Reklama

Trzeźwy alkoholik na ołtarze

2017-03-01 09:49

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 10/2017, str. 44-45

Trifonenko Ivan/fotolia.com

Matt Talbot mawiał: „Przede wszystkim muszę wziąć pod uwagę interes duszy”. Nie pozostawił pism, ale świadectwo jego życia to dowód, że można wydobyć się z dna. Matt, którego według współczesnych standardów nazwalibyśmy trzeźwym alkoholikiem, jest kandydatem na ołtarze

Matt był synem portowego robotnika. Urodził się w Dublinie w 1856 r., kilka lat po klęsce wielkiego głodu, który pochłonął w Irlandii ok. 1,5 mln ofiar, a w którego wyniku ok. 1 mln mieszkańców wyemigrowało. Elizabeth i Charles Talbotowie mieli dwanaścioro dzieci, z których tylko sześcioro dożyło dorosłego wieku. Narodziny i pogrzeby, bieda i przeprowadzki były codziennością licznej rodziny – jak obliczono, Talbotowie w ciągu 20 lat zmienili adres 11 razy.

Błogosławiona sobota

Matt, drugi z kolei syn, nie kwapił się do nauki. Zapisany do szkoły chodził do niej przez 2 lata, w dodatku z 2-letnią przerwą, a w dzienniku z 1867 r. wpisano adnotację: „wagarowicz”.

Rok później zaczął pracować w piwiarni jako chłopak na posyłki. Część wynagrodzenia otrzymywał w bonach na alkohol. Dziś wiemy, że młody organizm uzależnia się najszybciej. Po roku 13-letni Matt był już alkoholikiem. Także w kolejnych miejscach pracy, w porcie i firmie budowlanej, szybko znajdował towarzystwo do kieliszka i przepijania tygodniowego zarobku. Gdy brakowało gotówki, robił to, co robią „zawodowi” alkoholicy: zastawiał ubranie, pożyczał, kradł.

Reklama

Niespodziewanie nadszedł dzień, w którym 28-letni Matt Talbot podjął decyzję zerwania z nałogiem. Biografowie piszą, że była to sobota. Matt stracił pracę i nie miał pieniędzy. Dręczony alkoholowym głodem czekał z bratem pod pubem na kolegów z nadzieją, że postawią kolejkę. Zamiast zaproszenia usłyszał kpiny i obelgi. Upokorzony wrócił do domu, przesiedział w milczeniu kilka godzin, po czym oświadczył matce, że idzie do księdza złożyć ślubowanie abstynencji. Poszedł do kościoła świętego Krzyża, przystąpił do spowiedzi, złożył przyrzeczenie na 3 miesiące, później na rok, a po tym czasie – na całe życie. I wytrwał.

Wyprzedził grupy AA

Wszyscy, którzy zetknęli się z problemem uzależnień, wiedzą, że mało komu udaje się wyjść z nałogu w wyniku jednej decyzji – zwykle jest to długi proces wzlotów i upadków, mocowania się ze słabościami, szukania wsparcia. Dlatego w przypadku Matta Talbota warto poszukać odpowiedzi na pytania: Czemu zawdzięcza zwrot w życiu i czy wyjście z choroby alkoholowej rzeczywiście przyszło mu łatwo?

Pijaństwo synów i męża było bolesną raną Elizabeth Talbot, która wiele modliła się w intencji swojej rodziny. Po nawróceniu Matta modliła się równie często i równie gorąco. On sam, nawet w trakcie choroby alkoholowej, zachował resztki pobożności. Był przecież ochrzczony, w szkole przygotowano go do Pierwszej Komunii św., do której przystąpił. Chodził więc na niedzielne Msze św., a wychodząc do pracy, czynił znak krzyża.

Jego zerwanie z nałogiem przypomina program 12 kroków stosowany na całym świecie w grupach Anonimowych Alkoholików. Tyle że Matt w 1884 r. nie mógł znać tych zasad, ponieważ grupy AA zaczęły powstawać na przełomie lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Jednak droga, którą intuicyjnie wybrał, by umocnić się w decyzji: pójście pamiętnej soboty do kościoła, modlitwa i spowiedź, złożenie przyrzeczenia przed księdzem – bardzo przypomina treść pierwszych trzech kroków grup AA: 1. Przyznajemy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego uzależnienia i naszych problemów – i że nie możemy już dać sobie rady z naszym życiem; 2. Uwierzyliśmy, że moc większa od nas samych może przywrócić nam duchowe zdrowie; 3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, na ile Go pojmujemy.

Podobne są również inne zasady, którymi kierował się później: modlitwa o usunięcie wad, o pokorę i cierpliwość oraz obsesyjne niemal dążenie do zadośćuczynienia wszystkim, których skrzywdził wcześniejszym postępowaniem.

Znak szczególny – skrzyżowane szpilki

Chociaż decyzję o zerwaniu z nałogiem Matt Talbot podjął szybko, wytrwać w niej nie było łatwo. Alkoholowy głód dawał o sobie znać. Świadectwem wewnętrznej walki są słowa, które zapamiętała jego siostra: „Łatwiej jest przywrócić do życia umarłego niż przestać pić, będąc alkoholikiem”. Siły szukał w Bogu: codziennie przed pracą szedł na Mszę św., także po pracy wstępował do kościoła na modlitwę, często odmawiał Różaniec. Jego stałą lekturą były Pismo Święte, w którym podkreślał ważne dla siebie fragmenty, i żywoty świętych.

W rękaw ubrania wpiął dwie szpilki na kształt krzyża, by przypominały mu, że Pan Jezus cierpiał i umarł na krzyżu za jego grzechy. Z czasem zaczął stawiać sobie coraz wyższe wymagania: rzucił palenie, wzorem pierwszych irlandzkich świętych spał na desce z kawałkiem drewna pod głową, wiele pościł, wstąpił też do Trzeciego Zakonu św. Franciszka i kilku bractw kościelnych.

Współcześni terapeuci zalecają osobom wychodzącym z uzależnienia skrupulatne wypełnianie dnia różnymi zajęciami i przestrzeganie tego planu. Matt Talbot odkrył tę zasadę już wiek temu: dużo pracował i cieszył się opinią niezawodnego robotnika, resztę czasu wypełniał modlitwą, pobożną lekturą i dobroczynnością. Wiedział też, że jeden kieliszek może zniszczyć wszystkie dotychczasowe wysiłki, dlatego aby uniknąć pokusy wejścia do pubu, nie nosił przy sobie pieniędzy.

Nowe życie zaczął od spłacenia starych długów, usiłował też odnaleźć wędrownego skrzypka, któremu ukradł skrzypce, kiedy potrzebował pieniędzy na alkohol. Gdy to się nie udało, zamówił Msze św. za jego duszę.

O krok od beatyfikacji

Żył samotnie. Pracował jeszcze w 1923 r., kiedy zachorował na serce. Po leczeniu wrócił na krótko do pracy, bo – jak wyznał – bezczynność była dla niego nie do zniesienia. Odszedł do Pana w niedzielę 7 czerwca 1925 r., w drodze do kościoła. Zmarł na ulicy, ciało zidentyfikowano w kostnicy szpitalnej po 4 dniach. Na pogrzebie Matta było tylko 7 osób. Ale już rok później niewielka broszura o jego pokutniczym życiu w abstynencji po latach uzależnienia wzbudziła ogromne zainteresowanie. Zaczęto ją wydawać w dużych nakładach i tłumaczyć na inne języki. Po procesie przeprowadzonym w diecezji dublińskiej dokumentację przesłano do Watykanu. W 1975 r. papież Paweł VI ogłosił dekret o heroiczności cnót Matta Talbota.

Jego szczątki zostały przeniesione do kościoła Matki Bożej z Lourdes w Dublinie. Jest popularny w Irlandii i Ameryce. Staje się znany także w Polsce. Pomnik Matta Talbota, na którym umieszczono jego słowa: „Przede wszystkim muszę wziąć pod uwagę interes duszy”, znajduje się w parafii pw. św. Aleksego w Płocku-Trzepowie. Obraz z jego wizerunkiem znajduje się także w sanktuarium maryjnym w Różanymstoku.

Osobom walczącym z nałogiem i ich rodzinom warto przypomnieć modlitwę, którą znaleziono w rzeczach Matta Talbota po jego śmierci: „O najsłodszy Jezu, zniszcz we mnie wszystko, co jest złem, niech to wszystko złe obumrze. Zniszcz we mnie wszystko, co jest występne i samowolne. Wyniszcz wszystko, co Ci się nie podoba we mnie, usuń wszystko, co jest moje własne. Daj mi prawdziwą pokorę, prawdziwą cierpliwość i prawdziwą miłość. Użycz mi doskonałego panowania nad moim językiem”.

Życie Matta Talbota świadczy, że jego modlitwa została wysłuchana.

Tagi:
alkohol alkoholizm

Wolność - sami sobie gotujemy piekło

2018-03-15 20:10

"Porozmawiajmy na trzeźwo" to cykl 8 odcinków prowadzonych przez ks. dra Marka Dziewieckiego, psychologa, członka Komisji Episkopatu Polski ds. Trzeźwości i rekolekcjonistę. Jeżeli ktoś boryka się z uzależnieniem, albo współuzależnieniem, to warto, by tego posłuchał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Włochy: beatyfiakacja s. Sgorbati - męczenniczki

2018-05-26 21:47

vaticannews.va / Piacenza (KAI)

Męczennik-chrześcijanin na zło odpowiada miłością i tak męczeństwo s. Leonelli staje się ziarnem nadziei rzuconym w ziemię człowieka, które wyda kwiaty i owoce dobra – mówił kard. Angelo Amato dzisiaj w katedrze w Piacenzy. Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wyniósł dziś do chwały ołtarzy włoską zakonnicę, Leonellę Sgorbati, zamordowaną w Somalii.

Małgorzata Cichoń

S. Leonella urodziła się w 1940 r. w Gazzola koło Piacenzy, w północno-zachodniej części Włoch. Gdy miała 23 lata, wstąpiła do Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia. Po studiach w Anglii, gdzie uzyskała dyplom pielęgniarki, wyjechała na misje do Afryki. Najpierw pracowała w Kenii, a następnie w Somalii, gdzie oprócz normalnej pracy pielęgniarki kształciła wyspecjalizowaną kadrę medyczną. Zginęła z rąk ekstremistów muzułmańskich w 2006 r.

S. Leonella w swoim życiu hołdowała zasadzie: „dawać wszystko, kochać bardzo, kochać wszystkich”. Znana była z promiennego uśmiechu, którym obdarzała wszystkich. Przed śmiercią, raniona śmiertelnie, trzykrotnie powtórzyła pod adresem zabójców: przebaczam.

Kard. Angelo Amato wskazał na aktualność jej świadectwa. “ Wszystkim nam s. Leonella Sgorbati pozostawia jasne przesłanie autentycznego życia chrześcijańskiego, na które składa się otwartość, miłość i przebaczenie. Swoim współsiostrom przypomina słowa ich błogosławionego założyciela, który mówił: «Powinniśmy ślubować służbę misji nawet kosztem życia; powinniśmy być zadowoleni, jeśli umrzemy przy pracy. Kiedy składacie śluby pamiętajcie, że obok trzech ślubów jest także i ten czwarty». S. Leonella żyła z sercem uczennicy całkowicie oddanej Chrystusowi, szukając tylko Boga i Jego woli; w wolności wobec rzeczy i całkowicie oddana posłuszeństwu. Delikatna i cicha, z pojednania i nieużywania przemocy uczyniła styl swojego życia; czyniła dobro bez rozgłosu, oddając się także pracy fizycznej” - powiedział prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Kard. Nycz: Trójca Święta jest dla nas wzorem życia wspólnotowego

2018-05-27 11:46

pgo / Niepokalanów (KAI)

Trójca Święta jest dla nas wszystkich, ale dla was małżonków w sposób szczególny, wzorem życia wspólnotowego. Bez przylgnięcia sercem i wiarą do prawdy o jedności Trójcy Świętej, nie da się zrealizować jedności i miłości w sakramencie małżeństwa – podkreślił kard. Kazimierz Nycz, który przewodniczył Mszy św. w Niepokalanowie z okazji Ogólnopolskiego Spotkania Rodzin.

http://archidiecezja.warszawa.pl

Kard. Nycz w homilii przypominał, że do tego momentu ślubnej przysięgi trzeba ciągle wracać. – Trzeba do tego wracać, aby w świecie nastawionym na tymczasowość, na chwilowość i na zbyt łatwe zmiany poglądów i przekonań, ale także zbyt szybkie odchodzenie od wierności ślubowanej w sakramencie małżeństwa, dać czytelne świadectwo jedności małżeńskiej, miłości, wierności i uczciwości – wskazywał kardynał.

Hierarcha nawiązując do papieskiej adhortacji „Amoris laetitia” zaznaczył, jak ważne jest towarzyszenie małżeństwom. – Towarzyszyć nie tylko narzeczonym idącym do małżeństwa, ale towarzyszyć też małżeństwom już zawartym. Towarzyszyć modlitwą, refleksją, możliwością wymiany doświadczeń. Cieszę się bardzo, że franciszkanie w Niepokalanowie podejmują takie spotkania i warsztaty. Podejmują się towarzyszenia rodzinom i małżeństwom, które jest potrzebne tym, którzy zawarli dopiero małżeństwo, ale też tym, którzy w tym małżeństwie żyją wiele lat – mówił.

Nawiązując do obchodzonej dzisiaj w kościele uroczystości Trójcy Świętej podkreślił, że trzeba również ciągle wracać do podstawowej prawy wiary – Bój jest jeden w trzech Osobach. – To jest prawda, która do końca zostaje tajemnicą, jedną z największych tajemnic naszej wiary. Nie da się tej prawdy zgłębić rozumem, nie da się tej prawdy zgłębić w naszej głowie. Do tej prawdy o Bogu i miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca, z której rodzi Duch Święty, trzeba przylgnąć sercem i przyjąć ją sercem – powiedział.

- Trójca Święta jest dla nas wszystkich, ale dla was małżonków w sposób szczególny, wzorem życia wspólnotowego. Bez tego przylgnięcia sercem i wiarą do prawdy o jedności Trójcy Świętej, nie da się zrealizować jedności i miłości w sakramencie małżeństwa – zaznaczył kard. Nycz.

Nawiązując do słów św. Jana Pawła II hierarcha podkreślił, że powinniśmy nosić w sobie „personalizm komunijny”, który sprawia, że potrafimy się zrozumieć, wybaczyć sobie nawzajem i „być jedno, jak Bój jest jeden w trzech Osobach”.

- Wróćmy do tego źródła, z którego tryska miłość, która ożywa waszą rodzinę, która każe wam być w całości dla sobie nawzajem. Ta miłość, która każe wam poświęcić się dla urodzenia i wychowania dzieci. W ten sposób wpatrzeni w Trójcę Świętą starajcie się żyć w jedności, przylgnięci waszym sercem do tej jedności i miłości między Trójcą – dodał.

Na koniec Mszy św. małżonkowie odnowili przyrzeczenia ślubne.

W dniach 25-27 maja pod hasłem „Miłość jest najważniejsza" w Niepokalanowie odbywa się Ogólnopolskie Spotkanie Rodzin. W jego ramach rodziny uczestniczą w wykładach i warsztatach. Towarzyszą im również codzienne Msze św. z homiliami głoszonymi przez biskupów. Spotkanie zakończy rodzinny koncert oraz uroczyste zawierzenie rodzin Matce Bożej Niepokalanej.

Organizatorem wydarzenia jest Klasztor OO. Franciszkanów w Niepokalanowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem