Reklama

Bogactwo Kościoła katolickiego

2016-12-07 13:52

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 50/2016, str. 4-5

Karolina Krasowska

Z Maciejem Jarmarkiem i Maciejem Drogoszem rozmawia Kamil Krasowski

KAMIL KRASOWSKI: – Zacznijmy od tego, czym jest Szkoła Maryi?

MACIEJ JARMARK: – Przede wszystkim to najlepiej opisywać jako Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji św. Maryi z Nazaretu Matki Kościoła. Druga sprawa, założył ją br. Piotr Kurkiewicz, kapucyn, poznaniak z krwi i kości, w 1998 r. w Krasiłowie niedaleko Chmielnickiego na Ukrainie. Mimo że chciał kontynuować naukę w Polsce, powiedział sobie, że nie będzie sprzeciwiał się temu, co powiedzą mu władze zgromadzenia, i był jednym z trzech, który – kiedy zapytano, czy chce wyjechać – zgłosił się i jako jedyny pojechał. Dziś widzi w tym wielki „palec Boży”, bo pojechał na Ukrainę, mimo że to nie było jego marzeniem. Został tam dyrektorem takiego wielkiego domu rekolekcyjnego, który wybudował, mimo że też nie chciał tego robić, a gdzieś z góry został do tego „zmuszony”. Widząc duchową posuchę na Ukrainie, postanowił poprzez swoje doświadczenie stworzyć coś na kształt oazy sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego i zaczął organizować tam rekolekcje. Zobaczył jednak, że niektórzy ludzie uczestniczą w nich już kilka razy i przejeżdżają nawet po 1000 km, więc nie chcąc nauczać ich tego samego, postanowił usystematyzować stopnie nauczania. W ten sposób narodziła się sześcioletnia formacja duchowa, która skupia różne wspólnoty. Spotykamy się 4 razy w roku, czyli średnio co 3 miesiące. Przychodzą ludzie z różnych wspólnot, którzy wymieniają się swoim doświadczeniem, słuchają dobrych konferencji o życiu chrześcijańskim i jego aspektach, a przy tym dowiadują się, jak tworzyć pewne dzieła w swojej lokalnej parafii. I rzeczywiście to działa. Bogactwem Szkoły jest również tradycja. Na Ukrainie współpracujemy z grekokatolikami, prawosławnymi w Rosji oraz Kościołem luterańskim np. na Łotwie. Wśród tych ponad 60 filii, czyli miast, gdzie 3 razy w roku odbywają się takie trzydniowe sesje, rzeczywiście czerpiemy jeden od drugiego, w każdym obrządku, w każdej profesji.
MACIEJ DROGOSZ: – Ja z kolei mówiłem o Szkole, odwiedzając wszystkie wspólnoty w Międzyrzeczu. Wcześniej byłem w odnowie charyzmatycznej, prowadziłem spotkania i zachęcałem osoby, aby dowiedziały się czegoś więcej o Szkole Maryi i w ten sposób także wzmocniły. Każda wspólnota ma bowiem swój schemat, dlatego czasami dobrze jest coś więcej wziąć z innej grupy, może nawet nie tyle zaadaptować, ale dowiedzieć się, by uzupełnić pewną wiedzę i nie żyć tylko w takim dosyć ograniczonym stanie. Ze swojego dwudziestoletniego doświadczenia w ruchach charyzmatycznych wiem, że na ogół mamy w sobie skłonność do zamykania się na nowości. Szkoła Maryi proponuje, żeby każdy robił to, co robi, był w swoich wspólnotach, a przy tym – na zasadzie wymiany doświadczeń – czerpał jeszcze więcej. Pokazuje, że są jeszcze inne możliwości, prowadzące do tego, by ludzie byli pełnią. Szkoła czerpie z różnych ruchów Kościoła najważniejsze rzeczy i nimi się dzieli.

– Co jest celem Szkoły?

M. J.: – Zbliżenie się do Boga, odnalezienie swojego miejsca w Kościele i w życiu, odnalezienie swojego powołania przez różnorodność konferencji, miejsc czy osób – świeckich i duchownych – które przyjeżdżają na sesje i dzielą się swoim doświadczeniem życia. Szkoła stanowi taką przestrzeń do tego, by poznać i spróbować życie z tej drugiej, trzeciej albo czwartej strony. Wiele filii, które prowadzimy, charakteryzuje właśnie wspomniana różnorodność. Niektóre z nich są na przykład rolnicze, jak we Włocławku, gdzie na spotkania przychodzi bardzo dużo rolników, którzy dzielą się swoimi sprawami, albo są także miejsca, gdzie sporą część uczestników stanowią biznesmeni czy górale. I tak właściwie każde filie, gdzie prowadzi się sesje, żyją swoim życiem, a zarazem wnoszą coś swojego, coś nowego.

– Jak wyglądają takie sesje i kto je prowadzi?

M. D.: – Konferencje są przygotowane z góry przez br. Piotra, są zawsze te same, chyba że dodaje się coś nowego, coś się rozwija. Na weekendowych rekolekcjach każda klasa ma 7 konferencji. Jeżeli jest to filia, która ma już tradycję 4 czy 5 lat, to w ciągu jednego weekendu równolegle prowadzi się 5 klas. 5 klas razy 7 konferencji daje 35 konferencji. Najczęściej głoszą je osoby świeckie, które przeszły przez Szkołę i są do tego właściwie przygotowane. Jednak nieraz udaje nam się zaprosić jakiegoś bardziej zaangażowanego kapłana czy siostrę zakonną, którzy są z nami i głoszą konferencje. Są takie filie jak w Nowej Soli, w parafii kapucyńskiej, gdzie możemy liczyć na przynajmniej 3 franciszkanów, ale istnieją niestety też takie filie, gdzie trudno nawet o jednego kapłana.
M. J.: – Klasy, o których Maciej wspomniał, nazywamy stopniami. Dodam, że na tych stopniach konferencje głoszą nie tylko ci, którzy przeszli przez formację, ale także osoby, które w niej uczestniczą i są liderami w swoich wspólnotach lokalnych. Natomiast znaczna część konferencji jest przygotowywana na podstawie formacji różnych innych ruchów i książek ich założycieli, jak np. Ralpha Martina czy José Prado Floresa. Z niektórych świetnych pozycji tych katolickich teologów są wybierane najważniejsze smaczki i – co jeszcze warto dodać – podczas tych 7 konferencji nie jesteśmy w stanie wyczerpać całego tematu. My tylko nakreślamy pewne rzeczy, prowadzimy dalej i pokazujemy, gdzie można zdobyć więcej informacji na dany temat i ile z tego dobrych rzeczy można wyciągnąć.

– Czego uczą się uczestnicy Szkoły i do czego ma ich doprowadzić nauczanie?

M. D.: – Na każdej sesji istnieje stopień 0A przygotowany dla uczestników, którzy są po raz pierwszy i nigdy wcześniej nie mieli doświadczenia czy to z Odnową, czy to z innymi wspólnotami, czyli nie przeszli przez kerygmat. Jest to część stała, która jest zawsze na każdej sesji. Następnie jest stopień 0B, czyli tak naprawdę uczenie się Słowa Bożego, gdyż są to 3 sesje oparte czysto na Piśmie Świętym i biblijnych postaciach. Jesienią prowadzonych jest 7 konferencji o Dawidzie. Zimą przedstawiany jest Abraham, a wiosną Maryja. Początkowe lata formacji mają za cel doprowadzić uczestników do dojrzałej wiary, następne mają im pomóc w odnalezieniu swego miejsca w Kościele i w aktywnej służbie. Ostatni rok formacji poświęcony jest pogłębieniu relacji z Bogiem.
M. J.: – Nauczanie ma przede wszystkim doprowadzić uczestników do tego, żeby poznali bogactwo Kościoła katolickiego i zobaczyli, jak bardzo jesteśmy bogaci w mądre, odważne i dobre rzeczy, do których Bóg tak naprawdę wzywa każdego z nas.

– Do kogo jest skierowana Szkoła Maryi? Kto może wziąć w niej udział?

M. J.: – Szkoła skierowana jest do wszystkich. W tej chwili 3. stopień ukończył nasz przyjaciel Karol, który jest niewidomy od urodzenia i który już posługiwał na Oasis. Jest to jedno z dzieł Szkoły, coś w stylu naszej polskiej oazy, ale trochę bardziej przerobione przez ukraińskie doświadczenie, ponieważ podczas spotkań odbywa się jeszcze więcej warsztatów i jeszcze więcej zajęć skupiających młodzież. Karol był bardzo szanowany i świetnie sobie poradził w roli prowadzącego. Młodzież go bardzo polubiła. Także właściwie każdy – czy to osoba w pełni czy mniej sprawna – jest zaproszony na sesje.

– A jakie są owoce Szkoły?

M. J.: – Z formacji, którą prowadzi Szkoła, wynikają różne dzieła. Kiedy osoby odnajdują to, do czego Pan Bóg ich powołuje, wtedy mogą realizować się w owocach Szkoły albo sami zapoczątkować jakiś owoc. Szkoła prowadzi centra rehabilitacyjne – 3 na Ukrainie, 2 na Litwie i 1 na Łotwie, które oferują pełną opiekę dla ludzi ubogich, bezdomnych, alkoholików, narkomanów, byłych prostytutek i więźniów, którzy nie mogą sobie poradzić z życiem i nałogami. Dajemy uczestnikom możliwość dwunastomiesięcznej formacji i opieki nad takimi osobami. Prowadzimy wspomniane Oasisy, które są takim intensywnym czasem 3 spotkań w roku dla młodzieży. Owocem Szkoły jest także Szkoła Misyjna. Od 6 lat gromadzimy w skali roku średnio ok. 30 misjonarzy, którzy wyjeżdżają w 3-, 4-osobowych grupach np. na Litwę, Łotwę, Ukrainę i Białoruś oraz do Czech czy Rosji, gdzie mamy swoje kontakty i filie przede wszystkim. Ze Szkoły Misyjnej wyłoniła się diakonia stała, czyli posługa na całe życie. Z kolei Zgromadzenie Sióstr Maryi w Duchu Świętym to zgromadzenie, które powstało, by pomagać we wszystkich wyżej wspomnianych dziełach Szkoły. Mamy też swoją pustelnię na Ukrainie, gdzie w tej chwili przebywają 2 osoby, które tam codziennie poszczą, opiekują się ogródkiem i modlą się za dzieła Szkoły. Każdy z nas, uczestników, może tam pojechać na jakiś czas i razem z nimi czuwać.

– Jakie jest Panów osobiste doświadczenie Szkoły?

M. D.: – Szkoła dała mi najwięcej takiego realnego spotkania się z Panem Bogiem, ale także ze mną, z moimi słabościami, z tym, kim naprawdę jestem, jakim widzi mnie Bóg. On może zrobić z moich słabości – których może się wstydzę, które może mi przeszkadzają – coś wspaniałego. To sprawia, że zmieniam swoje życie i zaczynam ufać Panu Bogu, bo doświadczam Jego miłości, opieki i tego, że jestem dla Niego ważny. Czym bardziej otwieram się na Pana Boga, czym bardziej pozwalam Mu działać w moim życiu – tak jak teraz otwierając sesję Szkoły Maryi w Międzyrzeczu – tym bardziej poznaję prawdziwego siebie. On po prostu daje mi pewną siłę do tego, bym stanął w prawdzie ze sobą. Jeżeli zgodzę się na wszystkie moje wady czy pewne cechy charakteru, których wcześniej się wstydziłem, jeżeli to przyjmę, to On potrafi z tego zrobić zupełnie coś innego. Dlatego nie muszę walczyć ze swoim charakterem, nie muszę go zmieniać, ponieważ On go przetapia, przemienia, sprawia że np. jakaś moja gorliwość, która wcześniej była zła, w tej chwili jest gorliwością dobrą. Coś, czego się mogłem wstydzić wcześniej, teraz widzę w zupełnie innych barwach. Wiem, że faktycznie Bóg kocha mnie takiego, jakim jestem, i to odkrycie jest naprawdę niesamowite. Panu Bogu być może nawet nie chodzi o to, żebym ja tę Szkołę otworzył czy żebym świetnie powiedział konferencję. Jemu tak naprawdę chodzi o mnie – żebym pozwolił Mu w tym momencie mnie uzdrowić i zrobić ze mnie kogoś naprawdę wartościowego.
M. J.: – Przede wszystkim widzę, że Bóg jest. To już nie jest wiara, to jest wiedza. Na każdym kroku widzę niebywałe rzeczy, które się dzieją – te nadprzyrodzone i te proste, najprostsze. Widzę, że jestem tylko naczyniem, i zgadzam się na to, aby nim być; na początek glinianym, a potem pewnie – jak Bóg da – ozłoconym. Jednak do tej pory jestem naczyniem glinianym i popękanym. Cieszę się, że takim jestem, że mogę pomagać innym, a przy tym uczyć się Boga i przyjaźni z Nim; uczyć się też, jak bardzo On wierny jest mi, a ja niewierny Jemu, niestety. Normalna sprawa, że każdy z nas upada, jednak nieważne, ile razy upadasz, ważne że się podnosisz, bo właśnie o to chodzi, żeby powstawać. Stąd Szkoła Życia jest takim nieustannym próbowaniem siebie. Bóg nas próbuje – ja to czuję i za to Go kocham.

* * *

Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji św. Maryi z Nazaretu Matki Kościoła
w skrócie nazywana Szkołą Maryi, została założona przez kapucyna o. Piotra Kurkiewicza w 1998 r. na Ukrainie. Obecnie ma ponad 60 filii w 15 krajach. W Polsce działają one w 16 miastach, m.in. w: Jeleniej Górze, Kielcach, Krakowie, Poznaniu, Radomiu, Szczecinie, Warszawie i Wrocławiu. W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Szkoła Maryi istnieje w Nowej Soli i Międzyrzeczu.

Tagi:
wywiad

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Siennica: kapucynki na siłowni apelują o pomoc dla domu dziecka

2018-02-23 12:34

luk / Kraków (KAI)

Na profilu facebookowym sióstr kapucynek Najświętszego Serca Jezusa z Siennicy pojawił się niecodzienny filmik. Zakonnice ćwicząc na siłowni oraz trenując boks, promują zbiórkę na remont prowadzonego przez nich domu dziecka.


Na nagraniu widać jak grupa sióstr w habitach przychodzi na siłownię i zaczyna wyjątkowy trening. Zakonnice ćwiczą hantlami, wiosłują na ergometrze, ale także boksują.



Jak podkreśliły w komentarzu dołączonym do posta, „robią formę przed wielkim remontem domu dziecka”. - Pomysł takiej promocji podpowiedziała nam przyjaciółka ćwicząca właśnie na siłowni. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Wzbudziło to wielkie zainteresowanie, co bardzo nas cieszy. Mamy nadzieję, że nadal będziemy mogły wspierać, wychowywać i opiekować się naszymi podopiecznymi - wyjaśniła s. Cecylia Pytka, przełożona.

Prowadzony od ponad 20 lat przez kapucynki dom dziecka do końca roku musi zostać poddany kompleksowej modernizacji i dostosowany do wymogów sanitarnych i przeciwpożarowych, na co potrzeba około 300 tys. zł. Niezbędne jest między innymi przeniesienie pomieszczenia dla dzieci z piętra na parter, przygotowanie pokojów gościnnych dla rodzin oraz zakupienie hydrantów oraz drzwi przeciwpożarowych.

„Same nie damy rady, więc prosimy Cię o pomoc. Liczy się KAŻDA złotówka” – napisały siostry. Na chwilę obecną udało się zebrać nieco ponad 10% potrzebnej kwoty.

Inicjatywę kapucynek można wesprzeć darowizną na konto 46 1240 2702 1111 0000 3041 6899 (z dopiskiem "Na remont Domu Dziecka”). Wszystkich ofiarodawców zakonnice zapewniają o modlitewnej pamięci.

Dom Dziecka im. Matki Weroniki jest prowadzony przez zgromadzenie w Siennicy od 1996 r. Jest to placówka niepubliczna, w formie i charakterze zbliżona do domu rodzinnego. Dotychczas siostry udzieliły schronienia 90 dzieciom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego warto być teologiem? – spotkanie członów PTT w Częstochowie

2018-02-23 22:13

Ks. Mariusz Frukacz

Dlaczego warto być teologiem dzisiaj, co dalej z teologią, teologia naukowa czy kościelna? – te pytania były przedmiotem naukowej refleksji członków Częstochowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Teologicznego. Teologowie spotkali się wieczorem 23 lutego w auli św. Jadwigi w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Bożena Sztajner/Niedziela
Wyższe Seminarium Duchowne w Częstochowie

W spotkaniu wzięli udział członkowie Częstochowskiego Oddziału PTT na czele z ks. dr hab. Pawłem Maciaszkiem kierownikiem PTT Oddziału w Częstochowie oraz klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Sosnowieckiej, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej i studenci Wyższego Instytutu Teologicznego w Częstochowie. Punktem wyjścia do dyskusji był referat ks. prof. dra hab. Marka Skierkowskiego z Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Rozpoczynając spotkanie ks. dr hab. Paweł Maciaszek podkreślił jak ważny w teologii jest „trud przemyślenia wielkich prawd wiary w obrębie zmieniającej się kultury”.

Następnie prelegent odwołując się m. in. do konstytucji apostolskiej papieża Franciszka o kościelnych studiach akademickich „Veritatis gaudium” wskazał jak ważne jest przezwyciężenie rozdarcia teologii i troski pastoralnej i podkreślił za papieżem Franciszkiem, że „teologia powinna być wprowadzeniem duchowym, intelektualnym i egzystencjalnym w serce kerygmatu, powinna urzeczywistniać się w dialogu, powinna zwracać uwagę na interdyscyplinarność i transdyscyplinarność oraz winna spełniać swoja funkcję w obrębie instytucji”.

Ks. prof. Marek Skierkowski przypomniał również, że teologia to wiara poszukująca zrozumienia. – Teologia wypełnia końcowe zadanie myśli filozoficznej – cytował prelegent kard. Józefa Ratzingera i dodał za teologiem Karlem Rahnerem, że „słowo Bóg stanowi ostatnie słowo poprzedzające całkowite milczenie”.

Mówiąc o konieczności teologii ks. Skierkowski podkreślił, że „całe posłannictwo Kościoła przeniknięte jest teologią” – Człowiek ma prawo zachwycić się Bożym Objawieniem – powtórzył prelegent za teologiem szwajcarskim Hansem Ursem von Balthasarem.

Teolog z UKSW wskazał również na integralną metodę teologiczną składająca się z pięciu komponentów: filozoficzno-antropologicznego, pozytywno-hermeneutycznego, konstruktywno-systematycznego, praktyczno-dialogicznego i modlitewno-mistycznego.

- W palecie różnych nauk teologia jest niezbędna. Każdy teolog musi być eklezjalny – przypomniał prelegent i dodał: „Od teologii zależy los człowieka. Istnieje też ścisły związek teologii naukowej z teologią ewangelizacyjną”.

W dyskusji po referacie ks. dr Franciszek Dylus wskazując na możliwość poznania Boga przypomniał, że „teologia zaczyna się od Jezusa Chrystusa” i dodał za Pascalem: „Nie tylko nie znamy Boga inaczej niż przez Chrystusa, ale i siebie samych znamy jedynie przez Chrystusa; znamy życie i śmierć jedynie przez Chrystusa. Poza Chrystusem nie wiemy, ani co to nasze życie, ani śmierć, ani Bóg, ani my.”

Natomiast ks. dr Jarosław Grabowski podkreślił, że „teologia powinna służyć wspólnocie Kościoła, bo ona wyjaśnia prawdy wiary”.

Oddział Częstochowski Polskiego Towarzystwa Teologicznego istnieje od 1997 roku. Skupia duchownych i świeckich, wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego i Instytutu Teologicznego w Częstochowie, duszpasterzy parafialnych, katechetów oraz inne osoby świeckie zaangażowane w życie Kościoła i zainteresowane szeroko pojętą problematyką teologiczną. Oddział w Częstochowie organizuje okolicznościowe sesje naukowe oraz spotkania w trzech sekcjach tematycznych: Sekcji Biblijnej , Sekcji Teologii Systematycznej i Sekcji Teologii Praktycznej. Do ważnych przedsięwzięć podejmowanych przez PTT w Częstochowie należą organizowane w listopadzie tzw. "Zaduszki Teologiczne", które są poświęcone pamięci zmarłych teologów. Materiały z organizowanych przez oddział częstochowski sesji naukowych i innych spotkań publikowane są regularnie na łamach "Częstochowskich Studiów Teologicznych".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem