszych rodaków. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że tu, w Irlandii Północnej, podczas tzw. kolędy pokonuję samochodem ok. 500 km, by odwiedzić tych, którzy mnie zapraszają.

– Jakie problemy pastoralne występują najczęściej w Irlandii?

– Jednym z ważnych problemów występujących nie tylko w Irlandii Północnej, ale ogólnie na emigracji, jest problem odległości, samotności, braku kontroli. Co mam na myśli? Wyjeżdżając za granicę często zostawia się w kraju swoich bliskich, często są to rodzice. W Polsce owi rodzice są niejednokrotnie tymi, którzy mobilizują swoje dzieci do pójścia na np. niedzielną Mszę św. Tutaj, żyjąc bez rodziców, nie ma już tych, którzy mogliby jakoś sprawdzić, że było się w kościele. Czasem na pytanie, czy chodzi Pan/Pani co niedzielę do kościoła, słyszę odpowiedź: „niestety nie zawsze mi się to udaje, ale jak jestem w Polsce, czy tutaj, kiedy odwiedzają mnie bliscy, to zawsze jestem”.
Nie jest żadną tajemnicą, że wielu Polaków wyjechało z kraju w celu poprawy swojej sytuacji materialnej. Niestety, na emigracji pieniądz dalej często jest na pierwszym miejscu. Inną odpowiedzią, którą słyszę na pytanie wyżej przytoczone, są słowa: „no wie ksiądz, jak to jest, jest rodzina, dzieci, trzeba to utrzymać i dlatego w niedzielę chodzę do pracy”.
Takim, powiedziałbym, „moim problemem duszpasterskim” jest fakt, że jestem jedynym polskim księdzem w diecezji, która terytorialnie raczej mała nie jest. Czasem, pół żartem, pół serio, mówię, że kto pierwszy, ten lepszy. Kto pierwszy się umówi ze mną na wizytę, spotkanie, rozmowę, ten ma pierwszeństwo. Każda kolejna osoba będzie musiała nieco poczekać, aż u mnie znajdzie się wolny termin. Rozmowa, spotkanie, często spowiedź może poczekać. Nieco trudniej jest, kiedy ktoś mnie wzywa do umierającej osoby, która mieszka poza Belfastem, a ja np. za pół godziny mam Mszę św. Kiedy nie mogę osobiście pomóc w niecierpiących zwłoki sytuacjach, zawsze proszę rodzinę, by skontaktowała się z irlandzkim księdzem. Wtedy pojawia się pewna wątpliwość, czy wszystko zrobiłem, co mogłem.
Jak widać, problemów na emigracji nie brakuje. Dlatego bardzo proszę wszystkich Czytelników o modlitwę za nas – emigrantów. Nieważne, czy wyjechaliśmy z kraju, bo chcieliśmy, czy musieliśmy, modlitwa zawsze będzie bezcenną pomocą. Dla wielu rodaków na pewno pomoże ona dźwigać ich codzienny krzyż, bo – jak sami mówią – „proszę księdza, tutaj, za granicą, to ja nie jestem u siebie”.

Tagi:
emigracja

Jest porozumienie z burmistrzem Jersey City!

2018-05-11 19:35

wpolityce.pl

Golubiewski: "Pomnik zostaje na wybrzeżu 60 metrów od miejsca gdzie się teraz znajduje".


Pomnik Katyński w Jersey City

Pomnik Katyński w Jersey City zostaje na wybrzeżu 60 metrów od miejsca, gdzie teraz się znajduje – informuje konsul generalny RP w Nowym Jorku Maciej Golubiewski. To efekt porozumienia zawartego z burmistrzem miasta Stevenem Fulopem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Trump obcina finansowanie dla aborcyjnego giganta

2018-05-22 10:02

vaticannews.va / Waszyngton (KAI)

Stany Zjednoczone kończą z finansowaniem centrów planowania rodziny, które zapewniają usługi aborcyjne – taką decyzję podjął prezydent tego kraju Donald Trump.

viewpoints.blog.statesman.com

W istocie mówi się o powrocie do polityki prezydenta Ronalda Reagana i zatwierdzonego w 1970 r. przez Kongres USA tzw. Dziesiątego Przywileju (Title X). Na jego mocy wszystkie instytucje planowania rodziny, które oferują usługi aborcyjne lub odsyłają osoby do takich miejsc nie mogą otrzymywać funduszy państwowych.

Stany Zjednoczone przekazują rocznie na planowanie rodziny 260 mln dolarów, z czego aż jedna piąta trafia do organizacji Planned Parenthood, zabijającej każdego roku prawie 320 tys. dzieci. Decyzja ta jest więc ogromnym ciosem dla aborcyjnego giganta, który już zapowiedział wejście na drogę sądową.

Zdaniem dziennika "Washington Post", administracja prezydenta Donalda Trumpa dzięki tej decyzją przyczynia się do najważniejszego w historii zwycięstwa amerykańskiego ruchu pro-life.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież spotka się z 5 księżmi chilijskimi, ofiarami ks. Karadimy

2018-05-22 22:17

st, pb (KAI) / Watykan

W dniach 1-3 czerwca Ojciec Święty spotka się z 5 księżmi, ofiarami nadużyć seksualnych ks. Fernando Karadimy w swojej rezydencji w Domu Świętej Marty – podało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej.

vatican.va

Oto tekst watykańskiego komunikatu w tłumaczeniu na język polski:

„Od 1 do 3 czerwca 2018 r. Ojciec Święty przyjmie drugą grupę ofiar ks. Fernando Karadimy i jego zwolenników z parafii Najświętszego Serca Jezusowego w dzielnicy Providencia w Santiago de Chile („El Foresta”). Chodzi o pięciu księży, którzy padli ofiarą nadużycia władzy, sumienia i wykorzystywania seksualnego. Razem z nimi będą również dwaj kapłani, którzy pomagali ofiarom w ich drodze prawnej i duchowej, oraz dwie osoby świeckie zaangażowane w to cierpienie. Wszyscy będą gośćmi Ojca Świętego w Domu Świętej Marty.

Zdecydowana większość z tych osób uczestniczyła w spotkaniach odbywających się w Chile podczas specjalnej misji abp. Charles Scicluna i ks. Jordi Bertomeu, jaka miała miejsce w lutym b.r. Pozostali współpracowali w ciągu tygodni, które nastąpiły po wizycie.

Poprzez to nowe spotkanie zaplanowane miesiąc temu, Papież Franciszek pragnie okazać bliskość wykorzystywanym kapłanom, towarzyszyć im w ich bólu i wysłuchać ich cennych opinii, aby udoskonalić aktualne środki prewencyjne i zwalczać nadużycia w Kościele.

Na tym zakończy się pierwszy etap spotkań, jakich chciał Ojciec Święty, z ofiarami systemu nadużyć ustanowionego kilkadziesiąt lat temu we tej parafii. Wspomniani księża i świeccy reprezentują wszystkie ofiary kleru w Chile, ale nie jest wykluczone, że podobne inicjatywy mogą się powtórzyć w przyszłości.

Podczas weekendu będą miały miejsce różne spotkania, które będą odbywały się w atmosferze zaufania i poufności. Rano w sobotę, 2 czerwca, papież odprawi prywatną Mszę w Domu Świętej Marty, a wczesnym południem odbędzie się spotkanie grupy, a następnie rozmowy indywidualne.

Ojciec Święty nadal prosi wiernych w Chile – a w szczególności wiernych w parafiach, gdzie ci kapłani wypełniają swoją posługę duszpasterską – aby towarzyszyli im modlitwą i solidarnością w tych dniach”.

Urodzony w 1930 r. ks. Fernando Karadima był powszechnie znanym i szanowanym duszpasterzem. Uważał się za duchowego syna księdza-społecznika św. Alberta Hurtado. Bronił praw człowieka w czasie dyktatury gen. Augusto Pinocheta. Uchodził za autorytet młodzieży pomagającej ubogim. Wychował około 50 kapłanów, w tym kilku biskupów (jednym z nich jest Juan Barros). Przez wielu uważny był za świętego.

Gdy więc kilku młodych mężczyzn z parafii Najświętszego Serca Jezusowego w dzielnicy Providencia w Santiago de Chile, gdzie był proboszczem, złożyło zeznania obciążające go jako pedofila, początkowo nikt nie chciał w nie wierzyć.

Także arcybiskup Santiago w latach 1998-2010, kard. Francisco Javier Errázuriz przyznał po latach, że nie uwierzył w pierwsze oskarżenia właśnie z powodu „opinii świętości”, jaka otaczała ks. Karadimę. Nie podjął dochodzenia, gdyż prawo kościelne nakazuje je rozpocząć, gdy zarzuty są co najmniej prawdopodobne. Ponadto był przeświadczony, że ofiary nie milczałyby przez lata, już jako ludzie dorośli, o doznanych nadużyciach. Zaprzeczył jednocześnie, jakoby jego intencją było krycie nadużyć, uznał jedynie, że nie ma na nie dowodów. Później jednak, gdy poważne zarzuty wobec ks. Karadimy zostały publicznie przedstawione, poprosił duchownego, by zrezygnował, jednak ten się bronił. W końcu kardynałowi udało się go do tego przekonać i w 2006 r. ks. Karadima przestał być proboszczem. Zgodnie z obowiązującymi w Kościele procedurami sprawę przekazano do zbadania Kongregacji Nauki Wiary, która w styczniu 2011 r. uznała winę duchownego i nałożyła na niego dożywotnią suspensę (zakaz sprawowania funkcji kapłańskich). Kilka miesięcy później odrzuciła jego odwołanie, w którym utrzymywał, że nie popełnił zarzucanych mu czynów. Niemal 88-letni ks. Karadima do dziś odbywa pokutę w odosobnieniu w jednym z żeńskich klasztorów w Santiago.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem