Reklama

Przemyśl rozkwitł na żółto

2017-05-18 10:53

Zdzisław Wójcik
Edycja przemyska 21/2017, str. 4-5

Zdzisław Wójcik

Przemyskie Pola Nadziei to akcja zainicjowana przez Rycerskie i Szpitalne Bractwo św. Łazarza z Jerozolimy – Stowarzyszenie Katolickie. Jej celem jest uwrażliwienie ludzi na cierpienie osób terminalnie chorych oraz zebranie funduszy na remont i urządzenie budynku Centrum Hospicyjno-Opiekuńczego „Betania” im. św. Łazarza w Przemyślu

Akcja II Przemyskie Pola Nadziei rozpoczęła się 29 kwietnia 2017 r. Zebrani w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej mieli nie lada ucztę duchową. Najpierw obejrzeli interesujący występ Grupy Teatralnej Warsztatu Terapii Zajęciowej w Korytnikach. W sposób wysoce profesjonalny przedstawiła ona pełen humoru i śpiewu spektakl „Wesołe Miasto Lwów”. Publiczność niekończącymi się brawami wynagrodziła artystom możliwość przeniesienia się do tego pięknego miasta. W drugiej części refleksyjne utwory Agaty Rymarowicz sprawiły, że słuchacze sercem i duchem przenieśli się w Bieszczady. Pani Agacie towarzyszyła córka oraz dwóch muzyków.

W pierwszym dniu akcji Pola Nadziei, tj. w sobotę, rozpoczęto zbiórkę na terenie przemyskich dużych sklepów. Natomiast podczas drugiej część akcji – w niedzielę 30 kwietnia Przemyśl rozkwitł na żółto. Od rana na placu Niepodległości, na ulicach oraz wokół przemyskich kościołów trwała kwesta na Centrum Hospicyjno-Opiekuńcze „Betania” im. św. Łazarza w Przemyślu. Każdy, kto złożył swój dar serca, otrzymywał żonkila – kwiat symbolizujący nadzieję, tak bardzo potrzebną osobom terminalnie chorym. Tego roku w akcję włączyły się także sąsiednie miejscowości.

W obchodach II Przemyskich Pól Nadziei uczestniczyło także Stowarzyszenie Przyjaciół Szkoły Podstawowej nr 1 im. Henryka Sienkiewicza, we współpracy z Teatrem S.A.N. Z ich inicjatywy, przed południem przy pomniku św. Jana Pawła II na placu Niepodległości można było obejrzeć spektakl teatru obrazu dla dzieci pt. „Pola nadziei”. Autorką tekstu była Monika Lach, a rysunki przygotowała Agnieszka Mazur.

Reklama

Uroczyście obchody II Przemyskich Pól Nadziei rozpoczęły się Mszą św. odprawioną tego dnia w kościele Ojców Franciszkanów w Przemyślu, której przewodniczył bp Stanisław Jamrozek. Koncelebrowali także: ks. Józef Bar, wikariusz Wielkiego Przeoratu Polski Rycerskiego i Szpitalnego Zakonu św. Łazarza z Jerozolimy, o. Zbigniew Kubit, proboszcz franciszkańskiej parafii pw. św. Marii Magdaleny w Przemyślu oraz ks. prał. Stanisław Czenczek.

We wstępie do Mszy św. Wikariusz Wielkiego Przeoratu Rycerskiego i Szpitalnego Zakonu zauważył: „Idea pomocy hospicyjnej, znana w świecie i w Polsce, dotarła także do Przemyśla i promowana jest poprzez Pola Nadziei. Do współpracy zapraszamy ludzi wrażliwych, ludzi o dobrym sercu, których jest wielu”.

Eucharystię ubogaciła Salezjańska Orkiestra Dęta Augustino i śpiew grupy Ruchu Apostolstwa Młodzieży. W homilii bp Stanisław, nawiązując do uczniów wędrujących do Emaus, zachęcał zebranych do rozpoznawania Chrystusa w ludziach cierpiących.

Po Mszy św. odbył się Marsz Żonkilowy na plac Niepodległości przy akompaniamencie orkiestry. Tam oficjalnego otwarcia dokonał Jan Szmyd, kanclerz Rycerskiego i Szpitalnego Zakonu św. Łazarza z Jerozolimy. Następnie uczestnicy marszu ponownie przeszli ulicami Przemyśla, wracając na plac Niepodległości.

O godz. 16.00 rozpoczął się „Lazarycki Koncert Charytatywny – w podziękowaniu dla darczyńców”. Wystąpili: Przemyski Młodzieżowy Chór Kameralny Vox Iuventum, Zespół Pieśni i Tańca Przemyśl, Golden Dance, Grupa Teatralna Warsztatu Terapii Zajęciowej w Korytnikach, Zespół MDK w Przemyślu, Zespół 5 Batalionu Strzelców Podhalańskich i Zespół SPES z Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Jako gwiazda wieczoru zagrał zespół Septblues.

Centrum Hospicyjno-Opiekuńczego „Betania” im. św. Łazarza w Przemyślu, na które kwestowano podczas Drugich Przemyskich Pól Nadziei, można nadal wspomagać poprzez wpłaty na konto stowarzyszenia: 85 1020 4274 0000 1502 0068 4845.

Tagi:
hospicjum akcja Pola Nadziei

Reklama

Trwają IV Pola Nadziei na rzecz hospicjum „Betania”

2019-04-07 17:46

pab / Przemyśl (KAI)

W Przemyślu trwa czwarta edycja akcji Pola Nadziei. Na ulicach miasta i przy kościołach trwa zbiórka do puszek na rzecz stworzenia Centrum Hospicyjno-Opiekuńczego „Betania” im. św. Łazarza. Wolontariusze rozdają żółte żonkile.

Bożena Sztajner

- Ludzi chorych w naszych rodzinach mieliśmy, mamy albo będziemy mieć, dlatego troska o chorych każdemu z nas jest bardzo bliska – powiedział na przemyskim Rynku, otwierając wydarzenie ks. Józef Bar, prezes stowarzyszenia katolickiego Rycerskie i Szpitalne Bractwo św. Łazarza z Jerozolimy. To właśnie ono organizuje zbiórkę i buduje hospicjum.

Obiekt powstanie w jednym z pustych budynków po dawnym szpitalu wojskowym. – Jest to potężna inwestycja, którą realizujemy już drugi rok i potrzebujemy środków na wkład własny – powiedział KAI Wiesław Morawski, wiceprezes stowarzyszenia. – Wykonane zostały najtrudniejsze prace ziemne polegające na wymianie tynków, poszycia dachowego, wykopaniu i osuszeniu fundamentów, podbiciu ich i uzyskaniu przestrzeni na poziomie piwnicy pod całym budynkiem – opisuje.

Prace te mają się zakończyć jesienią. Natomiast pod koniec 2020 r., kiedy przypadnie 125-lecie budynku, hospicjum powinno być gotowe i wtedy pozostanie wyposażenie go w odpowiedni sprzęt.

- Cały obiekt będzie wieloprofilowy. Będzie 40 łóżek hospicyjnych dla osób dorosłych oraz kilka dla dzieci, które rodzą się z wadami śmiertelnymi. Poza tym będzie dom dziennego pobytu dla seniorów, rehabilitacja, ośrodek naprotechnologii. Planujemy też otwarcie Okna Życia – zapowiada Wiesław Morawski.

Stowarzyszenie katolickie Rycerskie i Szpitalne Bractwo św. Łazarza z Jerozolimy zostało powołane na terenie archidiecezji przemyskiej dekretem abp. Józefa Michalika w 2014 r. nawiązuje ono do tradycji Zakonu Rycerzy i Szpitalników Świętego Łazarza z Jerozolimy (Ordo Militaris et Hospitalis Sancti Lazari Hierosolymitani), należącego do najstarszych chrześcijańskich instytucji szpitalnych.

Celem stowarzyszenia jest uczestnictwo w misji Kościoła i promocja wiary chrześcijańskiej we wszystkich jej aspektach: duchowym, kulturalnym, społecznym, charytatywnym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś Poniedziałek Wielkanocny i Śmigus-Dyngus

2019-04-22 10:00

maj / Warszawa (KAI)

Z Poniedziałkiem Wielkanocnym - drugim dniem Świąt Zmartwychwstania Pańskiego - wiąże się tradycja Śmigusa-Dyngusa. Śmigus i Dyngus to dwa odrębne obyczaje, które praktykowane były jednego dnia. Dlatego z czasem ich nazwy się połączyły.

Ryan McGuire/Pixabay

Dyngusem nazywano datek dawany przez gospodynie mężczyznom chodzącym w Poniedziałek Wielkanocny po domach, składającym życzenia świąteczne i wygłaszającym oracje i wiersze o męce Pańskiej, czy też komiczne parodie. W zamian za to otrzymywali jajka, wędliny i pieczywo.

Śmigus z kolei to obyczaj polewania się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Stąd też nazwa "lany poniedziałek". Zwyczaj prawdopodobnie ma korzenie pogańskie i wiąże się z radością po odejściu zimy oraz z obrzędami mającymi zapewnić urodzaj i płodność.

Chrześcijaństwo dodało do tego oczyszczającą symbolikę wody, a także tradycję, zgodnie z którą oblewanie wodą jest pamiątką rozpędzania tłumów, które gromadziły się w poniedziałek, rozmawiając o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

W Poniedziałek Wielkanocny gospodarze o świcie wychodzili w pola i kropili je wodą święconą, żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową, co miało zapewnić urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. Pola objeżdżano w procesji konnej.

Wodą oblewano jednak przede wszystkim młode dziewczęta. Nieoblana panna była zdenerwowana i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów.

Poniedziałek Wielkanocny to drugi dzień Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Największe święta chrześcijańskie, takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie obchodzi się przez dwa dni, aby móc głębiej rozważać te tajemnice wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem