Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

„Nielegalny” Pan Jezus

2017-04-19 14:17

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 17/2017, str. 1, 4

Artur Stelmasiak

Wśród miejsc związanych z kultem Miłosierdzia Bożego w archidiecezji warszawskiej jest sanktuarium w Ożarowie Mazowieckim, ale swój nieprzeceniony wkład w teologię Miłosierdzia ma sąsiadujące Seminarium Duchowne Księży Pallotynów

Choć Ołtarzew znany jest przede wszystkim z wystawianych od ponad pół wieku przepięknych misteriów Męki Pańskiej, niewielu wie, że w miejscowym kościele znajduje się figura Jezusa Miłosiernego, z czasów, gdy ta forma kultu była zakazana przed oficjalnym zatwierdzeniem jej przez Stolicę Apostolską.

W seminaryjnym kościele, jeden z dwunastu bocznych ołtarzy poświęcony jest Jezusowi Miłosiernemu z wizji św. Siostry Faustyny. Wiąże się z nim ciekawa historia. – Z figury Jezusa Miłosiernego rozchodzą się dwa promienie. Rzeźba powstała w 1951 r., a siedem lat później Watykan zakazał tej formy czci kultu Miłosierdzia Bożego – mówi „Niedzieli ks. Jacek Smyk SAC, proboszcz parafii w Ołtarzewie. To był czas kiedy w Kościele obawiano się, że kult związany z objawieniami s. Faustyny może wymknąć się spod kontroli tak, jak kilkadziesiąt lat wcześniej „objawiania” Marii Kozłowskiej, które doprowadziły do rozłamu.

W związku z tym wizytujący parafię kard. Stefan Wyszyński nakazał, by usunąć promienie z rzeźby i napis „Jezu, ufam Tobie”, ale – co zanotowali pallotyńscy kronikarze – „nie nalegał na natychmiastowe ich usunięcie”. Dzięki temu rzeźba przetrwała czasy zakazów i jest jedną z pierwszych w Polsce figur Miłosierdzia Bożego.

Reklama

– Gdy w 1958 r. Stolica Apostolska zakazała kultu, wszędzie obrazy zostały zdjęte, a u nas, w naszym kościele seminaryjnym, rzeźba z lewego ołtarza została. Myśmy, jako klerycy, tam się modlili do Miłosierdzia Bożego, a gdy nastąpił zakaz, ks. Michał Kordecki oficjalnie zdjął komżę, żeby uszanować zakaz i modliliśmy się mniej oficjalnie – wspominał kilka lat temu śp. ks. prof. Lucjan Balter SAC

„Nielegalny” Miłosierny Jezus jest tylko symbolem tego, co działo się w Ołtarzewie w kolejnych latach. Tu w Seminarium odbywały się bowiem sympozja teologiczne, inspirujące do szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego. W 1975 r. w konferencji uczestniczył osobiście metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła, który tlący się w Polsce kult Miłosierdzia rozszerzył później na cały świat. Kard. Wojtyła wygłosił w Ołtarzewie kazanie podczas Mszy św. oraz referat. Tytuł referatu brzmiał: „Konsekracja świata. Granice autonomii doczesności”. W przemówieniu kard. Wojtyła mówił, że stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu. Sprawy świata, jak i wiary, wywodzą swój początek od samego Boga. Dlatego autonomia nie oznacza niezależności od Boga. Kardynał wskazał, że to, co było zagrożone przez pychę i nieuporządkowanie oczyszcza Krzyż i Zmartwychwstanie. Zadaniem zaś własnym świeckich jest podjąć trud odnowy doczesnego porządku świata.

– Ten wykład jest nadal aktualny. Uważam, że dzisiaj należałoby mocno zaakcentować to, że się Boga wyrzuca z tego świata. W tej chwili nawet trudno mówić o autonomii słusznej świata, bo to, co się dzieje, to jest odrzucanie Boga jako takiego. A bez Boga – jak mówił kard. Wojtyła – nic nie jest takie, jakie jest – podkreśla ks. prof. Marian Kowalczyk SAC, wykładowca na UKSW i Seminarium w Ołtarzewie. – Współcześnie tego nie ma. Szerzy się libertynizm. Ludzie, ulegając podszeptom szatana, zwalczają Boga i odrzucają Jego Miłosierdzie – mówi ks. prof. Kowalczyk.

Sanktuarium jako wotum

Dzięki działalności księży pallotynów kult Miłosierdzia Bożego nie ograniczał się jedynie do Ołtarzewa, ale promieniował na całą okolicę. W sąsiadującym Ożarowie Mazowieckim zakonnicy wybudowali świątynię, jako wotum wdzięczności za ocalenie narodu polskiego i księży pallotynów z pożogi II wojny światowej.

Tu również program ikonograficzny świątyni był związany z kultem Bożego Miłosierdzia. W 1997 r. kard. Józef Glemp podniósł ożarowski kościół pw. Miłosierdzia Bożego do rangi sanktuarium diecezjalnego. – Cała ikonografia projektu ks. prof. Stanisława Kobielusa, pallotyna z Otwocka, była od początku integralną częścią tej świątyni – mówi ks. Stanisław Zarosa SAC, proboszcz parafii i kustosz sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie. Każdego dnia w sanktuarium odmawiana jest o godz. 15 Koronka do Bożego Miłosierdzia. Nabożeństwo z Ożarowa można oglądać na całym świecie dzięki transmisji telewizji internetowej Misericordia, która istnieje od 2013 r.

Dzieją się cuda

Szczególnym czasem dla ożarowskiego sanktuarium był zakończony niedawno Rok Miłosierdzia. Przybywało do niego bardzo dużo pielgrzymek i – co podkreśla Proboszcz – dokonywało się wiele nawróceń. – Gdy opowiadam grupom, gdzie widzę najbardziej działanie Bożego Miłosierdzia, to wskazuję na konfesjonał. Tu dzieją się największe cuda – mówi ks. Zarosa i dodaje, że najbardziej zapadła mu w pamięć spowiedź w Godzinie Miłosierdzia pewnego mężczyzny, który 47 lat nie przystępował do sakramentu pokuty. – Mówił: ja nie chciałem wejść do tego kościoła, ale jakaś siła mnie do tego skłoniła. Nie przyszedłem tu się spowiadać. Odpowiedziałem, że nie muszę go spowiadać, możemy porozmawiać. I zaczęliśmy rozmawiać, a po piętnastu minutach mężczyzna poprosił o spowiedź – wspomina ks. Zarosa.

Parafia tętni życiem

W Roku Miłosierdzia Bożego powstało wiele inicjatyw. Jedną z nich są wieczory świadectw o Bożym Miłosierdziu, które odbywają się w pierwsze środy miesiąca. – Zapraszamy katolickich „celebrytów”, aby opowiedzieli, jak oni doświadczyli Bożego Miłosierdzia w swoim życiu. Byli u nas m.in. Muniek Staszczyk, Tomasz Terlikowski, Marcin Kwaśny i Dominika Figurska – opowiada ks. Zarosa.

W pierwsze soboty miesiąca odbywa się w ożarowskim sanktuarium modlitwa mężczyzn za dzieci i młodzież. – Chcemy się modlić, wspierać i duchowo ochraniać młodych ludzi, bo mają bardzo wiele zagrożeń. Na początek odmawiamy Różaniec, potem jest krótkie słowo, w którym pochylamy się np. nad jakąś postacią biblijną, która mówi o tym, że człowiek jest wojownikiem Pana Boga – mówi ks. Zarosa. Spotkanie trwa ok. pół godz. W spotkaniach uczestniczy ponad 40 mężczyzn. – Myślę, że ta grupa będzie się ciągle rozwijała. O to się modlę – mówi ks. Zarosa.

Możliwość spowiedzi lub rozmowy z kapłanem jest również w czasie tzw. Nocy Nikodema, która odbywa się w pierwsze czwartki. – Po Mszy św. wieczornej, przy wystawionym Najświętszym Sakramencie, kapłan oczekuje w konfesjonale, ale niekoniecznie, aby spowiadać. Ludzie przychodzą, aby zwyczajnie pogadać, omówić coś, spotkać się, o coś zapytać, poradzić się – opowiada Proboszcz ożarowskiego sanktuarium. To, jaki ksiądz dyżuruje w konfesjonale jest ogłaszane i wierni mają możliwość spotkania się z tym księdzem, z którym chcą porozmawiać.

Parafia w Ożarowie i sąsiadujący z nim Ołtarzew, to miejsca szczególne dla kultu Miłosierdzia Bożego. Zaczęło się od „nielegalnego” przedstawienia Jezusa, konferencji naukowych, a teraz przy jednej z głównych tras wiodących do Warszawy czeka na pielgrzymów sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

Tagi:
seminarium

Chęć bycia księdzem – tylko to się liczy

2018-05-02 09:46

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 18/2018, str. VI

Maj to miesiąc szczególny dla przyszłych kapłanów. Klerycy czekają na święcenia diakonatu, diakoni na dzień, w którym wreszcie zostaną namaszczeni i posłani. W prezencie dla jednych i drugich drukujemy wspomnienie kapłanów, których Bóg dużo wcześniej wywołał z szeregu

Kriskros/CCB SA 3.0.pl
Wrocławskie seminarium

Dziś stoją już z Nim twarzą w twarz, ale ich opowieść może być pomocna młodym, którzy dopiero wyruszają w drogę.

Bp Józef Pazdur zmarł 7 maja 2015 r., jego rocznikowy kolega, ks. prał. Jan Czapliński – 8 maja, ale cztery lata wcześniej. Byli kapłanami pierwszego, powojennego rocznika wrocławskiego seminarium.

Józef na Dzikim Zachodzie

Spotkałam się z Ojcem Biskupem i Księdzem Prałatem tuż przed jubileuszem ich święceń. Mijało 55 lat od tej chwili, a oni wciąż nosili żywe wspomnienia. 23 grudnia 1951r. wyświęcił ich Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. Przyjechali do Wrocławia jesienią 1947r. Ojciec Biskup nie przyjechał jako repatriant ze wschodu. Pochodził z diecezji tarnowskiej, z województwa krakowskiego, z powiatu Limanowa. Zdawał maturę w Szczyrzycu, u cystersów, którzy w czasie wojny zorganizowali tajne nauczanie. Rodziny nie było stać, aby po wojnie pojechać do innego miasta i kontynuować naukę. Dlatego tamten rocznik jego kolegów był dłużnikiem cystersów – zgodzili się na zorganizowanie szkoły. W czasie, gdy zdawał maturę, przyszła wiadomość, że Wrocław wrócił do Polski. To była wielka radość. I stanął przed decyzją, czy dalsza edukacja w Krakowie, do którego właściwie mógł dojechać rowerem, czy też w innym miejscu. Zwyciężyła ciekawość i wybrał Wrocław. Jego mama mówiła: „O laboga, gdzie ty na ten dziki zachód chcesz jechać!” Ale decyzja zapadła i przyjechał. Zapisał się na Uniwersytet i Politechnikę, bo agronomia wtedy była na obu uczelniach, i zamieszkał przy ul. Ofiar Oświęcimskich.

Jan ze Wschodu

– A ja przyjechałem do Wrocławia właśnie ze wschodu, mniej więcej z tych terenów, z których pochodził również ks. Zienkiewicz – mówił ks. prał. Czapliński. Zamieszkał u sióstr elżbietanek, w parafii św. Bonifacego. A księdzem chciał być od dziecka, zawsze wiedział, że to dla niego, że tego pragnie. W Różanymstoku, 40 km od Białegostoku było męskie gimnazjum salezjańskie. Tam uczęszczał. Gdy wspominał tamten czas, to wydawało mu się, że zdarzył się mały cud. Sowieci weszli na te ziemie w 1939 r., ale nie wywieźli salezjańskich profesorów. Wierzył, że Matka Boska wstawiła się w tej sprawie i profesorowie zostali z nimi aż do Bożego Narodzenia. To byli wspaniali nauczyciele. Nazwiska ich pamiętał aż do końca, wymieniał je bez zająknienia. Wiele im zawdzięczał. Po wojnie, w 1946 r. wyjechał do Krakowa. Ale pobyt tam nie trwał długo. Po miesiącu Ksiądz otrzymał list od nieżyjącego już dziś kolegi, który pisał, że we Wrocławiu wielkie, nowe możliwości. Nie myślał długo, spakował się i na początku lipca 1946 r. wyruszył do Wrocławia. Przyjechał na parę godzin, a został na 65 lat...

Ludzie, którzy nie mieli księdza

Powołanie Ojca Biskupa Józefa nie urodziło się od razu. Uczył się na agronomii, brał udział w odgruzowywaniu uczelni. Po roku studiów w kościołach pojawiły się plakaty, że jest nabór na pierwszy rok do polskiego seminarium we Wrocławiu. Patrzył na nie z pewną ciekawością, ale nie budziła się żadna decyzja. Wszystko, co zdecydowało o jej podjęciu, stało się w kościele św. Michała Archanioła... którego przecież prawie nie było...

– To było gruzowisko budowli – wspominał. Zwały kamieni usunięto tylko na tyle, aby dało się dojść do ołtarza. Przyszedłem, stanąłem na środku i wszystko, co tam zobaczyłem, jest początkiem mojej decyzji. Ołtarz był po lewej stronie, zbity z osmolonych desek, ze śladami trawiącego je ognia, przykryty białym obrusem. Paliły się żółte, woskowe świece, wetknięte w lichtarze. Nie było wątpliwości, że wyciągnięto je z pogorzeliska. Byli też ludzie. Siedzieli na deskach opartych o cegły. Czekali i to ich czekanie było początkiem. Myślałem: Ołtarz jest, ludzie są, ale księdza nie ma. A może ty byś był księdzem?

Góral idzie na księdza

Najpierw zwierzył się kolegom. W tym czasie był prezesem Samopomocy Podhalan studiujących we Wrocławiu, mieszkał przy Chrobrego. Kupił po drodze butelczynę „czystej, ojczystej, co duszy nie plami” i zwołał zgromadzenie studentów. Zaniemówili. O co chodzi? Takich spotkań przecież nie zwoływał. A on postawił butelczynę na stół i mówi: Idę do seminarium. Zapadła cisza, zaraz szepty: Albo zwariował, albo się romantycznie zakochał. Potem pojechał do domu. Siostra nie była zadowolona – już zdążyła go wyswatać, więc pokrzyżował jej plany. Mama, rozumna góralka, powiedziała „Dobrze, dziecko, tak zrób”. Była zadowolona, choć nigdy nie sugerowała mu takiej drogi.

Seminarium, którego nie było

Do seminarium przyjmował ich wtedy... Ks. prał. Jan Czapliński mówił, że chyba Anioł Stróż, skoro tak ładnie wytrwali, a tak naprawdę to ks. rektor Marcinowski, na ul. Strzeleckiej, u sióstr elżbietanek, w parafii św. Bonifacego. Rektorat to był korytarz, stolik i dwa krzesła pod oknem. Budynek seminarium zaczęto dopiero odbudowywać, od parteru. W czasie zimy w tych odkrytych częściach budynku, gdzie nie było stropu, było lodowisko. Jeździli w wojskowych butach po korytarzach, po lodzie. 1 października 1947 r. otwarto seminarium. Było ich 24. Z tej grupy doszło do kapłaństwa dziewięciu. W sumie wyświęcono wtedy czternastu, bo pięciu dołączyło z innych seminariów.

1 października ks. inf. Karol Milik otworzył seminarium, 8 rozpoczęły się rekolekcje prowadzone przez o. Franciszka Sąsiadka, jezuitę. Zapamiętali, że mówił, aby nie bali się tej służby, że to tak będzie mijać, jak z bicza trzasnąć.

Profesorowie z klasą

Mieli dobrych profesorów. Na Ojcu Biskupie zrobił wielkie wrażenie i kierował nim przez długi czas o. Albert Wojtczak, franciszkanin. Bywało tak, że brakowało profesorów i on, w wyjątkowych sytuacjach, potrafił tę lukę zapełnić, ucząc filozofii, kaznodziejstwa, liturgiki. Poprosił go o kazanie prymicyjne i pojechał z nim na Podhale. Mieli też dług u jezuitów. O. Sąsiadek, który poza wszystkim, co duchowe, uczył też wyczucia rzeczywistości. To byli ludzie solidnie wykształceni jeszcze przed wojną – mówił ks. Czapliński.

Bp Urban, ks. Jelito, biblista. Przez cztery lata kazał im czytać Pismo Święte po hebrajsku! Ale nie mieli mu za złe, bo przecież, gdy ktoś rzeczywiście jest rozmiłowany w swojej dyscyplinie, to próbuje i innych zapalać. Najlepiej z nich znał hebrajski alumn Pazdur. Chętnie też dzielił się swoją wiedzą, podpowiadając tym mniej w hebrajskim rozkochanym.

Modlitwa i... łopata

Alumni rocznika 1951 pracowali fizycznie, odgruzowywali seminarium. Wszystko zaczęło się wtedy, gdy rektor Marcinowski obchodził jubileusz kapłaństwa. Nie mieli prezentu, ale widzieli jego spacery po podwórzu i to, jak patrzy na trzy wielkie hałdy gruzu wywiezionego z seminarium. Alumn Józef Pazdur zwołał więc kolegów – było ich już wtedy trzy roczniki, i postanowili, że zostaną w wakacje na taki czas, jaki będzie potrzebny i wywiozą ten gruz. Wywieźli ponad 300 furmanek. To był ich dar.

Drugie odgruzowywanie było wtedy, gdy byli już kapłanami, brali udział w odgruzowywaniu całego Ostrowa Tumskiego.

Ks. Jan Czapliński malował meble w seminarium: ławki, szafy, stoły – cały miesiąc to trwało. Ale pracowali też w gospodarstwie rolnym. To był czas, kiedy i kuria i seminarium musiały mieć zaplecze gospodarcze. Nadarzyła się okazja: majątek w Trestnie, ale musiał ktoś tam gospodarzyć. Proweniencje rolnicze alumna Pazdura były znane, więc wezwał go Ksiądz Rektor i poprosił o pomoc. Trochę mu było przykro, bo przecież nie po to zostawił agronomię, aby do tych dusz śmiertelnych kwiczących i ryczących wracać, ale starał się tam angażować całą duszą. Alumni wyjeżdżali kursami na tydzień i tak pracowali. Najtrudniej było w czasie egzaminów – skrypty chowane ukradkiem podczas pielenia buraków nikogo nie dziwiły.

Co trzeba zrobić, żeby wytrwać?

Formacja kleryków w tamtym czasie zasadniczo nie różniła się od dzisiejszej, natomiast dyscyplina była zupełnie inna. W jakiś sposób wymuszały ją trudne czasy. Wszystkie listy, które otrzymywali i wysyłali były kontrolowane. Decydowały o tym względy praktyczne – właśnie czasy. Bali się w swoich szeregach ludzi podsuwanych przez władze. Przed każdym wyjazdem kleryków do domu wybuchał jakiś skandal – albo ktoś coś komuś ukradł, albo zniszczył. Przed dniami otwartymi dla rodziców ktoś smarował klamki fekaliami. Wszystko po to, aby rzucić cień na to święte miejsce. Od święceń kapłańskich przyjętych 23 grudnia 1951 r. w katedrze wytrwali do końca.

Co trzeba zrobić, żeby wytrwać?

– Trzeba wciąż pamiętać, po co się tu jest. I odpowiadać na to pytanie: Muszę, bo chcę. A chcę, bo kocham – mówił Ojciec Biskup. W tamtych trudnych czasach miałem przekonanie, że uda się wytrwać, nie wypaść z dziejowego zakrętu tylko wtedy, gdy będziemy wiedzieć, po co tu przyszliśmy. Podjąłem trud bycia księdzem i tylko to się liczyło.

Dziś jest trochę inaczej – mówił ks. prał. Jan. My mieliśmy inny początek. Byliśmy dojrzali. Wielu z nas brało udział w walkach partyzanckich. Wielu przyszło do seminarium w mundurze. I potem zamieniło ten mundur na sutannę. Ale gdy już zostajesz księdzem, to tylko to musi się dla ciebie liczyć: jak nim być najlepiej i do końca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Watykan: kard. Stanisław Ryłko włączony do grona kardynałów-prezbiterów

2018-05-21 18:52

st (KAI) / Watykan

Podczas sobotniego konsystorza Ojciec Święty włączył do grona kardynałów-prezbiterów kard. Stanisława Ryłkę, a także kardynałów Leonardo Sandriego, Giovanniego Lajolo, Paula Josef Cordesa, Angelo Comastriego i Raffaele Farinę – podaje francuski dziennik „La Croix”.

Margita Kotas

Zgodnie z kanonem 350. Kodeksu Prawa Kanonicznego, Kolegium Kardynałów dzieli się na trzy stopnie: kardynałów-biskupów (purpuraci otrzymujący od papieża jako tytularne diecezje podmiejskie oraz patriarchowie wschodni włączeni do Kolegium Kardynałów); kardynałów-prezbiterów (purpuraci zazwyczaj będący biskupami diecezjalnymi) i kardynałów-diakonów (purpuraci pracujący w Kurii Rzymskiej oraz wybitni teolodzy, którzy nie kierowali diecezjami).

Kościół tytularny kardynałów-prezbiterów zwany jest tytułem, zaś kościół tytularny kardynałów-diakonów - diakonią. Przez opcję dokonaną na konsystorzu i zatwierdzoną przez papieża, kardynałowie-prezbiterzy, zachowując pierwszeństwo święceń i promocji, mogą przechodzić na inny tytuł, zaś kardynałowie-diakoni - z jednej diakonii na drugą, a gdy przez pełnych dziesięć lat pozostawali w stopniu diakonów - także do stopnia prezbiterów. Tak właśnie stało się w minioną sobotę w przypadku wymienionych kardynałów.

Obecnie kardynałem-protodiakonem, który w przypadku konklawe ogłasza wybór nowego papieża, jest 85-letni kard. Renato Martino. Drugim pod względem starszeństwa kardynałem-diakonem jest pochodzący z Gwinei prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Robert Sarah. Ponieważ z racji wieku kard. Martino nie ma prawa uczestnictwa w konklawe, to zadanie ogłoszenia wyboru nowego papieża przypadnie kard. Sarahowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Na ŚDM do Panamy pojedzie 3,5 tys. młodych Polaków

2018-05-22 20:01

dg / Warszawa (KAI)

Systematyczna praca w duszpasterstwie młodzieży realizowana jest w parafiach, wspólnotach i zgromadzeniach - powiedział KAI bp Marek Solarczyk, który przewodniczył we wtorek w sekretariacie Episkopatu Polski spotkaniu duszpasterzy młodzieży i koordynatorów Światowych Dni Młodzieży. W trakcie spotkania rozmawiano też o przygotowaniach do październikowego synodu biskupów oraz do Światowych Dni Młodzieży w Panamie w styczniu przyszłego roku. Pojedzie na nie z Polski ok. 3,5 tys. młodych ludzi.


- Głównymi tematami spotkania były aktualna i systematyczna praca w duszpasterstwie młodzieży, która się realizuje zasadniczo na poziomie różnych parafii, wspólnot, grup i zgromadzeń. Omawiamy również dwa główne dzieła, które mają charakter ogólnokościelny, w które my jako Kościół w Polsce chcemy się angażować, czyli synod biskupów poświęcony młodzieży, jej wierze i powołaniu oraz Światowe Dni Młodzieży w Panamie – powiedział KAI bp Marek Solarczyk, przewodniczący Rady KEP ds. Duszpasterstwa Młodzieży.

Omawiając dyskusje nad zbliżającym się synodem, bp Solarczyk zaznaczył: „Oczywiście nie debatujemy nad przebiegiem synodu, ale nad tym, co jest naszym zaznaczeniem wsparcia dla dzieła synodalnego, na pewno wsparcia modlitewnego. Tu dopina się już bardzo piękna inicjatywa, która będzie się odbywała na Jasnej Górze między 3 a 28 października, gdzie wieczorami w czasie Apelu Jasnogórskiego trwać będzie modlitwa również w intencji młodych w Kościele, którzy będą poddani szczególnej trosce w tych dniach obradom synodu”.

- Jako Krajowe Biuro Światowych Dni Młodzieży staramy się zapewnić bezpieczny pobyt Polaków w Panamie, dlatego bardzo ściśle współpracujemy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych oraz Ambasadą RP w Panamie, gdzie szczególnie poruszane są tematy kulturalne i promocyjne Polski w trwającym jubileuszu 100 rocznicy odzyskania niepodległości – poinformował z kolei ks. Emil Parafiniuk, dyrektor Krajowego Biura ŚDM.

Jak przyznał, MSZ zapewnia poczucie bezpieczeństwa oraz jest źródłem ważnych informacji, do których inni nie mają dostępu.

- Liczymy na ok. 2,5 - 3,5 tys. młodych ludzi, którzy udadzą się do Panamy. Mamy nadzieję, że ta liczba wciąż będzie wzrastała. W tej chwili w niektórych diecezjach zapisy już się skończyły, ale w wielu jeszcze trwają. Proces rejestracji otwarty będzie do jesieni bieżącego roku, prawdopodobnie do 1 listopada – dodał dyrektor Krajowego Biura ŚDM.

Omawiając przygotowania do synodu powiedział, że w trakcie tego spotkania biskupów poświęconego młodym, planowana jest pielgrzymka polskiej młodzieży do Rzymu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem