Reklama

Uczciwe pożyczanie

2017-02-22 10:32

Ireneusz Wilk
Niedziela Ogólnopolska 9/2017, str. 46-48

singkham/fotolia.com

„Czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając” (Łk 6, 35)

Jak pokazuje życie, pożyczka, która kiedyś odczytywana była jako akt miłosierdzia, w dzisiejszych czasach może być wykorzystana jako podstęp. W ostatnich miesiącach, zwłaszcza w środkach masowego przekazu: telewizji, radiu, prasie, Internecie, na bilbordach, widzimy nasilającą się walkę firm pożyczkowych o klienta. Jedne poszukują potencjalnego pożyczkobiorcy w ramach zdrowej, legalnej działalności gospodarczej, inne wykorzystują ostatni moment swojej działalności przed całkowitym zniknięciem z rynku. Moją intencją jest, abyśmy w zalewie reklam firm, wśród których nie jesteśmy w stanie odróżnić rzetelnych podmiotów pożyczkowych od lichwiarzy, w poszukiwaniu dla siebie najlepszych rozwiązań wybrali to, co wartościowe, a odrzucili to, co niewiele warte, bezwartościowe, wręcz niebezpieczne.

W tym miejscu dobrze będzie przywołać przypowieść o chwaście z Ewangelii według św. Mateusza (13, 24-30). Na rynku jest kilka rzetelnych firm pożyczkowych, ale nie ukrywajmy – są również przysłowiowe chwasty. Czas porządkowania rynku zapowiedziany projektem Ministerstwa Sprawiedliwości nadchodzi szybkimi krokami – czas odsiewu ziarna od plew. Niemało jest, niestety, wśród nas osób, które znalazłszy się w trudnej sytuacji życiowej, wynikającej z braku środków finansowych na życie, zmuszone były do zaciągnięcia pożyczki. Najczęściej pożyczki zaciągamy w bankach, u rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Gorzej jednak, gdy ratunku szukamy u obcych, przypadkowych osób, w niesprawdzonych i niewiarygodnych firmach lub instytucjach parabankowych. Decyzje, które wydaje nam się, że rozwiązują nasze problemy i mają nam pomóc, w dłuższej perspektywie okazują się z reguły katastrofą. Sytuacje związane z działalnością nieuczciwych firm pożyczkowych do niedawna pokazywały nam, jak niewydolne były wymiar sprawiedliwości i organy ścigania, jak bezradne było państwo w obronie swoich obywateli, którzy w starciu często ze zorganizowanymi grupami mafijnymi tracili dorobek życia i całych pokoleń.

Potrzeba rozliczenia lichwiarzy i prokuratorów

Wiele postępowań cywilnych i karnych dla poszkodowanych i pokrzywdzonych w wyniku nieprzemyślanych decyzji zaciągnięcia pożyczek kończyło się niekorzystnie. Sprawy były umarzane, a do opinii publicznej trafiały bulwersujące fakty, np. takie jak sprawa z Olsztyna – matka, która pożyczyła 600 zł na Komunię św. dziecka, straciła ziemię i dom. Inna kobieta pożyczyła 30 tys. zł, a musiała oddać mieszkanie za 300 tys. zł. Sędzia po godzinach pracy zajmował się lichwą, grupa lichwiarzy oszukała 100 rodzin itp. – długo można by wymieniać. Osobiście, jako adwokat reprezentujący pokrzywdzonych w sprawach przeciwko parabankom i lichwiarzom, nie mogłem uwierzyć, jak nieliczni notariusze, mający rozeznanie stanu faktycznego i wykorzystywania przymusowego położenia dłużnika, mogli z czystym sumieniem sporządzać akty notarialne. Nie mogę też zapomnieć prokuratorów, którzy opowiadali się po stronie lichwiarzy, pozostając obojętnymi na osoby pokrzywdzone w nieszczęściu, które je spotkało. W wielu regionach naszego kraju do dziś działają wysoko wyspecjalizowane grupy przestępcze, składające się często z byłych urzędników wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. To one „załatwiają sprawy”– ludzi, ich rodziny, domy, dobytek. Nie wiem, czy jesteśmy choć w części zdolni opisać tragedię, ból, cierpienie pokrzywdzonych albo odpowiedzieć, ilu z nich targnęło się na swoje życie. Dziś, po latach, warto by było powrócić do tych spraw i podjąć na nowo umorzone postępowania przygotowawcze, bo do tej pory pozostaje nieprzemijające poczucie niesprawiedliwości i krzywdy, wynikające z działalności lichwiarzy. Lichwa (łac. „usura”, staropol. „lihwa”) jest utożsamiana z nieetycznymi pożyczkami, które przez zawyżone i niewspółmierne odsetki powodują czerpanie korzyści ze słabszej pozycji dłużnika. Co prawda Kodeks karny w art. 304 penalizuje zachowanie osoby, która wykorzystując przymusowe położenie innej osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, zawiera z nią umowę, nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym – podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, ale jak na skalę lichwy w Polsce spraw karnych było dotychczas niewiele. Lichwę jako brak miłosierdzia potępiono zarówno w Starym Testamencie (zakaz ograniczono do „synów Izraela”), jak i w Nowym. Według encykliki Benedykta XIV o lichwie i innych nieuczciwych zyskach, ogłoszonej 1 listopada 1745 r., pobieranie lichwy było grzechem powodowanym chciwością, polegającym na dążeniu do osiągnięcia zysków wykraczających poza kwotę pożyczki. Niemniej jednak żadne zakazy prawne, moralne i religijne – jak pokazuje doświadczenie – nie wyeliminowały zjawiska lichwy, bo nie wszyscy ludzie są w stanie poradzić sobie z codziennością, z ubóstwem, w którym się znaleźli czasami nie z własnej winy.

Reklama

To obowiązek państwa

Przeciwdziałanie lichwie – w tym w sposób szczególny udzielaniu pożyczek prywatnych osobom fizycznym przez inne osoby fizyczne – to obowiązek państwa, bo tylko silne prawo może wygrać z nieuczciwymi pożyczkodawcami. Ich ulubione metody to niewspółmierne zabezpieczenia, np. pod zastaw nieruchomości, pożyczki poświadczane notarialnie, pożyczki zabezpieczone wekslami, przewłaszczenia mieszkań, sprawy, w które zaangażowani byli nieuczciwi notariusze itp. Do tej pory państwo z tego obowiązku nie wywiązywało się wystarczająco. Dziś to zadanie w sposób wyjątkowo pozytywny realizuje rząd RP premier Beaty Szydło, a zwłaszcza minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Projekt Ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw z dnia 7 grudnia 2016 r. wychodzi naprzeciw oczekiwaniom i postulatom wielu środowisk pokrzywdzonych przez lichwę. Jest rozwiązaniem pożądanym i zasadnym. Natomiast nie jest to jeszcze rozwiązanie ostateczne. Niektóre proponowane zmiany prawa wymagają poszerzonej analizy skutków ich wprowadzenia, gdyż mogą wpłynąć negatywnie na sektor legalnie działających już podmiotów pożyczkowych z sektora finansowego. Mówimy tu jednak o detalach, bo kierunek zmian jest słuszny. Jak zatem odróżnić lichwiarzy kryjących się w firmach parabankowych i pożyczkowych od rzetelnych firm pożyczkowych?

Na początku należy przybliżyć zasady funkcjonowania branży pożyczkowej w Polsce. Mamy więc rynek pożyczek sektora bankowego uregulowany przepisami prawa bankowego i innych ustaw oraz sektor pożyczek pozabankowych. Te drugie firmy różnią się od banków przede wszystkim tym, że nie zabierając depozytów, ryzykują wyłącznie własne pieniądze. Nadzór nad nimi jest więc ograniczony. Co nie oznacza, że nie są one regulowane. Na mocy Ustawy z dnia 5 sierpnia 2015 r. o zmianie ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym oraz niektórych innych ustaw instytucje pożyczkowe mają obowiązek działać w formie spółki z o.o. lub SA z minimalnym kapitałem zakładowym wynoszącym 200 tys. zł, w całości pokrytym ze środków pieniężnych. Niespełnienie tych kryteriów przy jednoczesnym prowadzeniu działalności kredytowej grozi grzywną do 500 tys. zł i karą pozbawienia wolności do lat 2. Członkiem zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej lub prokurentem instytucji pożyczkowej może być wyłącznie osoba, która nie była prawomocnie skazana za przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi lub za przestępstwo skarbowe.

3 mln klientów, 5 mld zł

Ustawa z dnia 5 sierpnia 2015 r. o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym w art. 32.1 wskazuje, iż: Rzecznik Finansowy w drodze decyzji może nałożyć karę do 100 tys. zł na podmiot rynku finansowego, który np. nie dochowa terminu odpowiedzi na reklamację klienta. Regulowany jest też maksymalny koszt pożyczki. Zgodnie z regulacjami obowiązującymi od marca 2016 r. koszt kredytu nie może przekroczyć 25 proc. kwoty kredytu plus 30 proc. kwoty za każdy rok trwania umowy. Całkowita suma kosztów nie może zaś przekroczyć 100 proc. pożyczanej kwoty. Ograniczono koszty windykacyjne w oparciu o stopę referencyjną NBP – obecnie nie mogą one przekroczyć 14 proc. w skali roku.

Jak bardzo te regulacje były potrzebne, pokazuje wielkość rynku. Wartość całego sektora pożyczek pozabankowych w Polsce szacowana jest na ok. 5,5 mld zł, z tego sektor pożyczek internetowych wart jest 2,1 mld zł. Jest to wprawdzie tylko 5 proc. całego rynku pożyczek konsumenckich, z bankami włącznie, jednak korzysta z nich ok. 3 mln osób. To grupa, której z jednej strony nie można pozbawić dostępu do finansowania, a z drugiej – musi to być oferta bezpieczna i uczciwa. W 2015 r. liczba pożyczek udzielonych w Internecie szacowana była na 3 mln. Ze statystyk Biura Informacji Kredytowej wynika, że w okresie styczeń – listopad 2016 r. banki i firmy pożyczkowe udzieliły finansowania w kredytach konsumpcyjnych i pożyczkach na łączną kwotę 74,6 mld zł. Aby branża ta mogła funkcjonować, firmy pożyczkowe zatrudniają łącznie ok. 20 tys. osób i współpracują z ok. 10 tys. osób m.in. z sieci agencyjno-brokerskich. Odprowadzają do budżetu ok. 1 mld zł rocznie z tytułu płaconych podatków – to niemal tyle, ile wynosi podatek bankowy albo planowany podatek od hipermarketów. Wielkości te mogą przyprawić nas o zawrót głowy.

Obecnie na rynku w Polsce działa ok. 100 firm pożyczkowych. Największe z nich to międzynarodowe instytucje finansowe działające na wielu rynkach. Dlaczego pożyczamy w firmach pożyczkowych? Odpowiedź jest prosta: pożyczki udzielane przez firmy z sektora pozabankowego trafiają najczęściej do klientów „podwyższonego ryzyka”, tj. takich, którzy nie mają szans na zaciągnięcie zobowiązania w banku, nie zawsze ze swojej winy. Na przeszkodzie może stanąć np. brak stałej umowy o pracę, co nie oznacza, że są to osoby niewypłacalne. Banki nie oferują też z reguły kwot niższych niż 3-5 tys. zł na 12 miesięcy. Związane jest to z kosztem stałym oceny ryzyka pożyczkowego, czyli sprawdzenia klienta w bazach danych.

W moim przekonaniu, stosunkowo najbezpieczniejsze dla klienta są instytucje pożyczkowe działające w sektorze internetowym, pod warunkiem, że wzory umów pożyczkowych oraz warunki udzielania i promocji pożyczek znajdują się na ogólnie dostępnej witrynie internetowej firmy. Ich oferta jest prostsza do skontrolowania, co powinno być podstawowym kryterium dla organów nadzoru. Trzeba pamiętać, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na podstawie Ustawy z dnia 5 sierpnia 2015 r. o zmianie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów oraz niektórych innych ustaw może wydać decyzję o zaniechaniu stosowania praktyk/produktu zagrażającego zbiorowym interesom konsumentów, tzn. może arbitralnie wycofać produkt z rynku. Wprowadza też instytucję tzw. Tajemniczego Klienta, który ma zbierać dowody w sprawie niedozwolonych praktyk naruszających interes konsumenta.

Firmy internetowe rzetelniej badają też zdolność kredytową potencjalnego pożyczkobiorcy, dokładnie sprawdzając jego sytuację finansową m.in. w BIK-u – odsetek pożyczek niespłacanych jest tam na poziomie poniżej 10 proc. Robią to z prostego powodu – źle pożyczone pieniądze bez kontaktu z klientem trudno jest odzyskać. Z tych powodów mniej niż połowa wniosków o pożyczkę zostaje rozpatrywanych pozytywnie. Zasadą jest też wypłata i spłata pożyczki wyłącznie w formie bezgotówkowej, co powinno być standardem na całym rynku. Tematem wywołującym bardzo ożywione dyskusje jest roczna rzeczywista stopa oprocentowania. To wskaźnik, który pokazuje stosunek kosztu pożyczki do kwoty pożyczki w skali roku, niesłusznie jednak mylony z oprocentowaniem. Nieprawdą jest, że mikropożyczka o wysokim wskaźniku RRSO może wygenerować dług o wartości dziesiątek tysięcy złotych. Jeżeli klient nie spłaci pożyczki w terminie, to maksymalne koszty windykacyjne wynoszą jedynie 14 proc. w skali roku. Ustawodawca zadbał, by były takie same jak w banku. Czy w tych warunkach, zaciągnąwszy małą pożyczkę, można stracić dom i oszczędności życia? Nie jest to możliwe, jeżeli skorzystamy z usług legalnie działającej firmy. Mikropożyczki nie są uwarunkowane podpisaniem weksla lub zabezpieczeniem. Kiedy firma pożyczkowa proponuje nam podpisanie dokumentów zabezpieczających pożyczkę wekslem lub zabezpieczeniem na nieruchomości, powinno nam się włączyć czerwone światło, bo to nie jest rzetelna firma, a właśnie rozmawiamy z lichwiarzami.

Nie jesteśmy i nie będziemy w stanie skutecznie wyeliminować zjawiska lichwy, możemy je jedynie ograniczać. Niestety, jesteśmy narodem na dorobku, sytuacja ekonomiczna wielu Polaków zmusza ich do zaciągania pożyczek. Ważne jest, aby prawo chroniło obywateli przed pazernością podziemia pożyczkowego. Z tego względu państwo powinno wzmocnić ochronę praw klientów niebankowych instytucji pożyczkowych.

Oddzielić ziarna od plew

Jak należy to zrobić? W krajach europejskich poradzono sobie w różny sposób z tym problemem. Funkcjonują dobre wzorce, z których można zaczerpnąć. W kilku krajach, np. w Niemczech czy we Włoszech, wszystkie instytucje pożyczkowe podlegają pełnemu nadzorowi finansowemu. W innych krajach, np. Węgry czy Słowacja, nadzór jest ograniczony, ale instytucje te w określonym zakresie podlegają nadzorowi finansowemu. W Polsce nadzór finansowy nie obejmuje obecnie działalności instytucji pożyczkowych. Ich działalność podlega kontroli UOKiK, Rzecznika Finansowego oraz Generalnego Inspektora Danych Osobowych. W tym celu, jak powiedziano, zasadne jest objęcie tej działalności nadzorem Komisji Nadzoru Bankowego. Zasadne jest wprowadzenie przez firmy pożyczkowe obowiązku udzielania pożyczek jedynie w formie bezgotówkowej, bezpośrednio na konto bankowe pożyczkobiorcy. Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości wychodzący naprzeciw słusznym postulatom obywateli pokrzywdzonych w wyniku lichwy wymaga analizy, aby znaleźć złoty środek między tym, co dobre i słuszne, a tym, co zakazane. Niewątpliwie państwo nie może ograniczać dostępu do legalnych pożyczek. Dotyczy to przede wszystkim grupy klientów o niższych dochodach, którym pieniądze często potrzebne są w krótkim czasie, bez konieczności dopełniania dodatkowych formalności. W rezultacie osoby najniżej uposażone, bez historii kredytowej, pozostaną de facto pozbawione legalnych źródeł finansowania. Popyt na pożyczki będzie w dalszym ciągu istniał, co wynika ze struktury ekonomicznej ludności Polski. Jedyna różnica polegałaby na tym, że zamiast do legalnie działających firm, monitorowanych przez państwo, duża część ludzi byłaby zmuszona udać się do lombardu i zastawiać cenne przedmioty za ułamek ich wartości, ewentualnie korzystać z „usług” nie tyle podmiotów z szarej strefy, ile grup przestępczych. Pozostałyby im bowiem tylko nielegalne pożyczki z umową niespełniającą żadnych standardów. Niezbędne jest zatem ujęcie w projekcie ustawy działalności lombardów i podobnych instytucji wykorzystujących model działania, w którym stosowanie się do wymogów ustawy o kredycie konsumenckim nie jest konieczne. W Polsce istnieje ok. 15 tys. lombardów. Część z nich, by uniknąć nowych regulacji, działa pod szyldem komisów.

Powstanie publicznego rejestru instytucji pożyczkowych jest dobrym rozwiązaniem, leżącym w interesie instytucji pożyczkowych i ich klientów, pozwoli bowiem na wyeliminowanie z rynku przedsiębiorstw „parafinansowych” i parabankowych, które nie spełniają kryteriów ustawowych do prowadzenia działalności pożyczkowej w oparciu o ustawę o kredycie konsumenckim, oraz skutecznie poprawi ochronę konsumentów, ponieważ konsument w prosty sposób będzie mógł zweryfikować, czy instytucja, z której usług zamierza skorzystać, działa legalnie i spełnia ustawowe kryteria. Krokiem w dobrą stronę jest także ustawowe pozbawienie instytucji pożyczkowych możliwości udzielania pożyczek hipotecznych i pozostawienie tego uprawnienia tylko bankom i Spółdzielczym Kasom Oszczędnościowo-Kredytowym.

Za regulacjami cywilnoprawnymi muszą podążać przepisy wprowadzające sankcje za ich nierespektowanie. Z tego punktu widzenia pozytywnie należy ocenić propozycje zmian w przepisach karnych odnoszące się do działalności instytucji pożyczkowych, ponieważ nic nie działa tak demoralizująco, jak złamanie obowiązującej normy prawnej bez żadnych konsekwencji. Nie jest przypadkiem, że od przeszło 25 lat istnienia wolnej Polski państwo nie może systemowo uporać się z problemem lichwy. Jest to obszar trudny do uporządkowania, w którym granica między tym, co legalne i etyczne, a tym, co jest wyzyskiem, nie wszędzie jest prosta do wyznaczenia. Poprzednie próby regulacji tej kwestii napotykały opór różnych środowisk. Pojawia się niepowtarzalna szansa kompleksowego uregulowania tego zagadnienia. Choć prace nad projektem nie są jeszcze zakończone, to już widać, że idą w dobrym kierunku: rozwiązują ludzkie problemy.

* * *

Mec. Ireneusz Wilk
Adwokat, w przeszłości m.in. Główny Inspektor Informacji Finansowej, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów odpowiedzialny za walkę z praniem brudnych pieniędzy; prezes Fundacji Niedziela. Instytut Mediów.

Reklama

Abp Jędraszewski: potrzebna jest kontrrewolucja katolicka

2019-03-21 11:36

Joanna Folfasińska/ Archidiecezja Krakowska / Kraków (KAI)

Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeśli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. Nie możemy powiedzieć, że nas to nie obchodzi. Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy - powiedział abp Marek Jędraszewski w Krakowie podczas konferencji „Bitwa o odpowiedzialność”, zorganizowanej przez wspólnotę Mężczyźni św. Józefa.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Na początku metropolita krakowski postawił tezę, że walka o odpowiedzialność jest równocześnie batalią o człowieczeństwo. Wyjaśnił, że swój wykład oparł o przemyślenia współczesnego francuskiego myśliciela żydowskiego pochodzenia Emmanuela Levinasa.

Hierarcha krótko przedstawił jego biografię i podkreślił, że jego filozofia wyrosła z pytania: czy my, Żydzi, możemy jeszcze po doświadczeniach Auschwitz, filozofować? – Odpowiedź dla wielu była prosta – „nie!” (…) Holokaust był obrazą ludzkiego rozumu i kompromitacją. Uważano, że po Auschwitz nie ma miejsca dla filozofii. Część, a wśród nich Levinas, twierdziła jednak, że tym bardziej trzeba - argumentował abp Jędraszewski.

Levinas próbował zrozumieć, dlaczego doszło do Holokaustu i dlaczego odpowiedzialni są za niego Niemcy – naród wybitnych poetów i filozofów? W swoich rozważaniach zwrócił uwagę na obojętność Kaina, który po zabójstwie Abla bezczelnie odpowiedział Stwórcy, że nie jest stróżem swojego brata. Odpowiedzialność za drugiego człowieka stała się centralnym punktem dwóch dzieł Levinasa: „Całość i nieskończoność” i „Inaczej niż być lub ponad istotą”. W pierwszym z nich, filozof skupił się na doświadczeniu „twarzy” innej osoby.

– Jest jakaś potęga w ludzkim spojrzeniu, która wskazuje na siłę zakazu moralnego: nie możesz mnie zabić, okazać wobec mnie przemocy. Relacja między „mną” a drugim człowiekiem nie jest symetryczna. Jeżeli ten drugi, z którym się spotykam i którego twarz widzę, mówi mi: „tobie nie wolno”, to po pierwsze on mnie uczy mojej wolności. Nie jest ona dowolnością, kaprysem, ale ma reguły (…) Ten drugi jawi się jako mistrz i nauczyciel, ktoś, kto mnie uczy mojego człowieczeństwa - powiedział hierarcha.

Człowiek ma własne sumienie i już w nim jest rozliczany ze swoich uczynków. Odpowiedzialność to odpowiedź na słowa drugiego człowieka. Jednakże, we wzroku drugiego człowieka można odszukać również prośbę o pomoc, na którą bezwzględnie należy odpowiedzieć. – Odpowiadam na wołanie. Jestem odpowiedzialny, to znaczy czuję, że jestem wezwany do dobra, nie uchylam się przed nim, niekiedy nawet za cenę własnego poświęcenia - mówił arcybiskup.

Drugie dzieło – „Inaczej niż być lub ponad istotą” pogłębia koncepcję odpowiedzialności. Levinas wyjaśnił w nim, że odpowiedzialność człowieka jest wrodzona. Centralną figurą dzieła jest postać cierpiącego Sługi Jahwe, który wziął na siebie odpowiedzialność za grzechy ludzkości. – Odpowiedzialność to inne imię człowieczeństwa. Obojętność to postawa Kaina, rezygnacja z ludzkiego powołania - przypomniał hierarcha.

Arcybiskup wspomniał potem o rewolucji 1968 roku, która zburzyła europejski porządek moralny i zakwestionowała zasadność Dekalogu. – Całkowita wolność. Wszystko skoncentrowane na własnym „ja”. Inny się nie liczy. To było przesłanie rewolucji ’68 - mówił.

Jak dodał, rok ’68 był czasem szczególnej dyskusji o człowieku i odpowiedzialności. - Rewolucja ’68 mówi: ja mam siebie realizować! Levinas mówi, że człowiek realizuje się, będąc odpowiedzialny za drugiego człowieka, przede wszystkim za jego życie. Wojtyła mówi: ja jestem odpowiedzialny wobec własnego sumienia, które mi mówi o dobru i złu - tłumaczył hierarcha.

Metropolita zauważył, że współczesny świat przedstawia aborcję jako prawo kobiety. Polska jednoznacznie mówi, że jest to zło, a walka o rzekome prawo wyboru dla innych to przyjęcie postawy obojętności. Rewolucja ’68 roku sprawiła, że najistotniejszą wartością jest szukanie przyjemności. Współżycie między kobietą i mężczyzną zostało pozbawione elementu prokreacji, otwierając tym samym drogę homoseksualnemu lobbingowi.

Arcybiskup zwrócił uwagę, że kolejną konsekwencją tej rewolucji jest wczesna i deprawująca edukacja seksualna najmłodszych. Jasno podkreślił, że pedofilia jest przerażająca. Pytał, jak to możliwe, że Kościół jawi się jako przestępcza instytucja, podczas gdy wokół kwitnie seksturystyka, wykorzystywanie dzieci i nowe deprawujące przepisy dotyczące edukacji seksualnej.

– Jest potrzebna kontrrewolucja katolicka. Jedynie Kościół potrafi powiedzieć, że trzeba się opamiętać, jeżeli chcemy przekazać dalej najlepsze wartości kultury europejskiej. (…) Nie możemy powiedzieć, że nas to nie obchodzi! Konieczna jest mobilizacja mężczyzn, którzy czują się odpowiedzialni za swoje rodziny i dzieci, które mogą stać się ofiarami wielkiej krzywdy - powiedział.

Zgromadzeni na konferencji mężczyźni pytali arcybiskupa o kwestię stawiania granic. Metropolita zaznaczył, że jest nią miłość. – Gest miłości i przygarnięcia do siebie sprawia, że lęk w oczach drugiego przestaje być widoczny i zamienia się w błysk radości - wyjaśnił.

Padło też pytanie o jeden z absurdów współczesności, gdy zwykłe, codzienne i czułe gesty mogą być w dzisiejszym świecie zrozumiane opacznie. Arcybiskup zaznaczył, że szczęście dzieci polega na tym, że są chronione przez swoich najbliższych. Odwołał się do słów papieża Franciszka, który mówił o działaniu złego ducha, chcącego unieszczęśliwić człowieka. Zaczerpnięte z totalitaryzmu sformułowanie „zero tolerancji” stoi w opozycji do języka Kościoła, który głosi miłosierdzie - powiedział abp Jędraszewski.

– Wielką siłą jest to, czego uczy nas św. Józef – wierność Bogu, przyjęcie odpowiedzialności za drugiego człowieka, czystość, cześć oddawana Bogu, przepełnione miłością życie. To jest siła chrześcijaństwa. To jest to, czym możemy odpowiedzieć na przemoc wobec Kościoła katolickiego - powiedział.

Dodał, że chrześcijanie byli oskarżani o to, że są wrogami ludzkości. Z drugiej strony, byli podziwiani przez pogański świat za to, że się kochali i dbali o siebie.

Ostatnie pytania dotyczyły sposobu przemiany świata. Metropolita zauważył, że chrześcijanie spotykali się w małych grupach. Kluczem jest odwaga, do której wzywał wiernych Jan Paweł II.

– Wasza odpowiedzialność powinna przejawiać się tam, gdzie jesteście, żyjecie, macie swoje domy i rodziny! (…) Rodzice mają prawo protestować przed wszelkimi formami deprawacji w szkołach. Dzieci mają prawo pozostać dziećmi - zakończył metropolita krakowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hiszpania: jutro beatyfikacja kolejnego męczennika wojny domowej – Mariana Mullerata

2019-03-22 19:09

kg (KAI) / Tarragona

W sobotę 23 marca w katedrze w Tarragonie prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu ogłosi błogosławionym świeckiego Katalończyka, lekarza i polityka Mariana Mullerata i Soldevilę. Będzie to druga w tym roku beatyfikacja, tym razem pojedynczej osoby, nawiązująca do prześladowań religijnych w Hiszpanii w latach 1934-39. 9 bm. w Oviedo odbył się podobny obrzęd, podczas którego do chwały ołtarzy wyniesiono 9 miejscowych kleryków zamordowanych w latach 1934-37.

wikipedia.org

Poniżej podajemy krótki życiorys nowego błogosławionego.

Marian (Marià) Mullerat i Soldevila urodził się 24 marca 1897 w miasteczku Santa Coloma de Queralt koło Tarragony (w północno-wschodniej Hiszpanii) w wielodzietnej rodzinie zamożnego właściciela ziemskiego. Gdy miał 3 lata, stracił matkę, ale nie przeszkodziło mu to w ukończeniu z bardzo dobrymi wynikami szkoły katolickiej w sąsiednim Reus. W 1914 został członkiem Straży Honorowej Świętego Serca Jezusowego i pozostał jej wierny do końca życia. Codziennie uczestniczył we Mszy św., często przystępował do sakramentów. W wieku 18 lat związał się z kółkiem młodzieżowym w swym miasteczku rodzinnym o charakterze konserwatywnym. Wtedy też zaczął zamieszczać swe pierwsze artykuły polityczne w miejscowej prasie.

W 1914 rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie w Barcelonie. Dał się wówczas poznać nie tylko jako świetny student, ale także jako gorliwy obrońca wiary katolickiej, np. broniąc publicznie dziewictwa Maryi w dyskusji z profesorem, który to podważał. W 1918 rozpoczął praktykę lekarską, a dyplom ukończenia medycyny i chirurgii z odznaczeniem uzyskał w październiku 1921. Wcześniej założył wraz z kolegą pismo poświęcone anatomii patologicznej.

14 stycznia 1922 w mieście Arbeca na północy Hiszpanii ożenił się z Marią Dolores Sans Bové, którą poznał 4 lata wcześniej w czasie wakacji w stronach rodzinnych. Z tego małżeństwa urodziło się pięć dziewczynek, z których pierwsza wkrótce zmarła. W domu, w którym – poza nim – były same kobiety (dwie babki, prababka i służąca), panowała bardzo religijna atmosfera: wieczorami codziennie odmawiano różaniec, były krótkie chwile refleksji i milczenia. Jednocześnie był to dom otwarty na potrzebujących, których nie brakowało.

Marian był lekarzem rodzinnym, znanym i cenionym, posługującym zarówno w Arbece, jak i w jej okolicach. Pacjentów przyjmował codziennie w swym gabinecie i – częściej – w ich domach. Tym, którzy dziękowali mu za wyleczenie z ciężkich dolegliwości, odpowiadał niezmiennie: „To nie mnie dziękujcie, ale Bogu, bo to On leczy”. Swym pacjentom i biedakom pomagał też materialnie, pozostawiając im dyskretnie pieniądze na niezbędne potrzeby.

Przez całe swe dorosłe życie należał do Stowarzyszenia Rekolekcji Parafialnych, które propagowało wśród wiernych praktykę ćwiczeń duchowych według św. Ignacego Loyoli. W latach 1923-26 redagował założone przez siebie pismo „L’Escut”, w którym w języku katalońskim szerzył katolicką naukę społeczną. Ukazywały się w nim artykuły z dziedziny rolnictwa, religii, dziejów tych stron. Marian był entuzjastą postępu cywilizacyjnego wśród swych mieszkańców i okazywał to w tekstach, w których łączył tematykę społeczną z wiarą.

To jego wielostronne zaangażowanie sprawiło, że 29 marca 1924 został wybrany na burmistrza Arbeki i sprawował ten urząd 6 lat. Angażował się bardzo na rzecz miejscowej społeczności, poprawy warunków jej życia zarówno pod względem materialnym, jak i moralnym. Nie zapominał przy tym o szerzeniu i wspieraniu wiary i kultury chrześcijańskiej, które już wówczas były bardzo zagrożone.

Od 1930 stopniowo wycofywał się z działalności politycznej, widząc, jak po ustanowieniu wtedy drugiej republiki zaostrza się sytuacja wewnętrzna w kraju, a Kościół jest coraz bardziej atakowany i prześladowany. Miał też świadomość narastającego zagrożenia osobistego i za radą przyjaciół zamierzał schronić się wraz z rodziną w Saragossie, ale gdy przybył do pobliskiej Lleídy, postanowił wrócić, nie chciał bowiem pozostawiać swych chorych bez opieki. Pomagał też, na ile mógł, miejscowym siostrom zakonnym, a nawet niektórym milicjantom z oddziałów republikańskich.

W końcu jednak o świcie 13 sierpnia 1936 został schwytany na drodze z Arbeki do Lleídy, załadowano go wraz z 5 innymi osobami na ciężarówkę i po kilku godzinach ich rozstrzelano. Przed śmiercią Mullerat przebaczył swym prześladowcom, zapisał też na kartce imiona swych pacjentów i poprosił innego lekarza, aby o nich pamiętał. Zwłoki straconych oprawcy oblali benzyną i podpalili.

Tożsamość Mariana Mullerata rozpoznano później na podstawie kilku narzędzi lekarskich i kluczy do domu, które przy nim znaleziono.

Proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym w Tarragonie toczył się w latach 2003-07 a dekret uznający męczeństwo lekarza i polityka z Arbeki podpisał Franciszek 7 listopada 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem