Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Europa bezradna

2017-06-07 09:43

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 24/2017, str. 22-23

Grzegorz Boguszewski
Dr Jan Bury

O przyczynach i skutkach nieokiełznanego napływu muzułmańskich imigrantów do krajów zachodnich z dr. Janem Burym rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W ciągu ostatnich 2 lat do Europy przybyło ok. 2 mln imigrantów, z którymi Unia Europejska, a zwłaszcza niektóre kraje – głównie Niemcy – mają obecnie poważny kłopot. Tymczasem media donoszą, że u granic Europy – w Afryce Północnej i Turcji – czeka następne 7 mln ludzi. Skąd się biorą te rzesze mogące zaludnić niejeden kraj europejski?

DR JAN BURY: – Stąd, że na Bliskim Wschodzie, niestety, od początku tego wieku wciąż toczą się jakieś wojny. Obecnie na terytorium Syrii i częściowo na terytorium Iraku trwa wojna przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. Mamy też wojnę w Jemenie – która zeszła na dalszy plan i jest jakby niezauważalna – bardzo poważną, niby domową, ale zaangażowane są w nią różne kraje, np. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, pojawiają się też Amerykanie. Wojna w Jemenie – podobnie jak inne – jest konsekwencją „arabskiej wiosny”, czyli związanych z nią perturbacji społeczno-politycznych w świecie muzułmańskim. Dziś w Jemenie walczy dość zaciekle o swój byt marginalizowane w ostatnich dekadach szyickie ugrupowanie Huti. Niestety, ten konflikt coraz bardziej się zaognia; są naloty lotnictwa, bojówki Huti ingerują na terytorium Arabii Saudyjskiej, która rozprawia się z nimi. Nie chce ich mieć u siebie, obawiając się przeniesienia jemeńskiego konfliktu na własne terytorium oraz takiej katastrofy humanitarnej, jaka teraz ma miejsce na niemal całym Bliskim Wschodzie.

– I dlatego bardzo bogata Arabia Saudyjska odgradza się wielkim murem także od wojennych uciekinierów?

– Wzdłuż granicy saudyjsko-jemeńskiej rzeczywiście istnieje kordon bezpieczeństwa wyposażony w urządzenia elektroniczne wykrywające wszelkie próby przekroczenia granicy. Saudyjczycy wystawili też tarczę antyrakietową, ponieważ były przypadki wystrzeliwania starych poradzieckich rakiet z Jemenu na terytorium saudyjskie. Migrujący z tych rejonów chętnie wybierają więc raczej obcą, bogatą Europę – kierując się do niej przez Turcję i Grecję – niż bogatą i bliższą im kulturowo Arabię Saudyjską.

– Europę szturmują także miliony uchodźców z Afryki Północnej. Przed czym oni uciekają?

– Najogólniej mówiąc: przed panującą tam także destabilizacją polityczną i ekonomiczną; w Libii wciąż wrze, panuje chaos, sytuacja nie może się uspokoić od 2011 r., czyli od obalenia Muammara Kaddafiego, a jest ona dziś, podobnie jak inne kraje Afryki Północnej, bazą przerzutową uchodźców do Europy, przez Lampedusę i Sycylię.

– Gdyby nie „arabska wiosna”, nie byłoby dzisiejszej inwazji arabskich uchodźców na Europę?

– „Arabska wiosna” była tu tylko momentem ostatecznie wyzwalającym tę dzisiejszą wędrówkę ludów, czyli ucieczkę z tych rejonów – z Bliskiego i Środkowego Wschodu, z Afryki Północnej – które uległy totalnej destabilizacji w wyniku globalnej wojny z terroryzmem rozpoczętej w październiku 2001 r., w odpowiedzi na zamach terrorystyczny 11 września na World Trade Center w Nowym Jorku. Trzeba to dziś jasno powiedzieć, że ta wojna – prowadzona na ślepo i w oparciu o nie dość uzasadnione i nieco „naciągane” przesłanki – przez lata pochłonęła prawdopodobnie miliony istnień, miliony zmusiła do ucieczki, a przede wszystkim, zamiast unicestwić lub przynajmniej zredukować islamski terroryzm, raczej go zwielokrotniła i wyekspediowała to zjawisko na Zachód...

– Gdyby nie wojna z terroryzmem, nie byłoby dzisiejszego terroryzmu ani tak nieokiełznanego napływu imigrantów w Europie?!

– Jak najbardziej, tak! Uważam, że obydwa te zjawiska są związane z tym, że Europa uczestniczyła czynnie w globalnej wojnie z terroryzmem. Początkowo terroryzm był skierowany głównie przeciwko obecności zachodnich wojsk na Bliskim i Środkowym Wschodzie, później, gdy okazało się, że Europa jest już tak słaba i tak neoliberalna, że łatwo do niej przeniknąć, pojawiły się zamachy terrorystyczne w europejskich miastach. Dziś mamy kolejny – w Manchesterze...

– Europa jest dziecinnie bezradna! I na dobrą sprawę, chyba coraz mniej wie, co robić...

– Uważam, że bez zakończenia zachodniego interwencjonizmu w świecie muzułmańskim – choć może i na to jest już za późno – niewiele da się zrobić, żeby przerwać ten rozlew krwi i zahamować tę straszną falę uchodźców.

– Prezydent USA twierdzi, że w końcu uda się ostatecznie siłą unicestwić islamski terroryzm.

– Obawiam się, że jest zbyt wielkim optymistą. Wysłanie wojska już raz nie przyniosło pozytywnego rezultatu. Szansy na powodzenie nie dają też proponowane przez Europę tzw. miękkie środki – np. pomysły, że najlepszą drogą do ostatecznego rozwiązania problemów są działania natury ekonomiczno-dyplomatycznej, czyli np. zakończenie nierozwiązywalnego od dawna konfliktu palestyńsko-izraelskiego czy też zastosowanie interwencjonizmu ekonomicznego w celu poprawy bytu ludzi w tamtym regionie itp., itd.

– Za późno?

– Obawiam się, że tak. A dowodem na to jest choćby wciąż całkiem niezłe egzystowanie tzw. Państwa Islamskiego, zwalczanego ponoć przez wszystkie mocarstwa... Mimo że jest ono odcięte od źródeł finansowania, czyli od możliwości sprzedawania ropy naftowej do Turcji. Skądś jednak ma wsparcie finansowe...

– Czy można mieć pewność, że zakończenie wojen w tym regionie uspokoiłoby także sytuację w Europie, zlikwidowałoby dzisiejsze zagrożenia?

– Możemy mieć tylko pewność, że te wojny w ostatecznym rozrachunku są na rękę Zachodowi. Jeśli udałoby się obalić reżim Al-Asada w Syrii, to potem przyjdzie czas na Teheran, który jest ostatnim bastionem zabezpieczającym Rosję i Chiny... Putin wie doskonale, że jeżeli poświęci Al-Asada, to muzułmański terroryzm rozleje się na południową część Rosji i będzie postępował od Czeczenii w kierunku Moskwy, by w końcu rozsadzić cały ten kraj od środka. Jestem przekonany, że zarówno władze w Moskwie, jak i w Pekinie zdają sobie sprawę z tego zagrożenia. Wojna na Bliskim Wschodzie musi się więc toczyć. A Europa musi dziś liczyć się z coraz częstszymi zamachami terrorystycznymi i musi się borykać z uchodźcami.

– Odmawiająca przyjmowania islamskich imigrantów Polska słyszy dziś zarzut braku solidarności wewnątrzunijnej, nawet pewnego egoizmu, niewdzięczności za dobro, jakie daje nam przynależność do UE... Bardzo trudno odeprzeć takie oskarżenia.

– Moim zdaniem, za mało nagłaśnia się fakt, że Polska już dziś daje schronienie i pracę ok. 1 mln migrantów z Ukrainy. Nigdy wcześniej nie było widać w Warszawie tak dużej liczby obcokrajowców! Pani premier wprawdzie mówiła w Parlamencie Europejskim, że Polska przyjęła milion Ukraińców, ale, niestety, zdaje się, że władze w Brukseli zignorowały to oświadczenie. Bezwzględnie żąda się, by Polska przyjmowała imigrantów z Bliskiego Wschodu, tymczasem przecież właśnie z tytułu przyjmowania uciekinierów z Ukrainy – którzy uciekają nie tylko przed nędzą, ale jest wśród nich wielu uciekających przed wojną mieszkańców wschodniej Ukrainy – nasze różnego rodzaju zasoby „pomocowe” bardzo się kurczą. A w dodatku trudno je przecież porównywać z możliwościami bardziej majętnych krajów, takich jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja, gdzie wsparcie społeczne i pomoc rozwojowa są znacznie większe.

– Dlatego uchodźcy bynajmniej nie garną się do Polski i trzeba by ich tu zatrzymywać siłą.

– To prawda. I m.in. dlatego też opór polskich władz wobec przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu wydaje się racjonalnie uzasadniony.

– Polska nie uchyla się od pomocy materialnej, lecz usiłuje przekonać władze UE, że optymalnym wykorzystaniem przeznaczanych na ten cel środków jest kierowanie ich wprost do miejsc dotkniętych skutkami wojny. To dobre rozwiązanie?

– Wydaje się najlepsze, bo taka pomoc byłaby skierowana do rzeczywiście najbardziej potrzebujących, czy to w obozach dla uchodźców, czy bezpośrednio w rejonach objętych wojną. A z tego, co mi wiadomo – mam znajomych w Syrii – ci ludzie mimo wojny i zniszczeń bardzo niechętnie opuszczają swe miejsca zamieszkania, ale pomocy potrzebują. Wśród milionów imigrantów zalewających dziś Europę Syryjczyków jest bardzo niewielu, jeżeli już są, to rzeczywiście przymuszeni tragicznymi okolicznościami.

– Nasza – polskiego rządu i większości Polaków – niechęć do przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu wiąże się chyba jednak nie tyle z niemożliwością pomocy materialnej, ile z obawą zagrożenia terrorystycznego?

– Polska od dawna jest krajem niezwykle spokojnym; poza terroryzmem mafijno-kryminalnym w latach 90. ubiegłego wieku nie było takich zamachów, jakie mają miejsce na Zachodzie Europy i od kilku lat wyraźnie się tam nasilają. Trudno się więc dziwić, że nie chcemy, aby tak samo było u nas.

– Tymczasem przekonuje się nas, że obecny zalew imigrantów nie ma związku z coraz częstszymi zamachami terrorystycznymi w zachodniej Europie.

– Ma jak najbardziej związek z niepokojami w krajach Bliskiego Wschodu, a więc także z tym nieokiełznanym napływem milionów ludzi. Problem krajów zachodniej Europy, moim zdaniem, polega dziś na tym, że ich służby – ponoć znakomicie przygotowane – nie mogą sobie poradzić ze spacyfikowaniem różnych ekscesów wywoływanych przez tych nowych przybyszów.

– I po prostu z przyjęciem tych, którzy 2 lata temu usłyszeli gościnne „Willkommen!”. Dlaczego sobie nie radzą?

– Przyznam, że też mnie to zafrapowało. Koledzy arabiści – którzy w Niemczech są bardzo chętnie przyjmowani do rozmaitych służb bezpieczeństwa – twierdzą, że problem polega na niespójnym działaniu tych służb, zwłaszcza na braku sprawnego przepływu istotnych informacji między służbami poszczególnych landów. A poza tym, jeżeli któryś land zatrudni dziś nawet 200 arabistów penetrujących np. środowiska imigranckie, grupy skupione przy meczetach, to i tak nie da się im dobrze rozeznać całej tej ogromnej rzeszy muzułmanów. To po prostu niemożliwe! Trzeba natomiast przyznać, że o wiele lepiej radzą sobie niemieckie służby socjalne dysponujące znakomitą infrastrukturą, która pozwala przyjąć dużą liczbę uchodźców.

– Czy jednak dla jakiejkolwiek najsprawniejszej służby możliwe jest wyłowienie potencjalnych terrorystów? Wydaje się, że wygodniej podtrzymywać tezę, że miliony imigrantów nie mają – i nie będą miały – związku z aktami islamskiego terroryzmu na terenie Europy...

– Znane ze skrupulatności służby niemieckie sprawdzają przeszłość dzisiejszych przybyszów bardzo rzetelnie, mimo to nie można mieć pewności, że absolutnie skutecznie wytropią potencjalnych terrorystów. Najlepszym dowodem na nieskuteczność zachodnich służb – francuskich, angielskich, niemieckich – jest to, że osoby dokonujące zamachów już wcześniej były znane policji i były notowane w różnych kartotekach. Tym bardziej więc zasadne jest pytanie: czy władze Europy są dziś w stanie ogarnąć i kontrolować te ogromne masy ludzi?

– To pytanie jednak nieczęsto jest zadawane, w zamian mamy raczej apele do europejskiej solidarności i chrześcijańskiego miłosierdzia.

– I co najdziwniejsze, o to chrześcijańskie miłosierdzie apelują przede wszystkim europejskie media neoliberalne! Te właśnie media w Polsce w ramach nieustannego podsycania konfliktu społecznego twierdzą, że trwa w tej sprawie konflikt między polskim rządem a Kościołem. Moim zdaniem, takiego konfliktu nie ma. I przede wszystkim trzeba zrozumieć postawę rządu; mamy wystarczająco dużo problemów, nie jesteśmy tak bogatym krajem, jak państwa zachodnie, których nie wyniszczył system komunistyczny i w których poziom życia jest znacznie wyższy. A w Polsce wciąż mamy zbyt wiele osób żyjących na granicy ubóstwa. Czy więc będziemy w stanie zapewnić godziwy byt uciekinierom z Bliskiego Wschodu i czy oni – jeśli zechcą w Polsce pozostać na gorszych niż gdzie indziej warunkach – zgodzą się przynajmniej tolerować naszą kulturę i nasz katolicyzm, który ma dla Polaków większe znaczenie niż dla mieszkańców innych krajów Europy? Obawiam się, że nie.

* * *

Dr Jan Bury
Arabista, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, UKSW, Katedra Teorii Stosunków Międzynarodowych

Tagi:
polityka

Junckerzenie

2018-09-19 10:25

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 38/2018, str. 47

Było to ładnych parę lat temu. Grupa europosłów PiS czekała w Strasburgu na swego kolegę, który wracał z warszawskiej centrali partii.

Factio popularis Europaea

Miał spotkać się z prezesem,więc z niecierpliwością oczekiwali wieści. I co, i co? – dopytywali, gdy tylko wszedł do sali. – W dwóch czy w trzech słowach? – zapytał, wyraźnie przeciągając strunę cierpliwości. – W dwóch – odparli – prędko! – Jest dobrze – skonstatował z flegmą. Uff... – większość odetchnęła z ulgą. Nagle jeden ciekawski nieśmiało zapytał: – A w trzech słowach? – Nie jest dobrze! – odpowiedział bez mrugnięcia powieką.

Podobnie było z ostatnim przemówieniem szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, który wygłosił w Strasburgu orędzie o stanie Unii Europejskiej. – Co powie, co powie? – pytali jedni. – Jeszcze nie wiadomo, ciągle się przygotowuje! – podniecali się drudzy. Gdy jednak przybył do nas i zaczął mówić o pierwszej wojnie światowej, a nawet cofał się do roku 1913, jeden z europosłów z rozczarowaniem rzucił: – On chyba nadal jest pod Verdun! Inni w napięciu czekali. W końcu Juncker zaczął mówić, jak dobrze jest w Unii Europejskiej. Inwestycyjny plan, nazwany jego nazwiskiem, się powiódł. Ponad 300 mld euro wydanych przez Komisję Europejską pobudziło rynki. Powstało 12 mln nowych miejsc pracy. – To więcej niż ludność całej Belgii! – chwalił się Juncker. – Chcemy sięgnąć gwiazd – kontynuował. Dzięki naszemu programowi „Galileo” Europa zmierza ku kosmosowi. No tak, to w przyszłości, a teraz? Problemy. Z ubolewaniem mówił o zbliżającym się wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (notabene prywatnie Juncker przyznaje, że brexit to jego największa osobista porażka), o kłopotach migracyjnych, ogromnym bezrobociu wśród ludzi młodych oraz o rosnącej fali nacjonalizmów w Europie. Nawet waluta euro, która będzie obchodzić swoje 20-lecie, ma problemy. Juncker, jakoś wyraźnie smutny, skonstatował, że europejskie samoloty, niestety, kupujemy nie za euro, a za dolary. Amerykańskie, jak sądzę. No to w końcu jak? Jest dobrze czy nie jest dobrze? Na sam koniec przewodniczący KE, jakby na pożegnanie, wyznał w dwóch słowach, że „kocha Europę” i zaraz uzupełnił, że „zawsze będzie kochał”.

No cóż, takie tam junckerzenie.

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego www.piotrowski.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

„Iskra Bożego Miłosierdzia” w archidiecezji częstochowskiej

2018-09-25 13:27

Ks. Mariusz Frukacz

Sylwia Jurczyńska

Na skrzyżowaniach ulic m. in. w Częstochowie, Myszkowie, Porębie, Wieluniu i Radomsku 28 września o godz. 15. zgromadzą się wierni, by z Koronką w ręku wołać o Boże Miłosierdzie dla siebie i całego świata. Archidiecezja częstochowska po raz kolejny weźmie udział w modlitewnej akcji „Iskra Bożego Miłosierdzia”.

W Częstochowie wierni będą modlić się przy krzyżu Al. Pokoju 16 (modlitwie przewodniczy Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół katolickich z p. Prezes Marią Chodkiewicz), na pasażu ks. Zenona Raczyńskiego koło Carrefour (modlitwie Bractwo św. Józefa, Gwardia św. Józefa i Rada Duszpasterska wraz z kapłanem), na rogu ul. Łukasińskiego i Okrzei (modlitwie Odnowa w Duch Świętym wraz z kapłanem), na rogu ul. Limanowskiego i Okrzei (modlitwie przewodniczy Legion Maryi), na skwerku ul. Mireckiego 22 przy kapliczce (modlitwie przewodniczy Akcja Katolicka wraz z kapłanem).

W Myszkowie wierni zgromadzą się na modlitwie przy skrzyżowaniu ulic Krasickiego z ul. Piękną. W Radomsku mieszkańcy miasta będą się modlić w parku przy Placu 3 Maja, na Osiedlu Tysiąclecia i na skrzyżowaniu ulic Piastowskiej i Leszka Czarnego. W Wieluniu wierni modlić się będą na Placu Legionów. W modlitwie wezmą udział również mieszkańcy Poręby, z parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP.

Od kilku lat, wierni co rok spotykają się na modlitwie 28 września w rocznicę beatyfikacji bł. Michała Sopoćko, spowiednika św. Faustyny.

Więcej informacji na http://iskra.jezuici.pl/polska-2018/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Blisko 4 mln pielgrzymów odwiedziło sanktuarium

2018-09-25 20:30

mz (KAI/VDF/SF) / Fatima

Prawie 4 mln pielgrzymów z całego świata odwiedziło sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie między styczniem a lipcem br. Jak poinformowała rzecznik prasowa sanktuarium Carmo Rodeia, do tej portugalskiej miejscowości wciąż napływa duża ilość wiernych, choć ich grono jest mniejsze w porównaniu z minionym roku.

Kushnirov Avraham/pl.fotolia.com

Władze sanktuarium wskazują, że w stosunku do ostatnich lat w Roku Jubileuszowym, obchodzonym w 2017 r., nastąpił znaczący wzrost liczby pielgrzymów w Fatimie. Dodatkowym impulsem dla pielgrzymów była wizyta papieża Franciszka w sanktuarium, do której doszło 12 i 13 maja. Papieżowi podczas tego wydarzenia towarzyszyło ponad 1,5 mln wiernych.

Ze statystyk sanktuarium wynika, że od 1 stycznia do 31 lipca tego roku Fatimę odwiedziło łącznie 3,7 mln pielgrzymów. W takim samym okresie ub.r. było tam 5,4 mln wiernych. - Po obchodzonym w 2017 r. Roku Jubileuszowym liczba pielgrzymów docierających do Fatimy ustabilizowała się na poziomie zbliżonym do wcześniejszych lat – poinformowała Carmo Rodeia.

Przedstawicielka sanktuarium wyjaśniła, że w dalszym ciągu wśród narodowości najliczniej odwiedzających Fatimę dominują Portugalczycy, zaś wśród obcokrajowców: Hiszpanie, Włosi oraz Polacy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem