Reklama

Świadectwa naszej cywilizacji legły w gruzach

2016-11-16 10:54

Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 47/2016, str. 10-13

Włodzimierz Rędzioch
Castelluccio wraz z otaczającymi je górami i łąkami było perłą architektury i kultury. Ale wioski już nie ma – została zniszczona przez trzęsienie ziemi w październiku 2016 r. Pozostała tylko piękna przyroda, która przypomina, że nie potrafimy jej cał

„Musi Pan przyjechać do Amatrice, gdy będzie święto makaronu all’amatriciana”. Dr Giampiero Fedeli był dumny z miasteczka, z którego pochodził i do którego wracał, gdy tylko pozwalały mu na to obowiązki zawodowe. Amatrice słynie na całym świecie z sosu pomidorowego z podgardlem, który serwuje się ze spaghetti i startym owczym serem, a który wziął nazwę od tej malowniczo położonej w Apeninach miejscowości

Poznałem dr. Fedelego w rzymskiej klinice „Villa Luisa”, do której chodzę jako pracownik watykański. W sierpniu 2016 r. lekarz spędzał wakacje w swym rodzinnym miasteczku i od czasu do czasu dojeżdżał do kliniki, gdy wymagały tego okoliczności. Bardzo chciał tam być pod koniec sierpnia, ponieważ w ostatnią sobotę i niedzielę miesiąca miał się odbyć 50. festyn „spaghetti all’amatriciana”.

Nieodwracalne skutki

W środę 24 sierpnia br. o godz. 3.37 obudziłem się, gdy zatrzęsło się moje łóżko – zrozumiałem, że było to już kolejne w moim życiu trzęsienie ziemi. Pierwsze przeżyłem na początku pobytu we Włoszech, w 1980 r. – wówczas straszny kataklizm dotknął Irpinię, południowy region Włoch, wstrząs osiągnął siłę 6,5 stopnia w skali Richtera (miało to miejsce w niedzielę 23 listopada o godz. 19.34; ponieważ byłem w tym momencie na kolacji w zatłoczonym lokalu znajdującym się na parterze, nie zwróciłem na to większej uwagi).

Gdy ziemia trzęsie się w Rzymie, wiadomo, że gdzieś we Włoszech miało miejsce silne trzęsienie ziemi. Dlatego tamtej letniej nocy po przebudzeniu się zadawałem sobie pytanie: Który rejon Włoch dotknęła tym razem ta tragedia? Włączyłem telewizor, ale przez długi czas nie było żadnych wiadomości o trzęsieniu ziemi. Dopiero nad ranem podano informację, że jego epicentrum była dolina rzeki Tronto, między miejscowościami Accumoli, Amatrice i Arquata del Tronto. Nie pomyślałem wówczas, że wśród zabitych w Amatrice będzie mój znajomy lekarz – dr Giampiero Fedeli. Nie wiedziałem również, że ten wstrząs będzie początkiem całej serii innych, które potrwają tygodniami, a niektóre z nich będą równie silne i tragiczne w skutkach jak pierwsze – 26 października epicentrum dwóch nowych wstrząsów o sile 5,4 i 5,9 stopnia w skali Richtera znajdowało się w miejscowościach Visso, Ussita i Castelsantangelo sul Nera, a kilka dni później, 30 października, jeszcze silniejszy wstrząs osiągnął siłę 6,5 stopnia i dotknął Nursję oraz Preci.

Reklama

Bardzo przeżywałem to wszystko, co działo się na terenach dotkniętych trzęsieniem ziemi, bo dobrze znałem i często odwiedzałem ten wspaniały, choć mniej znany zakątek Włoch, położony na granicy Umbrii, Marchii i Abruzji. Cierpiałem, widząc w telewizji znane mi kościoły, klasztory i historyczne budowle zamienione w ruinę.

Zniszczone „serce” Nursji – miasta św. Benedykta

Nursja zawsze mnie fascynowała i pobudzała moją wyobraźnię – to przecież tutaj, w tym prowincjonalnym miasteczku, w 480 r. w szlacheckiej rodzinie urodził się człowiek, który zapoczątkował zachodni monastycyzm. W następnych stuleciach jego duchowi synowie, benedyktyni, będą wywierać tak wielki wpływ na oblicze religijne, artystyczne, gospodarcze i społeczne Europy, że okres ten słusznie zostanie nazwany „wiekami benedyktyńskimi”, a św. Benedykt będzie uznany nie tylko za patrona wszystkich mnichów, ale także za „ojca Europy” (w 1964 r. papież Paweł VI ogłosił go patronem Europy). Z czasem na ruinach rodzinnego domu Benedykta i jego bliźniaczej siostry Scholastyki zostały wzniesione kościół i przylegający do niego klasztor. Benedyktyni byli tam obecni przez stulecia aż do początków XIX wieku, kiedy to Napoleon po zajęciu Włoch zlikwidował większość klasztorów. Przez 200 lat w rodzinnym mieście św. Benedykta nie było jego duchowych synów, a prawdziwa wspólnota monastyczna pojawiła się tutaj dopiero w Roku Świętym 2000, za sprawą amerykańskiego mnicha z opactwa św. Meinrada w stanie Indiana – o. Cassiana Folsoma OSB, który wykładał liturgikę na Papieskim Ateneum św. Anzelma w Rzymie. O. Cassian zgromadził wokół siebie kilkunastu młodych ludzi z wielu krajów świata, którzy chcieli prowadzić życie wspólnotowe zgodnie z zaleceniami św. Benedykta. Sercem życia duchowego mnichów była bazylika św. Benedykta w Nursji. Odwiedziłem ich wielokrotnie i widziałem, jak ta mała na początku wspólnota rozrosła się i zapuściła swe korzenie w tym symbolicznym miejscu. Benedyktynów często odwiedzały grupy amerykańskich pielgrzymów, którzy przyjeżdżali tu na krótkie okresy rekolekcji i wyciszenia. To dzięki ich hojności mnisi mogli założyć wytwórnię piwa, by zapewnić sobie środki do życia.

Trzęsienie ziemi 24 sierpnia br. uszkodziło bazylikę, dlatego opat zadecydował, by przenieść większość mnichów do Rzymu. Silne wstrząsy z 30 października br. zniszczyły ją doszczętnie – zachowała się jedynie fasada z pięknym gotyckim portalem, za którą widać zwały gruzów. Kilku mnichów, którzy pozostali w Nursji, uratowało się. Tuż po ucieczce z walących się zabudowań uklęknęli i zaczęli się modlić na centralnym placu miasteczka, obok pomnika św. Benedykta, ich duchowego ojca, który przetrwał ten kolejny kataklizm.

Podczas pobytów w Nursji zatrzymywałem się zawsze u benedyktynek w klasztorze św. Antoniego. Wybudowano go na początku XV wieku, ale został poważnie uszkodzony w czasie trzęsień ziemi w 1567 r. i 1703 r. Po ostatnim z poważniejszych wstrząsów, który miał miejsce w 1997 r., wiele budynków odbudowano zgodnie z normami antysejsmicznymi, ale nie moża było tego zrobić z zabytkowym klasztorem i przylegającym do niego kościołem z XVI wieku. Przebudowano jedynie jedno ze skrzydeł budyku, gdzie mniszki przygotowały pokoje gościnne. Zaprzyjaźniłem się z siostrami – w większości były to Włoszki w bardzo podeszłym wieku, a młodsze siostry pochodziły z Filipin i Nigerii. Gdy skontaktowałem się z mniszkami po pierwszych wstrząsach 24 sierpnia br., dowiedziałem się, że stara część klasztoru z ich celami była uszkodzona, dlatego, za radą stażaków, spały w pralni, która miała być miejscem bezpieczniejszym. Ostatnie wstrząsy dokończyły dzieła zniszczenia w klasztorze i kościele, zawaliła się też dzwonnica. 30 października br. o godz. 7.41 siostry się modliły, a wstrząs był tak silny, że wszystkie upadły na podłogę; uratowały się, wybiegając na taras klasztoru. Musiały jednak opuścić miasto, znalazły schronienie u benedyktynek w Trevi.

Klasztor św. Eutychiusza w ruinach

W V wieku ok. 300 syryjskich mnichów przybyło do Rzymu i poprosiło papieża o wskazanie im jakiegoś odizolowanego od świata miejsca, gdzie mogliby wieść pustelnicze życie. Papież wysłał ich do Umbrii, na tereny położone między miastami Spoleto, Cascia i Nursja. Ok. 50 mnichów ze św. Spesem na czele udało się do doliny zwanej Valcastoriana, na północ od Nursji – część z nich osiedliła się w miejscu, gdzie dziś znajduje się opactwo św. Eutychiusza, a pozostali założyli pustelnie w otaczających dolinę górach. W ten sposób w centrum Włoch powstał ważny ośrodek monastyczny, który musiał być znany św. Benedyktowi, pochodzącemu z sąsiedniej Nursji. Na pewno ci syryjscy mnisi stali się dla niego wzorem do naśladowania. Z czasem to właśnie benedyktyni przejęli klasztor św. Eutychiusza i uczynili z niego jedno z najważniejszych centrów benedyktyńskich. Była tutaj bogata biblioteka, działało skryptorium, gdzie przepisywano księgi, w tym słynne kodeksy liturgiczne klasztoru. Mnisi zajmowali się również ziołolecznictwem i medycyną – tutaj powstała słynna w całej Europie szkoła chirurgiczna. Po wiekach splendoru klasztor całkowicie podupadł, a z czasem opustoszał i przeszedł na własność diecezji Spoleto-Norcia. Dopiero w ostatnich latach zajęli się nim księża diecezjalni, którzy po remoncie zaczęli tu przyjmować ludzi szukających wyciszenia i modlitwy.

Po raz pierwszy odkryłem klasztor św. Eutychiusza na początku lat 90. ubiegłego wieku. Cały kompleks klasztorny, składający się z kościoła, budynków – rozmieszczonych wokół dwóch dziedzińców – i dzwonnicy, był już wtedy prawie całkowicie odrestaurowany. Goście mieli do dyspozycji sale, w których można było spać w śpiworach, i pokoje. Spędziłem tam wiele niezapomnianych chwil. Dziś trudno mi uwierzyć, że październikowe trzęsienie ziemi zamieniło ten wspaniały zabytek monastycyzmu w ruinę. Podobnie jak Preci – miasteczko w sąsiedztwie klasztoru.

Castelluccio zrównane z ziemią

Nad Nursją znajduje się otoczony górami rozległy płaskowyż, który nosi nazwę Piano Grande. Na jego skraju, na małym pagórku, powstało miasteczko Castelluccio, osada pasterzy i rolników, którzy uprawiają na polach płaskowyżu słynną w całych Włoszech soczewicę – lenticchia di Castelluccio. Ilekroć byłem w Nursji, zawsze tam jeździłem, szczególnie późną wiosną, gdy płaskowyż zamieniał się w ogromną, kolorową szachownicę, bo w tym okresie kwitły maki, chabry i soczewica.

Mieszkańcy Castelluccio żyli ze sprzedaży soczewicy, owczych serów i z turystyki – było tu wiele typowych restauracji. Przyjeżdżali także ludzie uprawiający paralotniarstwo – nad płaskowyżem dominuje osnuty legendami masyw Gór Sybillińskich, skąd startuje się do lotów nad Piano Grande. Castelluccio wraz z otaczającymi je górami i łąkami było perłą architektury i natury. Ale wioski już nie ma, została zniszczona niemal całkowicie przez październikowe trzęsienia ziemi. Miejscowość jest odizolowana od reszty świata, a jeepami dojeżdżają tu jedynie patrole karabinierów i obrony cywilnej. W przyczepach kempingowych koczują pasterze, którzy nie mogą pozostawić na pastwę losu swoich zwierząt, tym bardziej że dla większości są one jedynym źródłem utrzymania.

Widok zrujnowanego Castelluccio wprawia mnie w wielki smutek, bo w jakiś sposób utożsamiam się z ludźmi, którzy stracili wszystko. Wiem również, że w następnych latach nie będę mógł cieszyć się wspaniałym widokiem miasteczka, które było prawdziwą perełką tego zakątka Apeninów. Pozostaje tylko piękna przyroda, która jednak przypomina, że nie potrafimy jej całkowicie kontrolować i że nie jesteśmy panami świata.

Znak kryzysu cywilizacji europejskiej

Nursja, osoba św. Benedykta i kościół wybudowany na jego rodzinnym domu są symbolami naszej cywilizacji i korzeni naszego kontynentu. Widok zburzonej bazyliki św. Benedykta zmusza do zadumy nad obecną chwilą historii – czy ta ruina nie stała się dzisiaj znakiem kryzysu naszej cywilizacji europejskiej z jej chrześcijańskimi korzeniami? Cieszy to, że benedyktyni chcą odbudować kościół i nie myślą o opuszczeniu tego historycznego i symbolicznego miejsca. Wiele osób zadeklarowało już chęć pomocy materialnej w rekonstrukcji. Fasada bazyliki, która stoi mimo powtarzających się wstrząsów, może być punktem wyjścia do jej odbudowy. Czy stanie się też początkiem „odbudowy” naszej europejskiej cywilizacji i powrotu do chrześcijańskich wartości? Optymizmem napawa fakt, że wielu polityków i intelektualistów popiera ideę całkowitej odbudowy zrujnowanych przez trzęsienie ziemi miejsc, w imię zachowania naszej tożsamości.

Tagi:
trzęsienie ziemi

Reklama

Indonezja: ciągle wzrasta liczba ofiar tsunami

2019-01-04 17:47

vaticannews.va / Dżakarta (KAI)

Wciąż przybiera na sile dramat, który dotknął Indonezję po niedawnym uderzeniu w nabrzeża dwóch wysp fali tsunami. Liczba ewakuowanych wzrosła o ponad połowę w stosunku do ubiegłego tygodnia. Niemal dziesięciokrotnie powiększyła się liczba rannych. Kościół nieustannie angażuje się w pomoc ofiarom.

Pixabay,com

Do tych, którzy ucierpieli, pomocną dłoń wyciągnęły siostry franciszkanki, prowadzące szpital niedaleko dotkniętych kataklizmem terenów. Zakonnice otworzyły trzy misje pomocowe w regionie Pandanglang, gdzie zniszczenia są najbardziej dotkliwe. Siostry zapewniają pomoc medyczną rannym, obsługę stołówki oraz wsparcie psychologiczne.

„Naszym priorytetem jest dotrzeć do tych, którym brakuje jeszcze pomocy humanitarnej” – powiedziała s. Atanasia, wicedyrektor szpitala. W regionie operują także co najmniej cztery inne kościelne grupy pomocowe.

Według indonezyjskiej Narodowej Agencji ds. Przeciwdziałania Katastrofom (BNPB), szacowane dane wynoszą prawie 440 ofiar śmiertelnych, ponad 14 tys. rannych, 16 zaginionych i prawie 34 tys. ewakuowanych. Raport agencji podkreśla, że liczby te będą nadal wzrastać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kuria diecezji opolskiej odnosi się do raportu Fundacji Nie Lękajcie Się

2019-02-21 19:10

diecezja.opole.pl, dg / Opole (KAI)

"Przedstawiona została sprawa byłego księdza diecezji opolskiej Mariusza K. Odnosząc się do treści tej wypowiedzi, pragnę wyjaśnić, że podano w niej wiele nieprawdziwych informacji" - pisze rzecznik kurii diecezji opolskiej, ks. Joachim Kobienia. Publikujemy treść jego oświadczenia.

Daviidos/pl.wikipedia.org
Katedra Świętego Krzyża w Opolu od strony wschodniej

W opublikowanym przez fundację „Nie lękajcie się” z datą 19 lutego 2019 r. „Raporcie nt. naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci i osób zależnych” na s. 22-23 przedstawiona została sprawa byłego księdza diecezji opolskiej Mariusza K. Odnosząc się do treści tej wypowiedzi, pragnę wyjaśnić, że podano w niej wiele nieprawdziwych informacji:

- Od momentu zgłoszenia sprawy w kurii diecezjalnej Biskup Opolski informował rodzinę pokrzywdzonego o możliwości zgłoszenia przestępstwa do prokuratury, jednakże wyraźną wolą najbliższych było zachowanie daleko idącej dyskrecji w tej sprawie ze względu na dobro pokrzywdzonego. Z tego powodu o całej sprawie nie został poinformowany proboszcz parafii, który uznał, że przyczyną nagłego odwołania wikarego z parafii były jego rzeczywiste problemy zdrowotne. Kiedy 13 lipca 2017 r. wprowadzony został prawny obowiązek zgłaszania do organów ścigania przypadków wykorzystania seksualnego małoletnich, na początku sierpnia 2017 r. przedstawiciele biskupa zgłosili sprawę do prokuratury.

- Wobec sprawcy przestępstwa zostały natychmiast wyciągnięte konsekwencje kanoniczne: został odsunięty od posługi duszpasterskiej w parafii, zaś na polecenie Kongregacji Nauki Wiary zostało przeprowadzone postępowanie kanoniczne w wyniku którego w 2015 r. został on wykluczony ze stanu kapłańskiego. Nieprawdą jest również, że biskup ukrywał sprawcę przenosząc go do innej parafii i starał się go w jakikolwiek sposób chronić.

ks. Joachim Kobienia rzecznik prasowy Kurii Diecezjalnej w Opolu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pseudonaukowość i niebezpieczeństwo współczesnego ateizmu

2019-02-23 09:45

Ks. Mariusz Sztaba

Są tacy – także w Polsce, którzy z promocji ateizmu uczynili swój program życiowy, a ostatnio także partyjny. Są takie związki i grupy ludzi, którzy uważają ateizm za coś najbardziej racjonalnego i nowoczesnego. Jaki jest więc ten „nowy” ateizm, ukazywany jako współczesne lekarstwo na wszelkie zło i synonim nowoczesności i rozumności?

Yvonne Weis/ Fotolia.com

Gerhard Lohfink w książce pt. Jakie argumenty ma nowy ateizm? Krytyczna dyskusja, wydanej w 2008 roku i przetłumaczonej oraz opatrzonej wstępem przez ks. prof. Jerzego Machnacza podkreśla, że „zły duch idzie przez Europę i nie tylko przez nią”(G. Lohfink, Jakie argumenty ma nowy ateizm? Krytyczna dyskusja (tłum. J. Machnacz), Wrocław, Wyd. TUM, 2009, s. 17). Ma on na myśli współczesny agresywny i wojujący ateizm, który nie przebiera w środkach dążąc do ośmieszania religii i ludzi wierzących, szczególnie chrześcijan. Tak np. w 2007 roku pojawiła się w Niemczech pierwsza ateistyczna książeczka dla dzieci M. Schmidta-Salomona, pt. Gdzie jest droga do Boga? – pyta malutka świnka. Książeczka dla tych wszystkich, którzy nie pozwolą się otumanić.

Podobnie jak w czasach komunizmu, ateizm był wspierany przez tzw. „światopogląd naukowy”, tzn. marksistowski – materialistyczny, tak dzisiaj propagowany jest m.in. przez tzw. racjonalistów, którzy przypisują sobie prawo bezwzględnej własności do posiadania i używania rozumu (łac. ratio). Zakładają oni związki ateistów. Są wśród nich także naukowcy, którzy publicznie głosząc ateizm, piszą książki skierowane przeciw chrześcijaństwu oraz występują ze swoimi ateistycznymi poglądami w mass mediach. W dzieło ateizacji zaangażowane są liczne platformy internetowe, agitujące przeciw religii oraz tzw. nowocześni Owi racjonaliści propagują wszędzie swoją bezbożną teorię świata, domagając się, aby była panującą. Jaki jest ten nowoczesny ateizm?

Starożytny a nowożytny ateizm

Starożytny ateizm walczył z Bogiem, który według jego założeń nie istniał. Była to więc walka z wiatrakami. Nowożytny zaś ateizm, bazujący na istnieniu podmiotu myślącego – człowieka (podkreślał to Kartezjusz) oraz odwołujący się do nauk przyrodniczych, kosmologii, fizjologii mózgu, biologii oraz socjologii, stawia sobie za cel przywrócenie człowieka – człowiekowi. Ojciec nowożytnego ateizmu – Ludwig Feuerbach mówił o alienacji, tzn. zagubieniu się człowieka, odczłowieczeniu. Źródło alienacji upatrywał w religii. Jedynym zaś lekarstwem na patologiczny stan alienacji (wyobcowania osoby) miał być powrót człowieka do samego siebie, poprzez zaakceptowanie swojej absolutnej przynależności do przyrody. Ateizm nowożytny zamyka więc człowieka w obszarze natury. Chcąc być walką człowieka o człowieka prowadzoną pod płaszczykiem naturalizmu, racjonalizmu i humanizmu, ateizm w rzeczywistości redukuje osobę ludzką do świata materii i popędów niszcząc ją! Na ten ważny fakt wskazywał już w 1944 r. wielki myśliciel o. Henri de Lubac w dziele pt. Dramat humanizmu ateistycznego. Przed tak rozumianym humanizmem przestrzegał w swoim nauczaniu św. Jan Paweł II oraz Benedykt XVI.

Oblicza współczesnego ateizmu

Nowy ateizm - jak zauważa ks. Machnacz - jest zjawiskiem złożonym. Obejmuje on m. in. ateizm akademicki, kulturowy i denuncjatorski. Pierwszy stwierdza, że ateizm jest czymś oczywistym i to teiści muszą dowieść istnienia Boga. Ateizm kulturowy krytykuje religię, w sposób szczególny chrześcijaństwo, z pozycji hedonizmu i konsumpcjonizmu, pytając się co daje religia człowiekowi tu i teraz. Złowrogi rodzaj ateizmu prezentują przedstawiciele ateizmu denuncjatorskiego (tamże, s. 8-9).

W nurcie tego ateizmu działa Richard Dawkins, biolog ewolucyjny, profesor z Oxfordu. Jest on dziś przodującym, wojującym ateistą. W 2006 roku opublikował książkę pt. The God Delusion (tłum. polskie Bóg Urojony, 2008). Strojąc się w naukowe szaty, zamiast prowadzić dyskusję na argumenty, zadowala się w niej demonizowaniem wiary chrześcijańskiej i konsekwentnym przemilczaniem tego wszystkiego, co w niej wielkie i piękne i co kształtuje (kształtowało?) kulturę europejską. Zdaniem Dawkinsa Bóg Żydów i chrześcijan to rasista, nieobliczalny tyran, nacjonalista. Ten kto wierzy w Boga, nie tylko że jest w błędzie, ale też jest zaślepiony, cierpi na urojenia (ang. delusiones) i jest niebezpieczny dla społeczeństwa. Ateista zaś to człowiek nowoczesny i oświecony (racjonalista), otwarty na siebie i to, co go otacza. Ateizm jawi się jako cel i kres intelektualnego wysiłku człowieka.

Argumenty nowego ateizmu

G. Lohfink we wspomnianej książce prezentuje osiem głównych argumentów ateizmu: a) Boga nikt nigdy nie widział, zatem Go nie ma; b) Bóg jest projekcją człowieka. Jeżeli ta projekcja została rozpoznana, to można z niej zrezygnować; c) człowiek rozwinął się z królestwa zwierząt. Zatem nie potrzebuje Stworzyciela; d) dobro można łatwo wyjaśnić za pomocą teorii ewolucji. Dlatego nie potrzebujemy Boga, aby być dobrymi; e) na świecie jest nieskończenie wiele cierpienia. To czyni śmieszną wszelką wiarę w Boga; f) religie wnoszą do świata przemoc. Dlatego są bardzo niebezpieczne; g) biblijny obraz Boga jest prymitywny i odrażający. Dlatego w przyszłości trzeba zrobić wszystko, aby nie poddawać dzieci indoktrynacji religijnej; i) spojrzenie na tamten przyszły świat paraliżuje. Chodzi o to, aby ten świat przemienić (tamże, s. 23-135).

Przytoczone argumenty nowego ateizmu w rzeczywistości nie są nowe, ale „podgrzewane” biologią ewolucyjną i ubierane w szaty naukowości. Ks. prof. Machnacz prezentuje je, dokonując następnie ich falsyfikacji. Wskazuje zarazem, że ateizm nie jest jakimś solidnie, naukowo ugruntowanym systemem myślowym, lecz opiera się na przypuszczeniach, pomówieniach, demonizacji, wypaczeniu obrazu Boga, nieuzasadnionych orzeczeniach. Pseudonaukowość ateizmu wyraża się też w tym, że nie posługuje się on w zasadzie ani autentycznym doświadczeniem, ani przekonującymi argumentami, lecz czystą negacją, szczególnie tradycji judaistycznej i chrześcijańskiej. W większości (bo są też ateiści, którzy bez fanatyzmu i odwoływania się do pseudonaukowości, szukają argumentów za swoim stanowiskiem) nowy ateizm przybiera formę wojowniczą i demonizującą, wykorzystując instrumentalnie naukę do przeforsowania swojej opinii. Przykładem tego jest książka Dawkinsa, która nie ma nic wspólnego z naukową rozprawą (choć tak jest postrzegana), a bliższa jest ideologicznemu traktatowi, kreując na 500 stronach atmosferę zagrożenia i bezsensu.

Dyskusję ze stanowiskiem Dawkinsa podjęli już jego koledzy z Oksfordu, m. in. A. Mc Grath, w książce: Bóg Dawkinsa. Geny, memy i sens zycia (2008) oraz A. Mc Grath, J. Collicutt, w pozycji: Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dowkinsa (2008). Jest to przykład sporu na argumenty, w poszukiwaniu prawdy. Należy jednak zawsze mieć na uwadze, że religia nie jest tylko sprawą rozumu, ale zgodnie z etymologią słowa jest związkiem całej osoby ludzkiej z Bogiem. Łacińskie słowo credo (wierzę) pochodzi od dwóch słów: cor do – daję ci serce. Religia bowiem, akt wiary to sprawa intelektu, serca i woli. Już B. Pascal mówił, że serce ma swoje racje, których rozum nie jest w stanie zrozumieć!

Wiara ateisty i wątpienie wierzącego

Ateiści wierzą, że nie ma Boga, że świat jest ograniczony i że na końcu jest nicość. Ta swoistego rodzaju wiara sprawia, że nie można w sposób naukowy uzasadnić i wyprowadzić ateizmu. Michał Bachtin, rosyjski teoretyk literatury pisał, że „wiara żyje na granicy ateizmu, patrzy na niego i go rozumie; ateizm żyje na granicy wiary i rozumie wiarę”. Jedno jest pewne: tak dla ateisty, jak i dla człowieka wierzącego w Boga, zabójcze jest lenistwo intelektualne, manipulacja i pseudonaukowość oraz arogancja i brak szacunku dla idei i wartości adwersarza. J. Ratzinger w znakomitej książce, wielokrotnie wznawianej i tłumaczonej na różne języki, pt.: Wprowadzenie w chrześcijaństwo ukazywał pewne podobieństwo, jakie zachodzi między wierzącym i niewierzącym, o ile odznaczają się oni intelektualną uczciwością i głębokim pragnieniem odkrycia prawdy. Zdaniem Autora wątpienie i wiara jawią się jako normalna sytuacja człowieka wobec zagadnienia Boga. Wierzący wyznaje swą wiarę „na oceanie nicości, wśród ciągłych niebezpieczeństw i powątpiewań”. W związku z tym faktem napisze J. Ratzinger, że „zasadniczą sprawa losu człowieka jest móc odnaleźć ostateczny sens swego istnienia ni inaczej, jak tylko w tej nieustannej rywalizacji miedzy zwątpieniem i wiarą, niepewnością i pewnością (...). Zarówno wierzący, jak i niewierzący, każdy na swój sposób, doświadczają zwątpienia i wiary, jeśli tylko nie ukrywają się sami przed sobą i przed prawdą swego istnienia. Nikt nie może uniknąć całkowicie wątpienia ani całkowicie wiary; dla jednych wiara będzie istniała przeciw wątpieniu, dla drugich przez wątpienie i w formie wątpienia (...). Może właśnie wątpienie jednego i drugiego człowieka chroni ich przed zasklepieniem się w sobie i mogłoby się stać miejscem spotkania. Nie pozwala im zamknąć się w sobie, każe wierzącemu dojrzeć człowieka w niewierzącym, a niewierzącemu w wierzącym. Dla pierwszego jest to uczestnictwo w losie niewierzącego, dla drugiego jest to sposób, w jaki wiara mimo wszystko pozostaje dla niego wyzwaniem”.

Ludzkie poznanie jest fragmentaryczne i aspektowe, tzn. że nigdy nie będziemy w stanie objąć całej rzeczywistości i stworzyć syntezę wiedzy o nas, kosmosie i o Bogu. Po prostu dlatego, że jesteśmy bytem przygodnym, a przez to ograniczonym, także w naszym poznaniu i racjonalności. W tym kontekście bardzo trafne wydają się być słowa Werner Heisenberg, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, który mawiał, że „pierwszy łyk z kielicha nauk przyrodniczych czyni ateistą, ale na dnie kielicha czeka Bóg”.

Uczciwość intelektualna domaga się pokory i otwarcia na prawdę. Ona też czyni ostrożnym w myśleniu i działaniu oraz w wypowiadaniu swojej opinii zarówno wierzącego, jak i prawdziwego ateistę. Bowiem jak pisał J. Ratzinger w przywołanej już publikacji: „jak wierzącemu zdarza się, że będzie się dławił słoną wodą zwątpienia, która ocean nieustannie zalewa mu usta, tak samo niewierzący wątpi w swą niewiarę, w rzeczywista całkowitość świata, który zdecydował się uznać za wszystko (...). Tak więc jak wierzący wie, że mu zawsze grozi niewiara, i te niewiarę musi zawsze odczuwać jako nieustanna pokusę – tak dla niewierzącego wiara pozostaje zawsze zagrożeniem i pokusą w jego pozornie na zawsze zamkniętym świecie. Jednym słowem nie ma ucieczki przed dylematem ludzkiego istnienia. Kto chce uniknąć niepewności w rzeczach wiary, będzie musiał doświadczyć niepewności niewiary, która nigdy nie może ostatecznie na pewni powiedzieć, czy jednak wiara nie jest prawdą. Dopiero gdy ktoś odrzuci wiarę, okazuje się, że nie można jej całkowicie odrzucić”.

Niebezpieczeństwo wojującego ateizmu

Historia XX wieku (ale nie tylko) unaoczniła barbarzyństwo systemów politycznych i państw funkcjonujących bez Boga, albo wbrew Bogu. Kiedy miejsce Boga zajmuje człowiek, partia, polityka rozumiana jako „świecka religia” lub ideologia w imię budowania raju na ziemi, to w rzeczywistości ta wzniosła, ale utopijna idea sprzeniewierza się sama sobie. Zamiast raju na ziemi jest budowane piekło (zob. obozy koncentracyjne, łagry, aborcyjny holocaust itd.).

Na niebezpieczeństwo wojującego i zaślepionego ateizmu wielokrotnie wskazywali Jan Paweł II i Benedykt XVI w swoim nauczaniu. Papież-Polak podczas Mszy św. w Lubaczowie, dnia 3 czerwca 1991 r. uczył, że „w naszym ludzkim życiu nieodzowny jest wymiar świętości. Jest on nieodzowny dla człowieka, ażeby bardziej „był” — ażeby pełniej realizował swe człowieczeństwo. I nieodzowny jest dla narodów i społeczeństw. Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w prawdziwej wewnętrznej wolności. (...). Dlatego postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością. Potrzeba wiele wzajemnej życzliwości i dobrej woli, ażeby się dopracować takich form obecności tego, co święte w życiu społecznym i państwowym, które nikogo nie będą raniły i nikogo nie uczynią obcym we własnej ojczyźnie, a tego niestety doświadczaliśmy przez kilkadziesiąt ostatnich lat. Doświadczyliśmy tego wielkiego, katolickiego getta, getta na miarę narodu”.

Z kolei Benedykt XVI – jak gdyby na przedłużeniu wspomnianej myśli - pisał w encyklice Caritas in veritate, że „bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest. Wobec olbrzymich problemów rozwoju narodów, które niemal wpędzają nas w zniechęcenie i rezygnację, przychodzi nam na pomoc słowo Pana Jezusa Chrystusa, który uświadamia nam: «beze Mnie nic nie możecie uczynić» (J 15, 5) i dodaje odwagi: «A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Dyspozycyjność wobec Boga otwiera na dyspozycyjność wobec braci oraz wobec życia pojmowanego jako solidarne i radosne zadanie. I przeciwnie, ideologiczne zamknięcie się na Boga oraz ateizm obojętności, zapominające o Stwórcy i narażone na zapominanie również o wartościach ludzkich, jawią się dziś pośród największych przeszkód w rozwoju. Humanizm wykluczający Boga jest humanizmem nieludzkim. Jedynie humanizm otwarty na Absolut może nam przewodzić w krzewieniu i realizacji form życia społecznego i obywatelskiego – w obrębie struktur, instytucji, kultury i etosu – ratując nas przed ryzykiem, że staniemy się zakładnikami przelotnej mody. To świadomość niezniszczalnej Miłości Bożej podtrzymuje nas w mozolnym i wzniosłym zaangażowaniu się na rzecz sprawiedliwości i rozwoju narodów, pośród sukcesów i porażek, w nieustannym wyznaczaniu właściwych kierunków dla ludzkich spraw. Miłość Boża wzywa nas, by wyjść z tego, co jest ograniczone i nie ostateczne, dodaje nam odwagi do działania i dalszego poszukiwania dobra wszystkich, nawet jeśli nie realizuje się natychmiast, nawet jeśli to, co zdołamy uczynić, my oraz władze polityczne i zaangażowani na polu ekonomii, jest zawsze mniejsze od tego, czego gorąco pragniemy. Bóg obdarza nas siłą, by walczyć i cierpieć za miłość do dobra wspólnego, ponieważ On jest naszym Wszystkim, naszą największą nadzieją” (nr 78).

Wojujący ateizm a laicyzacja państwa

Agresywny ateizm staje się w naszych czasach narzędziem złowrogiej laicyzacji państwa. V. Possenti zauważa w tym kontekście, że w teoriach sekularyzacji istnieją poważne dwuznaczności, z tego powodu, że nader rzadko rozróżnia się w nich trzy poziomy: a) sekularyzacja jako rozróżnienie sfery świeckiej i religijnej, państwowej i Kościoła; b) sekularyzacja jako ograniczenie religii do sfery ściśle prywatnej; c) sekularyzacja jako schyłek i upadek wierzeń religijnych (zob. Religia i życie publiczne. Chrześcijaństwo w dobie ponowożytnej, Warszawa, 2005).

Pierwszy poziom związany jest z autonomią działania władzy państwowej i władzy religijnej - Kościoła. Jest to tzw. sekularyzacja instytucji polegająca na niezależności tych dwóch rodzajów władz od siebie. Ten poziom sekularyzacji i związany z nim model świeckości, bliski jest koncepcji „laickości pozytywnej”, o której mówił prezydent Francji Nicolas Sarkozy, dnia 30 stycznia 2008 w Paryżu, w czasie konwencji partii Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP), poświęconej sprawom europejskim. Autonomia państwa i Kościoła w tym modelu nie jest równoznaczna z ich sztuczną separacją, a tym bardziej z opozycją. Te dwie wspólnoty mają bowiem wspólny teren zainteresowania, którym jest dobro każdej osoby ludzkiej. Kościół szanując autonomie państwa, może wspierać je w działaniu na rzecz osoby i społeczeństwa, inspirując działanie ludzi przez głoszenie prawdy objawionej i wartości chrześcijańskich, oraz dokonując oceny etycznej władzy politycznej. Kościół bowiem przechowuje – jak uczy Benedykt XVI – „skarb wiedzy i doświadczenia etycznego, które okazuje się istotne dla całej ludzkości: w tym sensie przemawia jako przedstawiciel racji etycznej". Laickość państwa rozumiana jest z jego autonomią w realizacji właściwych mu zadań, to znaczy zapewnienia obywatelom godziwych warunków życia, a także jako przestrzeganie wolności sumienia i religii. Państwo laickie nie powinno być jednak państwem zeświecczonym, czy tym bardziej ateistycznym – wrogim chrześcijaństwu.

Drugi i trzeci poziom związany jest z sekularyzacją świadomości, tzn. z programowym usuwaniem religii i jej symboliki z tkanki życia społecznego. Poziomy te tworzą radykalny, zamknięty model świeckości, niosący ze sobą areligijny i ametafizyczny sens życia. Model ten związany jest z oświeceniowym poglądem na religię (kult rozumu) i wojującym ateizmem podtrzymywanym przez liczne teorie filozoficzne takie jak: pozytywistyczny scjentyzm, marksizm, radykalny agnostycyzm, egzystencjalizm ateistyczny itd. Ta idea świeckości jest nieadekwatna, bo nie liczy się z pamięcią historyczną i żywą tradycją narodów chrześcijańskich.

Już J. Maritain w Humanizmie integralnym wskazywał, że omówiony przed chwilą model sekularyzacji jest z natury fałszywy. Jest on wysoce ryzykowny dla kultury, bo wiąże się z rozkładem tradycyjnych wartości i symboli, nie prowadząc równocześnie do pojawienia się nowych prawdziwych wartości. Kultura współczesna ma charakter wybitnie naturalistyczno-materialny ignorując coraz wyraźniej transcendentny (moralny i religijny) wymiar człowieka. Sekularyzacja kultury zamykając ją na doświadczenie sacrum, skutkuje relatywizacją etyki. Ostatecznie prowadzi to do pojawienia się antykultury w formie praktycznego materializmu, nihilizmu, cynizmu i hedonizmu. Kultura, która opiera się na redukcyjnej (niepełnej, bo tylko materialistyczno-naturalistycznej) wizji człowieka jest kulturą fałszywą – pseudokulturą. „Kultura immanencji” eliminująca wszelką transcendencję i inność, była w niedalekiej przeszłości źródłem licznych totalitaryzmów i chorych demokracji, a teraz jawi się jako główne źródłem kryzysu kultury europejskiej.

Historia nowożytna wskazuje na fakt, że tak pojęta sekularyzacja „pożera samą siebie”, ponieważ jest ona możliwa tak długo, jak długo istnieją treści i wartości chrześcijańskie, które można zsekularyzować. Gdy ich zabraknie, sekularyzacja przechodzi w nihilizm, ponieważ nie jest zdolna do podtrzymywania samej siebie! Dlatego w debatach nad świeckością państwa trzeba brać pod uwagę rożne modele laicyzmu (sekularyzmu), ich historie i konsekwencje oraz pamiętać o roli religii i tradycji chrześcijańskiej w życiu publicznym narodów Europy. Jan Paweł II w tym kontekście mówił o potrzebie ustrzeżenia i zachowania społeczeństwa na przyszłość „zarówno od totalitarnej utopii sprawiedliwości bez wolności, jak też od utopii wolność bez prawdy, której towarzyszy fałszywe pojecie tolerancji” (Tenże, Adhortacja Ecclesia in Europa, 2003, nr 98).

Zasada laickości jest słuszna, jeśli jest pojmowana jako rozróżnienie pomiędzy wspólnotą polityczną i religiami. Stworzenie właściwych relacji miedzy sferą sacrum a profanum jest ważne także z punktu widzenia społecznej nauki Kościoła, gdyż nie tylko chroni ludzi wierzących przed fanatycznym ateizmem, ale także zabezpiecza państwo przed religijnym fundamentalizmem. Rozróżnienie tych sfer nie oznacza jednak ignorowania jednej z nich! Laickość nie może być nową formą ateizowania i marginalizowania religii i jej społecznego charakteru. Laickość nie może stawać się chrystofobią i ideologicznym, wojującym sekularyzmem. Laickość nie może prowadzić (a często to robi!) do traktowania polityki jako „świeckiej religii” i w prostej konsekwencji do fałszywego kultu polityki (zob. Jan Paweł II, Encyklika Centesimus annus, nr 12).

Wiara chrześcijańska to dar, ale i zadanie

Obnażając pseudonaukowość i niebezpieczeństwo nowego ateizmu dla osoby ludzkiej, zamykanej w świecie natury, niezwykle inspirujące wydają się być słowa ks. prof. Machnacza, który we wstępie do wspomnianej książki napisał że „jeśli dla ateisty i teisty świeci to samo słońce i dane jest im życie tutaj i teraz, to winni oni skupić cała swoja uwagę i życzliwość na człowieku, mgnieniu chwili jego istnienia, które dla ateisty wszystko kończy, a dla teisty jest początkiem bez końca” (s. 13).

Wiara chrześcijańska to dar od Boga i wspólnoty Kościoła, ale także i wezwanie do codziennego nawracania się i dojrzewania w niej. Wątpienie i wojujący ateizm to okazja do umacnianie się w wierze, która wciąż na nowo szuka zrozumienia, jak pisał św. Anzelm z Cuntenbury. Dojrzała wiara domaga się ciągłego poszukiwania odpowiedzi i zadawania wciąż nowych pytań, jakie nasuwają się pod wpływem zmian społecznych (politycznych, kulturowych, ekonomicznych itd.). Człowiekowi wierzącemu – jak podkreśla J. Ratzinger - powinny stale towarzyszyć pytania: „Czy to naprawdę TY jesteś? Człowiek wierzący będzie zawsze doświadczać owej ciemności, w której pokusa niewiary otacza go niczym posępne, zamknięte wiezienie, podczas gdy obojętność świata, który toczy się dalej bez zmiany, jakby się nic nie stało, zdaje się tylko szydzić z jego nadziei. Czy to naprawdę TY? To pytanie powinniśmy stawiać nie tylko ze względu na uczciwość myślenia i odpowiedzialność rozumu, ale także na mocy wewnętrznego prawa miłości, która pragnie coraz bardziej poznawać, komu dala swe przyzwolenie, ażeby Go móc więcej kochać” (Wprowadzenie w chrześcijaństwo..., s. 79).

I jeszcze jedna kwestia, o której zapominają ateiści - wiara katolicka pozwala zrozumieć, że ostatecznym źródłem integralnego rozwoju każdego człowieka i całych narodów oraz prawdziwego postępu jest Bóg, „czyli Ten, który jest Prawdą i Miłością. Ta zasada jest bardzo ważna dla społeczeństwa i dla rozwoju, ponieważ ani jedna, ani druga nie mogą być tylko wytworami ludzkimi; samo powołanie do rozwoju osób i narodów nie opiera się na zwykłych ludzkich rozważaniach, ale jest ono wpisane w plan uprzedni w stosunku do nas i jest dla nas wszystkich obowiązkiem, który powinien być w sposób wolny przyjęty. To, co nas poprzedza i co nas stanowi —współistniejące Miłość i Prawda — wskazują nam, co będzie dobrem i na czym polega nasze szczęście. A więc wskazują nam drogę do prawdziwego rozwoju” (Benedykt XVI, Encyklika, Caritas in veritate, nr 52).

Wiara katolicka przypomina i uczula, że problem rozwoju człowieka i narodów „zależy od również od rozwiązania problemów o charakterze duchowym. Oprócz wzrostu materialnego, rozwój powinien również obejmować wzrost duchowy, ponieważ osoba ludzka stanowi «jedność cielesną i duchową», zrodzoną ze stwórczej miłości Boga i przeznaczoną do życia wiecznego. Człowiek rozwija się, gdy wzrasta duchowo, gdy jego dusza zna samą siebie oraz prawdę, której zarodek Bóg w nim umieścił, gdy prowadzi dialog z samym sobą oraz ze swym Stwórcą. Pozostając z dala od Boga, człowiek jest niespokojny i chory. Wyobcowanie społeczne i psychologiczne oraz tak liczne nerwice charakteryzujące bogate społeczeństwo, mają również przyczyny natury duchowej. Społeczeństwo dobrobytu, rozwinięte materialnie, ale przytłaczające dla duszy, nie jest samo w sobie ukierunkowane na autentyczny rozwój. Nowe formy zniewolenia przez narkotyki i rozpacz, w jaką popada tyle osób, znajdują wyjaśnienie nie tylko socjologiczne i psychologiczne, ale w sposób istotny duchowe. Pustka, w jakiej dusza czuje się opuszczona, mimo licznych terapii dla ciała i dla psychiki, przynosi cierpienie. Nie ma pełnego rozwoju i powszechnego dobra wspólnego bez dobra duchowego i moralnego osób, pojmowanych w ich pełni duszy i ciała” (Benedykt XVI, Caritas in veritate, nr 76).

ks. Mariusz Sztaba, doktor nauk humanistycznych w dziedzinie pedagogika, pedagog społeczny, członek Towarzystwa Naukowego KUL.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem