Reklama

Brak reakcji na krzywdę dziecka będzie karany

2017-05-24 09:58

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 22/2017, str. 46-47

dmitrimaruta/fotolia.com

Gdy ojczym bił 4-latka, bo maluch nie umył rąk przed wyjściem z ubikacji, w mieszkaniu były matka i babka chłopca. Nie zareagowały. Dziecko straciło przytomność, więc wezwano pogotowie. A ono policję. Babcia tłumaczyła potem z rozbrajającą szczerością, że tego samego dnia wnuk dostał także od niej, bo narobił w pieluchę. Policjanci byli wstrząśnięci, bo wiele już widzieli, ale nigdy tak skatowanego ciałka.

Julkę lekarze reanimowali ponad godzinę. W akcie zgonu zapisali: rozległy uraz czaszkowo-mózgowy. 2-letnia dziewczynka nie miała szans w starciu z rosłym partnerem matki, którego „zdenerwowała”, gdy grał w gry komputerowe. Inny miłośnik gier komputerowych tak się wściekł, że gra mu nie idzie, iż rzucił przechodzącą obok córką swojej dziewczyny o drzwi. Matka dopiero po 2 dniach przyniosła dziecko do szpitala. Za późno – dziewczynka zmarła. Inną 2-latkę trzeba było reanimować już w karetce. W dokumentacji medycznej napisano potem, że miała krwiaki wewnątrzczaszkowe, stłuczone płuca i liczne sińce na całym ciele. Partner matki tłumaczył policji, że mała wypadła z wózka. Dziecko ma niedowład twarzy i nie oddycha samodzielnie.

4-miesięczną córeczkę do szpitala przyniósł ojciec. Lekarze z przerażeniem oglądali rany na główce dziecka. Ojciec wmawiał im, że spowodował je kubek, którym uderzyła maleństwo jego 2-letnia siostra. Dziewczynka miała podbite oko, zasiniaczoną buzię, obrzęk mózgu i pęknięte obydwie kości ciemieniowe. Personel wezwał policję. Postawny ojciec bez zmrużenia oka wmawiał policjantom, że córka wypadła mu z rąk. 3-miesięczny Sebastian trafił do szpitala z połamanymi nóżkami, rączkami i żebrami. 26-letni ojciec tłumaczył, że to przez nieumiejętne przewijanie malca.

Reklama

Grozę budzi historia z Łodzi – 4-letnią dziewczynkę przywiozła tam do szpitala matka. Lekarzom mówiła, że mała spadła z huśtawki. Okazało się, że dziecko już nie żyło. Lekarze podczas sekcji stwierdzili wielonarządowe obrażenia i wiele wskazywało na to, że nad dziewczynką znęcano się długo i ze szczególnym okrucieństwem. W mieszkaniu matki i jej konkubenta znaleziono krew w łóżeczku, na ścianach, a w łazience zakrwawione dziecięce ciuszki.

Sprawa zawsze pilna

Te dramatyczne historie zdarzyły się w ciągu kilku minionych miesięcy i podobne zdarzają się nadal – niemal codziennie. Bulwersują społeczeństwo i skłaniają do ostrych, zdecydowanych komentarzy, żąda się powstrzymania bestii, które katują bezbronne dzieci. W Internecie huczy, że oprawcom należy zgotować ten sam los, że więzienie to za mało. Jesteśmy słusznie oburzeni, ale to nie wystarczy. Wszystkie opisane wyżej dramaty łączy bowiem jeszcze jedna rzecz – dzieci te były dręczone nie raz, nie dwa. Do ich kaźni przyczyniła się więc też obojętność otoczenia. Dlatego najpierw trzeba uderzyć się we własne piersi i zapytać: Na ile my sami – ślepi, głusi i obojętni sąsiedzi, znajomi czy przypadkowi świadkowie przemocy wobec dzieci – jesteśmy współwinni? Chyba nikt w Polsce nie wierzył sąsiadom w jednej z łódzkich dzielnic, którzy twierdzili, że nie słyszeli płaczu i wycia katowanej po sąsiedzku Oliwii. Wiadomo, że łatwiej im było udawać głuchotę niż cokolwiek zrobić. Cokolwiek! Czasem wystarczy jeden telefon, by uratować życie takiemu maluchowi. Przykład: łódzka lekarka i pielęgniarka, które zaniepokojone posiniaczoną buzią maluszka nie dały wiary tłumaczeniom matki. Gdy lekarka rozwinęła becik, jak sama potem wspominała – nie mogła powstrzymać płaczu. Wezwały policję i przetrzymały matkę do czasu przyjazdu służb. Rzecznik Praw Dziecka dziękował paniom osobiście. List w sprawie ochrony polskich dzieci przed przemocą napisała także premier Beata Szydło. Pamiętajmy jednak, że nawet najlepiej działające służby – policja, pogotowie, szpitale, pomoc społeczna – nie są w stanie zaradzić temu zdziczeniu, natomiast świadome społeczeństwo może wiele zdziałać, by minimalizować krzywdy. Gdy w Wielkiej Brytanii czy USA dochodzi do znęcania się nad dziećmi, sprawę przejmują nie tylko wymiar sprawiedliwości, ale także interdyscyplinarny zespół, którego zadaniem jest m.in. mieć na oku człowieka, który już raz skrzywdził dziecko. W Szwecji za niepoinformowanie służb o tym, że ktoś bije dziecko, idzie się siedzieć. A u nas?

Stan prawny i realia

W Polsce bicie dzieci jest zakazane od 2010 r., jednak dotąd nie ponosili odpowiedzialności karnej ludzie, którzy biernie przyglądają się złemu traktowaniu dziecka, biciu go, głodzeniu czy innym formom znęcania się. To się zmieni. 13 lipca br. wejdą w życie nowe przepisy, które nakazują surowiej karać oprawców dzieci, osób nieporadnych pod względem fizycznym i psychicznym, ale także – uwaga – zostaną wprowadzone kary pozbawienia wolności za niepoinformowanie organów ścigania o dokonywanym przestępstwie, np. w przypadku pedofilii milczenie karane będzie więzieniem.

Badania na temat tego, czy Polacy dopuszczają bicie dzieci, przeprowadził Rzecznik Praw Dziecka. Okazuje się, że większość z nas dopuszcza klapsy, ale mało; z biegiem lat coraz mniej Polaków uznaje lanie jako środek wychowawczy. Ciągle jednak zbyt wielu z nas uważa, że np. nie da się wychować chłopca bez bicia i nie należy się wtrącać, gdy osoba uprawniona do opieki nad dzieckiem nadużywa swych praw.

Od dawna Rzecznik Praw Dziecka apelował o zmianę prawa w kwestii ochrony najmłodszych, inicjatywę ustawodawczą szybko podjął prezydent Andrzej Duda. Efektem jest wspomniana wyżej nowelizacja Kodeksu karnego.

Rzecznik praw dziecka Marek Michalak powiedział, że do tej pory sprawców szczególnie okrutnych działań wobec dzieci sądzono z paragrafu grożącego karą, „jakby wyłamali zamek do mieszkania i ukradli telewizor”. Zadziwiające jest to, że gdybyśmy widzieli włamanie do sąsiadów, bez wahania zadzwonilibyśmy po policję. Czy jesteśmy tak samo zdecydowani w przypadku krzywdy dzieci?

Jak się zachować?

Reagować zawsze – radzą specjaliści. W miejscu publicznym także. Trzeba tylko wiedzieć, jak to zrobić, bo przecież chodzi nam nie o to, by zwymyślać rodziców czy opiekunów, ale o to, by ochronić dziecko. Należy działać bez agresji, pyskowania i nie wszczynać awantur. Trzeba się opanować, choćby miotały nami emocje. Mama, która przy nas uderzyła malca, powinna usłyszeć spokojny komentarz: – Jesteśmy zdumieni, że uderzyła pani dziecko, przecież ono jest takie małe.

Do sąsiada, którego metody wychowawcze budzą nasz sprzeciw, zwracamy się spokojnie i z uśmiechem: – Słyszę, jak wasze dziecko często płacze. Może mógłbym jakoś pomóc? Psycholodzy rodzinni tłumaczą, że czasem wystarczy dać do zrozumienia, że nie uchodzi naszej uwagi to, co się dzieje za ścianą, by agresja zmniejszyła skalę. Czasem rzucenie mimochodem zdania, że w Polsce karze się więzieniem za bicie dzieci, może zadziałać jak kubeł zimnej wody. Ale trzeba liczyć się z tym, że czasem nie zadziała. Grzeczne zwrócenie uwagi może spowodować ripostę krewkiego sąsiada, a nawet grożenie. Wtedy trzeba powiadomić stosowne władze. W sytuacji, naszym zdaniem, poważnej należy zadzwonić na policję, czasem, zwłaszcza w małej miejscowości, warto podzielić się swoimi obawami z proboszczem, z paniami z kościelnej organizacji, zaczepić nauczycielkę z prośbą, żeby przyjrzała się dziecku, czy nie ma sińców, czy może warto je podpytać o sytuację w domu itd.

Pamiętajmy o jednym – to nie jest składanie donosów, ale zachowywanie się jak porządny człowiek, który nie tchórzy, ale broni słabszych.

Andrzej Dera, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, powiedział, że nowe przepisy to sposób na zwalczanie znieczulicy społecznej. – Nie można udawać, że u sąsiadów nic się nie dzieje, w przypadku, gdy dziecko jest maltretowane. O tym, że nowelizacja prawa przyniesie zmianę społecznej świadomości, przekonana jest też doradczyni RPD Agnieszka Rękas.

Tagi:
dzieci przemoc

Strzelanina w szkole na Florydzie

2018-02-14 22:24

wpolityce.pl

Do strzelaniny doszło w szkole na Florydzie. Media informują nawet o 50 rannych osobach. Z doniesień napływających z Parkland wynika, że 12 osób zostało zabitych na miejscu w budynku szkolnym, dwie osoby - na zewnątrz, jedna - na przylegającej ulicy, a dwie - zmarły w szpitalu z powodu odniesionych ran. Sprawca został schwytany.

Twitter

Strzelanina miała miejsce w Marjory Stoneman Douglas High School w Parkland. Świadkowie mówią, że było ich bardzo wiele.

Sprawca jest w areszcie, lecz akcja służb nadal trwa - podaje na Twitterze biuro szeryfa hrabstwa Broward, w którym leży Parkland.

Teren szkoły został otoczony przez policję. Na miejscu obecne są również inne służby. Niektórzy uczniowie zostali już ewakuowani.

Prezydent USA wyraził na Twitterze kondolencje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

60-lecie pracy duszpasterskiej chrystusowców w Brazylii

2018-06-28 10:24

Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 26/2018, str. II

Z ks. Kazimierzem Długoszem SChr, przełożonym prowincjalnym Prowincji pw. Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Ameryce Południowej, rozmawia Leszek Wątróbski

Leszek Wątrówski
Procesja w Rosario. Ks. Kazimierz Długosz SChr, pierwszy z prawej

Leszek Wątróbski: – Jak wyglądały pierwsze lata pracy chrystusowców w Brazylii?

Ks. Kazimierz Długosz Schr: – Druga wojna światowa oraz sytuacja polityczna po jej zakończeniu spowodowały, że chrystusowcy na kontynent południowoamerykański mogli przybyć dopiero na początku 1958 r. Pierwszym był tu ks. Czesław Czartoryski. Kilka miesięcy później przybyli także: ks. Stanisław Nowak, ks. Zygmunt Supieta i pomagający obecnie w parafii Władysławowo ks. Józef Wojda, który na 1000--lecie chrztu Polski wybudował w Carlos Gomes, będący do dziś dumą wiernych, olbrzymi kościół. Zresztą każdy z tych pionierów wpisał się pięknie w historię duszpasterstwa polonijnego w Brazylii. W następnych latach przybyli kolejni misjonarze i mimo trudnych warunków, w jakich przyszło pracować, zgromadzenie otworzyło niższe seminarium duchowne, prowadziło kursy i obozy dla polonijnej młodzieży oraz w myśl wskazówek Założyciela zaangażowało się w duszpasterstwo Kościoła lokalnego. Pierwsi chrystusowcy, wychowani na lekturze ks. Ignacego Posadzego „Drogą Pielgrzymów”, kiedy stanęli na ziemi brazylijskiej, z pewnością przeżyli rozczarowanie. Ich wyobrażenie o Brazylii w jakiś sposób rozmijało się ze zmienioną w ciągu tych kilkudziesięciu lat rzeczywistością. Jednak jako chrystusowcy byliśmy i jesteśmy zawsze pełni miłości wobec tutejszej Polonii oraz Kościoła, któremu służymy życiem i pracą duszpasterską. W latach 1958-2018 w Prowincji pw. Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Ameryce Południowej posługę duszpasterską pełniło łącznie 85 chrystusowców pracujących w Argentynie, Brazylii i Urugwaju. U stóp Patronki naszej Prowincji, Maryi Niepokalanie Poczętej, składamy naszą ufność oraz konsekrację zakonną i posługę. Ona jest światłem na drogach życia i posługiwania w Kościele na Ziemi Krzyża Świętego, na kontynencie nadziei, jak św. Jan Paweł II nazywał Amerykę Łacińską!

– Czym dzisiaj zajmują się chrystusowcy w Brazylii?

– W ostatnich latach ze względu na potrzeby duszpasterskie w innych krajach wielu kapłanów, odpowiadając na sugestię przełożonych, opuściło naszą prowincję i podjęło wyzwanie duszpasterskie, służąc rodakom w innych częściach świata. Zestarzała się też Polonia południowoamerykańska, a wraz z nią zestarzeli się także i jej duszpasterze. Dziś naszą opieką otaczamy już czwarte, piąte, a nawet szóste pokolenie tych, którzy opuścili Ojczyznę. Jednak mimo upływu tylu pokoleń ciągle widoczny jest proces odnawiania ducha polskiej pobożności i pogłębiania się świadomości etnicznej. W wielu wspólnotach polonijnych, w których wykładnikiem polskości nie jest już język przodków, księża z Towarzystwa Chrystusowego, odpowiadając na zapotrzebowanie wiernych i korzystając z dostępnych im środków, pomagają utrzymać formy pobożności, zwyczaje i tradycje pielęgnowane przez naszych imigrantów. W tym celu prowadzone są audycje radiowe, funkcjonują strony internetowe, gazetki parafialne, opracowania naukowe i periodyki oraz prowadzone są kursy języka polskiego. Prowincja zaangażowana jest też w promocję kontaktów naukowych, współpracuje z uniwersytetami w Polsce w dziedzinie badań naukowych oraz wymiany kulturalnej. W rzeczywistości latynoamerykańskiej znakiem czasu, obok pracy w potomkami polskich emigrantów, jest także realizacja przez kapłanów Ustaw, które jako drugie zadanie zgromadzenia określają szerzenie wśród wiernych znajomości Mszy św. jako centrum życia chrześcijańskiego oraz dbałość o liturgię. Prowadzone przez chrystusowców parafie w Brazylii są bez wątpienia pod tym względem wzorem.

– Czym różni się praca duszpasterska w Brazylii od pracy w innych krajach świata?

– W porównaniu z posługą księży z Towarzystwa Chrystusowego pracujących w innych częściach świata duszpasterstwo na kontynencie południowoamerykańskim posiada inne uwarunkowania i charakter. Praca prowadzona jest głównie w powierzonych nam parafiach terytorialnych. Stąd też zasadniczo całe duszpasterstwo prowadzone jest w języku miejscowym. Innym wyróżniającym nas czynnikiem jest także zróżnicowane pod względem położenia geograficznego wymagające od misjonarza posiadania dobrej umiejętności prowadzenia samochodu po trudno przejezdnych drogach. Inną charakterystyką jest liczba obsługiwanych kościołów filialnych. Do największej obsługiwanej przez nas w Brazylii parafii, oprócz kościoła w liczącym ok. 30 tys. mieszkańców mieście, należy 60 kościołów filialnych w interiorze. Pracuje tam 3 księży, wśród nich ks. Józef Wojnar, obchodzący w tym roku jubileusz 60-lecia święceń kapłańskich. Ksiądz Józef jeszcze do niedawna był proboszczem tej parafii. To właśnie dzięki jego poświęceniu i pracy parafialna świątynia została gruntownie przebudowana i jest teraz jednym z najładniejszych, obsługiwanych przez naszych księży kościołem. Warto podkreślić, że miejscowość ta dzisiaj nosząca nazwę Quedas do Iguaçu, pierwotnie zwana była Jagodą. Nazwa została wzięta od imienia zmarłej kilka lat temu najmłodszej córki marszałka Józefa Piłsudskiego. Był to wyraz wdzięczności naszych emigrantów za rolę marszałka w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Podobnie swego czasu uczynili nasi rodacy w Argentynie, nadając jednemu z miast nazwę Wanda, czyli imię innej córki wielkiego Polaka. W tej ciekawej i równocześnie złożonej mozaice chrystusowcy pracujący w Ameryce Południowej starają się realizować charyzmat zgromadzenia, który został im powierzony przez Założyciela. W parafiach, gdzie znaczny procent wiernych jest pochodzenia polskiego, zakonnicy z równym zaangażowaniem i szacunkiem odnoszą się także do przedstawicieli innych narodowości.

– W 1982 r. Ksiądz Prowincjał wstąpił do Towarzystwa Chrystusowego...

– Święcenia kapłańskie otrzymałem 16 maja 1989 r. Po dwóch latach pracy w Polsce (Szczecin-Zdroje i Sarbia) zostałem skierowany do Brazylii. Początkowo posługiwałem jako wikariusz w Balsa Nova-PR (1992). Następnie byłem kapelanem polskich marynarzy w Santos-SP i Paranaguá-PR (1993-94), wikariuszem w Campo Largo-PR i Ijuí-RS (1994-95), proboszczem w Capo Ere-RS i równocześnie rektorem kościoła polskiego w Barao de Cotegipe-RS i kapelanem Polaków w Erechim-RS (1995-97). Proboszczem w Cruz Machado-PR (1997-2004), gdzie za mojej administracji przebudowaliśmy znacznie, powiększając kościół parafialny oraz wybudowaliśmy kilka kościołów filialnych i centrów duszpastersko-katechetycznych. W latach 2004-10 pełniłem posługę proboszcza w Mallet-PR. Od 1995 do 2010 r. prowadziłem radiowe programy polonijne w Erechim-RS, Getúlio Vargas-RS, Uniao da Vitória-PR i Mallet-PR. Wraz z Urzędem Miasta Kielce organizuję w Polsce kursy historii tradycji i kultury dla rodaków z Brazylii. Funkcję przełożonego prowincji Towarzystwa Chrystusowego w Ameryce Południowej pełnię od roku 2010. W październiku 2016 r. zostałem mianowany na drugą kadencję – tzn. do roku 2022.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

XVI Światowy Festiwalu Chórów Polonijnych w Koszalinie

2018-07-18 21:21

km / Koszalin (KAI)

Ruszyły koncerty chórów polonijnych, które biorą udział w Polonijnej Akademii Chóralnej. Chóry rozpoczęły trasę koncertową od Koszalina, pojawią się także w kościołach i ośrodkach kultury innych miejscowości. Łącznie odbędzie się 9 koncertów.

Archiwum Chóru Cordiale Coro

W kościele pw. św. Wojciecha w Koszalinie 18 lipca zaprezentowały się trzy spośród siedmiu chórów biorących udział w XVI Światowym Festiwalu Chórów Polonijnych: ukraińskie chóry „Malebor” z Doniecka i Chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza oraz białoruski chór „Kraj Rodzinny” z miejscowości Baranowicze. Pozostałe chóry wystąpiły tego dnia przed publicznością w Sarbinowie i Świdwinie.

Chórzyści prezentują utwory z własnego repertuaru, a także te, które szlifują podczas towarzyszącej festiwalowi Polonijnej Akademii Chóralnej.

Pobyt w Polsce to dla nich także zetknięcie z kulturą ich przodków oraz odpoczynek, szczególnie dla osób z chóru "Malebor" z terenów we wschodniej Ukrainie. Jak mówią - ten pierwszy pobyt chóru w Polsce jest dla nich odpoczynkiem od wojny.

Po raz siódmy do Koszalina zawitał ukraiński chór im. Juliusza Zarębskiego z Żytomierza. Chór powstał w 1997 r. właśnie dzięki koszalińskiemu festiwalowi. - Te wszystkie spotkania dużo nam dają: nowy repertuar, nowe podejście do emisji głosu, nowe ćwiczenia - mówi dyrygent Jan Krasowski, który ukończył w Koszalinie studium dyrygenckie. - Ale pobyt tutaj to też wynagrodzenie dla chórzystów.

Dyrygent dba, by polskość nie została zapomniana. Jego podopieczni śpiewają w swoim kraju niemal wyłącznie polskie pieśni. I nie brak im publiczności - obwód żytomierski to największe skupisko ukraińskiej Polonii, liczącej tu 40 tysięcy Polaków. - Nikomu nie pozwalam pisać transkrypcji, wszyscy muszą czytać i śpiewać po polsku. W ten sposób ćwiczymy też polski język, bo wielu młodych zna go słabo - mówi pan Jan.

Henryk Chiniewicz z chóru Kraj Rodzinny przyjechał czeka na dogodną chwilę, by pojechać do Słupska, gdzie mieszkają jego kuzyni, których ojcowie trafili do Polski w latach 50. w ramach repatriacji. Zależy mu szczególnie na tym, by nawiedzić, grób babci. - Mnie jest bardzo przyjemnie, że wszędzie w Polsce ludzie spotykają nas ze szczerością serca - mówi zaciągając na wschodnią nutę. - Ale myślę, że także wam jest miło spotkać nas, ludzi z terenów, gdzie polskość jeszcze istnieje. Przyjemnie, kiedy Polak zostaje Polakiem, gdziekolwiek żyje. Że jednoczy nas kultura, język, no i śpiew.

- Jeżeli mielibyśmy się uczyć polskości, to nie z telewizji czy podręczników - mówi opiekun festiwalu Paweł Mielcarek ze Stowarzyszenia Wspólnota Polska. - Tylko patrząc na tych ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj, do Koszalina, opuszczają go ze łzami w oczach i uczą nas szacunku do Polski, do flagi, godła.

To dopiero początek polonijnej trasy koncertowej. 19 lipca o godz. 19 wszystkie chóry zaprezentują się w białogardzkim kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

W kolejnych dniach wystąpią w innych miejscowościach:

20 lipca:

- Dobrzyca, kościół pw. Świętej Trójcy, godz. 17 - Chór im. Juliusza Zarębskiego, Żytomierz, Ukraina

- Bobolice, MGOK, godz. 18 - Chór „Malebor”, Donieck, Ukraina

- Świeszyno, MCK Eureka, godz. 18 - Chór „Kraj Rodzinny”, Baranowicze, Białoruś

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 18 - Chór Cantica Anima, Bar, Ukraina; Chór mieszany Zgoda, Brześć, Białoruś

21 lipca:

- Filharmonia Koszalińska, godz. 19 - koncert galowy, wszystkie chóry

22 lipca:

- Koszalin, kościół pw. Ducha Świętego, godz. 10.30 - Msza św. w intencji rodaków

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem