Reklama

Prosto i jasno

Nieprawdopodobny skandal

2017-02-08 10:02

Czesław Ryszka, pisarz i publicysta senator RP w latach 2005-11 i od 2015 r.
Niedziela Ogólnopolska 7/2017, str. 38

ARTUR STELMASIAK

Dlaczego nadzór KNF-u nad rynkiem finansowym nie przejął się zbytnio piramidami finansowymi w rodzaju Amber Gold?

Od kilku lat jesteśmy świadkami nieustannych ataków na Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe, czyli popularne SKOK-i. Obeznani ze sprawą wiedzą, że te ataki miały i mają podłoże czysto polityczne, że jest to działanie na korzyść zagranicznych koncernów. Potwierdziła to ostatnio sejmowa i senacka debata przy nowelizacji ustawy, która jedynie dostosowywała przepisy obecnie obowiązującej ustawy o SKOK-ach do wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Przypomnę, że TK orzekł, iż art. 60 ustawy o SKOK-ach z 5 listopada 2009 r. jest niezgodny z konstytucją, ponieważ nie różnicuje środków nadzorczych i naprawczych stosowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego wobec dużych i małych kas. Chodzi o to, że małe kasy prowadzą działalność w mniejszym zakresie, na mniejszą skalę, mniej skomplikowaną i w związku z tym nie trzeba od nich wymagać dostosowania się do całej gamy przepisów związanych z ustawą o rachunkowości, z prawem bankowym czy ustawą o KNF.

Nie wchodząc w meritum zmian, chciałbym odnieść się do niebywałych oskarżeń, które przy okazji tej debaty padły wobec wszystkich SKOK-ów, do zmanipulowanych zarzutów, które potem jak mantrę powtarzały liberalne media, by oczernić instytucję, która od 25 lat jest wyrazem polskiego, narodowego patriotyzmu gospodarczego.

Reklama

To prawda, że w kilku SKOK-ach, jak zresztą w wielu polskich instytucjach, doszło do nadużyć, myślę tu zwłaszcza o SKOK-u Wołomin, założonym przez środowisko milicjantów i wojskowych. Kto i jak w tym SKOK-u wyłudzał wielomilionowe kredyty, wykaże śledztwo. Nie wolno jednak zapominać, że SKOK-i, choć są niewielkim sektorem finansowym, to jednak stale przypominały nam o tym, co stało się z bankami w Polsce, jak doprowadzono do wyprzedaży za bezcen niemal wszystkich polskich banków zagranicznym grupom kapitałowym. Inaczej mówiąc – to SKOK-i w minionym czasie wołały o repolonizację polskich finansów. To również SKOK-i przyczyniały się do zatrzymywania kapitału w Polsce, aby ten pracował na rzecz krajowej gospodarki.

Dzisiaj wszyscy piszą i mówią o tym, że podstawą rozwoju gospodarczego jest rodzimy kapitał. W minionych latach jednak piętnowano wszystkich, którzy mówili o jakimś polskim kapitale w bankach, przekonywano Polaków, że pieniądz nie ma narodowości. To za rządów koalicji PO-PSL uczyniono ze SKOK-ów wroga numer jeden, przeforsowano nową ustawę o spółdzielczych kasach, która omal nie doprowadziła do ich zniszczenia. Dobrze wspomnieć, że tę ustawę, która miała rzekomo uzdrowić ten sektor, przygotowali posłowie PO pracujący wcześniej w zagranicznych bankach.

Czy to nie zadziwia, że SKOK-ami nie zachwiał żaden kryzys finansowy, że jego kondycji nie naruszyły upadłości różnych banków, natomiast najwięcej kłopotów sprawiła im Komisja Nadzoru Finansowego? To w minionych 5 latach w wielu SKOK-ach pojawili się zarządcy komisaryczni, którzy zamiast naprawiać doprowadzili wszystkie te kasy do upadłości. Dlaczego nadzór KNF-u nad rynkiem finansowym nie przejął się zbytnio piramidami finansowymi w rodzaju Amber Gold, złodziejskimi kredytami frankowymi czy nabijaniem Polaków w polisolokaty, natomiast zajęto się „naprawianiem” SKOK-ów, na które chrapkę miały zagraniczne banki?

Niczego nie sugeruję, wielu oburzyła natomiast wiadomość, że były przewodniczący KNF-u, który zakończył swoją 5-letnią kadencję, przeszedł do sektora prywatnego, został zastępcą dyrektora mBanku, którego głównym udziałowcem jest niemiecki Commerzbank. Czy ogromna wiedza dotycząca silnych i słabych stron poszczególnych banków w Polsce, którą ponad wszelką wątpliwość posiadł, nie będzie niebezpieczna dla konkurentów jego obecnego pracodawcy?

Janusz Szewczak, poseł PiS, analityk gospodarczy, autor książki „Banksterzy. Kulisy globalnej zmowy”, nazwał ten transfer „nieprawdopodobnym skandalem”, „dowodem kompromitacji poprzedniego nadzoru finansowego”.

Tagi:
finanse

Watykan odpowiada na oskarżenia byłego rewizora finansów

2017-09-24 17:17

sal (KAI Rzym) / Rzym

Za pośrednictwem biura prasowego Stolica Apostolska wyraziła w niedzielę „zaskoczenie i rozgoryczenie” z powodu wywiadu, jakiego kilku mediom światowym – w tym mediolańskiemu „Corriere della Sera” - udzielił Libero Milone, były generalny rewizor watykańskich finansów. Powołany on został na ten urząd przez papieża Franciszka zaraz po jego ustanowieniu – w lecie 2015 – w ramach szeroko zakrojonej reformy organów zajmujących się kontrolą i nadzorem oraz zarządzaniem dobrami Stolicy Apostolskiej.

BOŻENA SZTAJNER

Jak stwierdza rzecznik prasowy, udzielając wspomnianego wywiadu były generalny rewizor „naruszył umowę o zachowaniu w tajemnicy powodu swojej rezygnacji ze stanowiska”, co nastąpiło w czerwcu bieżącego roku i było zaskoczeniem dla opinii publicznej. W nocie informuje się również, że Libero Milone, „przekraczając swoje kompetencje, zaangażował nielegalnie zewnętrzną spółkę, która indagować miała sprawę prywatnego życia przedstawicieli Stolicy Apostolskiej”. Biuro prasowe przypomina, że ma to nie tylko charakter przestępstwa, „ale sprawiło, że nieodwołalnie przyczyniło się do utraty zaufania, jakim darzony był Milone, który w tej sytuacji dobrowolnie zgodził się złożyć dymisję”.

W wspomnianym wywiadzie były generalny rewizor zaprzecza jako ustąpił z własnej inicjatywy. Stwierdza, że został do tego zmuszony w obliczu fałszywych oskarżeń, jakie postawiła mu watykańska żandarmeria, w tym osobiście jej dowódca Domenico Giani. Mówi, że ma nadzieję, iż przedstawione mu wtedy sfabrykowane dokumenty ujrzą któreś dnia światło dzienne. „Kiedy i jeśli w ogóle prawda wyjdzie na jaw, będzie oczywiste, że jestem niewinny na tysiąc procent. Owszem, nie mówię nawet 'niewinny', ponieważ nie mam się czego tłumaczyć. Okaże się, że wykonywałem jedynie moje obowiązki” - powiedział.

Opowiada następnie, że 19 czerwca br. przyjął go substytut sekretariatu stanu, arcybiskup Angelo Becciu, który oznajmił mu, że papież Franciszek nie darzy go już dawnym zaufaniem: „Ojciec Święty domagał się mojej dymisji. Spytałem o powody, podał mi niektóre z nich, które wydały my się nie do wiary. Odpowiedziałem, że zarzuty były nieprawdziwe i skonstruowane tak, by oszukać jego, jak i Franciszka; i że chciałbym w każdym razie porozmawiać o nich z papieżem. W odpowiedzi usłyszałem, że to niemożliwe. Becciu odesłał mnie natomiast do żandarmerii”.

Libero Milone opowiedział o tej wizycie i rozmowie z dowódcą żandarmerii, którzy „wykrzyczał mi w twarz, że muszę się przyznać do wszystkiego. Ale do czego? Niczego nie zrobiłem”. Były generalny rewizor podpisał przedłożony mu list z własną rezygnacją – sporządzony, jak podkreśla – już w maju tego roku. Oskarżono go o defraudację poważnych sum, a także „o gromadzenie nielegalnie informacji o przedstawicielach Watykanu. Zobaczyłem, że śledztwo w mojej sprawie prowadzone było od ponad siedmiu miesięcy. Zajęto zaprotokołowane dokumenty objęte tajemnicą państwową”.

Były generalny rewizor zaskoczony jest milczeniem papieża w jego sprawie. Mówi: „Znając go osobiście i szanując niezwykle, jego kompletne milczenie mogę sobie wytłumaczyć albo tym, że uniemożliwiono mu rozmowę ze mną, albo inną przyczyną, której nie znam”. Podkreśla, że po jego rezygnacji „nic się nie wydarzyło, jak gdyby jedynym autentycznym celem było moje odejście”.

Na zakończenie wywiadu dla „Corriere della Sera” Libero Milone zauważa, że „że ktoś w Watykanie naruszył pakt o wzajemnej dyskrecji”. Ze swej strony zapewnia, że nie będzie mówić o swojej pracy na stanowisku rewizora: „Papież prosił mnie o promowanie transparencji i starałem się to robić z poszanowaniem woli wiernych i ofiarodawców”. Nie wyklucza, że domagać się będzie sprawiedliwości na drodze sądowej wyłącznie w sprawie naruszenia swego dobrego imienia przez środki przekazu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Rzym: konferencja "Jan Paweł II i jego dziedzictwo"

2018-04-26 19:53

vaticannews.va / Rzym (KAI)

"Jan Paweł II i jego dziedzictwo" – to temat międzynarodowej konferencji na papieskim uniwersytecie Angelicum. Zorganizowała ją w 40. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża polska ambasada przy Stolicy Apostolskiej.

Ze zbiorów Natalii Janowiec

Zdaniem kard. Pietra Parolina - który nie mogąc osobiście wziąć udziału w konferencji, przysłał swoje przesłanie – prawdziwym dziedzictwem Jana Pawła II jest Sobór Watykański II. To bowiem soborowe nauczanie niczym kompas wyznaczało kierunek jego pontyfikatu.

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz podkreślił jednak, że rozważając pontyfikat św. Jana Pawła II, trzeba mieć świadomość, że należy on do grona najznamienitszych papieży w historii Kościoła. Jego dziedzictwo sytuuje się na tym samym poziomie, co teksty św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu. Jest to skarb, który nie ulegnie zapomnieniu – mówi ks. Mazurkiewicz.

- Jan Paweł II zostawił nam bardzo wiele bardzo głębokich tekstów, które mogą dziś być trochę zakurzone, dlatego, że pokolenia się zmieniają i jest moda także na nowość. Nawet jeśli coś jest wyrażone mniej trafnie, mniej głęboko, ale wyrażone zostało wczoraj, to ludzie na to często bardziej reagują – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. prof. Mazurkiewicz. – Natomiast myślę, że dla nas, także jako tych, do których Jan Paweł II przemawiał bezpośrednio i na których wywarł olbrzymi wpływ, zadaniem jest to, żeby nie tylko powtarzać, lecz dalej prowadzić refleksję Jana Pawła II, czyli tekst rozumieć w ten sposób, że on odnosi się do nas w dzisiejszych warunkach. To jest nasze zadanie. Nie zamknąć w muzeum myśli Jana Pawła II, tylko nieustannie prowadzić nad tym tekstem refleksję, a ta nasza refleksja będzie ożywiała te teksty.

Wśród uczestników konferencji znaleźli się również naoczni świadkowie tego pontyfikatu, jak abp Mieczysław Mokrzycki, jeden z sekretarzy osobistych Jana Pawła II, a dziś metropolita lwowski. W swym wystąpieniu mówił w wkładzie Papieża Polaka w pojednanie z Kościołem prawosławnym.

- Jan Paweł II od samego początku wziął sobie do serca tę modlitwę: "Spraw, aby nastała jedna owczarnia i jeden pasterz". Ojciec Święty spotykał się z przedstawicielami Kościoła prawosławnego – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Mokrzycki. – Bardzo zabiegał o spotkanie z patriarchą Moskwy. Różne spotkania i wspólne modlitwy przełamywały bariery. Mogliśmy to odczuć na nieoficjalnych spotkaniach. Nawet jeśli nie było oficjalnego zbliżenia, deklaracji, to jednak w spotkaniach osobistych, mniej urzędowych było widać tę wielką rolę, jaką Jan Paweł II odegrał w przełamaniu barier. My tego osobiście doświadczamy. Na Ukrainie śmiało mogę pójść do arcybiskupa z Patriarchatu Moskiewskiego. W Poczajowie, w wielkim sanktuarium prawosławnym jesteśmy przyjmowani z wielkimi honorami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem