Reklama

TATA, MAMA… a po kątach ja

2017-03-15 09:27

Stefan Truszczyński
Niedziela Ogólnopolska 12/2017, str. 56

pixabay.com

– Tłukli się regularnie. Tłukli się i pili. Siedziałem wystraszony w kącie. Czasem całą noc.

Wspomnienia sprzed lat wracają.

– Tata poszedł potem na odwyk. Mama do dorywczej pracy. Wreszcie się rozwiedli. Raz byłem u jednego z nich, a raz u drugiego. Ale najczęściej u dziadków.

Reklama

* * *

Ma 27 lat i teraz sam pije. Prawie codziennie. Czasem trochę popracuje, ale nie za długo – najwyżej miesiąc lub dwa. I potem znowu nieustająca balanga. Kolejny konkurs, casting. Zwykle wygrywa mimo kilkudziesięciu kontrkandydatów. Dobrze zna angielski, komputer w jednym palcu, przystojny, wysoki, bystry. Ładna, delikatna buzia wzbudza sympatię, no i ten prawie dwumetrowy wzrost. Ale życie ma beznadziejnie jałowe: zmieniające się jak w kalejdoskopie panienki, pijaństwo i bijatyki. Ostatnio ktoś mu rozciął twarz butelką.

Niektórzy uważają, że ludzie dzielą się na decydentów i wyrobników. Wyrobnicy muszą słuchać, a jeśli nie mają jakiegoś oparcia, płynącego z siły własnych przekonań, siły nadziei i wiary, są po prostu armatnim mięsem. Zawsze tak było, że elity potrzebowały plebsu – do roboty, do wojska, do kopalń – jako wszelkiego rodzaju zapchajdziury. Część z nich szybko się wypali, zachoruje, umrze. Tylko mały odsetek z tych zatrutych – głównie alkoholem, a teraz jeszcze narkotykami – zostanie uratowanych.

Szkoda tych dzieci. Bardzo żal. Nikt nie dał im szans normalnego startu, a teraz trudno jest pomóc.

Mówiono krzykliwie: „Róbta, co chceta”. To było takie niby niewinne hasło, ale okazało się zabójcze. Pojawił się wrzeszczący idol. Dostał potężną broń: telewizję. Zwodnicze było to, że zbiórki pieniężne szły rzeczywiście na ważne cele, że wiele dzieci i młodzieży pomagało, bardzo się starało, widząc ważny cel. Całość jednak tonęła we wrzasku. Potem rozwój wypadków prowadził do zupełnie niekontrolowanych spędów pijanej i znarkotyzowanej bezosobowej masy. Nurzanie się w błocie uznano za szczyt szczęścia. „Artyści fotografii” wywieszali zdjęcia na parkanach najważniejszych stołecznych ulic. Po prostu cudo. Niech wszyscy patrzą, jak wspaniale bawi się nasza młodzież. Dobrze, że nie puszczano nagrań z tymi wrzaskami. Władza też się bardzo cieszyła, a telewizja to popularyzowała, nie licząc się z kosztami.

Miejmy nadzieję, że ogłupianie wkrótce się skończy. Może ktoś zajmie się problemem zwalczania beznadziejnie głupiej rozrywki, nachalnie reklamowanym piciem piwa i – co za tym idzie – w sumie ponurej egzystencji. Gdyby dorosłym powiedzieć: „Róbta, co chceta” – tylko głupki by tak postępowały. Zresztą patologiczne rodziny niszczą w ten sposób nie tylko siebie, ale i swoje dzieci. Krótkotrwała uciecha, a potem nie tylko kac, ale i smutek. Doświadczeni alkoholicy, którzy przedstawiają się jako alkoholicy niepijący, mówią, że z tego szamba człowiek właściwie nigdy już nie wyjdzie. To straszna choroba. Młoda istota trzepie się jak motyl pod kloszem lampy, paląc skrzydła.

Historia telewizyjnych transmisji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zaczęła się... od kilku prezesów wstecz. Dwóch było inicjatorów – Walter Chełstowski i Jerzy Owsiak. Dostali poparcie zarządu telewizji. Potem już wrzask zaryczał rozum. Kolesie wprawdzie wkrótce się pokłócili, ale Owsiak pozyskał popularne – nie wiadomo dlaczego – reporterki, które latały za nim z sitkiem mikrofonów. Po latach wyszło szydło z worka – postacie pokazały się jako wyjątkowo paskudne, np. ostentacyjnie gardząc zwykłymi ludźmi. Mamy wyjątkowo nieprzyjemne elity telewizyjne. Owszem, zmieniają się teraz jak w kalejdoskopie. Niestety, nadal brak jest takich, których chciałoby się oglądać i słuchać.

Owszem, poza Warszawą istnieją ośrodki kształcące młodzież już na pierwszy rzut oka zupełnie inną – inaczej ubierającą się, mówiącą ładnie po polsku. Ile jeszcze musi to trwać, by ci młodzi ludzie zdominowali obraz przekazywany przez szklany ekran dwóm, trzem, a nawet czterem milionom ludzi jednocześnie?

Pamiętam taką scenę telewizyjną sprzed laty: nieżyjąca już – miła i popularna – Halina Miroszowa brała udział w programie razem z Ireną Dziedzic. Pani Irena była tyleż dorodną i urodziwą kobietą, co dość bezczelną i bardzo pewną siebie. W którymś momencie powiedziała – a rzecz była o młodzieży – że dzieci, gdyby pozostawiono im wolny wybór, zaczynałyby obiad od deseru i krzywiły się potem na zupę. Halina odparowała: – Pani Irena wypowiada się na tematy, których nie zna, bo sama, w przeciwieństwie do mnie, dzieci nie ma. Woronicza zadrżało. Nie wiem, czy ze strachu, czy przed spodziewaną erupcją. A jednak ostre i bezkompromisowe słowa, ale w końcu słowa prawdziwe – zadziałały. Dominująca w telewizji redaktorka po programie podeszła do Halinki (mogę tak napisać, bo byłem z nią na ty), wyciągnęła rękę i powiedziała: – Irena jestem.

Warto przyznawać się do błędów. Wszystko można naprawić. No, może prawie wszystko. U nas jednak nic nie wskazuje, by straszny problem alkoholowy – rzeka smrodu, która ciągle płynie wartko przez Polskę, tucząc jeszcze bardziej tych, którzy i tak się już utuczyli, a odbierając sens życia skołowanym, odurzonym i niestety również tym, przed którymi, zdawałoby się, jest jeszcze całe życie – został rozwiązany. To wszystko nazywa się: zła rodzina, brak wychowania, brak dobrych przykładów. Brak miłości – tej prawdziwej i czystej.

* * *

Stefan Truszczyński
Dziennikarz, reporter, publicysta, dokumentalista filmowy, wieloletni korespondent wojenny, działa w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich

Tagi:
opinie

Kard. Dziwisz o Antonim Ziębie

2018-05-05 10:59

md / Kraków (KAI)

W świecie, który odmawia maleńkiemu człowiekowi prawa do istnienia, dr inż. Antoni Zięba był głosicielem Ewangelii życia, jej niezłomnym apostołem i świadkiem – wspomina zmarłego 3 maja działacza pro-life kard. Stanisław Dziwisz. W rozmowie z KAI podkreśla, że był on twórcą krakowskiego środowiska obrony życia i wyraził nadzieję, że jego wychowankowie podejmą to dzieło. Pogrzeb Antoniego Zięby dobędzie się 8 maja w Krakowie.

Episkopat.pl
Kard. Stanisław Dziwisz

Kard. Dziwisz podkreśla, że Antoni Zięba całe swoje życie, zdolności i energię oddał sprawie największej: obronie najmniejszych i najsłabszych, a także trosce o rodzinę. „Niestrudzenie upominając się o prawa tych, którzy sami głosu nie mają, budził sumienia ludzkie i mobilizował do stawania zawsze po stronie człowieka” – powiedział.

Dodał, że w swojej walce Zmarły był stanowczy i bezkompromisowy, „słusznie przeświadczony, że tam, gdzie chodzi o życie, nie ma miejsca na ustępstwa”. „Z odwagą głosił prawdę o nienaruszalnej godności i wartości życia ludzkiego. Dla tej prawdy gotów był na wielkie poświęcenia. W świecie, który odmawia maleńkiemu człowiekowi prawa do istnienia, był głosicielem Ewangelii życia, jej niezłomnym apostołem i świadkiem” – zaznaczył emerytowany arcybiskup krakowski.

Kard. Dziwisz przypomniał, że Antoni Zięba obronę życia wspierał na dwóch fundamentach: edukacji i modlitwie. Całą działalność publicystyczną w środkach przekazu skoncentrował na wysiłkach przemiany świadomości społecznej. „Wiele jest jeszcze do zrobienia w tej kwestii, ale dziś wiemy, że jego dzieło promocji wartości ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci przyniosło owoce” – ocenił. Według niego, stworzone przez Ziębę dzieła krucjaty modlitewnej w obronie życia nienarodzonych skupiają ludzi, którzy szturmują niebo w tej intencji, a dzięki ogromnej sile ich modlitwy wiele istnień ludzkich zostało ocalonych.

Kard. Dziwisz zwrócił uwagę ponadto na troskę Zięby o rodzinę. „Jako dobry mąż, ojciec i dziadek świadczył o tym, że rodzina budowana na fundamencie wartości ewangelicznych jest bezpiecznym i szczęśliwym środowiskiem miłości, promieniującym nadzieją na najbliższe otoczenie” – stwierdził hierarcha. Dodał, że Zmarły nie był ślepy na czyhające na rodzinę zagrożenia. „Przeciwnie – z wielką przenikliwością potrafił je opisać i wskazać, że wobec przemian cywilizacyjnych i prądów kulturowych, które kwestionują bezwzględną wartość życia, tylko wiara i przywiązanie do Ewangelii są gwarantem trwałości rodziny” – podkreślił.

Wspominając schyłek jego życia zauważył, że mimo ciężkiej choroby Antoni Zięba „nie ustawał w pracy na rzecz człowieka”, aktywnie włączał się w projekty służące życiu i dopóki starczyło mu sił, zabierał głos w debacie publicznej, toczącej się zwłaszcza wokół postulatów prawnej ochrony życia dzieci chorych. „Mimo cierpienia ostatnich dni, nie tracił optymizmu. Budował swoje otoczenie radością i entuzjazmem, w sposób bohaterski znosząc krzyż choroby i bolesnego odchodzenia” – dodał.

Krakowski metropolita senior wyraził również nadzieję, że dziedzictwo śp. Antoniego Zięby zostanie „godnie podjęte”. „Miał wielki talent – potrafił jednoczyć ludzi dobrej woli wokół misji ochrony życia i wychował kilka pokoleń młodzieży. Od wielu młodych słyszę dziś, że odszedł ich mistrz, mentor i przyjaciel” – zauważył. Według niego, to właśnie wychowankowie Zięby są zobowiązani, by z zapałem kontynuować jego dzieło.

Pogrzeb znanego działacza pro-life, publicysty i wykładowcy akademickiego odbędzie się 8 maja w Krakowie. Uroczystościom będzie przewodniczył abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chiny kończą z polityką ograniczania urodzeń

2018-05-22 10:12

Po kilku dekadach ograniczania przez władze liczby dzieci w rodzinie, Chiny zmagają się z bardzo trudną sytuacją demograficzną. Jak pokazują statystyki, w 2030 roku aż 25 proc. populacji Chin będzie miała co najmniej 60 lat. W roku 2010 było to zaledwie 13,3 proc.

Pixabay.com

Tania siła robocza, z którą przez lata kojarzone były Chiny, może stać się historią. Jak informują media, władze w Pekinie planują całkowite zniesienia ograniczeń związanych z liczbą posiadanych dzieci w rodzinie, ponieważ w kraju spada liczba osób, które mógłby pracować – co może oznaczać poważne zagrożenie dla gospodarki Chin.

Badania pokazują, że w 2030 roku aż jedna czwarta populacji Chin będzie miała co najmniej 60 lat. W roku 2010 było to zaledwie 13,3 proc. – zmiana struktury społeczeństwa pod względem wieku może nie tylko spowodować spowolnienie gospodarcze, ale przede wszystkim zwiększyć wydatki państwa – m.in. w zakresie opieki zdrowotnej.

Odpowiedzią na problem starzenia się społeczeństwa, ma być zakończenie prowadzonej od 1979 roku tzw. polityki jednego dziecka. Zgodnie z obowiązującym chińskie rodziny prawem, każda para mogła mieć tylko jednego potomka – jeśli rodzina mieszkała na wsi i jako pierwsza urodziła się dziewczynka, mieli prawo do posiadania jeszcze jednego dziecka. W efekcie rodzice często w ogóle nie zgłaszali narodzin dziecka (szczególnie jeśli była to dziewczynka), aby móc "zarejestrować" kolejne dziecko i licząc na pojawienie się męskiego potomka. Dzieci, które nie zostały zarejestrowane, nie mają prawa do edukacji czy opieki zdrowotnej.Polityk jednak dziecka wiązała się też z przymusowymi aborcjami, karami nakładanymi na rodziny czy nawet prześladowaniami rodzin, które decydowały się na posiadanie "dodatkowych" dzieci.

Prawo "jednego dziecka" zostało złagodzone z końcem 2015 roku, kiedy władze zezwoli na posiadanie dwójki dzieci. Prawdopodobnie, pod koniec tego tego roku, ograniczenie to zniknie zupełnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Dekalog w obrazach -zaproszenie do Muzeum Monet i Medali

2018-05-22 19:48


Wernisaż wystawy 26 maj 2018 r. (sobota) godz. 18.00
Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II
ul. Jagiellońska 67/71 Częstochowa

W programie m.in.:
projekcja filmu „Iskra Dekalogu”
przypomnienie o muzycznym projekcie „Dekalog”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem