Reklama

Jaka Polska?

2017-05-18 10:53

Abp Marek Jędraszewski
Edycja małopolska 21/2017, str. 1-3

Tadeusz Warczak

Homilia abp. Marka Jędraszewskiego podczas Mszy św. na Skałce w uroczystość ku czci św. Stanisława BM, 14 maja 2017

Pragnę opisać mój Kościół w imieniu, którym naród ponownie został ochrzczony/chrztem krwi: aby nieraz potem przechodzić przez chrzest innej próby –/ przez chrzest pragnień, w których odsłania się ukryte tchnienie Ducha –/ W Imieniu zaszczepionym na glebie ludzkiej wolności wcześniej niż imię Stanisław” – pisał Karol Wojtyła w poemacie „Stanisław”. Wiemy, że był to jego ostatni utwór poetycki, z czasu gdy był jeszcze kardynałem. Jako papież napisze dopiero po wielu latach, w 2003 r., „Tryptyk rzymski”.

Możemy postawić pytanie: W jakim Imieniu na glebie ludzkiej wolności, wcześniej niż pojawiło się imię Stanisław, Pasterz Kościoła Krakowskiego pragnął opisać swój – nasz – Kościół? Odpowiedź przynosi czytana dzisiaj Ewangelia Janowa: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce” (J 10, 14-15). Znam, czyli kocham, tak bowiem niezwykłe – w miłości i poprzez miłość – jest poznanie Pana Boga. Słowa Chrystusa odnoszą się najpierw do najgłębszej tajemnicy życia Trójcy Przenajświętszej. Mówią o miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca. Jednocześnie mówią o miłości Boga do ludzi. Syn jest Dobrym Pasterzem, ponieważ kocha swoje owce. Kocha tak bardzo, że oddaje za nie swoje życie. To właśnie w ten sposób – poprzez miłosierną miłość Dobrego Pasterza aż do końca – na glebie ludzkiej wolności zaszczepione zostało Imię Jezusa Chrystusa.

Gleba ludzkiej wolności zawiera w sobie tę dramatyczną moc, że może – że jest w stanie – odrzucić i nie przyjąć Imienia Jezusa. Ta ciemna moc sprawiła, że Chrystus został przez swój naród zdradzony, wydany w ręce pogan i ukrzyżowany. W Jego losie uczestniczyli chrześcijanie pierwszych wieków. Tak działo się również u kresu drugiego tysiąclecia, kiedy to – jak pisał św. Jan Paweł II w Liście apostolskim „Tertio millennio adveniente” – „Kościół znowu stał się Kościołem męczenników” (37). Tak dzieje się i dzisiaj w różnych miejscach współczesnego świata.

Reklama

Gleba ludzkiej wolności może jednak otworzyć się na Imię Jezusa, dostrzegając w Nim niezwykłą szansę wzbogacenia się i dopełnienia. W dziejach Polski to otwarcie dokonało się w 966 r., kiedy to, podejmując całkowicie suwerenną decyzję, książę Polan Mieszko I przyjął Chrzest. Wtedy to na mocy słowa Ewangelii, której Mieszko I uwierzył, zrodził się w Polsce Kościół. Od tego też czasu dzieje polskiego narodu i polskiego państwa nierozerwalnie związały się z dziejami chrześcijaństwa.

„Pragnę opisać mój Kościół w imieniu, którym naród ponownie został ochrzczony/ chrztem krwi. (...) Pragnę opisać mój Kościół w człowieku, któremu dano imię Stanisław”.

Nie zrozumie się dziejów Kościoła w Polsce bez historii jego męczenników. Ich krew stała się błogosławionym zasiewem na glebie ludzkiej wolności. Dziesięć wieków temu w dzieje te wkroczył biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa.

Wiek XI był czasem zmagań o wolność Kościoła, naznaczonym sporem o inwestyturę między papieżem Grzegorzem VII a cesarzem niemieckim Henrykiem IV. Obaj – biskup Stanisław i król Bolesław Śmiały – stanęli po stronie papieża. Był to czas zmagań o wielkość Polski. Obaj – biskup Stanisław i król Bolesław – pragnęli jej dobra. Był to jednocześnie czas zmagań Bożych zasad sprawiedliwości i miłosierdzia z przemocą i poczuciem wszechwładzy króla. Biskup Stanisław sprzeciwił się królowi – stanowczo i jednoznacznie.

Jako dobry pasterz, znający i kochający swe owce, upomniał się o ich życie. „Regis non coedit furiae, Tyranni truculentiam (...) constante arguit” – głoszą słowa dostojnej pieśni „Gaude Mater Polonia”: „Przed gniewem króla nie ustąpił,/ Stale wypominał okrucieństwo tyranowi”. Upominając się o życie swych owiec, dnia 11 kwietnia 1079 r. oddał własne – tutaj, w kościele na Skałce, podczas sprawowanej Mszy św.

„To jest wzór dla kolejnych pokoleń Polaków: nieustraszenie stawać przeciwko tyranii. Nawet własnego państwa. Posiekane ciało męczennika stanie się symbolem podziału Polski i nadziei na jej zrośnięcie. (...) Droga do Rzeczypospolitej zaczynała się być może wtedy właśnie, kiedy biskup powiedział królowi: «Nie!». A może nawet mocniej: «nie pozwalam, veto». I powiedział nie w swoim tylko imieniu” – pisze współczesny historyk Polski (Andrzej Nowak, „Dzieje Polski”, t. 1, „Skąd nasz ród”, Kraków 2014, s. 194, 190). To refleksja historyczno-polityczna. W poemacie „Stanisław” kardynał Wojtyła ukazał wymiar etyczno-moralny i zarazem historiozoficzny męczeńskiej śmierci biskupa krakowskiego: „Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”.

Jest to pytanie prawdziwie dramatyczne. Czy przeważy u nas – i w nas – złowroga moc zła, czy też błogosławiona siła męczeństwa, moc krwi, która użyźni glebę wolności, nadając tej wolności kształt heroizmu, a zarazem autentyczności i solidarności? Odpowiedź na to pytanie w dużej mierze zależy od postawy wierzącego ludu. Glebę wolności tworzą przecież wszyscy: zarówno pasterz, jak i owczarnia. Czy owce będą w stanie dostrzec wartość tej krwi, którą przelał za nie ich pasterz? Tę właśnie prawdę wyraził arcybiskup Karol Wojtyła podczas swego ingresu do katedry wawelskiej w dniu 8 marca 1964 r. Mówił wtedy: „Chce Pan Bóg, ażebyśmy w (...) Polsce przechodzili przez próbę naszej wiary. Bo próbuje się dzisiaj i wiara owczarni, i wiara Pasterzy. A wiara Pasterzy próbuje się wiarą owczarni; próbuje się tym bardziej, im większa jest ich odpowiedzialność”. Ponad dziewięć wieków temu, wiosną 1079 r., wiara owczarni potwierdziła wiarę męczeńskiego pasterza. Na skutek gwałtownej reakcji ówczesnego społeczeństwa okrutny władca musiał opuścić Polskę.

Drodzy Bracia i Siostry! Właśnie dzisiaj, 14 maja, w dniu, w którym w Krakowie obchodzimy uroczystość św. Stanisława, przypada 150. rocznica urodzin Księdza Kardynała Adama Stefana Sapiehy. Nawiązując do słów jego następcy, arcybiskupa Karola Wojtyły, możemy powiedzieć, że przyszedł on na czasy, w których Bóg chciał, aby Polska przechodziła próby wiary. Aby on, książę krwi, a przede wszystkim spadkobierca tradycji św. Stanisława Biskupa i Męczennika, te próby przechodził. Aby przez te próby wiary wraz nim przechodziła powierzona mu w 1911 r. z woli Ojca Świętego Piusa X krakowska owczarnia.

Były to, jak wiemy, czasy ze wszech miar przełomowe. Biskup Adam Stefan Sapieha przybył do Krakowa jeszcze wtedy, kiedy Polska nie istniała na mapach politycznych Europy, z woli mocarstw ościennych cierpiąc od ponad wieku rozbiorowe rozdarcie. Niewiele później po jego ingresie do katedry na Wawelu nastał czas Wielkiej Wojny, czas rozbudzonych nadziei na odzyskanie przez Polskę niepodległości, a równocześnie czas bezmiaru cierpień, które stały się udziałem przede wszystkim ludności cywilnej. Biskupowi Sapieże zawsze bliski był los biednych i opuszczonych. Stąd w dniu ingresu do katedry wawelskiej zorganizował poczęstunek dla ubogich na krakowskim Kazimierzu, w 1913 r. powołał przy parafiach komitety do spraw opieki nad ubogimi, a kiedy w 1916 r. odchodził do Boga św. Brat Albert Chmielowski, odwiedził go w jego schronisku. Jednakże I wojna światowa dotknęła ludzi swymi tragicznymi następstwami na niespotykaną wcześniej skalę. Dlatego też w marcu 1915 r. bp Sapieha utworzył Książęco-Biskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny (KBK). Kiedy wojna już, na szczęście, dobiegała swego kresu, dnia 3 listopada 1918 r., a zatem jeszcze przed zawarciem rozejmu w Compiegne, dane mu było przewodniczyć nabożeństwu z okazji wyzwolenia Krakowa, co stanowiło zapowiedź odzyskania przez Polskę niepodległości.

W latach międzywojennych biskup, a następnie arcybiskup Sapieha z całkowitym oddaniem angażował się w sprawy Kościoła, społeczeństwa i państwa: broniąc pozycji prymasa Polski związanej ze stolicą w Gnieźnie, piastując godność senatora, wypowiadając się krytycznie na temat konkordatu z 1925 r., potępiając aresztowanie przywódców opozycji i osadzenie ich w twierdzy brzeskiej, dwukrotnie zwołując synody diecezjalne, patronując wybudowaniu pięćdziesięciu nowych kościołów, nieustannie troszcząc się o los najbardziej ubogich. Zapał, z jakim podejmował wszystkie swe dzieła, znacząco wyczerpywał jego siły. To sprawiło, że dnia 2 lutego 1939 r. zwrócił się z prośbą do papieża Piusa XI o zwolnienie z urzędu arcybiskupa metropolity. Jednakże trzy miesiące później – już wobec papieża Piusa XII – wycofał swą prośbę, zdając sobie sprawę, że wobec zbliżającej się nowej wojny jego posługa dla Polski i Kościoła w naszej Ojczyźnie wymaga od niego trwania aż do końca.

„Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”.

1 września 1939 r. słowa te nabrały jeszcze bardziej dramatycznego wymiaru – dla Polski, dla Kościoła, dla narodu, dla samego arcybiskupa Sapiehy. W obliczu przemocy nazistowskich Niemiec nie wahał się zaakceptować możliwości przelania własnej krwi. 20 lutego 1941 r. napisał do Piusa XII: „Mając w pamięci słowa św. Pawła: «Moc w słabości się doskonali» (2 Kor 12, 9), ufamy, że aczkolwiek siły nasze choć tak słabe, to łaską Chrystusa zostaną wzmocnione i że biorąc przykłady i wzory z wielu naszych współbraci zostaniemy uznani godnych podjęcia bolesnych prześladowań i gdyby nawet trzeba było ofiarować własne życie w służbie Kościoła i dla dobra narodu”. Ponieważ prymas August Hlond znalazł się wtedy najpierw we Włoszech, a następnie we Francji, arcybiskup Sapieha stał się faktycznym zwierzchnikiem Kościoła w Generalnym Gubernatorstwie i jednym z przywódców polskiego narodu. Już 4 września 1939 r. powołał Obywatelski Komitet Pomocy, a po jego rozwiązaniu przez władze niemieckie wspomagał i duchowo patronował działalności Rady Głównej Opiekuńczej, której członkowie w dużej mierze wywodzili się z Caritas. Protestował przeciwko zbrodniczym poczynaniom okupanta wobec ludności cywilnej, zabiegał o opiekę duszpasterską dla Polaków wywiezionych do Rzeszy. Patronował wielorakiej pomocy okazywanej Żydom, którzy uciekali z getta. Wydał odezwę potępiającą zbrodnie wobec Polaków na Ukrainie. Utrzymywał kontakty z władzami polskimi na obczyźnie. Przestrzegał Watykan przed uznaniem nowego ładu w Europie po zwycięstwie Niemiec nad Francją w 1940 r. To tylko część z jego działań w służbie Polski i Kościoła, nie sposób wymienić tu wszystkich. Towarzyszyła im „modlitwa w ciemną noc okupacji” – zanoszona do Boga za całą powierzoną jego pasterskiej trosce owczarnię.

„Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”.

Arcybiskup Sapieha był w pełni przekonany, że upadek hitlerowców, wkroczenie wojsk radzieckich i ustanowienie w Polsce tzw. ludowej władzy oznacza czas rządów kolejnego, tym razem bolszewickiego totalitaryzmu, a dla Polaków – czas walki w obronie własnej tożsamości w obliczu nowych prób ich zniewolenia. Już w dniu 16 lipca 1945 r. skierował do Duchownych i Wiernych Archidiecezji Krakowskiej „List”, w którym przygotowywał ich do kolejnych duchowych zmagań. Nie miał bowiem żadnych wątpliwości, że „rozgrywają się dalej losy naszej umiłowanej Ojczyzny, a tym samym losy naszego Kościoła tak ściśle z nimi złączonego”. Wprawdzie ufał Bogu, „że niebawem wybije ostateczna godzina sprawiedliwości i wyjdzie on zwycięsko z wszelkich czekających go jeszcze trudności”, ale, z drugiej strony, uważał, że za wszelką cenę, w imię odpowiedzialności „za naszą przyszłość”, należy „utrzymać wysoki poziom życia religijnego i narodowego”. Stąd postępowaniem Polaków powinny kierować: „solidarność narodowa, opanowanie siebie, (...) odwaga i siła przekonania”. „Potęgę naszą – pisał arcybiskup Sapieha – musimy budować na prawdzie, sprawiedliwości i moralności”. Odbiorcy tego „Listu” zapewne od razu odczytywali zawarte w nim przesłanie. W swej istocie wzywało ono do duchowego oporu wobec nowej rzeczywistości, w jakiej znalazła się Polska, choć jego Autor nie o wszystkim mógł pisać wprost. Na prawdzie – czyli przeciwko kłamstwu propagandy komunistycznej. Na sprawiedliwości – czyli przeciwko stosowanym tak często przez nową władzę aktom zemsty i przemocy. Na moralności – czyli dbając przede wszystkim o właściwe wychowanie młodzieży i troszcząc się o zgodne z nauką Kościoła życie małżeńskie i rodzinne. Przesłanie to także i dzisiaj nic nie straciło ze swej aktualności. Silna i wolna Polska, ciesząca się szacunkiem ze strony innych państw europejskich, niezmiennie musi być budowana na tych samych zasadach prawdy, sprawiedliwości i moralności.

Kardynał Sapieha wiedział dobrze, że na przemoc ze strony sił zła trzeba odpowiadać niekiedy heroiczną wręcz wiernością Bogu i Kościołowi. Odnosił to najpierw do samego siebie. Jak tylko mógł, sprzeciwiał się sowietyzacji Polski. Szczytem tej gotowości, by pozostać wiernym aż do końca, było jego „Oświadczenie” z dnia 6 marca 1950 r.: „W razie gdybym był aresztowany, stanowczo niniejszym ogłaszam, że wszelkie moje złożone tam wypowiedzi, prośby i przyznania są nieprawdziwe. Nawet, gdyby one były wygłaszane wobec świadków, podpisane, nie są one wolne i nie przyjmuję je za swoje”.

Kardynał Adam Stefan Sapieha zmarł 23 lipca 1951 r. Jego pogrzeb stał się wielką narodową manifestacją. Swą pełną oddania, liczącą czterdzieści lat pasterską posługą na stolicy najpierw biskupa, a następnie arcybiskupa metropolity krakowskiego w pełni zasłużył sobie na miano Księcia Niezłomnego. Nad jego trumną, w dniu pogrzebu, kardynał Stefan Wyszyński mówił: „Miłujący Polskę w każdej fazie jej dziejów, nigdy wymówek jej nie czynił. Kochał Polskę taką, jaką była – czy ozdobna jak królowa, czy uboga jak niewolnica, czy sieroca jak tułaczka. Wszystko jedno! Przecież zawsze matka, toć – Ojczyzna! Wstydzić się jej poszarpanych przez zawieruchy dziejowe szat nie będzie! Kochał wszystko, co w macierzyńskich ramionach Ojczyzny się mieściło. (...) Był wrażliwy na przyszłość narodu, duszą wyczuwał i wierzył, wierzył bez wahań, że taki naród, jak Polska, godzien jest życia, godzien wielkości. Książę – biskup Sapieha nie wstydził się Polski. Wtedy nawet, gdy niedole dziejowe tym lub owym kirem zapomnienia kosmopolitycznego przesłaniały prawdę Polski, nie tknął on nigdy duszy kardynała Sapiehy. Był Polakiem z krwi i kości. Duszą lgnący do Rzymu, brał zeń wszystko, co Polsce było jak chleb żywota” (kard. Stefan Wyszyński, „Mowa pogrzebowa”, w: „Księga Sapieżyńska”, Kraków 1986, t. 2, s. 778).

Drodzy Siostry i Bracia! Nasze myśli kierujemy teraz od Skałki, miejsca męczeńskiej śmierci św. Biskupa Stanisława, do katedry na Wawelu, gdzie odbiera on cześć przynależną Męczennikom Pańskim i gdzie prawie dziewięć wieków później miejsce wiecznego odpocznienia znalazł również Niezłomny Pasterz Kościoła Książę Adam Stefan Kardynał Sapieha. Miejsce to mówi nam, potomnym, o pasterskich zmaganiach o zachowanie i pogłębienie wiary, zmaganiach o wolność, o sprawiedliwość, o miłość miłosierną wobec biednych i potrzebujących. Stanisław ze Szczepanowa i Adam Stefan Sapieha – pasterze posłani przez Boga Kościołowi, który jest w Krakowie i który jest w Polsce, na czasy nam już odległe, ale i na czasy nam współczesne. Wpatrując się w świadectwo ich życia, próbujemy zrozumieć nasz niełatwy czas. Wracają słowa Kardynała Wojtyły, następcy św. Stanisława, następcy Kardynała Sapiehy: „Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”. Szukając odpowiedzi dla siebie, wchodzimy w głębię sprawowanej teraz świętej Eucharystii. I błagamy Chrystusa: Spraw, Panie, aby przeważył w nas ciężar Twojej miłości! Amen.

Tagi:
homilia

Franciszek: Czy mój post potrafi pomagać innym? Jeśli nie, jest fałszywy

2018-02-16 13:06

st (KAI) / Watykan

Przed fałszywym postem, w którym nie ma szacunku dla innych, przestrzegł Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Iz 58,1-9) Papież podkreślił, że post należy łączyć z uczynkami miłości wobec naszych bliźnich, jak zachęca nas autor natchniony: „Rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać”.

Grzegorz Gałązka

Franciszek podkreślił, że post domaga się naszej prawdy i pokory. Już prorok Izajasz w pierwszym czytaniu zwraca uwagę na pokusę zajmowania się i troszczenia jedynie o własne sprawy, uciskania swoich pracowników, podsycania waśni i sporów, wśród bicia niegodziwą pięścią. Tymczasem post wymaga pewnego ogołocenia się. Nie można go pogodzić z dręczeniem swoich pracowników, bo nie da się pogodzić rozmowy z Bogiem i dialogowania z diabłem. Nie można też przeżywać postu w zgiełku, szukając własnej chwały, a nie chwały Boga. To jest oszustwem – zaznaczył papież.

Ojciec Święty wskazał dalej, że post domaga się od nas dyskrecji, byśmy nie pokazywali się ludziom, ale pomogli im w drodze przemiany duchowej naszym uśmiechem i pogodą ducha. Wskazał, że post polega również na pokorze, gdy pomyślimy o naszych grzechach i prosimy Boga o przebaczenie, ogarnięci wstydem z powodu naszych upadków.

Franciszek zaznaczył, że post jest także czasem na przywrócenie sprawiedliwości w relacjach pracowniczych, na przykład w odniesieniu do pomocy domowych – czy traktujemy te osoby z należnym im szacunkiem, czy są sprawiedliwie opłacane, czy mają prawo do wypoczynku i urlopu? Przypomniał, że wszyscy ludzie mają tę samą godność, jako dzieci Boże, stworzone na Boży obraz i podobieństwo. Nawiązując do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii papież wskazał, że post to także: „Dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie zaniedbywanie naszych bliskich”. Zachęcił do czynienia pokuty, odczucia trochę głodu, poświęcenia więcej czasu na modlitwę i zastanowienia się nad naszą postawą wobec innych.

„Czy mój post potrafi pomagać innym? Jeśli nie potrafi, jest fałszywy, niespójny i prowadzi na drogę podwójnego życie. Udaję, że jestem chrześcijaninem, po prostu ... jak faryzeusze, jak saduceusze. Ale nie jestem nim wewnętrznie. Pokornie prośmy o łaskę konsekwencji. Spójności. Jeśli nie mogę zrobić jednej rzeczy, niech tego nie czynię. Ale nie róbmy tego niekonsekwentnie. Czyńmy tylko to, co możemy, ale z chrześcijańską konsekwencją. Niech Pan da nam tę łaskę” – powiedział papież na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kopia Jasnogórskiego Obrazu Matki Bożej powróciła na szlak po zimowej renowacji

2018-02-17 09:55

it / Jasna Góra (KAI)

Peregrynująca po Polsce kopia Jasnogórskiego Wizerunku powróciła na szlak po dorocznej zimowej renowacji. Obecnie Matka Boża w tzw. Obrazie Nawiedzenia kontynuuje pielgrzymkę po diecezji warszawsko - praskiej. Idea peregrynacji narodziła się w trudnym dla Kościoła czasie. W latach 1953 - 56 kard. Stefan Wyszyński opracował program duchowego przygotowania narodu do jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski.

Bożena Sztajner/Niedziela

Istotną częścią tych przygotowań stała się peregrynacja rozumiana jako ingres Maryi w życie codzienne społeczeństwa.

Pielgrzymujący po polskich diecezjach Obraz przewożony jest w specjalnym samochodzie. Jego kustoszami na szlaku są specjalnie wyznaczeni ojcowie paulini. - Fenomen nawiedzenia polega na tym, że na 24 godziny parafia staje się Jasną Górą - zauważył o. Krzysztof Grzesica, który sam siebie nazywa „kierowcą Matki Bożej”.

Paulin podkreśla, że już same momenty przejazdu obrazu do kolejnych miejsc nawiedzenia, są okazją do wielkiej manifestacji wiary oczekujących na Matkę Bożą ludzi.

Pielgrzymująca po Polsce kopia Jasnogórskiej Ikony waży 90 kg. W przerwach na szlaku nawiedzenia jej renowacją zajmuje się Anna Torwirt, córka Leonarda Torwirta, artysty malarza, który w 1957 roku wykonał kopię na polecenie Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Myśl o nawiedzaniu parafii przez Obraz Matki Bożej Częstochowskiej ówczesny Prymas Polski podjął jeszcze w Komańczy. Miało to być konsekwencją Wielkiej Nowenny i odnowionych Ślubów Jasnogórskich. Sam kard. Wyszyński tak tłumaczył sens Nawiedzenia: „W okresie Wielkiej Nowenny cały naród powinien nawiedzić swoją Królową na Jasnej Górze, ale to jest niewykonalne w stu procentach. Zawsze ktoś nie będzie mógł pojechać do Częstochowy. Dlatego poprosimy Matkę Bożą, aby niejako zeszła ze swego Jasnogórskiego Tronu i odwiedziła wszystkie swoje dzieci, tam gdzie żyją, w ich parafiach”.

W 1956 r. ks. Prymas powrócił z więzienia, a już w roku następnym zawiózł papieżowi Piusowi XII dwie kopie Cudownego Obrazu z Jasnej Góry. 14 maja 1957 r. Ojciec Święty w obecności biskupów poświęcił Obraz Nawiedzenia i pozwolił przywieźć go do Polski na świętą peregrynację po wszystkich parafiach.

Paulini podkreślają, że peregrynacja to wielki dar, ale i zadanie, byśmy ciągle ożywiali się w zawierzeniu Maryi. Wędrówka kopii Matki Bożej Jasnogórskiej jest przypomnieniem, że Jasna Góra była i jest duchową stolicą Polski, ostoją wiary i miejscem nieustannego oddawania się Matce Bożej.

Trasy przejazdu obrazu są specjalnie przystrajane, buduje się powitalne bramy, przyozdabia domy. Bogatej zewnętrznej oprawie towarzyszy wewnętrzne skupienie i modlitwa. Wszędzie jest podobnie: kolejki przed konfesjonałami, masowe przystępowanie do Komunii św., pary żyjące tylko w związku cywilnym zawierają ślub kościelny, pojednania zwaśnionych rodzin, deklaracje trzeźwościowe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Msza żałobna w seminarium za ks. prof. Jana Kowalskiego

2018-02-17 20:36

Kl. Michał Pierzchała, rok V

W dniu 16 lutego br. w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Częstochowie została odprawiona Eucharystia w intencji zmarłego ks. inf. prof. dr. hab. Jana Kowalskiego. Żałobnej Mszy św. przewodniczył bp dr Andrzej Przybylski.

Kl. Piotr Fedoryszak

W czasie homilii Ksiądz Biskup zaznaczył, że stajemy przed Bogiem przede wszystkim z ogromną wdzięcznością za dar życia i posługi śp. księdza Jana, który zawsze szczególną troską otaczał wspólnotę kandydatów do kapłaństwa.

Jego Ekscelencja zwrócił uwagę uczestników liturgii żałobnej na fakt, iż z pewnością zmarły ksiądz Jan tak bardzo troszczył się o kleryków, ponieważ wiedział, że tak dużo zależy w Kościele od kapłanów. Kaznodzieja wskazał na śp. księdza profesora jako na przykład kapłana, który najpierw troszczył się o Kościół, o sprawy Boże, o drugiego człowieka, a dopiero na końcu o samego siebie.

Zobacz zdjęcia: Eksporta śp. ks. prof. Jana Kowalskiego

Zmarły ks. inf. prof. Jan Kowalski pełnił liczne funkcje w Wyższym Częstochowskim Seminarium Duchownym. Był między innymi wykładowcą teologii moralnej, ojcem duchownym (1962-63), wicerektorem i prefektem studiów (1974-78) oraz rektorem naszego Wyższego Seminarium Duchownego (1978). Dobrodziej naszego Kościoła partykularnego odznaczał się autentycznym zaangażowaniem w kształcenie młodych pokoleń kapłanów oraz głęboką miłością do Kościoła Częstochowskiego. Jego troska wyrażała się przede wszystkim w braterskim wsparciu udzielanym wspólnocie alumnów w wymiarze intelektualnym, duchowym.

Nie sposób zapomnieć o ogromie dóbr materialnych, szczególnie przeznaczonych na sprawowanie kultu Bożego, naukę czy codzienne funkcjonowanie, które otrzymaliśmy dzięki otwartości serca śp. ks. prof. Jana. Stąd wyrażając naszą wdzięczność jako wspólnota księży przełożonych i profesorów oraz kleryków otoczyliśmy śp. księdza Jana modlitwą Liturgii Godzin oraz koronką do Bożego Miłosierdzia.

Zobacz zdjęcia: Msza żałobna katedrze

Ufamy, że dobry i miłosierny Pan przyjmie drogiego naszym sercom śp. ks. inf. prof. Jana Kowalskiego do swojej chwały. Wierzymy, że Bóg przebaczy mu grzechy popełnione wskutek ludzkiej ułomności i zakryje wszelką niedoskonałość swoją miłością.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem