Reklama

Bogactwo Kościoła katolickiego

2016-12-07 13:52

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 50/2016, str. 4-5

Karolina Krasowska

Z Maciejem Jarmarkiem i Maciejem Drogoszem rozmawia Kamil Krasowski

KAMIL KRASOWSKI: – Zacznijmy od tego, czym jest Szkoła Maryi?

MACIEJ JARMARK: – Przede wszystkim to najlepiej opisywać jako Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji św. Maryi z Nazaretu Matki Kościoła. Druga sprawa, założył ją br. Piotr Kurkiewicz, kapucyn, poznaniak z krwi i kości, w 1998 r. w Krasiłowie niedaleko Chmielnickiego na Ukrainie. Mimo że chciał kontynuować naukę w Polsce, powiedział sobie, że nie będzie sprzeciwiał się temu, co powiedzą mu władze zgromadzenia, i był jednym z trzech, który – kiedy zapytano, czy chce wyjechać – zgłosił się i jako jedyny pojechał. Dziś widzi w tym wielki „palec Boży”, bo pojechał na Ukrainę, mimo że to nie było jego marzeniem. Został tam dyrektorem takiego wielkiego domu rekolekcyjnego, który wybudował, mimo że też nie chciał tego robić, a gdzieś z góry został do tego „zmuszony”. Widząc duchową posuchę na Ukrainie, postanowił poprzez swoje doświadczenie stworzyć coś na kształt oazy sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego i zaczął organizować tam rekolekcje. Zobaczył jednak, że niektórzy ludzie uczestniczą w nich już kilka razy i przejeżdżają nawet po 1000 km, więc nie chcąc nauczać ich tego samego, postanowił usystematyzować stopnie nauczania. W ten sposób narodziła się sześcioletnia formacja duchowa, która skupia różne wspólnoty. Spotykamy się 4 razy w roku, czyli średnio co 3 miesiące. Przychodzą ludzie z różnych wspólnot, którzy wymieniają się swoim doświadczeniem, słuchają dobrych konferencji o życiu chrześcijańskim i jego aspektach, a przy tym dowiadują się, jak tworzyć pewne dzieła w swojej lokalnej parafii. I rzeczywiście to działa. Bogactwem Szkoły jest również tradycja. Na Ukrainie współpracujemy z grekokatolikami, prawosławnymi w Rosji oraz Kościołem luterańskim np. na Łotwie. Wśród tych ponad 60 filii, czyli miast, gdzie 3 razy w roku odbywają się takie trzydniowe sesje, rzeczywiście czerpiemy jeden od drugiego, w każdym obrządku, w każdej profesji.
MACIEJ DROGOSZ: – Ja z kolei mówiłem o Szkole, odwiedzając wszystkie wspólnoty w Międzyrzeczu. Wcześniej byłem w odnowie charyzmatycznej, prowadziłem spotkania i zachęcałem osoby, aby dowiedziały się czegoś więcej o Szkole Maryi i w ten sposób także wzmocniły. Każda wspólnota ma bowiem swój schemat, dlatego czasami dobrze jest coś więcej wziąć z innej grupy, może nawet nie tyle zaadaptować, ale dowiedzieć się, by uzupełnić pewną wiedzę i nie żyć tylko w takim dosyć ograniczonym stanie. Ze swojego dwudziestoletniego doświadczenia w ruchach charyzmatycznych wiem, że na ogół mamy w sobie skłonność do zamykania się na nowości. Szkoła Maryi proponuje, żeby każdy robił to, co robi, był w swoich wspólnotach, a przy tym – na zasadzie wymiany doświadczeń – czerpał jeszcze więcej. Pokazuje, że są jeszcze inne możliwości, prowadzące do tego, by ludzie byli pełnią. Szkoła czerpie z różnych ruchów Kościoła najważniejsze rzeczy i nimi się dzieli.

– Co jest celem Szkoły?

M. J.: – Zbliżenie się do Boga, odnalezienie swojego miejsca w Kościele i w życiu, odnalezienie swojego powołania przez różnorodność konferencji, miejsc czy osób – świeckich i duchownych – które przyjeżdżają na sesje i dzielą się swoim doświadczeniem życia. Szkoła stanowi taką przestrzeń do tego, by poznać i spróbować życie z tej drugiej, trzeciej albo czwartej strony. Wiele filii, które prowadzimy, charakteryzuje właśnie wspomniana różnorodność. Niektóre z nich są na przykład rolnicze, jak we Włocławku, gdzie na spotkania przychodzi bardzo dużo rolników, którzy dzielą się swoimi sprawami, albo są także miejsca, gdzie sporą część uczestników stanowią biznesmeni czy górale. I tak właściwie każde filie, gdzie prowadzi się sesje, żyją swoim życiem, a zarazem wnoszą coś swojego, coś nowego.

– Jak wyglądają takie sesje i kto je prowadzi?

M. D.: – Konferencje są przygotowane z góry przez br. Piotra, są zawsze te same, chyba że dodaje się coś nowego, coś się rozwija. Na weekendowych rekolekcjach każda klasa ma 7 konferencji. Jeżeli jest to filia, która ma już tradycję 4 czy 5 lat, to w ciągu jednego weekendu równolegle prowadzi się 5 klas. 5 klas razy 7 konferencji daje 35 konferencji. Najczęściej głoszą je osoby świeckie, które przeszły przez Szkołę i są do tego właściwie przygotowane. Jednak nieraz udaje nam się zaprosić jakiegoś bardziej zaangażowanego kapłana czy siostrę zakonną, którzy są z nami i głoszą konferencje. Są takie filie jak w Nowej Soli, w parafii kapucyńskiej, gdzie możemy liczyć na przynajmniej 3 franciszkanów, ale istnieją niestety też takie filie, gdzie trudno nawet o jednego kapłana.
M. J.: – Klasy, o których Maciej wspomniał, nazywamy stopniami. Dodam, że na tych stopniach konferencje głoszą nie tylko ci, którzy przeszli przez formację, ale także osoby, które w niej uczestniczą i są liderami w swoich wspólnotach lokalnych. Natomiast znaczna część konferencji jest przygotowywana na podstawie formacji różnych innych ruchów i książek ich założycieli, jak np. Ralpha Martina czy José Prado Floresa. Z niektórych świetnych pozycji tych katolickich teologów są wybierane najważniejsze smaczki i – co jeszcze warto dodać – podczas tych 7 konferencji nie jesteśmy w stanie wyczerpać całego tematu. My tylko nakreślamy pewne rzeczy, prowadzimy dalej i pokazujemy, gdzie można zdobyć więcej informacji na dany temat i ile z tego dobrych rzeczy można wyciągnąć.

– Czego uczą się uczestnicy Szkoły i do czego ma ich doprowadzić nauczanie?

M. D.: – Na każdej sesji istnieje stopień 0A przygotowany dla uczestników, którzy są po raz pierwszy i nigdy wcześniej nie mieli doświadczenia czy to z Odnową, czy to z innymi wspólnotami, czyli nie przeszli przez kerygmat. Jest to część stała, która jest zawsze na każdej sesji. Następnie jest stopień 0B, czyli tak naprawdę uczenie się Słowa Bożego, gdyż są to 3 sesje oparte czysto na Piśmie Świętym i biblijnych postaciach. Jesienią prowadzonych jest 7 konferencji o Dawidzie. Zimą przedstawiany jest Abraham, a wiosną Maryja. Początkowe lata formacji mają za cel doprowadzić uczestników do dojrzałej wiary, następne mają im pomóc w odnalezieniu swego miejsca w Kościele i w aktywnej służbie. Ostatni rok formacji poświęcony jest pogłębieniu relacji z Bogiem.
M. J.: – Nauczanie ma przede wszystkim doprowadzić uczestników do tego, żeby poznali bogactwo Kościoła katolickiego i zobaczyli, jak bardzo jesteśmy bogaci w mądre, odważne i dobre rzeczy, do których Bóg tak naprawdę wzywa każdego z nas.

– Do kogo jest skierowana Szkoła Maryi? Kto może wziąć w niej udział?

M. J.: – Szkoła skierowana jest do wszystkich. W tej chwili 3. stopień ukończył nasz przyjaciel Karol, który jest niewidomy od urodzenia i który już posługiwał na Oasis. Jest to jedno z dzieł Szkoły, coś w stylu naszej polskiej oazy, ale trochę bardziej przerobione przez ukraińskie doświadczenie, ponieważ podczas spotkań odbywa się jeszcze więcej warsztatów i jeszcze więcej zajęć skupiających młodzież. Karol był bardzo szanowany i świetnie sobie poradził w roli prowadzącego. Młodzież go bardzo polubiła. Także właściwie każdy – czy to osoba w pełni czy mniej sprawna – jest zaproszony na sesje.

– A jakie są owoce Szkoły?

M. J.: – Z formacji, którą prowadzi Szkoła, wynikają różne dzieła. Kiedy osoby odnajdują to, do czego Pan Bóg ich powołuje, wtedy mogą realizować się w owocach Szkoły albo sami zapoczątkować jakiś owoc. Szkoła prowadzi centra rehabilitacyjne – 3 na Ukrainie, 2 na Litwie i 1 na Łotwie, które oferują pełną opiekę dla ludzi ubogich, bezdomnych, alkoholików, narkomanów, byłych prostytutek i więźniów, którzy nie mogą sobie poradzić z życiem i nałogami. Dajemy uczestnikom możliwość dwunastomiesięcznej formacji i opieki nad takimi osobami. Prowadzimy wspomniane Oasisy, które są takim intensywnym czasem 3 spotkań w roku dla młodzieży. Owocem Szkoły jest także Szkoła Misyjna. Od 6 lat gromadzimy w skali roku średnio ok. 30 misjonarzy, którzy wyjeżdżają w 3-, 4-osobowych grupach np. na Litwę, Łotwę, Ukrainę i Białoruś oraz do Czech czy Rosji, gdzie mamy swoje kontakty i filie przede wszystkim. Ze Szkoły Misyjnej wyłoniła się diakonia stała, czyli posługa na całe życie. Z kolei Zgromadzenie Sióstr Maryi w Duchu Świętym to zgromadzenie, które powstało, by pomagać we wszystkich wyżej wspomnianych dziełach Szkoły. Mamy też swoją pustelnię na Ukrainie, gdzie w tej chwili przebywają 2 osoby, które tam codziennie poszczą, opiekują się ogródkiem i modlą się za dzieła Szkoły. Każdy z nas, uczestników, może tam pojechać na jakiś czas i razem z nimi czuwać.

– Jakie jest Panów osobiste doświadczenie Szkoły?

M. D.: – Szkoła dała mi najwięcej takiego realnego spotkania się z Panem Bogiem, ale także ze mną, z moimi słabościami, z tym, kim naprawdę jestem, jakim widzi mnie Bóg. On może zrobić z moich słabości – których może się wstydzę, które może mi przeszkadzają – coś wspaniałego. To sprawia, że zmieniam swoje życie i zaczynam ufać Panu Bogu, bo doświadczam Jego miłości, opieki i tego, że jestem dla Niego ważny. Czym bardziej otwieram się na Pana Boga, czym bardziej pozwalam Mu działać w moim życiu – tak jak teraz otwierając sesję Szkoły Maryi w Międzyrzeczu – tym bardziej poznaję prawdziwego siebie. On po prostu daje mi pewną siłę do tego, bym stanął w prawdzie ze sobą. Jeżeli zgodzę się na wszystkie moje wady czy pewne cechy charakteru, których wcześniej się wstydziłem, jeżeli to przyjmę, to On potrafi z tego zrobić zupełnie coś innego. Dlatego nie muszę walczyć ze swoim charakterem, nie muszę go zmieniać, ponieważ On go przetapia, przemienia, sprawia że np. jakaś moja gorliwość, która wcześniej była zła, w tej chwili jest gorliwością dobrą. Coś, czego się mogłem wstydzić wcześniej, teraz widzę w zupełnie innych barwach. Wiem, że faktycznie Bóg kocha mnie takiego, jakim jestem, i to odkrycie jest naprawdę niesamowite. Panu Bogu być może nawet nie chodzi o to, żebym ja tę Szkołę otworzył czy żebym świetnie powiedział konferencję. Jemu tak naprawdę chodzi o mnie – żebym pozwolił Mu w tym momencie mnie uzdrowić i zrobić ze mnie kogoś naprawdę wartościowego.
M. J.: – Przede wszystkim widzę, że Bóg jest. To już nie jest wiara, to jest wiedza. Na każdym kroku widzę niebywałe rzeczy, które się dzieją – te nadprzyrodzone i te proste, najprostsze. Widzę, że jestem tylko naczyniem, i zgadzam się na to, aby nim być; na początek glinianym, a potem pewnie – jak Bóg da – ozłoconym. Jednak do tej pory jestem naczyniem glinianym i popękanym. Cieszę się, że takim jestem, że mogę pomagać innym, a przy tym uczyć się Boga i przyjaźni z Nim; uczyć się też, jak bardzo On wierny jest mi, a ja niewierny Jemu, niestety. Normalna sprawa, że każdy z nas upada, jednak nieważne, ile razy upadasz, ważne że się podnosisz, bo właśnie o to chodzi, żeby powstawać. Stąd Szkoła Życia jest takim nieustannym próbowaniem siebie. Bóg nas próbuje – ja to czuję i za to Go kocham.

* * *

Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji św. Maryi z Nazaretu Matki Kościoła
w skrócie nazywana Szkołą Maryi, została założona przez kapucyna o. Piotra Kurkiewicza w 1998 r. na Ukrainie. Obecnie ma ponad 60 filii w 15 krajach. W Polsce działają one w 16 miastach, m.in. w: Jeleniej Górze, Kielcach, Krakowie, Poznaniu, Radomiu, Szczecinie, Warszawie i Wrocławiu. W diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Szkoła Maryi istnieje w Nowej Soli i Międzyrzeczu.

Tagi:
wywiad

Mężczyzna zbudował Bogu dom

2018-06-19 11:34

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 20-21

Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – Myśli Ojciec: św. Józef. I jaki mężczyzna staje przed oczami?

O. AUGUSTYN PELANOWSKI OSPPE: – Nie wiem, jaki ma kontur twarzy, ale to szlachetna męska twarz. Włosy musiały być długie, choć pewnie nie za bardzo, bo przecież dużo pracował. Wzrok spokojny, oczy niezbyt głęboko osadzone i zarost – niezbyt długi, ale typowo męski, żydowski. Delikatnie orli nos i ciemne, grube brwi. W oczach spokój, który udziela się tym, którzy z nim są. Figura dość potężna, bo to człowiek, który pracuje fizycznie, przemierza duże przestrzenie, musi się przenosić. Być może pracował jeszcze w tej ekipie, którą Herod najął do rekonstrukcji świątyni jerozolimskiej? Tam było przecież z 10 tys. pracowników. Wzrost między metr siedemdziesiąt – metr siedemdziesiąt sześć. Należał raczej do tych wyższych mężczyzn w tamtej populacji, wyróżniał się tym wzrostem. Chód zdecydowany, ale niezbyt subtelny, twardy. Myślę, że jego ciało było konstrukcją, która budziła zainteresowanie, przyciągał wzrok i budził zaufanie.

– A Pan Jezus był w jakiś sposób do św. Józefa podobny? Bo przecież o genotypie napisano już wiele ksiąg...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek o nieustannej aktualności przykazania miłości nieprzyjaciół

2018-06-19 12:07

st (KAI) / Watykan

O stałej aktualności zawartych w dzisiejszej Ewangelii (Mt 5,43-48) słów Pana Jezusa „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” przypomniał papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Zaznaczył, że chodzi w nich o przebaczenie, modlitwę, i umiłowanie tych, którzy „chcą nas zniszczyć”. Są to słowa trudne, wzywające nas do naśladowania powszechnej miłości Ojca Niebieskiego. Są też wyzwaniem dla chrześcijanina, aby prosić Pana o łaskę umiejętności błogosławienia naszych wrogów i ich miłowania.

Greg Burke/Twitter.com

Ojciec Święty przypomniał, że codziennie w modlitwie „Ojcze nasz” prosimy o łaskę przebaczania naszym nieprzyjaciołom – „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. A jednak nie łatwo nam zrozumieć, jak można wybaczyć naszym wrogom.

„Pomyślmy o minionym wieku, o biednych chrześcijanach rosyjskich, którzy zostali zesłani na Syberię, jedynie z powodu swej wiary, by tam umrzeć z zimna: i musieli modlić się za kata, który ich tam posłał? Ale dlaczego? A wielu to czyniło: modlili się. Pomyślmy o Auschwitz i innych obozach koncentracyjnych: musieli modlić się za tego dyktatora, który pragnął czystej rasy i zabijał bez skrupułów, i modlić się, aby Bóg ich błogosławił! A wielu to czyniło” – stwierdził Franciszek.

Papież zaznaczył, że jest to „trudna logika" Jezusa, która w Ewangelii jest zawarta w modlitwie i usprawiedliwieniu tych, którzy zabili Go na krzyżu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Jezus prosi dla nich o przebaczenie, podobnie jak to czyni w chwili męczeństwa także św. Szczepan. Dodał, że często w rodzinach nie potrafimy sobie nawzajem przebaczyć, a cóż dopiero w sytuacjach, kiedy ktoś chce nas zabić. Ojciec Święty podkreślił, że chodzi zatem o łaską, o którą winniśmy prosić, abyśmy byli doskonali, jak doskonały jest Ojciec niebieski, który obdarza swymi dobrami złych i dobrych.

Na zakończenie swej homilii Franciszek zachęcił, abyśmy pomyśleli o naszych nieprzyjaciołach, usiłujących wyrządzić nam zło i modlili się o łaskę ich miłowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Polska przegrała z Senegalem

2018-06-19 19:02

wpolityce.pl

Niestety, gole padły po fatalnych błędach zawodników naszej reprezentacji. W 37. minucie bramkę samobójczą strzelił Thiago Cionek, a w 60. minucie kolejnego gola strzelił Mbaye Niang.

PolandMFA / Foter.com / CC BY-ND

Grzegorz Krychowiak w 86. minucie strzelił gola na 2:1.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem