Reklama

Koniec i początek

2016-11-30 10:25

Jan Żaryn
Niedziela Ogólnopolska 49/2016, str. 35

Mazur/Episkopat.pl

Jeszcze w tym roku – 2016 – zakończył się w Kościele powszechnym Rok Święty Miłosierdzia, a także przypomnienie 1050. rocznicy Chrztu Polski. Te dwa wydarzenia w duchowym kalendarzu naszej Ojczyzny obfitowały w rozliczne łaski, także owocujące ziemskimi skutkami. Wypada zatem za ten niezwykły rok Bogu i ludziom podziękować.

W pierwszym rzędzie dziękuję za Światowe Dni Młodzieży i wizytę papieża Franciszka w Polsce. Ojciec Święty z dalekiego kraju, tym razem z argentyńskiej ziemi, przyjechał do mojej Ojczyzny. Gdy słuchałem go bezpośrednio – bez fałszujących rzeczywistość mediów – miałem wrażenie, że jego nauka jest jeszcze trudniejsza, stanowi wyzwanie sięgające ludzkich niemożliwości. Jest to nauka trudna, szczególnie skierowana do młodzieży świata, gdyż ma ona ważną rolę do spełnienia w świecie uwikłanym w doświadczenie zła, nienawiść, cierpienie i chęć zemsty, tworzone przez starsze pokolenia. Miłość ponad wszystko, jakże to trudne w zderzeniu z realiami, z pamięcią, z bolesnym przeżywaniem obecności szatana. A jednak ta niełatwa nauka trafiła w sedno dzisiejszych potrzeb. Młodzież świata, w tym polska, otrzymała po raz kolejny od Kościoła powszechnego propozycję odkrycia dla siebie właściwego szlaku, czyli sensu życia.

W tej atmosferze trudnej miłości kwitła w lipcowych dniach Polska – bezpieczna, uśmiechnięta i otwarta na wszystkich, którzy chcieli nas rozpoznać i pokochać, wraz z naszą historią. Największe miasta Polski, z Krakowem na czele, stały się w 2016 r. europejskimi metropoliami turystycznymi. I oby tak zostało!

Reklama

Dziękuję za możliwość przeżywania 1050. rocznicy Chrztu Polski. Splata się ona z przygotowaniem narodu do przeżywania 100-lecia odzyskania niepodległości, poprzedzonego wysiłkiem zbrojnym i dyplomatycznym z okresu I wojny światowej. Sam jeździłem często po kraju i głosiłem historyczne słowo o naszej Ojczyźnie, od Łomży po Jelenią Górę, czy też z wykładami dla młodzieży, dla żołnierzy z Zegrza, w moim okręgu wyborczym. Jesteśmy nadal narodem historycznym, a rok 2016 stanowił dobry impuls do tego, by w naszych szkołach młodzież nauczyła się kochać i podziwiać swoją Ojczyznę. Miłości nie da się wprawdzie dekretować, ale można i trzeba budować wzorce wychowawcze, dzięki którym wyrośnie kolejne pokolenie światłych i dobrych ludzi, poszukujących prawdy. To jedyna droga, by nie stać się niewolnikiem kłamstwa i narzędziem w cudzych rękach.

W 2016 r. polska polityka historyczna nabrała zatem rumieńców, o czym przekonują mnie liczne sygnały płynące także z emigracji, z terenów polonijnych. Wobec zwiększającej się z roku na rok liczby dzieci polskich uczących się w szkołach sobotnich (istniejących pod różnymi nazwami i mających różny status), widać, jakie nowe zadania stoją przed państwem polskim. Chodzi o to, by zarówno nauczyciele uczący poza granicami kraju, jak i dzieci oraz młodzież z rodziców Polaków czuli tę faktyczną obecność Rzeczypospolitej, także pomagającej materialnie w utrzymaniu szkół, wspieraniu harcerstwa czy polonijnych mediów. Dotyczy to także, a może przede wszystkim, Polaków na Wschodzie, gdzie polskość stanowić może szczególną atrakcję, również z powodów ekonomicznych, i gdzie to pogranicze kulturowe rysuje nam potencjalne efekty zaangażowania państwowych sił i środków na rzecz wspólnot polskich i miejsc pamięci położonych na Kresach Wschodnich. Cieszą zatem informacje np. o organizowanych konkursach dla młodzieży polskiej w USA na tematy historyczne, oczywiście w rocznicę 1050-lecia Chrztu Polski; cieszy stała obecność polskich stowarzyszeń, wspieranych finansowo przez Senat RP, wśród nauczycieli i uczącej się młodzieży na Wschodzie. Może nigdy wcześniej nie mieliśmy takiego zadania jak dziś, by przekonać Polaków żyjących poza granicami kraju, żeby nie zamykali sobie i swoim dzieciom drzwi do Ojczyzny. A te drzwi to edukacja budująca wiedzę i miłość do Ojczyzny.

* * *

Jan Żaryn
Redaktor naczelny „wSieci Historii”, historyk, wykładowca INH UKSW, publicysta i działacz społeczny, m.in. prezes SPJN, członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, senator RP

Tagi:
podsumowanie

Rada DIAK

2018-10-22 12:50

Mirosław Olejniczak

Mszą św. dziękczynną w paradyskiej świątyni celebrowanej przez ks. kan. Zbigniewa Samociaka – Asystenta Akcji Katolickiej Diecezji Zielonogórsko – Gorzowskiej 20 października rozpoczęto spotkanie Rady Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej, zamykające działalność pracy Stowarzyszenia w kadencji 2014-2018.

Archiwum autora
Uczestnicy spotkania w Paradyżu

Członkowie Rady DIAK zebrani na zwyczajnym posiedzeniu sprawozdawczo – wyborczym w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie – Paradyżu podsumowali wydarzenia mijającej kadencji w wymiarze: parafialnym, diecezjalnym i krajowym. Za najważniejsze uznano przeprowadzenie przez najbardziej trudny okres Zespołu Szkół Katolickich w Zielonej Górze i utworzenie z niej największej placówki katolickiej w diecezji, znaczne rozszerzenie podejmowanych rekolekcji formacyjnych, prowadzonych konkursów, przeglądów i zawodów oraz wydanie Śpiewnika Pieśni Patriotycznej jako daru AK dla Niepodległej. AK szeroko włączyła się w krajową inicjatywę „Różaniec do granic”, ogólnopolską promocję życia nienarodzonego „Żyjesz bo Twoi Rodzice Cię kochali” oraz uroczystości ogłoszenia św. Jana Pawła II patronem AK w Polsce. Poprzez uruchomienie strony na Facebooku, DIAK podjęła też wyzwanie nowej formy komunikowania się i ewangelizacji. Podczas Rady przyjęto sprawozdania: finansowe oraz z działalności DIAK z kadencji 2014-2018. Na wniosek Komisji Rewizyjnej Rada udzieliła ustępującemu Zarządowi absolutorium. Prezes DIAK w latach 2007-2018 Urszula Furtak, pełniąca od roku 2016 również funkcję Prezesa Akcji Katolickiej w Polsce, odstąpiła od kandydowania na kolejną kadencję. W przeprowadzonych wyborach Rada DIAK wyłoniła trzech kandydatów na prezesa DIAK: Ryszarda Furtaka, Stanisława Walnera i Marka Witkowskiego. Ostatecznego mianowania prezesa dokona dekretem Biskup Diecezjalny. Rada DIAK wybrała także sześciu pozostałych członków Zarządu: Urszulę Furtak, Zbigniewa Gawła, Jana Greczycho, Krystynę Koszylowską, Andrzeja Stankowiaka i Danutę Tchórzewską oraz pięcioosobową Komisję Rewizyjną. Delegatem Akcji Katolickiej Diecezji Zielonogórsko - Gorzowskiej do Rady Krajowego Instytutu wybrano Marka Witkowskiego. Z pasterskim błogosławieństwem JE Biskupa Diecezjalnego Tadeusza Lityńskiego, który odwiedził zebranych, rozpoczęto kolejną kadencję apostolskiej działalności Stowarzyszenia, wyznaczoną na lata 2018-2022.

Króluj nam Chryste!

*Mirosław Olejniczak, przewodniczący zebrania Rady Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sri Lanka: do 290 wzrosła liczba ofiar po niedzielnych zamachach

2019-04-22 10:25

ts, pb, mip (KAI) / Kolombo

Do 290 osób zabitych i ponad 500 rannych wzrósł bilans po niedzielnej serii eksplozji w Sri Lance – poinformowała w poniedziałek rano lankijska policja. Do wybuchów doszło podczas Mszy św. w trzech kościołach oraz w kilku hotelach, w sumie w ośmiu miejscach w kraju. Najwięcej ofiar było w kościele św. Antoniego w stołecznym Kolombo. Stan wielu rannych nadal jest krytyczny.

Twitter

Dotychczas żadna organizacja nie przyznała się do przeprowadzenia ataków. Prawdopodobnie były to samobójcze zamachy islamskich fundamentalistów religijnych. Według doniesień medialnych 10 dni wcześniej lankijska policja ostrzegana była o możliwości tego typu ataków na kościoły.

Katolicy stanowią około sześciu procent w liczącej około 20 milionów mieszkańców Sri Lance. Mająca 1,2 mln wyznawców wspólnota katolicka skupia się głównie wokół stołecznej archidiecezji Kolombo oraz w 11 dalszych diecezjach na terenie tego wyspiarskiego kraju. Mniej więcej połowa z nich żyje pośród większości syngaleskiej, a druga - wśród Tamilów stanowiących mniejszość społeczeństwa. Katolicy stanowią tylko 4 procent wśród 15 mln Syngalezów i ponad 15 procent wśród niemal 4 mln Tamilów.

Kościół katolicki jest jedną z nielicznych instytucji mających trwałe miejsce w obu grupach ludności, a tym samym może się przyczyniać do pojednania po krwawej wojnie domowej lat 1982-2009. Widocznym tego znakiem jest odbywana w sierpniu każdego roku pielgrzymka do Madhu, gdzie czczona jest licząca 400 lat figura Matki Bożej. W tych pielgrzymkach uczestniczy zazwyczaj kilkaset tysięcy osób, nie tylko katolicy i inni chrześcijanie, lecz także buddyści i hinduiści.

Podczas wizyty w Madhu w styczniu 2015 r. papież Franciszek kanonizował pierwszego świętego Sri Lanki, „apostoła Cejlonu”, o. Józefa Vaza (1651-1711). Ten pochodzący z Indii misjonarz głosił Ewangelię i pełnił posługę kapłańską na ówczesnym Cejlonie od 1686 r. aż do swej śmierci.

Pierwsi misjonarze chrześcijańscy przybyli na wyspy już w V wieku z Persji. Jednak systematyczne misje rozpoczęły się dopiero wraz z przybyciem Portugalczyków w XVI wieku i były prowadzone przez franciszkanów, jezuitów, dominikanów oraz augustianów. W czasach kolonizacji holenderskiej od XVII wieku religia katolicka została zabroniona, natomiast przywileje otrzymali kaznodzieje protestanccy.

W 1796 r. Brytyjczycy przywrócili wolność religijną i umożliwili misjonarzom zakonnym z różnych krajów europejskich dostęp na ówczesny Cejlon. W 1834 r. została utworzona pierwsza diecezja katolicka. Kościół szybko spotkał się z uznaniem w społeczeństwie, a to za sprawą szkół, szpitali i obiektów socjalnych, które są dostępne nie tylko dla katolików. Wrogo natomiast nastawieni są ekstremiści buddyjscy, którzy uważają, że Sri Lanka musi być krajem w pełni buddyjskim. Chrześcijanie od lat cierpią z powodu panującego wyobrażenia, że są religią zaszczepioną przez władców kolonialnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem