Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Matka Boża przemówiła

2017-03-15 09:27

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 12/2017, str. 14-15

Fabio Gregori
O. Flavio Ubodi OFMCap

We włoskim mieście Civitavecchia 22 lata temu z figurki Matki Bożej przywiezionej z Medjugorie zaczęły spływać krwawe łzy. Z o. Flavio Ubodim, kapucynem, rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Dokładnie 22 lata temu w portowym mieście Civitavecchia, 70 km od Rzymu, miało miejsce „naukowo niewytłumaczalne” łzawienie figurki Matki Bożej przywiezionej z Medjugorie. Figurka „płakała” krwawymi łzami 13 razy w dniach 2-6 lutego 1995 r. w obecności kilkorga świadków, przede wszystkim członków rodziny Gregorich – jej właścicieli, a następnie po raz ostatni 15 marca w rękach biskupa miasta Girolama Grilla (bp Grillo zmarł 22 sierpnia 2016 r.). Gdy figurka została zarekwirowana przez władze, które rozpoczęły dochodzenie w sprawie „domniemanych łzawień”, kard. Andrzej Maria Deskur podarował Gregorim drugą, identyczną, przywiezioną również z Medjugorie. Z czasem z drugiej figurki zaczął wypływać pachnący olej, który pojawił się również na liściach bluszczu pokrywającego niszę w ogrodzie Gregorich, gdzie postawiono figurę Madonny. Fakty te są dobrze znane, ale nie każdy wie, że zjawiskom tym towarzyszyły objawienia Matki Bożej, która ukazywała się członkom rodziny Gregorich (ojcu, matce i trójce ich dzieci), by przekazać im swe orędzie. Część przesłań Maryi miała charakter publiczny, inne – czysto prywatny i dotyczyły samych widzących. Aby porozmawiać o objawieniach Madonny i orędziu, które chciała przekazać ludzkości u schyłku XX wieku, skontaktowałem się z o. Flavio Ubodim, włoskim kapucynem – teologiem, wiceprzewodniczącym Komisji Diecezjalnej, która badała zjawisko łzawień. Kapłan ten, obecnie przełożony klasztoru Kapucynów w Orvieto, z polecenia bp. Grilla otoczył duszpasterską opieką rodzinę Gregorich, będącą w centrum cudownych wydarzeń w Civitavecchia. O. Ubodi jest autorem publikacji na temat łzawień i objawień Matki Bożej.
W. R.

* * *

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Kiedy miały miejsce objawienia Matki Bożej w Civitavecchia, którym towarzyszyły Jej przesłania?

O. FLAVIO UBODI OFMCAP: – Przesłania Madonny związane są z cyklem objawień, które rozpoczęły się 2 lipca 1995 r., a zakończyły 17 maja 1996 r. (data ostatniego przesłania o charakterze publicznym). Objawienia prywatne rodzina Gregorich miała jeszcze w kolejnych latach. W okresie objawień odwiedzałem rodzinę widzących, tak jak mi to zlecił bp Grillo, ale nigdy nie byłem ich bezpośrednim świadkiem. Opowiadano mi o nich, a Fabio Gregori przekazywał mi na piśmie treść objawień.

– Ile jest przesłań, które mają charakter publiczny?

– Ponad 90.

– W jaki sposób można sprawdzić prawdziwość objawień?

– To złożona sprawa. W rzeczywistości łzawienia czy „pocenie się” figurki to zjawiska, które mogą być postrzegane przez wszystkich i badane naukowo. Objawienia i przesłania pozostają natomiast w sferze subiektywnej, dlatego są trudniejsze do zweryfikowania.

– Jak więc można analizować przesłania Madonny?

– Przede wszystkim można sprawdzić, czy są one zgodne z doktryną katolicką, natomiast jeśli zawierają proroctwa, trzeba czekać, aby stwierdzić, czy się one spełniają. Oczywiście, nikt nie ma obowiązku wierzyć w orędzie Madonny z Civitavecchia, tak jak to jest w przypadku Pisma Świętego czy Magisterium Kościoła. Należy jednak podkreślić, że przesłania te dotyczą nas wszystkich i że się spełniają.

– Jak można streścić publiczne orędzie Matki Bożej?

– Matka Boża już w 1995 r. przestrzegała przed diabelskim planem, który obejmował: atak i zniszczenie rodziny; wielką apostazję; skandale w Kościele; poważne uchybienia hierarchów, stąd zdecydowany apel do biskupów, aby zjednoczyli się wokół Jana Pawła II, ukazywanego jako wzór i dar Madonny na dzisiejsze czasy; rzeczywiste ryzyko III wojny światowej między Zachodem a Wschodem.

– Czy mógłby Ojciec powiedzieć coś więcej na temat ataku na rodzinę, o którym mówiła Madonna?

– Decydujący atak szatana na rodzinę jest tłem całej historii objawień w Civitavecchia. W przesłaniu np. z dnia 16 lipca 1995 r. Madonna wyjawia: „Szatan chce zniszczyć rodzinę”. Zniszczyć rodzinę oznacza zniszczyć podstawową komórkę społeczeństwa, tak jakby „zarazić” społeczeństwo rakiem, aby doprowadzić do jego rozpadu. Tę troskę Matki Bożej można lepiej zrozumieć w ostatnich latach, gdy odnotowujemy rozpad rodzin, rozwody, separacje, współżycie przedmałżeńskie, tzw. małżeństwa jednopłciowe, poligamię... Atak na rodzinę pojawił się również wewnątrz Kościoła podczas ostatniego synodu biskupów, gdy zaistniało ryzyko, że dojdzie do zanegowania nierozerwalności sakramentu małżeństwa. Przesłania, które w Civitavecchia Madonna nieprzypadkowo przekazała właśnie rodzinie, przewidywały to prawdziwe „trzęsienie ziemi” i wzywały do budowania rodziny na bazie wartości chrześcijańskich i do pielęgnowania małżeńskiej miłości, wierności, nierozerwalności oraz jedności. Madonna pojawia się tutaj m.in. jako „Matka i Królowa rodziny”, a jest wiele par, które dzięki modlitwie do Madonny z Civitavecchia uratowały lub wzmocniły swój związek małżeński.

– Madonna mówiła również o ryzyku apostazji w Kościele.

– O „wielkiej apostazji” Matka Boża mówi w przesłaniu z 8 września 1995 r., a obecnie przeżywamy tę straszną rzeczywistość. Wydaje się, że o apostazji mówi także część tajemnicy fatimskiej. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Ecclesia in Europa” – ukazała się ona po wydarzeniach w Civitavecchia – napisał: „Europejska kultura sprawia wrażenie «milczącej apostazji» człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. W samym Kościele odnotowuje się zjawisko utraty wiary i kwestionowania wielu prawd dogmatycznych. W poszukiwaniach teologicznych pojawiają się tendencje niekatolickie w ocenie podstawowych elementów wiary. Jest to spowodowane również niepokojącą infiltracją masonerii i ateistycznego komunizmu.
Świat, jak zauważył papież Benedykt XVI, wybrał drogę relatywizmu: nie ma niczego, co miałoby charakter absolutny i niezmienny – wszystko jest „względne” i zależy od chwili, od miejsca, od ludzi żyjących w konkretnych sytuacjach. Ta wizja prowadzi do utraty wiary w odwieczne prawdy zawarte w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła. Ale mamy też do czynienia z „relatywizmem etycznym”, to znaczy z zachowaniami, które w żadnej mierze nie uwzględniają zasad i norm moralnych opartych na prawie naturalnym i prawie Bożym. Relatywizm zaprzecza ważności moralności naturalnej i jakiejkolwiek normy etycznej o naturze religijnej. Mając takie przekonania, ludzkość stoi na ruchomych piaskach, które mogą ją wchłonąć.

– Jak te niepokojące zjawiska wpływają na życie Kościoła?

– W przesłaniu z 30 lipca 1995 r. Matka Boża mówi: „Szatan już prawie zawładnął całą ludzkością, a teraz stara się zniszczyć Kościół Boży, także przez wielu kapłanów. Nie pozwólcie mu na to! Pomagajcie Ojcu Świętemu”. Obawy Madonny okazały się prawdziwe, gdyż byliśmy świadkami zaskakującej serii skandali, których nikt nie mógł sobie wyobrazić w czasie objawień w Civitavecchia. Zaczęło się od smutnej historii bp. Emmanuela Milingo, następnie pojawił się problem księży pedofilów, aż do dzisiejszych skandali. W 1995 r. nikt nie mógł przewidzieć, że w Kościele jest tak dużo „brudu”, jak powiedzieli kard. Ratzinger, a następnie papież Franciszek.

– Co Madonna mówiła o Janie Pawle II?

– W przesłaniu z 19 września 1995 r. Madonna zwraca się do biskupów, mówiąc: „Biskupi, waszym zadaniem jest kontynuowanie wzrostu Kościoła Bożego... Bądźcie jednym sercem pełnym prawdziwej wiary i pokory z moim synem Janem Pawłem II, największym darem, który moje Niepokalane Serce otrzymało od Serca Jezusa”. Przesłanie to ukazuje, że istnieje podział w hierarchii Kościoła i nie ma harmonii i jedności z Papieżem. Jednocześnie Matka Boża wskazała na Jana Pawła II jako na Jej największy dar dla naszych czasów. Jeśli potraktujemy poważnie objawienie Tej, która w Civitavecchia prezentuje się również jako „Matka i Królowa Kościoła”, możemy zrozumieć, jak bardzo życie i nauczanie tego świętego Papieża może być punktem odniesienia dla Kościoła – nie tylko dzisiaj, ale także w przyszłości.

– Jan Paweł II śledził uważnie to, co działo się w Civitavecchia...

– Jan Paweł II głęboko wierzył w to wszystko, co wydarzyło się w Civitavecchia. Chciał mieć figurkę Matki Bożej z Civitavecchia u siebie w Watykanie, modlił się przed nią i umieścił na głowie Madonny złotą koronę. Papież podpisał też ważny dokument przygotowany przez bp. Grilla.

– Co to za dokument?

– To list w dwóch częściach, w którym bp Grillo przypomina swoją wizytę z figurką u Jana Pawła II i pisze o rozwijającym się nabożeństwie do Madonny z Civitavecchia. Druga część zawiera ponowione świadectwo biskupa i ujawnia, że Akt zawierzenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał Papież 8 października 2000 r., był również odpowiedzią na jego konkretną prośbę. List został podpisany przez Ojca Świętego 20 października 2000 r.

– Wspomniał Ojciec, że w przesłaniu mówi się również o ryzyku III wojny światowej między Wschodem a Zachodem...

– Tego argumentu dotyczy przesłanie z 19 maja 1995 r.: „Ludzkości zagraża straszna tragedia, która się zbliża. Nie zdaje sobie sprawy, że grozi jej rozpoczęcie wojny światowej, która jednak może być zatrzymana”. Obawiam się, że to przesłanie w jakiś sposób realizuje się na naszych oczach. Wielu szefów państw stwierdziło, że jesteśmy w stanie wojny. A i Papież mówi o „trzeciej wojnie światowej w kawałkach”. Mówi się o możliwych atakach chemicznych i bakteriologicznych. Przesłanie sugeruje, że chodzi o wojnę nuklearną, która może mieć nieobliczalne konsekwencje. Jednak Madonna zostawia furtkę otwartą na nadzieję: „Wojna może być zatrzymana”.

– O co trzeba prosić Matkę Bożą, aby zatrzymać wojnę?

– Niebo ma swoją „broń”. Madonna, aby zatrzymać wojnę, wskazała na miłość, modlitwę – w szczególności Różaniec, pokorę, autentyczne nawrócenie, poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu. Ale przede wszystkim na wielką zażyłość z Jezusem, którą można osiągnąć dzięki Komunii św., adoracji eucharystycznej i częstej spowiedzi. W przesłaniu z 25 sierpnia 1995 r. Matka Boża mówi: „Moją wolą jest, abyście poświęcili się memu Niepokalanemu Sercu, abym mogła poprowadzić wszystkich do Jezusa... Nawracajcie się, bądźcie pokornego serca, miłosierni, znów stańcie się prawdziwym ludem Bożym (...)”. Również 26 sierpnia 1995 r. powtarza: „Poświęćcie się mojemu Niepokalanemu Sercu”; i znowu: „Módlcie się, nie ustawajcie nigdy w modlitwie. Miłujcie się, ponieważ miłość w Chrystusie, moim Synu, jest kluczem, aby przejść przez wąskie drzwi, które prowadzą do królestwa Bożego”.

– W tym roku przypada 100. rocznica objawień fatimskich. Jaki jest związek między przesłaniem Matki Bożej w Fatimie i tym w Civitavecchia?

– Madonna w przesłaniu z 19 września 1995 r. mówi: „Ciemności szatana przesłaniają już teraz cały świat, także Kościół Boży. Przygotujcie się, aby przeżyć to, co objawiłam moim małym córkom w Fatimie”. Następnie Matka Boża wyjawiła Jessice (jedno z dzieci Gregorich – przyp. W. R.) trzecią tajemnicę fatimską, którą widząca zachowuje w całkowitej tajemnicy. Treść objawień z Civitavecchia pokrywa się w dużej mierze z przesłaniem z Fatimy: zaproszenie do nawrócenia i poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi; odmawianie Różańca jako broń, by pokonać wroga Boga, ciemności szatana, które przesłaniają świat i Kościół, z ryzykiem wojny nuklearnej; przekazanie trzeciej tajemnicy; odniesienie do apostazji, ale także zachęcające zapewnienie, że Niepokalane Serce Maryi zatriumfuje.

– Na zakończenie chciałbym zadać istotne pytanie: Kiedy Ojciec, jako kapłan i teolog badający fakty, które miały miejsce w Civitavecchia, nabrał przekonania, że objawienia i towarzyszące im przesłania są wiarygodne?

– Przekonanie to dojrzewało stopniowo, wraz z głęboką analizą wydarzeń i zeznań różnych świadków. Przyczyniły się do tego także powaga i spokojna siła ducha rodziny Gregorich, mimo że byli oni przedmiotem nieuzasadnionych ataków z różnych stron; ich posłuszeństwo Kościołowi – indywidualnie i jako rodzina. Wreszcie: brak błędów teologicznych i etycznych w przesłaniu oraz wiele innych ustaleń dokonanych osobiście.

Tagi:
wywiad rozmowa

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Krajewski o swej nominacji: ta purpura jest dla ubogich

2018-05-21 12:59

pb (KAI/vaticannews.va) / Watykan

- Ta purpura jest dla ubogich i dla wolontariuszy, ja nie mam żadnych zasług - tak na wiadomość o swej nominacji kardynalskiej zareagował jałmużnik papieski abp Konrad Krajewski. Dodał, że było to „coś niespodziewanego”, o co się nigdy nie starał.

Grzegorz Gałązka

Wyraził przekonanie, że nie jest to nominacja dla niego osobiście, tylko dla urzędu jałmużnika papieskiego, którego zadaniem jest być „ramieniem charytatywnym” papieża. - Robię tylko to, czego chciał Ojciec Święty - wyznał kardynał-nominat.

Jego zdaniem nominacja ta jest wyróżnieniem także dla wszystkich wolontariuszy, którzy co wieczór wychodzą na ulice, by pomagać potrzebującym. - Pierwszymi kardynałami byli diakoni, a więc ci, którzy obsługiwali ubogich, bo diakoni są dla ubogich - przypomniał abp Krajewski.

Przyznał, że o swej nominacji dowiedział się z przemówienia papieża po modlitwie „Regina caeli”. - Ojciec Święty nic mi [wcześniej] nie powiedział - ujawnił kardynał-nominat.

Oznaki godności kardynalskiej otrzyma on, wraz 13 innymi nominatami, z rąk papieża Franciszka 29 czerwca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komisja Maryjna o roli mediów w szerzeniu kultu Matki Bożej

2018-05-22 16:51

mir / Jasna Góra (KAI)

Na Jasnej Górze obradowała dziś Komisja Maryjna Konferencji Episkopatu Polski. Wśród omawianych zagadnień znalazły się m.in. przygotowania do synodu biskupów o młodzieży i związane z tym wyzwania oraz rola mediów w kształtowaniu kultu Matki Bożej.

Artur Dąbrowski

Obrady prowadził przewodniczący komisji metropolita częstochowski abp Wacław Depo. Obecny był także bp Łukasz Buzun z Kalisza. Biskup pomocniczy kaliski podkreślił znaczenie odpowiedzialności za przekaz medialny. Na media jako szansę w docieraniu z przekazem ewangelizacyjnym zwłaszcza do młodego pokolenia zwrócił uwagę o. prof. Grzegorz Bartosik z UKSW. – Trzeba – zaznaczył mariolog – by i Kościół znalazł się w tym nurcie rewolucji technologicznej.

Zdaniem ks. Michała Drożdża, dyrektora Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie, media są elementem integralnym całości duszpasterstwa. – Dziś kult maryjny bez mediów nie byłby taki, jaki mamy. Transmisje z Jasnej Góry, radiowe czy telewizyjne, a także z innych sanktuariów przyciągają najwięcej odbiorców.

- Dzisiaj nie można planować duszpasterstwa, planować ewangelizacji poprzez ducha Maryjnego, jeżeli nie uwzględnimy wykorzystania wielorakich mediów – podkreślił wykładowca Uniwersytetu Papieskiego.

Ks. Drożdż zwrócił też uwagę, że w środkach społecznego przekazu tkwi ogromny potencjał, który można wykorzystać dla dobra człowieka. Ten potencjał trzeba tez uwzględniać w kształtowaniu kultu Maryjnego i jest to znak czasu – zauważył medioznawca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem