Reklama

Dereźnia

Jubileusz 90-lecia OSP

2017-05-18 10:54

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 21/2017, str. 4-5

Joanna Ferens
Złoty Znak Związku OSP RP za wieloletnią służbę dla druha Franciszka Adamka

„Strażacy są wierni przykazaniu miłości i chrześcijańskiej tradycji, niosą pomoc bliźniemu w obliczu zagrożenia klęskami żywiołowymi” – wołał św. Jan Paweł II. W imię tych wartości druhowie strażacy, działający w jednostce Ochotniczej Straży Pożarnej w Dereźni, w przededniu wspomnienia św. Floriana, patrona strażaków, 3 maja na stadionie przeżywali jubileusz 90-lecia istnienia jednostki

Jubileuszowe uroczystości były połączone z obchodami Gminnego Dnia Strażaka, co podkreśliła w powitaniu dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Biłgoraju, Celina Skromak. – Na terenie naszej gminy działa 17 jednostek OSP, w tym 2 włączone do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego. To pokaźna liczba ponad 600 druhen i druhów. Choć często mało widoczni, służą na co dzień społeczeństwu. Można na nich liczyć o każdej porze dnia i nocy. Strażacki dorobek, tradycje, mundur, dyscyplina, wola niesienia bezinteresownej pomocy i poświęcenie w obliczu zagrożenia stanowią wartości będące źródłem uznania i szacunku społeczeństwa. Ochotniczy ruch strażacki chlubnie zaznaczył swoje istnienie na kartach historii narodu i państwa polskiego. Przykłady poświęcenia w niesieniu ratunku i pomocy są udziałem rzeszy strażaków ochotników, którzy swoją działalnością zyskują uznanie społeczne. Te wysoce pozytywne przykłady postaw strażaków ochotników, a także osób ich wspomagających znajdują uhonorowanie m.in. w przyznawanych im przez władze państwowe odznaczeniach – wskazała Celina Skromak.

Modlitwa i dziękczynienie

Uroczystość rozpoczęła się od Eucharystii sprawowanej w intencji strażaków i ich rodzin, którą koncelebrowali: kapelan Ochotniczej Straży Pożarnej i proboszcz parafii Matki Bożej Bolesnej w Korytkowie Dużym ks. Krzysztof Gajewski, ks. Krzysztof Górniak oraz dziekan dekanatu Biłgoraj Południe i kustosz sanktuarium św. Marii Magdaleny ks. Witold Batycki, który przywitał zebranych strażaków i gości. – Gromadzimy się w przededniu św. Floriana, który jest wspaniałym patronem tych wszystkich, którzy ofiarują swoją młodość i swoje siły, a często i swoje zdrowie dla ratowania drugiego człowieka. Modlimy się dziś w intencji strażaków, szczególnie z jednostki w Dereźni, prosimy o błogosławieństwo dla ich rodzin, o opiekę Matki Bożej i wstawiennictwo św. Floriana, a dla zmarłych strażaków o łaskę nieba – podkreślił ks. Batycki.

W okolicznościowej homilii ks. Gajewski podkreślał ogromną rolę strażaków dla małych społeczności lokalnych i całego systemu pożarnictwa. – Pragnę wyrazić wam, drodzy strażacy, swoją wdzięczność za to wszystko, co uczyniliście i nadal czynicie dla waszej lokalnej wspólnoty i dla Kościoła. Gratuluję wam odwagi w wyznawaniu wiary i czynnym zaangażowaniu się w życie parafii. Takich bohaterów nie powstydziłby się ani św. Florian, ani Chrystus. Ludzie religijni, w których jest Bóg, są ludźmi przyszłości. Dziękujmy Bogu za strażaków i prośmy Go, abyśmy takich druhów mieli zawsze. To dobrze, że są jeszcze ludzie, na których zawsze można liczyć, bo są tam, gdzie być powinni, bo ślubowali Bogu i ludziom. Wasza służba to nie tylko piękny mundur i wypinanie piersi do odznaczeń, ale to zaufanie, którym was obdarzyli inni, licząc na was. Pamiętajcie o tym zawsze, gdy zakładacie ten mundur. Niech ta dzisiejsza uroczystość pobudzi was do jeszcze bardziej intensywnej pracy nad swoją postawą i wrażliwością, byście w odpowiedzialny sposób kształtowali młode pokolenie strażaków, które, wychowane w duchu troski o dobro wspólne godnie przejęło po was sztafetę życia. Życzę wam, abyście cieszyli się szacunkiem i uznaniem społecznym, błogosławieństwem Boga, orędownictwem św. Floriana i dobrą kondycją fizyczną w dalszej służbie Bogu na chwałę i ludziom na pożytek – zwracał się do strażaków kaznodzieja.

Reklama

Wdzięczność i odznaczenia

Po Mszy św. przyszedł czas na uroczyste odznaczenia. Część oficjalną rozpoczęło odegranie hymnu państwowego oraz zawieszenie polskiej flagi na maszcie. Następnie jednostka OSP w Dereźni Solskiej została odznaczona złotym medalem „Za Zasługi dla Pożarnictwa” za wieloletnią, ofiarną działalność w ochronie przeciwpożarowej dla dobra społeczeństwa i Rzeczypospolitej Polskiej, zaś uroczystego udekorowania sztandaru jednostki złotym medalem dokonał starszy brygadier w stanie spoczynku, druh Mieczysław Skura. Odczytał on również list, który skierował do strażaków prezes Zarządu Głównego OSP RP Waldemar Pawlak. Odznaczeniami złotymi, srebrnymi i brązowymi medalami, a także odznaką „Strażaka Wzorowego” zostali nagrodzeni najbardziej zasłużeni druhowie strażacy.

Wszystkich zgromadzonych na uroczystości powitał prezes OSP w Dereźni Jan Kimak, który przybliżył także historię jednostki. – Nasza jednostka OSP w Dereźni powstała z inicjatywy nauczyciela Sylwestra Mydlewskiego z grupą piętnastu kolegów i druhów w 1927 r. Przechodziła czasy wzlotów i upadków, istniał przy niej nawet kabaret, co świadczy o zaangażowaniu strażaków nie tylko w niesienie pomocy ludziom, ale także w działalność artystyczną i kulturę. Przez te wszystkie lata naszą jednostkę reprezentowało dwunastu prezesów i dwunastu naczelników – podkreślił Jan Kimak.

Uznanie i gratulacje

W stronę strażaków popłynęło wiele ciepłych słów, pięknych życzeń i gratulacji. Głos zabrali m.in. posłowie na Sejm RP Piotr Olszówka i Sławomir Zawiślak. – Serdecznie gratuluję tego wspaniałego jubileuszu, podsumowania tej wielkiej pracy, jaką włożyliście w ciągu tych 90 lat. Warto podsumowywać dobrą służbę dla Ojczyzny i dobrą pracę dla drugiego człowieka, dlatego pragnę wam gorąco za to podziękować. Służba w Ochotniczej Straży Pożarnej to służba nie tylko obywatelska, ale również patriotyczna, gdyż OSP wyrosły wówczas, gdy Polski nie było jeszcze na mapach, więc, szkoląc strażaków ochotników, umacniano również miłość do ojczystego kraju.

Podziękowania i życzenia strażakom składał starosta biłgorajski Kazimierz Paterak. – Druhom strażakom z jednostki OSP w Dereźni przyszło służyć i pracować w różnych okresach dziejowych, różnych systemach politycznych i gospodarczych. Rok 1927 to był czas budowy niepodległego państwa, później przyszła II wojna światowa, Polska Ludowa, ograniczona wolność i od ponad 20 lat budujemy od nowa wolną Polskę. W tych okresach strażacy pełnili różne funkcje począwszy od oświatowej poprzez rolę budowniczych stawiających remizy, które stawały się ośrodkami kultury i postępu technicznego oraz pracowali dla lokalnej społeczności. Mimo zmieniających się sytuacji obecność i praca strażaków jest niezastąpiona i nieoceniona. I za to, drodzy druhowie, wam serdecznie w imieniu całego powiatu i swoim własnym dziękuję, życząc wam dużo zdrowia, udanych akcji i szczęśliwego powrotu z każdego wyjazdu. Należy pamiętać również o tych, którzy 90 lat temu znaleźli czas, odwagę i siły na to, by stworzyć jednostkę, która miała służyć dobru społeczności lokalnej. Wszystkim działaczom z tamtych lat, którzy już odeszli na wieczną wartę do Domu Ojca, należy się szacunek, wdzięczność i modlitwa – podkreślił Starosta biłgorajski.

Swoją wdzięczność wyrażał również wójt gminy Biłgoraj Wiesław Różyński, który sam jest także strażakiem ochotnikiem. – Chciałbym złożyć w imieniu samorządu gminnego najserdeczniejsze życzenia za ten piękny jubileusz, za trwanie w dobrym, za to, że poświęcacie swój prywatny czas dla ratowania życia, zdrowia i mienia ludzkiego. Chciałbym podziękować wszystkim strażakom za dbałość o sprzęt i o powierzone im obowiązki i dobra materialne. Dziękuję za wasze dobro i serce, jakie macie dla drugiego człowieka. Dziękuję również waszym rodzinom, tym, którzy pozostają w domu, kiedy wy w jednej chwili porzucacie wszystko i ruszacie na ratunek innym ludziom, a w domu zostają wasze mamy, żony i córki, które z wyrozumiałością, troską i wsparciem rozumieją wasze poczucie obowiązku i odpowiedzialności, dlatego że w dużej mierze praktycznie w każdym domu są rodziny strażackie. Św. Jan Paweł II podczas Mszy dla strażaków powiedział: „Pożary gaście, tylko ducha nie gaście!” – dlatego apeluję, nie pozwólmy się zgasić jako cała rodzina strażacka – mówił wójt Różyński.

Nie zabrakło życzeń od komendanta Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Biłgoraju Wiesława Kręta. – Serdecznie gratuluję wszystkim wyróżnionym i dzisiaj odznaczonym, a także całej jednostce, gdyż 90 lat to naprawdę spory okres. W imieniu swoim, jak i strażaków Państwowej Straży Pożarnej chcę zapewnić, że bardzo doceniamy waszą rolę w systemie bezpieczeństwa przeciwpożarowego, które tworzymy na terenie całego powiatu. Zawsze możemy na was liczyć, na waszą gotowość i ofiarność. Dziękuję również waszym rodzinom za wytrwałość, cierpliwość i tolerancję wobec waszej nieobecności. Życzę wszystkiego dobrego zarówno w życiu strażackim, jak i osobistym – zwracał się do strażaków Wiesław Kręt.

Po części oficjalnej przyszedł czas na radosne świętowanie. Na scenie zaprezentowała się Strażacka Orkiestra Dęta z Obszy pod batutą kapelmistrza Michała Gizy, zespół Zorza z Dereźni, kapela folkowa Kalina-Folk, zaś na zakończenie można było potańczyć pod gwiazdami w rytmach disco polo.

Rola strażaków w życiu każdego z nas jest nie do przecenienia, a żadne słowa nie oddają w pełni trudu i poświęcenia strażaków, którzy pomagają ofiarnie każdemu potrzebującemu – za co im wszystkim gorąco dziękujemy.

Tagi:
jubileusz straż pożarna

Ks. dr Leon Czaja: Bycie tutaj to łaska

2018-02-16 17:21

Agnieszka Bugała

Dziś świętujemy 60. rocznicę święceń kapłańskich ks. dr. Leona Czai, wikariusza generalnego, wieloletniego kanclerza Kurii. Z tej okazji przypominamy rozmowę, którą dokładnie 10 lat temu, z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa przeprowadziliśmy z Księdzem Jubilatem.

Ks. Rafał Kowalski

Tym, którzy przychodzą do wrocławskiej Kurii, wydaje się, że jest tam od zawsze. W ciszy pełni swe codzienne obowiązki. Ci, którzy go znają, mówią o poczuciu humoru, niezwykłej pamięci do anegdot, drobnych zdarzeń. Minęło 50 lat od chwili, gdy bp Andrzej Wronka wyświęcił go na kapłana. Z ks. dr. Leonem Czają, kanclerzem wrocławskiej Kurii, rozmawia Agnieszka Bugała

Ks. Rafał Kowalski

AGNIESZKA BUGAŁA: - Księże Kanclerzu, dzień święceń to nie był majowy, upalny dzień, ale środek lutego...

KS. DR LEON CZAJA: - Gdy kończyłem studia razem z moim kursem, w maju 1956 r., miałem zaledwie 21 lat i 4 miesiące. Byłem za młody nawet do diakonatu, mogłem go przyjąć dopiero w 1957 r., czyli blisko rok po studiach. Na kapłaństwo musiałem czekać do 1958 r. Przełożeni ustalili, że w najbliższą niedzielę po urodzinach, czyli po 10 lutego, przyjmę święcenia. Po prymicjach w mojej rodzinnej parafii, przy pięknej, surowej zimie, jechałem sankami 20 km do Bochni, aby wsiąść do pociągu i wrócić na wtorkową katechezę. Jako diakon uczyłem, nie mówiąc o tym, że nie jestem kapłanem. Kiedy spytano mnie w szkole jak spędziłem ostatki, powiedziałem, że zupełnie wyjątkowo, bo przyjąłem święcenia kapłańskie. Wywołało to konsternację w nauczycielskim gronie.

- Ale po święceniach nie było dekretu kierującego na parafię...

- Były studia rzymskie w czasie niezwykłym, bo podczas trwania soboru. Gdy wróciłem w 1967 r., zostałem wikariuszem w katedrze do 1970, a potem wszedłem w mury wrocławskiej kurii i jestem tu do dziś, czyli już 38 lat. To zdecydowanie ponad połowa życia. A jeśli do 75 roku życia tu dotrwam, to będę miał 40 lat kurii jak Izraelici pustyni.

- Duchowi mistrzowie?

- Wzrastałem u boku samych mistrzów. Najpierw był kard. Kominek, potem krótko bp Urban, przez 27 lat kard. Gulbinowicz. Bycie tutaj traktuję jako wyjątkową łaskę Pana Boga. Stawiane przez nich wymagania budzą wciąż nową energię, nowe siły.

- Gdzie widzi Ksiądz przekonanie, że kapłaństwo jest tą jedyną drogą?

- Wiele razy o tym myślałem, ale nie znajduję takiego punktu. Jak daleko sięgam w przeszłość, to właściwie nigdy nie wyobrażałem sobie innej drogi, jak tylko taką. Dziecięce, wiejskie zabawy, wielodzietna rodzina - nie chciałem inaczej. Gdy w 1951 r. przyszła matura, a był to rok szczególny, bo zetknęły się wtedy w gimnazjach dwie grupy: ostatni rok przedwojenny i pierwsze owoce powojennej jedenastolatki, w gimnazjum, do którego chodziłem w Bochni przystąpiło 230 osób. Po maturze zgłosiłem się do seminarium w Tarnowie. Przyjechałem, przedstawiłem się, ale okazało się, że rektor nie może mnie przyjąć, bo liczba kandydatów jest zbyt duża. Pozostały dwa wyjścia: albo Łódź, albo Wrocław. W 1951 r. o ziemiach zachodnich mówiło się w kategoriach dzikiego zachodu. Zgłosiłem się pisemnie do obu miast. Po czterech dniach przyszła odpowiedź z Wrocławia: proszę przyjechać. I tak to się rozpoczęło. Rektor Marcinkowski, Litwin, Wilnianin, był moim pierwszym, seminaryjnym mistrzem, a czas był szczególny, bo nie mieliśmy biskupa, aż do 1956 r. doświadczaliśmy głodu pasterza. Na wszystkie święcenia przyjeżdżali biskupi zapraszani z innych diecezji. Wiedzieliśmy, że tego nie przeskoczymy, zresztą, to nie było trwanie w próżni, przełożeni to wszystko dobrze nam tłumaczyli. Kiedy przyszedł kard. Kominek wszystko zaczęło się porządkować. To był czas, kiedy ubecja próbowała kler dzielić, niektórych udało się skaptować do pionu księży patriotów. Kard. Kominek podszedł do nich zupełnie inaczej. Na jednym ze spotkań powiedział: ja wam daję szansę na rehabilitację, znam waszą przeszłość, ale rozpoczynamy nowy odcinek.

- Ekstremalne warunki kapłańskiej formacji...

- Bojowe, ale w sumie nam, ludziom tamtego czasu, tamtego środowiska, było trochę łatwiej stanąć wobec aktualnego dzisiaj problemu lustracji. Kiedy przed dwoma laty „rzucono” się na lustrowanie duchowieństwa, to dla nas było jasne, że ten czy inny nie wytrzymał próby czasu, próby dziejów i trzeba podjąć próbę ukształtowania sobie postawy wobec tego, że wyłamał się z jedności. Tej specyficznej nauki udzielił nam kard. Kominek właśnie wtedy.

- Największy wpływ na kształtowanie kapłaństwa?

- Ludzie niezłomni. Do 1956 r. władze wygrały wszystko, co można było na tym terenie wygrać wobec Stolicy Apostolskiej. Zmusiły wikariusza kapitulnego wrocławskiego ks. Lagosza, żeby duchowieństwo poparło protest do Stolicy Apostolskiej. Większość z przełożonych i wykładowców seminaryjnych odmówiło udziału w proteście. W konsekwencji zostali zwolnieni z pracy i przeniesieni na parafie. Ale ci, którzy zajęli ich miejsce, byli ludźmi bez reszty oddanymi Kościołowi oraz nam, alumnom. Tworzyli klimat szczególny, wyjątkowy, podtrzymujący w nas entuzjazm i zapał. Mój rocznik był tym, który całą formację przeszedł w czasach ks. Lagosza. I przez następne lata nikt z tego rocznika nie wykruszył się z kapłańskiego stanu. To wydaje się niemożliwe, bo rzeczywistość naprawdę była trudna. Kiedy jechaliśmy do parafii naszego pochodzenia, księża przecież orientowali się, kto kieruje Kościołem we Wrocławiu. Byliśmy dyskredytowani z natury rzeczy. Mówiono, że pracujemy na medale dla swego ordynariusza, ks. Lagosza.

- W tym trudnym czasie przychodzili kapłani tacy, jak ks. Zienkiewicz...

- Ks. Zienkiewicz przyszedł na stanowisko rektora na fali czystek, kiedy rektor Marcinowski nie podpisał kolejnego protestu. Korzystałem z jego duchowego kierownictwa aż do momentu święceń, bo przecież jeszcze w 1958 r. ks. Zienkiewicz był rektorem seminarium.

Gdy wróciłem ze studiów, on był duszpasterzem akademickim, spotykałem go codziennie w stołówce. To był człowiek niebywałej prawości, niebywałej kultury ducha. Umiał nas podtrzymać w sytuacjach napiętych. Nie wygłaszał słów pustych, wszystkie płynęły z najgłębszych pokładów jego duszy. Człowiek modlitwy. Pod pewnym względem widziałbym analogię między Zienkiewiczem a późniejszym Janem Pawłem II.

- A spotkania z Janem Pawłem II?

- Najbardziej utkwiło mi to pierwsze, zresztą była to pierwsza jego wizyta we Wrocławiu, niedługo po tym, jak został krakowskim sufraganem. Bp Kominek zaprosił go na rekolekcje dla kapłanów. Informacje poszły w teren, zgłosiło się ponad 180 kapłanów, więc seminarium było wypełnione całkowicie. Ja byłem przydzielony bp Latuskowi do pomocy, stąd moja tam obecność. Wieczorem przychodzi Kominek do seminarium i mówi: Ja rozpocznę rekolekcje, bo Wojtyła się spóźnia i pewnie dziś też się spóźni. Rekolekcje się zaczęły. Przychodzi na portiernię młody człowiek, odziany w pelerynę z materiału imitującego koc i mówi: Przyjechałem na rekolekcje. Czy ksiądz jest zgłoszony? - pytam. Nie, ja się nie zgłosiłem. To będzie problem, bo seminarium mamy w stu procentach zajęte. A co się stało? - pyta zdziwiony. Bp Wojtyła ma prowadzić rekolekcje i przyjechało ponad 180 księży. A cóż to takiego Wojtyła? - mówi. Nie znam, odpowiadam, ale tak wygląda sytuacja. To mamy wrócić do domu? - pyta. A z daleka ksiądz przyjechał? Tak wyglądała nasza rozmowa. I oczywiście przy prośbie o podanie imienia i nazwiska usłyszałem Karol Wojtyła. To było pierwsze spotkanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Kongres Żydów potępił wypowiedź premiera Morawieckiego

2018-02-18 11:09

wpolityce.pl

W opublikowanym w nocy z soboty na niedzielę oświadczeniu przewodniczący Światowego Kongres Żydów (WJC) Ronald S. Lauder potępił „absurdalną i niesumienną” wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego, którą w Izraelu odebrano jako stwierdzenie, że wśród sprawców Holokaustu byli także Żydzi. Lauder zażądał odwołania tej wypowiedzi i przeprosin ze strony polskiego rządu.

KPRM

– Polski premier wykazał odrażającą ignorancję jego niesumiennym twierdzeniem, że tzw. „żydowscy sprawcy” byli częściowo odpowiedzialni za usiłowania nazistowskich Niemiec zlikwidowania europejskich Żydów – powiedział Lauder.

Dodał, że „zrozumiałe jest, iż Polacy są wyczuleni na nazywanie niemieckich nazistowskich obozów eksterminacyjnych i koncentracyjnych polskimi”. Podkreślił jednak, że rząd polski „ucieka się do ekstremalnych i niezgłębionych twierdzeń aby uwolnić od zarzutów wobec niektórych z jego rodaków ich udziału w mordach ich sąsiadów”.

Przewodniczący WJC wyraził pogląd, że „nie jest to niczym innym niż próbą fałszowania historii, która pobrzmiewa najgorszymi formami antysemityzmu i zaciemniania Holokaustu”.

Lauder zażądał „natychmiastowego odwołania i przeprosin ze strony polskiego rządu za te absurdalne i obraźliwe uwagi”.

Zdaniem Laudera, „nadszedł czas aby wszystkie europejskie rządy, w tym rząd Polski, przyznały się do roli, jaką odegrały ich społeczeństwa w pomaganiu nazistom i przyczynieniu się do prawie całkowitego zniszczenia narodu żydowskiego”.

– Włączenie Żydów do grona sprawców tych przerażających czynów i obarczanie winą ofiar, zamiast morderców jest parodią, która tylko cofnie nas jeszcze bardziej do niektórych najciemniejszych momentów w historii ludzkości – głosi oświadczenie przewodniczącego WJC.

Podczas konferencji prasowej w sobotę na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa dziennikarz Ronen Bergman, zwracając się do premiera Morawieckiego w sprawie ustawy o IPN, przedstawił historię swojej urodzonej w Polsce matki, która przeżyła Holokaust, ale wielu członków jej rodziny zginęło, ponieważ zostali zadenuncjowani na Gestapo przez Polaków. Po czym oświadczył: – Gdybym opowiedział jej historię w Polsce, byłbym uznany za przestępcę. Co wy próbujecie zrobić? Dolewacie oliwy do ognia.

Odpowiadając na pytanie Bergmana, Morawiecki powiedział m.in.: – Jest to niezmiernie ważne, aby zrozumieć, że oczywiście nie będzie to karane, nie będzie to postrzegane jako działalność przestępcza, jeśli ktoś powie, że byli polscy sprawcy. Tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, czy ukraińscy - nie tylko niemieccy.

Jak poinformował w nocy z soboty na niedzielę dziennik „Jerusalem Post” w swym wydaniu internetowym, wiceminister spraw zagranicznych Izraela Tzipi Hotovely wezwała do zwołania nadzwyczajnej narady w izraelskim MSZ w celu omówienia sytuacji powstałej po wypowiedzi premiera Morawieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Mamy medal!

2018-02-19 15:16

Polacy zdobyli brązowy medal w konkursie drużynowym na dużej skoczni.

Twitter.com

W rundzie finałowej Maciej Kot lądował na 133 metrze, Stefan Hula na 134 m, Dawid Kubacki na 135,5m.

Kamil Stoch uzyskał wynik 134, 5 metra.

Po pierwszej serii skoczków, Polacy zajmowali 3. miejsce zaraz za Niemcami, którzy wyprzedzali nas o 2 punkty oraz Norwegią lepszą o 5 punktów.


Rywalizacja odbyła się 19 lutego o godz. 12:15 w Pjongczang.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem