Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Świadek Bożego Miłosierdzia

2017-03-15 09:27

Rozmawia Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 12/2017, str. 38-39

Archiwum prywatne

U „Gryfa” wszystko było na najwyższym poziomie, miłość do Polski, do Boga i życie niezwykłe – z Jarosławem Wróblewskim, autorem książki „Gryf”, o niedawno zmarłym bohaterze Powstania Warszawskiego – gen. dyw. Januszu Brochwicz-Lewińskim – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Napisałeś piękną, wzruszającą książkę. Gratuluję. Wyobrażam sobie, jak wielką czułeś presję...

JAROSŁAW WRÓBLEWSKI: – Tak, to prawda, chciałem napisać książkę na miarę wielkiego człowieka, żeby była głosem pokolenia, miała szerszy wymiar, nie ograniczała się tylko do biografii znanej postaci. Chciałem, żeby „Gryf” był przewodnikiem po polskiej historii.

– Udało się?

– Chciałem, żeby osoby, które będą ją czytać, coś przeżyły. Chciałem wzbudzić emocje, nakłonić do refleksji, zainspirować do rozmów w domach, do wspomnień. Czułem ogromną odpowiedzialność, bo gdy zaczynałem, człowiek, o którym pisałem, jeszcze żył.

– Ale nie byłeś sam w tej pracy. Miałeś potężne wsparcie...

– To prawda. Bardzo pomogła mi pani Agnieszka Bogucka, opiekująca się panem generałem, dzięki której „Gryf” wrócił do Polski. Nie byłoby tej książki także bez mojej wspaniałej żony. W trakcie przygotowań urodziło nam się czwarte dziecko, a ona mimo to dawała mi czas na pracę, uwrażliwiała na pewne rzeczy. Była redaktorem książki i jej korektorem. Wiedzieliśmy, że „Gryf” czeka na książkę, że czas jest nieubłagany.

– Na jakim etapie pracy nad książką „Gryf” zmarł?

– Książka ma pięć rozdziałów, przesłałem „Gryfowi” cztery. Piąty, o Józefie Szczepańskim „Ziętku”, miał być dla niego niespodzianką.

– Masz poczucie, że „Gryf” był gotowy na śmierć?

– Mimo że poruszał się na wózku, czuł się, jakby miał dwadzieścia lat. Miał błysk w oku, jasność umysłu. Doskonale pamiętał szczegóły. Dziś myślę, że był gotowy na spotkanie ze śmiercią, ale na nią nie czekał.

– Zdumiewające było to, że „Gryf”, pomimo ogromu trudnych przeżyć, wciąż miał w sobie radość życia...

– To dlatego, że był człowiekiem wiary. Poza tym mieszkał w Polsce, za którą przez dziesiątki lat bardzo tęsknił. To mu dawało poczucie spełnienia. Czuł się potrzebny. Miał serdeczny kontakt z prezydentem RP Andrzejem Dudą.

– Dlaczego „Gryf” po kilkudziesięciu latach życia na obczyźnie nie był w Polsce witany z honorami, z wielką fetą?

– To jest pytanie do ludzi, którzy w tamtym czasie w Polsce rządzili. Może „Gryf” nadal był niewygodny? Może wciąż był wyrzutem sumienia? Ja też tego nie rozumiem. Dowódca obrony słynnego Pałacyku Michla z Powstania Warszawskiego, żywa historia, legenda wraca do swojego kraju i... przechodzi męki trudów i upokorzenia, np. żeby załatwić potrzebne do mieszkania w Polsce formalności.

– Ale były też jasne momenty. Prezydent RP Lech Kaczyński przyznał „Gryfowi” stopień generała, z Władysławem Stasiakiem z Kancelarii Prezydenta zaprzyjaźnili się...

– Obydwaj zginęli w katastrofie smoleńskiej i to był dla „Gryfa” wielki wstrząs.

– Jakim człowiekiem był „Gryf”? Jak go zapamiętasz?

– To był silny, odważny i bezkompromisowy człowiek. Wzruszyłem się, gdy na kartce, którą mi przysłał na święta, nazwał mnie swoim przyjacielem. Miał stopień generała i to było odczuwalne w jego zachowaniu. Inaczej rozmawiał z cywilami, a inaczej z żołnierzami. Był spokojny, pogodny, pełen taktu i kultury osobistej. Gdy wchodziłem do jego mieszkania, odnosiłem wrażenie, że przenoszę się w czasie. Na ścianach wisiały szable, portrety przodków, zdjęcia, pamiątki. To był miły dom, dobrze się w nim czułem.

– Nasze pokolenie zastanawia się, czy Powstanie Warszawskie miało sens. Czy „Gryf”, kiedy wybuchło, miał wątpliwości?

– Nie. Uważał, że powstanie było koniecznością, że trzeba było walczyć. Jego rówieśnicy, kompani, przyjaciele byli młodzi, sprawni, umieli posługiwać się bronią, a sytuacja była sprzyjająca. Armia Czerwona podchodziła pod Warszawę. Wcześniej przez Warszawę przejeżdżały tabory jeńców niemieckich. Polacy czuli, że pięść, która ich biła przez lata, słabnie. Trzeba pamiętać, że Warszawa była miastem terroru, łapanek, wywózek do obozów koncentracyjnych, ulicznych egzekucji, godziny policyjnej. Ludzie wiele tutaj przeżyli. Czuli, że to jest ten czas.

– Patrząc na konsekwencje powstania, „Gryf” nie żałował?

– Nie, bo przez 63 dni – tyle czasu, ile trwało powstanie – ci ludzie czuli, że nie są pod niczyim butem. Przestali być ludźmi drugiej kategorii. Nie było godziny policyjnej, niemiecki okupant niczego im już nie zabraniał. Dla tych, którzy nie dożyli 1989 r., powstanie było jedynym czasem, kiedy czuli się wolni. Jeden z powstańców powiedział kiedyś, że oni o tym, że powstanie wybuchnie, wiedzieli od 1 września 1939 r.

– Jak „Gryf” był wychowywany?

– W poczuciu własnej wartości i odpowiedzialności. „Gryf” pochodził z rycerskiego rodu, który miał swój herb. Od małego go uczono, że to zobowiązuje. PRL przetrącił poczucie, że żołnierz jest kimś, a w rodzinie „Gryfa” zawsze tak myślano. Rozmawiano o historii, wspominano zwycięstwa i wielkie bitwy Polaków. To był dom, który miał klimat wojskowości. Naturalną odpowiedzią na pytanie, kim chcesz być, było: żołnierzem. Dzieci i młodzież wychowywały się na książkach Gąsiorowskiego, czytano o wojnach napoleońskich. Powstańcy styczniowi byli dla nich bohaterami, nie krytykowano ich mimo przegranej. To my pozwalamy sobie na krytykę naszych żołnierzy i dowódców. Kiedyś obowiązywał szacunek do historii i przeszłości. Ludzie żyli w poczuciu honoru, wiedzieli, że nie mogą splamić nazwiska, rodu, Polski. Naturalne było, że walczysz o swoją ulicę, miasto, kraj.

– Jakim dowódcą był „Gryf”?

– Charyzmatycznym, odważnym, sprawiedliwym, twardym, konsekwentnym. Po jego śmierci zastanawiałem się, kim byłby ten człowiek, gdyby po wojnie Polska była normalnym krajem. Kim byłby w wojsku? Jak daleko by zaszedł? To był jeden z wielu wielkich ludzi. Musimy pamiętać, że było ich dużo więcej. „Zapora”, rotmistrz Pilecki, generał Anders i wielu innych, setki, tysiące...

– Stracił wiele, ale nie stracił wiary... Wielokrotnie opisujesz w książce Boże interwencje w życiu „Gryfa”...

– Dla mnie ten człowiek był świadkiem Bożego Miłosierdzia.

– Co to znaczy?

– Był świadkiem zaufania Bogu. Miał pewność, że Bóg go chronił, wiele razy uratował.

– Powiedz o tym coś więcej...

– „Gryf” dostał od matki święty obrazek, który był z nim do samej śmierci. Nosił go w książeczce wojskowej, potem w legitymacji oficera wywiadu. Gdy czytelnicy prześledzą, ile razy „Gryf” mógł zginąć, a nie zginął, sami będą w szoku. Pocisk, który wybuchł w szczęce, spalony język, śmierć kliniczna, gangrena w policzku, wypadki samochodowe, wielokrotne próby otrucia „Gryfa”, także w Polsce, już po powrocie do kraju. Ten człowiek wiele razy powinien zginąć, wiele razy miał prawo się załamać. On żył z wyrokiem śmierci. Przecież wyłapywał szpiegów KGB. Zdawał sobie sprawę, do czego są zdolni. Ten święty obrazek, który otrzymał w dzieciństwie od matki, był jego tarczą.

– Chcesz powiedzieć, że można być specjalnie wyszkolonym, znać techniki walki wywiadowczej, z ludzkiej strony być perfekcyjnie przygotowanym, a jednak...

– Jest coś takiego, co chroni. „Gryfa” Ktoś chronił. „Gryf” przekazał, co jest w życiu najważniejsze – Bóg, Honor, Ojczyzna. U „Gryfa” wszystko było na najwyższym poziomie, miłość do Polski, do Boga.

– Miałeś poczucie, że piszesz tę książkę także z myślą o własnych dzieciach?

– Tak, bo do młodego pokolenia trzeba mówić trochę inaczej.

– Inaczej, czyli jak?

– Przez świadectwo, przykład, nie moralizatorstwo: powinieneś, musisz. Raczej: zobacz, my tak żyliśmy, to były nasze wybory, to i to nas kształtowało. Ja mam poczucie, że tamto pokolenie chce nam cały czas coś powiedzieć, tylko trzeba to usłyszeć, trzeba mieć czas.

– Co chce powiedzieć?

– Chce powiedzieć, jak żyć, jak nie zmarnować życia, jak go nie przegrać. Chce powiedzieć, że Polska to nie jest slogan, że Bóg istnieje naprawdę, że trzeba żyć odpowiedzialnie i zostawić po sobie jakiś ślad.

– Motto „Gryfa” brzmiało: Poświęca się życie na ołtarzu ojczyzny.

– Dla mnie jego motto to słowa z obrazka: „Jezu, ufam Tobie”. Nie wyobrażam sobie, co „Gryf” zdziałałby bez Boga. Po jego śmierci cytowane są też jego ważne słowa: Pilnujcie Polski.

– Co jest siłą Twojej książki?

– To, że „Gryf” przez nią staje się nam bliski. Jeżeli on dostaje kulkę, to nas też ta rana boli, jeżeli powstańcy śpiewają, to czujemy ich radość, słyszymy pianino. Ta książka ma wiele obrazków, mapek, zdjęć, plakatów, po to, żebyśmy weszli w pewien charakterystyczny klimat. Chciałbym, żeby ta książka pobudzała, żebyśmy nabierali świadomości, że może my też jesteśmy im coś winni. Żyjemy w wolnej Polsce; kraju, o który oni walczyli, walczyli najbardziej, i nie można tego zmarnować, zaprzepaścić.

– Czego nam brakuje, a co oni mieli?

– Twardsze kręgosłupy, życie w prawdzie. Jak Polskę kochasz, to kochasz jak matkę; jeśli trzeba, bijesz się i cierpisz za nią. Jak dokonujesz wyboru, to musisz ponieść jego trudne konsekwencje. „Gryf” widział, jak ginęli jego koledzy, jednak wiedział, że nie giną na kolanach, ale jako wolni ludzie.

– Będąc blisko świadków naszej historii, z Twoją świadomością historyczną, jakie masz marzenia dotyczące postaw patriotycznych współczesnej młodzieży?

– Namawiam osoby, zwłaszcza młode, żeby nagrywały swoich dziadków, póki oni żyją. Nagrywali sąsiada, który ma wspomnienia, o których może nawet nam się nie śni. Może wyjawią tajemnice, które chronili przez całe życie, może wreszcie przy nas się otworzą? To jest ostatni dzwonek. Kładę to na sumienia czytelników. Można włączyć dyktafon w telefonie i oglądając z babcią album ze zdjęciami – pytać. Jeśli tego nie zrobimy, później będziemy żałować. Myślę, że starsze osoby czekają na to, żeby ich życie stało się dla nas ważne.

* * *

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

Tagi:
wywiad rozmowa

Prymas Polski: mamy problem z wolnością

2018-07-11 10:58

rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Mamy w Polsce kłopot z właściwą realizacją wolności, to znaczy twórczym działaniem na rzecz wspólnego dobra - ocenia w rozmowie z KAI abp Wojciech Polak. Prymas Polski wyraził nadzieję, że pozytywnym przemianom w naszym życiu publicznym sprzyjać będzie wrześniowy Zjazd Gnieźnieński, który jest forum otwartej, wolnej dyskusji o teraźniejszości.

Episkopat.news

Abp Wojciech Polak: – Myślę, że Zjazd Gnieźnieński skierowany jest nie tylko do Kościoła. Można mówi, że, owszem, Kościół ma ważną rolę w wychowywaniu ludzi do pełni wolności, do jej dobrego zagospodarowywania, natomiast temat Zjazdu jest szerszy. Dotyczy on realizacji ludzkiej wolności we wszystkich wymiarach, nie tylko w ściśle religijnym (choć ten może być fundamentalny) ale też społecznym i w wymiarze „poszerzonej” ojczyzny, czyli w wymiarze europejskim. Jesteśmy bowiem wezwani do tego, by tę wolność zagospodarować na różnych polach. Stąd też refleksja zjazdowa jest tak polifoniczna. Nie dotyczy tylko jakiegoś jednego, wybranego obszaru, ale jest bardzo szeroka: od zagadnień życia społecznego, kościelnego aż do realizacji wolności w rodzinie, poprzez dialog z drugim człowiekiem, w relacjach sąsiedzkich itp.

KAI: Tegoroczny Zjazd odbędzie się na krótko przed obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Możemy mieć nadzieję, że spotkanie w Gnieźnie wpłynie na relacje polsko-polskie, byśmy przeżyli tę rocznicę wspólnie i ponad podziałami?
– Mam nadzieję, że Zjazd, który odbędzie się na niecałe dwa miesiące przed centralnymi obchodami niepodległości odegra taką rolę. Trzeba przy tym dodać, że cały bieżący rok obfituje w różne rocznicowe wydarzenia, choćby czerwcowe Święto Dziękczynienia w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie będące dziękczynieniem Kościoła za wolność.
Ale, rzeczywiście, mam nadzieję, że wrześniowy Zjazd może stanowić rodzaj duchowego zaplecza do dobrego przeżywania centralnych obchodów 100-lecia niepodległości.

- Tegoroczny Zjazd to idealna okazja ku temu, by natchnąć polityków do nowego stylu uprawiania polityki. To wydaje się może abstrakcyjne i nieosiągalne, ale przecież aktorzy naszej sceny politycznej odwołują się do chrześcijańskich korzeni Polski i Europy.

- – Myślę, że jest na to duża szansa. Oczywiście, ważniejsze wydaje się to, co wydarzy się pomiędzy uczestnikami zjazdu, a dodajmy, że główni wykładowcy i panelistami są osoby o różnych wrażliwościach społecznych i politycznych. Jeżeli pomimo tego wszyscy oni przyjeżdżają na wydarzenie, na którym odwołujemy się do chrześcijańskiego depozytu wartości, to mam nadzieję, że może to być ważny krok naprzód. Wszyscy liczymy na to, że będzie to twórczy dialog i początek budowy płaszczyzny pojednania, zrozumienia i polsko-polskiego dialogu.
Oczywiście tymi osobami nie są politycy zaangażowani w bieżące działania (choć są wyjątki, np. min. Konrad Szymański). Niewątpliwie natomiast Zjazd podejmie refleksję nad tym, z czego te bieżące działania wyrastają oraz w jakim kierunku prowadzą.

- A czy Zjazd nie powinien stać się miejscem spotkania głównych polskich polityków? Czy nie byłoby szczególna wartością, gdyby właśnie na tym forum mogli podyskutować ze sobą Andrzej Duda i Donald Tusk?

- – Za każdym razem organizatorzy Zjazdów Gnieźnieńskich zabiegają o obecność czołowych polityków i przypomnę, że w Gnieźnie gościło z tej okazji kilku polskich prezydentów. Problem polega na tym, że różne międzynarodowe wydarzenia niekiedy utrudniają politykom możliwość przyjazdu do Gniezna. Na szczęście obecny będzie prezydent Andrzej Duda, który tuż potem leci na forum ONZ, natomiast napięty kalendarz wydarzeń uniemożliwił przybycie Donaldowi Tuskowi.
Niemniej chcę zwrócić uwagę, że i tak będą obecni bardzo ważni przedstawiciele życia społecznego, publicznego, kościelnego. Stąd moja nadzieja, że wydarzenie poprawi relacje społeczne i polityczne w Polsce.

- A dlaczego właściwie te relacje wyglądają dziś tak słabo? Dlaczego, pomimo powoływania się na te same wartości, nasze spory są tak zajadłe i skoncentrowane na pognębieniu przeciwnika?

- – Trudno powiedzieć. Może to sprawa naszych emocji związanych z nazbyt intensywnym przeżywaniem rzeczywistości? Może decyduje to, że każdy ma swoje polityczne interesy? Dlatego nigdy dość zachęt do tego, byśmy odwoływali się do dobra wspólnego i przypominania, że możemy je osiągnąć jedynie poprzez dialog i rozmowę.
Myślę, że także w tym roku rozmowa będzie ciekawa i różnorodna. Oprócz 4 wykładów mamy 7 paneli i aż 22 warsztaty. Spotkania warsztatowe dotyczą bardzo różnych zagadnień i umożliwiają odbywanie prawdziwego dialogu a nie tylko teoretyzowanie na jego temat. To jest konkret. Tyle możemy i powinniśmy robić.
Zjazd Gnieźnieński nie pretenduje do tego, by być jedyną płaszczyzną dialogu Polaków, ale niewątpliwie pozostaje ważną okolicznością do wykorzystania: zarówno z uwagi na sporą już tradycję oraz starania organizatorów, by ich tematyka bardzo mocno wpisywała się w rzeczywistość, w której żyjemy. To jest otwarta, wolna dyskusja o teraźniejszości. Może w niej wziąć udział każdy i poczuć się czynnym współgospodarzem tego wydarzenia. Liczę na to, że Zjazd będzie prawdziwy dialogiem, że każdy będzie mógł wejść w interakcję i wypowiedzieć własne oczekiwania, niepokoje i nadzieje.

- Czy my, Polacy, mamy kłopot z zagospodarowaniem wolności?

- – Tak, mamy kłopot z jej twórczą realizacją. Bo wszystko zależy od tego, co będziemy rozumieć pod pojęciem wolności: czy wolność to tylko brak ograniczeń i poczucie, że nikt nas nie naciska czy też rozumiemy ją jako twórcze działanie na rzecz wspólnego dobra. Z tym drugim, właściwym rozumieniem wolności, mamy problem. Nie zawsze mamy świadomość, że moja wolność realizuje się zawsze w odniesieniu do innych. Nikt nie jest wolny dlatego, że jest jednostką odizolowaną od innych, ale że współtworzy rzeczywistość, w której żyje. I z tym mamy problem. Potrzebujemy namysłu i odwagi do twórczego realizowania wolności. A także zdolności do dialogu i przekonywania siebie nazwaniem do szukania i wytyczania czy odczytywania najlepszych dróg prowadzących nas do wspólnego dobra. Myślę, że jest to bardzo poważne zadanie.

- Czy dostrzega Ksiądz Prymas wpływ dotychczasowych Zjazdów na polską przestrzeń publiczną, a więc rzeczywistość szerszą niż Kościół?

- – Wydaje mi się, że ważniejsze od oddziaływania na przestrzeń publiczną jest zmiana ludzi. Na Zjazd przyjeżdża wiele osób chcących się podzielić swoimi doświadczeniami i poglądami. Największą wartością tych zgromadzeń jest to, że kształtują świadomość i mentalność. Jeżeli ludzie będą wyjeżdżać ze Zjazdów Gnieźnieńskich z większą świadomością, z większym zaangażowaniem i przekonaniem do realizowania wartościowych idei i pomysłów, to także nasza przestrzeń publiczna będzie stopniowo zmieniać się na lepsze.
*** XI Zjazd Gnieźnieński odbędzie się w dniach 21-23 września pod hasłem "Europa ludzi wolnych. Inspirująca moc chrześcijaństwa".
Zjazdy Gnieźnieńskie organizuje metropolita gnieźnieński Prymas Polski wraz z Fundacją św. Wojciecha Adalberta i kilkunastoma polskimi organizacjami katolickimi i chrześcijańskimi. Ich obecna formuła, realizowana w formie chrześcijańskich kongresów, jest odpowiedzią na apel św. Jana Pawła II z Gniezna (1997), aby Europa była wspólnotą ducha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Papież do młodych: bądźcie zakorzenieni w historii i kulturze

2018-07-15 17:33

vaticannews.va / Fort-de-France (KAI)

Nie wyprodukowano nas w laboratorium. Wyrastamy z konkretnej rodziny, historii, kultury i musimy być w niej zakorzenieni. Tylko tak możemy coś zmienić – mówił papież Franciszek w przesłaniu do młodzieży z archipelagu Antyli na Morzu Karaibskim.

Grzegorz Gałązka

Spotkali się oni na Martynice, by zastanowić się nad przyszłością rodziny na Karaibach. Franciszek przyznał, że jeśli chcą ją zmienić, to czeka ich trudne zadanie. Najpierw jednak muszą sami zastanowić się nad sobą, czy są jeszcze młodzi, czy nie za szybko się w życiu ustawili.

- To trudne zadanie – przyznał Ojciec Święty. – Jesteście młodzi, ale zastanawiam się, czy naprawdę, a może jesteście zestarzałymi młodzieńcami? Bo jeśli się już zestarzeliście, to niczego nie zrobicie! Musicie być naprawdę młodzi! Z całą siłą młodości, by coś zmienić. Pierwsza rzecz, jaką musicie zrobić, to sprawdzić, czy nie jesteście ustawieni. Jeśli jesteście ustawieni, to nie dobrze. Kto się ustawił, musi zrobić krok wstecz.

Papież zachęcił młodych, aby inspiracji do przemiany rodziny na Karaibach szukali w jego adhortacji apostolskiej "Amoris laetitia", a w szczególności w jej czwartym rozdziale. Jest to najważniejsza część dokumentu, mówi bowiem, jak żyć miłością w rodzinie.

Franciszek wskazał też na potrzebę silnego zakorzenienia w historii. Drzewo wydaje owoce dzięki swym korzeniom. Jeśli chcecie przemieniać rodzinę, musicie mieć korzenie – mówił papież.

Musimy mieć korzenie

“ Nie można patrzeć na jutro, bez spojrzenia na wczoraj – mówił Ojciec Święty. – Nie można patrzeć w przyszłość, nie zastanawiając się nad przeszłością. Przygotowujecie się do przemiany tego, co zostało wam dane przez waszych poprzedników. Przyjmujecie historię, przyjmujecie tradycję, to, co było wczoraj. Macie korzenie. Nad tym chciałbym się na chwilę zatrzymać. Nic nie można zrobić w teraźniejszości ani w przyszłości, jeśli się nie jest zakorzenionym w przeszłości, w swej historii, kulturze, rodzinie, jeśli w swoim wnętrzu nie jesteś dobrze zakorzeniony. Z korzeni będziesz czerpał siłę, by iść naprzód. Nikt z nas, ani ja, ani wy, nie został wyprodukowany w laboratorium. Mamy swoją historię, mamy korzenie. I to, co robimy, owoce, które wydamy, piękne rzeczy, które stworzymy w przyszłości, wyrastają z tych korzeni. ”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gorzków na szlaku Przemyskiej Pieszej Pielgrzymki

2018-07-15 19:36

Beata Pieczykura

Martyna Rechul/Radio Fara

Ostatniej Mszy św. podczas rekolekcji w drodze dla pątników 38. Przemyskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę przewodniczył metropolita przemyski abp Adam Szal 14 lipca w Gorzkowie Nowym. Metropolita Przemyski przypomniał żywą więź łączącą Częstochowę z Przemyślem, co dzieje się za sprawą jasnogórskiego sanktuarium i „Niedzieli”, oraz zachęcał do sięgania do tego pisma. Wyrazem tej jedności była obecność ks. inf. Ireneusza Skubisia, honorowego redaktora naczelnego Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, który do pątników skierował słowo Boże. Podkreślił on, że Chrystus zmartwychwstał, żyje i działa. Przybliżył również ideę Ruchu „Europa Christi”, którego jest moderatorem. – Trzeba nam wracać do teologii życia. Zechciejcie więc podjąć teologię zmartwychwstania – podkreślił kaznodzieja. I w tym duchu z mocą mówił: – Chrześcijanie muszą się obudzić, także kapłani! Muszą zobaczyć perspektywę płynącą z teologii zmartwychwstania, radosne kapłaństwo, które będzie owocowało powołaniami, bo młody człowiek, który zobaczy księdza cieszącego z Mszy św., z tego, że jest kapłanem, pójdzie za Chrystusem, bo zobaczy szczęśliwych kapłanów i siostry zakonne. Wszystkich zaprosił do udziału w kongresie Ruchu „Europa Christi”, który rozpocznie się w Częstochowie 14 października.

W domu św. Jana Berchmansa, patrona parafii w Gorzkowie – Trzebniowie, w miejscu naznaczonym jego obecnością w znaku relikwii, a także św. Dominika Savio, św. Stanisława Kostki i św. Alojzego Gonzagi, patronów liturgicznej służby ołtarza, proboszcz miejsca ks. kan. Bogumił Kowalski powiedział: – Przynosicie do naszej wspólnoty parafialnej i archidiecezji częstochowskiej wielki dar Ducha Świętego – dar pobożności. Jesteśmy wdzięczni za waszą modlitwę oraz wsparcie materialne. Proszę was, abyście ten dar pobożności wyprosili także dla naszej wspólnoty parafialnej i archidiecezji częstochowskiej.

Ksiądz Proboszcz wyraził radość z obecności ks. inf. Skubisia i przypomniał udział redakcyjnej delegacji na uroczystości poświęcenia figury św. Dominika Savio oraz zaprosił pielgrzymów na ciepły posiłek; tych, którzy z wiarą, nadzieją i miłością wędrują do Czarnej Madonny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem