Reklama

Bóg jest zawsze z nami i dla nas

2016-12-14 10:18

Z bp. Janem Piotrowskim rozmawiała Agnieszka Dziarmaga
Niedziela Ogólnopolska 51/2016, str. 16-18

Archiwum bp. Jana Piotrowskiego
Na misjach kulturowo wszystko wydaje się inne, także z tego powodu, że Kościół afrykański jest zaszczepiony w tradycji francuskiej i silnie nią nasycony

O wyzwaniach nowego roku liturgicznego, Bożym Narodzeniu na misjach i dziedzictwie duchowo-kulturowym diecezji kieleckiej z biskupem kieleckim Janem Piotrowskim rozmawia Agnieszka Dziarmaga

AGNIESZKA DZIARMAGA: – „Idźcie i głoście” to wezwanie, które towarzyszy rozpoczętemu wraz z Adwentem nowemu okresowi liturgicznemu, będące zaproszeniem do bycia uczniami i misjonarzami w obecnym roku duszpasterskim. Co ono oznacza dla nas wszystkich?

BP JAN PIOTROWSKI: – Jest to wciąż ten sam nakaz misyjny Jezusa, skierowany do Apostołów zaraz po Zmartwychwstaniu, czyli pełne dynamiki posłanie, które wskazało Apostołom obszar misyjnej działalności, bo – „idźcie do wszystkich ludów i narodów”. Wiemy, że Apostołowie nie czekali na sprzyjający moment głoszenia Ewangelii, ale podjęli je w czasie, w którym Pan Jezus im to nakazał, i wyruszyli na krańce ziemi ze świadomością, że Jezus jest z nimi. Z tego posłania narodziła się wspólnota Kościoła, wspólnota o wymiarach globalnych, wspólnota Kościoła powszechnego. Przez Chrystusa wszyscy uczestniczymy w tej dynamice Bożego życia. Jak przypomina nam Dekret o działalności misyjnej Kościoła „Ad gentes divinitus”, to Bóg w miłości posyła Syna w mocy Ducha Świętego (por. DM 20). Nasza konsekracja chrzcielna też jest posłaniem, tym pierwszym Bożym przygotowaniem do podjęcia głoszenia Ewangelii. Tym zadaniem Kościół wciąż żyje i podejmuje je na nowo. Tegoroczne hasło jest odświeżeniem naszej pamięci, że mamy głosić Ewangelię na różne sposoby. Myślę, że bardzo dobrym komentarzem do przeżywania tej rzeczywistości są słowa Ojca Świętego Franciszka, który przypomniał ostatnio, że w Bożym słowie zapisane są różne scenariusze ewangelizacyjne, że również sposób głoszenia Ewangelii w naszych czasach musi być nowy, dynamiczny, chociaż przesłanie pozostaje wciąż to samo. Chrystus ten sam wczoraj i dziś, i na wieki (por. Hbr 13, 8).

– Przez wiele lat był Ksiądz Biskup misjonarzem w Ludowej Republice Konga oraz w Peru i tam, na misjach, przeżywał święta Bożego Narodzenia. Czy to zupełnie inne, czy podobne święta? Proszę podzielić się wspomnieniami.

– Misje to przede wszystkim moja młodość, bo wyjechałem na nie po raz pierwszy 31 lat temu, pełen zapału i prostego o nich myślenia, żeby przede wszystkim głosić Ewangelię. W 1983 r., kiedy przeżywaliśmy Rok Odkupienia i Łaski, uświadomiłem sobie, że pragnę Chrystusem dzielić się z innymi, i taką skromną motywację przedstawiłem ówczesnemu biskupowi tarnowskiemu – późniejszemu arcybiskupowi Jerzemu Ablewiczowi. Oczywiście, zachęcił mnie, ale też rozważnie powiedział: „Synu, czekaj, przyjdzie na ciebie czas”. Po roku i przygotowaniu w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie wraz z innymi kolegami, wśród których było dwóch księży diecezji tarnowskiej, zostaliśmy posłani z mojej rodzinnej parafii pw. św. Bartłomieja w Szczurowej na misje do Konga Brazzaville. Warto zaznaczyć, że lata 80. XX wieku to był nowy zryw Kościoła w Polsce. Księża diecezjalni, siostry zakonne mogli jako misjonarze wyjeżdżać do krajów, gdzie dziś są młode Kościoły. Trafiłem do diecezji Nkayi na południu Konga i byłem mile zaskoczony Afryką. Trzeba pamiętać, że w tamtym czasie nie było możliwości, żeby tak łatwo poznawać afrykańską rzeczywistość. Pewną szansą dla mnie były spotkania z misjonarzami i krótki, 5-miesięczny pobyt we Francji celem ugruntowania znajomości języka francuskiego. Był on absolutnie potrzebny do podjęcia pracy duszpasterskiej, natomiast rzeczywistość Kościoła w Kongu, Kościoła wciąż jeszcze młodego, bo zaszczepionego zaledwie sto lat wcześniej, wymagała też nauki języka miejscowego. Generalnie dla Polaków i w ogóle Słowian ten język w wymowie był bardzo łatwy, jego przyswajalność była w zasadzie prosta. „Ja, który mówię” – tak tłumaczy się dosłownie język munukutuba. Po trzech miesiącach byłem już misjonarzem gotowym do różnej posługi, nie tylko w trzecim mieście Konga, gdzie pracowałem wśród francuskich misjonarzy, ale również w przestrzeni wiosek, w tzw. buszu, gdzie było mniej więcej 80 wspólnot katolickich. Jeśli chodzi o święta, to zarówno Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc wypadają w porze deszczowej. To bardzo utrudnia przemieszczanie się w terenie, a tym samym trudna jest praca duszpasterska. Kulturowo jest to obszar otwarty na Ewangelię i Jezusa, nigdy nie doznałem tam jakichś specjalnych trudności (wyjąwszy chorobę – malarię). Natomiast można było mieć dużo satysfakcji z głoszenia Ewangelii. Oczywiście, klimat zmienia wszystko. My jesteśmy przyzwyczajeni do określonego uroku świąt (kiedyś, kilkadziesiąt lat temu, mieliśmy pewność, że na Boże Narodzenie będzie śnieg, dzisiaj już tak być nie musi...). Tam, w Kongu, cieszyłem się, że podczas świąt jest dużo pracy, bo to nie pozwalało na zbyt długie rozmyślania i tęsknotę za rzeczywistością, w której wyrosłem. Wielką przyjemność sprawiła mi paczka nadesłana przez moich rodziców, niewielka, ale zawierająca to, co w Polsce spożywa się w Wigilię. Na misjach kulturowo wszystko wydaje się inne, także z tego powodu, że Kościół afrykański jest zaszczepiony w tradycji francuskiej i silnie nią nasycony. To oczywiście dobra tradycja, ale pozbawiona tego, co u nas dzieje się w Wigilię i w same święta. Jest też mniej kolęd i mają one inny wydźwięk, są to raczej pieśni bożonarodzeniowe. Jest jednak taka zasadnicza różnica, że w afrykańskiej rzeczywistości młodych Kościołów, a szczególnie Kościoła kongijskiego, w czasie świątecznych celebracji zwykle udawałem się gdzieś poza siedzibę głównej parafii, aby w wioskach, do których ludzie przychodzą, pokonując nawet kilkadziesiąt kilometrów, móc modlić się z nimi, sprawować Najświętszą Ofiarę, cieszyć się świętami. Poczucie wspólnoty jest tam bardzo duże, Afrykańczyk tej wspólnoty pragnie, w myśl zasady „kuwanda na nge” – być z drugim. Tworzy się bardzo serdeczny klimat, który niweluje wszelkie niedostatki kulturowe czy brak minimalnego komfortu, bo tam rzeczywiście żyje się bardzo skromnie. Przez analogię można powiedzieć, że to, co było w Boże Narodzenie, było i w Wielkanoc, choć oczywiście liturgia dla tych świąt jest zupełnie inna. Natomiast wciąż jest gorąco i deszczowo i nie ma opłatka.
W późniejszych latach, gdy już jako dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych miałem okazję odwiedzać misjonarzy, starałem się zawieźć im szopkę czy figury dobrej jakości. W ostatnich latach na placówkach misyjnych odbywają się konkursy pieśni bożonarodzeniowych, bo rytm i śpiew są bardzo bliskie mieszkańcom Afryki. Nawet najmniejsza wspólnota katolicka w niewielkiej wiosce ma grupę śpiewaczą, która uświetnia liturgię.

– Czy wspomnienia świąteczne Księdza Biskupa z Peru są podobne?

– Doświadczenie w Peru było i inne, i krótsze (musiałem wrócić do Polski celem objęcia stanowiska dyrektora krajowego Papieskich Dzieł Misyjnych). W Peru praca na wielkich przedmieściach Limy odbywała się w środowisku dość ubogim, aczkolwiek część parafii stanowili ludzie klasy średniej, np. nauczyciele, urzędnicy. W kościele parafialnym przeżywanie świąt było już bliższe polskiej rzeczywistości. Warto zaznaczyć, że Latynosi lubią przygotowywać żłóbek, szopkę. Wiele osób w swych domach czy na werandach buduje szopki pokaźnych rozmiarów, co zajmuje im tydzień lub dłużej. Nie jest też tajemnicą, że zaznacza się duży wpływ kultury amerykańskiej, widoczny w ozdobach i muzyce, który eliminuje ducha bożonarodzeniowego, bardziej jakby orientuje ludzi ku pragnieniom estetycznym, zewnętrznym. Ciekawym wydarzeniem jest pomoc dzieciom w okresie Bożego Narodzenia, nazywana z hiszpańska „czekolatadą”. Parafie i różne instytucje starają się przygotować gorące kakao i specjalne babki, podobne do naszych wielkanocnych, aby obdarzyć nimi dzieci. Jest to dla nich odrobina radości w szarzyźnie dnia. Przypomnę, że w Limie, gdzie pracowałem, nie ma deszczu od ponad 60 lat, wszędzie są pył i szarość, a wszystko, co kolorowe, napawa optymizmem i nadzieją. Trzeba też podkreślić religijny wymiar świąt, bo są i spowiedź, i dużo wspólnej modlitwy, a i gościnności, tej południowej, jest o wiele więcej niż w skromnej Afryce.

– Niedawno obchodził Ksiądz Biskup rocznicę ingresu – 29 listopada 2016 r. minęły 2 lata od chwili objęcia posługi pasterskiej Ekscelencji w diecezji kieleckiej. Proszę z perspektywy tego czasu ocenić specyfikę i znaczenie diecezji kieleckiej na mapie Kościoła w Polsce.

– Myślę, że nie trzeba dokonywać oceny, ponieważ Kościół kielecki jako Kościół partykularny stanowi część Kościoła powszechnego, tego Kościoła, który jest w Polsce między Odrą a Bugiem, Bałtykiem a Tatrami. Jest to wciąż rzeczywistość żywa, dynamiczna.
Historia naszej diecezji jest skromna, bo początki sięgają 1805 r. Ten pierwszy etap jej powstawania trwał zaledwie 13 lat, później nastąpiła przerwa do 1882 r. Historycznie znajdujemy się na terenie zaboru rosyjskiego, który zostawił ślady – rusyfikacja dotknęła wielu aspektów ludzkiego życia... Zarazem w historii Kościoła kieleckiego jest piękna historia Polski. To przecież Wiślica, Tarczek i Bodzentyn, to Nowy Korczyn i św. Kinga, i jej mąż Bolesław Wstydliwy, urodzony w Starym Korczynie, to katedra kielecka poświęcona przez bp. Gedeona w 1172 r., to wreszcie piękny pałac manierystyczny zbudowany przez bp. Jakuba Zadzika – dawna siedziba biskupów krakowskich. Diecezja kielecka jest nasycona ogromnym dziedzictwem kulturowym. Bardzo się cieszę, że mamy w diecezji cztery klasztory kontemplacyjne. Na zachodzie diecezji od XIII wieku obecne są w Imbramowicach siostry norbertanki. W Kielcach duchowe stery dzierżą siostry karmelitanki, a w niedalekich Chęcinach, w dawanym klasztorze Sióstr Klarysek, są siostry bernardynki, podobnie zresztą jak od ponad 200 lat w Świętej Katarzynie. Aby odkryć piękno ziemi kieleckiej, trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Mniej więcej rok temu ukułem to moje powiedzenie: kto nie zna Kielc, nie zna Polski, kto nie zna Kielc, nie zna świata. Bo również w wymiarze cywilizacyjnym mamy z czego być dumni. Pierwsza wyższa szkoła techniczna, akademiczno-górnicza to przecież Kielce. W tym roku w bazylice katedralnej przeżyliśmy piękny jubileusz, gdy wspólnie modlili się przedstawiciele senatów trzech uczelni: Politechniki Warszawskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i Politechniki Świętokrzyskiej. Wchodząc w ducha pobożności maryjnej, sięgamy do Wiślicy, do Madonny Łokietkowej, a tam, w murach świątyni, a jeszcze więcej – poniżej poziomu ziemi, zapisana jest ogromna historia, zarówno w podziemiach bazyliki, jak i w odkryciach tak znanych, jak np. płyta Orantów. To wszystko świadczy, że na tej ziemi żył szlachetny człowiek, otwarty na to, co rodziło się z Ewangelii. Dziedzictwo, które niesiemy, jest zobowiązujące, w myśl francuskiego powiedzenia: „Noblesse oblige” – Szlachectwo zobowiązuje.
Miniony Rok Święty Miłosierdzia i czas Światowych Dni Młodzieży dały też dowody na to, że jesteśmy Kościołem bardzo dynamicznym, zdolnym do przyjęcia gości, do dzielenia się tym, co mamy. Jestem pod urokiem chociażby ostatniego spotkania róż Żywego Różańca w Wiślicy, w którym wzięło udział ponad 6 tys. osób. Podobnie było na naszej listopadowej pielgrzymce do Łagiewnik. Mamy zatem ogromny potencjał w modlitwie. Mało znany jest może fakt, że seminarium kieleckie, datowane na 1729 r., to najstarsza uczelnia wyższa w Kielcach. Dziękujemy Bogu za dar powołań i posługę kapłanów. Bardzo chciałbym posłać księży na misje w odpowiedzi na prośby kierowane np. z Estonii, Peru, Republiki Środkowej Afryki.
Myślę, że tym, co nas tak bardzo uwiarygodnia, jest działalność diecezjalnej Caritas. Jeśli spojrzymy do „Katalogu diecezji kieleckiej”, zauważymy, ile jest placówek szerzących dzieła miłosierdzia na terenie naszej diecezji, ośrodków o różnym charakterze i kompetentnych usługach. To np. mieszkania chronione, domy pomocy społecznej, warsztaty terapii zajęciowej. Staram się bywać w tych miejscach. Zarówno w obszarze województwa świętokrzyskiego, gdzie znajduje się część diecezji, jak też na terenie województw małopolskiego i śląskiego, Kościół kielecki bardzo dużo wnosi w przestrzeń troski o ciało i duszę. Piękne jest także liczące kilkadziesiąt lat dzieło turnusów dla niepełnosprawnych w Piekoszowie, których twórcą był sługa Boży ks. Wojciech Piwowarczyk. To dzieło jest kontynuowane i znajduje wciąż wolontariuszy, którzy poświęcają mu swój czas. Gratuluję tym wszystkim, którzy wciąż podejmują nowe zadania w dziele miłosierdzia.

– Obecnie przeżywamy jubileusz 300-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Kult maryjny, szczególnie upostaciowany w Ikonie Jasnogórskiej, jest wciąż żywy w naszym kraju. Do czego nas, Polaków zobowiązuje ten jubileusz?

– Po raz pierwszy byłem na Jasnej Górze, gdy miałem 10 lat, jako ministrant, z grupą kolegów i z księdzem katechetą. Zawsze z nostalgią wspominałem Jasną Górę, a dowodem na to jest też napis na obrazku prymicyjnym, 36 lat temu, gdy Jasnogórskiej Matce Zawierzenia powierzyłem swoich rodziców i bliskie mi osoby.
Bez wątpienia pobożność Polaków i otwarcie na dar obecności Maryi na Jasnej Górze są ogromne. To tam przeżywaliśmy różne rocznice i ważne katechezy, np. kilkukrotną obecność Ojca Świętego Jana Pawła II i jego następców. Zawsze wielką katechezą w tych minionych latach była peregrynacja Obrazu Jasnogórskiego. Pamiętam jeszcze tę pierwszą, z lat 60., gdy peregrynowały tylko ramy i świeca. Byłem już na tyle dużym dzieckiem, że rozumiałem, iż stało się coś ważnego z obrazem, którego nie było. Przyszły też inne wydarzenia, które ożywiały wiarę i budziły nadzieję. Myślę, że trzeba Panu Bogu dziękować za to, że w Kościele w Polsce byliśmy w stanie zrozumieć to, co Matka Boża mówiła w Kanie Galilejskiej (a ja często do tych słów wracam): „Uczyńcie wszystko, co mój Syn wam powie” (por. J 2, 5). Podkreślam także, że nasz kult maryjny jest kultem racjonalnym; jest w nas mniej emocji, a raczej pragnienie, aby przez Maryję iść do Jezusa. Przy maryjnych obchodach, nawet tych prostych i zwyczajnych, jak np. odpust ku czci Matki Bożej Częstochowskiej, jest zawsze związek z poszukiwaniem drogi do konfesjonału, pragnienie odnowy życia religijnego, refleksji. Bez wątpienia najlepszą wychowawczynią jest mama. Matka Boża bierze nas za rękę, czasem może niepokornych i nieposłusznych, ale Ona nie rezygnuje. Kościół w Polsce w perspektywie 300 lat od koronacji, która miała miejsce w 1717 r., na pewno wykorzysta owocnie to wydarzenie do odnowy i wzmocnienia wiary.
Na koniec ze szczerego pasterskiego serca pragnę tym wszystkim, którzy czytają „Niedzielę”, życzyć Bożego błogosławieństwa, ale przede wszystkim zrozumienia tej prawdy, że Bóg jest z nami i dla nas, a przeżywamy to przez tajemnicę wcielonego Słowa. Potrzeba też naszej odwagi i zaufania, aby ten wspaniały dar przyjąć.

Całość wywiadu do obejrzenia na stronie internetowej: www.niedziela.pl .

Tagi:
wywiad bp Jan Piotrowski

Biskup nominat Skibicki o swojej posłudze

2019-02-14 12:58

Michał Plewka (KAI) / Elbląg

Z jednej strony nominacja biskupia wiele zmienia, jednak z drugiej strony zmienia się niewiele, gdyż trwa realizacja tego samego powołania. Moja praca w Kościele trwa już 24 lata - teraz, przez tę nową posługę, będzie jeszcze mocniej zaangażowana - mówi KAI w pierwszej rozmowie po ogłoszeniu decyzji Ojca Świętego biskup nominat Wojciech Skibicki. W czwartek ogłoszono dekret o nominacji ks. Skibickiego na biskupa pomocniczego diecezji elbląskiej.

KEP

Michał Plewka (KAI): Został ksiądz mianowany biskupem pomocniczym diecezji elbląskiej, na którego diecezja czekała blisko cztery lata. Czy jest to dla księdza szczególne wyzwanie i zobowiązanie?

Ks. Wojciech Skibicki, biskup pomocniczy nominat diecezji elbląskiej: Biskup pomocniczy jest po to, by pomagać biskupowi diecezjalnemu. Ta posługa na pewno jest potrzebna w naszej diecezji elbląskiej. Dwaj biskupi seniorzy są dzięki Bogu w dobrej kondycji, więc przez te ostatnie lata wspierali biskupa Jacka Jezierskiego, a teraz, decyzją Ojca Świętego ja również będę go wspierał.

KAI: W jakich okolicznościach dowiedział się ksiądz o tej nominacji?

- To nie były jakieś nadzwyczajne okoliczności, choć było to dla mnie zaskoczenie. Otrzymałem informację z Nuncjatury kilka dni temu. Szczególnie poruszyła mnie świadomość, że to już się wydarzyło. Papież już dokonał takiej nominacji, a nuncjusz tę decyzję przekazuje i pyta kandydata, czy przyjmuje decyzję Ojca Świętego. Dzieje się to w duchu posłuszeństwa. Przyjmuję tę decyzję, żeby służyć dobru Kościoła.

KAI: Czy myślał już ksiądz o swoim biskupim zawołaniu?

- Nie. To trzeba na spokojnie przemyśleć i przemodlić, aby nie działać impulsywnie, ale poprzez przeżycie wewnętrzne. Odprawię rekolekcje to będzie dobry czas na to, by podsumować dotychczasową kapłańską drogę i wymodlić dla siebie owocność dalszej posługi w Kościele.
Z jednej strony nominacja biskupia wiele zmienia, jednak z drugiej strony zmienia się niewiele, gdyż trwa realizacja tego samego powołania. Moja praca w Kościele trwa już 24 lata - teraz, przez tę nową posługę, będzie jeszcze mocniej zaangażowana.

KAI: Dotychczas był ksiądz m.in. dyrektorem wydziału nauki katolickiej kurii biskupiej i wykładowcą liturgiki w elbląskim seminarium. Czy te aktywności skierowane na katechezę i liturgię będą kontynuowane?

- Myślę, że te moje dotychczasowe zadania, czy związane z organizacją katechizacji, czy wykładami w seminarium, będą w jakiś sposób kontynuowane. Oczywiście dziś trudno mi o tym zapewnić. Życie pokaże, w jakich obszarach moja pomoc będzie bardziej potrzebna.

KAI: Któremu patronowi zawierza ksiądz swoją biskupią posługę?

- Jestem głęboko związany z patronem imienia i patronem diecezji elbląskiej, czyli świętym Wojciechem, biskupem i męczennikiem. On od zawsze mi towarzyszy. Nasza ziemia jest też tą pobożnością bardzo przesiąknięta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: błogosławieństwa pobudzają do pokładania ufności w sprawach Bożych a nie doczesnych

2019-02-17 13:20

st, kg (KAI) / Watykan

Błogosławieństwa Jezusowe są stanowczym przesłaniem, abyśmy pokładali swe zaufanie nie w sprawach materialnych i przemijających, ale w wartościach Bożych, które są wieczne - powiedział Franciszek w rozważaniach przed modlitwą Anioł Pański 17 lutego w Watykanie. Oparł je na czytanym dzisiaj w Kościele powszechnym fragmencie Ewangelii św. Łukasza o błogosławieństwach i przestrogach, jakie Jezus skierował do swych słuchaczy. Następnie papież odmówił modlitwę maryjną, udzielił wszystkim błogosławieństwa apostolskiego i pozdrowił wszystkich zgromadzonych na Placu św. Piotra.

Grzegorz Gałązka

Oto polski tekst przemówienia Ojca Świętego:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. Łk 6, 17.20-26) ukazuje nam Błogosławieństwa w wersji św. Łukasza. Tekst składa się z czterech błogosławieństw i czterech przestróg, wyrażonych słowami „biada wam”. W ten sposób, mocno i stanowczo, Jezus otwiera nam oczy, pozwala nam widzieć Jego spojrzeniem, pomijając pozory, rzeczy powierzchowne i uczy nas rozeznawania sytuacji wiarą.

Jezus ogłasza błogosławionymi ubogich, głodnych, uciśnionych, prześladowanych; i upomina tych, którzy są bogaci, syci, śmieją się i są uwielbiani przez ludzi. Przyczyną tego paradoksalnego szczęścia jest fakt, że Bóg jest blisko tych, którzy cierpią i podejmuje działania, aby ich wyzwolić z ich zniewolenia. Jezus to widzi, widzi już błogosławieństwo niezależnie od negatywnej rzeczywistości. Także „biada wam”, skierowane do osób, którym obecnie dobrze się wiedzie, ma na celu „przebudzenie ich” z groźnej ułudy egoizmu i otwarcie ich na logikę miłości, póki nie jest za późno.

A zatem dzisiejsza karta Ewangelii zachęca nas do refleksji nad głębokim sensem wiary, która polega na całkowitym zaufaniu Panu. Chodzi o zburzenie bożków doczesnych, aby otworzyć serce na Boga żywego i prawdziwego. Tylko On może dać naszemu życiu tę tak pożądaną, a trudną do osiągnięcia pełnię. Wielu bowiem także dzisiaj przedstawia się jako szafarze szczęścia: obiecują powodzenie w krótkim okresie, wielkie zyski w zasięgu ręki, magiczne rozwiązania każdego problemu i tak dalej. I łatwo tutaj popaść, nie zdając sobie z tego sprawy, w grzech przeciw pierwszemu przykazaniu: bałwochwalstwo, zastępując Boga bożkiem. Bałwochwalcy i bożki zdają się sprawami z innych epok, ale w istocie pojawiają się w każdym czasie, także dzisiaj! Opisują niektóre postawy współczesne lepiej niż wiele analiz socjologicznych.

Dlatego Jezus otwiera nasze oczy na rzeczywistość. Jesteśmy powołani do szczęścia, by być błogosławionymi i stajemy się nimi już teraz w miarę, jak stajemy po stronie Boga, Jego królestwa, po stronie tego, co nie jest ulotne, ale trwa przez życie wieczne. Jesteśmy szczęśliwi, jeśli uznajemy siebie przed Bogiem - i to jest bardzo ważne: "Panie, potrzebuję Cię" - i jeśli, tak jak On i z Nim, jesteśmy blisko ubogich, cierpiących i głodnych. Również my nimi jesteśmy przed Bogiem: jesteśmy ubodzy, cierpiący, głodni przed Bogiem. Stajemy się zdolnymi do radości za każdym razem, gdy posiadając dobra tego świata, nie czynimy z nich bożków, którym trzeba zaprzedać swoją duszę, ale jesteśmy w stanie dzielić się nimi z naszymi braćmi. Liturgia dzisiejsza ponownie zaprasza nas do zadawania sobie pytań na ten temat i do czynienia prawdy w swoich sercach.

Błogosławieństwa Jezusa są orędziem decydującym, które pobudza nas, byśmy nie pokładali swej ufności w rzeczach materialnych i przelotnych, nie szukali szczęścia, idąc za specjalistami od wizerunku - którzy bardzo często są sprzedawcami śmierci - zawodowymi iluzjonistami. Nie należy iść za nimi, gdyż nie są oni w stanie dać nam nadziei. Pan pomaga nam otworzyć oczy, uzyskać bardziej przenikliwe spojrzenie na rzeczywistość, wyleczyć się z przewlekłej krótkowzroczności, którą zaraża nas duch doczesny. Swoim paradoksalnym Słowem wstrząsa nami i sprawia, że rozpoznajemy to, co nas naprawdę wzbogaca, zaspokaja, co daje nam radość i godność. To znaczy, co naprawdę nadaje sens i pełnię naszemu życiu. Niech Maryja Panna pomaga nam słuchać tej Ewangelii z otwartym umysłem i sercem, aby przyniosła owoce w naszym życiu i byśmy stawali się świadkami szczęścia, które nie zawodzi, szczęścia Bożego, które nigdy nie zawodzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Częstochowa: posłanie misyjne Moniki Kręgiel do Tajlandii

2019-02-17 21:16

Ks. Mariusz Frukacz

„Miarą sądu i miarą naszego życia jest miłość w prostych gestach, a cóż dopiero powiedzieć, w darze z siebie samego dla innych” - mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 17 lutego przewodniczył Mszy św. w kościele akademickim pw. św. Ireneusza w Częstochowie. Podczas Mszy św. została posłana na misje do Domu Serca w Bangkoku w Tajlandii wolontariuszka Monika Kręgiel.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

„Jesteśmy tu razem na tym posłaniu, aby także ucieszyć się tym, że ktoś od nas z błogosławieństwem Księdza Arcybiskupa leci na drugi kraniec świata” – powiedział na początku Mszy św. ks. Norbert Tomczyk, wikariusz w kościele akademickim w Częstochowie.

W homilii abp Depo podkreślił, że wielki polski poeta Cyprian Kamil Norwid kiedyś odpowiedział na pytanie, jakie słowo w języku polskim oddaje największą tragedię człowieka. - Czy tym słowem może być „niestety”, biblijne „biada”. Norwid odpowiedział, że jest nim słowo „za późno” – podkreślił abp Depo i dodał: „ Póki mamy czas spełnijmy to, co Bóg zamierzył, żeby nie było za późno”.

Zobacz zdjęcia: Częstochowa: posłanie misyjne Moniki Kręgiel do Tajlandii

Metropolita częstochowski przypomniał słowa papieża Franciszka skierowane do młodych całego świata w Panamie: „Wy jesteście teraźniejszością”.

- To dzisiaj trzeba podjąć decyzję. To dzisiaj trzeba się określić. Bo, czy wiemy, że „jutro” należy do nas – mówił metropolita częstochowski.

- Eucharystia jest uobecnieniem tajemnicy obecności Boga. Uobecnieniem Jego Kalwarii i zmartwychwstania. Jezusowe błogosławieństwa obok chrztu w Jordanie stanowią pewien punkt wyjścia dla publicznej działalności Jezusa. Bo przecież w Jordanie Jezus został potwierdzony od samego Ojca – kontynuował arcybiskup nawiązując do tekstu Ewangelii.

- Błogosławieństwa podejmują nie tylko obietnice dane narodowi wybranemu, ale wypełniają je. Jezusowe błogosławieństwa nie mają nic wspólnego z programem wyborczym. Program Ewangelii przyniesiony przez Jezusa szuka dobra konkretnego człowieka. Dla Jezusa to konkretny człowiek jest ubogi, chory, smutny, bezrobotny, czy prześladowany – zaznaczył arcybiskup.

- Miarą sądu i miarą naszego życia jest miłość w prostych gestach, a cóż dopiero powiedzieć, w darze z siebie samego dla innych. Tak, jak dotykamy tajemnicy twojego posłania Moniko, jako konkretnego człowieka, mającego swoją historię, swoje imię wpisane w tajemnicę Kościoła i konkretnej wspólnoty. Od tej pory będziesz wpisywała swoje imię we wspólnotę w odległym krańcu świata – zwrócił się arcybiskup do wolontariuszki misyjnej.

Metropolita częstochowski podkreślił, że „błogosławieństwa Jezusa, to jest On sam. To jest autoportret” - On jest ubogi i płaczący w betlejemskiej stajni. To On jest nieprzyjęty przez swoich. To On od chwili swoich narodzin jest prześladowany i zmuszony do ucieczki razem z Maryją i Józefem do obcego kraju. Jezus przez większą część swojego życia będzie dzielił sytuację ogromnej ilości ludzi prostych. Było to codzienne życie w Nazarecie, bez jakiejś spektakularnej wielkości i cudów. To była po prostu praca rąk przy Józefie – podkreślił arcybiskup.

- Trudna jest w oczach świata Jezusowa konstytucja, czyli On sam. Sprawą zasadniczą w przyjęciu Jego samego jest kryterium wolności, za lub przeciw. Jezus nigdy nie zmuszał do pójścia za sobą – kontynuował abp Depo.

- Krzyż Chrystusa był, jest i będzie próbą wolności, której pozostaje poddany każdy człowiek. Dopiero w świetle Kalwarii możemy dostrzec wyraźnie co to znaczy uwierzyć Jezusowi i opowiedzieć się po Jego stronie. Wiemy, że krzyż nie zamyka historii Jezusa. Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy – podkreślił arcybiskup i dodał na zakończenie: „ Jego konstytucja została potwierdzona krzyżem i zmartwychwstaniem i uczy nas być obecnym w świecie i zwyciężać ten świat swoją wiarą, swoją posługą miłości wobec potrzebujących”.

Podczas Mszy św. Monika Kręgiel złożyła na ręce arcybiskupa przyrzeczenia misyjne. Jako znak posłania na misje otrzymała różaniec i specjalne błogosławieństwo. Posłaniu misyjnemu towarzyszyła również modlitwa św. Franciszka z Asyżu „Uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju”.

Na Mszy św. obecni byli m.in. bliscy Moniki Kręgiel, studenci i przyjaciele wolontariuszki.

Po Mszy św. swoim świadectwem z pracy misyjnej podzieliły się: Magdalena, która była wolontariuszką misyjną w Argentynie i Klaudia, która była w Hondurasie.

Aktualnie na misjach pracuje z archidiecezji częstochowskiej: 11 kapłanów i 2 wolontariuszki misyjne.

Domy Serca - Points Coeur to międzynarodowa, katolicka organizacja pozarządowa, która została założona 4 stycznia 1990 r. we Francji, a której charyzmatem jest współczucie i pocieszenie wobec osamotnionych, ubogich i cierpiących na całym świecie.

W Polsce Domy Serca powstały w 2012 r. i ich celem jest m. in. przygotowanie i posłanie młodych ludzi na roczny lub dwuletni wolontariat misyjny w najbiedniejszych rejonach świata. Domy Serca opierają swoje życie na trzech filarach: modlitwie, życiu wspólnotowym i służbie.

Od 1990 r. ponad 2000 wolontariuszy misyjnych z 34 narodowości, w tym 100 Polaków, uczestniczyło w międzynarodowym wolontariacie misyjnym służąc ludziom w 26 krajach, na 4 kontynentach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem