Reklama

Warto było zostać księdzem

2017-03-16 08:02

Ks. Paweł Kłys
Edycja łódzka 12/2017, str. 4-5

ks. Paweł Kłys
Bp Kazimierz Wielikosielec na modlitwie

O Kościele na Białorusi z bp. Kazimierzem Wielikosielcem, biskupem pomocniczym diecezji pińskiej, rozmawia ks. Paweł Kłys

KS. PAWEŁ KŁYS: – Od 18 lat jest Ksiądz Biskup biskupem pomocniczym diecezji pińskiej i jak każdy Ojciec diecezji wizytuje parafie. Jak krótko scharakteryzowałby Ksiądz Biskup Kościół katolicki na Białorusi?

BP KAZIMIERZ WIELIKOSIELEC: – Ten Kościół działa i rozwija się tak samo jak w innych państwach Europy. Dzięki Bogu, mamy wszystko, co potrzebne do jego działalności. Dokładnie 15 lat temu w Rzymie zebrali się katolicy z terenów dawnego Związku Radzieckiego, by podziękować Bogu za wolność religii. Na tej uroczystości był obecny kard. Stanisław Ryłko jako przedstawiciel Ojca Świętego. Myśmy się tam modlili i dziękowali za łaskę wolności. Rozważaliśmy także, jak to się stało, że kiedyś nie można było oficjalnie i jawnie wyznawać swojej wiary, a dziś jest zupełnie inaczej. I doszliśmy do wniosku, że to owoc cierpień i modlitw wielu pokoleń przed nami. Oni dla nas wymodlili to, co dziś mamy na Białorusi. Kościół u nas rozwija się spokojnie i dobrze. Mamy duże możliwości, bo państwo i władza nam sprzyja. Mamy dwa seminaria duchowne, wydawnictwo katolickie. Odbywają się pielgrzymki do sanktuariów na Białorusi. Mamy zielone światło do działania. To wielki dar, jaki otrzymaliśmy od Pana Boga.

– Od jakiego czasu Kościół cieszy się wolnością na Białorusi?

– Wolność dla naszego Kościoła na Białorusi rozpoczęła się wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, kiedy nasze państwo stało się odrębną republiką. Wcześniej nie było nam łatwo, bo wciąż toczona była walka z Kościołem. Wiele pięknych kościołów na Białorusi zburzono, np.: Grodno i Farę Witoldową z XIII wieku (pomnik architektury), Pińsk (kościół pw. św. Stanisława Kostki), Stołpce, gdzie kościół zamieniono na cerkiew prawosławną. Nie było wówczas łatwo, ale jakoś – z Bożą pomocą – udało się!

– Jak przez te lata ucisku funkcjonował Kościół?

– W parafii Szerszów, w której pracowałem, a która znajduje się przy polskiej granicy niedaleko Hajnówki, w 1948 r. ksiądz został zabrany do więzienia, kościół zamknęli, a ludzie modlili się w domach i tak powstał domowy Kościół. Nie było Mszy św., bo nie było księży, ale były nabożeństwa różańcowe, majowe, czerwcowe i inne, np. w czasie Wielkiego Postu. A tam gdzie był kościół, a nie było księdza, ludzie przychodzili do kościoła, kładli ornat na ołtarzu i wyobrażali sobie, że przedstawia on księdza przy ołtarzu. A gdy rozpoczęto transmisję Mszy św. radiowej z parafii pw. Świętego Krzyża z Warszawy, to stawiano radio i słuchano Mszy św. po polsku. Dlatego wolność religii wierni nasi wycierpieli i wymodlili. Nasz nieżyjący już kard. Kazimierz Świątek przebywał 10 lat w więzieniu, a mój proboszcz ks. Michał Woroniecki był na robotach przymusowych w Kazachstanie. To było prawdziwe cierpienie ludzi – naszych wiernych, ale także duchownych. Pan Bóg nas wysłuchał i wolność przyszła.

– Czy Białoruś – podobnie jak Polska – ma swoje wyjątkowe duchowe miejsce, do którego pielgrzymują wierni?

– Wy, Polacy, macie Częstochowę, a my, Białorusini, mamy Budsław z sanktuarium Matki Bożej Budsławskiej, której odpust wypada 2 lipca. Budsław znajduje się niemal w centrum Białorusi i na uroczystości do sanktuarium pielgrzymują wierni z zachodu – od Brześcia, z Witebszczyzny, ze wschodu, z południa i z północy. Ludzie przybywają do tego sanktuarium, a władza nam w tym dopomaga. Milicja ochrania pielgrzymów, by było bezpiecznie, a wierni dają świadectwo poprzez pielgrzymowanie ze śpiewem, modlitwą i chorągwiami, gdy idą, przemierzając naszą ojczyznę.

– Ilu wiernych mieszka na terenie diecezji pińskiej i jakie są ich największe potrzeby duchowe?

– W mojej diecezji są skupiska ludności po 10, 15, 20 osób, które spotykają się w domu albo – gdy jest kapliczka – w kapliczce. Tam księża dojeżdżają i staramy się, by w każdą niedzielę wierni mogli uczestniczyć we Mszy św. i przystępować do sakramentów. W naszej diecezji jest ok. 50 tys. katolików, choć diecezja jest bardzo rozległa. Sięga od granicy z Polską (województwo brzeskie) do granicy z Rosją (województwo homerskie). Te dwa województwa, czyli cała diecezja, to ok. 650 km długości. I choć są niemałe odległości, staramy się wszędzie dojechać, by służyć wiernym. W całej Białorusi są 4 diecezje: archidiecezja mińsko-mochylewska, diecezja grodzieńska, pińska i witebska.

– Ilu kapłanów posługuje?

– W mojej diecezji pracuje 53 kapłanów diecezjalnych i zakonnych. Są to księża białoruscy, którzy ukończyli nasze seminarium, ale także Polacy, którzy są u nas na misjach.

– Kościół to wspólnota wiernych – świeckich i duchownych. Jak wygląda sytuacja powołań kapłańskich i zakonnych w diecezji Księdza Biskupa?

– W 1939 r. pińskie seminarium duchowne zostało zamknięte. Ostatnie święcenia odbyły się tam 8 kwietnia 1939 r. Potem księża w podeszłym wieku powoli odchodzili, a następców nie było. Ale taka jest wola Boża. W 1978 r. pierwszy nasz białoruski ksiądz otrzymał święcenia w Rydze, gdyż tam nas posyłano do seminarium duchownego na studia. Kiedy na Białorusi został mianowany abp Tadeusz Kondrusiewicz, to otworzył w Grodnie seminarium, a potem kard. Kazimierz Świątek po rozmowach z władzami otworzył seminarium w Pińsku. Istnieją więc dwa seminaria duchowne, w których kształcą się przyszli kapłani. Są powołania, choć nie jest ich wiele, bo świat jest bardzo zlaicyzowany, ale modlimy się o nie i prosimy Pana Boga o łaskę.

– Czy Ksiądz Biskup jest szczęśliwy jako kościelny hierarcha?

– Długo wybierałem drogę swojego życia. Zastanawiałem się, czy być nauczycielem, lekarzem – nawet złożyłem podanie do Grodna na medycynę. Ale w sercu było coś innego. Mieszkałem w Wilnie w hotelu robotniczym. Chodziłem do Ostrej Bramy do kościoła pw. Świętego Ducha, a i mój ojciec duchowny powiedział mi: – Może ty byś do seminarium poszedł? Wówczas jeszcze więcej zacząłem o tym myśleć. Poszedłem do Ostrej Bramy, klęknąłem i powiedziałem: – Matko Boża, jeden rok poświęcam na modlitwę, będę codziennie chodzić na Mszę św., ale po tym roku pomóż mi znaleźć drogę życia. Wypełniłem swoje zobowiązanie. Pojechałem też do drugiego wileńskiego sanktuarium, do Matki Bożej Szydłowskiej. Tam 8 września jest wielka uroczystość. Poszedłem do kaplicy z cudowną figurą Matki Bożej, gdzie Litwini na kolanach chodzą i odmawiają Różaniec, uklęknąłem, by modlić się i przyszła myśl – idź do seminarium. Tak z Szydłowca pojechałem do seminarium i więcej się nie oglądałem. Dziś czuję, że to moje miejsce. A czy ksiądz, czy biskup? Najważniejsze, że wszystko czynimy na chwałę Boga i dla zbawienia ludzi.
Pewnego razu ochrzciłem i dałem ślub sybirakowi, pułkownikowi i wykładowcy wojskowej akademii w Kijowie. Wówczas był jeszcze Związek Radziecki, gdzie kto mógł, to pomagał. Spotkaliśmy się, wyjaśniłem mu prawdy wiary, bo czasu było mało, a kiedy udzieliłem mu wszystkich sakramentów, powiedział: „Dziękuję księdzu. Teraz, w świetle wiary, jeszcze lepiej będę rozumiał swoje ścisłe nauki, które wykładałem tam w akademii”. – Dla tego jednego człowieka, żeby usłyszeć te piękne słowa, warto było uczyć się na księdza!

– Białoruś i ogólnie Wschód to tereny, na których współżyją ze sobą Kościół prawosławny i rzymskokatolicki. Jak wygląda dialog ekumeniczny, współpraca, codzienne współżycie tych dwóch Kościołów?

– Kiedy przyszła wolność i Kościoły mogły już się rozwijać, wówczas nasz kard. Kazimierz Świątek i metropolita prawosławny Filaret zawsze się spotykali i od tego czasu się spotykamy. Jest to piękna współpraca, bo mamy za cel wspólnie służyć Bogu i ludziom. Zapraszamy się na różne uroczystości, bo całemu społeczeństwu potrzebna jest zgoda. Nie ma żadnych różnic, choć naturalnie prawosławnych jest więcej. Na całej Białorusi mieszka ok. 9,5 mln ludności – 1,5 mln to katolicy, a pozostali to prawosławni.

– Ksiądz Biskup znany jest z tego, że przyjeżdża do polskich parafii, gdzie podczas Mszy św. głosi kazania, a następnie zbiera ofiary na budowę świątyń w swojej diecezji. To niecodzienny widok dla nas, Polaków. Czy władze państwowe pozwalają budować nowe świątynie? Czy stare zabytkowe, zagarnięte przez państwo, zostały czy zostają zwrócone diecezji?

– Jako młody ksiądz zacząłem budować świątynię w Baranowiczach, kontynuując pracę po poprzedniku. Potem pod Baranowiczami w Leśnej kościół został rozebrany i wierni nie mieli gdzie się gromadzić na modlitwę, to rozpocząłem budowę nowego. Dalej w Brześciu kontynuowałem budowę rozpoczętą przez mojego poprzednika. Teraz pracuję w Homlu, gdzie w 1818 r. został postawiony piękny kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, który w 1938 r. zamknięto, a czterech kapłanów tam posługujących rozstrzelano. W roku 1940 bolszewicy wysadzili świątynię w powietrze. Jako że mam już trochę doświadczenia, to widzę, gdzie jest potrzeba, by taką świątynię wybudować, by służyła ludziom. Budowa nowego obiektu sakralnego to sprawa skomplikowana – znaleźć środki na ten cel nie jest łatwo. Wielu przychodzi nam z pomocą, ale i my sami jakieś środki musimy mieć, więc stąd moja tutaj obecność w Polsce.
Władza państwowa także nam pomaga. W samym Mińsku jest 7 kościołów. A gdy tylko zwrócimy się z prośbą o nowy, to działkę pod budowę otrzymujemy bezpłatnie.

– Co szczególnego chciałby Ksiądz Biskup nam, Polakom, przekazać?

– Chciałbym wam powiedzieć: Nie odchodźcie od Kościoła! Kiedy uczyłem się w Rydze w seminarium, obecny emerytowany kard. Julijans Vaivods mówił: – Klerycy, módlcie się, bo nie wiecie, ilu szatanów lata nad dachem waszego seminarium, aby wam przeszkodzić, by w Związku Radzieckim nie było księży. Myśmy się modlili i dziś nie ma Związku Radzieckiego, a księża są. Chciałbym wam powiedzieć: Módlcie się za Kościół w Polsce, bo wiem, że księża z Polski pomogli nam odrodzić Kościół na Białorusi. Módlcie się za polski Kościół!

Tagi:
wywiad

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót kard. Hlonda

2018-05-21 17:25

tk, st, abd / Warszawa (KAI)

Miłość do Matki Bożej i patriotyczna niezłomność – to cechy charakteryzujące kard. Augusta Hlonda - powiedział KAI ks. Kozioł Bogusław Kozioł SChr, komentując podpisanie dziś przez Franciszka dekretu o heroiczności cnót Prymasa Polski. Papieska decyzja oznacza zamknięcie formalnego etapu procesu beatyfikacyjnego, a do wyniesienia zmarłego w 1948 r. kard. Hlonda na ołtarze potrzebny będzie jeszcze cud.

Archiwum
Kard. Hlond kierował Kościołem w trudnych czasach

Ks. Kozioł wyraził radość, że podpisanie dekretu o heroiczności cnót wielkiego polskiego patrioty nastąpiło w roku obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Przypomniał, że w październiku przypada 70. rocznica śmierci Prymasa Polski.

Po promulgowaniu dekretu przez Franciszka, formalny etap procesu beatyfikacyjnego został zakończony. Słudze Bożemu przysługuje odtąd tytuł „Czcigodny Sługa Boży”.

Proces beatyfikacyjny toczył się od 9 stycznia 1992 roku. Jego postulatorem był z urzędu postulator generalny salezjanów ks. Pierluigi Cameroni, a wicepostulatorem chrystusowiec ks. Bogusław Kozioł.

Jeszcze przed dzisiejszym wydarzeniem ks. Kozioł zaznaczył w rozmowie z KAI, że po podpisaniu dekretu przez papieża, sprawa kard. Hlonda będzie formalnie na tym samym etapie co sprawa kard. Wyszyńskiego, to znaczy w obydwu wypadkach do beatyfikacji niezbędny będzie uznany przez Kościół cud.

Wicepostulator przyznał, że postać Prymasa Hlonda została w świadomości Polaków przyćmiona przez jego wielkiego następcę, kard. Stefana Wyszyńskiego. Zauważył jednak, że podjęte w ub. roku starania o przywrócenie pamięci o kard. Hlondzie zaczyna przynosić efekty. Coraz więcej osób sięga bowiem do dzieł i przemówień.

„Te teksty są nieraz bardzo aktualne, sprawiają wręcz wrażenie pisanych niemal tu i teraz” – ocenia ks. Kozioł. Jego zdaniem należy wciąż popularyzować osobę Prymasa na różnych płaszczyznach oraz prostować narosłe wokół jego postaci fałszywe informacje, jak ta, że w 1939 roku uciekł z Polski, że był antysemitą czy też, że nadużył kompetencji otrzymanych od papieża.

„Trzeba też mieć świadomość, że to zapomnienie kard. Hlonda było wynikiem celowego działania: Niemców podczas II wojny światowej, a po wojnie – reżimu komunistycznego” – zaznaczył ks. Kozioł.

August Hlond urodził się w 1881 r. w Brzęczkowicach, należących obecnie do Mysłowic, w rodzinie dróżnika kolejowego. Jako 12-letni chłopiec opuścił rodzinny dom i rozpoczął naukę w salezjańskim kolegium misyjnym w Turynie. W 1896 r. wstąpił do zgromadzenia salezjanów, w 1905 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował m.in. w Krakowie, Przemyślu i Wiedniu.

W 1922 r. został administratorem apostolskim polskiej części Górnego Śląska, a potem pierwszym biskupem diecezji katowickiej. W 1926 r. papież Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim, co było równoznaczne z objęciem funkcji prymasa. W 1927 r. abp Hlond został kardynałem. Po śmierci Piusa XI wymieniany był jako kandydat na papieża lub watykańskiego sekretarza stanu.

Wojna zastała go w Warszawie, potem przeniósł się do Lublina. Wkrótce udał się na emigrację; nie przyjął propozycji objęcia stanowiska pierwszego premiera polskiego rządu na emigracji. Mieszkał w Rzymie, potem w Lourdes, a następnie - na żądanie rządu Vichy - w benedyktyńskim opactwie w Sabaudii.

W 1944 r. został aresztowany przez gestapo i namawiany do kolaboracji. Był internowany we Francji i w Niemczech. Po zakończeniu wojny odebrał od papieża nadzwyczajne pełnomocnictwa, na mocy których ustanowił organizację kościelną na Ziemiach Odzyskanych. Odmawiał współpracy z komunistycznymi władzami Polski.

Zmarł 22 października 1948 r., przeżywszy lat 67, w tym 25 lat w zgromadzeniu salezjańskim, 21 w kapłaństwie, 22 w biskupstwie, i 21 lat jako kardynał. Ciało prymasa Hlonda złożono w ruinach warszawskiej katedry. Taka była jego ostatnia wola. Jego pogrzeb był wielką religijną i patriotyczną manifestacją.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek do włoskich biskupów: nie może mówić o ubóstwie i jednocześnie żyć jak faraon

2018-05-22 16:33

Paweł Pasierbek SJ/vaticannews.va

media vaticana

Kryzys powołań, świadectwo życia ewangelicznym ubóstwem oraz łączenie diecezji to główne tematy, które poruszył Papież w przemówieniu skierowanym do biskupów z Konferenjci Episkopatu Włoch.

Zdaniem Franciszka kryzys powołań to zatruty owoc kultury tymczasowości, relatywizmu i dyktatury pieniądza. Ponadto jako przyczynę takiego stanu rzeczy wymienił tragiczny spadek urodzin, który nazwał „demograficzną zimą” oraz skandale we wspólnocie Kościoła i nijakie świadectwo.

Papież o powołaniach

"Ile seminariów, kościołów, klasztorów czy opactw zostanie zamkniętych w przyszłych latach z powodu braku powołań? – pytał się Ojciec Święty. - Bóg to wie. Jak bardzo smuci spojrzenie na tę ziemię, przez długie wieki tak płodną i hojną w dawaniu misjonarzy, sióstr zakonnych, kapłanów pełnych apostolskiego zapału, która wraz z całym starym kontynentem wchodzi w powołaniową bezpłodność bez szukania skutecznych rozwiązań. Ufam, że ich szuka, ale nie potrafi znaleźć".

Papież zaproponował włoskim biskupom, aby diecezje, w których liczba kapłanów jest większa, wspierały te, gdzie ich brak. Mogłaby to być pierwsza, konkretna próba zaradzenia kryzysowi.

Mówiąc o ubóstwie Franciszek odwołał się do św. Ignacego Loyoli, który nazywa je matką i murem życia apostolskiego. Matką, ponieważ rodzi dobro, a murem, bo chroni przed złem. Bez ubóstwa, zauważył Papież, nie ma apostolskiego zapału i życia w służbie drugim.

Papież o ubóstwie

"Kto wierzy, nie może mówić o ubóstwie i jednocześnie żyć jak faraon – stwierdził Franciszek. - Czasami widzi się takie rzeczy. To jest antyświadectwo, gdy mówi się o ubóstwie i prowadzi się luksusowe życie; jest rzeczą skandaliczną, gdy wydaje się pieniądze bez przejrzystości lub używa się dóbr Kościelnych jakby były osobistymi. (...) Mamy obowiązek korzystać z nich w przykładny sposób, w oparciu o jasne i wspólne reguły, bo pewnego dnia zdamy z tego sprawę właścicielowi winnicy".

Papież poruszył także temat liczby diecezji we Włoszech, których jest tutaj ponad 250. Wyraził opinię, że jest ich za wiele i trzeba rozpocząć proces ich łączenia. Dodał, iż problem ten nie jest nowy, poruszał go już papież Paweł VI i ciągnie się zbyt długo. „Uważam – powiedział – że nadszedł już czas, aby jak najszybciej zamknąć ten temat”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem