Reklama

Piastowie na Środkowym Nadodrzu (4)

Nie tylko historia

2017-04-26 14:49

Waldemar Hass
Edycja zielonogórsko-gorzowska 18/2017, str. 4-5

Waldemar Hass
Głogowska kolegiata pamięta czasy Piastów

Związki Głogowa z dynastią Piastów rozciągnięte pomiędzy X a XV wiek to bez wątpienia wielki i jakże ważny fragment losów tego miasta i regionu. Wraz z objęciem władzy na Śląsku przez Mieszka I Głogów trafił również do historii państwa polskiego, by z biegiem lat i kolejnych wieków zapisywać nie tylko barwne, ale i często dramatyczne dzieje

Z obszernej piastowskiej historii wybrałem zaledwie kilka przykładów, ukazujących wpływ tego rodu na kolejne pokolenia mieszkańców tej nadodrzańskiej ziemi, oraz pozostałe do naszych czasów nie tylko materialne ślady ich panowania.

Świadectwo

Zakrawa to na truizm, ale trzeba w tym miejscu przypomnieć, że główna rola, jaka przypadła piastowskiemu grodowi Głogów, miała charakter nade wszystko militarny. Był on bowiem z racji swego położenia na wyspie rzecznej, w otoczeniu trudno dostępnego, bagnistego terenu, istotnym punktem obrony zachodniej granicy Polski. Za historycznie pewną, pierwszą wzmiankę o Głogowie powszechnie przyjmuje się zapis z „Kroniki” bp. Thietmara, w którym czytamy, że „gdy wymienieni tu wielmoże przechodzili w szyku bojowym koło grodu zwanego Głogów, gdzie znajdował się i skąd mógł ich obserwować Bolesław, wzniecili wśród przypatrujących się im z murów rycerzy zapał do walki”. To fragment opisu odnoszącego się do niemieckiej wyprawy wojennej na Polskę, w czasach walk Henryka II z Bolesławem Chrobrym. Ani wówczas, ani siedem lat później, kiedy to cesarz ponownie dotarł pod tę warownię, nie podjął on walki o jej zdobycie. Konfrontacji zbrojnej nie uniknięto jednak wiele lat później, kiedy w roku 1109 znowu wybuchła wojna polsko-niemiecka, a 24 sierpnia tegoż roku – zaskakując obrońców nietypowym sforsowaniem naturalnych przeszkód – wojska cesarskie zaatakowały Głogów. Opis tego, jak przebiegały tamte wydarzenia, zawdzięczamy Anonimowi, tzw. Gallowi, który zamieścił go w swojej „Kronice polskiej”, to w niej właśnie przeczytamy m.in. o zakładnikach głogowskich na oblężniczych machinach, umieszczonych tam z cesarskiego rozkazu, o walecznych obrońcach, którzy mimo tego podstępu – zgodnie z nakazem Bolesława Krzywoustego – nie poddali się. Dziś, przywołując ten odległy epizod z dziejów, warto się zastanowić, czy „obrona Głogowa” jest wciąż jeszcze obecna w świadomości Polaków, będąc – jak to bywało dawniej – szczególnym świadectwem, symbolem bohaterstwa w obronie ojczyzny; czy jest już może raczej tylko pewnym, poruszającym elementem miejscowej historii, z różnym skutkiem promowanej przez lokalny samorząd i instytucje oraz pasjonatów tematu? Odpowiedź na to pytanie w 2017 r., jak sądzę, może być bardzo ciekawym świadectwem naszych czasów...

Stolica

Po tym, jak w 1157 r. głogowski gród spłonął, w czasie ataku sił Fryderyka Barbarossy, nastąpił niejako nowy etap w historii Głogowa, o tej sytuacji tak oto syntetycznie pisał Janusz Chutkowski: „Głogów znalazł się w dzielnicy śląskiej, którą władali wnukowie Krzywoustego i ich następcy. (...) Z chwilą więc, kiedy w wyniku dalszych podziałów kraju Głogów został samodzielnym księstwem, pierwszy książę głogowski Konrad postanowił w 1253 r. założyć nowe miasto na lewym brzegu Odry, w miejscu małej osady targowej należącej do kapituły kolegiackiej. Odtąd miasto rozwijało się i bogaciło, a w 1331 r. mieszczanie odkupili prawa należące do dziedzicznych wójtów i Głogów stał się miastem rządzonym przez radę miejską na czele z wybranym burmistrzem”.

Reklama

Wspomniany książę Konrad (ur. 1228-31, zm. 1273-74), który był przygotowywany do stanu duchownego, wybrał jednak politykę, wchodząc w braterski konflikt, i zdobył ostatecznie dla siebie odrębne księstwo, które przeszło do historii jako głogowskie. Ten waleczny syn Henryka Pobożnego okazał się być również dość dobrym, jak to się zwykło określać, gospodarzem, który nie tyko koncentrował się na polityczno-militarnym aspekcie swoich rządów, ale i rozwoju; dokonał on lokacji innych miast i miejscowości (lub uporządkował status prawny), za jego czasów np. jest widoczna także aktywność kolonizatorska. Dbał o rozwój Kościoła, zwłaszcza ze swoją pierwszą małżonką księżną Salomeą, co przejawiało się wspieraniem głogowskiej kolegiaty i miejscowego duchowieństwa, za jego czasów zapewne do miasta przybyli dominikanie, a także franciszkanie (choć odnotujmy, że zdarzyły się mu też napięcia w relacjach z biskupem wrocławskim). Wkrótce po śmierci Konrada nastąpił podział księstwa, a dalsze dzieje głogowskiej linii Piastów nadają się na scenariusz naprawdę niezłego serialu (tyleż obyczajowego, co sensacyjnego). Dość przypomnieć, że jeden z synów pierwszego księcia na głogowskiej stolicy – Henryk III był bliski sięgnięcia polskiego tronu.

Pamięć

Ile dziś pozostało z dawnego piastowskiego dziedzictwa Głogowa oprócz oczywiście gęsto zapisanych kart historii? Poszukiwanie materialnych śladów dawnej chwały zacząć należy od Ostrowa Tumskiego i odbudowywanej kolegiaty, w której wnętrzu skryta jest m.in. kaplica romańska. To nie tylko kolegiata zaliczana do najstarszych w naszej ojczyźnie, ale również niezwykły świadek tragicznych losów Głogowa, który – moim zdaniem – pełni też poniekąd podwójną rolę pomnika. Z jednej strony świadczy o wielkich zniszczeniach, jakim uległo to miasto w 1945 r., i stratach, jakie poniósł Kościół katolicki, z drugiej jest wymownym przykładem konsekwentnej odbudowy oraz szacunku do niełatwej historii tej ziemi. Innym materialnym przykładem piastowskiego dziedzictwa w tym nadodrzańskim grodzie jest niewątpliwie leżący po drugie stronie rzeki obecny Zamek Książąt Głogowskich (geneza – XIII wiek), którego wieża i podziemia stanowią szczególną pamiątkę z czasów panowania tu piastowskiego rodu i powstania księstwa. W pobliżu tego obiektu znajduje się natomiast charakterystyczny pomnik Dzieci Głogowskich, upamiętniający walki i tragiczne wydarzenia roku 1109, choć sama jego lokalizacja – jak się wydaje – nie jest trafiona. W Głogowie są widoczne też dziś fragmenty murów obronnych, w znaczącej części odtwarzające dawną linię średniowiecznego sytemu obronnego tego miasta, będące kolejnym, historycznym śladem sięgającym epoki Piastów, a zwłaszcza czternastego stulecia. Trzeba w tym kontekście wspomnieć jeszcze kościoły pw. św. Piotra (XII wiek) i pw. św. Mikołaja (XIII wiek) – na pierwszy z nich, już nieistniejący, wskazuje dziś pomnik Biblioteka Świętego Pielgrzyma poświęcony św. Janowi Pawłowi II, natomiast drugi, stojący w centralnej części wciąż odbudowywanej starówki, jest zachowany jako tzw. trwała ruina. W końcu, nie zapominając o historii głogowskiego ratusza, warto zwrócić też uwagę na znajdujący się tuż za nim nowo wybudowany obiekt (który z racji swej nowoczesnej formy wciąż budzi wśród głogowian wiele emocji), w którego wnętrzu kryją się – nie tak dawno odsłonięte i już trwale zabezpieczone – pozostałości dawnych, głogowskich sukiennic z wieków średnich, które –podobnie jak wieża ratuszowa – są udostępniane zwiedzającym.

Nie tylko jednak zabytkowe, materialne ślady wiążą nas z epoką Piastów. Otóż nie brakuje też innych przykładów na wciąż żywe dziedzictwo związane z tą dynastią. I tak w Głogowie znajdziemy np. nazwy ulic nawiązujące do postaci poszczególnych przedstawicieli tego rodu, a jedno z większych osiedli nosi nazwę – Piastów Śląskich. Pierwsze Liceum Ogólnokształcące w tym mieście nosi imię Bolesława Krzywoustego, a Miejska Biblioteka Publiczna – Galla Anonima. W Głogowie w 2009 r. uroczyście obchodzono 900. rocznicę słynnej obrony, a w 2010 r. wspominano 1000-lecie pierwszego historycznego zapisu w „Kronice” Thietmara. O popularyzowanie piastowskiej historii miasta i pamięć o niej dbają m.in. samorząd miejski, organizacje, szkoły czy instytucje, w tym w szczególny sposób Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Głogowie, w którym wśród długoterminowych wystaw znajduje się ekspozycja poświęcona obronie Głogowa w 1109 r.

Książki (zamiast zakończenia)

Do tego opracowania, które mam świadomość jedynie dotyka poruszanej tematyki, niech mi będzie wolno dołączyć jeszcze jeden, ważny element dla tych wszystkich, którzy pragną wiedzieć więcej – czyli zachętę do lektury wybranych, przykładowych publikacji książkowych. Jako pierwsze tytuły wymienię tu artykuł Rościsława Żerelika „W średniowieczu”, zamieszczony w pracy zbiorowej „Głogów – zarys monografii miasta” (Wrocław – Głogów 1994), oraz pozycje, które wyszły spod ręki Janusza Chutkowskiego: „Dzieje Głogowa” (Legnica 1991), „Piastowscy władcy Głogowa” (Głogów 1996), „Głogów – informator historyczny” (Głogów 1992) czy „Wędrówki po dawnym Głogowie” (Głogów 1997). Na szczególną uwagę zasługują praca zbiorowa pod redakcją Bogusława Czechowicza i Małgorzaty Konopnickiej „Glogovia Maior. Wielki Głogów między blaskiem dziejów i cieniem ruin” (Głogów – Zielona Góra 2010), wydana w 1993 r. w Gliwicach praca ks. Henryka Gerlica „Kapituła głogowska w dobie piastowskiej i jagiellońskiej (1120 – 1526)” oraz praca Tomasza Jurka „Dziedzic Królestwa Polskiego książę głogowski Henryk (1274 –1309)”, która ukazała się w 2006 r. w Krakowie. Trzeba tu też przywołać książkę Mariana Kapłona: „Głogów i Księstwo Głogowskie w okresie średniowiecza. Genealogia Piastów Głogowskich” (Głogów 2003), publikację, którą napisał Dariusz Andrzej Czaja – „Warownia Głogowska w dobie pierwszych Piastów. Znaczenie militarne Głogowa w X-XII wieku” (Głogów 2010), a także Jerzego Dymytryszyna „Zamek w Głogowie” (Głogów 2011).

Wreszcie przywołajmy tu również książkę kapłana – seniora naszej diecezji ks. dr. Aleksandra Walkowiaka z Głogowa, zatytułowaną: „Piastowie na ziemiach polskich” (Głogów 2011). Otóż ów ksiądz kanonik, interesujący się losami Piastów, przygotował kompendium dotyczące ich losów, koncentrując się na przedstawieniu sylwetek męskich przedstawicieli tego rodu z poszczególnych gałęzi, w konsekwencji czego czytelnik otrzymał do rąk zestaw danych historycznych dotyczących aż 438 Piastów.

Tagi:
historia

Zagadka ostatnich książąt mazowieckich

2018-02-14 11:10

Roman Stańczyk
Edycja warszawska 7/2018, str. VI

490 lat temu król Zygmunt I Stary wydał edykt stwierdzający, że ostatni książęta mazowieccy – Stanisław i Janusz – zmarli z przyczyn naturalnych. Nie rozwiązało to zagadki śmierci ostatnich przedstawicieli mazowieckiej gałęzi dynastii Piastów. Dyskusja trwa do dzisiaj

Artur Stelmasiak
Sarkofag ostatnich książąt mazowieckich w archikatedrze św. Jana Chrzciciela. Ich szczątki zostały pochowane w podziemiach pod prezbiterium

Jest marzec 1522 r. Władzę w Księstwie Mazowieckim sprawują książęta Stanisław i Janusz. Zasiadają na tronie już od czterech lat. Jednak dopiero teraz mogą czuć się na nim swobodnie. Wcześniej, do 1518 r., regencję w ich imieniu sprawowała matka – Anna Radziwiłłówna, która nawet po osiągnięciu przez książąt wieku umożliwiającego samodzielne sprawowanie władzy nie utraciła wpływu na sprawy Mazowsza.

Książęca miłość

Prywatnie Stanisław i Janusz prowadzili bardzo rozrywkowy tryb życia. Zdaniem historyków, obaj ulegli wdziękom Katarzyny Radziejowskiej. Pierwszy w córce kasztelana sochaczewskiego Andrzeja Radziejowskiego zakochał się Stanisław – starszy z książąt. Obiecywał jej nawet małżeństwo. Związkowi sprzeciwiła się jednak Anna Radziwiłłówna. Wówczas do Katarzyny zaczął zalecać się młodszy z braci – Janusz. O tym, jakim uczuciem zaczął pałać do szlachcianki, świadczy fakt, że podarował jej książęce Błonie.

Tragiczna historia zaczyna się w 1524 r., kiedy Stanisław udał się z wizytą do młodszego brata do Błonia. Po obfitej uczcie, w której najprawdopodobniej uczestniczyła również Katarzyna Radziejowska, Stanisław, nie czując się najlepiej, powrócił do Warszawy. Wcześniej niewiele jadł. Miał się posilić wyłącznie kapłonem polanym małmazją octową. Starszy z mazowieckich Piastów czuł się coraz gorzej. Wkrótce zmarł. W chwili śmierci (sierpień 1524 r.) miał 24 lata. Zgon uznano za naturalny, zaś u władzy pozostał młodszy książę Janusz. W marcu 1526 r. młodszy z synów Anny Radziwiłłówny zwołał do Warszawy sejm. Czując, że opuszczają go siły, spisuje testament. W nim zapisuje wszystko swojej siostrze – Annie. Janusz przeżył brata jedynie o 2 lata. Zmarł w nocy z 9 na 10 marca 1526 r. Odtąd miała zacząć obowiązywać umowa zawarta w 1496 r. między ojcem Stanisława i Janusza – księciem Konradem III Mazowieckim a królem Polski – Janem III Olbrachtem. W myśl jej zapisów Księstwo Mazowieckie traciło suwerenność.

Wówczas to dramatyczną próbę utrzymania odrębności Mazowsza podjęła siostra Stanisława i Janusza – Anna. Ogłosiła się ostatnią przedstawicielką rodu. Nie zyskała jednak szerszego poparcia. Szlachta mazowiecka coraz mocniej zaczęła sprzyjać pomysłowi połączenia się z Polską. Spór Anny i jej pretensje do Księstwa Mazowieckiego zakończył w 1537 r. sejm, który zmusił Annę i jej męża Stanisława Odrowąża do zrzeczenia się praw dziedzicznych do Mazowsza.

Królewska komisja weryfikacyjna

Śmierć Stanisława i Janusza nadal wywołuje sporo kontrowersji. Tuż po niej pojawiały się oskarżenia o celowe otrucie. Nazwiska winnych śmierci ostatnich mazowieckich Piastów zmieniały się jak w kalejdoskopie. Pierwotnie cień oskarżenia padł na Katarzynę Radziejowską. Szlachcianka, która najpierw romansowała ze Stanisławem, a potem uwiodła Janusza, miała w ten sposób odreagowywać niechęć ze strony matki książąt. Popularne są opinie, że to właśnie ona otruła najpierw Annę Radziwiłłównę, a potem Stanisława i Janusza.

– Kwestię rzekomego otrucia dwóch ostatnich książąt mazowieckich można traktować jako legendę, tak typową dla czasów, w których powstała. Już wówczas prowadzone śledztwa wskazywały, że oskarżenia o zastosowaniu trucizn są niespójne, pełne stereotypów, wiary w magię i zabobon – ocenia dr Sebastian Adamkiewicz, publicysta portalu Histmag.org.

– Brakowało twardych dowodów, które mogłyby wskazywać na fakt otrucia. Zresztą wersja ta pojawiła się dopiero po śmierci Stanisława, bo zgon Janusza uważano za zupełnie naturalny. Dopiero później zaczęto te kwestie łączyć. Historycy są jednak zgodni co do tego, że o śmierci dwóch ostatnich Piastów decydowały przyczyny naturalne. Wymienia się przede wszystkim chorobę alkoholową lub schorzenia weneryczne.

Rosnąca nagonka w celu wykrycia osoby winnej śmierci książąt zmusiła do reakcji nawet króla. Zygmunt I Stary powołał spośród mazowieckiej szlachty komisję „weryfikacyjną” , która miała wyjaśnić tę kryminalną zagadkę. Sprawę badali medycy, ale niczego niepokojącego nie znaleźli. „Dlatego ogłosiliśmy i niniejszym edyktem ogłaszamy, stanowimy i oznajmujemy, że wszystkie doniesienia, oskarżenia, świadectwa o otruciu i śmierci rzeczonego pana księcia (...) były i są próżne, niedołężne i żadnej siły ani wagi. (...) Okazało się, że pan książę nie sztuką ani sprawą ludzką, lecz z woli Pana Boga wszechmogącego (w którego mocy rozrządzenie życia i śmierci) z tego zeszedł świata i umarł” – czytamy w edykcie króla Zygmunta I Starego z 9 lutego 1528 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Światowy Kongres Żydów potępił wypowiedź premiera Morawieckiego

2018-02-18 11:09

wpolityce.pl

W opublikowanym w nocy z soboty na niedzielę oświadczeniu przewodniczący Światowego Kongres Żydów (WJC) Ronald S. Lauder potępił „absurdalną i niesumienną” wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego, którą w Izraelu odebrano jako stwierdzenie, że wśród sprawców Holokaustu byli także Żydzi. Lauder zażądał odwołania tej wypowiedzi i przeprosin ze strony polskiego rządu.

KPRM

– Polski premier wykazał odrażającą ignorancję jego niesumiennym twierdzeniem, że tzw. „żydowscy sprawcy” byli częściowo odpowiedzialni za usiłowania nazistowskich Niemiec zlikwidowania europejskich Żydów – powiedział Lauder.

Dodał, że „zrozumiałe jest, iż Polacy są wyczuleni na nazywanie niemieckich nazistowskich obozów eksterminacyjnych i koncentracyjnych polskimi”. Podkreślił jednak, że rząd polski „ucieka się do ekstremalnych i niezgłębionych twierdzeń aby uwolnić od zarzutów wobec niektórych z jego rodaków ich udziału w mordach ich sąsiadów”.

Przewodniczący WJC wyraził pogląd, że „nie jest to niczym innym niż próbą fałszowania historii, która pobrzmiewa najgorszymi formami antysemityzmu i zaciemniania Holokaustu”.

Lauder zażądał „natychmiastowego odwołania i przeprosin ze strony polskiego rządu za te absurdalne i obraźliwe uwagi”.

Zdaniem Laudera, „nadszedł czas aby wszystkie europejskie rządy, w tym rząd Polski, przyznały się do roli, jaką odegrały ich społeczeństwa w pomaganiu nazistom i przyczynieniu się do prawie całkowitego zniszczenia narodu żydowskiego”.

– Włączenie Żydów do grona sprawców tych przerażających czynów i obarczanie winą ofiar, zamiast morderców jest parodią, która tylko cofnie nas jeszcze bardziej do niektórych najciemniejszych momentów w historii ludzkości – głosi oświadczenie przewodniczącego WJC.

Podczas konferencji prasowej w sobotę na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa dziennikarz Ronen Bergman, zwracając się do premiera Morawieckiego w sprawie ustawy o IPN, przedstawił historię swojej urodzonej w Polsce matki, która przeżyła Holokaust, ale wielu członków jej rodziny zginęło, ponieważ zostali zadenuncjowani na Gestapo przez Polaków. Po czym oświadczył: – Gdybym opowiedział jej historię w Polsce, byłbym uznany za przestępcę. Co wy próbujecie zrobić? Dolewacie oliwy do ognia.

Odpowiadając na pytanie Bergmana, Morawiecki powiedział m.in.: – Jest to niezmiernie ważne, aby zrozumieć, że oczywiście nie będzie to karane, nie będzie to postrzegane jako działalność przestępcza, jeśli ktoś powie, że byli polscy sprawcy. Tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, czy ukraińscy - nie tylko niemieccy.

Jak poinformował w nocy z soboty na niedzielę dziennik „Jerusalem Post” w swym wydaniu internetowym, wiceminister spraw zagranicznych Izraela Tzipi Hotovely wezwała do zwołania nadzwyczajnej narady w izraelskim MSZ w celu omówienia sytuacji powstałej po wypowiedzi premiera Morawieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: Muzyczna Droga Krzyżowa

2018-02-18 21:03

luk / Kraków (KAI)

Po raz kolejny krakowscy wierni będą mieli okazję wziąć udział w Muzycznej Drodze Krzyżowej. 11 marca w kościele Redemptor Hominis w Krakowie tradycyjne podczas nabożeństwa rozważania zastąpią utwory muzyki klasycznej.

Graziako

Pomysł koncertu o charakterze pasyjnym wywodzi się z Łodzi. Na grunt krakowski przeniosła go Kinga Mastalerz. W Łodzi muzyka podczas nabożeństwa była puszczana z płyt. - Pomyślałam sobie, że o wiele większe wrażenie i duchowe przeżycia przyniosłoby wykonywanie utworów na żywo – wspomina.

W organizację muzycznego nabożeństwa odprawianego w kościele pw. Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Krakowie włącza się od 5 lat ponad 100 muzyków i wokalistów. Kolejnym stacjom Męki Pańskiej towarzyszą przede wszystkim klasyczne utwory muzyczne.

Pojawiają się również nowoczesne akcenty, na przykład w postaci wokalizy z filmu "Dziewiąte wrota" i pieśni góralskich. - To unikalna możliwość, aby wejść w siebie i na podstawie wyjątkowego tła muzycznego budować własne rozważania o cierpieniu Chrystusa – opisuje Mastalerz.

W tym roku o oprawę muzyczną zadbają trzy krakowskie chóry, orkiestra, zespoły instrumentalne i soliści, w tym Karin Wiktor-Kałucka czy Tomasz Jarosz. – Całość dopełni bogata aranżacja świetlna, która sprawi, że będzie to nie tylko wspaniałe widowisko, ale także zachęta do tego, by zadumać się nad sensem trudnych momentów w swoim życiu – podkreśla Mastalerz.

Muzyczna Droga Krzyżowa rozpocznie się 11 marca o godz. 20:00 w kościele Redemptor Hominis w Krakowie (ul. Stelmachów 137). Co istotne świątynia ta charakteryzuje się wyśmienitą akustyką, gdyż została zaprojektowana przez Tomasza Koniora, który jest autorem projektu m.in. siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem