Reklama

To pokolenie odkryje Naród Wyklęty

2016-10-26 08:07

Z Stanisławem Srokowskim rozmawia Krzysztof Kunert
Niedziela Ogólnopolska 44/2016, str. 36-37


Kadr z filmu "Wołyń"

Niesamowicie wyglądało święcenie noży przed rzezią, podobne do tańca wojennego Indian. W nocy, przy blasku pochodni, obchodzili wkoło mogiłę i wkłuwali w nią noże; ślubowali w podobny sposób kłuć Polaków. A Polacy, mieszkańcy tych wsi, bezradnie przypatrywali się tej scenie, nie podejrzewając, że jest ona prowadzona przede wszystkim przeciwko nim. Pocieszali się, że Ukraińcy nie będą śmieli...
Z pisarzem, poetą, dramaturgiem, znawcą historii i kultury kresowej Stanisławem Srokowskim, którego twórczość stała się kanwą filmu „Wołyń”, rozmawia Krzysztof Kunert

KRZYSZTOF KUNERT: – „Wołyń” to przełom, który odkłamie historię?

STANISŁAW SROKOWSKI: – To jest zdumiewające i charakterystyczne, jak widzowie reagują na „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. W salach kinowych dominuje paraliżująca cisza, która jest jak gdyby wyrazem bezradności, takim zapadającym w głębię człowieka milczeniem. A w tle, jak sądzę, pytania: Co robić z tym światem? Jak poradzić sobie z dramatami, które nieustannie nas dotykają? W którą stronę potoczą się nasze losy? Myślę, że ten film, który tak wstrząsa sumieniami ludzkimi i ludzką pamięcią, jest bardzo dobrym znakiem naszego czasu. Mówi, że trzeba pamiętać, trzeba wiedzieć, trzeba rozumieć i trzeba się bronić przed złem. W sobie i poza sobą.

– A nie martwi Pana tytuł filmu? Mordy na Kresach obejmowały przecież nie tylko Wołyń.

– Faktycznie, kiedy mówimy: Wołyń, to lokujemy naszą pamięć w jednym województwie kresowym. Tymczasem Kresy przed wojną to osiem województw. Zbrodnia, którą ilustruje film, objęła województwa: wołyńskie, tarnopolskie, lwowskie, stanisławowskie, po części lubelskie, poleskie i krakowskie. Wszędzie tam mordy były dokonywane z takim samym okrucieństwem. Kresy przedwojenne obejmowały 52 proc. terytorium naszego kraju. Ja w swojej książce „Nienawiść”, na której oparty jest film, nakreślam szersze tło. Reżyser symbolicznie wybrał Wołyń. Dobrze jest porównać książkę z filmem – wtedy lepiej zrozumie się realia tamtego czasu. W mojej trylogii kresowej: „Ukraiński kochanek”, „Zdrada” i „Ślepcy idą do nieba”, także można odnaleźć atmosferę tamtej epoki, postawy bohaterów, obyczaje, tradycje podobne do tych, które są w filmie.

– „Wołyń” to film o historycznej tragedii, która miała miejsce kilkadziesiąt lat temu na polskich Kresach. Ale czy to film tylko o ludobójstwie?

– Ten film jest kłębowiskiem spraw, które dotyczą tamtej epoki. Dotyka bardzo wielu problemów i mówi o wielu znakach czasu. Po pierwsze jest to film o wojnie, czym ona jest, czym jest to nieszczęście.

– Czym więc jest to nieszczęście?

– Jest to film o zagładzie cywilizacji łacińskiej, ponieważ po tej zbrodni Kościół katolicki na tamtych terenach na długie lata przestał istnieć. Podobnie jak zatraceniu, rozbiciu, wyniszczeniu uległa polska kultura. Są sceny, które pokazują, w jaki straszliwy sposób niszczone były kościoły, świątynie, dworki, zabytki kultury, czyli nasza polska dusza. Ale jest to także film o zagładzie cywilizacji, ponieważ po tych zbrodniach na tych terenach powstała duchowa pustynia. Jest to też film o kruchości ludzkiego losu. Widzimy w nim postacie, które z poświęceniem próbują zbudować swoje życie, a wystarczy wskazanie palcem i człowiek ginie. Nie ma go. To także film o wielkiej i pięknej miłości, o macierzyństwie, które broni się przed śmiercią. I zwycięża.

– Pan opowiada o wstrząsającym wydarzeniu, po którym nastąpiła pustynia...

– Polska żywiła się Kresami kulturowo, filozoficznie, literacko, artystycznie, naukowo. Kresy od samego początku tworzyły wielkie wartości narodowe, religijne. Budowały tożsamość narodu, kształtowały pamięć, tworzyły polski język. Zaczynając od Mikołaja Reja, który urodził się pod Lwowem. To był początek języka polskiego w literaturze. Rej wyniósł na wyżyny literackie język ludu polskiego. Właściwie od XVI wieku zaczęto mówić w literaturze głównie językiem polskim. A później możemy mnożyć setki wybitnych polskich pisarzy, jak m.in. Franciszek Karpiński, o którym na co dzień nie pamiętamy, ale kiedy przychodzi Boże Narodzenie, zaczynamy śpiewać kolędy, np. „Bóg się rodzi”. Karpiński to Kresowiak, urodził się pod Kołomyją. Potem są wielcy giganci naszej kultury i literatury: Adam Mickiewicz – urodzony pod Wilnem, Juliusz Słowacki – urodzony w Krzemieńcu, Aleksander Fredro, którego pomnik jest we Wrocławiu... Każdy wiek przyniósł nam jakąś wielką postać literatury, ale nie tylko, bo także teatru, muzyki, malarstwa. Zbigniew Herbert jest największą postacią współczesności, która wywodzi się z Kresów. W nauce wskażę tylko jedną dziedzinę: wielka lwowska szkoła matematyczna z prof. Stefanem Banachem na czele. To ogromne bogactwo wywodziło się z Kresów. Bez niego Polska byłaby o wiele uboższa.

– Mówi Pan o bogactwie znaczeniowym filmu „Wołyń”. Dla mnie najbardziej wstrząsająca jest chyba rzeczywistość bez Boga, Jego śmierć, która de facto oznacza zagładę człowieka...

– Tak, to jest bardzo ważny wymiar tego dzieła. Wśród wielu pytań, które ten film stawia, wybija się pytanie o Boga. Co się dzieje ze światem, który zatraca Boga? Który zatraca metafizykę, myślenie o wieczności, nieskończoności, o najwyższych znakach historii i religii? Ten film powoduje, że cisną się pytania: Dlaczego? Co się stało z człowiekiem, że dokonała się taka zbrodnia? Skąd się wzięły ideologie, które go do tego doprowadziły? Nasuwa się na myśl piękne i mądre powiedzenie św. Augustyna: „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Gdy szukamy przyczyn tej wielkiej zdrady, której dopuścił się człowiek wobec Boga, widzimy, w jakim kierunku idzie świat, kiedy Bóg jest wyrzucany z serca, z umysłu, z pamięci, z wyobraźni człowieka.

– Życie bez Boga przyniosło opłakane rezultaty.

– Na samym tylko Wołyniu wymordowano 60 tys. Polaków, natomiast na całych Kresach badacze mówią o liczbie 200 tys., a nawet większej. Prawie 1,5 mln Polaków zostało wysłanych na Syberię, prawie 1,5 mln – na roboty do Niemiec. Ponadto Sowieci i Niemcy, którzy zajęli Kresy, wymordowali polską inteligencję, polskich naukowców. To właśnie jest świat bez Boga.

– Świat, którego dramat nie zakończył się w 1945 roku...

– Później rozpoczął się dramat wypędzenia z polskiej ziemi. Lud kresowy to jest lud wyklęty, który w komunizmie nie miał prawa mówić o swoim losie. Przez czterdzieści parę lat Kresowianie mieli zamurowane usta. Wtedy budowało się fałszywy mit przyjaźni polsko-radzieckiej, a Kresy zostały zagarnięte przez Sowietów. A więc było milczenie, była cisza. Proszę sobie wyobrazić to wielkie cierpienie ludzi, których matki, ojcowie, synowie zostali porąbani siekierami, nożami, piłami – i oni nie mogli o tym mówić! Nie wolno było pisać książek, artykułów. Jeżeli coś się pokazywało, to cenzura cięła, niszczyła, tępiła. Tak było w komunizmie, ale również po 1989 r., kiedy zapanowała moda na poprawność polityczną. I znowu ten lud wyklęty miał w dużym stopniu zamknięte usta. Jeżeli powstawały towarzystwa kresowe, to ich zakres, ich terytorium działania były bardzo wąskie. I państwo polskie w żadnym stopniu nie przyczyniło się do pokazania prawdy tamtego czasu.

– Czy film „Wołyń” może zmienić świadomość Polaków o tym, co wydarzyło się na Kresach?

– Świadomość człowieka zmieniają wiara i religia oraz kultura. Film jest częścią kultury, obok mediów najważniejszą. „Wołyń” już pracuje. Jego wielkim sukcesem już teraz jest to, że bardzo dużo osób – prawie 250 tys. – poszło do kin, żeby go obejrzeć, w trzech pierwszych dniach. Co to znaczy? Polacy wreszcie poczuli, że ktoś im opowiada fragment prawie zupełnie nieznanej historii o ich kraju. Później będą o tym rozmawiać w domach. Pojawią się pytania w mediach, będą spotkania. Ten film otwiera drogę do szkół, uniwersytetów, do pamięci zbiorowej. Mam nadzieję, że nauczyciele, dyrektorzy szkół zaprowadzą młodzież do kin i przedyskutują w szkole, czego świadkiem była. To znakomita lekcja prawdy. Komitety rodzicielskie powinny zadbać, by młodzież razem z wychowawcami poznała znakomite dzieło Wojciecha Smarzowskiego.

– Rozmawiamy o odbiorze filmu przez Polaków, Europejczyków. A Dolnoślązacy? Tutaj ten odbiór będzie bardzo emocjonalny...

– To prawda. Na Dolnym Śląsku mamy 47 proc. Polaków pochodzących z Kresów, a w całej Polsce żyje ok. 6 mln osób z kresowym rodowodem. Ten film jest dla Dolnoślązaków wielką szansą. Mogą spojrzeć w niego niczym w lustro i wyznać: Boże, w końcu ktoś to powiedział, wreszcie objawiła się prawda, ktoś o nas zadbał. Bo przez dziesięciolecia nikt o to nie zabiegał i prawda pozostawała w ukryciu. To ogromne zadośćuczynienie. Poprzez ten film Kresowiacy, ale też wszyscy Polacy, odzyskują godność. Po filmie już nikt nie będzie miał odwagi kłamać. Polacy już nie dadzą się oszukać.

– „Wołyń” wstrząsnął polską opinią publiczną. Ale co dalej? Nawet najlepszy film nie wystarczy... „Jeśli ludzie umilkną, kamienie wołać będą”?

– Wierzę w młode pokolenie, które zaczyna mówić własnym głosem. Ono chce znać prawdę, układać swoje życie według Boskiego porządku i bazować na porządku wynikającym z naszej wiary. Bo niwelowanie tego porządku prowadzi tylko do zbrodni. Nie ma innej drogi. Jeśli wychodzimy poza Boga, możemy ze światem zrobić wszystko. Myślę, że młode pokolenie zrozumie, co to znaczy żyć bez Boga, czym jest świat, w którym Bóg zostaje zepchnięty na boczny tor.

– To jest pokolenie, które odkryje naród wyklęty?

– Tak właśnie myślę – to pokolenie da poczucie sprawiedliwości. W historii tak bywa, że czasami wydaje się, iż prawda zostaje pogrzebana, a później nagle się okazuje, że rzeczywistość się zmienia. Myślę, że jesteśmy w tej chwili w takim stadium. To jest proces, którego już się nie zatrzyma.

Rozmowę przeprowadzono w studiu Radia Rodzina we Wrocławiu.

Tagi:
Wołyń

Wołyń woła o pamięć

2018-07-25 11:42

Aleksandra Wojdyło
Edycja toruńska 30/2018, str. 5

Troska o pamięć stała się motywem przewodnim grudziądzkich obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu

Aleksandra Wojdyło
Poświęcenia obelisku i krzyża dokonał ks. kan. Witold Szumiato, kapelan Kresowiaków

Ten dzień obchodzony jest w rocznicę Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 r., która była punktem kulminacyjnym Rzezi Wołyńskiej, masowej eksterminacji polskiej ludności cywilnej na Wołyniu przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińską Powstańczą Armię oraz ukraińską ludność cywilną. Tego dnia zaatakowanych zostało 99 miejscowości. W następnych dniach masakry były kontynuowane.

Przypuszczalne dane o liczbie ofiar, które zostały w sposób niezwykle brutalny zamordowane tylko dlatego, że były Polakami, oscylują wokół liczby stu tysięcy. W ciągu jednego dnia zniknęło z powierzchni ziemi kilkadziesiąt wsi polskich, w blisko stu miejscach dokonano niewyobrażalnych zbrodni. To jest zbrodnia, której zapomnieć nie możemy. Ofiary wołają o pamięć, która jest obowiązkiem żyjących.

Trzeba pamiętać

W 75. rocznicę Krwawej Niedzieli w Grudziądzu odbyły się obchody upamiętniające ofiary ludobójstwa. Współorganizatorami byli: Towarzystwo Przyjaciół Kresów Wschodnich, Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku, Delegatura w Bydgoszczy i Urząd Miasta Grudziądza.

W uroczystości wzięli udział m.in. Iwona Michałek, poseł na Sejm RP, Mirosław Golon, dyrektor IPN oddział w Gdańsku, Edyta Cisewska, naczelnik Delegatury IPN w Bydgoszczy, Katarzyna Lisiecka, naczelnik Okręgowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Gdańsku, Marek Czepek, wiceprzewodniczący Rady Miasta, przedstawiciele władz samorządowych, członkowie Towarzystwa Miłośników Kresów Wschodnich na czele z przewodniczącą Ireną Tyszkiewicz, członkowie komitetu budowy pomnika na czele z Zygmuntem Krzemieniem oraz mieszkańcy miasta.

Obchody rozpoczęły się Mszą św. w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, którą sprawował ks. kan. Witold Szumiato, kapelan Kresowiaków i proboszcz parafii w Piecach (diecezja pelplińska), oraz ks. kan. Krzysztof Zalewski, miejscowy proboszcz. W homilii ks. kan. Szumiato wspominając rodzinną historię z Kresów, z zadowoleniem mówił o powstaniu w Grudziądzu pomnika, który będzie przypominał o tragicznych, ale jednocześnie ważnych dla Polaków i Polski wydarzeniach. – Dziś trzeba mówić o tym młodemu pokoleniu! Trzeba mówić prawdę! Trzeba pamiętać! – podkreślał. Wyraził również gotowość katolickiego przebaczenia oprawcom.

Pomnik

U zbiegu ulic Królewskiej i Rapackiego odbyła się druga część uroczystości. Odsłonięta została tablica edukacyjna „Genocidium Atrox. Ludobójstwo na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej”, przygotowana przez Oddziałowe Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa. – Im się należy nasza pamięć, bo zginęli za wartości najświętsze, zginęli za to, że byli dobrymi Polakami, zginęli za to, że byli katolikami, zginęli za to, że byli dobrymi ludźmi. Mordowano ich nie w odwecie, ale po to, żeby obłąkaną ideę czystej etnicznie Ukrainy dla Ukraińców wcielić w rzeczywistość – mówił prof. Mirosław Golon, podkreślając, że pamięć o ofiarach Wołynia i Małopolski Wschodniej to obowiązek współczesnego pokolenia.

Wyraził także zapewnienie o ustaleniu imion i nazwisk wszystkich ofiar oraz wezwał władze Ukrainy do wyrażenia zgody na prowadzenie badań ekshumacyjnych i godne pochowanie ich szczątków. – Nie jest czymś dopuszczalnym i zrozumiałym, że nam dzisiaj blokuje się nie tylko poszukiwania i ekshumacje, ale nawet budowanie zwykłych nagrobków na miejscach pamięci. Te 100 tys. ofiar woła z grobów, których nie ma. Pozwólcie nam zbudować groby naszym najbliższym, bo one im się należą. To jest nasz chrześcijański i ludzki obowiązek – mówił dyrektor IPN w Gdańsku. Poseł Iwona Michałek zaapelowała do nauczycieli i rodzin. – Przychodźcie tu, abyśmy młodemu pokoleniu przekazywali pamięć o tych wydarzeniach, ponieważ na naszym pokoleniu spoczywa odpowiedzialność pamięci – mówiła.

Irena Tyszkiewicz podziękowała komitetowi budowy pomnika, podkreślając, że środowisko Kresowian w Grudziądzu to jedni z ostatnich świadków tamtych czasów. Następnie ks. kan. Szumiato dokonał poświęcenia krzyża i obelisku. Posterunek honorowy wystawili strzelcy z JS 3301 w Grudziądzu. Uroczystościom towarzyszyła wystawa IPN pt. „Wołyń 1943. Wołają z grobów, których nie ma”.

Po zakończeniu uroczystości pojawił się jeszcze jeden symbol – niebo zapłakało nad tymi, którzy wciąż wołają o pamięć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święconka i jej symbole

Ks. Józef Dębiński
Edycja płocka 12/2005

Przemysław Awdankiewicz

Błogosławieństwo pokarmów, zwane powszechnie święconką lub święconym, posiada bogatą symbolikę. Początki tego chrześcijańskiego obrzędu sięgają VIII w., natomiast w Polsce pierwsze jego praktyki odnotowano w XIV stuleciu. Najpierw święcono tylko pieczonego baranka, a więc chlebową figurkę o postaci baranka. Potem dodawano kolejno: jajka, ser, masło, ryby, olej, pokarmy mięsne, ciasto i wino.
Dzisiaj w koszykach niesionych do poświęcenia znaleźć można niemal wszystko, byle było dużo i kolorowo. Podobno zdarzają się nawet chipsy i hamburgery od Mc Donalda. Należy jednak pamiętać, że święconka to nie promocyjna paczka z pełnym asortymentem i nie musi w niej być wszystko.
W przeszłości dobór potraw w koszyku nigdy nie był przypadkowy. Od wieków każdy Boży dar symbolizował co innego, uznanego przez ludową, jak i chrześcijańską tradycję. Zestaw tych darów zmieniał się, ograniczano ich ilość, aż pozostało tylko sześć, by ostatecznie powiększyć do siedmiu. Ten zestaw, przyjęty w okresie wczesnego romantyzmu, obowiązuje do dziś. Potraw w koszyku może być więcej, ale tych siedem powinno się w nim znaleźć przede wszystkim. Symbolizują bowiem treść chrześcijaństwa.
Chleb we wszystkich kulturach ludzkości był i jest pokarmem podstawowym, niezbędnym do życia. Wśród chrześcijan zawsze był symbolem nad symbolami - przedstawia bowiem Ciało Chrystusa. Dlatego sporządzano specjalnie wypieczony wielkanocny chlebek, zwany „paską”.
Jajko jest dowodem odradzającego się życia, symbolem zwycięstwa nad śmiercią. Tę symbolikę rozpowszechnili w Polsce niemieccy zakonnicy. Wywodzi się ona z dawnego zakazu spożywania jaj podczas Wielkiego Postu. Jajka na stół powracały ponownie w Wielkanoc. Do święcenia przygotowywano specjalnie malowane jajka, nazwane, w zależności od techniki zdobienia, kraszankami, pisankami, skrobankami, nalepiankami czy wyklejankami.
Sól to minerał życiodajny, dawniej posiadający moc odstraszania wszelkiego zła. Bez soli nie ma życia. To także oczyszczenie, samo sedno istnienia i prawdy. Stąd twierdzenie o „soli ziemi” - jak to w Kazaniu na Górze powiedział Chrystus o swoich uczniach.
Wędlina zapewnia zdrowie i płodność, a także dostatek, bo przecież nie każdy mógł sobie pozwolić na ten szczególny pokarm. Kiedyś był to choćby plaster szyneczki, a od XIX w. słynna polska kiełbasa.
Ser jest symbolem zawartej przyjaźni między człowiekiem a siłami przyrody, a przede wszystkim stanowi gwarancję rozwoju stada zwierząt domowych. Ser jest bowiem produktem mlecznym pochodzącym od krów, owiec i kóz.
Chrzan zawsze był starym ludowym znamieniem wszelkiej siły i fizycznej krzepy. Współdziałając z innymi potrawami, zapewniał ich skuteczność.
Ciasto do koszyka ze święconką dodano najpóźniej, jako symbol umiejętności i doskonałości - zapewne głównie jako popis domowych gospodyń. Ciasto reprezentowane było głównie przez wielkanocne baby. Warto zaznaczyć, że w koszyczku powinien znaleźć się wypiek własny, domowy, a nie kupiony w ciastkarni.
Taka była tradycja siedmiu błogosławionych darów, znana w Polsce od wielu lat. Współczesne uzupełnienia wielkanocnego koszyka są już dodatkami bez znaczenia - wkładane tam trochę ze snobizmu, z nieświadomości, a najczęściej z powodu lekceważenia tradycji.
Koszyk powinien być z wikliny, słomy lub sosnowych łubów. Wyścielony serwetką, ozdobiony bielą koronek i zielenią bukszpanu lub gałązek borówki jest wyrazem wielkiej radości. Tą radością trzeba się podzielić podczas wielkanocnego śniadania - zarówno w znaczeniu symbolicznym, jak też dosłownym.
Warto, by choć niektóre zwyczaje śniadania wielkanocnego były i dziś kultywowane w naszych domach. Dawniej śniadanie rozpoczynało się specjalnym obrzędem: matka zapalała wielkanocną świecę ustawioną na środku stołu i wypowiadała słowa: „Światło Chrystusa”, na co ojciec odpowiadał: „Chrystus zmartwychwstał. Alleluja”. Następnie wszyscy zebrani przy stole dodawali: „Prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja”. Następnie odczytywano tekst Pisma Świętego o uczniach zdążających do Emaus (Łk 24, 13--35) lub o ukazaniu się Pana Jezusa Apostołom (Łk 24, 36--42) czy też fragment o pustym grobie z Ewangelii św. Mateusza (28, 1-10). Z kolei ojciec rodziny święcił wodą święconą cały stół wielkanocny, po czym dzieląc się jajkiem, składano sobie życzenia.
Przygotowując w tym roku koszyczek ze święconką, pamiętajmy więc, aby był on przede wszystkim przypomnieniem naszej bogatej chrześcijańskiej tradycji, a nie tylko przejawem mody i nic nieznaczącym zwyczajem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: Szukajmy Jezusa we wszystkim i przede wszystkim!

2019-04-20 22:03

st, tom (KAI) / Watykan

Szukajmy Jezusa we wszystkim i przede wszystkim. Z Nim zmartwychwstaniemy - zachęcił Franciszek podczas liturgii Wigilii Paschalnej 20 kwietnia w bazylice św. Piotra. Papież zachęcił do powrotu do żywej miłości z Panem, gdyż w przeciwnym razie mamy wiarę muzealną, a nie wiarę paschalną.

Grzegorz Gałązka

W homilii Franciszek nawiązał do fragmentu Ewangelii mówiącym o kobietach, które przybywszy do grobu Jezusa natknęły się na duży kamień, który tarasował wejście do niego. "Droga tych kobiet jest również naszą drogą. Przypomina drogę zbawienia, którą przebyliśmy dziś wieczorem. Wydaje się w niej, że wszystko rozbija się o kamień: piękno stworzenia o dramat grzechu; wyzwolenie z niewoli o niewierność wobec przymierza; obietnice proroków o smutną obojętność ludu"- powiedział papież i zaznaczył, że dzisiaj odkrywamy, że nasza droga nie jest daremna, że "nie roztrzaskuje się o kamień nagrobny".

"Wielkanoc to święto usuwania kamieni" - podkreślił Franciszek i stwierdzil, że Bóg usuwa najtwardsze kamienie, o które rozbijają się nadzieje i oczekiwania a zmartwychwstały Jezus jest „żywym kamieniem”, na którym zbudowany jest Kościół. "Dzisiejszego wieczora każdy jest wezwany do znalezienia w Żyjącym tego, który usuwa z serca najcięższe kamienie" - powiedział Franciszek.

Papież przestrzegł przed "kamieniem nieufności", który często blokuje nadzieję", przed budowaniem "grobowca nadziei", kierowania się "psychologią grobu", że wszystko się kończy, bez nadziei, że wyjdzie stamtąd żywe. Wskazał na fundamentalne pytanie Wielkanocy, zadane przez aniołów w pustym grobie Jezusa: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?" "Pan nie jest obecny w rezygnacji. Zmartwychwstał, nie ma Go tam; nie szukaj Go tam, gdzie Go nie znajdziesz: nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Nie wolno grzebać nadziei!" - zaapelował Franciszek

Następnie wskazał na "kamień grzechu", który opieczętowuje serce. "Grzech zwodzi, obiecuje rzeczy łatwe i gotowe, pomyślność i sukces, ale potem zostawia za sobą samotność i śmierć. Grzechem jest szukanie życia wśród umarłych, sensu życia w rzeczach przemijających" - przestrzegł Franciszek i wezwał do porzucenia grzechu kariery, pychy i przyjemności, powiedzenia "nie" marnościom świata.

Papież zachęcił, aby nie ulegać własnym ograniczeniom i lękom. Przytoczył słowa z wiersza słynnej dziewiętnastowiecznej amerykańskiej poetki Emily Dickinson: „Nie znamy własnej wielkości, nim ktoś nam powie, by powstać”. "Pan nas wzywa do powstania, do wstania z martwych na Jego słowo, do spojrzenia w górę i uwierzenia, że zostaliśmy stworzeni dla nieba, a nie dla ziemi, dla wyżyn życia, a nie niskości śmierci" - powiedział Franciszek.

Papież zaznaczył, że Bóg prosi nas, abyśmy patrzyli na życie tak, jak On je postrzega, zawsze widzący w każdym z nas przemożne źródło piękna i kocha nasze życie, nawet gdy się boimy na nie spojrzeć i wziąć je w swoje ręce. "W Wielkanoc pokazuje ci, jak bardzo je miłuje. Jezus jest specjalistą w przekształcaniu naszej śmierci w życie, naszego biadania w taniec, wraz z Nim możemy i my dokonać Paschy, czyli przejścia: przejścia od zamknięcia do komunii, od rozpaczy do pocieszenia, od lęku do ufności" - mówił Franciszek i dodał: "Nie stójmy patrząc z lękiem w ziemię, ale patrzymy na zmartwychwstałego Jezusa: Jego spojrzenie napawa nas nadzieją, bo mówi nam, że zawsze jesteśmy kochani i że niezależnie od wszystkiego, czego byśmy nie postanowili, Jego miłość się nie zmienia".

Papież zachęcił do powrotu do żywej miłości z Panem, gdyż w przeciwnym razie mamy wiarę muzealną, a nie wiarę paschalną. Zaznaczył, że Jezus nie jest osobistością z przeszłości, ale jest Osobą żyjącą dzisiaj; nie poznaje się Go w książkach historycznych, ale spotyka w życiu. "Dzisiaj upamiętniamy chwilę, kiedy Jezus nas powołał, kiedy pokonał nasze ciemności, opory, grzechy, kiedy dotknął naszych serc swoim Słowem" - powiedział Franciszek.

Papież podkreślił, że Pascha Jezusa uczy nas, że "człowiek wierzący nie zatrzymuje się zbytnio na cmentarzu, ponieważ jest powołany, by iść na spotkanie z Żyjącym". Zachęcił, abyśmy się nie uciekali do Pana, jedynie, aby nam pomógł w rozwiązywaniu naszych problemów i potrzeb, gdyż to one nas wówczas ukierunkowują, a nie Jezus, ale pozwolili Zmartwychwstałemu Panu, aby nas przemienił. "Dajmy Żyjącemu centralne miejsce w życiu. Prośmy o łaskę, by nie dać się ponieść nurtowi, morzu problemów; nie rozbić się na kamieniach grzechu i skał nieufności i strachu. Szukajmy Go we wszystkim i przede wszystkim. Z Nim zmartwychwstaniemy" - zaapelował na zakończenie Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem