Reklama

Oczami świadków

2017-05-17 09:43

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 21

Choć od tego wydarzenia minęło 36 lat, nadal nie wiadomo, kto zlecił zamach na Papieża. „Pociągnął za spust. Pistolet Browning HP zareagował – wyrzucił z siebie dziewięciomilimetrowy pocisk, który leciał z prędkością trzystu pięćdziesięciu metrów na sekundę. Niewidoczny dla ludzkiego oka. Pielgrzymi, którzy byli na placu Świętego Piotra, usłyszeli przeraźliwy huk. A po nim drugi. Trzecia kula nie wydostała się z lufy (...)”.

Cały świat zamarł, kiedy 13 maja 1981 r. głównym placem Watykanu wstrząsnęły wystrzały. Czy Jan Paweł II przeżyje? – to dramatyczne pytanie cisnęło się na usta milionów wiernych pod każdą szerokością geograficzną.

Siła mocniejsza od kuli

Wyzwanie odnalezienia głównych świadków tamtych wydarzeń i odtworzenia najważniejszych detali jak w procesie śledczym podjął Jacek Tacik, znany dziennikarz telewizyjny. Nad książką „Zamach” pracował ponad 3 lata (2014-17). Pokonał 45 tys. kilometrów, przemierzył 3 kontynenty, wykonał setki telefonów; dociekał, porównywał szczegóły, nie stronił od pytań trudnych i niewygodnych.

Reklama

W tym roku obchodzimy 100. rocznicę objawień fatimskich, które zapowiedziały śmierć „biskupa odzianego w biel”. Jan Paweł II przeżył, ale Mehmet Ali Ağca strzelał, żeby zabić. Trafił Papieża w prawy łokieć, palec u ręki i brzuch. Kula minęła tętnicę główną o kilka milimetrów. Ojciec Święty znalazł się na granicy życia i śmierci. Był nieprzytomny. Stracił 3,5 l krwi. Powiedział po zamachu, że „jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulą”. Był przekonany, że uratowała go Matka Boża Fatimska: „We wszystkim odczuwałem ową niezwykłą macierzyńską troskę i opiekę, która okazała się mocniejsza od śmiercionośnej kuli”.

Mehmet Ali Ağca nigdy wcześniej nie rozmawiał z polskim dziennikarzem. Teraz zrobił wyjątek. „Irytował się, gdy rozmawialiśmy o śledztwie – pisze Jacek Tacik we wstępie – pobudzał, gdy mówiliśmy o Fatimie, Bogu i Sądzie Ostatecznym. Rozmawialiśmy prawie trzy godziny, podczas których zobaczyłem kilka twarzy Alego Ağcy”.

Najbardziej przejmujące świadectwo złożył kard. Stanisław Dziwisz, osobisty sekretarz Jana Pawła II. Odtworzył wiele dramatycznych momentów z Placu św. Piotra, a także później, z polikliniki Gemellego. Było to – jak sam zauważył – świadectwo człowieka, który zaledwie dotknął tajemnicy, choć może był w niej także narzędziem w planach Bożych:

„Zapytałem: «Gdzie?». Odpowiedział: «W brzuch». «Boli?». On na to: «Boli». Stałem za nim. Nie widziałem grymasu bólu. Osunął się bezwładnie w moje ramiona. Tracił siły. Papamobile ruszył z impetem w kierunku Bramy Dzwonów”.

Narzędzia w planach Bożych

Niektóre zamieszczone w książce wspomnienia są bezcenne ze względu na to, że ich autorzy już odeszli, jak te osobistego lekarza Jana Pawła II dr. Renato Buzzonettiego. Podejmował on wtedy najtrudniejsze decyzje o jak najszybszym przetransportowaniu rannego do polikliniki Gemellego, a później o leczeniu, które trwało kilka miesięcy. Osoby, które z nim pracowały, mówiły, że nigdy się nie pomylił, a jego diagnozy były trafne. Był przy Janie Pawle II do końca jego życia. To on 2 kwietnia 2005 r. stwierdził zgon Papieża. Gdyby po zamachu podjął choć jedną złą decyzję, Jan Paweł II zmarłby 24 lata wcześniej.

Nie mniej przejmujące są wspomnienia papieskiego fotografa Arturo Mariego: „Jeep zatrzymał się przed watykańskim biurem Dyrekcji Służb Medycznych. Nie było jeszcze karetki, nie było noszy, nie było niczego! Jan Paweł II tracił przytomność. Ułożono go na posadzce w korytarzu budynku. Usłyszałem jego słaby głos. Wyszeptał dwa razy: «Czarna Madonno, Matko moja». Zamilkł. Nie jęczał z bólu, nic nie mówił. Na białej sutannie pojawiła się czerwona plama. Ksiądz Stanisław chwycił Ojca Świętego. Ucisnął jego ranę. Trwało to dłuższą chwilę. Uratował mu życie. Zanim dobiegli pielęgniarze, Papież mógłby się wykrwawić. – Robił Pan zdjęcia? – pyta Jacek Tacik. – Żartuje Pan? Trwa walka o życie naszego ojca, a ja skaczę wokół ratowników i robię fotki?”.

Podczas zamachu ucierpiały również dwie turystki: 21-letnia Amerykanka niemieckiego pochodzenia – Rose Hall i 58-letnia Amerykanka polskiego pochodzenia – Ann Odre. Po wielu latach poszukiwań autorowi udało się odnaleźć jedną z nich – druga zmarła w 1997 r. O tym, co działo się w Rzymie po zamachu i jaki to miało wpływ na życie Ann Odre, opowiadają jej córka i zięć.

Z Fatimą wiąże się także osoba s. Letizii Giudici, która zatrzymała Mehmeta Alego Ağcę. Gdyby nie ona, prawdopodobnie nie dowiedzielibyśmy się o zamachowcu, jego tureckich wspólnikach i łączących ich kontaktach z bułgarskimi służbami. Ağca uciekłby z Placu św. Piotra, a podejrzenie mogłoby paść na obywatela Italii. W rozmowie siostra wspomina: „Podczas rozprawy sędzia zapytał zamachowca, czy pamięta siostrę zakonną, która odcięła mu drogę ucieczki z placu Świętego Piotra. Nie pamiętał. Zdziwiło go moje imię, które otrzymałam podczas chrztu: Łucja. «Jest jeszcze inna siostra Łucja...». Sędzia przerwał mu i nakazał milczenie. (...) Może ja też jestem dowodem, że ktoś czuwał nad Janem Pawłem II? – zastanawia się siostra Letizia”.

Na tę barwną wielogłosową opowieść składają się wspomnienia naocznych świadków, śledczych, sędziów, lekarzy, znaczących osób ze świata polityki. Jej siłą są rozmaite punkty widzenia, rozmówcy pochodzący z różnych warstw społecznych, zajmujący odmienne stanowiska i wspominający zamach przez pryzmat własnych przeżyć, lęków i kontaktów z Janem Pawłem II. To wspomnienia dotyczące nie tylko zamachu, ale także ich prywatnego życia. Dla każdego z 26 rozmówców prawda ma inne oblicze. I to sprawia, że „Zamach” to fascynująca lektura!

Książka „Zamach” ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, ul. Długa 1, 31-147 Kraków, ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl .

Tagi:
książka zamach

Reklama

Spotkanie z senatorem Janem Marią Jackowskim – autorem biografii ks. Jana Gnatowskiego

2019-03-25 07:27

Wydawnictwo Naukowe UKSW zaprasza do Centrum Edukacyjnego IPN im. Janusza Kurtyki PRZYSTANEK HISTORIA na spotkanie z senatorem Janem Marią Jackowskim – autorem biografii ks. Jana Gnatowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Dziewiecki: aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów

2019-03-25 15:47

rm / Radom (KAI)

Aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych - uważa pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości ks. Marek Dziewiecki. Jego zdaniem, w ostatnich tygodniach w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary.

Monika Jaworska

Ks. Dziewiecki w swoim felietonie opublikowanym na stronie radioplus.com.pl napisał, że w reakcji na podpisanie przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT+, wielu rodziców, księży, psychologów i pedagogów, prawników, a także polityków i przedstawicieli mediów, wypowiedziało swoje poważne obawy i swój sprzeciw.

Dodał, że reakcją ze strony aktywistów LGBT+ oraz ich politycznych i medialnych sponsorów "jest skrajnie agresywny atak na tych, którzy odważyli się skorzystać z wolności słowa oraz z prawa do demaskowania demoralizatorów, którzy pod pozorem uczenia „tolerancji” chcą seksualizować polskie dzieci i wikłać je w uzależnienie od popędu".

Według ks. Dziewieckiego w celu realizacji obyczajowej rewolucji aktywiści LGBT+ posługują się hasłem „tolerowania” i „respektowania” mniejszości seksualnych. Dodaje, że wobec każdego, kto odważa się pokazywać, o jakie konkretnie mniejszości chodzi i jakie są ostateczne cele ich działania, środowiska LGBT+ stosują wszelkie formy agresji, zastraszania i terroru.

- Przekonała się o tym na przykład pani kurator z Małopolski czy polska mistrzyni świata w windsurfingu. O osobach, które precyzyjnie analizują deklarację LGBT+ oraz pokazują jej praktyczne konsekwencje, aktywiści gejowscy wyrażają się w sposób wulgarny i z pogardą. Usiłują takie osoby odczłowieczyć i odebrać im prawa obywatelskie, w tym wolność słowa i sumienia. Odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych, pokazujących na przykład to, że wśród czynnych homoseksualistów jest zdecydowanie wyższy niż u heteroseksualistów odsetek chorób wenerycznych, pedofilii, uzależnień, agresji czy samobójstw - pisze ks. Dziewiecki.

Autor wielu książek o dojrzałości stwierdził też, że według aktywistów LGBT+ nie wolno nam mówić nawet o tak oczywistym fakcie, jak to, że osoby homoseksualne tworzą związki chore, bo niepłodne, a niepłodność jest przecież na liście chorób WHO. - Usiłują nam zakazać nawet samo już wyliczanie, o jakie konkretnie mniejszości seksualne chodzi. Agresywnie i wulgarnie atakują tych, którzy mają odwagę wyliczać mniejszości ukryte pod symbolem „Plus”. Wśród takich mniejszości są między innymi pedofile, zoofile czy nekrofile - pisze psycholog.

- Aktywiści LGBT+ nie mówią, że istnieją takie mniejszości seksualne, które ze względów etycznych czy z troski o dobro społeczeństwa, powinno się wyłączyć z owego „Plus”. Mimo to z furią atakują tych, którzy mają odwagę wymieniać po imieniu mniejszości, od których aktywiści LGBT+ się nie odcinają i których przecież nie potępiają (z wyjątkiem księży-pedofilów) - czytamy w felietonie.

Według ks. Dziewieckiego środowiska LGBT+ nie chronią wszystkich mniejszości, a jedynie niektóre. - Zupełnie nie przejmują się na przykład losem tych nastolatków - mimo, że są mniejszością - którzy w szkole, wśród rówieśników czy na stronach społecznościowych publicznie stwierdzają, że żyją w czystości, że postępują zgodnie z Dekalogiem, bo to daje im trwałą radość, że dumni są z tego, iż kierują się miłością i odpowiedzialnością, że panują nad swymi popędami. Pod adresem tych nastolatków kierowane są diabelskie wręcz wulgaryzmy i wyzwiska. Wylewa się na nich fala hejtu i skrajnej agresji. „Tolerancjoniści” spod znaku LGBT+ nie mówią nawet słowa w obronie bestialsko atakowanej i wyśmiewanej młodzieży, która dumna jest ze swej rozumności, wolności i zdolności, by wiernie kochać - pisze kapłan.

Ks. Dziewiecki zauważył, że w ostatnich tygodniach aktywiści LGBT+ w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary. Z jednej strony chcą, by ich związki były uznane za „małżeństwa” i by mieli prawo do adoptowania dzieci. Z drugiej strony chcą doprowadzić do dyktatury seksualnych mniejszości po to, by większość społeczeństwa dała się zastraszyć i by poczuła się bezradna.

- W tym celu grożą większości społeczeństwa dręczeniem, a nawet więzieniem, gdy tylko dojdą do władzy. Z punktu widzenia aktywistów LGBT+ i ich politycznych oraz medialnych sponsorów to jedyna szansa na realizację przyjętych planów. Wiedzą bowiem, że w dyskusji na argumenty nie mają żadnych szans. Ci, którzy okazują się skrajnie wulgarni i agresywni, chcą wchodzić do przedszkoli i szkół pod pozorem uczenia tolerancji i szacunku. Ci, którzy publicznie chwalą się tym, że ich bogiem jest seks i szukanie przyjemności za każdą cenę, chcą być edukatorami seksualnymi dzieci. Ci, którzy walczą z własną płcią i okaleczają własne ciało, chcą uczyć polskie dzieci „określania” swojej tożsamości płciowej. Ci którzy tworzą pary niepłodne, chcą mówić o zdrowiu i płodności - pisze ks. Marek Dziewiecki.

- Środowiska LGBT+ wiedzą, że będą w stanie zrealizować swoje cele tylko wtedy, gdy zdobędą władzę dyktatorską i gdy skutecznie zastraszą większość naszego społeczeństwa. Wydaje się to nierealne, by garstka szaleńców seksualnych to osiągnęła. Historia kilku ostatnich dziesięcioleci dowodzi jednak, że jest to jednak całkiem realne zagrożenie. Wystarczy, żeby większość społeczeństwa - jak to miało miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej - pozostawała bierna i by zlekceważyła śmiertelne zagrożenie dla małżeństwa, rodziny, wychowania i cywilizacji życia - czytamy dalej w felietonie ks. Dziewieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obraz św. Józefa Kaliskiego w Kostrzynie n. Odrą

2019-03-25 22:53

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa Kaliskiego peregrynuje na pograniczu polsko-niemieckim. Już dziś dotarł do parafii Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w Kostrzynie nad Odrą.

Grzegorz Zawada
Obraz św. Józefa dotarł do parafii NMP Matki Kościoła w Kostrzynie n. Odrą
Zobacz zdjęcia: św. Józef w Kostrzynie nad Odrą.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem