Reklama

Jaka Polska?

2017-05-18 10:53

Abp Marek Jędraszewski
Edycja małopolska 21/2017, str. 1-3

Tadeusz Warczak

Homilia abp. Marka Jędraszewskiego podczas Mszy św. na Skałce w uroczystość ku czci św. Stanisława BM, 14 maja 2017

Pragnę opisać mój Kościół w imieniu, którym naród ponownie został ochrzczony/chrztem krwi: aby nieraz potem przechodzić przez chrzest innej próby –/ przez chrzest pragnień, w których odsłania się ukryte tchnienie Ducha –/ W Imieniu zaszczepionym na glebie ludzkiej wolności wcześniej niż imię Stanisław” – pisał Karol Wojtyła w poemacie „Stanisław”. Wiemy, że był to jego ostatni utwór poetycki, z czasu gdy był jeszcze kardynałem. Jako papież napisze dopiero po wielu latach, w 2003 r., „Tryptyk rzymski”.

Możemy postawić pytanie: W jakim Imieniu na glebie ludzkiej wolności, wcześniej niż pojawiło się imię Stanisław, Pasterz Kościoła Krakowskiego pragnął opisać swój – nasz – Kościół? Odpowiedź przynosi czytana dzisiaj Ewangelia Janowa: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce” (J 10, 14-15). Znam, czyli kocham, tak bowiem niezwykłe – w miłości i poprzez miłość – jest poznanie Pana Boga. Słowa Chrystusa odnoszą się najpierw do najgłębszej tajemnicy życia Trójcy Przenajświętszej. Mówią o miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca. Jednocześnie mówią o miłości Boga do ludzi. Syn jest Dobrym Pasterzem, ponieważ kocha swoje owce. Kocha tak bardzo, że oddaje za nie swoje życie. To właśnie w ten sposób – poprzez miłosierną miłość Dobrego Pasterza aż do końca – na glebie ludzkiej wolności zaszczepione zostało Imię Jezusa Chrystusa.

Gleba ludzkiej wolności zawiera w sobie tę dramatyczną moc, że może – że jest w stanie – odrzucić i nie przyjąć Imienia Jezusa. Ta ciemna moc sprawiła, że Chrystus został przez swój naród zdradzony, wydany w ręce pogan i ukrzyżowany. W Jego losie uczestniczyli chrześcijanie pierwszych wieków. Tak działo się również u kresu drugiego tysiąclecia, kiedy to – jak pisał św. Jan Paweł II w Liście apostolskim „Tertio millennio adveniente” – „Kościół znowu stał się Kościołem męczenników” (37). Tak dzieje się i dzisiaj w różnych miejscach współczesnego świata.

Reklama

Gleba ludzkiej wolności może jednak otworzyć się na Imię Jezusa, dostrzegając w Nim niezwykłą szansę wzbogacenia się i dopełnienia. W dziejach Polski to otwarcie dokonało się w 966 r., kiedy to, podejmując całkowicie suwerenną decyzję, książę Polan Mieszko I przyjął Chrzest. Wtedy to na mocy słowa Ewangelii, której Mieszko I uwierzył, zrodził się w Polsce Kościół. Od tego też czasu dzieje polskiego narodu i polskiego państwa nierozerwalnie związały się z dziejami chrześcijaństwa.

„Pragnę opisać mój Kościół w imieniu, którym naród ponownie został ochrzczony/ chrztem krwi. (...) Pragnę opisać mój Kościół w człowieku, któremu dano imię Stanisław”.

Nie zrozumie się dziejów Kościoła w Polsce bez historii jego męczenników. Ich krew stała się błogosławionym zasiewem na glebie ludzkiej wolności. Dziesięć wieków temu w dzieje te wkroczył biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa.

Wiek XI był czasem zmagań o wolność Kościoła, naznaczonym sporem o inwestyturę między papieżem Grzegorzem VII a cesarzem niemieckim Henrykiem IV. Obaj – biskup Stanisław i król Bolesław Śmiały – stanęli po stronie papieża. Był to czas zmagań o wielkość Polski. Obaj – biskup Stanisław i król Bolesław – pragnęli jej dobra. Był to jednocześnie czas zmagań Bożych zasad sprawiedliwości i miłosierdzia z przemocą i poczuciem wszechwładzy króla. Biskup Stanisław sprzeciwił się królowi – stanowczo i jednoznacznie.

Jako dobry pasterz, znający i kochający swe owce, upomniał się o ich życie. „Regis non coedit furiae, Tyranni truculentiam (...) constante arguit” – głoszą słowa dostojnej pieśni „Gaude Mater Polonia”: „Przed gniewem króla nie ustąpił,/ Stale wypominał okrucieństwo tyranowi”. Upominając się o życie swych owiec, dnia 11 kwietnia 1079 r. oddał własne – tutaj, w kościele na Skałce, podczas sprawowanej Mszy św.

„To jest wzór dla kolejnych pokoleń Polaków: nieustraszenie stawać przeciwko tyranii. Nawet własnego państwa. Posiekane ciało męczennika stanie się symbolem podziału Polski i nadziei na jej zrośnięcie. (...) Droga do Rzeczypospolitej zaczynała się być może wtedy właśnie, kiedy biskup powiedział królowi: «Nie!». A może nawet mocniej: «nie pozwalam, veto». I powiedział nie w swoim tylko imieniu” – pisze współczesny historyk Polski (Andrzej Nowak, „Dzieje Polski”, t. 1, „Skąd nasz ród”, Kraków 2014, s. 194, 190). To refleksja historyczno-polityczna. W poemacie „Stanisław” kardynał Wojtyła ukazał wymiar etyczno-moralny i zarazem historiozoficzny męczeńskiej śmierci biskupa krakowskiego: „Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”.

Jest to pytanie prawdziwie dramatyczne. Czy przeważy u nas – i w nas – złowroga moc zła, czy też błogosławiona siła męczeństwa, moc krwi, która użyźni glebę wolności, nadając tej wolności kształt heroizmu, a zarazem autentyczności i solidarności? Odpowiedź na to pytanie w dużej mierze zależy od postawy wierzącego ludu. Glebę wolności tworzą przecież wszyscy: zarówno pasterz, jak i owczarnia. Czy owce będą w stanie dostrzec wartość tej krwi, którą przelał za nie ich pasterz? Tę właśnie prawdę wyraził arcybiskup Karol Wojtyła podczas swego ingresu do katedry wawelskiej w dniu 8 marca 1964 r. Mówił wtedy: „Chce Pan Bóg, ażebyśmy w (...) Polsce przechodzili przez próbę naszej wiary. Bo próbuje się dzisiaj i wiara owczarni, i wiara Pasterzy. A wiara Pasterzy próbuje się wiarą owczarni; próbuje się tym bardziej, im większa jest ich odpowiedzialność”. Ponad dziewięć wieków temu, wiosną 1079 r., wiara owczarni potwierdziła wiarę męczeńskiego pasterza. Na skutek gwałtownej reakcji ówczesnego społeczeństwa okrutny władca musiał opuścić Polskę.

Drodzy Bracia i Siostry! Właśnie dzisiaj, 14 maja, w dniu, w którym w Krakowie obchodzimy uroczystość św. Stanisława, przypada 150. rocznica urodzin Księdza Kardynała Adama Stefana Sapiehy. Nawiązując do słów jego następcy, arcybiskupa Karola Wojtyły, możemy powiedzieć, że przyszedł on na czasy, w których Bóg chciał, aby Polska przechodziła próby wiary. Aby on, książę krwi, a przede wszystkim spadkobierca tradycji św. Stanisława Biskupa i Męczennika, te próby przechodził. Aby przez te próby wiary wraz nim przechodziła powierzona mu w 1911 r. z woli Ojca Świętego Piusa X krakowska owczarnia.

Były to, jak wiemy, czasy ze wszech miar przełomowe. Biskup Adam Stefan Sapieha przybył do Krakowa jeszcze wtedy, kiedy Polska nie istniała na mapach politycznych Europy, z woli mocarstw ościennych cierpiąc od ponad wieku rozbiorowe rozdarcie. Niewiele później po jego ingresie do katedry na Wawelu nastał czas Wielkiej Wojny, czas rozbudzonych nadziei na odzyskanie przez Polskę niepodległości, a równocześnie czas bezmiaru cierpień, które stały się udziałem przede wszystkim ludności cywilnej. Biskupowi Sapieże zawsze bliski był los biednych i opuszczonych. Stąd w dniu ingresu do katedry wawelskiej zorganizował poczęstunek dla ubogich na krakowskim Kazimierzu, w 1913 r. powołał przy parafiach komitety do spraw opieki nad ubogimi, a kiedy w 1916 r. odchodził do Boga św. Brat Albert Chmielowski, odwiedził go w jego schronisku. Jednakże I wojna światowa dotknęła ludzi swymi tragicznymi następstwami na niespotykaną wcześniej skalę. Dlatego też w marcu 1915 r. bp Sapieha utworzył Książęco-Biskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny (KBK). Kiedy wojna już, na szczęście, dobiegała swego kresu, dnia 3 listopada 1918 r., a zatem jeszcze przed zawarciem rozejmu w Compiegne, dane mu było przewodniczyć nabożeństwu z okazji wyzwolenia Krakowa, co stanowiło zapowiedź odzyskania przez Polskę niepodległości.

W latach międzywojennych biskup, a następnie arcybiskup Sapieha z całkowitym oddaniem angażował się w sprawy Kościoła, społeczeństwa i państwa: broniąc pozycji prymasa Polski związanej ze stolicą w Gnieźnie, piastując godność senatora, wypowiadając się krytycznie na temat konkordatu z 1925 r., potępiając aresztowanie przywódców opozycji i osadzenie ich w twierdzy brzeskiej, dwukrotnie zwołując synody diecezjalne, patronując wybudowaniu pięćdziesięciu nowych kościołów, nieustannie troszcząc się o los najbardziej ubogich. Zapał, z jakim podejmował wszystkie swe dzieła, znacząco wyczerpywał jego siły. To sprawiło, że dnia 2 lutego 1939 r. zwrócił się z prośbą do papieża Piusa XI o zwolnienie z urzędu arcybiskupa metropolity. Jednakże trzy miesiące później – już wobec papieża Piusa XII – wycofał swą prośbę, zdając sobie sprawę, że wobec zbliżającej się nowej wojny jego posługa dla Polski i Kościoła w naszej Ojczyźnie wymaga od niego trwania aż do końca.

„Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”.

1 września 1939 r. słowa te nabrały jeszcze bardziej dramatycznego wymiaru – dla Polski, dla Kościoła, dla narodu, dla samego arcybiskupa Sapiehy. W obliczu przemocy nazistowskich Niemiec nie wahał się zaakceptować możliwości przelania własnej krwi. 20 lutego 1941 r. napisał do Piusa XII: „Mając w pamięci słowa św. Pawła: «Moc w słabości się doskonali» (2 Kor 12, 9), ufamy, że aczkolwiek siły nasze choć tak słabe, to łaską Chrystusa zostaną wzmocnione i że biorąc przykłady i wzory z wielu naszych współbraci zostaniemy uznani godnych podjęcia bolesnych prześladowań i gdyby nawet trzeba było ofiarować własne życie w służbie Kościoła i dla dobra narodu”. Ponieważ prymas August Hlond znalazł się wtedy najpierw we Włoszech, a następnie we Francji, arcybiskup Sapieha stał się faktycznym zwierzchnikiem Kościoła w Generalnym Gubernatorstwie i jednym z przywódców polskiego narodu. Już 4 września 1939 r. powołał Obywatelski Komitet Pomocy, a po jego rozwiązaniu przez władze niemieckie wspomagał i duchowo patronował działalności Rady Głównej Opiekuńczej, której członkowie w dużej mierze wywodzili się z Caritas. Protestował przeciwko zbrodniczym poczynaniom okupanta wobec ludności cywilnej, zabiegał o opiekę duszpasterską dla Polaków wywiezionych do Rzeszy. Patronował wielorakiej pomocy okazywanej Żydom, którzy uciekali z getta. Wydał odezwę potępiającą zbrodnie wobec Polaków na Ukrainie. Utrzymywał kontakty z władzami polskimi na obczyźnie. Przestrzegał Watykan przed uznaniem nowego ładu w Europie po zwycięstwie Niemiec nad Francją w 1940 r. To tylko część z jego działań w służbie Polski i Kościoła, nie sposób wymienić tu wszystkich. Towarzyszyła im „modlitwa w ciemną noc okupacji” – zanoszona do Boga za całą powierzoną jego pasterskiej trosce owczarnię.

„Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”.

Arcybiskup Sapieha był w pełni przekonany, że upadek hitlerowców, wkroczenie wojsk radzieckich i ustanowienie w Polsce tzw. ludowej władzy oznacza czas rządów kolejnego, tym razem bolszewickiego totalitaryzmu, a dla Polaków – czas walki w obronie własnej tożsamości w obliczu nowych prób ich zniewolenia. Już w dniu 16 lipca 1945 r. skierował do Duchownych i Wiernych Archidiecezji Krakowskiej „List”, w którym przygotowywał ich do kolejnych duchowych zmagań. Nie miał bowiem żadnych wątpliwości, że „rozgrywają się dalej losy naszej umiłowanej Ojczyzny, a tym samym losy naszego Kościoła tak ściśle z nimi złączonego”. Wprawdzie ufał Bogu, „że niebawem wybije ostateczna godzina sprawiedliwości i wyjdzie on zwycięsko z wszelkich czekających go jeszcze trudności”, ale, z drugiej strony, uważał, że za wszelką cenę, w imię odpowiedzialności „za naszą przyszłość”, należy „utrzymać wysoki poziom życia religijnego i narodowego”. Stąd postępowaniem Polaków powinny kierować: „solidarność narodowa, opanowanie siebie, (...) odwaga i siła przekonania”. „Potęgę naszą – pisał arcybiskup Sapieha – musimy budować na prawdzie, sprawiedliwości i moralności”. Odbiorcy tego „Listu” zapewne od razu odczytywali zawarte w nim przesłanie. W swej istocie wzywało ono do duchowego oporu wobec nowej rzeczywistości, w jakiej znalazła się Polska, choć jego Autor nie o wszystkim mógł pisać wprost. Na prawdzie – czyli przeciwko kłamstwu propagandy komunistycznej. Na sprawiedliwości – czyli przeciwko stosowanym tak często przez nową władzę aktom zemsty i przemocy. Na moralności – czyli dbając przede wszystkim o właściwe wychowanie młodzieży i troszcząc się o zgodne z nauką Kościoła życie małżeńskie i rodzinne. Przesłanie to także i dzisiaj nic nie straciło ze swej aktualności. Silna i wolna Polska, ciesząca się szacunkiem ze strony innych państw europejskich, niezmiennie musi być budowana na tych samych zasadach prawdy, sprawiedliwości i moralności.

Kardynał Sapieha wiedział dobrze, że na przemoc ze strony sił zła trzeba odpowiadać niekiedy heroiczną wręcz wiernością Bogu i Kościołowi. Odnosił to najpierw do samego siebie. Jak tylko mógł, sprzeciwiał się sowietyzacji Polski. Szczytem tej gotowości, by pozostać wiernym aż do końca, było jego „Oświadczenie” z dnia 6 marca 1950 r.: „W razie gdybym był aresztowany, stanowczo niniejszym ogłaszam, że wszelkie moje złożone tam wypowiedzi, prośby i przyznania są nieprawdziwe. Nawet, gdyby one były wygłaszane wobec świadków, podpisane, nie są one wolne i nie przyjmuję je za swoje”.

Kardynał Adam Stefan Sapieha zmarł 23 lipca 1951 r. Jego pogrzeb stał się wielką narodową manifestacją. Swą pełną oddania, liczącą czterdzieści lat pasterską posługą na stolicy najpierw biskupa, a następnie arcybiskupa metropolity krakowskiego w pełni zasłużył sobie na miano Księcia Niezłomnego. Nad jego trumną, w dniu pogrzebu, kardynał Stefan Wyszyński mówił: „Miłujący Polskę w każdej fazie jej dziejów, nigdy wymówek jej nie czynił. Kochał Polskę taką, jaką była – czy ozdobna jak królowa, czy uboga jak niewolnica, czy sieroca jak tułaczka. Wszystko jedno! Przecież zawsze matka, toć – Ojczyzna! Wstydzić się jej poszarpanych przez zawieruchy dziejowe szat nie będzie! Kochał wszystko, co w macierzyńskich ramionach Ojczyzny się mieściło. (...) Był wrażliwy na przyszłość narodu, duszą wyczuwał i wierzył, wierzył bez wahań, że taki naród, jak Polska, godzien jest życia, godzien wielkości. Książę – biskup Sapieha nie wstydził się Polski. Wtedy nawet, gdy niedole dziejowe tym lub owym kirem zapomnienia kosmopolitycznego przesłaniały prawdę Polski, nie tknął on nigdy duszy kardynała Sapiehy. Był Polakiem z krwi i kości. Duszą lgnący do Rzymu, brał zeń wszystko, co Polsce było jak chleb żywota” (kard. Stefan Wyszyński, „Mowa pogrzebowa”, w: „Księga Sapieżyńska”, Kraków 1986, t. 2, s. 778).

Drodzy Siostry i Bracia! Nasze myśli kierujemy teraz od Skałki, miejsca męczeńskiej śmierci św. Biskupa Stanisława, do katedry na Wawelu, gdzie odbiera on cześć przynależną Męczennikom Pańskim i gdzie prawie dziewięć wieków później miejsce wiecznego odpocznienia znalazł również Niezłomny Pasterz Kościoła Książę Adam Stefan Kardynał Sapieha. Miejsce to mówi nam, potomnym, o pasterskich zmaganiach o zachowanie i pogłębienie wiary, zmaganiach o wolność, o sprawiedliwość, o miłość miłosierną wobec biednych i potrzebujących. Stanisław ze Szczepanowa i Adam Stefan Sapieha – pasterze posłani przez Boga Kościołowi, który jest w Krakowie i który jest w Polsce, na czasy nam już odległe, ale i na czasy nam współczesne. Wpatrując się w świadectwo ich życia, próbujemy zrozumieć nasz niełatwy czas. Wracają słowa Kardynała Wojtyły, następcy św. Stanisława, następcy Kardynała Sapiehy: „Na glebę naszej wolności upada miecz./ Na glebę naszej wolności upada krew./ Który ciężar przeważy?”. Szukając odpowiedzi dla siebie, wchodzimy w głębię sprawowanej teraz świętej Eucharystii. I błagamy Chrystusa: Spraw, Panie, aby przeważył w nas ciężar Twojej miłości! Amen.

Tagi:
homilia

Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia

2018-06-06 10:33

Ksiądz profesor Waldemar Chrostowski
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 32-33

„Chrystus kieruje światem”– witraż, XIV wiek/fot. Graziako

Dzieje pierwszych ludzi oraz całej ludzkości zostały naznaczone piętnem nieposłuszeństwa wobec Boga. Określane jako grzech pierworodny spowodowało trwałe skutki, których znakiem były ucieczka, szukanie kryjówki i lęk. Bóg, zraniony nieposłuszeństwem, nie opuścił człowieka ani nie pozostawił go samemu sobie. Pytanie: „Gdzie jesteś?”, to wezwanie do nawrócenia i powrotu. Ponawia się ono nieustannie w sumieniach tych, którzy łamią przykazania dające życie. Adam nie skorzystał z danej mu szansy, co więcej zrzucił całą odpowiedzialność na Ewę, która przecież była darem dla niego, a także na Boga: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem”. Zarzut jest wyraźny: gdyby nie Twój, Boże, dar nie doszłoby do złamania przykazania. Ta perwersyjna logika stale ma naśladowców, którzy z daru wolności, którym obdarzył nas Bóg, oraz z innych darów – wtedy, gdy je źle wykorzystują albo się im sprzeniewierzają – czynią wyrzuty nie sobie, lecz innym – również Bogu. Bóg występnych ludzi skarcił, ale ich nie odrzucił. Psalmista wyznaje nadzieję na łaskawe darowanie grzechów, wołając: „Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia”.

Zbawienie zapoczątkowane u zarania dziejów ludzkości zostało urzeczywistnione przez Jezusa Chrystusa. Nie ogranicza się do wymiaru doczesności, lecz ukazuje perspektywy wieczności. Apostoł Paweł w Liście do Koryntian, których pozyskał dla wiary, wyraża przekonanie, że „Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami”. Odpowiedzią na dar zbawienia powinny być wdzięczność i niepoddawanie się jakiemukolwiek zwątpieniu. Wprawdzie życie doczesne niesie rozmaite utrapienia i zbliża się do nieuchronnej śmierci, lecz to wszystko staje się o wiele mniej dotkliwe, gdy pamiętamy o bezmiarze przyszłej chwały, która ma być udziałem w życiu Bożym. Pełne ufności słowa św. Pawła zachowują aktualność również dla współczesnych chrześcijan: „Wiemy bowiem, że kiedy nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie”. Wyznawca Chrystusa powinien być niezłomnym świadkiem mocnej nadziei na życie wieczne.

Zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa było i jest przedmiotem silnej kontestacji i sprzeciwu, które czasami przybierają monstrualne rozmiary. Grzech przeciwko Duchowi Świętemu stanowi perwersja wypaczająca to, czego dokonał Chrystus, i uderzająca w Jego Boską tożsamość. Krótki epizod z przybyciem Matki i krewnych Jezusa oraz odpowiedź, której On udziela, świadczą, że oto tworzy się Jego nowa rodzina. Złożona najpierw z uczniów, a następnie z coraz szerszego grona wyznawców, ma za spoiwo więzi nie tylko krwi, lecz jeszcze silniejszej solidarności, która wyraża się w zgodnym pełnieniu woli Bożej. Maryja i krewni Jezusa byli częścią narodu Izraela. W początkach swej działalności Jezus daje poznać, że wraz z Jego przyjściem przywileje wybrania i wypełnienia obietnicy wychodzą poza Izrael i stają się udziałem wszystkich, którzy w Niego uwierzyli.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: czciciele Ojca Pio w Łagiewnikach

2018-06-17 11:40

eko / Kraków (KAI)

Kilka tysięcy czcicieli świętego Ojca Pio, w tym członkowie Grup Modlitwy, zgromadziło się w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach na całonocnym czuwaniu. Spotkanie, które w tym roku ma temat „Stygmaty św. Ojca Pio”, odbyło się już po raz 16.

Graziako

Coroczne czuwanie przy relikwiach świętego kapucyna w tym roku nabrało wyjątkowego charakteru w związku z Rokiem Jubileuszowym – 100 lat temu Ojciec Pio otrzymał stygmaty, a 50 lat temu zmarł. Krakowska Prowincja Braci Mniejszych Kapucynów jako temat tegorocznego spotkania wybrała „Stygmaty św. Ojca Pio”.

- Życie Ojca Pio nie zaczęło się w momencie, kiedy zaczął być znany, ani nawet wtedy, kiedy otrzymał stygmat. Warto pamiętać że jego duchowość kształtowała się nie tylko w San Giovanni Rotondo, ale również w innych klasztorach kapucyńskich, a może przede wszystkim w Pietrelcinie, z której pochodził – opowiadał zebranym br. Antonio Belpiede OFMCap. z kapucyńskiej prowincji Foggia, Włoch. Oprócz jego referatu, zebrani wysłuchali konferencji ks. Krzysztofa Ślicznego o zjawisku stygmatów.

- Za każdym razem zafascynowana jestem opowieściami i świadectwami osób z San Giovanni Rotondo. W tym roku br. Antonio tak ładnie opowiadał o młodości o. Pio – zauważa Maria Kwiatek z Grupy Modlitw św. Ojca Pio z Brzeska, która na czuwaniu jest po raz 16. - Jak człowiek przyjedzie raz, poczuje atmosferę, to go to wciąga i przyjeżdża ponownie – dodaje.

Podczas spotkania, oprócz wspólnej modlitwy przy relikwiach Świętego oraz konferencji i świadectw, prezentowane były Grupy Modlitwy św. Ojca Pio, które na czuwanie przyjechały z różnych stron Polski. - Założyłam grupę w swojej parafii, jako dziękczynienie za dar uzdrowienia za przyczyną świętego z Pietrelciny. Było o tyle łatwo, że proboszcz, urodzony w tym samym dniu, co święty, też jest jego czcicielem – dzieli się pani Alicja ze Śląska. W tej chwili grupa w parafii z okolic Wodzisławia Śląskiego liczy 40 osób.

Mszę o północy celebrował kard. Stanisław Dziwisz, który w swojej homilii wspomniał spotkanie ks. Karola Wojtyły ze znanym już wtedy stygmatykiem oraz ich późniejszą korespondencję. Podczas apelu Jasnogórskiego br. Tomasz żak OFM, minister prowincjalny kapucynów, dając na wzór ufności świętego mówił: „Ojciec Pio uczył osoby, które za nim podążały szczególnej uległości i zachęcał do gorliwej modlitwy do Ducha Świętego, by ten uczył nas odkrywać piękno chrześcijańskiego powołania”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Jubileusz abp Władysława Ziółka

2018-06-17 21:23

Piotr Drzewiecki

Arcybiskup senior archidiecezji łódzkiej Władysław Ziółek obchodzi w tym roku 60-tą rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich. Z tej okazji dostojny jubilat 16 czerwca sprawował Mszę świętą w archikatedrze łódzkiej, którą koncelebrował kardynał nominat abp Konrad Krajewski, były ceremoniarz papieski Jana Pawła II – abp Piero Marini i abp Grzegorz Ryś.

Piotr Drzewiecki

- Póki mogę, chcę podnieść kielich zbawienia i wezwać imienia Pana. Chcę złożyć ofiarę pochwalną i wypełnić me śluby dla Pana przed całym jego ludem. Czynię to dziś podczas tej uroczystej liturgii wobec was wszystkich bracia i siostry. – mówił arcybiskup senior Władysław Ziółek.

Kazanie wygłosił obecny metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś. – Mogę dać absolutne świadectwo tego, że ksiądz arcybiskup ma w sobie postawę kapłańską! Dzisiaj się rzadziej pokazuje, rzadziej pełni funkcje, ale mogę powiedzieć, że nie raz zdarza mi się zajechać tam na Rudę Pabianicką i prości: księże arcybiskupie, proszę bo nie mogę – proszę o zastępstwo. Jeszcze w życiu nie powiedział, że nie! Jest zawsze do dyspozycji, zawsze chętny, w każdej chwili. To jest ta postawa, kiedy może, otwarty jest na działanie. W kapłaństwie idzie o wybór życia, nie tylko o czynności nawet najświętsze. Zostawili wszystko i poszli, za Nim. To jest słowo opisujące tajemnie życia kapłańskiego i świetnie opisuje tajemnicę życia księdza arcybiskupa Władysława. On taki jest, taki jest! – mówił abp Ryś. – Dziękujemy dziś Bogu za 60 lat życia arcybiskup Władysława kapłaństwem służebnym. Właśnie tak opisał je Sobór, z którym ksiądz arcybiskup narodził się do kapłaństwa. Ile razy  Sobór mówi o kapłaństwie królewskim – chrzcielnym, mówi o kapłaństwie powszechnym, które wszyscy mamy. A kiedy mówi o kapłaństwie, które otrzymujemy na mocy święceń, tyle razy Sobór mówi – kapłaństwo służebne! (…) – Te trzy słowa: zostawił, złożył ofiarę, stał się sługą, to są słowa opisujące kapłaństwo, które zostały wcielone w życie księdza arcybiskupa. Mógłby się ktoś zapytać: czy można być przy tych słowach szczęśliwy w życiu? To jest pomysł na szczęście? To jest pomysł na przeżycie człowieczeństwa? Tak, to jest pomysł na szczęśliwe życie! Bardzo dziękujemy księże arcybiskupie za to, że teraz nie wiele do nas mówisz, ale wcielasz słowo Boże o kapłaństwie, bardzo dziękujemy za to!  Ad Multos Anno! – zakończył metropolita łódzki.

Po komunii wszyscy zgromadzeni w katedrze odśpiewali uroczyste Te Deum, a następnie pozdrowienia i błogosławieństwo od papieża Franciszka przekazał kardynał abp Konrad Krajewski.

Na zakończenie głos zabrał abp Władysław Ziółek: – Brakuje słów, które mogłyby oddać moją wdzięczność Panu Bogu za to, co w moim życiu stało się darem i tajemnicą. Brakuje słów, by należycie podziękować tym wszystkim, którym tak wiele zawdzięczam w porządku duchowym i materialnym. Zdaje sobie sprawę, że jakakolwiek próba wyrównania tego, co mi wyświadczył Bóg jest żadną miarą niemożliwa – mówił wzruszony. Następnie przyjmował osobiste życzenia od kapłanów, osób konsekrowanych i wiernych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem