Reklama

Propozycja nie do odrzucenia

2016-11-23 09:53

Z Dominiką Figurską rozmawiała Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 48/2016, str. 20-22

Marek Kępiński/BPJG

Pierwsze „tak” było trudniejsze od kolejnych. Pierwsze „tak” stało się dla mnie przełomowe. Kolejne były już po części konsekwencją tego pierwszego „tak”.
Z Dominiką Figurską – aktorką, szczęśliwą żoną i mamą pięciorga dzieci – rozmawia Agnieszka Porzezińska

„Moja Mama jest Królową” to cykl Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które organizują ojcowie paulini w Roku Jubileuszu 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Spotkania rozpoczęły się 8 listopada 2016 r. i w nawiązaniu do daty koronacji – 8 września 1717 r. – odbywają się ósmego dnia każdego miesiąca, aż do 8 lipca 2017 r. Jasnogórskie Wieczory Maryjne rozpoczynają się Mszą św. o godz. 18.30 w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. W każdym miesiącu będą rozpatrywane poszczególne etapy życia Maryi, oparte na tajemnicach różańcowych: od Zwiastowania, przez Współcierpienie, do Wniebowzięcia i Ukoronowania. Spotkania, które o godz. 19.30 rozpoczynają się w Kaplicy Różańcowej na Jasnej Górze, prowadzi Agnieszka Porzezińska. Gośćmi pierwszego spotkania byli o. Stanisław Jarosz, paulin, i Dominika Figurska, aktorka. Mszy św. przewodniczył o. Jacek Toborowicz, przeor klasztoru Paulinów w Leśniowie, a kazanie wygłosił o. Samuel Karwacki.

Pierwsze spotkanie było poświęcone tajemnicy Zwiastowania. Obok drukujemy zapis rozmowy, którą Agnieszka Porzezińska przeprowadziła z Dominiką Figurską. Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny został zaplanowany na 8 grudnia 2016 r. Jego tematem będzie tajemnica Nawiedzenia.

Reklama

Więcej informacji na stronie: www.koronamaryi.pl .

* * *

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Czy można być szczęśliwą kobietą, mając pięcioro dzieci? Kto patrzy na Ciebie, ten widzi, że jest to możliwe. Czy w dresie, czy w szpilkach – zawsze pięknie wyglądasz. Jesteś żoną, mamą, aktorką. Najważniejsze, że jesteś kobietą szczęśliwą! Szczęśliwą zawsze czy czasami?

DOMINIKA FIGURSKA: – Prawie zawsze! To nie znaczy, że zawsze jestem w wyśmienitym nastroju. Chodzi o szczęście doświadczane w głębi siebie, w sercu. Ja też doświadczam, że życie niesie czasem trudne sytuacje. Na szczęście radość dominuje...

– To w naszych czasach odważna deklaracja. Niejedna osoba postawi pytanie: Czy aby na pewno jesteś szczęśliwa? Czy to możliwe, gdy w domu od świtu do nocy czeka na miłość piątka dzieci? Niektórzy ludzie woleliby, byś nie była zbyt szczęśliwa. Łatwiej mogliby się z Tobą utożsamiać...

– Paradoksalnie matki, które mają kilkoro dzieci, łatwiej uwierzą w moje szczęście niż te kobiety czy ci mężczyźni, którzy nie stali się jeszcze rodzicami lub mają tylko jedno dziecko. Kto ma wiele dzieci, ten twardo stąpa po ziemi i zdaje sobie sprawę, że nie ze wszystkim nadąża, bo tu nieposprzątane, tam nieuprane czy nieugotowane. Jednak radość jest większa niż trud włożony w macierzyństwo. Nie zrozumieją tego ci, którzy postrzegają dzieci jako przykry obowiązek czy ciężar.

– Czy Ty czasem tłumaczysz się przed Maryją z tego, że nie jesteś doskonałą żoną i mamą? Gdy przyjeżdżasz do Niej, to schylasz zawstydzona głowę i mówisz, że coś Ci nie wyszło? Czy może raczej opowiadasz Jej o tym, co dobrego robisz, zrobiłaś?

– Różnie bywa. Zwykle zaczynam od dziękowania Maryi za wszystko, w czym mi pomaga i do czego mnie mobilizuje. Na tym jednak się nie kończy. Nie jestem całkiem spolegliwa. Czasem niemal się z Nią kłócę właśnie dlatego, że bardzo Ją kocham i bardzo Jej ufam. To dlatego zdarza się, że Maryja słyszy ode mnie coś w rodzaju buntu: to nie tak miało być. Czasem stawiam Jej twarde pytania: dlaczego?!

– A słyszysz Jej odpowiedzi?

– Tak! I Jezus, i Jego Matka odpowiadają mi cierpliwie, tłumaczą, pomagają zrozumieć. Czuję, że obydwoje nie tylko mnie kochają, ale też rozumieją i potrafią z odpowiedziami trafiać do mojego serca, przekonać mnie i wyciszyć. Gdy staję przed obliczem Maryi, to przychodzi mi na myśl moja własna mama. To ona uczyła mnie kobiecości i miłości. Maryja uczy mnie tego, czego się wcześniej nie nauczyłam.

– W swoim sercu nazywasz Maryję Mamą czy Matką?

– Używam obydwu tych słów. Lubię nazywać Ją Matką. To mnie od Niej nie oddala. Przeciwnie, ja sama czuję się wtedy bardziej dorosła i zdolna do podjęcia odpowiedzialności za życie. Moje dzieci mówią do mnie: mama, bo są jeszcze małe. A ja już jestem mamą, więc nazywam Maryję Matką, bym mogła być dla dzieci mamą. Mówię do Niej: moja Matko Boża... Moja Matko kochana!

– A czy do Ciebie też przychodził w życiu Anioł Boga? Czy składał Ci jakieś propozycje?

– Tak! Gdy zaczął przychodzić i sugerować mi małżeństwo, macierzyństwo, rodzinę, to mówiłam: nie! Nie chcę dzieci! To nie mój plan na dorosłość! Ja chcę koniecznie być aktorką. Sorry, Aniele, ale macierzyństwo to nie dla mnie!

– Jednak Boży wysłannik swoje osiągnął?

– Tak, lecz musiał przychodzić do mnie wiele razy. Nie byłam w tym podobna do Maryi. Ona jest od dziewczęcych lat taka piękna również duchowo, cudowna, mądra. Umiała podjąć z Aniołem poważną rozmowę. Nie reagowała emocjonalnie. Miała odwagę zapytać: Jak to się stanie, skoro nie znam męża? Ja nie byłam tak dojrzała. Nie umiałam zadawać pytań, wejść w dialog. Mówiłam jedynie: nie i już! Później przyszedł taki moment, gdy powiedziałam: no dobrze, zgadzam się! Jednak i zgoda nie była oparta na refleksji czy na postawieniu pytań, które ułatwiają podjęcie przemyślanej decyzji. W moim przypadku refleksja przyszła dużo później. Teraz, gdy mam pięcioro dzieci, czasem wołam do Boga: coś Ty narobił w moim życiu? Czy na pewno to moja droga? Czy podołam?

– Czasem sama się dziwisz, że Bóg zdołał przekonać Cię do swoich pomysłów na Twoje życie?

– Rzeczywiście, sama jestem tym zaskoczona. Od dziecka marzyłam o tym, by być aktorką. Wszystko inne było mało ważne. W dodatku realizacja pragnień przychodziła mi wyjątkowo łatwo. Za pierwszym razem dostałam się na studia w Krakowie. Stałam się ulubioną studentką znanych profesorów – Stuhra, Wajdy. Na czwartym roku studiów dostałam rolę, która dla wielu aktorek byłaby rolą życia – zagrałam Ofelię w „Hamlecie” Szekspira. W dodatku w wersji, jakiej nie było dotąd w żadnym teatrze świata, gdyż w czasie spektaklu jako Ofelia na oczach widzów miałam się utopić. W tym celu na scenie został wbudowany basen. Po studiach natychmiast dostałam ważną rolę we włoskim filmie, grałam w superpopularnym serialu...

– Otrzymałaś od razu to, na co inni aktorzy czekają nieraz przez całe życie...

– To prawda! Jestem spełnioną aktorką. Moja kariera rozwijała się niemal jak w pięknym śnie. I wtedy właśnie niespodziewanie zaczął przychodzić do mnie Anioł i szeptać w moim sercu: Bóg ma dla Ciebie inne plany. Za którymś razem się zgodziłam.

– Pierwsze „tak” było najtrudniejsze? Czy może każde kolejne było jednakowo trudne?

– Pierwsze „tak” było trudniejsze od kolejnych. Pierwsze „tak” stało się dla mnie przełomowe. Kolejne były już po części konsekwencją tego pierwszego „tak”.

– Powiedz coś o Twoich chwilach samotności. Co się dzieje w Tobie, gdy odchodzi od Ciebie Anioł? Na ile trudno jest Ci być samą w sytuacjach, które wiele kosztują?

– Samotność czasem doskwiera, ale nauczyłam się i tego. Początkowo bałam się samotności. Stopniowo zaczęłam odkrywać, że ona ma też swoje dobre strony. Pomaga usłyszeć Boga. Pozwala stawiać ważne pytania i uważnie nasłuchiwać jeszcze ważniejszych odpowiedzi. To w samotności łatwiej otworzyć się na łaskę Boga i doświadczyć, że to przy Bogu nie jestem nigdy sama. Takie doświadczenia nie gwarantują jednak, że zawsze będę z łaską Boga współpracować. To wymaga za każdym razem wysiłku i otwierania się na nowo na pomoc Boga.

– Jak pielęgnujesz łaskę, czyli miłość, z jaką Bóg Ciebie nawiedza?

– Przez to, że uczestniczę w Eucharystii, korzystam z sakramentów, czytam Pismo Święte. Robię to po to, by stawać się lepszym człowiekiem, czyli by owocnie korzystać z łaski. Chcę być lepsza zwłaszcza w kontakcie z bliskimi. Wcześniej bywałam wobec nich zbyt twarda, za mało wrażliwa na ich potrzeby. Teraz chcę coraz mocniej kochać. Moja współpraca z łaską ma wzloty i upadki. Moje małżeństwo i macierzyństwo zaczęły się od wzlotów. Razem z mężem przyjęłam z radością pierwsze, później drugie dziecko...

– Czyli domowa sielanka?

– Tak to się zaczęło. Później jednak przyszło doświadczenie słabości, kryzys i samotność. Dzisiaj rozumiem, że kryzys nie wziął się znikąd. Nadchodził niepostrzeżenie, małymi krokami. Diabeł działa przebiegle. Nie gasi od razu wszystkich żarówek, bo byśmy się zorientowali, że jest ciemno i że trzeba czuwać, zastanowić się, coś zmienić. Diabeł wykręca żarówkę po żarówce z żyrandola wartości, więzi, norm moralnych. Chce, byśmy się oswajali z inną niż Boża drogą życia. Chce, żeby już nawet ciemność nam nie przeszkadzała. Samotność w kryzysie, w bólu zbliżyła mnie znowu do Boga i do Maryi. Już nie mam wątpliwości co do tego, że chcę żyć tak, jak Bóg mi mówi. I że chcę coraz mocniej przylgnąć do Maryi.

– Wracasz do trudnej przeszłości, czy raczej żyjesz tu i teraz – radością z dobrej teraźniejszości?

– To byłoby piękne umieć żyć wyłącznie dobrą teraźniejszością. Wzrusza mnie przypowieść o synu marnotrawnym, gdyż ojciec nie wypomina mu nawet jednym słowem złej przeszłości. My, ludzie, nie jesteśmy aż tak miłosierni dla bliźnich i dla samych siebie. Czasem wracam do przeszłości, rozpamiętuję, wypominam coś sobie i innym. Już wiem, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Ważne jest przebaczyć zranienia, by iść dalej. Rany z przeszłości najlepiej goi dobra teraźniejszość.

– A kim jest dla Ciebie Elżbieta, do której Maryja idzie z Jezusem w swoim łonie? Czy masz jakąś „swoją” Elżbietę, do której chętnie się udajesz?

– Zupełnie zaskoczyłaś mnie tym pytaniem! I uświadomiłaś mi teraz, że Maryja poszła się po kobiecemu zwierzyć, opowiedzieć o czymś wyjątkowym, co Ją spotkało. Pierwsze miesiące ciąży dla każdej matki są trudne. Zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Maryja jest niezwykła, bo mimo swojej trudnej, nowej sytuacji nie skupia się na sobie. Wie, że czeka ją trudna rozmowa z Józefem, że grozi Jej śmierć, jeśli Józef nie uwierzy w Jej czystość i prawdomówność. Mimo to idzie do krewnej, w daleką podróż. Idzie piechotą w góry. Chce służyć. „Moje” Elżbiety to ludzie, do których idę z pomocą, mimo że ja też pomocy potrzebuję.

– Tak postąpiłaś i dzisiaj. Opuściłaś swoich bliskich, by przyjechać na Jasną Górę i tu rozmawiać z nami o swojej więzi z Maryją. Bóg poprosił Maryję o to, co po ludzku wydawało się niemożliwe. Czy w Twoim życiu też o coś podobnego Bóg Ciebie prosił? Wiem, że doświadczyłaś dramatycznego lęku o zdrowie dziecka...

– Tak, to było przy trzeciej ciąży. Urodziłam dwie zdrowe córki, przy trzeciej ciąży nie chciałam nawet iść do lekarza. Wydawało mi się, że istnieją tylko zdrowe dzieci. O innych nie myślałam. Niemal przez przypadek zrobiłam badania w dwunastym tygodniu ciąży. Wtedy przeżyłam szok. Wyniki były fatalne. Kolejne badania potwierdziły, że dziecko ma wadę genetyczną. Spytałam lekarza: czy to oznacza, że urodzi się z zespołem Downa? Lekarz wyjaśnił, że niekoniecznie. Może być czterysta innych chorób. Ten cios spotkał mnie we Wrocławiu. Zadzwoniłam do męża przerażona. W dodatku za chwilę miałam wejść do teatru i grać rolę w jakiejś komedii. Przed spektaklem płakałam w garderobie. Koleżanka zwierzyła mi się, że ktoś ukradł jej dwa tysiące złotych. Chętnie zgodziłabym się na to, by mi ukradli dwadzieścia tysięcy, byle tylko moje dziecko było zdrowe. Podróż do domu to wewnętrzna walka. Na szczęście oboje z mężem zgodziliśmy się, że przyjmiemy dziecko z każdą chorobą. Ja zrezygnuję z pracy. Mąż będzie musiał utrzymać całą rodzinę. Nie śmiałam nawet prosić Boga o zdrowie dziecka. Prosiłam o siłę dla mnie i męża. Bóg znowu nas zaskoczył – Józef urodził się zdrowy. Jest żywiołowy i radosny.

– Na koniec chciałam spytać, co dla Ciebie znaczy hasło jasnogórskich konferencji: „Moja Mama jest Królową”.

– Dla mnie to znaczy, że Maryja jest wyjątkowo ważna, gdyż jest bardzo mądra. Mogę oddać się pod Jej opiekę. Chcę, żeby Ona zarządzała moim życiem. Ona jest cała piękna. Najpiękniejsza pod każdym względem. Mogę ze wszystkim się do Niej zwrócić.

– Dzisiaj Maryja dostała tyle pochwał, że jako kobieta czuje się tu, przy nas, bardzo szczęśliwa. Dojrzała mama chce być ceniona i chce, by jej dzieci wiedziały, że jest Boża, szczęśliwa i silna. Najszczęśliwsze są przecież te dzieci, które czują się kochane przez mamę, która jest spełniona i radosna w swojej kobiecości i swoim macierzyństwie...

– Kocham Maryję, bo Ona pomaga mi być szczęśliwą i spełnioną żoną i mamą. Cieszę się, że urodziłam się w Polsce, bo kult maryjny nas wyróżnia. Potwierdziły to Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Potwierdzają to dary, które otrzymujemy od Boga za Jej przyczyną: kard. Wyszyński, św. Jan Paweł II, św. Siostra Faustyna z jej iskrą miłosierdzia, której potrzebuje świat – małżonkowie, rodzice, dzieci...

Więcej na stronie: www.koronamaryi.pl

Tagi:
wywiad Jasna Góra rozmowa Żywa Korona Maryi Wieczory Maryjne

Reklama

Korona Maryi: o. St. Jarosz - co to znaczy żyć Ewangelią (8)

2017-07-20 06:56

ZATRZYMAĆ ZŁO NA SOBIE to temat ostatniego odcinka jubileuszowych rozważaniach o. Stanisława Jarosza, paulina z Jasnej Góry, na 300-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej pt. „Korona Maryi: co to znaczy żyć Ewangelią?” Być Żywą Koroną Maryi to żyć Ewangelią! Zapraszamy ! OO. Paulini z Jasnej Góry - złóż Maryi duchowy DAR! www.koronamaryi.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czy naród żydowski współpracował z nazistami?

2019-02-15 18:37

Artur Stelmasiak

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje niezwykłą historię, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. W tym miejscu kolaborujący z Gestapo Żydzi sprzedawali za grube pieniądze swoich rodaków.

Archiwum

Tak się składa, że warszawska redakcja tygodnika "Niedziela", w której pracuje, mieści się w dawnym budynku Hotelu Polskiego. Podczas II wojny światowej wydarzyła sie tu straszna i bolesna historia dla narodu Żydowskiego, bo w aferę Hotelu Polskiego zamieszani byli dwaj żydowscy kolaboranci Gestapo – Leon „Lolek” Skosowski i Adam Żurawin.

Zgodnie z zabiegami dyplomatów ze Szwajcarii i USA, części Żydów z getta warszawskiego zezwolono wydać paszporty, żeby mogli wyemigrować do Ameryki Południowej. Przesłane na przełomie 1942 i 1943 roku dokumenty nie trafiły jednak do ich właścicieli, a do rąk Skosowskiego i Żurawina. Sprzedawali ukrywającym się Żydom paszporty, których cena dochodziła nawet kilkuset tysięcy złotych za sztukę. Chętnych nie brakowało. Żydzi, którym udało się zakupić paszport, zostali internowani w Hotelu Polskim przy ulicy Długiej 29 w Warszawie. Oczywiście wszystko odbywało się pod bacznym okiem Niemców, którzy pewnie także czerpali profity z tego zyskownego procederu. Wiosną 1943 r. urządzili nalot na Hotel Polski i prawie wszystkich rozstrzelano. Później to miejsce traktowano jako pułapkę warszawskiego gestapo, które w ten sposób wywabiało Żydów z kryjówek po aryjskiej stronie, by ich zamordować w obozach zagłady.

Według Żydowskiego Instytutu Historycznego spośród ponad 2500 Żydów, którzy zgłosili się na Długą, przeżyło zaledwie 260 osób. "Lolkiem" i jego zbrodniczą działalnością zajęła się Armia Krajowa. Leon Skosowski został zabity 1 listopada 1943 roku przez żołnierzy kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego AK. Tego dnia do Gospody Warszawskiej przy Nowogrodzkiej o godzinie 17-tej wkroczyło czterech żołnierzy polskiego podziemia uzbrojonych w pistolety i granaty. Zebranym kazano podnieść ręce do góry, a Lolka Skosowskiego zastrzelił podchorąży „Janusz”. Strzelał z bliska – AK chciało mieć pewność, że zlikwidowano tego groźnego agenta Gestapo.

Takich historii, gdy Żydzi współpracowali ze swoimi oprawcami można znaleźć więcej. Parafrazując skandaliczne słowa premiera Izraela Benjamina Netanjahu wypadałoby zapytać: Czy naród żydowski współpracował z nazistami? Odpowiedź jest oczywista. Naród Żydowski był ofiarą, a nie oprawcą, choć tak jak w każdym narodzie zdarzały się czarne charaktery. To nie Polacy, ani nie Żydzi byli oprawcami i zbrodniarzami w czasie II wojny świtowej. Oba narody były ofiarami zbrodniczego niemieckiego nazizmu. Oczywiście Żydzi byli brutalniej traktowani przez Niemców, ale nie jest to w żadnym wypadku wina narodu polskiego.

Przykład Hotelu Polskiego bardzo dobitnie ukazuje sytuację, jak polska Armia Krajowa wkracza do akcji, aby bronić Żydów przed Żydami. "W związku z ustaleniem tego ohydnego zbrodniczego procederu [afera hotelu Polskiego], szef kontrwywiadu AK Okręgu Warszawa, kpt. Bolesław Kozubowski, uzyskał od płk. Chruściela, późniejszego dowódcy Powstania Warszawskiego, zgodę na natychmiastowe zlikwidowanie całej szajki bez oczekiwania na wyrok sądowy, aby ratować jak największą liczbę kandydatów na tak organizowany przez Skosowskiego wyjazd do obozów zagłady" - czytamy we wspomnieniach podporucznika AK Janusza Cywińskiego ps. "Janusz", który wykonał wyrok na Skosowskim.

Kilkadziesiąt metrów od Hotelu Polskiego jest maleńka uliczka im. Bohaterów Getta. Często widzę tam kręcące się wycieczki z Izraela. Dlaczego nie widzę takich wycieczek stojących przed Hotelem Polskim? Przecież to miejsce mogłoby być ważną dla narodu Żydowskiego lekcją historii. Pewne jest także, że taka lekcja bardzo przydałby się premierowi Izraela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Andrzej Tarasiuk nowym rektorem Wyższego Seminarium Duchownego

2019-02-20 20:12

md / Kraków (KAI)

Ks. dr Andrzej Tarasiuk został mianowany przez abp. Marka Jędraszewskiego rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Zastąpi na tym stanowisku bp. Janusza Mastalskiego. Jak poinformowano w komunikacie Kurii Metropolitalnej, nowy rektor obejmie obowiązki 1 marca.

diecezja.pl

Ks. Andrzej Tarasiuk ma 42 lata i pochodzi z Białej Podlaskiej. Jego dzieciństwo i wczesna młodość związane były z rodzinnym Terespolem nad Bugiem, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej oraz ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Bohaterów Warszawy. Od 8. roku życia zaangażowany był w Służbę Liturgiczną Ołtarza, najpierw jako ministrant, później jako lektor.

Po maturze podjął naukę w Studium Medycznym im. Prof. Antoniego Cieszyńskiego w Zabrzu. W 1998 r. ukończył je z tytułem technika elektroradiologii. W tym czasie podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium i został przyjęty do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie.

Święcenia kapłańskie przyjął 5 czerwca 2004 r. w katedrze na Wawelu z rąk kard. Franciszka Macharskiego, a następnie został skierowany do pracy duszpasterskiej jako wikariusz w parafii św. Wojciecha i Matki Bożej Bolesnej w Modlnicy. W 2007 r., pełniąc dalej posługę duszpasterską w parafii, podjął studia licencjacko-doktoranckie z zakresu homiletyki na Wydziale Teologicznym PAT w Krakowie oraz studia podyplomowe na Wydziale Polonistyki UJ z retoryki. W czerwcu 2009 r. złożył egzamin dyplomowy z pracy na temat "Ksiądz – powołanie czy zawód?".

Od 2008 r. pełnił posługę wikariusza w parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Krakowie na os. Podwawelskim. W 2017 r. na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie obronił pracę pt. "Rola i znaczenie sakramentów w dynamice życia duchowego chrześcijanina w nauczaniu Sługi Bożego biskupa Jana Pietraszki", napisaną pod kierunkiem ks. prof. dr. hab. Jana Machniaka i uzyskał tytuł doktora nauk teologicznych.

Ks. Andrzej Tarasiuk jest doświadczonym katechetą oraz duszpasterzem dzieci i młodzieży. Od początku posługi kapłańskiej przygotowywał dzieci do pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej oraz młodzież do sakramentu bierzmowania. Od 2008 r. był duszpasterzem parafialnej wspólnoty młodzieży studiującej i pracującej "Trzynastka". Od 2011 r. uczestniczy w Ogólnopolskiej Inicjatywie Ewangelizacyjnej Przystanek Jezus. Wykłada teologię duchowości na kursie dla animatorów Grup Apostolskich Ruchu Apostolstwa Młodzieży Archidiecezji Krakowskiej.

Jest inicjatorem i współorganizatorem pierwszych dwóch tur ogólnopolskich Rekolekcji Motocyklowych. W 2016 r. uczestniczył w pielgrzymce motocyklistów "Iskra Miłosierdzia" od Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach do Watykanu, zorganizowanej z racji trwającego wówczas Roku Miłosierdzia i w ramach przygotowań do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

Nowy rektor krakowskiego seminarium jest także absolwentem Szkoły dla spowiedników w Skomielnej Czarnej, prowadzonej przez Zakon Braci Mniejszych Kapucynów pod patronatem Konferencji Episkopatu Polski. Zaangażowany jest w dzieła miłosierdzia oraz posługę wobec ubogich poprzez prowadzenie rekolekcji i Triduum Sacrum dla bezdomnych w Sanktuarium Ecce Homo w Krakowie oraz w Przytulisku Brata Alberta przy ul. Krakowskiej.

Jest opiekunem duchowym wspólnoty namARKA i przewodnikiem Grupy 6. Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej na Jasną Górę (Wspólnota II-Śródmieście).

Pod koniec sierpnia 2018 r. został skierowany do posługi ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej. Został powołany na rektora po tym, jak pełniący dotąd tę funkcję ks. prof. Janusz Mastalski został biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem