Reklama

Niemena ubiory haftowały siostry Westiarki

2017-02-15 09:52

Krzysztof Kąkol
Niedziela Ogólnopolska 8/2017, str. 24-25

Zdzislaw Olubczynski / FORUM

16 lutego 1939 r. to data narodzin charyzmatycznego artysty, a dla wykonawców – niedoścignionego wzoru i ucieleśnionej legendy

Cofnijmy się we wspomnieniach do drugiej połowy lat 60. ubiegłego wieku. Mamy wrzesień 1966 r. Czesław Niemen w Domu Chłopa w Warszawie organizuje pierwszy własny zespół akompaniujący, a w dniach 2-4 października dokonuje pierwszych radiowych nagrań. „Gdzie to jest”, „Nigdy się nie dowiesz” i „Ten los, zły los” – wszystkie przez siebie skomponowane.

Barwny Niemen i Akwarele

Niemen nazwał zespół – Akwarele i oznajmił muzykom: wszyscy musimy być kolorowo ubrani. Sam już wcześniej zaczął nosić, nie tylko na estradzie, długie włosy zakrywające uszy i barwne koszule.

Ubiór Niemena był po części fascynacją tym, co w 1966 r. podczas występów i nagrań w Paryżu zobaczył na estradzie i ulicach. Paryż był wówczas dla Polaków stolicą młodzieżowej muzyki i mody, gdzie noszono kolorowe stroje i naśladowano ubiory Bitelsów. Bardzo barwne ubiory Niemena i członków zespołu Akwarele – żółte spodnie i kwieciste koszule – wywoływały ciągłą krytykę partyjnych notabli i usługującej im miernoty, skorej do perswazji i szykan, i przeciwstawiały się szaremu, smutnemu i siermiężnemu pseudosocjalizmowi, który władza starała się narzucić społeczeństwu również za pomocą przemysłu odzieżowego. Niemen był prekursorem scenicznego wizerunku, o który zabiegał i dbał.

Reklama

Dla potrzeb ubioru scenicznego inspirował się polskim kresowym zaśpiewem i folklorem. Nigdy nie wypierał się swoich korzeni. Aktor i wielki reżyser teatralny Adam Hanuszkiewicz powiedział o nim: „Jako muzyka ceniłem go bardzo, ale chyba jeszcze bardziej jako człowieka. Fenomenem jest to, że nie dał się przerobić przez warszawkę, pozostał takim, jakim przyjechał do Polski. Nie ma takich ludzi, jednego takiego w życiu spotkałem, i to był Czesław”. W nieodległej przyszłości język muzyczny Niemena potwierdził przełamywanie schematów muzycznych i wytyczanie nowych kierunków w muzyce rockowej.

Rok 1967 był dla Niemena i zespołu Akwarele niezwykle pracowity. Liczne trasy koncertowe, w kwietniu nagrany longplay „Dziwny jest ten świat”, a na V Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu nagrodzony tytułowy song płyty. 20 sierpnia udział w Dniu Płytowym na VII Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Sopot ’67.

W roku 1968 można było spodziewać się zaszczytnych wyróżnień artysty.

Artystyczne wyróżnienia

W połowie stycznia 1968 r. Czesława Niemena wyróżniono trofeum MIDEM – statuetką Marmurowej Płyty, którą odebrał na II Targach Muzycznych w Cannes (Francja).

9 kwietnia Niemen odniósł kolejny międzynarodowy sukces muzyczny. Był pierwszym polskim artystą, któremu najpoważniejsze pismo światowego przemysłu rozrywkowego – „Billboard” przyznało doroczną nagrodę dla najwybitniejszego artysty europejskiego za rok 1967. Ceremonia wręczenia nagrody miała miejsce na zakończenie drugiego wydania Musicoramy w sali Operetki Warszawskiej. Prestiżowa nagroda „Billboard’s 20th Annual Top Artists Awards” to statuetka na postumencie, na którym znajduje się kula ziemska z chorągiewką i napisem „Billboard”, a u podstawy – srebrna tabliczka z wygrawerowanym napisem „Czesław Niemen Top Native Artist of Poland 67”.

Wcześniej podczas Musicoramy towarzyszyły emocje ogłoszenia wyniku plebiscytu Rozgłośni Harcerskiej, Polskich Nagrań i Polskiej Federacji Jazzowej w kategorii solistów, w której zwyciężył Czesław Niemen płytą „Dziwny jest ten świat”.

Za ten krążek Niemen – jako pierwszy artysta w historii polskiej fonografii – otrzymał od Polskich Nagrań Złotą Płytę za sprzedanych 160 tys. egz. (wymóg – 120 tys., obecnie – 15 tys.). To wydarzenie miało miejsce podczas koncertu w warszawskiej Sali Kongresowej 20 grudnia 1968 r.

Niemen nie przepadał za elegancją białej koszuli, krawatu i garnituru. Natura wyposażyła go w wyobraźnię zindywidualizowania ubioru do rangi i formy koncertu. Na wspomnianych imprezach, w czasie których artystę nagradzano, ubrany był w szyty na miarę galowy garnitur z czarnego materiału z połyskiem i kołnierzem stójką. Fason garnituru przypominał przedwojenny mundur lwowskich kadetów ówczesnego Korpusu. Mankiety rękawów i stójka garnituru muzyka ozdobione były bardzo efektownym haftem, wykonanym złotymi nićmi. Ubiór ten znakomicie wpasowywał się w powagę i znaczenie otrzymywanych przez Niemena wyróżnień i towarzyszących im koncertów.

Hafty sióstr westiarek Jezusa

Piękne i oryginalne hafty wykonane złotymi nićmi na garniturze Niemen zawdzięczał Zgromadzeniu Sióstr Westiarek Jezusa.

Zgromadzenie niehabitowe powołane zostało do istnienia 12 listopada 1882 r. w Zakroczymiu k. Warszawy przez bł. Honorata Koźmińskiego przy współudziale m. Sabiny Józefy Kaweckiej. Jego powstanie przypada na okres trudnej sytuacji społeczeństwa polskiego i Kościoła pod zaborem rosyjskim, po klęsce powstania styczniowego. Kościół uważany był wówczas nie tylko za obrońcę wiary katolickiej, ale i za ostoję polskości. W 1929 r. ordynariusz archidiecezji warszawskiej kard. Aleksander Kakowski wydał dekret erekcyjny pracowni „Wdzięczna Praca”. To na jego podstawie siostry tego zgromadzenia w Pracowniach Haftów Artystycznych w czterech domach na terenie kraju wykonują hafty na szatach liturgicznych i chorągwiach kościelnych oraz sztandarach dla instytucji świeckich pozarządowych. pełnią także posługę zakrystianek.

W grudniu 1967 r., przed Bożym Narodzeniem, do domu generalnego Sióstr Westiarek Jezusa w Warszawie zawitał Czesław Niemen. Nieco onieśmielony, poprosił o rozmowę z matką generalną, którą wówczas była, dziś już świętej pamięci, Franciszka Bączkowska. Wyjawił cel swojej wizyty i podkreślił, że byłby bardzo wdzięczny za jego spełnienie. Praktycznie w tamtym okresie tylko siostry westiarki mogły odpowiedzieć na te potrzeby Niemena. Matka generalna, zainteresowana możliwością zrealizowania ciekawej wizji artysty dotyczącej jego ubioru scenicznego, zgodziła się i przystąpiono do wspólnego wypracowania ostatecznego wzoru haftów na podstawie przyniesionego przez piosenkarza szkicu. Siostry westiarki dysponowały katalogiem wzorów haftów, ale związanych z potrzebami Kościoła. Czesław Niemen – artysta wyróżniający się w ówczesnym świecie estradowym – znany był siostrom westiarkom jedynie z Polskiego Radia i prasy, bo odbiornikiem telewizyjnym nie dysponowały. Do realizacji haftów na garniturze Niemena oddelegowane zostały dziś nieżyjące siostry Apolonia Randak, Hanna Trzecińska, Stefania Chruszcz oraz Anna Szostek. Garnitur Niemena powtórzony był jeszcze w drugiej odsłonie, ponieważ wykorzystywany był także w 1969 r. podczas wielotygodniowych pobytów na koncertach we Włoszech. Artysta ubrany we wspomniany garnitur zilustrował w 1969 r. okładki trzech płyt: krajowej LP SXL 0576 Niemen Enigmatic, zawierającej m.in. własną kompozycję i znakomite wykonanie utworu „Bema pamięci żałobny rapsod”, również sfilmowany, oraz dwa single nagrane i wydane we Włoszech: SP N 9703 Niemen „Io Senza Lei” (tekst oryginalny: „Dziwny jest ten świat”) i SP N 9746 Niemen.

Czesław Niemen był jedynym artystą, któremu siostry westiarki haftowały ubiory sceniczne. Po garniturze było kilka koszul atłasowych, satynowych i bluzek. Artysta miał zawsze wyobrażenie wzoru, wielkości i miejsca umieszczenia haftu. Jego ostateczny kształt uzgadniał z siostrami, które wraz z wykonaną pracą zwracały szkice. Wszystkie późniejsze hafty wykonywały te same siostry, które haftowały garnitury. Opowiadały niejednokrotnie współsiostrom o bogactwie i pomysłowości alegorii plastycznych Niemena. Do tych haftów używane były nitki złote, srebrne i czerwone. Z ubiorami haftowanymi nie należy mylić wielu ubiorów scenicznych Niemena, ozdobionych taśmami pasmanteryjnymi, których siostry westiarki nie dobierały i nie naszywały na tego typu ubiory.

Wizyty Niemena w domu generalnym Sióstr Westiarek wywoływały wielkie poruszenie wśród wspólnoty, która liczyła wówczas 20 sióstr. Wszystkie chciały zobaczyć Niemena i zamienić z nim kilka słów. Postrzegały artystę jako człowieka skromnego, wyciszonego i życzliwego.

O tych nieznanych szerzej faktach, odchodzących coraz bardziej w zapomnienie, opowiedziały przełożona generalna Zgromadzenia – s. Krystyna Motyl i s. Barbara Rybakiewicz. Składam im za to serdeczne wyrazy podziękowania, a wspólnocie Sióstr Westiarek Jezusa życzę realizacji jeszcze wielu ciekawych projektów haftów.

A słuchanie piosenek Niemena i jego wspominanie to forma estetycznej przyjemności...

Tagi:
muzyka

Cała prawda w muzyce

2018-06-27 09:38

Z Alicją Węgorzewską-Whiskerd rozmawia Piotr Iwicki
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 44-45

W Warszawie rozpoczął się 28. Festiwal Mozartowski. W tym roku zaliczana do najbardziej spektakularnych wydarzeń muzycznych w Polsce impreza odbywa się pod patronatem medialnym tygodnika „Niedziela”. To znakomita okazja do spotkania z dyrektorem artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej – znakomitą śpiewaczką Alicją Węgorzewską-Whiskerd, z którą rozmowę specjalnie dla naszego tygodnika przeprowadził Piotr Iwicki, muzyk i publicysta

PIOTR IWICKI: – Pozwolę sobie zacząć odrobinę inaczej. Czy gwiazda sceny operowej nie żałuje tego, że teraz zasiada za dyrektorskim biurkiem kosztem stawania w blasku reflektorów?

ALICJA WĘGORZEWSKA-WHISKERD: – Oczywiście, że jest pewna nuta tęsknoty. Kiedy siedzę na widowni i słucham naszych znakomitych śpiewaków, to takie uczucie rodzi się chcąc nie chcąc. Zwyczajnie wczuwam się również w ich role, śledzę ich partie. Ale przyznam się, że bycie niejako z drugiej strony operowej sceny – tam, gdzie są realizatorzy, ta cała odpowiedzialność za wszystko, co się stanie i jak zostanie to przyjęte przez melomanów oraz krytyków – również zapewnia solidną dawkę adrenaliny. To nowe doświadczenie, dla mnie fascynujące, ja tym żyję. Ale zaręczam, że jako śpiewaczka nie powiedziałam ostatniego słowa (śmiech).

– Być szefem Festiwalu Mozartowskiego po latach dyrektorowania mu przez współzałożyciela Warszawskiej Opery Kameralnej, nieodżałowanego Stefana Sutkowskiego, to bez wątpienia wyzwanie.

– Na pewno, ale dla mnie mobilizujące. Osobiście bardzo koncentruję się na tym, co robię, dbam o detale; jeśli chodzi o sztukę i wymagania stawiane sobie, jestem perfekcjonistką. Stąd robiłam i robię wszystko, aby Festiwal Mozartowski, w ogóle cała Warszawska Opera Kameralna w ciągu sezonu, błyszczały. To z jednej strony powinność wobec Stefana Sutkowskiego i melomanów, zobowiązanie wobec blisko 60-letniej historii naszej instytucji, z drugiej – to wspaniałe uczucie uczestniczenia w czymś bardzo szczególnym. Muzyka, sztuka to niekończąca się sztafeta pokoleń twórców, wykonawców, sukcesja tradycji, stylu i – jak w wypadku WOK oraz festiwalu – jakości. Kiedy ponad rok temu gościliśmy u nas w teatrze Stefana Sutkowskiego, to po obejrzeniu „Cosi fan tutte” przyszedł on do nas na scenę i powiedział zespołowi, że od czasu kiedy przestał być dyrektorem Opery, widząc, jak trwoniony jest jej potencjał, stronił od niej. Wówczas poczuł, że to jest ten moment, w którym może ponownie przyjść do teatru, bo odbudowaliśmy go artystycznie. I to, co powiedział, słyszę cały czas. Dyrektor Sutkowski uznał, że to, co robimy, to jakość, jakiej on oczekiwał i oczekuje od tej instytucji. Kazał nam trzymać ten poziom, poziom – jak to ujął – do jakiego on zawsze dążył. Daliśmy mu to, czego oczekiwał. Te słowa i nasza deklaracja to zobowiązanie. A ja obietnic i zobowiązań dotrzymuję, więc proszę mnie trzymać za słowo (śmiech).

– Powiększyła też Pani ofertę WOK.

– Porównując rok 2016 do 2017, to gramy dwa razy więcej dla dwukrotnie większej publiczności w skali roku.

– W tym roku też już sporo się wydarzyło, a tegoroczny festiwal lśni gwiazdami. Tak nigdy nie było w jego blisko 30-letniej historii.

– I znowu odpowiem niejako od innej strony. Nasi śpiewacy, ci, którzy z nami współpracują cały sezon, a teraz pojawią się na naszej scenie czy na koncertach w ramach festiwalu – oni są gwiazdami. To nazwiska z afiszy teatrów i filharmonii na całym świecie. Sama Warszawska Opera Kameralna jest gwiazdą, o czym świadczą zaproszenia z Japonii, Estonii, Włoch czy Rosji. A to kraje, w których znają się na operze. I do tego dodaliśmy w tym roku – jak mówi się w świecie sztuki – wielkie nazwiska. Otwierająca festiwal Wielką Galą Operową Verónica Cangemi to jeden z najwybitniejszych sopranów świata. Skrzypkowie, którzy nam zagrają: Giuliano Carmignola i Charlie Siem zapełniają największe sale koncertowe od USA po Daleki Wschód. Pianista Charles Owen koncertuje dla królowej brytyjskiej i ma swój festiwal pianistyczny w królewskim pałacu w Londynie. Nasz pianista Hubert Rutkowski i jego studentka Sijia Ma to gwiazdy w kręgach wykonawstwa muzyki na instrumentach dawnych. Co tu ukrywać, nasza orkiestra Zespół Instrumentów Dawnych WOK – Musicae Antiquae Collegium Varsoviense to klasa sama dla siebie nie tylko w Polsce. I ta właśnie orkiestra gra opery, koncerty symfoniczne oraz oratoryjne. To fenomen w skali światowej, stała orkiestra instrumentów dawnych w operze.

– No właśnie, wspomniała Pani o koncertach oratoryjnych.

– Muzyka sakralna Wolfganga Amadeusza Mozarta to perła w festiwalowym programie obecna od zawsze. Trudno bowiem sobie wyobrazić ten miesiąc z muzyką salzburskiego Mistrza bez „Requiem” i zawartej w nim „Lacrimosy”. Bez Mszy c-moll, nie przez przypadek nazywanej „Wielką”, jak i Mszy „Koronacyjnej” oraz „Vesperae solennes de confessore”, z którego pochodzi zjawiskowe, przejmujące swym pięknem „Laudate Dominum”. W tym roku zapraszamy na cztery takie koncerty, zarówno do kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu, jak i do bazyliki archikatedralnej św. Jana na Starówce. Wszelkie szczegóły Czytelnicy znajdą na naszej stronie internetowej: operakameralna.pl. Mogę tylko dodać, że właśnie w tej muzyce i sztuce operowej Mozarta zawarta jest cała prawda o jego geniuszu.

– O możliwość prowadzenia spektakli i koncertów w Warszawskiej Operze Kameralnej zabiegają najwybitniejsi dyrygenci. To kolejny atut tegorocznego festiwalu.

– Jeśli wymienię tych, którzy w tym roku staną za pulpitem, to dalsza rekomendacja jest zbędna: Monika Wolińska, Agnieszka Franków-Żelazny, Benjamin Bayl, Jose Maria Florencio, Marcin Sompoliński i Paweł Kotla.

– Przysłowiową solą festiwalu są opery.

– W tym roku zostaną wystawione: „Wesele Figara”, „Cosi fan tutte”, „Czarodziejski flet”, „Łaskawość Tytusa” i „Uprowadzenie z seraju”. Warto zauważyć, że są one naszymi wizytówkami, jak choćby „Wesele Figara”, które tylko w samej Japonii było prezentowane blisko sto razy. Ale nadmienię, że pierwszy raz tak szeroko prezentujemy muzykę kameralną – wokalną, instrumentalną. Ciekawostką będą kameralna transkrypcja „Requiem”, której dokonano jeszcze w czasach Mozarta, oraz dedykowana dużemu zespołowi instrumentów dętych „Gran Partita”. Nasz festiwal bardzo rozłożył się na mapie Warszawy, w tym roku gramy bowiem w dwunastu lokalizacjach: od Pałacu Królewskiego w Wilanowie, przez Uniwersytet Warszawski, po naszą siedzibę przy al. Solidarności 76b; od Zamku Królewskiego, przez świątynie warszawskiej Starówki, po maleńki Teatr Scena, gdzie będzie osiem prezentacji dla dzieci, w tym jednoaktowa opera „Dyrektor teatru”, i gdzie znajduje się również nasz punkt informacyjny. Jeśli dodam, że mieści się on u zbiegu placu Zamkowego i Krakowskiego Przedmieścia, to można mówić, że nie sposób nas nie zauważyć.

– A „Cafe Mozart”?

– Mówię, że to takie nasze najmłodsze dziecko. Kilka tygodni temu wyremontowaliśmy naszą oranżerię – foyer w teatrze. Proszę mi wierzyć, jest tam teraz pięknie, więc aż się prosiło, aby coś tam się wydarzyło. Zawsze przed spektaklami operowymi, 90 minut wcześniej, rozbrzmiewać tam będą pieśni i arie w wydaniu kameralnym. Soliści i akompaniament fortepianu. To również ukłon w stronę melomanów, którzy chcą przyjść na wydarzenie muzyczne, które nie trwa trzech godzin. Starsze osoby pytały, czy przygotujemy coś adresowanego do nich. Nie pozostajemy głusi na to, czego oczekują od nas melomani. Dodam, że bilety na te recitale kosztują jedynie 10 zł, a ci, którzy przyjdą przed spektaklem i będą szukać wyciszenia, to mając bilet na operę, mogą uczestniczyć w recitalu za symboliczne 2 zł. Oczywiście, nie zabraknie dobrej kawy. Nazwa cyklu: „Cafe Mozart”, z podtytułem „Mozart w letnim nastroju”, do czegoś zobowiązuje. Dodam, że takie działanie wpisuje się również w naszą linię programową promującą młodych śpiewaków – w Scenę Młodych. To również znak rozpoznawczy Warszawskiej Opery Kameralnej.

– Ale nie samym festiwalem opera żyje.

– Tak, przed nami dwa wyjazdy zagraniczne: do Estonii i Rosji. W listopadzie czekają nas premiery, a wręcz prapremiery. Wierzyć się nie chce, ale dotyczy to dzieł Stanisława Moniuszki. Pierwszy raz, zrekonstruowane na podstawie licznych rękopisów i badań archiwalnych, zabrzmi „Die Schweitzerhütte”. Aktualnie negocjujemy kontrakt na kolejne tournée po Japonii. W planach są również kolejne premiery, nowe wersje „Czarodziejskiego fletu” i „Wesela Figara”.

– To możemy tylko trzymać kciuki za powodzenie w realizacji ambitnych planów.

– A ja zapraszam zawsze do Warszawskiej Opery Kameralnej. Przez cały rok, nie tylko od festiwalowego, mozartowskiego święta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mama Anny Lewandowskiej reżyseruje film o służebnicy Bożej Stanisławie Leszczyńskiej

2018-07-18 17:38

azr (Dobre Nowiny/KAI) / Warszawa

Maria Stachurska, matka Anny i teściowa Roberta Lewandowskiego reżyseruje film o służebnicy Bożej Stanisławie Leszczyńskiej, która była jej krewną. O produkcji upamiętniającej heroiczną postawę "położnej z Oświęcimia" opowiada na łamach czasopisma ewangelizacyjnego "Dobre Nowiny".

Kl. Kamil Gregorczyk
Stanisława Leszczyńska - witraż

Jak wyjaśnia Maria Stachurska, realizacja filmu o służebnicy Bożej, Stanisławie Leszczyńskiej, która była jej cioteczną babcią, to pomysł, który dojrzewał w jej rodzinie przez lata.

"Od lat myślałam o jego nakręceniu. Wielokrotnie rozmawiałam z moimi nieżyjącymi już wujkami i to oni inspirowali mnie do zrobienia filmu o ich matce. Przekazywali mi różne pamiątki po niej i dokumenty" - opowiada Maria Stachurska w wywiadzie dla czasopisma ewangelizacyjnego "Dobre Nowiny". Wspomina, że Stanisława Leszczyńska, która w obozie koncentracyjnym w Birkenau odebrała ponad 3000 porodów, była osobą cichą, powściągliwą i pogodną, choć zarazem wzbudzającą respekt.

"O jej życiu obozowym wiemy tylko z dokumentu 'Raport położnej z Oświęcimia'. Bardzo długo szukałam świadków, osób, które Stanisławę znały. Docierałam do kobiet, których porody przyjęła w Auschwitz" - relacjonuje autorka filmu. Jak zapowiada, w powstającym filmie przewodnikiem po losach Leszczyńskiej będzie jej wnuk.

Stanisława Leszczyńska urodziła się 8 maja 1896 r. Dzieciństwo spędziła w Łodzi i Rio de Janeiro, skąd powróciła wraz z rodziną przed wybuchem I wojny światowej. W 1922 r. ukończyła z wyróżnieniem warszawską szkołę położniczą. Podczas II wojny światowej rodzina Leszczyńskich działała w łódzkich strukturach Narodowych Sił Zbrojnych. Działalność ta zakończyła się dla Stanisławy wywiezieniem do obozu Auschwitz-Birkenau. Od kwietnia 1943 r. do stycznia 1945 (tj. do wyzwolenia obozu), Leszczyńska służyła w KL Birkenau jako położna, sprzeciwiając się kierownictwu obozu. Udało jej się odebrać w tym czasie ok. 3000 porodów.

Dramatyczne wspomnienia spisała w "Raporcie położnej z Oświęcimia", opublikowanym po raz pierwszy w 1965 r. Na podstawie książki powstał spektakl "Oratorium oświęcimskie". Zmarła wskutek choroby nowotworowej jelit 11 marca 1974 r. Jej proces beatyfikacyjny na etapie diecezjalnym rozpoczął się w 1992 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

ONZ ostrzega przed wzrostem nowych infekcji wirusem HIV w 50 krajach

2018-07-19 13:42

ts / Paryż (KAI)

Liczba nowych infekcji wirusem HIV zmalała na przestrzeni lat 2010-2017 o 18 procent: z 2,2 do 1,8 mln zachorowań. Jednocześnie w około 50 krajach, zwłaszcza Azji Środkowej i Europie Wschodniej, wzrosła liczba nowych infekcji, donosi opublikowany 18 lipca w Paryżu raport Wspólnego Programu Narodów Zjednoczonych ds. AIDS (UNAIDS). Według tych danych w 2017 roku 36,9 mln osób na świecie było nosicielami HIV, z tego niemal dwie trzecie w Afryce na południe od Sahary. UNAIDS ostrzega przed spowalnianiem postępów w tłumieniu AIDS.

nito/fotolia.com

Przy tej okazji niemiecka Fundacja Ludność Świata (DSW) z Hanoweru przypomniała, że mimo odnoszonych sukcesów w zwalczaniu AIDS wirusem HIV nadal zaraża się każdego dnia pięć tysięcy ludzi. Szczególnie zagrożone są dziewczęta i młode kobiety. „Trzy spośród czterech nowych infekcji w Afryce na południe od Sahary dotykają dziewcząt w wieku 15-19 lat. Zarażają się, gdyż nie mają dostępu do uświadamiania oraz do środków antykoncepcyjnych”, skomentowała dyrektorka DSW, Renate Bähr i podkreśliła potrzebę wprowadzeni a nowych środków zapobiegawczych.

Spowolnienie epidemii można osiągnąć poprzez dodatkowe inwestycje w szeroką akcję uświadamiającą oraz możliwość dostępu do środków antykoncepcyjnych, zwłaszcza w krajach najbardziej dotkniętych tym problemem, uważa niemiecka fundacja. Zwraca jednocześnie uwagę na bardziej skuteczną ochronę dziewcząt i kobiet przed przemocą seksualną. To właśnie w tej dziedzinie nastąpił zastój.

Ponadto należy bardziej skutecznie chronić przed dyskryminacją nosicieli HIV. Zdarza się bardzo często, że młodzi ludzie zarażeni wirusem HIV są dyskryminowani przez personel służby zdrowia, przez nauczycieli, rodziców, a nawet przez opiekunów religijnych. To powstrzymuje wiele osób przed przeprowadzaniem testów na HIV oraz leczeniem, uważa niemiecka Fundacja Ludność Świata. Skutecznych środków zapobiegawczych i „szerokiej edukacji seksualnej” domaga się również dzieło pomocy dzieciom UNICEF.

AIDS (Acquired Immune Deficiency Syndrome, czyli nabyte osłabienie immunologiczne organizmu) powoduje całkowite załamanie systemu immunologicznego. Wywołuje go HIV - ludzki wirus niedoboru odporności. Prognozy UNICEF przestrzegają, że nowe infekcje wirusem HIV wzrosną rocznie z 250 tys. w 2015 do niemal 400 tys. w 2030 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem